Gra dużo ładniej niż wygląda…
Danijel Ljuboja to jeden z najlepszych piłkarzy w polskiej lidze. Potwierdził to kolejny raz 7 kwietnia, w Wielką Sobotę, w meczu Legii z Ruchem, meczu na szczycie, bardzo ważnym w rywalizacji o tytuł mistrzowski. Zespół Macieja Skorży wygrał 2:0, a zawodnikiem zdecydowanie wyróżniającym się był właśnie Ljuboja. Obie bramki padły z jego udziałem
Ljuboja – jak wszyscy piłkarze – nie zawsze błyszczy, zdarzają mu się również mecze słabsze, kiedy jego forma nie jest najwyższa. Ale jest wybijającym się graczem Legii i naszej ligi. Jest szybki, bardzo dobry technicznie, potrafi dużo, jest też ambitny, pożyteczny. I gra ładnie dla oka.
Jednego u niego nie lubię, jego fryzury. Ani to wygląda ładnie, ani mądrze. A jeżeli tak, to wygląda to brzydko i głupio. Tak, wygląda to beznadziejnie. Choć, gdyby się uprzeć, to oczywiście mogłoby być jeszcze gorzej, jeszcze bardziej beznadziejnie…
Nie wiem jakim człowiekiem jest Ljuboja poza boiskiem, mam nadzieję że mądrym, że bardziej sensownym niż ta jego fryzura… Nie lepiej byłoby gdyby i grał bardzo dobrze, i tak wyglądał?…
Cezary Dąbrowski www.zawszepolska.eu /11.IV.2012/
***
Szechter przeproś za ojca i brata!!!
Podczas meczu Lech Poznań – Legia Warszawa będący w konflikcie z Gazetą Wyborczą kibice Legii wywiesili flagę z napisem: ‘Szechter przeproś za ojca i brata!!!’
Słowa skierowane były oczywiście do redaktora naczelnego Wyborczej – Adama Michnika
Już tydzień temu na stadionie w Warszawie kibice Legii ułożyli z balonów wielki napis wyglądający jak logo GW z tym że zamiast nazwy tytułu dziennika było hasło ‘Gówno Prawda’
Legia i jej kibice zarzucają dziennikarzom Wyborczej brak obiektywizmu w pisaniu o stołecznym zespole. Klub wystosował nawet specjalne oświadczenie w tej sprawie.
Ostatnim elementem tego sporu jest właśnie sytuacja do której doszło w Poznaniu. Kibice Legii zaatakowali Michnika hasłem: ‘Szechter przeproś za ojca i brata.
Chodzi oczywiście o Ozjasza Szechtera, ojca Michnika, który według publikacji IPN brał udział w operacjach szpiegowskich NKWD przeciw Polsce.
Ojciec komunista
Naczelny Gazety Wyborczej to syn Heleny Michnik i Ozjasza Szechtera. Szechter w dwudziestoleciu międzywojennym udzielał się w ruchu komunistycznym, był działaczem Komunistycznej Partii Zachodniej Ukrainy. Przyrodni brat naczelnego GW Stefan Michnik to oskarżany o stalinowskie zbrodnie sędzia który brał udział w procesach schwytanych żołnierzy podziemia niepodległościowego i członków dawnej partyzantki antyhitlerowskiej. Kilka tych procesów skończyło się wyrokami śmierci, inni oskarżeni dostawali po kilkanaście lat więzienia. W 1969 r. wyjechał do Szwecji, gdzie mieszka do dziś.
W październiku 2010 r. na wniosek Polski wydany został Europejski Nakaz Aresztowania ale szwedzki sąd odmówił wydania Stefana Michnika Polsce, argumentując że w świetle prawa obowiązującego w Szwecji jego czyny uległy przedawnieniu.
md/su./ps /18.4.2011/
***
Borysiuk w Kaiserslautern
Ariel Borysiuk podpisał czteroletni kontrakt z niemieckim 1.FC Kaiserslautern. Były już piłkarz Legii Warszawa zrezygnował z propozycji belgijskiego Club Brugge, z którym negocjował jeszcze w poniedziałek
Przy podpisywaniu umowy uśmiech nie schodził podobno z twarzy piłkarza. Widać było że jest szczęśliwy z wyboru jakiego dokonał. W niedzielę będzie mieć już szansę debiutu w niemieckiej Bundeslidze przeciw FC Koeln
Żeby zdecydować się na życie i pracę na kolejne cztery lata w danym miejscu Borysiuk podobno wcześniej obejrzał obydwa kluby od środka, ich obiekty i miasta. I zdecydowanie lepiej czuł się w Kaiserslautern. Poza tym poziom rozgrywek w Niemczech jest wyższy niż w Belgii. Ważne też jest także zaufanie jakim działacze obdarzyli byłego już legionistę. Liczą bowiem że pomoże zespołowi w utrzymaniu się w Bundeslidze.
W sztabie szkoleniowym Kaiserslautern jest Artur Płatek (były trener m.in. Jagiellonii Białystok, Cracovii, czy Pogonii Szczecin), a w styczniu z Polonii Bytom przeszedł do tego klubu Jakub Świerczok.
To był kolejny argument na korzyść niemieckiego klubu. Po niedzielnym meczu Borysiuk dostanie wolne na przeprowadzkę. Do Niemiec przyleciał bowiem ze zgrupowania w Turcji i nie ma ze sobą zbyt wielu rzeczy.
Według nieoficjalnych informacji Legia sprzedała pomocnika za ok. dwa miliony euro.
Po 19 kolejkach rozgrywek niemieckiej Bundesligi Kaiserslautern z dorobkiem 18 punktów zajmuje 16 miejsce (trzecie od końca).
W Legii Borysiuk występował od 2007 r. W jej barwach rozegrał 132 mecze i strzelił cztery gole. Zdobył ze stołecznym klubem m.in. wicemistrzostwo kraju, dwukrotnie Puchar Polski i Superpuchar. Trzykrotnie zagrał w drużynie narodowej.
Borysiuk to jeden z czwórki ‘dzielnych chłopków roztropków’ Legii, którzy w sierpniu 2011 r. zabawiali się w… agencji towarzyskiej na warszawskim Wilanowie i w dodatku dali się w biały dzień sfotografować.
Jedna z gazet pisała wtedy: ‘Dzielna czwórka to: Michał Kucharczyk (20 lat), Maciej Rybus (22), Ariel Borysiuk (20) i Artur Jędrzejczyk (24). Jeżeli wierzyć stronie internetowej agencji z Wilanowa, legioniści wybrali najlepszą ofertę w stolicy. – Godzina w naszej agencji kosztuje 350 złotych – informuje nas miły damski głos. Pani nie chce jednak zdradzać, co wchodzi w cenę usługi za 350 zł. Zachwala jednak bogaty asortyment, jaki czeka chętnych, którzy zechcą skorzystać z oferty. – Codziennie do dyspozycji panów mamy od 20 do 26 dziewczyn – reklamuje nasza rozmówczyni.
– Cały wieczór to wydatek kilku tysięcy złotych, choć ceny są do negocjacji na miejscu, kiedy poznamy klientów – słyszymy.
Klientów chyba poznano, bo po zdobyciu Moskwy stali się sławni. Czy negocjowali ceny, nie mogliśmy stwierdzić, bo żaden z dzielnej czwórki nie odbierał wczoraj telefonu. Co rozumiemy, bo przygotowywali się do zdobycia Bełchatowa, gdzie Legia gra mecz z ŁKS-em.
Cennik
350 zł za godzinę to stawka za relaks z dziewczyną w agencji. Dodatkowo 100 zł za spotkanie w basenie. Małe piwo w barze kosztuje 20 zł, drink – 60 zł.
Za cały wieczór zapłacimy kilka tysięcy złotych
Jan Tomaszewski, były bramkarz reprezentacji Polski: – Co z nich za mężczyźni?! Dla mnie to skandal, ale nie jestem zaskoczony wyskokiem piłkarzy Legii, bo przecież przykład idzie z góry – od piłkarzy reprezentacji Polski, którzy też nie stronią od orgietek, czy od sekretarza PZPN Zdzisława Kręciny, który wychodzi pijany z samolotu. Poza tym jest to żenujące, bo jeżeli ci piłkarze muszą za seks płacić prostytutkom, to ja się pytam: co z nich za mężczyźni? Przecież są popularni i bogaci, dziewczyny garną się do piłkarzy. I mimo to muszą iść do agencji, żeby się wyżyć? Wstyd!’
/31.1.2012/
***
Radović wyjedzie do Francji?
Pomocnik Legii Warszawa Miroslav Radović, który jest jednym z najskuteczniejszych piłkarzy fazy grupowej Ligi Europejskiej, wzbudza coraz większe zainteresowanie zagranicznych klubów
Teraz Serb znalazł się na celowniku francuskiego Brestu. Kolejny raz legionista był obserwowany przez skautów tego klubu. Na mecz z PSV Eindhoven wybrał się dyrektor sportowy Brestu Corentin Martins. Radović latem podpisał z Legią nowy kontrakt, który obowiązuje do 2014 r.
masz/su /1.12.2011/
***
Smuda powołał Janusza Gola
Franciszek Smuda powołał Janusza Gola, pomocnika Legii, na towarzyskie mecze reprezentacji Polski z Meksykiem (2 września) i Niemcami (6 września)
Janusz Gol cztery razy grał już w reprezentacji. Debiutował w styczniu 2010 kiedy to Smuda powołał go na turniej o Puchar Króla Tajlandii. Ostatni mecz w kadrze rozegrał w lutym tego roku przeciw Norwegii.
Gol prezentuje zwyżkę formy czego dowodem są dwie bramki które w ostatnich dniach strzelił dla Legii. W czwartkowym meczu ze Spartakiem Moskwa jego trafienie na 3:2 dało awans drużynie warszawskiej do fazy grupowej Ligi Europejskiej. W poniedziałkowym meczu ŁKS – Legia, w 5 kolejce ligowej, zdobył jedną z bramek, a Legia wygrała 3:1.
Biało-czerwoni z Meksykiem zmierzą się 2 września w Warszawie (godz. 20:30) a z Niemcami 6 września w Gdańsku (20:45).
bk/legia.com /30.8.2011/
CZAS TROCHĘ SIĘ POCIESZYĆ
Rozmowa z Januszem Golem
Drugi raz złota główka. W Moskwie dała awans do fazy grupowej Ligi Europejskiej, przeciw ŁKS-owi spokój, bo niedługo wcześniej rywal wyrównał.
Udało się w drugim meczu z rzędu w ten sposób zdobyć bramkę, pomóc drużynie i to mnie cieszy, choć nie sposób tych goli porównywać. Mam nadzieję że na tym nie poprzestanę i będzie tak dobrze w dalszej części sezonu.
Oba wspomniane gole strzelił pan będąc na pozycji środkowego napastnika.
Jak mówiłem zawsze staram się iść do końca za naszą akcją ofensywną bo wtedy rosną szanse jej skutecznego wykończenia. Podobnie było teraz. Kontrolowałem piłkę, Artur Jędrzejczyk mi ją dobrze zagrał, a mnie nie zostało nic innego jak umieścić ją w siatce.
Zaliczył pan udany powrót do Bełchatowa.
Prawdziwy powrót będzie dopiero jak zagramy z GKS-em. Zagrałem tutaj pierwszy raz odkąd odszedłem z Bełchatowa. Wygraliśmy i to jest najważniejsze.
Trudno było zejść na ziemię po Spartaku?
Trudno. Musieliśmy przede wszystkim powalczyć sami ze sobą, niby to proste w teorii ale w rzeczywistości trudno o tym tak szybko zapomnieć. Nie jest łatwo wrócić po takim sukcesie, kiedy ogrywa się zespół prezentujący dobry, europejski poziom, i zmierzyć z ŁKS-em który zajmuje ostatnie miejsce w tabeli. Tym bardziej cieszę się z tej wygranej która wcale nie przyszła nam łatwo.
ŁKS w drugiej połowie przejął inicjatywę i był bliższy wyrównania niż wy strzelenia zwycięskiego gola. Skąd to się wzięło?
Ze Spartakiem było ciężko, tamten mecz kosztował nas sporo sił. Do tego musieliśmy wybiegać 90 minut na sztucznej murawie, to zawsze zostaje w nogach. Dlatego obawiałem się że może nam tutaj zabraknąć sił i tak się stało w drugiej połowie. Jednak mimo tego w miarę kontrolowaliśmy grę, a jak już Danijel Ljuboja zdobył trzecią bramkę, mogliśmy być spokojni że nic złego nam tutaj nie grozi.
To już będzie taka tradycja że jak wygrywacie to 3:1?
Spokojnie, to dopiero początek sezonu. Gramy dalej, mam nadzieję że z tyłu na zero.
Teraz przerwa na mecze reprezentacji. Przyda się po tak intensywnym początku rozgrywek?
Na pewno. Dostaliśmy dwa dni wolnego od trenera, potem jedziemy na zgrupowanie i przygotowujemy się do kolejnych meczów. Cieszę się że będzie czas na odpoczynek, spotkanie z bliskimi bo przez ostatnie dwa miesiące wszystko było podporządkowane temu by jak najlepiej zacząć. Szczerze mówiąc to ja jestem bardzo zmęczony, nawet ta radość z awansu do fazy grupowej Ligi Europejskiej i wygranej w lidze nie była pełna. Teraz będzie czas by trochę się pocieszyć.
rozm. ad/ps /30.8.2011/
***
Głos kibica
Ludzie – komu wy właściwie kibicujecie? Legii czy transferom przeprowadzanym przez Legię?
Zachowujecie się jak dzieci na podwórku by tylko kolega miał wam czego zazdrościć! Wow – kibicujesz klubowi do którego przeszedł Buzaglo! A do mojego Lecha taki zawodnik nie zawitał!
Opamiętajcie się!
Bramkarze: Skaba – Kuciak (w pełni obstawiona pozycja); środkowi obrońcy – Żewłak (pewniak), Komorowski (przy Michale gra b. dobrze), Astiz (wczoraj z biegiem czasu coraz lepiej!), Choto (on akurat powinien wylecieć), w ostateczności jest jeszcze Vrdoljak (czyli klasa podobna do Żewłaka)
Lewa obrona: Wawrzyniak (pewniak na Euro), Kiełbowicz (idealny zmiennik)
Prawa obrona: Jędza (bardzo dobra gra), Rzeźnik (jeżeli dojdzie do formy będzie zacięta rywalizacja na tej pozycji)
Środkowi pomocnicy: Vrdoljak (coraz lepsza gra), Borysiuk (to może być jeden z ważniejszych piłkarzy w tym sezonie), Gol (z biegiem czasu coraz lepsza gra), Ohayon (już wczoraj można było zobaczyć w nim potencjał, lubi grać piłką, jeżeli dojdzie do sprawności fizycznej będzie mógł grać o wyjściową jedenastkę)
Ofensywni pomocnicy: Rebus (wahania formy lecz wczorajszy mecz b. dobry), Rado (filar zespołu), Kucharczyk (widać że się stara, gdy dojdzie do formy będzie ważnym zawodnikiem), Manu (coraz lepsza forma, dużo serca zostawia na boisku). Do tego miejmy nadzieję że szansę dostaną zawodnicy tacy jak Kosecki, Wolski, lepsze zmiany będzie dawał Żyro…
Napastnicy: Ljuboja (bez niego nie wyobrażam sobie Legii choć zazwyczaj po 60-70 minutach zaczyna chodzić po boisku), Hutnik (miejmy nadzieję że to przejściowe kłopoty, gdy jest w formie będzie bardzo groźny).
Gdzie wy chcecie te wzmocnienia?
~Mic12 /26.8.2011/
***
Uwolnić Starucha!
To wyjątkowo nieprzyjemne że Piotr Staruchowicz został zatrzymany po uroczystościach rocznicy Powstania Warszawskiego których był współorganizatorem
Nie interesuje mnie piłka nożna a swojemu stosunkowi do kultu jakim jest otaczana dawałem wyraz nieraz. Nieraz również protestowałem przeciw bierności policji i wymiaru sprawiedliwości wobec ekscesów stadionowych chuliganów. Piotra Staruchowicza ps. Staruch, lidera kibiców Legii, nigdy nie widziałem, niewiele o nim wiem i przypuszczam że nie jest aniołem. Wiem jednak że zaangażowanie w sprawę jego uwolnienia jest obowiązkiem tych którym na sercu leży praworządność w naszym kraju.
Staruchowicz został aresztowany na trzy miesiące wyłącznie na podstawie zeznań swojego wroga, człowieka o wątpliwej reputacji. Zarzut rabunku który mu postawiono – opisał to Jerzy Jachowicz na portalu Wpolityce – ma się nijak do kibolskich porachunków o które ewentualnie można go oskarżyć. Jednocześnie cały kontekst aresztowania Staruchowicza budzi po prostu oburzenie.
Został zatrzymany w tłumie kibiców bezpośrednio po uroczystościach rocznicy Powstania Warszawskiego których był współorganizatorem. Wybór miejsca i czasu świadczy o prowokacyjnym charakterze tego działania. Wszystko wskazuje że chodziło o doprowadzenie do starcia policji z rozjuszonym tłumem, co przez zaprzyjaźnione media zostałoby pokazane jako akty agresji rozwydrzonych kiboli i dało pretekst do rozprawy z nimi.
Wyjątkowo nieprzyjemne jest że policyjna akcja została podjęta akurat po działaniach za które kibicom Legii należą się podziękowania. Wykorzystywanie ich energii do pozytywnych przedsięwzięć ma także bardziej długotrwały efekt cywilizujący tę zbiorowość. Ale nie o cywilizowanie kibiców chodziło organizatorom policyjnej akcji.
Nie wiem oczywiście na jakim poziomie była ona planowana. Jest jednak elementem wykorzystywania sił porządkowych do politycznych rozgrywek obecnej władzy. W ten sposób usiłuje ona zorganizować opinię publiczną przeciw kolejnemu kozłowi ofiarnemu, a jednocześnie zastraszyć przeciwników do których należy grupa kibiców Legii i ich pobity już po aresztowaniu lider. Wszystko to powinno wzbudzać szczególny niepokój.
bw/rp /23.8.2011/
***
Bronią Starucha
– Piotr Staruchowicz został pobity przez policjantów kiedy leżał skuty kajdankami w radiowozie – powiedział senator Zbigniew Romaszewski (PiS) który odwiedził Starucha w areszcie w Białołęce
– Jesteśmy gotowi zająć się sprawą. Bicie zatrzymanego jest czymś niedopuszczalnym – powiedział dr Adam Bodnar z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka
– W wyniku pobicia Staruchowicz ma zasinione nogi, był też bity w twarz – zrelacjonował Romaszewski, członek senackiej komisji praw człowieka.
Z powodu śladów pobicia policjanci z komendy na ulicy Jagiellońskiej w Warszawie nie zgodzili się przyjąć zatrzymanego gniazdowego kibiców Legii bez przeprowadzenia lekarskiego badania.
Jak stwierdził Romaszewski, obecnie Staruch jest w dobrej formie, a w areszcie traktowany jest poprawnie. Służba więzienna proponowała mu osadzenie w jednoosobowej celi, jednak ten odmówił i obecnie siedzi wspólnie z dwoma innymi więźniami.
Po wizycie w areszcie w Białołęce zbulwersowany senator skierował pismo do komendanta głównego policji. Pytał w nim o zatrzymanie Starucha na oczach ok. 1.5 tys. kibiców Legii, w czasie gdy wracali oni z pięknej uroczystości na Kopcu Powstania Warszawskiego.
– To albo głupota, albo świadoma prowokacja, mająca na celu sprowokowanie zamieszek – stwierdził Romaszewski. Jego zdaniem na uznanie zasługuje postawa kibiców którzy nie dali się sprowokować i ograniczyli się do biernego oporu. W piśmie do komendanta Romaszewski zwrócił uwagę że spokojny przebieg zdarzenia policja zawdzięcza wyłącznie ‚spokojowi i obywatelskiej postawie Piotra Staruchowicza’.
– Jestem pewien że żaden normalny policjant nie akceptuje sytuacji w której w wyniku histerii politycznej narażane jest także jego bezpieczeństwo, bo to zwykli policjanci znaleźliby się wśród poszkodowanych gdyby doszło do zamieszek – stwierdził Romaszewski.
Senator zapytał także komendanta o pobicie Staruchowicza i zwrócił uwagę że podobne sytuacje ostatnio się powtarzają. – Policja przez 20 lat ciężko pracowała na to by zaprzestano uważać ją za kontynuatorkę milicji. Pytam czy w wyniku karierowiczostwa paru osób na kierowniczych stanowiskach policja chce być znów traktowana jak MO – powiedział senator.
Także przedstawiciele Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka czują się zaniepokojeni potraktowaniem kibica Legii. Prokuratura nie postawiła Staruchowi zarzutu udziału w bójce ale rozboju, sugerując że połakomił się on na torbę z klapkami i spodenkami. Ofiarą owego ‚rozboju’ miał być były kibic Polonii Warszawa. Były, bo kibice tej drużyny zerwali z nim kontakty po tym jak wcześniej złożył on zeznania obciążające własnych kolegów. To jego zeznania obciążyły teraz Starucha.
– Zarzut rozboju postawiony panu Staruchowiczowi jest co najmniej dziwny – dodał Adam Bodnar. Jak zapowiedział HFPC jest gotowa zająć się także sprawą jego pobicia.
Także Jacek Bąbka, prezes Fundacji Badań nad Prawem, uważa że sprawa musi być pilnie wyjaśniona. – Pobicie Piotra Staruchowicza powinno stać się przedmiotem oddzielnego śledztwa które szefowie policji mają bezwzględny obowiązek zarządzić.
niezal. /14.8.2011/
***
Policja biła Starucha?
Czy lider kibiców Legii Piotr Staruchowicz, ps. Staruch, po zatrzymaniu był bity przez policję? Tak twierdzi senator Zbigniew Romaszewski. Policja zaprzecza
Senator Zbigniew Romaszewski (PiS) był w areszcie u Starucha który od środy 3 sierpnia siedzi za kratami pod zarzutem rozboju. Według doniesienia Staruch razem z dwoma innymi mężczyznami miał napaść na młodego kibica Polonii Warszawa i ukraść mu torbę z klapkami oraz strojem sportowym
– Odwiedziłem kibica z własnej inicjatywy bo zaniepokoił mnie sposób jego zatrzymania. Piotra S. wyciągnięto z grupy kibiców gdy ci wracali z uroczystości na Kopcu Powstania Warszawskiego – powiedział Romaszewski. Dodał że w areszcie Staruch poinformował go że był bity przez policję podczas przewożenia do szpitala i do ‘dołka’ przy ul. Jagiellońskiej.
Piotr Staruchowicz o biciu przez policję wspomniał też swojemu pełnomocnikowi Mikołajowi Wojciechowskiemu. Przyznał że obrażenia na nogach i twarzy powstały gdy znajdował się już w dyspozycji policji. Koledzy Starucha twierdzą że informacja o obrażeniach powinna być w materiałach przyjmowania kibica do policyjnego aresztu przy ul. Jagiellońskiej.
Policja zaprzecza
– Zarówno zatrzymany jak i jego pełnomocnik na żadnym etapie prowadzonych czynności procesowych nie wnosili zastrzeżeń do pracy policjantów. Taka możliwość istniała zarówno w trakcie sporządzania protokołu zatrzymania osoby, przesłuchania w prokuraturze, jak i w sądzie (w trakcie rozprawy o zastosowanie wobec Piotra S. środka zapobiegawczego) – poinformował Mariusz Mrozek ze stołecznej policji.
Mrozek dodał że Piotr Staruchowicz przed osadzeniem w policyjnym pomieszczeniu dla osób zatrzymanych, zgodnie z obowiązującymi procedurami, został przewieziony do szpitala na badania lekarskie. – Lekarz nie stwierdził przeciwwskazań do osadzenia – poinformował Mrozek. Dodał że Piotra Staruchowicza zatrzymali policjanci operacyjni którzy nie są wyposażeni w środki przymusu bezpośredniego w postaci pałek.
