Dzieci komunistów z KPP
Kierownictwo Gazety Wyborczej od początku jej istnienia miało jeden cel: wychować i ukształtować nowe pokolenie. Dlatego, tworząc redakcję, sięgnięto głównie po psychologów i socjologów. Nie było między nimi żadnych sporów ideologicznych z prostego powodu – większość szefów GW wywodzi się z jednego środowiska: członków Komunistycznej Partii Polski i komunistycznego aparatu władzy
Wyborcza została powołana do istnienia przy Okrągłym Stole. Z założenia miała być gazetą polityczną
Do dziś w GW pracują byli posłowie Adam Michnik, Witold Gadomski i Mirosław Czech. Ideologiczną linię pisma nakreślił na samym początku Michnik. Napisał że największym zagrożeniem dla Polski są trzy fundamentalizmy: religijny, moralny i narodowy.
Rozszyfrowując ‘fundamentalizmy’ Michnika, okazuje się że są to odwieczne ideały Polaków: Bóg, Honor, Ojczyzna – napisał niedawno jeden z polskich publicystów, przypominając swoisty manifest naczelnego GW.
Społeczni inżynierowie
Adam Michnik i jego zastępczyni Helena Łuczywo w chwili powstawania GW mieli niewiele ponad 40 lat. Wychowani w PRL-u, wywodzili się z rodzin z komunistycznymi korzeniami. Helena Michnik, matka naczelnego GW, zakładała komunistyczne organizacje młodzieżowe, a ojciec, Ozjasz Szechter, w II RP był skazany i siedział w więzieniu za działalność przeciw państwu polskiemu. Działacze KPP często zwracali się przeciw Polsce, wykonując polecenia z Moskwy. Chcieli m.in. oderwania Śląska i przyłączenia go do Niemiec (co ciekawe, teraz GW aktywnie wspiera separatystyczny Ruch Autonomii Śląska). Po wojnie Helena Michnik wykładała historię, a Ozjasz Szechter został dziennikarzem.
Ojciec Heleny Łuczywo, Ferdynand Chaber, jako ‘Bolek’ działał w KPP i także został skazany za działalność przeciw Polsce. Okres II wojny światowej spędził w ZSRS, a w 1945 r. zaczął pracę w cenzurze. Potem, aż do emerytury, pracował w KC PZPR – był m.in. zastępcą kierownika Wydziału Propagandy.
‘Nie można się dziwić że ona ze swoim zapleczem kulturowym i genetycznym nie była specjalnie wrażliwa na to, że mordowano księży po 1981 roku, czy że gen. Fieldorf był ofiarą mordu sądowego, w którym brała udział sędzia Wolińska. Misją Łuczywo było ratowanie sędzi Wolińskiej i wszystkich, obojętnie jak zapisanych w historii, Polaków żydowskiego pochodzenia przed jakimkolwiek nieszczęściem’ – tak mówił o Helenie Łuczywo dziennikarz Michał Cichy po odejściu z GW w demaskatorskim wywiadzie w 2009 r.
Konstanty Gebert ps. Dawid Warszawski, od 1989 r. należał do najbliższych współpracowników Michnika. Sławomir Cenckiewicz ujawnił że ojciec Geberta był agentem wywiadu ZSRS. Z kolei matka, Krystyna Poznańska, wieloletnia dziennikarka PAP, przed wojną działała w młodzieżówce KPP, a w czasie wojny była w wojsku instruktorką propagandy. W 1944 r. została najpierw współpracownikiem, a później funkcjonariuszem Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego – współorganizowała UB w Rzeszowie.
Krystyna Naszkowska to kolejna osoba z zespołu GW, powiązana rodzinnie z aparatem komunistycznej władzy. Córka gen. Mariana Naszkowskiego, przedwojennego działacza KPP, a po wojnie m.in. szefa Polskiej Misji Wojskowej w Paryżu, ambasadora w ZSRS, wiceministra obrony i szefa Głównego Zarządu Politycznego Ludowego Wojska Polskiego.
Komunistyczne korzenie ma także znana z reportaży o Jedwabnem Anna Bikont, od której Bronisław Komorowski wynajmował mieszkanie na potrzeby kampanii prezydenckiej. Jej matka, Wilhelmina Skulska, była wieloletnią dziennikarką organu PZPR-u Trybuny Ludu.
W ścisłym kierownictwie GW znalazł się także Ernest Skalski ps. Alski i Bem, który według dokumentów IPN-u był zarejestrowany jako tajny współpracownik SB.
Szefem portalu internetowego GW jest Edward Krzemień, syn Ignacego Krzemienia, który jako obywatel sowiecki w latach 30 walczył w Hiszpanii w XIII Brygadzie. Była to jednostka zorganizowana przez Komintern i sowieckie służby bezpieczeństwa – NKWD. Po wojnie pracował w komunistycznym aparacie represji, a później w MSZ.
Najważniejsze funkcje redaktorskie w GW powierzono ludziom z wykształceniem psychologicznym (Piotr Pacewicz, Anna Bikont, Dawid Warszawski) i socjologicznym (Rafał Zakrzewski, Agnieszka Kublik).
Redaktorzy-politycy
Dziennikarzami GW są dziś osoby, które zasiadały wcześniej w ławach sejmowych. Adam Michnik był posłem Unii Demokratycznej. Złożył jedną interpelację, która dotyczyła zaopatrzenia w wodę mieszkańców Radzionkowa. Jako parlamentarzysta w sejmowych wystąpieniach bronił partyjnego establishmentu przed odebraniem mu przywilejów.
Mirosław Czech, obecny komentator GW, także był posłem UD, a później Unii Wolności. W 2001 r. wyborcy nie chcieli na niego głosować i został publicystą gazety Michnika.
Mało kto pamięta że czołowy komentator ekonomiczny GW, Witold Gadomski, był oprócz Donalda Tuska jednym z założycieli Kongresu Liberalno-Demokratycznego i zasiadał w sejmie. Był jednak mało aktywnym posłem – nie złożył ani jednej interpelacji czy zapytania.
Inny komentator GW, Waldemar Kuczyński, w rządzie Tadeusza Mazowieckiego pełnił funkcję ministra przekształceń własnościowych. Głośna była sprawa przyznania mu luksusowego, ponad 100-metrowego lokalu, który później pozyskał na własność na zasadach wykupu mieszkań komunalnych.
Zastraszyć przeciwników
Interesów Gazety Wyborczej i Agory – koncernu, który wydaje GW – broni Piotr Rogowski, wcześniej orzekający w warszawskim sądzie. Jeszcze jako sędzia żalił się na łamach GW na fatalne warunki pracy.
W pierwszej połowie lat 90, po jego przejściu do Agory, do sądów zaczęły płynąć pozwy koncernu i GW. Jedną z pierwszych spraw było pozwanie w 1994 r. dwóch łódzkich gazet w związku z publikacjami GW na temat Nicolo Grauso, który ubiegał się o koncesję telewizyjną (ostatecznie dostał ją Zygmunt Solorz). Od tego momentu Michnik zwalcza przeciwników, masowo pozywając ich lub strasząc pozwami.
Rogowski jest autorem słynnego oświadczenia z 2005 r., w którym grozi procesem każdemu kto opublikuje stenogramy podsłuchów zainstalowanych przez SB w warszawskim mieszkaniu Michnika.
Jak wynika z Raportu o zagrożeniu wolności słowa w Polsce w latach 2010–11 Stowarzyszenia Polska Jest Najważniejsza, w ciągu jednego roku do sądów wpłynęło ponad 20 pozwów Agory, GW lub Adama Michnika.
dk/gpc /17.10.2011/
***
Spada sprzedaż Gazety Wyborczej
Dobre wieści nt. Gazety Wyborczej! Rozpowszechnianie płatne razem Gazety Wyborczej, wydawanej przez Agorę, wyniosło w sierpniu 2011 r. 288 122 sztuk i było o 9.9 proc. niższe niż rok wcześniej – wynika z danych Związku Kontroli Dystrybucji Prasy
Rozpowszechnianie płatne razem Gazety Wyborczej w sierpniu 2011 r. było także niższe o 4.6 proc. w stosunku do lipca 2011 r.
Z kolei rozpowszechnianie płatne razem Dziennika Gazety Prawnej, wydawanego przez Infor razem z Axel Springer Polska, wyniosło w sierpniu 86 249 egzemplarzy, co oznacza spadek o 13.3 proc. rok do roku oraz wzrost o 0.2 proc. miesiąc do miesiąca.
Złe wieści nt. Faktu, gazety z niemieckim właścicielem, bo w sierpniu liderem sprzedaży na rynku dzienników pozostał właśnie ten dziennik, wydawany przez Axel Springer Polska. Jego rozpowszechnianie płatne razem wyniosło 409 947 egzemplarzy, co oznacza spadek rok do roku o 3.9 proc. Natomiast miesiąc do miesiąca sprzedaż wzrosła o 8.0 proc.
W sierpniu w ujęciu rocznym rozpowszechnianie płatne razem Super Expressu spadło o 2.3 proc., do 169 820 sztuk. Miesiąc do miesiąca spadło o 0.4 proc.