Na razie nikt nie bada sprawy pobicia Starucha. – Nie dostaliśmy żadnego zawiadomienia w tej sprawie – powiedziała Monika Lewandowska, rzecznik stołecznej prokuratury.
Mecenas Wojciechowski przyznał że w sprawie pobicia Piotra Staruchowicza na razie nie złożył żadnej skargi. – Czekam na dyspozycje klienta – powiedział.
Interwencję w sprawie pobicia Piotra Staruchowicza zamierza podjąć senator Romaszewski. – Jeszcze w tym tygodniu złożę pismo w sprawie brutalności policji do komendanta głównego Andrzeja Matejuka oraz ministra spraw wewnętrznych Jerzego Millera – zapowiedział.
Romaszewski dodał też że w ostatnim czasie było zbyt dużo przypadków niewłaściwego traktowania zatrzymanych przez funkcjonariuszy. – Poza tym akcja przy Kopcu mogła zakończyć się zamieszkami jak teraz w Londynie. W dużej mierze powstrzymał to Staruch – powiedział Romaszewski.
Do tej pory policjantom nie udało się zatrzymać dwóch pozostałych mężczyzn którzy razem z Piotrem Staruchowiczem mieli dokonać rozboju 1 sierpnia. Pełnomocnik Starucha złożył zażalenie na areszt dla kibica.
blik/koz/żw /11.8.2011/16:02
***
Zatrzymany bez powodu
W ostatnich dniach na przystankach w Warszawie można było zobaczyć plakaty (bardzo ładne zresztą) ‚Pamiętamy’ skierowane do uczestników Powstania Warszawskiego od kibiców Legii
Po uroczystościach na Kopcu Powstania Warszawskiego i rozpaleniu Ogniska Pamięci przy ul. Bartyckiej w Warszawie policja zatrzymała Piotra Staruchowicza Starucha – znanego kibica Legii. Cała akcja wygląda na prowokację ze strony władz
Kibice brali udział w zorganizowanych za własne środki uroczystościach ku czci powstańców warszawskich. Gdy uczestnicy obchodów zaczęli się rozchodzić, do akcji niespodziewanie wkroczyła policja. Według świadków Staruch został zatrzymany bez żadnego powodu. Wobec innych kibiców użyto gazów łzawiących
Byłam na wczorajszych uroczystościach na Kopcu. Kibice w patriotycznych koszulkach po przemówieniach powstańców warszawskich klaskali i skandowali: Chwała Bohaterom. Zaśpiewali też hymn Polski. Oklaskali przedstawicieli Muzeum Powstania i IPN. Jedyną ich ‚winą’ był brak oklasków dla Hanny Gronkiewicz-Waltz i innych przedstawicieli urzędów Warszawy, jak również brak oklasków dla reprezentantów partii politycznych składających wieńce, w szczególności tych z PO, SLD i PJN
TO PROWOKACJA
Kibice Legii nie kryją żalu. – Godnie uczciliśmy pamięć powstańców. Dlaczego zatrzymali Piotrka akurat w takim miejscu, po takich uroczystościach? To wygląda na prowokację – komentowali
Kibice Legii nie kryją oburzenia zajściem. Ich zdaniem cała akcja wyglądała na z góry zaplanowaną prowokację. Pod Kopcem Powstania Warszawskiego na wieczornych uroczystościach pojawiło się, według różnych szacunków, nawet do trzech tysięcy sympatyków Legii. Wielu z nich miało na sobie koszulki ze znakiem Polski Walczącej. Mimo zrozumiałej niechęci wobec prezydent Warszawy Hanny Gronkiewicz-Waltz i niektórych samorządowców, podczas oficjalnych uroczystości zachowali powagę. Nie było gwizdów czy pohukiwań kiedy prezydent Warszawy przemawiała a potem rozpalała ogień pamięci. Po tym jak rządowe i samorządowe delegacje złożyły kwiaty pod pomnikiem Powstania swój wieniec w kształcie herbu Legii złożyła także oficjalna delegacja kibiców klubu. Odpowiadając na apel Starucha kibice godnie uczcili pamięć powstańców.
Wieczór jednak zakończył się dla nich zupełnie niespodziewanie. Po zakończeniu uroczystości, kiedy kibice wychodzili już z placu wokół Kopca Powstania Warszawskiego, policja zatrzymała Piotra Staruchowicza. – Nagle pojawili się tajniacy i nie mówiąc dlaczego zatrzymali Piotrka – powiedział jeden z kibiców, obecny na uroczystościach na Bartyckiej.
Pomiędzy kibicami a policją doszło do przepychanek. Jak poinformował asp. Mariusz Mrozek z KSP policyjną interwencję zakłóciły osoby postronne, w wyniku czego jeden z policjantów został ranny w głowę. Po ataku na policjantów na miejscu zdarzenia przyjechały dodatkowe patrole.
– Zadziała kibicowska solidarność, po prostu nie wiedzieliśmy co się dzieje i dlaczego zatrzymują Piotrka – relacjonował jeden z kibiców Legii. – Szybko okazało się że to policjanci stali się agresorami. Na Bartycką przyjechało około 18 radiowozów, policja wyszła do nas nie tylko z gazem i pałami ale bronią ostrą – dodał.
Kibice Legii nie kryją żalu z powodu wydarzeń. – To z daleka wygląda na prowokację. Nawet jeżeli jest powód by zatrzymać Piotrka to dlaczego w takim miejscu? Wśród tylu ludzi, podczas tak ważnych uroczystości. Policja przecież doskonale wiedziała że kibice na to zareagują, że staną za Staruchem. Zatrzymanie go na Bartyckiej niosło ze sobą gwarancję rozruchów. Zastanawiam się czy nie o to właśnie chodziło – konstatował jeden z kibiców.
Zdaniem kibiców Legii to nie tylko typowa ‚pokazówka’ ale także bezmyślność. – Przecież policja doskonale zna adres Starucha, mogła go zatrzymać o każdej innej porze – komentowali.
NA TAKICH JAK WY SZKODA KUL…
Staruch został zatrzymany wieczorem w poniedziałek, w 67 rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego, po uroczystościach na Kopcu Powstania. Piotr S. Poszedł tam na czele kilkuset kibiców by jak co roku złożyć wieńce i oddać hołd powstańcom
‚Jeden z kibiców jest bliski utraty wzroku w jednym z oczu gdyż ciśnienie gazu jakim dostał centralnie w oko uszkodziło mu rogówkę. Policjanci celowali w kibiców Legii bronią palną, nie chcieli się wylegitymować (choć mają taki obowiązek). Jeden z policjantów powiedział do kibiców ‚Na takich jak wy to szkoda kul’. Na prośbę o wylegitymowanie i powiedzenie jak się nazywa przed obiektywem kamery zasłaniał twarz i chował się za kolegami po fachu…’
Ciekawe dlaczego nie piszecie o rannych chłopakach którzy dostali po oczach gazem? /pod adresem mediów/
Wiadomo o co chodzi… Z polecenia policja chciała sprowokować KIBICÓW bo tego było już za wiele dla naszej wspaniałej ‚władzy’, że jak to kibice czczą pamięć o powstańcach, dostają pochwały od nich itd… Trzeba zepsuć ich wizerunek i wszcząć awanturę by nazajutrz mieć o czym nawijać w mediach i oczerniać kibiców, nazywając ich KIBOLAMI, bandytami, żulią i Bóg wie kim jeszcze. Swoją drogą media masowe w ogóle nie zainteresowały się kibicami którzy czcili pamięć o Powstaniu Warszawskim. Lepiej pokazywać przemoc i bijatyki bo to się sprzeda lepiej zaślepionemu Kowalskiemu, prawda???
To zatrzymanie to chyba tylko za to że KIBICE na kopcu powstania klaskali powstańcom i członkom IPN a nie pani HGW…
Co się dzieje w tym państwie? Policja rządzi, policja dzieli – a tak naprawdę to jest milicja i co tu dużo mówić tępaki
To dla złodziei i przekrętasów rządy PiS były państwem policyjnym, dla zwykłych uczciwych ludzi były państwem prawa. Dziś jest na odwrót. RZĄDZĄ NAMI MAFIA POSTKOMUNISTYCZNA I SŁUŻBY KGB I WSI, I CZORT WIE JAKIE JESZCZE... Wystarczy zobaczyć filmy pokazujące co robiła straż miejska (twarz wiejska) na Krakowskim Przedmieściu…
RANNY ZOSTAŁ JESZCZE JEDEN Z PRZECHODNIÓW – DOKŁADNIE ZOSTAŁ POBITY PRZEZ POLICJĘ. MILICJANCI ZWANI NIE WIADOMO CZEMU POLICJANTAMI NIE CHCIELI WYLEGITYMOWAC SIĘ PRZED DZIENNIKARZAMI. TO PROWOKACJA ZOMOWCÓW TUSKA. NIE BYŁEM NIGDY KIBOLEM, ALE CHYBA ZOSTANĘ! RZĄDY TUSKA TO BIAŁORUŚ…
coraz bardziej mi się kibice Legii podobają 🙂
Zamaskowani policjanci z ‚wydziału zwalczania przestępczości pseudokibiców’ przez pomyłkę wtargnęli do mieszkania na warszawskiej Pradze Południe. ‚Byłem w samej bieliźnie, kazali mi uklęknąć i wymierzyli w moją stronę broń’ – stwierdził Mateusz Janiszewski u którego we wtorek rano pojawiła się policja
Kiedy funkcjonariusze zorientowali się że mężczyzna nie jest poszukiwanym przez nich Staruchem – przeprosili za pomyłkową ‚wizytę’ i opuścili mieszkanie. Policja zaprzecza by wobec mężczyzny użyto siły. ‚Działania były prowadzone zgodnie z nakazem prokuratorskim’ – odpowiada Anna Kędzierzawska z KSP
/11.5-6.8.2011/
***
Ze Spartakiem będzie bardzo trudno
Spartak Moskwa będzie rywalem Legii Warszawa w czwartej rundzie kwalifikacyjnej Ligi Europejskiej. Pierwszy mecz legioniści zagrają 18 sierpnia w Polsce, a rewanż tydzień później na wyjeździe
Legia była losowana z grupy 3 i – oprócz Spartaka – mogła trafić na: Tottenham, Hapoel Tel Awiw, PAOK Saloniki i Athletic Bilbao.
Legionistów czeka trudna przeprawa. Spartak w poprzednim sezonie zajął 4 miejsce w rosyjskiej lidze, a w obecnym po 18 kolejkach jest siódmy. Jego trenerem jest były reprezentant Rosji Walerij Karpin.
Zwycięzcy rywalizacji zagrają w fazie grupowej Ligi Europejskiej.
int.pl /5.8.2011/
***
Policja zatrzymała Starucha
Bardzo smutna wiadomość. Policjanci zatrzymali Piotra Staruchowicza – Starucha, lidera kibiców Legii
Zatrzymano go ponoć w poniedziałek wieczorem po uroczystościach na szczycie Kopca Powstania Warszawskiego w stolicy. Media podają że ‘Staruch może usłyszeć zarzut rozboju, a mówiąc wprost – pobicia’. Podobno ‘w poniedziałek po południu pobił się on z kibicami konkurencyjnej stołecznej drużyny. A jeden z zaatakowanych kibiców miał zgłosić napaść policjantom’.
Jeszcze we wtorek Staruch mógł ponoć ‘usłyszeć prokuratorskie zarzuty ale nie wiadomo czy pseudokibic który go oskarżył – nie wycofał swoich zeznań’ – informowała jedna ze stacji radiowych.
Mam nadzieję że to tylko jakiś nadmuchany balon i nie jest tak źle jak podają media. Że sprawa okaże się jedynie faktem medialnym, problemem wydumanym, a Staruch zostanie szybko zwolniony. Bo byłoby fatalnie gdyby taki gość był ciągany po aresztach i sądach.
Cezary Dąbrowski/eremef /2.8.2011/
***
Przywieźli wynik marzenie
Po golu Miroslava Radovicia Legia wygrała na wyjeździe z Gaziantepsporem pierwszy mecz 3 rundy eliminacji Ligi Europejskiej
Przed wyjazdem Maciej Skorża asekurował się. Mówił o klasie Turków, że awans jego drużyny będzie możliwy tylko wtedy gdy wszyscy piłkarze wejdą na najwyższy poziom
A słowa prezesa Leszka Miklasa świadczyły o niskich notowaniach Skorży: – To najłatwiejszy rywal na jakiego mogliśmy trafić.
Kiedy po 20 minutach rywale byli dwa razy częściej przy piłce, a na bramkę Legii sunął atak za atakiem, zanosiło się na bardzo trudny wieczór zespołu Skorży. Kluczowe wtedy okazało się doświadczenie Michała Żewłakowa i Danijela Ljuboji.
Ten ostatni krótko po przerwie podał piłkę między trzech obrońców do Radovicia który za chwilę strzelił jedynego gola i pobiegł cieszyć się pod trybunę z kibicami Legii.
Poza golem warszawska drużyna stworzyła tylko jedną dobrą okazję, kiedy w pierwszej połowie z bliska do bramki nie trafił Michał Kucharczyk. Pierwszy raz od odejścia z Warszawy Jana Muchy Legia zawdzięcza też trzy punkty w ważnym meczu bramkarzowi. Wojciech Skaba bronił instynktownie i skutecznie. Raz wybił piłkę na rzut rożny po strzale z bardzo bliskiej odległości.
1:0 na wyjeździe było tak cenne że niemal cały czas od strzelenia gola do ostatniego gwizdka legioniści poświęcili na obronę. Koniecznie trzeba dodać że nie rozpaczliwą, ale mądrą. Rywale irytowali się własną nieskutecznością, co tylko powodowało większe problemy. Gaziantepspor jest bogatszą drużyną od Legii, właściciele klubu na zakupy chodzą do Bundesligi. Cenek Tosun przyszedł z Eintrachtu, Taksin Calis z Borussii Moenchengladbach, ale nie miało to znaczenia.
Rewanż (4 sierpnia przy Łazienkowskiej) wcale nie będzie formalnością.
Gaziantepspor Gazantiep – Legia 0:1 (0:0). Bramka: 0:1 Radovic (51). Żółte k.: Wagner, Ceylan, Gungor – Vrdoljak, Rzeźniczak, Radovic. Sędzia: Cesar Fernandez (Hiszpania). Widzów: 12 000. Gaziantepspor: Karcemarskas – Sume (5 Pehlivan), Gungor, Nounkeu, Ivan – Popow (67 Tosun), Kurtulus, Ceylan (85 Demir), Wagner, Adin – Sosa. Legia: Skaba – Rzeźniczak, Żewłakow,
Komorowski, Wawrzyniak – Manu (81 Gol), Vrdoljak, Borysiuk, Radovic, Kucharczyk (62 Hubnik) – Ljuboja (90 Żyro).
koło/rp /29.7.2011/
***
Radović zostaje na 3 lata
Umowę z Legią przedłużył Miroslav Radović. – Cieszę się że tu zostaję – powiedział Rado
– W ostatnich tygodniach w prasie pojawiało się wiele informacji dotyczących mojego ewentualnego odejścia z Legii. Przedłużenie mojego kontraktu to najlepsza odpowiedź na te spekulacje. Zrobię wszystko by warszawski klub odniósł jak najwięcej sukcesów – dodał Serb.
– Kilka lat temu jedną z najbardziej charakterystycznych postaci w Legii był Aleksandar Vuković który spędził przy Łazienkowskiej wiele lat. Tak jak on jestem związany z tym klubem i cieszę się że zostanę w nim na najbliższe lata – powiedział Radović
– Jesteśmy bardzo zadowoleni że Rado zostaje z nami – powiedział Marek Jóźwiak po tym jak Legia przedłużyła umowę z serbskim pomocnikiem
– Negocjacje przebiegały spokojnie. Myślę że i klub i zawodnik są zadowoleni z porozumienia. Bardzo cenimy Radovicia i cieszymy się że zostaje z nami. Wszyscy pamiętamy w jakich okolicznościach pożegnaliśmy się z Jankiem Muchą. Chcieliśmy uniknąć podobnego scenariusza w przypadku Mira dlatego rok przed końcem starej umowy podpisaliśmy nową która będzie obowiązywać trzy lata – dodał Jóźwiak.
– Liczymy że Rado będzie prezentować tak wysoką formę jak w poprzednim sezonie. Myślę że wszyscy są z niego bardzo zadowoleni – powiedział Jóźwiak.
– Na początku negocjacji były pewne rozbieżności ale szybko doszliśmy do porozumienia – powiedział wiceprezes klubu Leszek Miklas
– Procedura przedłużania kontraktów w Legii jest standardowa. Rok przed zakończeniem umowy rozpoczynamy rozmowy z zawodnikami z którymi wiążemy pewne nadzieje. Jednym z nich jest Miroslav Radović. Na początku negocjacji były różnice w oczekiwaniach piłkarza i klubu ale szybko doszliśmy do porozumienia. Sam zainteresowany chciał u nas zostać dlatego związał się z Legią trzyletnim kontraktem.
– Miro złożył podpis w szczytowym momencie kariery. Mam nadzieję że zawarcie nowej umowy nie zakończy dobrej passy i pomoże mu dodatkowo się rozwinąć. Zespół jest wzmacniany doświadczonymi zawodnikami. Rado spędził w Legii pięć lat i mam nadzieję że w najbliższej przyszłości jeszcze lepiej wykorzysta swoje umiejętności.
– Ściągając Ljuboję nie zwracaliśmy uwagi na jego pochodzenie. Szukaliśmy dobrego napastnika i tak się złożyło że zakontraktowaliśmy Danijela. Mam nadzieję że Serb wspólnie z Miroslavem Radoviciem i Ivicą Vrdoljakiem będą ważnymi zawodnikami dla Legii – powiedział Miklas.
legia.com /27-28.6.2011/
***
Przyjechałem strzelać
Danijel Ljuboja ma zarabiać największe pieniądze w historii polskiej ligi i być jednym z największych gwiazdorów rozgrywek. Oczekiwania wobec Serba są ogromne
Rozmowa z Danijelem Ljuboją
Nad propozycją Legii zastanawiał się pan minuty, godziny czy długie tygodnie?
Pierwszy raz o ofercie Legii dowiedziałem się trzy miesiące temu. Potem otrzymałem propozycję przylotu do Warszawy by zobaczyć klub i miasto, zanim podejmę ostateczną decyzję. Tak też się stało. Warszawa bardzo mi się spodobała, stadion robi wielkie wrażenie, a o kibicach Legii słyszałem że są wspaniali.
Działacze Legii mówili że nawet tuż przed podpisaniem kontraktu odbierał pan telefony z propozycjami…
Było kilka innych ofert, między innymi z Sochaux, ale nie chciałem w ostatniej chwili wycofywać się z rozmów z Legią.
Będzie pan najlepiej opłacanym piłkarzem w historii polskiej ligi. 500 tys. euro rocznie to sporo.
Zależy jak na to spojrzeć. Do Legii przyszedłem za darmo a przecież za innych piłkarzy się płaci. Jeżeli więc klub zapłacił za danego gracza milion euro plus wypłata to tamten jest droższy ode mnie. Mój kontrakt jest adekwatny do osiągnięć. Mam dobre cv, strzeliłem dużo goli. Zasłużyłem na solidne pieniądze.
Kiedy był pan u szczytu kariery chciała pana Barcelona? To prawda czy plotki?
Grałem wtedy w PSG. Przyszedłem zimą, zagrałem w 17 meczach, strzeliłem 5 goli. Zdobyliśmy Puchar Francji i wicemistrzostwo. To wówczas miałem trafić na listę życzeń Barcy. Ale przecież gdyby Barcelonie bardzo na mnie zależało to dałaby kilkanaście milionów euro i wykupiła z PSG.
Poza Francją grał pan w Niemczech ale w Stuttgarcie wspominają pana jako konfliktowego człowieka. Generalnie ciągnie się za panem opinia awanturnika…
Do Polski przyjechałem strzelać gole a nie rozrabiać. Co do Stuttgartu… Początek miałem świetny, u trenera Trapattoniego pracowało mi się znakomicie. Potem wszystko się popsuło a czy była w tym moja wina? To długa historia. Ja miałem swoje racje a druga strona swoje.
Na ile jest pan zadowolony z przebiegu kariery?
Talent mam większy niż osiągnięcia. Choć frustratem nie jestem. Grałem w dobrych klubach, strzeliłem dużo goli. Dwa razy zdobyłem Puchar Francji choć brakuje mi tytułu mistrzowskiego. Może uda się z Legią?
Nie boi się pan wielkiej presji? W Legii liczą co najmniej na kilkanaście goli.
Presja jest wszędzie… A gole? Z żadnego klubu nie odszedłem z zerowym kontem bramkowym.
Ma pan bardzo oryginalną fryzurę. Skąd taki pomysł?
To efekt zakładu sprzed lat z moim senegalskim kolegą z Aston Villi. Z czasem stał się to mój znak rozpoznawczy więc do końca kariery już tak zostanie.
rozm. ms/pk/su /28.6.2011/
***
Danijel Ljuboja na rok w Legii
Kontrakt z Legią podpisał serbski napastnik Danijel Ljuboja. Serb związał się z warszawskim klubem roczną umową z możliwością przedłużenia jej o kolejny rok
Ljuboja to jeden z najsłynniejszych serbskich piłkarzy w ostatnich latach. Był w kadrze Serbii i Czarnogóry na mundial 2006. Występował w czołowych klubach francuskich i niemieckich. Grał m.in. w PSG, VFB Stuttgart, HSV Hamburg, VFL Wolfsburg. Ostatnie sezony spędził w Grenoble i Nice
Serb jako junior reprezentował barwy Dinama Vinkovci, NK Osijek i Crvenej Zvezdy Belgrad. Przed sezonem 1998/99 przeszedł do francuskiego Sochaux. Po dwóch latach gry dla ‘Peugeotów’ trafił do Strasbourga. Dzięki dobrej postawie w alzackim klubie został wykupiony przez PSG. W paryskim zespole zadebiutował w Lidze Mistrzów oraz pojechał na mundial w 2006 r., podczas którego zagrał przeciw Argentynie i Holandii.
W kolejnych latach Ljuboja był zawodnikiem VFB Stuttgart, HSV Hamurg i VFL Wolfsburg. Ostatnie dwa sezony spędził w klubach z Ligue 1 – Grenoble i Nice.
Sebastian Szałachowski odchodzi
Legia Warszawa nie przedłuży kontraktu z Sebastianem Szałachowskim. Informację przekazał dyrektor ds. rozwoju sportowego Marek Jóźwiak
– Sebastian na pewno odejdzie. Pożegna się z nami na stadionie Legii 20 czerwca. Jesteśmy mu bardzo wdzięczni że sześć lat z pełnym zaangażowaniem grał w Legii – powiedział Jóźwiak.
Szałachowski trafił na Łazienkowską przed sezonem 2005/06. Wywalczył z Legią mistrzostwo Polski (2006), Puchar Polski (2011) oraz Superpuchar Ekstraklasy (2008). Wystąpił w 130 meczach i strzelił 31 goli. Reprezentował stołeczny klub w eliminacjach Ligi Mistrzów i w rozgrywkach o Puchar UEFA i LE.
gw/kc/legia.com /15.6.2011/
***
Weiss się nie zgodził
– Rozmawiałem z Legią, moim zdaniem najlepszym polskim klubem, ze świetnym stadionem. Miałem być ich trenerem ale się nie porozumieliśmy. Działacze warszawscy chcieli bym po eliminacjach Euro 2012 zostawił reprezentację Słowacji i skupił się tylko na pracy przy Łazienkowskiej. Nie zgodziłem się na to – powiedział Vladimir Weiss, który podziękował klubowi z Łazienkowskiej za zainteresowanie
– Mam zgodę federacji na łącznie obowiązków w klubie i reprezentacji. Nie mogę wykluczyć że niedługo obejmę jakiś zespół klubowy. Może w Rosji – dodał Słowak.
wd/futbol.pl /16.6.2011/
***
Michał Żewłakow w Legii
Michał Żewłakow podpisał kontrakt z Legią. Były kapitan reprezentacji Polski związał się ze stołecznym klubem roczną umową
Żewłak jest wychowankiem stołecznego Drukarza. W I lidze zadebiutował jako zawodnik Polonii. W 1998 r. trafił do belgijskiego Beveren. Kolejnym klubem w jego karierze był Excelsior Mouscron
W 2002 r. Żewłakow podpisał umowę z Anderlechtem Bruksela. W barwach Fiołków zadebiutował w Lidze Mistrzów. Stamtąd trafił do Olympiakosu Pireus. W ostatnim sezonie doświadczony obrońca występował w tureckim Ankaragucu.