Rozpowszechnianie płatne razem Rzeczpospolitej w sierpniu wyniosło 120 756 sztuk, co oznacza spadek rok do roku o 9 proc. Miesiąc do miesiąca sprzedaż nie zmieniła się.
pap /5.10.2011/
***
Wyrywanie Rzepy
Większościowy pakiet akcji wydawcy ‘Rzeczpospolitej’ i ‘Uważam Rze’ – Presspubliki – przejął Grzegorz Hajdarowicz. Wszystko wskazuje że patrząca rządowi na ręce gazeta zostanie spacyfikowana
Pochodzący z Krakowa Hajdarowicz kupił 51.01 proc. udziałów w Presspublice za 80 mln zł. Reszta pozostaje w rękach skarbu państwa ale Hajdarowicz ma apetyt na całość
Przedstawiciele ministerstwa skarbu nie kryją że chętnie pozbyliby się swojego pakietu. Transakcję krakowskiego przedsiębiorcy musi jeszcze zatwierdzić Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumenta ale negocjacje z ministrem Aleksandrem Gradem mają się odbywać równolegle z pracami UOKiK.
Wszystko to dzieje się kiedy na rynku prasowym z wielkim sukcesem zadebiutował wydawany przez Presspublikę tygodnik ‘Uważam Rze’ który sprzedaje się w nakładzie ok. 140 tys. egzemplarzy i jest po ‘Gościu Niedzielnym’ drugim tygodnikiem opinii w kraju.
Informacja o sprzedaży spadła na dziennikarzy jak grom z jasnego nieba. – To był szok. Po redaktorach było widać że nie udają zaskoczenia – mówił dziennikarz z ‘Rzeczpospolitej’. – Jestem sprzedany. I to kiepsko – komentował czołowy publicysta gazety Bronisław Wildstein na łamach ‘Wprost’.
Przekrój Hajdarowicza
Kim jest Grzegorz Hajdarowicz? – Niewiele o nim wiadomo. Nie spotkał się z nami – powiedział dziennikarz Rzeczpospolitej.
Hajdarowicz ma 46 lat. W czasach studenckich zaangażował się w działalność Konfederacji Polski Niepodległej. Brał udział w starciach z ZOMO w Nowej Hucie. Jego znajomy z tamtych czasów Maciej Gawlikowski wspominał na portalu krakow.naszemiasto.pl że Hajdarowicz potrafił znajdować pieniądze na potrzeby KPN. Później zaczął zarabiać dla siebie.
W latach 90 wzbogacił się na handlu preparatem Tołpa uchodzącym za lekarstwo na raka który produkowała najbogatsza Polka Barbara Piasecka-Johnson. W wywiadzie dla portalu Luxclub.pl Hajdarowicz chwali się że już po roku funkcjonowania jego firma miała w Krakowie 25 proc. rynku farmaceutyków. Młody biznesmen szybko znalazł się na liście najzamożniejszych Polaków. Inwestował w nieruchomości, kupił na przykład kawałek Osiedla Teatralnego w Nowej Hucie. We wspomnianym wywiadzie opowiada też o tym jak bez sukcesów prowadził interesy w Kazachstanie, z których wolał się wycofać. Co to za interesy? Nie wiadomo. Później przeniósł się do Ameryki. Robił biznes w Brazylii gdzie ma sporo ziemi. Został konsulem honorowym tego kraju w Polsce.
Produkuje także niskobudżetowe (jak na amerykańskie normy) hollywoodzkie filmy, m.in. wyświetlany w Polsce ‘City Island’ z Andym Garcią. O Hajdarowiczu zrobiło się głośno kiedy kupił tygodnik ‘Przekrój’. Według jego zapowiedzi lewicowe pismo sprzedające się w nakładzie ok. 50 tys. miało osiągnąć 150–180 tys. sprzedanych egzemplarzy.
Przedsięwzięcie zakończyło się klapą – nakład ‘Przekroju’ poszedł w dół. Z tygodnikiem rozstało się kilku dziennikarzy, a na początku 2011 r. pojawiły się informacje że wydawca zalega z wypłatami. Nie przeszkodziło to Hajdarowiczowi starać się o przejęcie tygodnika ‘Wprost’. Ostatecznie przegrał wyścig z Platformą Mediową Point Group.
Tuż po dokonaniu zakupu większościowego pakietu akcji Presspubliki przez Gremi Media Hajdarowicza – ‘Nasz Dziennik’ podał że biznesowym współpracownikiem krakowskiego biznesmena jest Kazimierz Mochol, były szef kontrwywiadu i zastępca szefa Wojskowych Służb Informacyjnych. Według ‘ND’ Mochol jest prezesem zarządu giełdowej spółki KCI SA w której przewodniczącym rady nadzorczej jest właśnie Hajdarowicz.
Delikatnie czy na wydrę
Co dalej z ‘Rzepą’? – Na to pytanie nie jestem w stanie odpowiedzieć – mówił Rafał Ziemkiewicz, piszący regularnie dla dziennika.
Wprawdzie Hajdarowicz zapowiedział że nie zwolni redaktora naczelnego i nie zamknie ‘Uważam Rze’ ale według publicysty nie pasuje do tego sposób w jaki ten biznesmen działał w ‘Przekroju’.