Lista sukcesów Michała jest długa – dwa mistrzostwa Belgii, trzy tytuły mistrzowskie, dwa puchary oraz jeden superpuchar Grecji.
Żewłakow rozegrał 102 mecze w reprezentacji Polski. Wystąpił w mistrzostwach świata w 2002 i 2006 r. oraz w Euro 2008.
legia.com /13.6.2011/
***
Skorża jednak w Legii!
Maciej Skorża poprowadzi zespół Legii Warszawa w sezonie 2011/12. Negocjacje z trenerem piłkarskiej reprezentacji Słowacji Vladimirem Weissem nie zakończyły się podpisaniem umowy – poinformował wiceprezes klubu Leszek Miklas
Miklas publicznie pogratulował Skorży zdobycia Pucharu Polski i trzeciego miejsca w lidze ale też wcale nie krył że gdyby Legia dogadała się z Weissem, obecny trener wyleciałby z posady
Skorża opowiadał że wiedział o negocjacjach ze Słowakiem i oczywiście przeżywał trudne chwile. – Mam taki pokój ze wszystkimi swoimi trofeami. Po przeczytaniu kilku artykułów w prasie o tym jakim jestem słabym trenerem usiadłem w nim i pomyślałem: wcale niezła kolekcja jak na faceta który zupełnie się na trenerce nie zna – powiedział Skorża.
Skorża uważa że nie zawsze był oceniany sprawiedliwie. – Pisano że Legia ma słabych piłkarzy i słabego trenera. To chyba trener nie jest aż taki zły skoro słabą drużynę doprowadził do zdobycia Pucharu Polski i trzeciej pozycji w lidze – żartował.
Dodał że uważa wynik Legii za dobry a swój rok pracy w niej za najtrudniejszy w karierze. – Przed nowym sezonem drużynie potrzebne są wzmocnienia. I to graczami doświadczonymi, zdolnymi do odnoszenia sukcesów nie tylko w naszej lidze ale także w rywalizacji europejskiej – powiedział Skorża.
dw/int.pl /29.5.2011/
***
Ostatni mecz Skorży
– Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują że to mój ostatni mecz w Legii – mówił w piątek trener Legii Maciej Skorża
– Jeżeli już mają być jakieś ofiary, to lepiej by ich było jak najmniej. Przed bieżącym sezonem doszło w klubie do niespotykanej wcześniej sytuacji. Sprowadzono siedmiu zawodników i trenera. Musieliśmy się dotrzeć i potrzebowaliśmy na to czasu. Jestem przekonany że efekty pracy w każdym kolejnym sezonie będą – powiedział przed niedzielnym meczem z Polonią Bytom Skorża który po sezonie najprawdopodobniej pożegna się z klubem
Od kilku tygodni szefowie Legii negocjują kontrakt z trenerem reprezentacji Słowacji Vladimirem Weissem który miałby łączyć pracę w kadrze i warszawskim klubie. Były szkoleniowiec Artmedii Petrżalka, z którą awansował do Ligi Mistrzów, w poniedziałek o 16.30 przed meczem z Andorą ma ogłosić czy przyjmie ofertę z Warszawy i wszystko wskazuje że się zgodzi.
Skorża odejdzie mimo zdobycia Pucharu Polski i być może wicemistrzostwa kraju które wywalczy jeżeli w niedzielę pokona bytomian, a Śląsk nie wygra z Arką Gdynia. Pogrążyło go 11 porażek w sezonie i fatalna pierwsza połowa rundy wiosennej. Między 18 a 23 kolejką Legia raz zremisowała i pięć razy przegrała. Z Wisłą Kraków która w połowie sezonu miała tyle samo punktów co warszawiacy – przegrała walkę o mistrzostwo długo przed końcem sezonu.
W piątek Skorża oceniając swoją pracę zirytował się gdy przypomniano mu o słabej grze Legii.
– Oczywiście mieliśmy kryzys ale jakościowo nasza gra wyglądała nieźle – stwierdził. – Przed każdym meczem wiosennym oglądałem mecz z tą samą drużyną z jesieni. Różnica w naszej grze była ogromna. To widać m.in. na przykładzie Arki. Choć niektórzy dziennikarze zwracają uwagę tylko na wyniki, to w każdym meczu mieliśmy mnóstwo okazji do zdobycia gola. W drugich połowach, gdy inne zespoły traciły siły, my cały czas biegaliśmy bez wytchnienia – ocenił trener.
Legionistów odmieniło zdobycie Pucharu Polski w Bydgoszczy. Gdy zapewnili sobie tym awans do eliminacji Ligi Europejskiej i stracili szansę na mistrzostwo, zaczęli grać swobodniej, a także – jak w niedawnym meczu z Arką (5:2) – efektownie.
– Jeszcze przed finałem Pucharu Polski pokonaliśmy 1:0 Widzew ale zostaliśmy skrytykowani za grę jakbyśmy ten mecz przegrali. Skończyły się porażki. Każda drużyna potrzebuje pewności siebie a budują ją zwycięstwa. Teraz wygrywamy – mówi Skorża.
Gdy przed tygodniem Legia wygrała 2:0 z pewną już mistrzostwa Wisłą kibice kręcili nosami że rywal upojony zdobyciem mistrzostwa nie grał na całego. Ale w środę warszawiacy wysoko ograli walczącą zażarcie o utrzymanie Arkę dla której ta porażka może oznaczać spadek (nawet zwycięstwo w meczu ze Śląskiem nie musi uratować gdynian). Polonia Bytom, ostatnia drużyna ligi, będzie zmotywowana jeszcze bardziej.
Bytomianie muszą w Warszawie wygrać by marzyć o pozostaniu w lidze. Klub ma kłopoty finansowe, kilka tygodni temu Komisja Ligi ukarała go grzywną 100 tys. zł za zaległości w wypłatach. Spadek i związany z nim brak pieniędzy z praw telewizyjnych może być dla klubu zabójczy. W informacje z Warszawy będą się wsłuchiwać kibice i piłkarze z Gdyni i Krakowa (Arka ma punkt przewagi nad Polonią, a Cracovia dwa).
– Polonia gra o życie a każdy piłkarz o swoją karierę – twierdzi trener Legii. – My będziemy musieli utrzymać miejsce medalowe. Dla nas wszystkich i dla mnie w szczególności medal miałby ogromną wartość.
W ostatnim meczu sezonu w Legii zabraknie Michala Hubnika który nie wyleczył bolącej stopy. Nie zagra też trenujący z mniejszym obciążeniem Inaki Astiz który leczy pęknięte żebro. Pozostali są do dyspozycji trenera, choć ten już zapowiedział że Felix Ogbuke, Dejan Kelhar i młody Daniel Łukasik zagrają w meczu rezerw.
Kosecki na dłużej w Legii
Jakub Kosecki, wypożyczony do ŁKS Łódź, w przyszłym znów będzie grać w Legii. W wygasającym z końcem sezonu kontrakcie 21-letniego napastnika stołeczny klub zagwarantował sobie możliwość przedłużenia go o dwa lata i z niej skorzystano. W 29 meczach ŁKS w II lidze i Pucharze Polski Kosecki 26 razy wychodził na boisko w pierwszej jedenastce i strzelił 10 goli.
kd/gs. /27.5.2011/
***
Największy skarb Legii
Michał Kucharczyk miał być trzecim napastnikiem Legii a jest jedynym reprezentantem Polski w zespole
O Michała Kucharczyka jednak można było już zacząć się martwić. Początek rundy miał bardzo dobry, błysnął przede wszystkim w półfinale Pucharu Polski z Lechią Gdańsk (1:0 i 4:0), ale potem przyszedł kryzys. Ławka rezerwowych, słabe mecze
Ale tylko do środy i wyprawy do Gdyni, gdzie 20-latek znowu pokazał swe duże możliwości. Dwa gole, asysta przy bramce Ariela Borysiuka to potwierdzenie że Franciszek Smuda dobrze zrobił powołując 20-latka do reprezentacji Polski na mecze z Argentyną (5.6) i Francją (9.6).
Szkoda hat-tricka
W Gdyni Kucharczyk mógł zdobyć więcej bramek. Hat-tricka zabrał mu sędzia Włodzimierz Bartos i jego asystent który niesłusznie nie uznał gola strzelonego przez legionistę po bardzo dobrym dośrodkowaniu Manu.
– Nie byłem na spalonym. Sędzia tłumaczył że widział jak cofałem się z pozycji spalonej. To nie było możliwe bo cały czas biegłem równo z Manu. Szkoda. Byłby to mój pierwszy hat-trick w lidze – stwierdził Kucharz.
Świetnej okazji nie wykorzystał też w pierwszej połowie kiedy stojąc kilka metrów od bramki strzelał zamiast zagrać do Miroslava Radovicia. – Zachowałem się samolubnie – przyznał.
Jednego gola po centrze Manu mu nie uznano ale drugiego już tak, na 4:0. Cała akcja wyglądała jak w grze komputerowej. Niskie dośrodkowanie, strzał z powietrza i wpadło.
– Ładniejszej bramki chyba nigdy jeszcze nie zdobyłem – powiedział. W Legii jak na razie trafił 8 razy (5 w lidze, 3 w Pucharze Polski), a w II i III lidze przez trzy sezony gry w Świcie Nowy Dwór Mazowiecki strzelił 40 goli.
Duży talent
Legia po zdobyciu Pucharu Polski złapała drugi oddech. Prezentuje się zdecydowanie lepiej, nie przegrywa i zapewne zajmie miejsce na podium. Jednak ten sezon już uznano za zupełnie nieudany. Tę opinię mogą choć trochę zmienić tacy zawodnicy jak Kucharczyk. To największy plus mijających rozgrywek w stołecznym klubie. I kolejny dowód że warto stawiać na młodzież, co Legia robi od czasów kiedy pracował w niej Jan Urban.
Maciej Skorża na początku sezonu musiał dać szansę letniemu zaciągowi transferowemu. Kucharczykowi zaufał dopiero wtedy kiedy inni zawiedli. Za niego zapłacono najmniej (300 tys. zł) a obok Ivicy Vrdoljaka dał zespołowi najwięcej.
– Podobnie jak inni młodzi zawodnicy Michał gra coraz bardziej dojrzale i się rozwija. Oni mają przed sobą interesującą przyszłość – przyznał szkoleniowiec legionistów.
20-latka bardzo chwali też były trener Legii Stefan Białas– Dla mnie Kucharczyk to jeden z największych talentów młodego pokolenia w polskiej lidze.
Jest jedynym zawodnikiem Legii który przyjmując piłkę od razu przygotowuje ją do podania lub dryblingu. Nie tylko jest silny fizycznie ale również nie boi się odpowiedzialności – mówi Białas.
ad/ps /27.5.2011/
***
Weiss chce trenować Legię
Vladimir Weiss na czwartkowej konferencji prasowej potwierdził że jest zainteresowany pracą w Legii Warszawa, a przy tym nie zamierza rezygnować z prowadzenia reprezentacji Słowacji
Trener reprezentacji Słowacji potwierdził że rozmawia z Legią na temat przejęcia drużyny po Macieju Skorży. – Legia przedstawiła mi taką ofertę która pozwala mi pracować z drużyną narodową – powiedział słowackim dziennikarzom Weiss
– Jeszcze nie powiedziałem tak, wszystko jest w fazie negocjacji. Muszę też spotkać się z prezesem Janem Kovacikiem i skonsultować z nim tę kwestię – powiedział Weiss.
Wygląda jednak że to spotkanie będzie jedynie formalnością. – Mam w kontrakcie klauzulę która pozwala mi pracować na dwa fronty. Myślę że sobie z tym poradzę. Najważniejsze by wszystkie strony zachowywały się rozsądnie – powiedział trener.
Na razie wszystko jest w fazie negocjacji między Weissem i jego słowackimi przełożonymi. Trwają także negocjacje z Legią. – W poniedziałek spotkam się z właścicielem Legii i wtedy będę mądrzejszy – powiedział Słowak.
Wszystko wskazuje jednak że to właśnie Weiss w sezonie 2011/12 poprowadzi Legię.
pk/denniksport /19.5.2011/
***
Żewłakow po słowie
Były kapitan reprezentacji Polski Michał Żewłakow jest już po rozmowach z prezesem Legii Pawłem Kosmalą i dyrektorem sportowym Markiem Jóźwiakiem. Być może jeszcze w maju podpisze umowę z warszawskim zespołem
Miesiąc temu 35-letni środkowy obrońca rozwiązał kontrakt z tureckim Ankaragucu i wrócił do Warszawy, gdzie się urodził, wychował i zaczynał grać w piłkę. 102-krotny reprezentant nie zamierza kończyć kariery.
Żegnając się z Turcją i reprezentacją Polski z której wyrzucił go trener Franciszek Smuda – mówił:
– Gra w Polsce pomogłaby mi poukładać życie osobiste i przygotować się do startu po zakończeniu kariery. Legia to klub z mojego miasta który zawsze gra o najwyższe cele. A tylko to mnie interesuje.
Dziś Żewłakow nie chce się wypowiadać. Przynajmniej do momentu kiedy nie wyjaśni się jego przyszłość. Na razie trenuje z prowadzonym przez Macieja Śliwowskiego i Piotra Świerczewskiego II-ligowym Zniczem Pruszków oraz drużyną dziennikarzy. Chodzi na mecze Legii i Polonii z której w 1998 r. razem z bratem bliźniakiem Marcinem wyjechali do ligi belgijskiej. Michał zdobył tam dwa mistrzostwa kraju z Anderlechtem, potem wygrał jeszcze trzy tytuły w Grecji w barwach Olympiakosu.
Ofertę z Legii ma dostać po powrocie właściciela klubu Mariusza Waltera który przebywa za granicą. W Warszawie będzie w środę 18 maja. Na pewno sytuacja Żewłakowa wyjaśni się do końca miesiąca. Uczestnika dwóch mundiali i jednego Euro chciałyby trzy inne polskie kluby – pytała o niego m.in. Wisła – ale żaden nie złożył konkretnej oferty.
Do końca miesiąca przedstawiciele Legii zadecydują kto zostaje w klubie a kto odejdzie. Przesądzony jest los Macieja Skorży który mimo jeszcze dwuletniego kontraktu pożegna się z Łazienkowską. Na jego następcę szykowany jest 47-letni trener słowackiej kadry Władimir Weiss który przez rok – do finałów Euro 2012 – łączyłby pracę w reprezentacji z Legią. Opcją rezerwową jest 42-letni Czech Pavel Hapal który w poprzednim sezonie wywalczył mistrzostwo Słowacji z Żiliną i awansował do fazy grupowej Champions League.
Oprócz Skorży z Legii odejdzie na pewno trzech zawodników. Klub nie zamierza wykupić wypożyczonych Bruno Mezengi i Feliksa Ogbuke. Nie zostanie również przedłużony kontrakt Sebastiana Szałachowskiego. Ważą się losy Alejandro Cabrala i Michała Hubnika. Argentyńczyk ma wpisaną kwotę odstępnego około pół miliona euro – za tyle Legia może go kupić z Vélezu. Jeżeli działacze zespołu z Sarsfield nie obniżą jej przynajmniej o połowę, Cabral więcej w Legii nie zagra. Ten scenariusz wydaje się najbardziej prawdopodobny. Najbliżej pozostania przy Łazienkowskiej jest wypożyczony z Sigmy Ołomuniec Hubnik. Jego potencjał jest w Legii niewykorzystany i o tym, czy zostanie w klubie, zdecydować może nowy trener.
Zgodę na transfer, jeżeli nadejdzie oferta, dostanie Maciej Rybus. 22-letni skrzydłowy stracił ostatnio miejsce w podstawowej jedenastce.
rb/gw /16.5.2011/
***
Weiss ma propozycję z Legii
Jan Kovacik, prezes Słowackiej Federacji Piłkarskiej, potwierdził że trener ich reprezentacji Władimir Weiss ma propozycję z Legii. Maciej Skorża mimo dwuletniego kontraktu po sezonie odejdzie z warszawskiej drużyny
– Niespełna dwa tygodnie temu Weiss powiedział mi że ma propozycje z klubów rosyjskich i Legii. Od tamtej pory nie mam nowych informacji. Jestem za granicą, po powrocie spotkam się z trenerem i porozmawiamy o przyszłości – powiedział Kovacik.
Nie chciał jednoznacznie stwierdzić że zgodzi się by Weiss łączył funkcję trenera kadry i trenera klubowego. Ale słowaccy dziennikarze są przekonani że się dogadają.
47-letni szkoleniowiec oznajmił niedawno: ‘Od lata chcę pracować w klubie i łączyć obowiązki z pracą w kadrze’. Słowację prowadzi od 2008 r. Na mundialu w RPA do którego jego zespół awansował m.in. po zwycięstwach nad Polską 2:1 i 1:0, Słowacy wyszli z grupy, pokonując w decydującym meczu Włochów 3:2. W 1/8 finału przegrali 1:2 z Holandią.
Wcześniej Weiss pracował w Artmedii Petrzałka z którą wywalczył dwa puchary i mistrzostwa Słowacji, a w 2006 roku awansował do Ligi Mistrzów, bijąc w kwalifikacjach Celtic 5:0.
Na półmetku eliminacji Euro 2012 Słowacy są liderem grupy.
rb/gw /14.5.2011/
***
Stadion skończony
Po 30 miesiącach zakończono modernizację stadionu oraz zaplecza treningowego Legii. Ostatnia trybuna będzie gotowa na ligowy hit
Budowa nowych trybun wokół starego boiska Legii rozpoczęła się 17 listopada 2008 r. Oficjalne otwarcie nowego obiektu przy Łazienkowskiej 3 odbyło się 7 sierpnia 2010 r. Na inaugurację Arsenal Londyn pokonał Legię Warszawa 6:5
Obiekt wyróżniał się na ligowym podwórku ale wciąż trwała budowa trybuny zachodniej, na której zlokalizowane są m.in. loże VIP.
Pierwszy mecz podczas którego kibice zasiądą na trybunie zachodniej – to Legia – Wisła Kraków /w 28 kolejce ligowej/.
Wszystko zależy jednak od odbiorów technicznych. – Mamy nadzieję że uda nam się zaprosić kibiców na tę piękną trybunę jeszcze w tym sezonie. Nie wszystko jednak zależy od nas – mówi Marek Drabczyk, członek Zarządu Legii.
Na wszystkich czterech trybunach znajdzie się 31 tys. całkowicie zadaszonych miejsc dla kibiców.
pmaj/rp /12.5.2011/
***
Stevens rozważy ofertę Legii
Załamani wynikami w lidze działacze Legii rozpoczynają poszukiwania trenera który po zakończeniu sezonu mógłby zastąpić Macieja Skorżę. Ma to być doświadczony fachowiec z zagranicy. Taki jak były trener Schalke 04 Huub Stevens
Odkąd warszawski klub pogrzebał szanse na wywalczenie mistrzostwa Polski zarząd Legii poważnie zastanawia się nad przyszłością Skorży i niektórych zawodników. Prezesi Legii nie zamierzają ryzykować zatrudniając kolejnego trenera z Polski. Raczej na pewno zdecydują się na zagranicznego szkoleniowca o uznanym nazwisku.
Ze starym znajomym z Gelsenkirchen Huubem Stevensem o możliwości pracy w Legii rozmawiał były reprezentant Polski Tomasz Hajto.
– Otrzymałem kilka telefonów z Polski ale żadnego od działaczy Legii. Odpoczywam po rozwiązaniu kontraktu z Salzburgiem a sprawami zawodowymi zajmę się za 2-3 tygodnie. Polska to jedno z ciekawszych miejsc do pracy zważywszy zbliżające się Euro 2012. Jeżeli działacze Legii uznają że jestem odpowiednim kandydatem z pewnością usiądę z nimi do rozmów – powiedział Hajcie Holender.
– Huub to świetny trener, prowadzi zespół twardą ręką. U niego nikt nie ma pewnego miejsca w składzie, trzeba o nie rywalizować na każdym treningu. Legia kogoś takiego potrzebuje i z pewnością sprawdziłby się w tym klubie – przekonuje Hajto. Stevens miał już ofertą z Polski, konkretnie z krakowskiej Wisły. Musiał jednak odmówić bo wiązał go wtedy kontrakt z Red Bull Salzburg a szefowie Białej Gwiazdy zatrudnili Roberta Maaskanta
f. /21.4.2011/
***
Michał Żewłakow w Legii?
Michał Żewłakow, rekordzista pod względem występów w reprezentacji Polski, latem może trafić na Łazienkowską. Pod warunkiem jednak że drużyna Macieja Skorży wywalczy awans do europejskich pucharów
Pierwsza oferta z Legii pojawiła się kilka miesięcy temu, po zakończeniu rundy jesiennej. Stołeczny klub proponował Żewłakowowi kontrakt w wysokości około 0.5 miliona euro rocznie
102-krotny reprezentant Polski rozważał możliwość przejścia na Łazienkowską, ale ostatecznie do transakcji nie doszło
Obie strony mają wrócić do rozmów po zakończeniu obecnych rozgrywek. Oczywiście pod warunkiem że Legia zdoła zakwalifikować się do europejskich pucharów. Na razie ma szansę osiągnąć ten cel zarówno przez zdobycie Pucharu Polski, jak i zajęcie odpowiednio wysokiego miejsce w lidze.
Obecnie Michał Żewłakow jest piłkarzem tureckiego Ankaragucu Ankara.
ad/pl/ps /12.4.2011/
***
Czy Roger wróci do Legii
Roger Guerreiro mógłby wrócić do Legii, namawia go do tego właściciel warszawskiego klubu. Słabość Mariusza Waltera do byłego zawodnika stołecznego zespołu nie maleje
Właściciel Legii kilka tygodni temu próbował ściągnąć reprezentanta Polski na Łazienkowską. Sponsor stołecznego klubu osobiście kontaktował się z pochodzącym z Brazylii piłkarzem, namawiając go do powrotu do Polski
Pomocnik AEK Ateny odrzucił jednak propozycję Legii, choć Walter kusił go identycznymi zarobkami w wysokości 400 tys. euro netto rocznie
To mógł być prawdziwy powrót roku w naszej lidze. Notująca passę porażek drużyna Macieja Skorży już w rundzie jesiennej miała problemy ze stwarzaniem sobie sytuacji podbramkowych. Szczęśliwe zwycięstwa z Cracovią, Lechem Poznań i Górnikiem Zabrze oraz odniesiona w przerwie zimowej kontuzja Macieja Rybusa sprawiły, że przy Łazienkowskiej coraz głośniej zaczęto myśleć o transferze środkowego pomocnika.
Wybór właściciela Legii, który od kilku lat jest miłośnikiem talentu Rogera, był w tej sytuacji prosty. Walter sam skontaktował się z naturalizowanym Brazylijczykiem, oferując mu 400 tys. euro za sezon gry w polskiej lidze.
Gdyby Roger przyjął propozycję – stałby się najlepiej opłacanym piłkarzem Legii. Choć jego obecny klub nie zawsze wypłaca pensje na czas, były zawodnik Legii nie przyjął oferty z Warszawy.