– To wzbudza poważne obawy – oceniał Ziemkiewicz. Przedstawiciele państwowego udziałowca od dawna próbowali doprowadzić by ‘Rz’ ograniczyła publicystykę polityczną i stała się dziennikiem prawno-ekonomicznym.
– To akurat jest bardzo prawdopodobne – uważał jeden z dziennikarzy ‘Rz’. W ten sposób właściciele mogliby w miarę dyskretnie uciszyć krytykujących rząd publicystów. Innym sposobem byłoby wpływanie na linię pisma poprzez to które tematy redaktorzy przyjmą a które odrzucą.
– Nie ma takiej zmiany i póki jest obecne kierownictwo nie będzie jej. Ale skład można wymienić – zauważał pracownik ‘Rz’. – Nie wyobrażam sobie by można było część dziennikarzy zwolnić a część spacyfikować – dodał Rafał Ziemkiewicz. – Właściciel musiałby zwolnić całą grupę ludzi odpowiadających za oblicze gazety. Trzeba by zniszczyć pismo. Pytanie czy władza jest gotowa je zniszczyć.
Wielkie koszenie
Równolegle z przejęciem Presspubliki doszło do zmiany właściciela krakowskiego ‘Dziennika Polskiego’. Kupił go koncern Polskapresse wydający bardzo sprzyjającą rządowi gazetę ‘Polska The Times’. Co ciekawe koncern wydaje już ‘Gazetę Krakowską’. Przed paroma laty Polskapresse kupiła wiele dobrze sobie radzących lokalnych dzienników i około połowy z nich doprowadziła do upadku, mimo ostrego cięcia kosztów.
jj/ts /11.7.2011/
***
‘Uważam Rze’ trzeci
Tygodnik ‘Uważam Rze. Inaczej pisane’ zadebiutował na trzeciej pozycji w rankingu średniej sprzedaży ogółem. W pierwszym miesiącu ukazywania się zanotował on wynik sprzedaży na poziomie 114 133 egzemplarzy
W związku z tym ‘Neewswek Polska’ spadł na czwartą pozycję. Na piątej pozycji znalazł się ‘Wprost’ – poinformował portal wirtualnemedia.pl
W rankingu niezmiennie prowadzi ‘Gość Niedzielny’ którego średnia sprzedaż ogółem w lutym br. wyniosła 146 088 egz. i była o 5.03 proc. wyższa niż w lutym 2010 r. Druga jest ‘Polityka’ – 134 662 egzemplarzy, wzrost o 0.26 proc.
Największy wzrost w zestawieniu zanotowała ‘Gazeta Polska’. Jej wynik w lutym br. poszedł do góry aż o 176.27 proc. w stosunku do lutego ub.r. i wyniósł 70 102 egzemplarzy.
kk/wirtualnemedia /21.4.2011/
***
Kto zamordował Jarosława Ziętarę?
Z apelem o ponowne śledztwo 18 lat po śmierci dziennikarza Gazety Poznańskiej zwrócił się do prokuratury Społeczny Komitet ‘Wyjaśnić śmierć Jarosława Ziętary’
24-letni wtedy Jarosław Ziętara zajmował się w Gazecie Poznańskiej m.in. tematyką polityczną i aferami gospodarczymi. ‘Zaginął w 1992 r. Wyszedł z domu do redakcji gazety, w której pracował. Nie pojawił się tam jednak. W 1999 r. Prokuratura Okręgowa w Poznaniu umorzyła śledztwo w tej sprawie’ – podała PAP
W ocenie komitetu ‘jest to jedyna we współczesnej Polsce niewyjaśniona zbrodnia, której ofiarą padł dziennikarz w związku z wykonywanym zawodem’. ‘Poznańskie organa ścigania popełniły błędy i zaniechania przy badaniu sprawy’ – ocenia komitet.
‘Teraz, dodatkowo po analizie jawnej części akt i rozmowach z osobami zaangażowanymi w to śledztwo, można przypuszczać, że doszło do wycieku istotnych informacji, a domniemanego sprawcę ostrzeżono, jeszcze przed oficjalnym wszczęciem śledztwa w 1998 r.’ – powiedział podczas konferencji prasowej Piotr Talaga, członek komitetu, dziennikarz Głosu Wielkopolskiego. Zdaniem Talagi ostrzeżony zabójca mógł zatrzeć ślady zbrodni, np. ukryć ciało dziennikarza”.
‘Gwarancją pełnej bezstronności jest przekazanie tego śledztwa do innej prokuratury, która byłaby wolna od domniemań i podejrzeń’ – uważa Społeczny Komitet ‘Wyjaśnić śmierć Jarosława Ziętary’.
opr. tor/sdp /10.3.2011/
***
Rzeczpospolita zwalnia Pinderę!