Nasz reprezentant grzecznie podziękował Walterowi, tłumacząc że nie zamierza na razie wracać do polskiej ligi. W drużynie ze stolicy Aten może bowiem liczyć na podobny kontrakt i znacznie lepsze warunki do życia. Po ostatniej kolejce greckiej Super Ligi Brazylijczyk z pewnością nie żałuje wyboru. Strzelił zwycięską bramkę w derby z Atromitosem (1:0) i został uznany za najlepszego piłkarza meczu.
filu/f. /7.4.2011/
***
Kibice śpiewają Niemena
W sobotę 2 kwietnia pierwszy raz publicznie ‘wystąpił’ ‘chór Legii Warszawa’, który nagrał ‘Sen o Warszawie’
Ok. 60 osób zgłosiło się na ochotnika, by hymn śpiewany przed meczami uwiecznić na płycie kompaktowej. Odtąd będzie on odtwarzany na stadionie, będą mu wtórować tysiące kibiców. Niestety, piosenki w oryginalnym nagraniu, czyli z głosem Czesława Niemena, nie można odtwarzać na stadionie
Choć utwór jest hymnem sympatyków Legii od 7 lat, to kilka tygodni temu do zarządu klubu zgłosiła się wdowa po piosenkarzu, Małgorzata Niemen, której podobno nie spodobał się hałas wytwarzany przez kibiców wtórujących jej mężowi.
ih /2.4.2011/
***
Rzeźnik uderzony przez kibica
Legia Warszawa w sobotę przegrała z Ruchem Chorzów 2:3 (2:1), choć prowadziła 2:0. Po meczu jeden z kibiców nie wytrzymał napięcia i postanowił wyładować swoją złość na Jakubie Rzeźniczaku
Rzeźniczak meczu z Ruchem Chorzów, podobnie jak cały zespół Legii, nie może zaliczyć do udanych. Obrona gospodarzy grała fatalnie i w 2 połowie w 2 minuty dała sobie wbić 2 gole
Stołeczni kibice wygwizdali legionistów, a jeden z nich postanowił ręcznie wymierzyć sprawiedliwość Rzeźniczakowi. Podbiegł do Rzeźnika wykrzykując: Niech … szanuje mordę, albo wraca do Widzewa! Następnie uderzył w twarz obrońcę Legii. Szybka interwencja ochrony zapobiegła dalszym rękoczynom, a napastnika wyprowadzono.
onet/orange /3.4.2011/
***
Skorża ma dość porażek
Maciej Skorża stracił cierpliwość. ‘Dość porażek, dość tak samo traconych bramek’ – grzmiał na środowym treningu Legii
W środę piłkarze Legii mieli zaplanowany trening na stadionie Drukarza Warszawa na godz. 11:30. Zajęcia rozpoczęły się jednak z 45-minutowym opóźnieniem, gdyż zawodnicy i trenerzy wcześniej spotkali się z wiceprezesem Leszkiem Miklasem
Na treningu w Parku Skaryszewskim nie pojawił się napastnik Michal Hubnik, który wciąż nie może ćwiczyć z powodu naciągnięcia mięśnia dwugłowego
Zabrakło również Sebastiana Szałachowskiego, który doznał urazu w meczu rezerw oraz Tomasza Kiełbowicza i Dicksona Choto.
Na Pradze pojawiło się za to kilku kadrowiczów. Normalnie z zespołem ćwiczył powołany do kadry młodzieżowej Michał Żyro, indywidualnie trenował Ariel Borysiuk, który rozegrał pełne 90 minut w meczu młodzieżówek Polski i Szwajcarii. Do normalnych obciążeń wrócił Inaki Astiz. Z Grecji nie wrócili jeszcze do Polski Jakub Rzeźniczak i Michał Kucharczyk.
Legioniści po tradycyjnej rozgrzewce oraz grze w dziada pracowali nad skutecznością oraz schematami rozgrywania akcji. Trener Skorża stał z boku i obserwował. Czasem podpowiadał, czasem chwalił – tak było choćby w przypadku świetnego dogrania piłki przez Astiza. ‘Brawo Inaki, o to chodzi!’ – zachęcał szkoleniowiec.
Skorża bardzo długo wstrzymywał się z krytyką swoich podopiecznych, ale kiedy zajęcia się skończyły, wyraźnie widać było, że jest zwyczajnie wkurzony. Piłkarzom Legii dostało się porządnie za powielanie tych samych błędów, za to że nie wyciągają wniosków z tego jak tracą bramki i to samo robią podczas ćwiczeń. ‘Mam dość już przegrywania meczów, nie chcę widzieć znów tak samo traconych bramek’ – grzmiał Skorża, który wybucha niezwykle rzadko.
Piłkarze Legii boisko opuszczali w minorowych nastrojach. O tym, czy reprymenda Skorży poskutkowała, przekonamy się już w sobotę, kiedy warszawianie zagrają z Ruchem Chorzów.
int.pl/legia.net /31.3.2011/
***
Rybus trafi do Udinese?
Udinese Calcio rozpoczęło negocjacje z Legią Warszawa w sprawie pozyskania Macieja Rybusa – poinformował włoski serwis Tutto Mercato. Doniesień nie potwierdza warszawski klub
Zdaniem włoskich mediów – Rybus wyceniany jest przez Legię na 1.5 mln euro
Udinese jest rewelacją obecnego sezonu w Serie A. Popularne Zebry zajmują 4 miejsce w tabeli i walczą o awans do przyszłorocznej Ligi Mistrzów.
pl/onet /29.3.2011/
***
Legia chce zarobić na Borysiuku
Legia Warszawa kontynuuje politykę promowania i sprzedawania za duże pieniądze młodych piłkarzy. Po m.in. Łukaszu Fabiańskim i Dawidzie Janczyku nadchodzi czas Ariela Borysiuka
Niespełna 20-letni defensywny pomocnik jest od dawna obserwowany przez kluby z Hiszpanii, Francji, Niemiec i Anglii. Potencjalny nabywca musi liczyć się z wydatkiem minimum 2 mln euro, niższe oferty nie będą rozpatrywane
Klub i zawodnik wspólnie uznali, że po 4 sezonach spędzonych na Łazienkowskiej Borysiuk może wziąć pod uwagę zmianę otoczenia. Oczywiście w grę wchodzą tylko zespoły zagraniczne.
Legia wie, że nie ma obecnie w swojej kadrze piłkarza, na którym może porządnie zarobić. Z kolei Borysiuk by dalej się rozwijać musi przejść do lepszej drużyny. Z tą ewentualnością na Łazienkowskiej liczą się od jakiegoś czasu, stąd pozyskanie Janusza Gola z PGE GKS Bełchatów. Dzięki temu ruchowi latem nie będzie problemu z obsadą pozycji defensywnego pomocnika.
Na Legię od dawna wpływają zapytania ofertowe w sprawie Borysiuka, ale do tej pory odpowiedź była za każdym razem taka sama: nie jest na sprzedaż. Oprócz umiejętności atutem tego zawodnika jest wiek: nie ma jeszcze 20 lat, a na koncie prawie 100 oficjalnych meczów w dorosłej piłce. Praktycznie na każdym zgrupowaniu działacze drużyn przeciwnych widząc młokosa w silnym zespole sondują możliwość jego zakupu.
Chciała to zrobić kilkanaście miesięcy temu Osasuna Pampeluna. Przy okazji zeszłorocznego pobytu legionistów we Francji o mającego wówczas 19 lat piłkarza pytały PSG i Bordeaux. Rozwój kariery Borysiuka monitorują także kluby angielskie (m.in. Blackburn), dla których 2 mln euro to żaden wydatek.
Duże zainteresowanie wykazują również czołowe kluby tureckie, jednak transfer do tego kraju to dla legionisty ostateczność.
Odejście Borysiuka wstrzymać może jedynie wywalczenie przez Legię mistrzostwa Polski. Wtedy właściciele przeznaczyliby duże środki finansowe na wzmocnienie zespołu, a nie chcieliby go osłabiać. W przeciwnym wypadku pieniądze zarobione na transferze 3-krotnego reprezentanta Polski mają pozwolić na przebudowę drużyny.
Najmłodszy w Legii
Borysiuk trafił do Legii latem 2007 r. z TOP 54 Biała Podlaska. Wypatrzył go ówczesny skaut, a obecny dyrektor sportowy stołecznego klubu Marek Jóźwiak. Kiedy zespół z Łazienkowskiej objął trener Jan Urban szybko zaprosił młokosa na treningi pierwszej drużyny. Ten zadebiutował wiosną sezonu 2007/8, a już w czwartym meczu ligowym zdobył bramkę. Miał wówczas 16 lat, 8 miesięcy i 21 dni, co uczyniło go najmłodszym strzelcem gola Legii w lidze.
ad/ps /24.3.2011/
***
Frankowski odmówił Legii
Legia Warszawa chciała niedawno pozyskać napastnika Jagiellonii Białystok Tomasza Frankowskiego. – Rzeczywiście, tak było – potwierdził Frankowski
Marek Jóźwiak, dyrektor sportowy Legii pytany o sensacyjną propozycję: – Nie potwierdzam, ale… tak – przyznał z uśmiechem
– Pytaliśmy o Frankowskiego, kiedy warunki transferu Michala Hubnika były dla nas nie do przyjęcia. Dlatego szukaliśmy jakiejś alternatywy i Tomek był ciekawą opcją. Później doszło do sytuacji, że nie wykluczaliśmy zatrudnienia i Hubnika, i Frankowskiego. Ostatecznie udało nam się porozumieć tylko z Czechem – dodał Jóźwiak.
37-letni Frankowski odmówił. Propozycja nadeszła w momencie, gdy najskuteczniejszy napastnik rundy jesiennej był skonfliktowany z trenerem Jagiellonii Michałem Probierzem. – Ta sprawa wyszła na światło dzienne. Wtedy pojawiło się zapytanie z Legii – powiedział Frankowski.
Legioniści mogli upiec dwie pieczenie na jednym ogniu. Wzmocnić się i przy okazji osłabiając Jagiellonię rywalizującą z warszawskim klubem o tytuł mistrza Polski. To było drugie kuszenie Frankowskiego przez Legię.
– Jeszcze w czasach, gdy Legię prowadził Franciszek Smuda, miałem propozycję ze stolicy. Wówczas jednak nie planowałem ruszać się z Wisły Kraków – powiedział trzykrotny król strzelców ligi, w której zdobył 142 bramki.
mh/pw/ab/ps /22.3.2011/
***
Szałach i Mezenga do widzenia
To była jedna z ostatnich szans, jaką trener Legii Maciej Skorża dał Brazylijczykowi Bruno Mezendze. Niestety przez kontuzje talent piłkarza nie rozwinął się, jak powinien
Napastnik z Kraju Kawy dzięki kontuzji Michala Hubnika zagrał w meczu 1/4 finału Pucharu Polski z Ruchem Chorzów (2:0). Brazylijczyk jednak ani razu nie zagroził poważnie bramce rywali, snuł się po boisku i jest na najlepszej drodze, by po zakończeniu sezonu wrócić w swoje rodzinne strony
Tym bardziej, że na Łazienkowską jest tylko wypożyczony, a za transfer definitywny działacze musieliby zapłacić Flamengo Rio de Janeiro około 4 milionów złotych.
– Od niektórych wymagam większego zaangażowania. Oni o tym wiedzą, jesteśmy po rozmowie i czekam na efekty – stwierdził tajemniczo Skorża.
Swoją przygodę ze stołecznym klubem już w czerwcu zakończy też Sebastian Szałachowski. Podobnie nękany kontuzjami pomocnik został odstawiony przez szkoleniowca na boczny tor. Nawet katastrofalna forma Manu nie skłoniła trenera, by postawić na Szałacha.
– Zarówno on, jak i Kuba Wawrzyniak, muszą się bardzo postarać, by przekonać nas do przedłużenia kontraktów – powiedział Skorża. O ile Wawrzyn wywalczył sobie miejsce w podstawowym składzie i może pozostać w Legii, to czas Szałachowskiego w stołecznym klubie dobiega końca. Zainteresowanie usługami wychowanka Motoru Lublin, który co kilka miesięcy narzeka na urazy, wyrazili między innymi działacze Łódzkiego Klubu Sportowego. Za transfer nie trzeba będzie nic płacić.
pb/filu/f. /17.3.2011/
***
Legia – Śląsk 1:2!
Legia sensacyjnie przegrała na Łazienkowskiej 1:2 (1:1) ze Śląskiem Wrocław w 18 kolejce ligowej!
Początek na Łazienkowskiej należał zdecydowanie do legionistów. Już w 7 minucie fantastycznym strzałem popisał się Ariel Borysiuk – z woleja sprzed pola karnego, nie dając szans bramkarzowi gości
Po zdobyciu gola Legia nadal przeważała, długo utrzymując się przy piłce, ale nie przekładało się na to na składne akcje pod bramką gości
Tymczasem ku zaskoczeniu kibiców Śląsk wyrównał po pierwszej groźnej akcji pod bramką Wojciecha Skaby. Z prawego skrzydła dośrodkował Dariusz Sztylka, a Przemysław Kaźmierczak nie zastanawiając się huknął z woleja z ostrego kąta – piłka powędrowała pod poprzeczkę zaskoczonego bramkarza Legii. Raptem dwie groźne akcje w tym meczu, ale obie bramki wyjątkowej urody.
Kilka minut po wznowieniu gry Śląsk objął prowadzenie. Po szybkiej kontrze Piotr Ćwielong zgrał piłkę głową do Sebastiana Mili, a ten strzelił z kilkunastu metrów z woleja zdobywając przepięknego gola. Powtórki wykazały jednak, że bramka nie powinna być uznana, bo Ćwielong był na spalonym.
Legia nadal miała zdecydowaną inicjatywę, ale nie udawało się wyrównać. Co więcej, fantastyczną szansę na podwyższenie mieli goście. W 70 minucie Jakub Rzeźniczak faulował w polu karnym Ćwielonga i sędzia podyktował rzut karny. Do jedenastki podszedł Kaźmierczak, ale strzelił na siłę i piłka przeleciała nad poprzeczką.
Kilka minut później piękną akcję lewą stroną przeprowadził Rafał Wolski. Legionista wpadł w pole karne i przerzucił piłkę nad obrońcami i Kelemenem, ale sprzed bramki wybił ją Jarosław Fojut. W 80 minucie Kelemen popełnił błąd – przy wyjściu z bramki uciekła mu piłka wprost pod nogi Takesure Chinyamy, ale strzał legionisty trafił w bramkarza Śląska.
Do ostatnich minut trwała obrona Częstochowy na połowie Śląska. Legia, mimo ambitnej gry do ostatniej minuty, nie potrafiła przełamać często rozpaczliwej obrony gości i mecz zakończył się sensacyjnym zwycięstwem drużyny Oresta Lenczyka.
Legia – Śląsk 1:2 (1:1)
Bramki: Borysiuk (7) – Kaźmierczak (28), Mila (49)
Żółte kartki: Manu, Wolski – Kaźmierczak, Mila
Legia: Skaba – Rzeźniczak, Astiz, Komorowski, Wawrzyniak – Manu, Borysiuk (71 Wolski), Vrdoljak, Radovic (46 Ogbuke), Kucharczyk – Hubnik (58 Chinyama)
Śląsk: Kelemen – Socha, Celeban, Fojut, Pawelec – Gancarczyk (78 Sobota), Kaźmierczak, Sztylka (39 Gikiewicz), Mila, Ćwielong – Szewczuk (57 Łukasiewicz)
Sędzia: Dawid Piasecki (Słupsk)
Widzów: 18 500
kc/mm/onet/12.3.2011/
***
Legia rządzi Warszawą
W derby stolicy Legia pokonała Polonię 1:0. Dwa dni przed meczem trener Legii Maciej Skorża dużo mówił o agresji – że ważna, a w derby być może kluczowa
Piłkarze Skorży pierwsze pół godziny zagrali tak, jakby ktoś powiedział im, że muszą odrobić stratę trzech goli z jesieni. Wtedy, w pierwszym ligowym meczu Skorży, Polonia upokorzyła Legię, teraz miał nadejść czas zemsty
– Miałem w drużynie wielu obserwatorów. Patrzyli jak wysoko kopią piłkę rywale, jak dużo szybciej do niej doskakują – mówił później trener Polonii Theo Bos, przyznając, że ambicja była po stronie przeciwników
Nie tylko ambicja, także umiejętności. Legia przeważała niemal cały czas, wreszcie udało jej się nie stracić gola, a wygrała tak skromnie tylko dlatego, że nie potrafiła wykorzystać kilku świetnych sytuacji. Skorża powiedział później o swoich piłkarzach coś, czego dawno nie słyszeliśmy: – Byliśmy drużyną, nawet jeżeli ktoś miał słabszy dzień, to mógł liczyć na wsparcie kolegi. Pierwsza połowa w naszym wykonaniu była niemal perfekcyjna.
Jeszcze godzinę po meczu Skorża przekonywał dziennikarzy, że jedynego gola meczu strzelił Michal Hubnik. To nieprawda. Słowak strzelił źle, piłka odbiła się od Sebastiana Przyrowskiego, trafiła pod nogi Macieja Sadloka, który przypadkiem skierował ją do siatki.
Przyrowski bronił w tym meczu bardzo dobrze, a może miał szczęście, bo zawsze stał w tym miejscu, gdzie akurat strzelali piłkarze Legii. Michał Kucharczyk i Hubnik celowali w Przyrowskiego nawet z dwóch metrów. Legia powinna wygrać dużo wyżej, przeciwnika już rozpracowała, ale przegrywała z własnymi słabościami. Największa z nich to nieskuteczność.
Znowu świetny mecz rozegrał Jakub Rzeźniczak, którego każde dośrodkowanie po akcji siało popłoch w obronie Polonii. W końcówce Skorża pokazał publiczności nowy nabytek – Nigeryjczyka Feliksa Ogbuke. Trzeba się temu piłkarzowi przyglądać, bo trener przekonuje, że nikt w jego drużynie nie potrafi zrobić z piłką tak dużo.
Co porażka z Legią oznacza dla Bosa – nie wiadomo. W lidze wywalczył punkt, z Pucharu Polski już odpadł. Pytanie o temperament Józefa Wojciechowskiego przemilczał. Przyznał tylko, że na końcu zawsze winny jest trener.
Zwycięstwo dało Legii 2 miejsce w tabeli. Pierwsza jest Wisła. W piątek po zwycięstwie 3:1 nad Ruchem Chorzów krakowska publiczność podziękowała Robertowi Maaskantowi za transfery, skandując nazwiska nowych graczy. Po trzecim golu trener sam bił swoim piłkarzom brawo.
W zagranicznej Wiśle najlepszy jest Polak – Patryk Małecki. Z Maaskantem nie od początku było mu po drodze. Holender powtarzał, że to dobry piłkarz, ale sam musi to zrozumieć. Wydaje się, że Małecki zimą coś zrozumiał – ściął włosy, powiedział, że nie jest już Mały, ale Silny, kazał postawić grubą kreskę i wziął odpowiedzialność za całą drużynę.
Lider Jagiellonia (zaległy mecz ze Śląskiem Wrocław rozegra we wtorek) nie potrafiła wygrać w Bełchatowie (0:0). Trener gospodarzy Maciej Bartoszek sędziowanie nazwał parodią. Nie wiedział jeszcze, że jego dni w klubie mogą być policzone. Jak udało nam się dowiedzieć, rozważana jest kandydatura Stefana Majewskiego.
Niemal pewny jest za to dzisiejszy desant z Hiszpanii na Zagłębie Lubin. Mirosław Trzeciak dyrektorem sportowym, Jan Urban – trenerem. Ten duet nie do końca sprawdził się w Legii, może zadziała w Lubinie. W sobotę Zagłębie zostało rozniesione na boisku przez Górnika Zabrze, przegrało 1:5.
mk/rp /7.3.2011/
17 kolejka
LEGIA WARSZAWA – POLONIA WARSZAWA 1:0 (1:0). Bramka: M. Sadlok (26, samobój.). Żółte kartki: M. Kucharczyk, J. Rzeźniczak, I. Vrdoljak (Legia); J. Tosik, P. Rachwał, D. Pietrasiak, M. Adamovic (Polonia). Sędziował Hubert Siejewicz (Białystok). Widzów 23 000.
Legia: Skaba – Rzeźniczak, Komorowski, Astiz, Wawrzyniak – Manu, Cabral (53 Gol), Vrdoljak, Radović (90 Wolski), Kucharczyk (88 Ogbuke) – Hubnik
Polonia: Przyrowski – Tosik, Jodłowiec, Sadlok, Cotra – Coutinho (73 Wszołek), Rachwał (64 Pietrasiak), Trałka, Mierzejewski, Gancarczyk (46 Adamović) – Sobiech
***
Nie było innej opcji
– Ogramy Polonię, nie ma innej opcji! – mówił przed derby Warszawy napastnik Legii Michał Kucharczyk. ‘Wojskowi’ dotrzymali słowa i po samobójczym golu Macieja Sadloka pokonali Czarne Koszule 1:0. Najważniejsze jednak, że Legia zagrała naprawdę dobrze
Wprawdzie Legia wygrała tylko jednym golem, ale tak naprawdę wynik powinien być znacznie wyższy. Podopieczni Macieja Skorży stworzyli mnóstwo sytuacji bramkowych
Hubnik zachwycił trenera
– W pierwszej połowie zagraliśmy tak, jak to sobie założyłem. Zrewanżowaliśmy się Polonii za porażkę w rundzie jesiennej. Ten triumf ma dla nas inny smak niż zazwyczaj. Choć muszę podkreślić, że był to niezwykle trudny mecz. Polonia była bardzo dobrze zorganizowana taktycznie – powiedział po meczu trener Legii Maciej Skorża.
W zespole Legii niemal nie było wczoraj słabych punktów, ale najbardziej zachwycił ten, który już po dwóch ligowych meczach jest wielką gwiazdą ligi. Michal Hubnik był współautorem zwycięskiego trafienia (piłkę do własnej bramki skierował Maciej Sadlok).
– Wielkie brawa dla Michala, był bardzo aktywny. Bardzo nam było potrzeba takiego zawodnika. Chciałbym, by wykorzystywał wszystkie szanse. Obok niego świetnie zagrali Ivica Vrdoljak i Miro Radović. Zwycięstwo z Polonią to dla mnie taki zdany egzamin. Cieszę się, że potrafimy radzić sobie z wielką presją – powiedział Skorża.
Wirus przeszkodził Polonii
W dużo gorszych nastrojach byli wczoraj kibice Polonii, którzy licznie zjawili się na stadionie przy Łazienkowskiej. Czarne Koszule zagrały bardzo słabo, nawet przez chwilę poważnie nie zagrażając bramce Wojciecha Skaby.
– Trzeba to powiedzieć: Legia była zespołem lepszym. Groźna była przede wszystkim w kontratakach i jeden zakończył się bramką. Przez cały mecz piłkarze rywali sprawiali nam ogromne problemy – powiedział trener Polonii Theo Bos, który musi liczyć się z tym, że prezes Józef Wojciechowski może stracić do niego cierpliwość.
– Presja w futbolu jest zawsze. Jeżeli zespół przegrywa, winny jest trener. Słaby mamy ten początek. Zaczęliśmy rozczarowującym remisem, a teraz przegraliśmy derby. Mieliśmy wirusa w drużynie, dlatego piłkarze nie byli dobrze fizycznie przygotowani do meczu. Ebi Smolarek nie zagrał, ponieważ w ostatnich meczach spisywał się słabiej – tłumaczył trener Bos.
Do świetnej postawy legionistów nie dostosowali się jej kibice – na kilkadziesiąt sekund przed ostatnim gwizdkiem wrzucili na boisko race i petardy. Legię czekają za to ogromne kary finansowe. – Kibice widzieli, że dostaliśmy pod koniec zadyszki i chcieli dać nam odsapnąć – żartował Skorża.
po/su. /7.3.2011/
***
Skorża zmienił Legię
Legia odniosła pierwsze od 5 lat ligowe zwycięstwo w derby Warszawy. Wygrała 1:0, bo jej gra znacznie się zmieniła, a Polonia nadal tkwi w miejscu
W dwóch tegorocznych meczach – z Cracovią i Ruchem – zespół z Łazienkowskiej stracił i zdobył 4 gole. Legia zawiodła w defensywie, w ataku transfer Czecha Michala Hubnika okazał się strzałem w dziesiątkę. Polonia znacznie poprawiła grę w defensywie, ale w trzech meczach zdobyła tylko 2 bramki, 1 samobójczą, drugą po faulu na bramkarzu rywali.