W Rzeczpospolitej (Presspublica) zapowiadają się kolejne zwolnienia dziennikarzy. Tym razem są wśród nich znani i od lat zatrudnieni w gazecie: dziennikarz sportowy Janusz Pindera, kierujący działem Podróże Filip Frydrykiewicz i rzeszowski korespondent Józef Matusz
Wydawnictwo w kolejnych dwóch miesiącach będzie chciało się pozbyć jeszcze co najmniej 20 osób. Pracodawca nie wręczy im jednak wypowiedzeń równocześnie, bo musiałby wypłacić odprawy w ramach zwolnień grupowych.
W styczniu br. zarząd Presspubliki wycofał się z planowanych zwolnień grupowych (miały objąć od 50 do 80 osób, którym w większości zaproponowano tzw. samozatrudnienie). Dziennikarze nie chcieli tracić etatów i propozycją wydawnictwa nie byli zainteresowani.
Piotr Kościński, przewodniczący zakładowej komisji Solidarności w Presspublice: – Nie widzimy potrzeby zwolnień, bo Presspublica jest w dobrej kondycji finansowej. Władze spółki mają jednak prawo zwolnić część zespołu i nie jesteśmy w stanie temu zapobiec. Zarząd nie poinformował nas też, czy planuje kolejne zwolnienia.
Redaktor naczelny Rzeczpospolitej, Paweł Lisicki, odmówił komentarza na temat polityki personalnej.
Bardzo źle się dzieje w gazecie Rzeczpospolita, jeżeli jej szefowie zwalniają kogoś takiego jak Janusz Pindera! To skandaliczna decyzja! Pindera to jeden z najlepszych w Polsce, jeżeli nie najlepszy dziennikarz sportowy. A już co do boksu, nie ma w naszym kraju lepszego fachowca od Pindery. W Rzeczpospolitej chyba już do końca stracili rozum!…
tor/sdp/Cezary Dąbrowski /2.2.2011/
***
Puści pseudofilmowców w skarpetkach
Były szef Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego Bogdan Święczkowski zapowiedział w czwartek w Katowicach skierowanie do sądu pozwu przeciw autorom i producentowi fabularyzowanego dokumentu o śmierci Barbary Blidy. Będzie się domagał przeprosin i wielomilionowych odszkodowań
Film autorstwa Sylwestra Latkowskiego i Piotra Pytlakowskiego pokazała w środę TVP2
Święczkowski, który jest obecnie śląskim radnym wojewódzkim, domaga się przeprosin i zadośćuczynienia za – jak mówił na konferencji prasowej w czwartek w Katowicach – niezgodne z prawem wykorzystanie jego wypowiedzi. Ma nadzieję, że sąd nakaże autorom filmu wypłatę wielomilionowych odszkodowań. Nie podał jednak, jakiej kwoty będzie się domagać. Zapewnił, że przekaże pieniądze na cel charytatywny.
Święczkowski uważa że autorzy filmu złamali przepisy prawa prasowego, wykorzystując zarejestrowane rozmowy z nim i jego zastępcą w ABW Grzegorzem Osieczkiem. Święczkowski i Ocieczek przed emisją filmu domagali się wycięcia z filmu fragmentów, w których znalazły się ich wypowiedzi. TVP się na to nie zgodziła.
– Wbrew temu, co mówi pan Latkowski, to nie było żadne ukryte nagranie. To było nagrane dyktafonem, leżącym na stole, za naszą – moją i Grzegorza Ocieczka – zgodą – oświadczył Święczkowski.
Jak mówił były szef ABW, z autorami filmu on i jego dawny zastępca dzielili się ‘wspomnieniami’ z czasów, gdy kierowali ABW. Zapewnił, że nie wyrażali zgody, a nawet wyraźnie zaznaczyli w rozmowie z autorami filmu, że wypowiedzi te nie mogą być w żadnej formie opublikowane w jakimkolwiek nagraniu filmowym. Miały być wykorzystane tylko na potrzeby książki pisanej przez autorów filmu.
Nagranie – twierdzi były szef ABW – miało zostać spisane, a potem autoryzowane; zostało natomiast – powiedział – zmanipulowane. – Czym innym jest zeznanie przed komisją śledczą, czym innym wypowiedź autoryzowana, a czym innym wolna wypowiedź, wolne wspomnienia, które następnie miały być wykorzystane tylko po autoryzacji – przekonywał Święczkowski. Dodał, że nie akceptowałby (wykorzystania nagrania), ale rozumiał, gdyby wypowiedzi były nagrane ukrytą kamerą.
Zapowiadając pozew sądowy, Święczkowski powiedział: – Mam nadzieję, że puścimy tych panów w skarpetkach. Za to, że nie potrafią przestrzegać podstawowych standardów dziennikarskich i umów wiążących osoby, które współpracują z tymi dziennikarzami – dodał.