Legia w kilka dni przeszła metamorfozę
W niedzielę zaskoczyła rywala agresją, pressingiem, dyscypliną. Po kilku minutach piłkarze Czarnych Koszul przy każdym dojściu do piłki bali się, że ją stracą, zaraz był przy nich legionista. Bał się też o własne nogi lider gości Adrian Mierzejewski, po ostrych wejściach Ivicy Vrdoljaka, Miroslava Radovicia i Jakuba Rzeźniczaka oraz braku reakcji Huberta Siejewicza. Zespół Macieja Skorży poruszał się w większym porządku na boisku, był kreatywny. Bezbłędny w odbiorze piłek był Vrdoljak. Chorwat sam przyćmił w środku boiska Patryka Rachwała i Łukasza Trałkę.
Polonia jak tkwiła w marazmie, tak nadal w nim pozostaje. Nawet solidna do tej pory defensywa obniżyła loty, pozwalała na zbyt wiele legionistom. Przebudził się tylko Sebastian Przyrowski, w swojej drużynie piłkarz meczu. Dzięki niemu Polonia uniknęła skutecznego rewanżu Legii za porażkę z sierpnia 0:3. Interwencje dnia miał na początku drugiej połowy, kiedy dwukrotnie bronił strzały Hubnika, wcześniej nie dał się pokonać Michałowi Kucharczykowi i Manu w pojedynku sam na sam. W 26 minucie Przyrowski stanął oko w oko z Czechem, nie dał mu się pokonać, ale odbita piłka trafiła w Macieja Sadloka i Legia objęła prowadzenie.
Nie oddała go, bo niemal przez 90 minut grała podobnie. Jej ataki były groźne, a obronie niewiele można zarzucić. Polonia nie radziła sobie w ataku. Najlepszą okazję miał Artur Sobiech w pierwszej połowie, ale strzelił zbyt lekko i czytelnie. Pod koniec tylko akcje skrzydłami Mierzejewskiego wywołały nieco zamieszania wśród legionistów. Lider Polonii zagrał słabo. Był przestraszony interwencjami legionistów, czy też odczuwający jeszcze skutki choroby? Nic nie poprawiło się w grze w Polonii po odsunięciu od składu Euzebiusza Smolarka. Były piłkarz reprezentacji nawet nie wszedł na boisko, holenderski trener Theo Bos dał za to pograć w derbach 19-letniemu Pawłowi Wszołkowi.
Pierwsze zwycięskie derby od 5 lat
Dla Legii było to pierwsze ligowe zwycięstwo w derby od kwietnia 2006 r., rewanż za dwie ubiegłoroczne porażki. W pełni zasłużyła na wygraną, w lidze będzie się ścigać z Wisłą Kraków. W derby miała jeden słaby punkt. To Wojciech Skaba. Bramkarz najbardziej odczuwał presję związaną z tym meczem, źle wybijał piłkę, popełniał błędy mimo że ofensywni piłkarze Polonii przesadnie go do tego nie zmuszali.
Czarne Koszule z zespołu mającego walczyć o europejskie puchary stały się drużyną, której bliżej do strefy spadkowej. Mają tylko 4 punkty przewagi nad przedostatnią Arką Gdynia i aż 10 straty do trzeciej Jagiellonii Białystok, w środę odpadła z Lechem z Pucharu Polski.
Właściciel klubu Józef Wojciechowski po tym spotkaniu zareagował spokojnie. Powiedział że zrecenzuje pracę Holendra po derby…
ok/gw /6.3.2011/
***
Czeska strzelba w Legii
Reprezentant Czech Michal Hubnik został nowym piłkarzem Legii – poinformował oficjalny serwis klubowy
Hubnik, który reprezentował barwy Sigmy Ołomuniec, jest liderem strzelców czeskiej ligi. W jesiennych meczach zdobył 12 bramek. Zagrał też dwa mecze w reprezentacji Czech
Czeski napastnik 17 listopada ub.r. zagrał w zremisowanym 0:0 meczu z Danią, a kilka dni temu w wygranym 4:2 z Chorwacją. W obu wchodził jako zawodnik rezerwowy. Hubnik urodził się 13 czerwca 1983 r. Przed przejściem do Sigmy grał w OFC Opava.
Piłkarza czekają jeszcze tylko testy medyczne. Jeżeli wypadną pozytywnie, Czech podpisze kontrakt z Legią. Kwoty transferowej nie podano.
legia.com /18.2.2011/
***
Lubański o nowym graczu Legii
Kontrakt z Legią podpisał słoweński obrońca Dejan Kelhar. Umiejętności defensora ocenił były, legendarny napastnik reprezentacji Polski oraz znawca piłki belgijskiej – Włodzimierz Lubański
– Dejan ma znakomite warunki fizyczne. To dobrze zbudowany zawodnik, który w poprzednim sezonie sprawiał pozytywne wrażenie. Przez kilka rund był podstawowym obrońcą Cercle Brugge i bardzo solidnie prezentował się w meczach ligowych. Aktywnie włączał się do ataku przy stałych fragmentach gry i często wspierał zespół w akcjach ofensywnych. Nie znam kulisów jego rozstania z klubem z Brugii – stwierdził Lubański.
Kelhar był również powoływany do reprezentacji Słowenii. Niestety, nie znalazł się w kadrze na mundial w Republice Południowej Afryki.
– Uważam że ten zawodnik powinien poradzić sobie w Polsce. Kelhar był solidnym defensorem w Belgii, więc wydaje się, że grając w polskiej lidze, nie obniży swoich lotów – dodał Lubański.
tn/legia.com /22/2/2011/
***
Słoweniec w Legii
Słoweniec Dejan Kelhar podpisał 2.5-letni kontrakt z Legią. Obrońca jest drugim zawodnikiem po Czechu Michale Hubniku, który w przerwie zimowej wzmocnił stołeczny klub
Kelhar testowany był podczas pierwszego zimowego zgrupowania Legii, które odbyło się na Cyprze. Wystąpił w sparingu z rosyjskim zespołem Mordowija Sarańsk (1:1), po którym opuścił zgrupowanie.
By przekonać do siebie sztab szkoleniowy Legii przyjechał na drugi obóz do Hiszpanii, gdzie ustalił już warunki kontraktu i pozostało mu jedynie przejście badań lekarskich.
– Cieszę się z podpisania umowy, bo jest to zakończenie procesu, który rozpoczął się miesiąc temu na Cyprze. Od początku wierzyłem w swoje możliwości i wiedziałem, że chcę zostać w Legii – powiedział Kelhar. Największe wrażenie zrobił na nim stadion przy Łazienkowskiej.
– Obiekt prezentuje się bardzo okazale i nie mogę już doczekać się derbowego meczu, podczas którego na pewno będzie panować niezapomniana atmosfera – dodał.
27-letni obrońca ma zastąpić kontuzjowanego Dicksona Choto. Wcześniej występował w belgijskim Cercle Brugge. Ma za sobą jeden występ w reprezentacji Słowenii.
int.pl/pap /21.2.2011/
***
Rekord kibiców Legii
7 lutego – 6 miesięcy od otwarcia nowego stadionu Legii – wyrobiona została stutysięczna karta kibica warszawskiego klubu. Baza sympatyków drużyny z Łazienkowskiej powstaje od 2007 r., czyli od momentu wprowadzenia kart z wbudowanym mikroprocesorem.
To nieoficjalny rekord Polski Prawdziwy boom na karty zapanował wraz z początkiem kampanii promocyjno-wizerunkowej nowego stadionu, która wystartowała w 2 połowie kwietnia 2010 r. Od tego czasu w bazie kibiców zarejestrowało się ponad 60 tys. sympatyków zespołu klubu
Kibicem który otrzymał 100-tys. kartę był pan Michał. – Jestem bardzo zaskoczony, nie spodziewałem się, że to właśnie przy moim nazwisku pojawi się taka okrągła liczba. Jest mi bardzo miło. Kibicem Legii jestem już od kilku lat, ale do tej pory niestety nie byłem na meczu przy Łazienkowskiej. Wszystko wskazuje, że ‘zadebiutuję’ 6 marca meczem z Polonią – powiedział pan Michał, który oprócz karty otrzymał od klubu pamiątki.
–Bardzo się cieszę, że liczba posiadaczy kart kibica rośnie w takim tempie. Mamy bodaj największą w Polsce zarejestrowaną liczbę sympatyków. Dziękujemy wszystkim, którzy już wyrobili karty i zapraszamy do nas tych, którzy jeszcze się na to nie zdecydowali – powiedział członek zarządu Legii – Marek Drabczyk
tg/legia.com /7.2.2011/
***
Adrian Sikora z Cypru do Legii?!
To może być jeden z największych transferów zimy. Adrianem Sikorą z APOEL-u Nikozja poważnie zainteresowała się Legia, a konkretnie trener Maciej Skorża. Jeżeli 30-letni zawodnik rozwiąże wkrótce kontrakt, pierwsze kroki może skierować właśnie na Łazienkowską Legia szuka napastnika, a trener Skorża nie pogardziłby swoim dawnym podopiecznym z Dyskobolii Grodzisk Wielkopolski.
Nie tylko jednak stołeczny klub czeka na rozwój wydarzeń. O sprowadzeniu Sikory marzą też w Podbeskidziu Bielsko-Biała, w którym grał w przeszłości. Na razie sprawa jest skomplikowana Sikora negocjuje z APOEL-em warunki, na których mógłby rozwiązać kontrakt. Klub do końca obowiązywania umowy powinien mu zapłacić jeszcze ok. 150 tys. euro. Rozstrzyga się, jak duży procent tej sumy Polak dostanie na odchodne. Tylko z własną kartą na ręce Sikora może starać się o przejście do innego klubu.
Zawodnik ma problemy z kontuzjami. W tym sezonie nie wystąpił w ani jednym meczu, w poprzednim zagrał w trzech. Nikt na jego kupno nie wyda żadnych pieniędzy, ani nie podpisze z nim dłuższego kontraktu niż roczna umowa. Cypryjski klub chętnie by się go pozbył, ale gdyby piłkarz zrzekł się wszelkich roszczeń. Sikora zajmuje czołowe miejsce na liście płac, ale jest mało użyteczny. Niedługo strony powinny dojść do porozumienia.
Wtedy stanie się jasne, gdzie zobaczymy skutecznego niegdyś piłkarza, bo wszystko wskazuje, że na polskich boiskach. W najgorszym razie przyjdzie mu poczekać do końca sezonu, gdy przestanie obowiązywać kontrakt.
tg/futbol.pl /4.2.2011/
***
Rybus nie zagra przez kilka tygodni
Maciej Rybus wróci do gry dopiero za kilka tygodni. Legia Warszawa musi teraz kupić pomocnika.
– Martwi mnie uraz Maćka – powiedział na zakończenie zgrupowania na Cyprze trener Maciej Skorża Teraz problem jest jeszcze większy, bo reprezentant Polski w środę przeszedł badanie USG kontuzjowanego mięśnia czworogłowego i pierwsza diagnoza jest bardzo zła dla zawodnika – czeka go kilkutygodniowa przerwa
Na razie nie wiadomo, czy zawodnik pojedzie na rozpoczynający się w sobotę (5.2) obóz przygotowawczy w Hiszpanii.
Rybus problem mięśniowy miał w zasadzie od czasu wznowienia treningów po przerwie urlopowej. Na Cyprze trenował sporadycznie, ale w pewnym momencie wydawało się, że kłopoty ma za sobą. Wystąpił w meczu sparingowym z Kryliami Sowietow Samara (1:0), ale w przerwie musiał opuścić boisko. Od tamtej pory ćwiczył indywidualnie.
Strata Rybusa (niezależnie od tego, ile ostatecznie będzie pauzował) to koszmarna wiadomość dla trenerów. Obecnie mają do dyspozycji zaledwie dwóch graczy mogących występować na skrzydłach – Sebastiana Szałachowskiego i Manu.
daw/wd/ps /3.2.2011/
***
Walczyłem o życie
– Za mną najbardziej zwariowane pół roku w życiu, a mecz z Ruchem Chorzów w rezerwach był chyba najważniejszy w mojej karierze – powiedział Miroslav Radović, pomocnik Legii Powiedział pan kiedyś, że zawsze mówi co myśli. Teraz to rzadkość.
Tacy są ludzie z Bałkanów. Wolę walnąć prosto z mostu, niż obrócić się na pięcie i obgadywać za plecami. Miałem kilka nieprzyjemnych rozmów z trenerem Janem Urbanem, kiedy za jego kadencji siedziałem na ławce, ale to facet, który też zawsze był szczery. To mi się u niego podobało. Pogadaliśmy jak mężczyzna z mężczyzną i już wiedziałem, że mi nie ufa. To było jego święte prawo, nie miałem do niego pretensji.
A do siebie?
Winę wziąłem na siebie. Najłatwiej byłoby powiedzieć: Nie gram, bo mnie trener nie lubi. Ale wolę uderzyć się w pierś i przyznać, że zawaliłem. Może u trenera Urbana za wcześnie się poddałem? Miałem do siebie później żal o brak motywacji.
Odżył pan u Macieja Skorży, choć długo wydawało się, że jest pan u niego skreślony.
Za mną najbardziej zwariowane pół roku w życiu, a mecz z Ruchem Chorzów w rezerwach był chyba najważniejszy w mojej karierze. Wcześniej trener Skorża zapowiedział, że niektórzy zawodnicy następnego dnia zostaną przesunięci do rezerw. Wiedziałem że mówi o mnie. Razem ze mną w meczu z Ruchem grali Giza, Iwański i Wawrzyniak. Trener patrzył z trybun, a ja walczyłem o życie. Z całej czwórki tylko mi udało się wybronić. W tej rundzie miałem naprawdę dużo wrażeń.
rozm. ło/ps /1.2.2011/
***
Szykuje się powrót Rogera?
Roger Guerreiro wróci do naszej ligi? Legia Warszawa chce odzyskać swego byłego pomocnika. Do AEK Ateny wpłynęła oferta dotycząca kupna eksreprezentanta Polski – poinformował jeden z greckich portali internetowych
Legia chce wykupić Rogera Guerreiro za niewielkie pieniądze. W piątek do siedziby AEK Ateny miała wpłynąć transferowa oferta, do której grecki klub jeszcze nie zdążył się ustosunkować
Klub z Łazienkowskiej chciał pozyskać swojego byłego zawodnika już latem, ale wtedy przeszkodą miał okazać się jego wysoki kontrakt. O możliwym powrocie Rogera do Legii mówi się mniej więcej od roku.
Początkowo stołeczny klub miał starać się o wypożyczenie 22-krotnego reprezentanta Polski. Później jednak sam piłkarz twierdził, że nie miał żadnej oferty ponownej gry w Polsce.
Ostatnio Rogerem miała interesować się też Wisła Kraków, której skaut Marcin Kuźba pojawił się nawet na kilku meczach AEK Ateny. Teraz bliższa jego pozyskania wydaje się znów Legia. To w niej nasz b. reprezentant spędził najbardziej udane lata swojej kariery.
mm/futbol.pl /23.1.2011/
***
Iwański z Legii też do Turcji!
Maciej Iwański odchodzi z Legii! Jak poinformował Marek Jóźwiak ze stołecznego klubu – Iwański otrzymał ofertę z tureckiego Manisasporu.
Ajwen w środę opuścił zgrupowanie warszawskiej drużyny w Ayia Napie – Dogadaliśmy się z Turkami. Dzisiaj Maciek wyleciał do nowego klubu i jeżeli pozytywnie przejdzie badania medyczne, to podpisze kontrakt z Manisasporem – powiedział Jóźwiak Nowy klub Iwańskiego na półmetku rozgrywek ligi tureckiej zajmuje 12 miejsce.
Iwański trafił do Legii w połowie 2008 r. z Zagłębia Lubin. W pierwszych dwóch latach gry przy Łazienkowskiej Ajwen wystąpił we wszystkich ligowych meczach Legii. Na początku bieżącego sezonu reprezentant Polski stracił miejsce w składzie na rzecz Alejandro Cabrala, jednak po nieudanych derbach Warszawy wrócił do wyjściowej jedenastki. Po przegranej z Ruchem Chorzów w 5 kolejce sztab szkoleniowy odesłał go do rezerw. Iwański wrócił do pierwszej drużyny po meczu z Widzewem.
Podczas pobytu w Legii Iwański był powoływany do reprezentacji Polski. Za kadencji Stefana Majewskiego zagrał w eliminacjach do mistrzostw świata 2010. Powoływał go również Franciszek Smuda. Iwański zagrał m.in. podczas turnieju o Puchar Króla Tajlandii. To kolejny polski piłkarz, po Pawle i Piotrze Brożkach, Mariuszu Pawełku, Marcinie Robaku i Kamilu Grosickim, który w ostatnim czasie zdecydował się na grę w lidze tureckiej.
tn/legia.com /19.1.2011/
***
Skorża długo zapamięta tę rundę
W przyszłym tygodniu piłkarze Legii rozpoczną zimowe urlopy. W związku z tym trener Maciej Skorża podsumował rundę jesienną w wykonaniu swoich zawodników. Szkoleniowiec przyznał, że na długo ją zapamięta
Zaplanowana na najbliższy weekend kolejka ligowa została odwołana ze względu na atak zimy. Legia miała grać w Krakowie z ostatnią w tabeli Cracovią. – Mimo utrudnionych warunków, woleliśmy zagrać z Cracovią. Wiedzieliśmy, że mecz odbyłby się na dobrze przygotowanym boisku w Krakowie, ale władze ligi zdecydowały inaczej. Nie ukrywam, że obecnie Pasy byłyby łatwiejszym rywalem niż na wiosnę, ale musimy pokonać ich w innym terminie – powiedział Skorża. Początek sezonu w wykonaniu stołecznego zespołu był jednym z największych rozczarowań w lidze.
– Z pewnością to była bardzo nierówna runda w naszym wykonaniu. Powodem jest fakt, że zespół w dużej mierze był przebudowany. Chyba też zbyt wiele nowych twarzy znalazło się w pierwszej drużynie i efekt nie był taki, jak tego oczekiwaliśmy. Na pewno zbyt bezkrytycznie podszedłem do nowych zawodników – mówił szkoleniowiec.
Skorża przyznał, że najtrudniejszym momentem dla niego i całego zespołu była przegrana z Lechią 0:3 na własnym stadionie. – Po tej porażce usiadłem z moimi asystentami i długo zastanawialiśmy się, co się stało. Mieliśmy dwa tygodnie na zmiany. Po zwycięstwach z Widzewem i Koroną widać było, że wreszcie odpaliło. Jednak na długo zapamiętam tę rundę. Nigdy wcześniej nie doświadczyłem tak poważnego dołka w zespole. Myślę że podniosłem już tę drużynę z kolan – powiedział Skorża.
Poprzeczka zawieszona wysoko
Dużym zaskoczeniem był problem z bramkarzami Legii w tym sezonie. W ostatnich latach to była jedna z najmocniejszych pozycji drużyny. Zawiódł przede wszystkim sprowadzony za blisko pół miliona euro Chorwat Marijan Antolović. W środku rundy zmienił go w bramce Kostiantyn Machnowskyj, a ostatnio bronił Wojciech Skaba.
– Zdaję sobie sprawę, że Artur Boruc, Łukasz Fabiański i Jan Mucha wysoko zawiesili poprzeczkę swoim następcom. Wierzę jednak, że cała trójka będzie w stanie grać na wysokim poziomie, ponieważ mają ogromne możliwości. Proszę pamiętać, że Antolović i Machnowskyj mają dopiero po 21 lat. Dlatego potrzeba im jeszcze trochę czasu. Jestem pewny, że wiosną wyklaruje się jeden bramkarz, który będzie pewnym punktem zespołu. Ostatnio najbliżej tego był Skaba, który pokazał się z dobrej strony i to on miał bronić w meczu z Cracovią – powiedział odpowiedzialny w Legii za szkolenie bramkarzy Krzysztof Dowhań.
Transfery
Skorża przyznał, że klub przygotowuje się do kolejnych transferów. – Żeby drużyna zrobiła postępy, potrzebujemy wzmocnień w ofensywie – co do tego nie ma wątpliwości. Chciałbym pozyskać minimum dwóch zawodników, a trzech byłoby satysfakcjonujące. Ale muszą oni mieć odpowiednie umiejętności. Kontuzja Choto spowodowała również, że rozglądamy się za środkowym obrońcą. Poza tym przydałby nam się skrzydłowy. Przebudowa zespołu nadal trwa. Liczyliśmy że wszyscy będą zawodnikami pierwszego składu, ale widać, że niektórzy potrzebują więcej czasu. Mimo tego wypożyczeni Bruno Mezenga i Alejandro Cabral zostaną u nas do końca sezonu – podkreślił trener stołecznego zespołu.
Dodał że nie zawiedli go tylko Manu i Ivica Vrdoljak. Po 15 kolejkach Legia zajmuje trzecie miejsce w tabeli i podobnie jak druga Wisła Kraków traci trzy punkty do prowadzącej Jagiellonii Białystok.
– Przed sezonem wydawało się, że pięć porażek, to wszystko, na co możemy sobie pozwolić. Przegraliśmy jednak już sześć meczów i nadal liczymy się w grze o mistrzostwo Polski. To bardzo specyficzny sezon. Przecież lider stracił już 15 punktów, a do mistrzostwa może wystarczyć tylko 60 punktów. Tabela jest bardzo spłaszczona i zdobycie tytułu będzie wymagało dużo potu i krwi – zapowiedział Skorża.
Niespodziewanie duży wkład Radovicia – Jestem bardzo zadowolony z Miroslava Radovicia, który miał olbrzymi wkład w odwrócenie biegu wydarzeń. Cieszę się z postawy Ariela Borysiuka, który został powołany do reprezentacji Polski, znakomitej formy Wojtka Skaby, postawy Tomka Kiełbowicza oraz stabilizacji formy Inakiego Astiza. Ivica Vrdoljak pokazał, że czuje się liderem Legii. Kolejnym plusem jest młody Michał Kucharczyk. On wchodził do drużyny w trudnym momencie, ale poradził sobie z presją. Na koniec chciałbym wyróżnić atmosferę, którą drużyna wytworzyła w trakcie rundy. Było ją widać w spotkaniu z Lechem. To zaczątek drużyny, która ma prawo oczekiwać gry o najwyższe cele – powiedział Skorża.
– Naszym największym problemem były kontuzje w defensywie. Przecież na początku brakowało Astiza, Choto, Rzeźniczaka i Kiełbowicza. Od tego się wszystko brało. Brak pewności odbija się na grze każdego zawodnika. Słaba postawa w defensywie miała przełożenie na pozostałe mecze – powiedział trener.
Miro jest Serbem, a nie Polakiem
– Miro Radović to ciekawy przypadek. W pewnym momencie widziałem go w rezerwach, ale w starciu tych rezerw z Ruchem zobaczyłem zawodnika biorącego na siebie ciężar gry. Wtedy uwierzyłem w Rado i tak ustawiałem go podczas sparingów. On wiedział, co robić na boisku. To kreatywny zawodnik, a w drugiej części rundy najbardziej wartościowy piłkarz Legii. On sam bardzo sobie pomógł. Uważam, że Miro nie powinien grać w reprezentacji Polski, ponieważ jest Serbem – powiedział Skorża. –
Proces przebudowy drużyny nie zakończył się. Wiemy kto dał nową jakość drużynie, a reszta znajduje się w poczekalni. Być może oni potrzebują więcej czasu, ale bardziej na nich liczyliśmy. W czerwcu niektórym zawodnikom kończą się kontrakty. Przekazałem zarządowi rekomendację, kogo widzę w drużynie. Teraz nadszedł czas na rozmowy, ale nie chcę zdradzać, których zawodników będą one dotyczyć – powiedział trener Legii
Specyficzny sezon – Ten sezon jest bardzo specyficzny. Analizując tabelę w ostatnich dwóch latach, można było wnioskować, że pięć porażek to maksimum. Tymczasem lider stracił 15 punktów. Może okazać się, że w 2011 r. do wywalczenia mistrzostwa wystarczy 60 punktów. Tabela jest bardzo spłaszczona, przecież znajdująca się w środku tabeli Polonia Warszawa ma 7 punktów straty do Legii i tylko trzy więcej niż zespół przedostatni – powiedział Skorża.