Według byłego szefa ABW przeciw autorom filmu zostanie złożony pozew zbiorowy, pod którym poza Święczkowskim podpisze się Ocieczek, a być może – jak powiedział – także inne osoby, pełniące funkcje publiczne z czasów rządu Jarosława Kaczyńskiego, które zostały przedstawione w niekorzystnym świetle.
O samym filmie Święczkowski mówił, że jest miałki intelektualnie, żenujący, całkowicie nieprofesjonalny. Klip promujący film określił jako skandal nad skandale. – Wyraźnie jest tam stwierdzone, że funkcjonariuszka ABW zabiła panią Barbarę Blidę. (…) To jest oczywiste kłamstwo – powiedział. Święczkowski zakwestionował też wiarygodność wypowiadających się w filmie świadków.
Zarzucił autorom, że przekazali wiele kłamliwych informacji. Według niego nieprawdą jest, że w trakcie zatrzymania doszło do szarpaniny pomiędzy Blidą a agentką ABW i że na zabezpieczonej broni nie ma śladu linii papilarnych. Nie było też – dodał – problemów z identyfikacją kurtki funkcjonariuszki ABW.
B. szef ABW odniósł się także do faktu ‘umycia rąk’ przez agentów ABW tuż po śmierci Blidy, zaakcentowanego w tytule filmu Latkowskiego i Pytlakowskiego (Wszystkie ręce umyte). Podkreślił że funkcjonariusze ABW do czasu przyjazdu pogotowia reanimowali Blidę, mieli ślady krwi na rękach.
– Czy państwo sobie wyobrażacie, że przez kolejną godzinę czy półtorej ci funkcjonariusze, którzy reanimowali panią Barbarę Blidę, mieli chodzić z brudnymi od krwi rękoma? Musieli je obmyć – podkreślił. Przypomniał, że obmycie rąk nie oznacza usunięcia z nich prochu strzelniczego. Zresztą ekspertyzy wykluczyły, by któryś z funkcjonariuszy użył broni – podkreślił.
Za bezczelne kłamstwo Latkowskiego Święczkowski uznał twierdzenie, że b. szefowie ABW nie zgodzili się na wystąpienie w filmie na polecenie Zbigniewa Ziobry. Przyznał że razem z Ocieczkiem konsultowali udział w filmie z wieloma osobami, także z byłym ministrem sprawiedliwości, który to odradzał. – Z perspektywy czasu uznaję, że miał całkowicie rację. Popełniłem z Grzegorzem olbrzymi błąd, że zgodziliśmy się spotkać z tymi dwoma panami – oświadczył Święczkowski.
Były szef ABW powtórzył swoje zdanie, że Blida uczestniczyła w działaniach przestępczych, związanych z ‘funkcjonowaniem w województwie śląskim mafii węglowej’. – Jaki był jej udział, nie udało się ustalić z uwagi na fakt, iż popełniła samobójstwo – powiedział. Jak dodał, jest mu przykro, że doszło do tej tragedii. Zaznaczył, że jego zdaniem nie ma w tym żadnej odpowiedzialności służb specjalnych, prokuratury, a tym bardziej przedstawicieli rządu.
Fabularyzowany dokument autorstwa Latkowskiego i Pytlakowskiego stawia tezę, że Blida mogła zginąć nie śmiercią samobójczą, ale w wyniku szarpaniny z funkcjonariuszką ABW, która z kilkuosobową grupą tej służby przyszła ją zatrzymać w związku z podejrzeniami o udział w aferze węglowej. Było to 25 kwietnia 2007 r. w domu rodzinnym Blidy w Siemianowicach Śląskich.
Autorzy filmu stawiają też pytanie o przebieg śledztwa w jego pierwszych godzinach. W filmie wypowiada się m.in. niegdysiejsza przyjaciółka Blidy, Barbara K., biznesmenka, zwana śląską Alexis, której zeznania przesądziły o zatrzymaniu Blidy. Film oprócz wypowiedzi prominentnych polityków i rodziny Blidy zawiera też fabularyzowane sceny. Blidów zagrali Adrianna Biedrzyńska i Andrzej Lipski.
pap /2.12.2010/
***
Kryzys rozumu chytrych lisów
Tomasz Lis w artykule wstępnym do ostatniego numeru Wprost rozwodzi się nad sekciarskim, jego zdaniem, profilem Prawa i Sprawiedliwości. Apeluje o racjonalną, silną opozycję
Jednak niezależny głos, trwale reprezentujący określoną wizję polskiej państwowości, spotyka się na łamach Wprost z pogardliwą obstrukcją i zaciekłym, iście sekciarskim, atakiem. Tylko taki wniosek nasuwa się po lekturze wynurzeń na temat Radia Maryja i dzieł przy nim wyrosłych w ostatnim numerze tygodnika. Jak stworzyć tekst propagandowy? Zmieszać kłamstwa z półprawdami, doprawić ideologicznym sosem; to, co nie istnieje, trzeba wymyślić.