– W przegranych meczach traciliśmy wiele goli i często druga bramka podcinała nam skrzydła. To był nasz minus. Taki zespół jak Legia nie powinien przegrywać 0:4. Mieliśmy duże wahania formy, potrafiliśmy wygrać trzy wyjazdy z rzędu, a później męczyliśmy się z Górnikiem Zabrze. Spodziewaliśmy się, że czeka nas stosunkowo łatwe zadanie, ale zabrzanie zdobyli bramkę i napsuli sporo krwi. Paradoksalnie, łatwiej grało się nam na wyjazdach, ale na własnym boisku rywal częściej atakował, my mieliśmy okazje do wyprowadzenia szybkiego ataku. Przy Łazienkowskiej przeciwnicy bronili się.
Najlepiej w tej rundzie oceniam mecz z Jagiellonią, bo lider chciał grać otwartą piłkę – komentował Skorża. Pokaleczona Legia i tata Vrdoljak – W trakcie tej rundy pojawiło się wiele problemów, których nie spodziewałem się wcześniej. Poza tym nieoczekiwanie miejsce w wyjściowej jedenastce wywalczyli Skaba, Komorowski i Kucharczyk. Z perspektywy czasu oceniam to bardzo pozytywnie. W trakcie rundy otrzymałem mnóstwo ważnych informacji. Jesienią byliśmy często kaleczeni, ale nadal walczymy o mistrzostwo. Jestem pewien, że wiosną będziemy bardziej efektywni – mówił Skorża.
– Zastanawialiśmy się nad postawą Ivicy, który sprawiał wrażenie nieobecnego. Wpływ miała nieobecność ciężarnej żony. Domyślam się, że gdyby byli razem, to Vrdoljak czułby się lepiej. Pamiętamy jak bardzo manifestował swoją radość po strzelonych golach. Wczoraj nasz kapitan został tatą i może się skupić tylko na grze – mówił trener. – Bardzo wysoko oceniam postawę Maćka Iwańskiego. On bardzo przeżywał nieobecność w pierwszej jedenastce. Pełnił u mnie rolę jokera, ale będę go również wystawiać w pierwszym składzie. Odesłanie do rezerw spełniło swoją rolę. Przypadek Chinyamy jest skomplikowany. Mam nadzieję, że niedawny zabieg Tejksia będzie już tym ostatnim. Doniesienia są optymistyczne. Jest szansa, że wróci do gry również w trakcie rundy wiosennej – powiedział Skorża.
Najlepsi to Zieliński, Lewandowski i Kirm – Z trenerów najwyżej oceniam dorobek Jacka Zielińskiego. Najlepszym polskim piłkarzem był Robert Lewandowski, zaś najlepszym obcokrajowcem w lidze Andraż Kirm. Trener Lucjan Brychczy ma ogromny wpływ przy wyborze pierwszej jedenastki. Sztab szkoleniowy był naszą olbrzymią siłą. Paolo przekonał do siebie wszystkich zawodników. Jacek z Rafałem, poza pracą czysto boiskową, znakomicie rozpracowywali rywali. To nasz dwuosobowy bank informacji, który doskonale wywiązywał się ze swoich zadań. Krzysztof Dowhań to legenda i znakomity fachowiec. Korzystając z okazji, chciałbym podziękować moim współpracownikom. Legia jest inna niż moje poprzednie kluby. Trzeba włożyć ogromny wysiłek, by skupić się tylko na piłce – mówił Skorża.
– Chciałbym pozyskać jeszcze minimum dwóch zawodników. Trzy transfery bardzo by mnie usatysfakcjonowały. Jednak ci piłkarze muszą mieć odpowiednie umiejętności – zakończył trener Legii.
pap/ek/legia /3.12.2010/
***
Nie są rozczarowani transferami
Rozmowa z Leszkiem Miklasem, wiceprezesem Legii Warszawa Latem do Legii trafiło sześciu obcokrajowców.
Chociaż obecnie w podstawowym składzie gra tylko dwóch z nich, Miklas nie jest rozczarowany postawą nowych piłkarzy. Zapowiada także kolejne transfery
Czy sprowadzenie napastnika i środkowego obrońcy jest priorytetem na zimę?
Tak, te dwie pozycje to dla nas absolutny priorytet. Nie jest tajemnicą, że obecnie poszukujemy środkowego napastnika o bardzo określonych cechach, oraz stopera. Po odejściu Pance Kumbeva i kontuzji Dicksona Choto, na tej pozycji powstała luka. Mam natomiast nadzieję, że Srda Kneżević będzie gotowy na rundę wiosenną.
Latem przyszli piłkarze na te pozycje. Czy to nie jest swoiste przyznanie się do błędów w letnim okienku transferowym?
Skądże. Kupiliśmy Kneżevicza zakładając, że Kumbev u nas zostanie. Jednak zdecydowaliśmy się rozwiązać z nim kontrakt i w tej chwili mamy wakat na tej pozycji. Poza tym Srda może grać również na prawej obronie. Co do napastnika, to już wcześniej szukaliśmy snajpera. Przecież już w oknie letnim prowadziliśmy rozmowy z Arką w sprawie Joela Tshibamby, który ostatecznie wylądował w Lechu. Nie chcieliśmy kupować Tshibamby zbyt pochopnie tylko dlatego, że była konkurencja Lecha.
Letnie zakupy wydają się jednak nieco pochopne…
Nie możemy konkurować z zachodnimi klubami, które mogą sobie pozwolić na długie obserwacje. Najlepszym przykładem jest transfer Łukasza Fabiańskiego do Arsenalu. Anglicy przyglądali mu się wówczas przez półtora roku – wręcz patrzyli jak się rozwija. Mieli mnóstwo informacji na jego temat. My rzadko mamy tyle czasu, bo kiedy zaczynamy obserwację jakiegoś piłkarza, to zaraz inny klub oferuje za niego większe pieniądze. Dlatego też nie ujawniamy nazwisk zawodników, którymi jesteśmy zainteresowani. Często jednak menedżerowie wykorzystują Legię w negocjacjach z innymi klubami. Czytam w gazetach, że jesteśmy zainteresowani jakimś piłkarzem, a my nawet nie wiemy o jego istnieniu. Okazuje się, że menedżer oferuje jakiemuś klubowi swojego zawodnika i żeby go lepiej wypromować, puszcza plotkę, że Legia jest nim zainteresowana. Muszę przyznać, że w prasie pojawia się wiele informacji transferowych kompletnie wyssanych z palca.
Czy ryzyko przy kupowaniu piłkarzy z polskiej ligi jest mniejsze? 
Oczywiście, ale my zawsze bierzemy pod uwagę relację ceny do jakości. Zastanawialiśmy się czy Artur Sobiech to może być właściwy transfer i byliśmy gotowi go pozyskać, ale za mniej niż kupiła go Polonia, która zapłaciła za niego ponoć milion euro. Nie gardzimy polskimi zawodnikami. Jednak tak się składa, że piłkarze, którzy nas interesują, grają u naszych bezpośrednich konkurentów: w Lechu, Wiśle, czy nawet Polonii Warszawa. Kluby nie są zachwycone pomysłem sprzedawania nam piłkarzy, bo wzmacniają tym samym bezpośrednią konkurencję. My również wolimy swoich najlepszych piłkarzy sprzedawać za granicę. Oczywiście możemy kupować zawodników ze słabszych zespołów. Jednak ci nie zawsze sprawdzają się w Legii. Najlepszym przykładem jest Krzysztof Ostrowski, który wyróżniał się w Śląsku Wrocław. W meczach sparingowych popisywał się niebanalną techniką i wiązaliśmy z nim duże nadzieje. Niestety wychodził na mecz ligowy i nie było chłopaka na boisku. Dla niego było bardzo stresujące, że nie potrafi wykorzystać swojego potencjału. Dlatego nie było sensu dłużej go męczyć i sprzedaliśmy go do Widzewa.
Czy to że z nowych piłkarzy w podstawowym składzie gra tylko dwóch – nie jest rozczarowaniem?
Nie, ponieważ Kneżević jak się wyleczy, będzie bardzo pożytecznym dla nas piłkarzem, a Marijan Antolović może być jednym z najlepszych transferów w klubie. Każdy bramkarz, który robił u nas karierę miał czas na przyzwyczajenie się do Legii. Antolović stanął między słupkami natychmiast. Dajmy mu trochę czasu. Natomiast Alejandro Cabral i Bruno Mezenga przyszli do Legii z założeniem, że będą u nas sprawdzeni. Ich talent nie wybuchł w naszej lidze tak, jak tego chcieliśmy, ale zakładaliśmy taki wariant. Obydwaj są wypożyczeni i do czerwca będziemy się im przyglądać. Jak nie będziemy z nich wystarczająco zadowoleni, odlecą za ocean. Poczekałbym jednak z ostatecznymi ocenami. Najlepszym przykładem jest Mezenga, który prezentuje się coraz lepiej. W dwóch ostatnich meczach został wybrany przez kibiców zawodnikiem meczu.
Miklas ocenia letnie transfery Legii:
Ivica Vrdoljak – od dłuższego czasu szukaliśmy środkowego pomocnika, który kreuje grę całego zespołu, ale ma także predyspozycje defensywne. Z pomocnikami ofensywnymi nie mieliśmy problemu, bo jest u nas chociażby Maciej Iwański. W poprzednim oknie transferowym nie udało nam się go kupić, ponieważ Dynamo Zagrzeb nie chciało się zgodzić na naszą propozycję finansową. Dali się przekonać dopiero pół roku później. Chyba nikt nie może powiedzieć, że jest to nieudany transfer.
Manu – w tym przypadku również była długa obserwacja zawodnika, bo ponad rok. Wcześniej wyceniano go na grubo ponad milion euro, więc poczekaliśmy aż jego kontrakt będzie zmierzał do końca i pozyskaliśmy go za stosunkowo niewielkie pieniądze. Sam fakt, że grał w niemal wszystkich meczach przez 90 minut pokazuje, że jest bardzo przydatnym zawodnikiem.
Srda Kneżević – kolejnym piłkarzem, którego szukaliśmy był obrońca. Mając w zespole Inakiego Astiza i Dicksona Choto, którego niestety często brakuje na boisku, musieliśmy mieć jego dublera i sięgnęliśmy po jednego z dwóch najlepszych wówczas obrońców Partizana Belgrad. Srda grał tam przez pełne dwa sezony, a w każdym z nich po sześć meczów w Lidze Europejskiej. Niestety na samym początku przygotowań przytrafiła mu się kontuzja pachwiny, która nie jest trudna do leczenia, ale jest bardzo bolesna. Srda długo nie chciał się pogodzić z koniecznością operacji. Obecnie jest już w trakcie rehabilitacji. Nawet dołączył już do trenujących zawodników. Być może mógłby nawet zagrać w ostatnim meczu w tym roku, ale to wiązałoby się z ryzykiem odnowienia kontuzji. Jestem przekonany, że dobrze przygotowany, wiosną będzie pełnowartościowym zawodnikiem. Dlatego na jego ocenę musimy poczekać.
Marijan Antolović – chociaż wiedzieliśmy wcześniej, że Jan Mucha nas opuszcza, to szukaliśmy go w trybie awaryjnym. Co prawda mieliśmy do dyspozycji Wojciecha Skabę i Kostię Machnowskiego, ale w momencie kiedy Mucha odchodził z klubu, obydwaj nie gwarantowali takiej jakości na tej pozycji, jaką mieliśmy w przypadku Słowaka. Antolović w poprzednim sezonie był najlepszym bramkarzem ligi chorwackiej, która jest trochę silniejsza od polskiej. W tym czasie przyglądaliśmy się 10 bramkarzom z Europy, na których było nas stać. Tylko 21-letni Marijan spełniał nasze warunki. Wydaje mi się, że nie wytrzymał presji, z którą się tutaj spotkał. Wcześniej grał w małym klubie w Cibalii i tam nie było takiego ciśnienia. Jeśli popełnił błąd na sparingu, to nikt mu tego nie wypominał. W Legii natomiast nawet niepewność jest natychmiast piętnowana, bo na meczach kontrolnych jest po kilkuset kibiców. Znalazł się w zupełnie innej sytuacji i postanowiliśmy dać mu odpocząć. Nie chcemy by spalił się psychicznie, bo nie tylko my wiemy o jego wysokich umiejętnościach. W momencie transferu musieliśmy stoczyć o niego bój z klubem francuskim. Wiem, że oni nawet teraz chętnie by go wzięli do siebie, mimo że u nas nie gra. Uważamy jednak, że to jest bardzo wartościowy transfer, chociaż wydawało się, że będzie łatwiej wprowadzić go do zespołu. Od razu wrzuciliśmy go na bardzo głęboką wodę i przeplatał genialne interwencje z bardzo niepewnymi, po których traciliśmy bramki
Bruno Mezenga i Alejandro Cabral – w obydwu przypadkach od samego początku wiedzieliśmy, że podejmujemy duże ryzyko, ale nie finansowe, bo tylko ich wypożyczyliśmy. Założyliśmy, że sięgniemy po młodych zawodników z bardzo dobrych zespołów. Mezengę widzieliśmy kilkakrotnie w barwach brazylijskiego Flamengo Rio de Janeiro. Potrzebujemy zawodnika o takich parametrach, który niekoniecznie dobrze zachowuje się przy kontrataku, ale przy ataku pozycyjnym potrafi przytrzymać piłkę, zgrać ją głową i odnaleźć się pod bramką rywali. Jednak on jeszcze nie przyzwyczaił się do tego, że w polskiej lidze najpierw kopie się po nogach, a dopiero potem gra się w piłkę. W Brazylii jest zupełnie inaczej. Tam gra się bardzo czysto. Wydaje mi się, że z czasem ocena Mezengi będzie lepsza, choć początkowo oczekiwano, że będzie błyszczał na naszych boiskach. W przypadku Cabrala chcieliśmy przyjrzeć mu się przez ten sezon, by zobaczyć jak się zaaklimatyzuje w naszej lidze i ocenić postępy w grze. Cabral w lidze argentyńskiej wyglądał fantastycznie i nadal potrafi zrobić wszystko z piłką. Jednak ma podobny problem jak Mezenga. Wierzę iż do czerwca pokaże, że potrafi grać w polskiej lidze nie tylko ładnie, ale również skutecznie.
rozm. mch/pap /25.11.2010/
***
Legia szykuje transfery
Dyrektor sportowy Legii Marek Jóźwiak szykuje ofensywę transferową w zimowej przerwie.
Stołeczny klub ma postawić tym razem na piłkarzy krajowych – Nawiązaliśmy kontakt z dwoma piłkarzami grającymi w naszej lidze. Obaj grają w czołowych klubach – powiedział Jóźwiak.
Dziennikarze ustalili, że chodzi o Marcina Robaka (Widzew Łódź) i Tomasza Bandrowskiego (Lech Poznań), którzy znajdują się na szczycie listy życzeń trenera Legii Macieja Skorży. Pojawiają się też informacje, że stołeczny klub powalczy o podpis na kontrakcie w przypadku Patryka Małeckiego z Wisły Kraków oraz Manuela Arboledy z Lecha i Adriana Mierzejewskiego z Polonii Warszawa. Zainteresowani gracze, poza Bandrowskim, nie komentują doniesień o domniemanych przenosinach do Legii. Bandrowski leczy kontuzjowane biodro i póki co nigdzie się z drużyny mistrza Polski nie wybiera: – Na razie skupiam się tylko na zabiegu, który mnie czeka. Negocjacje w sprawie nowej umowy zeszły na dalszy plan.
Trener reprezentacji Franciszek Smuda poinformował wczoraj, że Arboleda nie planuje przenosin do Legii. – Manu powiedział że albo zostanie w Poznaniu, albo wyjedzie do innego kraju. Nie interesuje go gra w Legii.
f/t/cd /17.11.2010/
***
Maniek trafi do Legii?
Dyrektor sportowy Legii Marek Jóźwiak przyznał, że niebawem rozpocznie rozmowy w sprawie podpisania kontraktu z obrońcą Lecha Poznań Manuelem Arboledą
Kolumbijczykowi, któremu 30 czerwca 2011 r. kończy się kontrakt z mistrzami Polski, od 1 stycznia może podpisać umowę z dowolnym klubem. Wprawdzie trwają negocjacje Arboledy z Lechem dotyczące przedłużenia kontraktu, ale strony na razie nie osiągnęły porozumienia. 31-letni Arboleda do Lecha trafił latem 2008 r. ściągnięty z Zagłębia Lubin przez Franciszka Smudę. Ma on opinię najlepszego środkowego obrońcy w lidze, swoją wartość potwierdza w meczach Ligi Europejskiej (ostatnio zdobył gola z Manchesterem City).
Według prasy w Lechu zarabia 280 tys. euro rocznie, a w nowym kontrakcie chciałby uzyskać znaczącą podwyżkę. Mówi się nawet o pół miliona euro. Legia, która coraz mniej może liczyć na ciągle kontuzjowanego Dicksona Choto, potrzebuje dobrego stopera. Wydaje się też, że może spełnić finansowe oczekiwania Kolumbijczyka. Jeszcze niedawno działacze Legii chwalili się, że obecnemu bramkarzowi Evertonu Janowi Musze oferowali bajeczny kontrakt 600 tys. euro.
Maniek niedawno powiedział, że Lech ma u niego pierwszeństwo, ale jest zaszczycony, że taki klub, jak Legia jest nim zainteresowany. Kolumbijczyk mógłby kontrakt z Legią podpisać już 1 stycznia przyszłego roku, a wszedłby on w życie 1 lipca. Kluby mogłyby też porozumieć się w sprawie wcześniejszego przejścia zawodnika do drużyny Macieja Skorzy.
int.pl /12.11.2010/
***
Legia wreszcie oddycha
Korona – Legia 1:4. Drużyna z Warszawy pokazała, że kryzys mija. Na boisko wrócili Maciej Iwański i Jakub Wawrzyniak
Korona Kielce to nie byle jaki zespół. W 2010 r. zdobyła najwięcej punktów z wszystkich ligowców, z ostatnich siedmiu meczów sześć wygrała, tylko jeden remisując. Na dobre zadomowiła się w czołówce i od kilku kolejek była na 2 miejscu. Legia tydzień temu wygrała z Widzewem w Łodzi, teraz miała przejść dużo trudniejszy test.
Na swoim miejscu był już architekt Maciej Skorża, który odcierpiał 2 mecze kary za dyskusje z arbitrem i mógł z bliska obserwować to spotkanie. Legia musi mozolnie walczyć o powrót do góry tabeli. W piątek zaczęła efektownie. Najlepszy piłkarz drużyny, 19-letni Michał Kucharczyk, w 7 minucie 3 razy strzelał po dośrodkowaniu z rzutu rożnego, aż wreszcie udało mu się pokonać Zbigniewa Małkowskiego.
Bramkarz Korony w 31 minucie wystąpił w roli głównej. Korona remisowała już wtedy 1:1 po golu Pavla Stany i zaczynała łapać rytm, a kroków musiała się uczyć od nowa, bo z Legią zagrać nie mogli Andrzej Niedzielan i Aleksandar Vuković. Małkowski próbował naprawiać błąd pomocy i obrony, które dopuściły, by wykopana spod własnego pola karnego piłka trafiła pod nogi Miroslava Radovicia, a ten znalazł się z bramkarzem Korony sam na sam. Minął go, potem zahaczył o jego wyciągnięte ręce.
Sędzia Tomasz Mikulski podyktował rzut karny, a Małkowskiemu pokazał czerwoną kartkę. Później mecz wyglądał tak jak zazwyczaj, gdy jedna drużyna gra w osłabieniu przez tak długo. Najpierw Ivica Vrdoljak wykorzystał rzut karny, a po przerwie do bramki Korony trafiali jeszcze Maciej Iwański i Radović. Iwański wszedł (podobnie Jakub Wawrzyniak) na boisko pierwszy raz, od kiedy został karnie przesunięty do rezerw, i należał do najlepszych na boisku. Kiedy strzelił gola, z gratulacjami podbiegli do niego wszyscy.
We wszystkich wcześniejszych meczach Legia strzeliła 7 goli, w piątek – 4. To piąte zwycięstwo Legii w tym sezonie, w tabeli też jest piąta.
KORONA KIELCE – LEGIA WARSZAWA 1:4 (1:2) Bramki: M. Kucharczyk (7), I. Vrdoljak (35-karny), M. Iwański (65) i M. Radović (88) dla Legii oraz P. Stano (28) dla Korony
Żółte kartki – Korona: V. Jovanović, P. Golański; Legia: A. Borysiuk, M. Komorowski.
Czerwona kartka: Z. Małkowski (31). Sędziował T. Mikulski (Lublin).
Widzów 14 479.
Korona: Małkowski – Golański, Hernani, Stano, Markiewicz – Sobolewski, Nowak (34 Cierzniak), Jovanović, Korzym (63 Kuzera) – Tataj (77 Gajtkowski), Edi Andradina. Legia: Machnowski – Rzeźniczak, Astiz, Komorowski, Kiełbowicz (41 Wawrzyniak) – Radović, Vrdoljak, Borysiuk (82 Cabral), Manu, Szałachowski (57 Iwański) – Kucharczyk.
mk/rp /23.10.2010/
***
Legia już naprawiona
Piłkarze Legii gonią ligową czołówkę. Drużyna Macieja Skorży po zwycięstwie nad łódzkim Widzewem wygrała drugi mecz ligowy z rzędu.
Tym razem stołeczny zespół w świetnym stylu rozprawił się z Koroną Kielce, pokonując ją na jej terenie 4:1
Wojskowi mieli ułatwione zadanie, bo przez prawie godzinę grali z przewagą jednego zawodnika, po tym, jak za faul w polu karnym wyleciał z boiska bramkarz Zbigniew Małkowski. – Mecz z Koroną pokaże, o co Legia będzie walczyć w tym sezonie. To dla nas jedna z ostatnich szans, by zmniejszyć dystans do najlepszych i liczymy, że ta przewaga trochę stopnieje – zapowiadał przed meczem Skorża.
Jego piłkarze od początku pokazywali, że słowa trenera wzięli sobie głęboko do serca. Najgroźniejszą bronią w starciu z kielczanami były stałe fragmenty gry. Jeden z nich już w 7 minucie przyniósł gościom prowadzenie. Świetne dośrodkowanie Tomasza Kiełbowicza na raty wykorzystał Michał Kucharczyk, zdobywając swoją drugą bramkę w lidze.
Napastnik Legii grał jednak nieskutecznie, bo jeszcze w pierwszej połowie powinien strzelić 2 kolejne gole. Najpierw zmarnował sytuację sam na sam z bramkarzem Korony, a w innej nie trafił z bliska do pustej bramki. Po okresie przygniatającej przewagi legionistów Korona niespodziewanie doprowadziła do wyrównania.
W zamieszaniu podbramkowym strzał Jacka Markiewicza dobił Pavel Stano, ale potem na murawie dominowali już tylko goście. Przełomowym momentem była czerwona kartka dla Zbigniewa Małkowskiego, który sprezentował piłkarzom Skorży rzut karny, zamieniony na gola przez Ivicę Vrdoljaka. W drugiej połowie pozbawionych swoich najlepszych piłkarzy kielczan dobili przywrócony do pierwszego zespołu po ponad miesiącu przerwy Maciej Iwański oraz Miroslav Radović.
filu/pb /22.10.2010/
***
Stadion Legii później
Budowa obiektu przy ul. Łazienkowskiej przedłuży się o blisko dwa miesiące. Stadion nie będzie gotowy na start rundy wiosennej. Podobno wszystko z powodu pogody
Termin zakończenia budowy stadionu Legii został przedłużony o 58 dni, czyli do 11 marca 2011 r. – potwierdził Janusz Kopaniak, dyrektor Warszawskiego Ośrodka Sportu i Rekreacji. Pierwotnie planowano, że robotnicy z placu budowy zejdą w połowie stycznia Czym spowodowane jest prawie dwumiesięczne opóźnienie? Urzędnicy przekonują, że wszystkiemu winna jest pogoda.