W tekście Schyłek imperium autorstwa Wojciecha Cieśli nie ma za grosz logiki i sensu. Imperium upada, ale z drugiej strony ma się całkiem nieźle. Słuchacze ‘wymierają’, a jednocześnie fundamentem ‘imperium’ są ‘ci (…) gotowi (…) zrobić wszystko na skinienie ojca Tadeusza’. Blamaż i rozpacz w Toruniu – zaciera ręce Cieśla i zaraz rozpoczyna wyliczanie ‘ciężkich milionów’ na kontach spółek ‘imperium’, drogich samochodów etc. Nie może się zdecydować, w którą stronę pociągnąć narrację.
Trudno się dziwić, skoro w końcowym fragmencie zatytułowanym Bilans z rozbrajającą szczerością przyznaje, że o ‘imperium tak naprawdę nie wie nic’. Z punktu widzenia krytyków Radia Maryja tekst Cieśli niczego nowego nie wnosi. Inwencja oponentów toruńskiego centrum ewangelizacji skończyła się na wyciąganiu w kółko tych samych kwestii, często sprzed kilku lat, jak rzekomo nielegalne zbiórki pieniędzy na Stocznię Gdańską.
Czy naprawdę te urojone ‘zbrodnie’, gdyby do nich doszło, spotkałyby się z milczeniem wymiaru sprawiedliwości? Szczególnie w sytuacji tak zajadłej niechęci kilku ekip rządowych wobec Radia Maryja, na czele z obecną? Zmieniła się tylko optyka medialnych paszkwili – wcześniej straszono wyolbrzymionymi wpływami toruńskiej rozgłośni i jej założyciela, obecnie Wprost wieszczy ich upadek.
Cieśla tak zapętlił się w poszukiwaniu afery w dziełach zainicjowanych przez ojca Tadeusza Rydzyka, że sam przytacza argumenty przeciw postawionej tezie o spirali nadużyć we wrogim obozie: ‘…minister kultury Bogdan Zdrojewski prosi sąd o skontrolowanie fundacji [Lux Veritatis] kontrola nie znajduje nieprawidłowości. Wtedy wkracza Generalny Inspektor Kontroli Skarbowej. Nic nie znajduje. Po nim wkracza Urząd Skarbowy Warszawa-Wola. Też odchodzi z kwitkiem’. Bo przecież dla Cieśli zaistnienie przestępstwa jest oczywiste, tylko dowodów zbrodni brak. Widać ci śledczy tacy nieudolni…
Warto zaznaczyć, że Cieśla ma w swym dziennikarskim dorobku tytuł Hieny Roku 2009, przyznany przez Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich za wywiad Taki przekręt robią ludzie, którzy chowają pieniądze, opublikowany w Dzienniku Polska Europa Świat. Dodajmy – za wywiad, którego nie było. Jacek Chwedoruk, prezes zarządu banku Rothschild Polska, z którym rzekomo rozmawiał Cieśla, stwierdził, że nigdy takiego wywiadu nie udzielił. Dziennikarz przeprosił, stwierdził, że zaszła pomyłka i nie wie, z kim w rzeczywistości rozmawiał.
SDP akcentowało, że Cieśla tytuł hieny otrzymał za niezwykłe zdolności bajkopisarskie w dziennikarstwie. W 2010 r. SDP zmieniło decyzję o indywidualnej Hienie Roku 2009 dla Wojciecha Cieśli i przyznało ją członkom redakcji Dziennika Polska Europa Świat odpowiedzialnym za przygotowanie wywiadu, którego nie było.
‘Dzieła powstałe przy Radiu – albo już padły [jakie?, kiedy?], albo mają kłopoty, albo prawdopodobnie wpadną w tarapaty już niedługo’. Były bajki, teraz są wróżby.
A oto jak Cieśla rozprawia się z kwestią oglądalności Telewizji Trwam. ‘Oglądalność w całej Polsce – 10 tys.’ – stwierdza, a linijkę później dodaje, że do tej pory ‘sprzedano jednak ok. 100 tys. Dekoderów’. Czyli 100 tys. ludzi kupiło dekodery, a tylko 10 tys. ogląda Telewizję Trwam? Skąd? Dlaczego? Jakim cudem? Podobnych rewelacji w tym kuriozalnym tekście jest wiele. Zarazem bajkopisarz Cieśla nadaje materiałowi pozory tekstu ekonomicznego. Operuje cyframi i gospodarczą frazeologią, tak jakby wiedział, o co chodzi.