– Ostatnia zima spowodowała ponadmiesięczny poślizg przy realizacji pierwszego etapu robót. W konsekwencji prace przy budowie trybuny zachodniej rozpoczęły się później, niż planowaliśmy – mówi Kopaniak. Teraz kluczowym punktem robót jest montaż dachu, który może być prowadzony tylko w ściśle określonych warunkach atmosferycznych.
– Membranę dachu można rozkładać wtedy, gdy dobowa temperatura powietrza nie jest niższa niż 10 st. C – mówi Paweł Szymaniak z Polimexu-Mostostal. Czy robotnicy zdążą to zrobić w tym roku? Szanse na to są znikome. – Do montażu dachu będziemy gotowi na początku listopada, wszystko zależy od pogody – mówi Szymaniak.
Po zakończonej budowie stadion będą musieli skontrolować przedstawiciele PINB, którzy podejmą decyzję o dopuszczeniu obiektu do użytkowania. Tak więc pierwsi kibice na trybunie zachodniej będą mogli zasiąść dopiero na przełomie marca i kwietnia.
To oznacza, że stadion nie będzie gotowy na start (w lutym) rundy wiosennej. Co na to przedstawiciele klubu? – Oczywiście nie jest to dla nas komfortowa sytuacja, ale jedynym winnym jest pogoda – mówi Marek Drabczyk, członek zarządu KP Legia. Każda kolejka ligowa rozegrana tylko przy trzech trybunach to strata wpływów z biletów, a budowana trybuna zachodnia ma być najbardziej reprezentacyjną częścią stadionu.
Tutaj znajdą się prawie 2000 miejsc przeznaczonych dla VIP-ów, klub biznesowy oraz 38 ekskluzywnych lóż dla najbardziej wymagających kibiców. – Tych wpływów nie będzie, ale nie robimy z tego tragedii. Natomiast jeżeli chodzi o loże, to dla kibiców przygotujemy rabat – mówi Drabczyk. Z czwartą trybuną stadion Legii będzie mógł pomieścić ponad 31 tys. widzów.
g/żw /7.10.2010/
***
Wielkie problemy Chinyamy
Piłkarska przyszłość Takesure Chinyamy stanęła pod znakiem zapytania. U napastnika Legii nie widać końca ciągnących się od maja 2009 problemów, które ma z kolanem. Dwie operacje, miesiące rehabilitacji, kilka powrotów na boisko i znowu wszystko od początku. Kolano puchnie.
Zamiast ćwiczeń z drużyną, jest siłownia i wzmacnianie mięśnia czworogłowego uda odpowiadającego za stabilizację stawu kolanowego. Możliwe, że znowu będzie potrzebny zabieg, choć nie wiadomo, czy on coś da. Problem napastnika z Zimbabwe leży bowiem gdzie indziej. Jego organizm słabo regeneruje się po wysiłku, a to w połączeniu z kłopotami zdrowotnymi powoduje, że tak naprawdę nie można wykluczyć żadnego rozwiązania. Równie dobrze Chinyama może zagrać z Widzewem w najbliższy piątek, jak też już nigdy nie wyjść na murawę. Choć to ostatnie rozwiązanie należy uznać za skrajnie pesymistyczne.
ps /11.10.2010/
***
Za szybko uwierzyłem, że mam drużynę
Rozmowa z Maciejem Skorżą, trenerem Legii
Ile razy w ciągu tych czterech miesięcy pracy pomyślał pan sobie: po co mi to było?
Nie było takiego momentu. Po pierwszej serii gier sparingowych, po zgrupowaniu w Grodzisku Wielkopolskim, nie wszystko wyglądało tak, jakbym tego oczekiwał. Dla mnie był to pierwszy symptom, że coś jest nie tak. Mieliśmy radzić sobie bez problemu, a tu kłopot z drużynami z II ligi. Z kolei we Francji sprawa wyglądała dużo lepiej. Doszedł do tego mecz z Arsenalem i wydawało się, że przygotowania idą dobrze. I nagle ta druga połowa na Polonii, która wszystko zweryfikowała. Za szybko uwierzyłem, że już udało się stworzyć tę drużynę, wkomponować w nią nowych zawodników.
Dlaczego nie mówił pan tego wcześniej? Pompowany balon pękł i panu też się oberwało.
W klubie panowała bardzo optymistyczna atmosfera. Starałem się to tonować, przekonywać, że potrzeba czasu, by to zaczęło się zazębiać. Trudno jednak, by taka pozytywna atmosfera nie udzieliła się i mnie. Czas pokazał, że do wszystkiego trzeba podchodzić ostrożnie.
Teraz dla pana liczy się show czy suchy wynik.
Wynik i sukces! To dla mnie najważniejsze. Do tego dążę. Na razie wolę nudne 1:0 niż piękne 4:5. Temu klubowi za wszelką cenę potrzebny jest wynik, sukces. W tyle głowy mam cel, ale koncentrować muszę się na najbliższej przyszłości. Drużyna nie jest jeszcze ukształtowana. Szuka swojego stylu. Udało się wyzwolić w zawodnikach wolę walki. Na tej podstawie mogę już budować. Niestety przespałem ten moment, kiedy to wszystko zaczęło iść w złym kierunku. Przez to straciliśmy trochę czasu.
rozm. rb/ad /1.10.2010/
***
Co z tą Legią?
W Legii Warszawa miała być wielka drużyna, a jest wielki wstyd.
W stolicy pokazano, jak się wyrzuca pieniądze w błoto. Drużyna zajmuje 14 miejsce w tabeli, 15 i 16 zespół spadnie z ligi. Tak złego początku sezonu nie było od 1954 r. Nikt nie zna recepty na lepsze jutro. Złośliwcy już kpią, że za rok Legia będzie miała najładniejszy stadion w II lidze… Z sześciu meczów piłkarze Macieja Skorży przegrali aż cztery, strzelili tylko cztery gole. Śmieje się z nich cała liga. Trener przegrywającego mecz za meczem Zagłębia Lubin Marek Bajor przyznawał, że jego drużyna jest w dołku, ale na szczęście teraz gra z Legią… Zagłębie wygrało 2:1…
Modny adres
Wszystko co złe miało się skończyć wraz z odejściem Jana Urbana, który prowadził drużynę w czasie budowy nowego stadionu i konfliktu klubu z kibicami. Nie było dopingu, a czwarte miejsce w poprzednim sezonie uznane zostało za upokorzenie. Na trybuny przychodziła garstka ludzi po to, by wyzywać piłkarzy. Nowy stadion wydawał się niepotrzebny, ale zdaniem ITI – właściciela Legii – po wakacjach miała nastać w Warszawie inna rzeczywistość.
Niestety, okazało się, że zgodnie z hiszpańskim przysłowiem (może znał je Urban) za pieniądze kupisz nowe łóżko, ale snu już nie dasz rady. – Zbudowano drużynę w pośpiechu, bez pomysłu. Sprowadzono za dużo zawodników w jednym momencie. Do tego niekoniecznie takich, którzy się tu nadają – mówi Cezary Kucharski, były kapitan Legii, obecnie menedżer piłkarski. Najpierw zaangażowano jednak nowego trenera – Macieja Skorżę, radomianina, który bał się w Wiśle Kraków zachowywać swobodnie, bo brano go za warszawkę. Kiedy trafił już do niby-swoich, w ogóle się nie zmienił, nie nabrał luzu. Do bólu kulturalny i tak samo bezbarwny, bardzo ciekawy przy wyłączonych mikrofonach, po ich włączeniu pokazuje, jak bogaty jest słownik piłkarskiej sztampy.
Piłkarze mówią, że to dobry trener, ale sztywny. Dla kibiców i właścicieli klubu najważniejsze było jednak, że nie jest to kolejny trener kumpel, bo tacy już tu bywali z fatalnym skutkiem. Skorża nie dostał w prezencie takiej Legii, jaką ma, sam sobie ją zbudował. Kiedy klub zaprosił go na oficjalną prezentację, wszyscy wiedzieli, że były szkoleniowiec Wisły już od kilku tygodni myśli, jaka ma być jego Legia. Trzeba było kupić piłkarzy gwarantujących sukces, trzeba było także pogodzić się z kibicami. Tylko to drugie udało się świetnie. Legia wyszła w miasto – wielkie reklamy, Skorża jak Arsene Wenger, wielki stadion, wielkie emocje, truskawkowa akcja promocyjna, na której ludzi związanych z klubem – aktorów, ale także Andrzeja Strejlaua – masowały i karmiły tajemnicze młode dłonie.
Wszystko to miało być dobrym tłem dla piłkarzy, na których sprowadzenie klub wydał 10 milionów złotych. Tyle podczas jednego okienka transferowego nie zainwestował do tej pory nikt w Polsce. Cała strategia była doskonale przemyślana, ale tylko pod względem marketingowym. Łazienkowska 3 stała się znów modnym adresem.
Kasa w błoto
– Świetnie, że Legia znalazła tak wielkie pieniądze na piłkarzy. Szkoda, że wydała je na akurat takich. Jeśli sprowadza się bramkarza, który w każdym meczu popełnia kilka błędów, jeśli milion euro kosztuje defensywny pomocnik, to coś jest nie tak – mówi Maciej Szczęsny, były bramkarz Legii. Ivica Vrdoljak przyszedł z Dinama Zagrzeb, stając się najdroższym piłkarzem sprowadzonym przez polski klub (kosztował milion euro). Stał się też najszybciej mianowanym kapitanem. Skorża zapytany, dlaczego daje opaskę piłkarzowi, który nie zna polskiego ani angielskiego, piłkarzy ani specyfiki klubu, odpowiedział: – To moja sprawa.
Bramkarz Marijan Antolović, Srdja Kneżević, Alejandro Cabral i Bruno Mezenga już usiedli na ławce rezerwowych. Od tego ostatniego – brazylijskiego napastnika – lepszy okazuje się młody Michał Kucharczyk, który wcześniej grał w Świcie Nowy Dwór Mazowiecki. Mezenga do Legii jest tylko wypożyczony, ale gdyby warszawski klub chciał go wykupić, musiałby zapłacić ponoć 1.3 mln euro. Artjoms Rudnevs, który strzelił Juventusowi trzy bramki, kosztował Lecha Poznań 400 tys.
– Odpowiedzialność za transfery spada na trenera, nie wiem, jak mocno brzmią głosy Marka Jóźwiaka i Leszka Miklasa. Jeżeli w drużynie, na którą wydano 10 milionów złotych, jest miejsce dla Jakuba Wawrzyniaka, to coś nie gra. Stadion, stolica, legenda, historia to rzeczy, za które właściciel Legii dużo zapłacił i być może one skłoniły go, by w ogóle inwestować w ten klub. Trzeba to szanować, stawiając na odpowiednich zawodników – mówi Szczęsny.
Wiarę w to, że w jedno lato można wszystko zmienić, zgasiła już w pierwszej kolejce Polonia Warszawa, która wygrała z Legią 3:0. Skorża w 90 minut postarzał się o kilka lat, wyglądał, jakby właśnie zrozumiał, że z taką drużyną ligi nie zawojuje. Po porażce z Bełchatowem w 4 kolejce po raz pierwszy odważył się uderzyć w piłkarzy. – Niektórzy umiejętnościami nie dorośli do I ligi – mówił. Po Warszawie poszła plotka – obcokrajowcy kłócą się z Polakami, którzy czują, że Skorża na starcie dał fory nowym. Obcokrajowcy za Legię nie chcą ponoć umierać, dostali dobre kontrakty i to im wystarcza. Przypominano też słowa Jacka Rutkowskiego – właściciela Lecha – który kiedyś o Skorży miał powiedzieć, że to dobry kapitan, ale tylko na spokojne morze. Po kolejnej porażce – z Ruchem 0:1, Skorża odsyła do rezerw Macieja Iwańskiego, Jakuba Wawrzyniaka i Piotra Gizę. Pięciu innych dostaje kary za łamanie regulaminu – Takesure Chinyama ma taką nadwagę, że co chwila nie wytrzymują mu kolana.
Ostatnia szansa?
– Żeby odstawić wszystkich piłkarzy, trzeba mieć lepszych. Zmiana trenera na początku sezonu też nie ma sensu. Jak dalej nie będzie szło, to trzeba dać szansę komuś innemu, niech przy nim piłkarze się zgrywają i jakoś dokończą ten sezon. Żaden cudotwórca się nie zjawi – ocenia Szczęsny.
Iwański, który w przerwie meczu z Ruchem miał rzekomo rozpętać w szatni awanturę, odmawia rozmów z prasą. Prezesi Legii powtarzają, że Skorża może być spokojny o swoją pozycję, chyba że sam uzna, iż sytuacja go przerosła. Ale cierpliwość kibiców już się kończy. Jeśli Legia nie wygra w piątek z Lechem Poznań, na nowy stadion może wrócić atmosfera z poprzednich sezonów. A przecież nie tak miało być w nowym salonie stolicy.
mk/rp /21.9.2010/
***
Legia chce wykupić Boruca!
W styczniu Artur Boruc może opuścić włoską Fiorentinę. Jak informuje włoski dziennik La Nazione, polski bramkarz może trafić do… Legii Warszawa!
Stołeczny klub jest ponoć gotowy wykupić go z Florencji za półtora miliona euro. W grę może wchodzić także wypożyczenie O tym, że Boruc nie jest zadowolony ze swojej sytuacji w Fiorentinie wiadomo od kiedy powiedział w jednym z wywiadów, że jeśli na dłużej usiądzie na ławce rezerwowych, to zmieni klub.
W zespole Fiołków podstawowym bramkarzem jest Francuz Sebastian Frey. Latem mówiło się jednak o jego rychłym transferze, dlatego też między innymi Fiorentina chciała się zabezpieczyć i za dwa miliony euro ściągnęła z Celticu Boruca. Do transakcji jednak nie doszło i Frey został w klubie z Florencji. Boruc na pewno jednak nie pogodzi się z faktem, że będzie jedynie rezerwowym i jeśli do końca roku nic się nie zmieni, z pewnością poszuka sobie nowego klubu. Z kolei Legia także zimą musi szukać nowego bramkarza, bo sprowadzony z chorwackiej Cibalii Marijan Antolović okazał się totalną pomyłką.
Transfer Boruca na pewno byłby rozwiązaniem problemów Legii z bramkarzami. Boruc zawsze mówił, że chętnie założyłby jeszcze kiedyś koszulkę z herbem Legii, bo jest kibicem tego klubu. Dlatego ofertę warszawskiego klubu na pewno potraktowałby poważnie. Jego transfer byłby bardzo ciepło przyjęty przez kibiców Legii, dla których Boruc jest prawdziwym idolem. Jego sprowadzenie mogłoby udobruchać fanów warszawskiego zespołu, którzy są coraz bardziej sfrustrowani postawą piłkarzy sprowadzonych do ich klubu przed obecnym sezonem.
mig/wal /22.9.2010/
***
Kucharczyk i Kucharski – Kucharz i Kucharz
Ku zaskoczeniu kibiców 19-letni piłkarz stał się nagle pierwszym napastnikiem warszawskiej Legii.
Nie Mezenga, a Michał Kucharczyk, który jeszcze wiosną grał na II-ligowych boiskach Choć za wcześnie ogłaszać go nową gwiazdą ekstraklasy, to z pewnością można powiedzieć, że zrobił już pierwszy krok. Pokazał, że jest w stanie nie tylko być w Legii, ale i dla niej grać. Teraz musi uczynić kolejne, które mogą być znacznie trudniejsze. Musi udowodnić, że to co prezentuje, to nie chwilowy błysk formy. Jednak Kucharczyka już nikt nie zlekceważy.
Zaufać i dać czas
Dwa lata temu został królem strzelców II ligi. W jednym z wywiadów napomknął, że chciałby pójść taką drogą jak Robert Lewandowski. – To musi mieć tego samego menedżera – żartował wówczas były kapitan Legii Cezary Kucharski. I do dziś prowadzi jego interesy.
– Sposobem poruszania się po boisku, budową przypomina mi Sylwka Czereszewskiego. Ale styl grania Michała, ciągła walka, bieganie, nie odpuszczanie i bezkompromisowość każą mi porównać go do Marka Saganowskiego. Kucharczyk ma instynkt napastnika, nie posiada kompleksów, choć od niedawna występuje w I lidze. Chciałbym, żeby w jego przypadku wszytko potoczyło się przynajmniej tak dobrze, jak u Roberta – powiedział Kucharski.
Ostatnie wydarzenia na Łazienkowskiej idealnie pasowały do przysłowia: cudze chwalicie, swego nie znacie. Swoje szanse dostawał Bruno Mezenga, chuchano i dmuchano na Takesure Chinyamę, w ataku grywał także Sebastian Szałachowski. Kucharczyk był czwarty w kolejce.
– Jak przychodziłem na Łazienkowską, to tylko słyszałem, że Michał nie gra, bo są nowi i lepsi. Myśli pan, że jakby Legia nie zanotowała takiego falstartu, to dostałby szansę? Moim zdaniem nie – powiedział Piotr Mosór, były legionista i trener Kucharczyka w Świcie Nowy Dwór Mazowiecki. – Najważniejsze, że postawiono na niego. Jestem pewien, że sobie poradzi. Tylko trzeba mu zaufać, dać trochę czasu. To bardzo mądry chłopak – dodał Mosór.- W ogóle nie było tematu wypożyczenia do innego klubu. Michał postanowił, że, bez względu na to co będzie, przynajmniej przez rok zostaje i walczy. I wygląda na to, że tą decyzją wygrał. Mam nadzieję, że będzie też przykładem dla innych młodych piłkarzy.
Nie kosztem szkoły
Legia przeprowadziła transfer definitywny Kucharczyka już przed rokiem. Kosztował dużo, bo 300 tys. zł, a w umowie znalazły się jeszcze bonusy dla podwarszawskiego klubu. Dodatkowe pieniądze Świt już zarobił, bo Kucharczyk zadebiutował w I lidze. Jeśli zagra w reprezentacji Polski, to znowu trzeba będzie przelać 50 tys. zł na konto Świtu.
Podpisując kontrakt z Legią 18-letni wówczas zawodnik postawił warunek – zostaję jeszcze rok w Nowym Dworze Mazowieckim, bo muszę skończyć tu szkołę. Legia proponowała mu inną, ale on postawił na swoim. Postawił na swoim, bo taki ma charakter. Niektórzy mówią, że raczej charakterek. Jest nieufny, ale pewny swego, ambitny i uparty. – Złego słowa na niego nie powiem – powiedział Mosór.
– Jak Michał był jeszcze w Świcie, to byłem z jego trenerem cały czas w kontakcie, wspólnie pilnowaliśmy, żeby się odpowiednio rozwijał. Wiem, że Piotrek coś tam na niego narzekał – dodał Kucharski. – Marudziłem czasem, bo on nie chciał grać w piłkę kosztem szkoły. Chodził do niej, dobrze się uczył i z tego powodu czasem spóźniał się na treningi – wytłumaczył były trener Świtu. Licz na siebie W Legii mówi się, że jak w głowie nie jest poukładane, to w tym klubie nie zrobi się kariery. – Michałowi żadna sodówka nie grozi. To skromny, młody człowiek. Kiedyś powiedziałem mu, co mówię każdemu napastnikowi: biegaj, walcz, wychodź do piłki, bo jak będziesz stał i czekał, aż ktoś do ciebie poda, to możesz się nie doczekać. Jak będziesz grał na maksa, to nikt ci nic nie zarzuci – powiedział Kucharski. Na razie Kucharczyk odziedziczył po swoim agencie pseudonim: też jest Kucharzem.
ad/ps /23.9.2010/
***
Jeśli nie wygracie z Lechem, to…
– Jestem optymistą, nasza gra zmierza w dobrym kierunku i wszyscy walczyli – powiedział Maciej Skorża po porażce 1:2 w Lubinie, a ja się zastanawiałem, czy oglądałem inny mecz…
Fakt, w Lubinie bramka dla Legii mogła paść trzykrotnie: po tym jak Martins Ekwueme niefortunnie wybijał piłkę i trafił w poprzeczkę, po tym jak zderzyli się stoperzy Zagłębia i z ostrego kąta strzelał Michał Kucharczyk i wreszcie wspaniałomyślny Mouhamadou Traore podał rękę Legii ofiarowując jej rzut karny (za niepotrzebne zagranie ręką). Żadnej z wymienionych sytuacji nie wypracowała Legia. Owszem, chłopaki Macieja Skorży potrafią atakować, utrzymywać się przy piłce.
Problem w tym, że ze stwarzaniem zagrożenia mordują się niesamowicie. Z ich gry dużo dymu, a mało ognia. Takesure Chinyama zmaga się z plagą kontuzji, Bruno Mezenga jest niewidoczny albo na ławce, Cabral tylko dobrze się zapowiadał, ale nic poza tym. Manu po niezłym początku sezonu tonie w ligowej szarzyźnie. Ivica Vrdoljak pokazał, że umie strzelać karne, ale to nie czyni go jeszcze wartym milion euro.
Miał być wstrząs, a jest pląs
Wyrzucenie trójki piłkarzy (Macieja Iwańskiego, Jakuba Wawrzyniaka plus kuriozalne odsunięcie Bogu ducha winnego Piotra Gizy) miało wywołać efekt wstrząsu. Wywołało, ale efekt pląsu na murawie stadionu Miedziowych. Co ciekawe, piłkarzami Legii próbuje wstrząsnąć nie tylko klub i sztab trenerski, ale też kibice, którzy na koniec kulturalnego dopingu w Lubinie przed starciem Legia – Lech swoim ‘pupilom’ krzyknęli: Jak nie wygracie, to łomot po meczu macie. Co ciekawe, zagraniczni piłkarze nie wiedzieli, że to co śpiewają trybuny to nie gromkie Dziękujemy!, tylko coś zgoła przeciwnego, więc bili kibicom brawa. Zaniechali, gdy dopiero Polacy z Legii wytłumaczyli im, co w trawie piszczy?
Wystarczyło dogadać się z Grosikiem i Wtorkiem
Pewne jest jedno: Legia już gorzej grać nie może. Ale do przełamywania fatalnej serii trzech porażek z rzędu moment wybrała sobie kiepski. Lech Poznań na każdej pozycji wygląda solidniej. Ewentualna porażka z Kolejorzem może oznaczać przedwczesny koniec przygody z Legią trenera Skorży. Często kłopoty w klubach biorą się ze zwykłych ludzkich nieporozumień. Jak wyglądałaby dzisiaj Legia, gdyby tak jak Michał Probierz potrafiła dotrzeć do Kamila Grosickiego, albo gdyby Maciej Skorża zaufał Andrzejowi Niedzielanowi, tak jak zrobili to Marcin Sasal w Koronie, czy Waldemar Fornalik w Ruchu?
Często stawia się na równi kłopoty Wisły z tymi, jakie ma Legia. Dla mnie to sytuacje nieporównywalne. Choćby dlatego, że gdy Skorża miał komfort, bo od 10 czerwca miał skompletowany zespół i sam go przygotował jak chciał, podczas gdy Robert Maaskant musi pracować na tym, co mu nasprowadzał skaut Zdzisław Kapka, a przygotował Henryk Kasperczak. Holender pracuje w Krakowie o wiele krócej, niż Skorża w Warszawie, a już Biała Gwiazda atakuje z rozmachem i stwarza zagrożenie dla bramki rywala. Fakt, nie potrafi też niwelować zagrożenia pod własną bramką, ale nie mogło być inaczej, skoro pozbyła się w jednym oknie transferowym sześciu defensorów.
Zgryz asystenta Leo, zacięło się Tarasiowi
Gorąco ma również trener Rafał Ulatowski, który po każdej kolejnej porażce czuje samotność, niczym maratończyk na 35 kilometrze. Cracovia tak fatalnej serii nie miała od 1970 r., gdy w II lidze przegrała również pierwszych sześć meczów. Sympatyczny – skądinąd – trener Ulatowski i jego piłkarze znaleźli się pod ścianą. Jeśli w sobotę nie pokonają Arki Gdynia, staną się głównym kandydatem do spadku. Już po 7 kolejkach! Problem Pasów polega nie tylko na tym, że mają nieszczelną obronę i prezentują się ostatnio, jak żółtodzioby.
Sęk w tym, że na dole rywalizacja nie jest tak wyrównana, jak w czubie tabeli. Cracovia traci do Śląska 4 punkty, do Legii – 6, a do pozostałych ekip już 7. Po niezłym początku zacięła się maszynka Ryszarda Tarasiewicza. Śląsk zaczął nieźle (zatrzymał Jagiellonię i pokonał na wyjeździe Cracovię), wydawał się nieźle wzmocniony (Cristian Diaz, Przemysław Kaźmierczak), ale ostatnio przestał punktować. We Wrocławiu nie wpadają w panikę, wierzą, że Tarasiewicz kryzys przezwycięży. Będę trzymał kciuki, bo to barwna postać. ‘A wszystkim chciało się dupę ruszać? – wstawiał się w zeszłym sezonie za swym kolegą Janem Urbanem odprawianym z Legii. Dzisiaj sam potrzebuje wsparcia?
mb/int. /20.9.2010/
***
Skorża wyrzucił Iwańskiego!
Legia Warszawa przesunęła do Młodej Ekstraklasy trzech zawodników pierwszej drużyny: Piotra Gizę, Macieja Iwańskiego i Jakuba Wawrzyniaka – poinformował klub na swoim serwisie internetowym
Oto klubowy komunikat: ‘Zarząd Legii Warszawa na wniosek sztabu szkoleniowego postanowił skierować czasowo do treningów z zespołem Młodej Ekstraklasy trzech zawodników pierwszej drużyny: Piotra Gizę, Macieja Iwańskiego i Jakuba Wawrzyniaka. Ponadto do Zarządu Legii wpłynęły wnioski o ukaranie pięciu piłkarzy za nieprzestrzeganie regulaminu dyscyplinarnego klubu i warunków kontraktów indywidualnych. Wnioski sztabu szkoleniowego zostaną rozpatrzone na najbliższym posiedzeniu Zarządu, na które wezwani będą zawodnicy, których sprawa dotyczy. Podjęte zostaną wówczas decyzje o rodzaju kar’.
Trener Legii Maciej Skorża pewnie nawet w najbardziej pesymistycznym scenariuszu nie spodziewał się, że jego drużyna – tak wzmacniana, a później przygotowywana – przegra aż trzy mecze w pierwszych pięciu kolejkach. Po ostatniej porażce z Ruchem 0:1 był rozgoryczony postawą drużyny i zapowiedział podjęcie zdecydowanych kroków.
– Postawa drużyny w pierwszej połowie jest dla mnie zupełnie nie do przyjęcia, zawodnicy są zbyt nerwowi, nigdy nie miałem takich problemów z zespołem. Muszę na to mocniej zareagować – powiedział po meczu z Ruchem.
/14.9.2010/
***
Skorża tłumaczy dlaczego…
W czwartek trener Legii Maciej Skorża tłumaczył dziennikarzom swoje decyzje personalne:
Po ostatnim meczu, w którym postawa drużyny była słaba uznałem, że zespół potrzebuje pewnego wstrząsu i zmian. Po analizie sytuacji postanowiłem podjąć trudne decyzje, ale są one nieodzowne.
Przesunąłem trzech zawodników do Młodej Legii. Nałożyłem również pięć kar, które mają charakter porządkujący. One nie wzięły się z niesportowego trybu życia. Informacje z mediów są nieprawdziwe. Kary nałożyłem za nieprzestrzeganie procedur, które ustaliliśmy sobie w szatni. Ukaranymi są Kuba Rzeźniczak, Maciej Rybus, Ariel Borysiuk, Piotr Giza oraz Takesure Chinyama.
Kubę upomniałem za głupie osłabienie zespołu podczas meczu z Ruchem. Wspólnym mianownikiem dla decyzji przesunięcia jest zbyt duża dysproporcja w potencjale, a tym co dawali na boisku Piotrek Giza i Kuba Wawrzyniak. Iwański ma inne spojrzenie na tworzenie dobrej atmosfery w szatni i uznałem, że on potrzebuje trochę czasu, aby przemyśleć swoje postępowanie. Oczekuję, że te decyzje będą czasowe. Nie skreślam tych zawodników i chcę, aby wracając do szatni pierwszej drużyny byli odpowiednio umotywowani.
Chcę, aby wszyscy byli skoncentrowani i zmobilizowani. Znaleźliśmy się w trudnej sytuacji i mam nadzieję, że w meczu z Lubinie będziemy głodni zwycięstwa. Nie sądzę, by którykolwiek piłkarz zza granicy dostał miejsce w zespole za darmo. Każdy o nie walczy. W niektórych przypadkach mam trochę więcej cierpliwości, ponieważ oni potrzebują czasu, ale oni wywalczyli swoje miejsce dzięki zaangażowaniu w treningach. Decyzja urodziła się po meczu w Chorzowie. Dałem sobie dwa dni, aby ją przemyśleć. To były najtrudniejsze wybory w mojej pracy trenerskiej. Jednak uznałem, że takie działania są niezbędne.
Nie miałem innego wyjścia. Wiem, że dla tych zawodników jestem wrogiem nr 1, ale wierzę, że ta decyzja wpłynie na nich korzystnie. Będziemy mieli treningi indywidualne z zawodnikami zawieszonymi. Chcę im się przyjrzeć i z nimi porozmawiać. Obecnie wyczuwam w szatni atmosferę koncentracji. Chciałbym, abyśmy powtórzyli postawę z treningów w meczach ligowych. Drużyna wiedziała, że po meczu w Chorzowie potrzebujemy wstrząsu. Zapewne nie będzie takiej atmosfery jak wcześniej. Nie chcę sielanki, nie chcę, aby zawodnicy mnie lubili. Zależy mi, aby oni szanowali mnie za korzystne wyniki. Chcę stworzyć atmosferę sprzyjającą ciężkiej pracy. Jestem pewien, ze to były słuszne decyzje i wierzę, że one przyniosą efekt. W szatni nie ma monolitu, ponieważ mamy barierę językową, ale tego rodzaju problemy są w szatniach drużyn posiadających obcokrajowców. Brakuje mi atmosfery mobilizacji, walki oraz realizacji się jako piłkarza. W oczach zawodników nie widziałem pasji. W wielu przypadkach to gdzieś zniknęło. Niektórzy zgubili tę motywację.
Nie chcę, aby zawodnicy umierali za mnie, ale za Legię oraz za szatnię. Drużyna, która nie ma pasji, powoli umiera. Nie zależy mi, aby zawodnicy mówili o mnie pozytywnie. Ja chcę być skuteczny w realizacji swoich celów. Największy problem leży w sferze kreowania gry. Brakuje nam woli walki oraz gry do końca. Jeżeli zawodnik nie jest zmotywowany, to pomysł na grę w niczym nie pomoże. Bardzo mocno pracowaliśmy, aby poprawić ten aspekt. Poziom sportowy moich podopiecznych jest wystarczający, aby oczekiwać od nich zwycięstwa. To jest moja idea, której się trzymam. Podczas odprawy, na której poinformowałem zawodników o zawieszeniu, podałem przyczyny swojej decyzji. Z niektórymi już rozmawiałem, a z niektórymi jeszcze porozmawiam. Ja o nich nie zapomnę, chcę mieć z nimi kontakt. Na pewno będę stale patrzyć na ich morale. Oczywiście nurtuje mnie wiele pytań, ale nie chcę wszystkiego zwalać na sferę mentalną. Nasza gra jest brzydka. Nie takiej postawy oczekujemy. Jeżeli chcemy tworzyć drużynę, to powinniśmy zareagować w sytuacji niekorzystnej. Kiedy gra się nie układała, to nie potrafiliśmy wziąć sprawy w swoje ręce.
Obecnie w Legii jest wielu zawodników z charakterem, ale chcę, aby oni umieli to zaprezentować. Nie sądzę, aby tylko Ivica musiał trzymać zespół w trakcie meczu. Nie żałuję, że Vrdoljak dostał opaskę kapitańską. Jednak problemy komunikacyjne utrudniają mu pełnienie tej funkcji, szczególnie w sytuacjach stresowych, kiedy nie ma czasu na reakcję. Chorwat uczy się naszego języka. Nie wykluczam, że w przyszłości opaskę dostanie ktoś inny. Byłem w poniedziałek na meczu Młodej Legii. Potrzebujemy pasji, którą widziałem w zawodnikach obu drużyn. Dokoptowałem trzech młodych zawodników – Łukasika, Efira i Wolskiego. Oni dostają szansę i chcę, by pokazali pełnię swoich możliwości, ale czy sobie z tym poradzą to zależy od nich. W pierwszych treningach pokazali się bardzo obiecująco. Nie wiem, czy od razu postawię na nich. Nie chcę ich spalić w momencie, kiedy na drużynie będzie ciążyła ta sytuacja. Jednak nie wykluczam, że ktoś pojawi się w sobotę.
legia.com /16.9.2010/
***
Stadion Legia już ma, a drużynę?
Po kompromitacji, jaką był poprzedni sezon Legia Warszawa wydała 2.5 mln euro, by mieć drużynę godną nowego stadionu.
Tylko, czy jest to w ogóle możliwe? Obiekt przy Łazienkowskiej wybudowany za 374 mln zł zrobił wrażenie nawet na Arsenie Wengerze, choć legendarny Francuz pracuje przecież na Emirates – jednym z największych cudów świata w tej dziedzinie. Prawdziwy szok przeżyli jednak starzy bywalcy Legii, którzy przybyli w sobotę na nowy stadion, by obejrzeć sparing z Arsenalem na jego inaugurację. Musiało im się wydawać, że przypadkiem przekroczyli granicę, lub odbyli podróż w daleką przyszłość.
Restauracja, muzeum, centrum fitness, klinika rehabilitacyjna, sklep kibica – Warszawa ma stadion godny Europy. Że trudno dojechać i nie ma gdzie zaparkować? Nikt nie jest doskonały. Euforia w Legii była w sobotę ogromna, a tu jeszcze po 36 minutach gry nowa drużyna prowadziła 3-0 z jednym z europejskich kolosów (ćwierćfinalista ostatniej edycji Ligi Mistrzów, półfinalista sezonu 2008-2009, finalista sprzed czterech lat). Nikt z 23-tysięcy kibiców nie zawracał sobie głowy nawet tym, że kilka minut wcześniej boisko z kontuzją mięśnia opuścił Ivica Vrdoljak – trzykrotny mistrz Chorwacji z Dinamem Zagrzeb, nowy kapitan Legii sprowadzony za milion euro.
W tym okresie gospodarzom liderował wypożyczony z Velezu Sarsfield Alexandro Cabral. Trzy lata temu zdobył z Argentyną mistrzostwo świata do lat 20, a prowadzeni przez gwiazdy miary Aguero i Di Marii Albicelestes wyeliminowali Polaków (3-1), dla których bramkę zdobył legionista Dawid Janczyk – klub ze stolicy sprzedał go po tamtych mistrzostwach. W sobotę, w drugiej części gry piłkarze Arsenalu (bez Fabregasa i van Persiego) zafundowali jednak fanom Legii przyspieszony kurs zapoznania się także z wadami nowej drużyny. Ich lista nie jest krótka i zaczyna się od bramkarza.
Klub ze stolicy wydał pół miliona euro na Chorwata Marijana Antolovica, który w minionym sezonie, w meczach Cibalii nie puścił gola przez 551 minut. 27 maja angielski brukowiec The Sun donosił nawet, że biją się o niego Liverpool i Tottenham. 21-latek wybrał ponoć Legię, by mieć przywilej pracy z Krzysztofem Dowhaniem. Wychowawca Łukasza Fabiańskiego i Artura Boruca musi uruchomić swój geniusz, bo Chorwat zawalał dotąd bramki niemal w każdym sparingu (z Arsenalem, co najmniej dwie). Zastąpił go Ukrainiec Konstantyn Machnowski i nie wypadł lepiej. Nie ma więc podstaw, by twierdzić, że Legia ma następcę dla Jana Muchy. Kontuzje Choto i Astiza to dla Legii duży problem, bo sklecona na Arsenal para stoperów z Jakuba Wawrzyniaka i Srdy Kneżevica wypadła katastrofalnie. Obaj popełniali koszmarne błędy, zupełnie nie mogąc się porozumieć.
Znacznie lepiej zagrali rezerwowi boczni obrońcy Marcin Komorowski i Artur Jędrzejczyk. Niespodziewany zdobywca hat-tricka miałby też asystę, gdyby portugalski skrzydłowy Manu tak samo szybko myślał, jak biega. W drugiej połowie piłkarz Maritimo, który podpisał w Legii trzyletni kontrakt, nie wykorzystał sytuacji sam na sam z Wojciechem Szczęsnym, bo z uporem czekał na faul goniącego go obrońcy. Manu tłumaczy, że nie jest typem łowcy goli, ale raczej asystenta. Nie chciał jednak powiedzieć ile asyst miał w ostatnim sezonie ligi portugalskiej (ja doszukałem się jednej). Sprowadził go do Legii Mariusz Piekarski, jako wolny transfer. I to jest najlepsza wiadomość dla klubu z Warszawy, bo ryzyko nie jest zbyt wielkie. Swoją szansę w Benfice Manu zaprzepaścił, we wszystkich innych, słabszych klubach też grał wyłącznie role epizodyczne. Jego referencje nie są więc porównywalne z Vrdoljakiem, czy Cabralem. Jeszcze większym problemem wydaje się być inny klient Piekarskiego Bruno Mezenga (reklamowany przez niego jako klasyczna dziewiątka). Brazylijski wicemistrz świata U17 był w meczu z Arsenalem jednym z największych leni na boisku. Nie można zrozumieć, jakim cudem w jego cv znalazło się mistrzostwo Brazylii zdobyte rok temu. Teoretycznie jest piłkarzem Flamengo, dla którego jeszcze nie zdobył gola, ale w ostatnich latach klub z Rio de Janeiro wypożyczał go do trzech innych drużyn (mało znanych). Legia jest czwartą. Ma jednak prawo go zwrócić.
Maciej Skorża wciąż szuka więc napastnika, by zespół z Warszawy znów nie został na łasce chimerycznego Takesure Chinyamy. Nie tylko on przypomina jednak kibicom fatalny, poprzedni sezon. Wygląda na to, że nowi gracze pozwolą Skorży zmienić rolę w drużynie Macieja Iwańskiego – z lidera środka pola, w dublera Vrdoljaka. Z pewnością walka o miejsce w składzie Iwańskiemu nie zaszkodzi – w dwa lata w Legii nie potrafił udowodnić, że jest zdolny do czegoś więcej niż ligowa młócka. Skorża liczy i stawia na młodych: Marcina Rybusa i Ariela Borysiuka. Ten pierwszy był jednak w meczu z Arsenalem słabiusieńki. Borysiuk grał za to bardzo dobrze, udowadniając, że stać go na partnerowanie Cabralowi i Vrdoljakowi. Druga linia Legii powinna być jej siłą.
Po meczu z Arsenalem pytano Skorżę o plany na nowy sezon. O mistrzostwie Polski wspominali w Warszawie wszyscy poza nim. Nowy trener odpowiedział, że chciałby, aby za rok prowadząc 3-0 jego drużyna nie przegrywała już nawet z Arsenalem. Zadumał się jednak, gdy zagadnięto go o to: kiedy spodziewa się wizyty przy Łazienkowskiej kolejnego rywala z najwyższej półki? Znalazł się jakiś dyżurny optymista podpowiadając, że w Lidze Mistrzów. Jak widać duch w narodzie nie ginie nawet po największych pucharowych kompromitacjach polskich klubów.
Na razie jedno jest pewne: Legia ma stadion godny Ligi Mistrzów. Ale czy coś jeszcze? Jeśli chodzi o drużynę, to zbliżający się sezon nie może być dla niej gorszy niż poprzedni (czwarte miejsce). Klub z Warszawy ma wielką szansę odbić się od dna, jak dwa lata temu Wisła Kraków pod kierunkiem Skorży. Bramy Champions League są jednak nieprzypadkowo od 14 lat zatrzaśnięte dla Polski. Zamiast bezpodstawnie bujać w obłokach legioniści powinni poważnie pomyśleć jak zaatakować twierdzę Polonia. Za pięć dni jadą na Konwiktorską, gdzie bezdyskusyjnie przegrali ostatnie derby. A przecież lokalny rywal wzmocnił się tak samo jak oni, i na inaugurację zdobył Zabrze. Jeśli Legia chce odzyskać twarz, musi walczyć o mistrzostwo Polski. Drużynę buduje się jednak zwykle dłużej niż stadion, koszty bywają wielkie, a efekty zdecydowanie bardziej niepewne. Szybko się przekonamy, czy właściciel klubu o tym wie.
DW /9.8.2010/
***
Blatter chwali stadion Legii
Sepp Blater, który od 12 lat prezesem FIFA przebywał w Warszawie, wspierając swoją obecnością Europejskie Letnie Igrzyska Olimpiad Specjalnych. Szef światowej piłki w stwierdził, że Polska na pewno poradzi sobie z organizacją Euro 2012. – To, że przed wami jeszcze sporo pracy często podkreśla UEFA. Trzeba robić trochę napięcia, to jest potrzebne. Ja jednak wierzę, że zdążycie – stwierdził Blatter. – Polska może zrealizować wszystkie zobowiązania. Na pewno z łatwością stworzycie odpowiednie warunki dla 16 drużyn turnieju. Jestem przekonany, że się uda. Wszystko będzie świeciło, jak poranne słońce – zapewniał.
Prezes FIFA przy okazji obecności na ELIOS 2010 odwiedził również nowy stadion Legii. – Obiekt nie jest jeszcze do końca gotowy, to widziałem, ale jest wspaniały. Wiem co mówię, ten stadion to wielkie dzieło, które będzie podziwiane przez rzesze kibiców – komplementował. Szef światowej piłki odniósł się również do propozycji zmian w sędziowaniu oraz rozgrywaniu meczów. Jego zdaniem drużyny prezentują obecnie zbyt defensywny styl gry, co zniwelować może zlikwidowanie dogrywek i rozstrzyganie każdego remisu poprzez konkurs rzutów karnych.
Takie rozwiązanie w październiku omawiać będzie komisja techniczna oraz komisja do spraw piłki nożnej na spotkaniu w Zurychu. Testowany będzie również udział w meczach aż sześciu sędziów, którzy mają wyeliminować błędy, jakie zdarzały się podczas mistrzostw świata w RPA.
Dwóch arbitrów będzie ustawionych za bramkami, dwóch nadal będzie biegać z chorągiewkami wzdłuż linii bocznych, ale na murawie pojawi się dodatkowy, drugi sędzia główny. Blatter pocieszył również polskich kibiców, którzy nie mogą być zadowoleni z ostatnich wyników naszej drużyny narodowej. – Wierzyć, wierzyć i jeszcze raz wierzyć w swoją drużynę! Ofiarujcie im zaufanie, to na pewno im pomoże. A teraz chciałem powiedzieć kilka słów do waszej reprezentacji: Polacy grać! Weźcie się w garść!
/21.9.2010/
***
Komu miliony za nazwę stadionu?
Zarówno władze miasta, jak i Legii twierdzą, że do nich należą prawa do nazwy nowego stadionu przy Łazienkowskiej. Stawką w grze są dziesiątki milionów złotych Jest to obiekt miejski wybudowany za publiczne pieniądze i to władze stolicy będą decydować, jak w przyszłości będzie się nazywać stadion Legii – mówi Marcin Ochmański z biura prasowego ratusza. Diametralnie odmienną opinię na ten temat mają jednak przedstawiciele klubu.
– Mamy umowę dzierżawy stadionu, czyli najważniejszy dokument, którym możemy posługiwać się w rozmowach z miastem. W umowie znalazł się zapis, który jasno stwierdza, że wszystkimi prawami marketingowymi dysponuje klub – mówi Paweł Kosmala, prezes KP Legia Warszawa. Władze klubu zaznaczają jednak, że do czasu zakończenia budowy stadionu, które ma nastąpić w marcu przyszłego roku, nie będą zajmować się prawami do nazwy obiektu.
Ilu prawników, tyle opinii
Stołeczni urzędnicy postanowili tę kwestię skonsultować z prawnikami. – Przeprowadzili już analizę prawną. Informacje na ten temat przekazaliśmy władzom miasta. Teraz czekamy na decyzję co do dalszych działań w tej sprawie – mówi Janusz Kopaniak, dyrektor Warszawskiego Ośrodka Sportu i Rekreacji. Z naszych informacji wynika, że dla miasta zostały przygotowane trzy ekspertyzy prawne, które są całkowicie rozbieżne. Jedni prawnicy twierdzą, że prawa do nazwy stadionu należą do miasta, inni że do klubu, który dzierżawi stadion. Jest jeszcze jedna ekspertyza, z której wynika, że problem ten powinien zostać rozwiązany w drodze negocjacji.
Pieniądze do zgarnięcia
A stawką w tej grze są niemałe pieniądze. Pokazuje to umowa zawarta między Gdańskiem a Polską Grupą Energetyczną. Budowany w Trójmieście stadion będzie nosić nazwę PGE Arena. Będą na nim rozgrywane mecze Euro 2012, grać tam będzie też Lechia Gdańsk. – Pięcioletni kontrakt na nazwę obiektu opiewa na 35 mln zł. Firma PGE będzie co roku płacić 7 mln – mówi Michał Kruszyński, PR menedżer w spółce BIEG, odpowiadającej za budowę stadionu w Gdańsku. Ile jest warta nazwa stadionu Legii? Tego nie będzie wiadomo do czasu przeprowadzenia szczegółowego szacunku potencjału marketingowego obiektu. – Trzeba określić, ile imprez odbywać się będzie na danym stadionie i jaką będą mieć rangę. Ważne są także historia obiektu i jego tradycje. Wszystko zależy od tego, jak bogata oferta zostanie zaprezentowana potencjalnym partnerom biznesowym. Możliwości są bardzo duże – mówi Marek Guzowski z firmy Ciszewski Marketing Sportowy.
Na Pomorzu uniknięto konfliktu dotyczącego praw do nazwy stadionu. – Najpierw podpisaliśmy umowę ze sponsorem tytularnym, a dopiero później z operatorem stadionu – mówi Antoni Pawlak, rzecznik prasowy prezydenta Gdańska. – Zyski z umowy ma miasto. Dlaczego w stolicy nie postąpiono tak samo? – Umowa dzierżawy została podpisana przez prezydenta Marcinkiewicza w 2006 r. Dopiero w 2007 r. gotowy był projekt przebudowy stadionu, dlatego niemożliwe było przygotowanie oferty dla sponsorów – mówi Kopaniak. Ponadto w umowie dzierżawy nie ma konkretnego zapisu dotyczącego praw do nazwy. Także w aneksie podpisanym w 2008 r. już za czasów kadencji Hanny Gronkiewicz-Waltz ta kwestia nie została poruszona.
Decyzji nie ma
Jakie więc kroki podejmie miasto w celu rozwiązania tego problemu? – Przedstawimy swoje stanowisko władzom Legii i podejmiemy rozmowy mające na celu rozwianie wszelkich wątpliwości – mówi Ochmański. Urzędnicy podkreślają także, że nie wiadomo jeszcze, czy nazwa stadionu zostanie skomercjalizowana. – Taka decyzja nie została podjęta. Będziemy się nad tym zastanawiać w przyszłym roku, gdy zakończy się budowa stadionu – mówi Ochmański.
Zdaniem przewodniczącego miejskiej komisji sportu, władze stolicy powinny zrobić wszystko, by móc dysponować prawami do nazwy stadionu. – Być może potrzebne jest podpisanie kolejnego aneksu do umowy – zastanawia się Piotr Kalbarczyk (PO).
mg/zw /27.10.2010/
Kategoria Sport















































































































































