Artykuł Schyłek imperium umieszczono w dziale polityka, co sugeruje informacyjny charakter. Źródeł kłamstw w roli informacji Cieśla jednak nie podaje. Czym jest więc ten artykuł? Projekcją marzeń czy też może własnych problemów tygodnika, któremu wszak nowy naczelny Tomasz Lis dobrze nie rokuje. Sam miejsca dłużej nigdzie nie zagrzał, a zarządzanie zespołem sprowadzał do wulgarnych połajanek pod adresem podwładnych. Czyżby artykuł we Wprost otwierał coroczną serię ataków związanych z kolejną rocznicą powstania Radia Maryja?
bf /13.11.2010/
***
Dziedzic współpracowała z SB
Sąd Okręgowy Warszawa-Praga uznał 85-letnią Irenę Dziedzic, znaną w PRL dziennikarkę telewizyjną, za kłamcę lustracyjnego i zakazał jej pełnienia funkcji publicznych przez 3 lata
Dziedzic wnioskowała o orzeczenie, że nie była agentką SB, a teraz zapowiada apelację. W trwającym od czerwca tego roku procesie Irena Dziedzic mówiła, że uważa się za wieloletnią ofiarę tajnych służb. Jednak pion lustracyjny IPN przedstawił dokumenty dowodzące, że Dziedzic od czerwca 1958 r. do kwietnia 1966 r. świadomie i tajnie współpracowała z kontrwywiadem MSW, posługując się pseudonimem Marlena.
pap /1.12.2010/
***
Media w Polsce manipulują
Czy media w Polsce, skupiając uwagę na PiS, pokazują nieprawdziwy obraz rzeczywistości? Komentuje prof. Andrzej Zybertowicz: Wiele mediów prowadzi kampanię dezinformacyjną. Polskie społeczeństwo nie ma szans przedyskutować najważniejszych problemów, z którymi boryka się nasz kraj. Zamiast tego roztrząsa się problemy PiS
Rozmowa z prof. Andrzejem Zybertowiczem
PiS się rozpada, czy też przeformowuje szyki?
Polacy zasługują na to, by media problemy naświetlały proporcjonalnie do ich rzeczywistej rangi. Istotniejsza będzie rozmowa np. o debacie publicznej wokół sporów w PiS.
W takim razie, jak pan ją ocenia?
Wiele mediów prowadzi kampanię dezinformacyjną. Polskie społeczeństwo nie ma szans przedyskutować najważniejszych problemów, z którymi boryka się nasz kraj. Zamiast tego roztrząsa się problemy PiS. Eksponowanie, np. na okładkach tygodników, sporów między kilkoma politykami, jest próbą pozbawienia Polaków zdolności racjonalnej oceny rzeczywistości. Są inne tematy, które powinny być dyskutowane przez media, szczególnie w czasie trwającej kampanii samorządowej.
Czym więc media powinny się zająć?
Platforma prowadzi kampanię pod hasłem dystansowania się od polityki. Niektórzy uczciwsi dziennikarze wskazali, że to manipulacja podważająca istotę demokracji. W demokracji partie z natury rzeczy troskę o dobro wspólne mogą wykazywać jedynie w ramach gry politycznej, a w kampanii PO próbuje kompromitować ideę polityki. Demokracja nie może uciec od polityki. Ucieczka od niej to jak ucieczka od demokracji, gdzie różne grupy interesów konkurują ze sobą według ustalonych reguł. Idzie o to, by te reguły były uczciwe. Media powinny zogniskować uwagę na tym wielkim oszustwie, które ma na celu utrudnienie obywatelom rozumienie, na czym polega zabieganie o interesy w demokracji. Inny przykład: Gdy Gazeta Wyborcza kilka dni temu poinformowała, że polskie tajne służby kontrolują Polaków o wiele intensywniej niż dzieje się to w innych krajach Unii Europejskiej, ta kwestia nie stanęła w centrum zainteresowania mediów. Nie zapytano: Czy w Polsce są takie zagrożenia dla bezpieczeństwa państwa, o których rządząca ekipa nam nie mówi, czy raczej jest tak, że służby wymknęły się spod kontroli polityków?
Ale przecież te tematy są obecne w mediach.
Są spychane za akceptacją dziennikarzy na dalekie strony. Natomiast na czołówkach mamy spory w PiS. Media tym samym nie wypełniają roli czwartej władzy, która kontroluje państwo jako całość, lecz stają się wspólnikiem części polityków. Na tym polega problem z polską demokracją.
Czyli Jarosław Kaczyński nie przewidział, że problemy PiS staną się głównym tematem mediów?
Pewnie przewidział, ale uznał, że straty związane z działalnością rozłamową niektórych posłów mogą być większe niż ta nagonka medialna. Mógł też popełnić błąd w kalkulacji politycznej. A może liczył na przyzwoitość części mediów i się przeliczył?
Na czym miałby polegać ten błąd?
Może powinien poczekać do końca kampanii wyborczej. Jeżeli jednak istniały obawy, że zostanie ona wykorzystana przez niektórych posłów do zbudowania frontu mającego rozbić PiS, to musiał dokonać wyboru, którego dokonuje dowódca na wojnie. Wybrać rozwiązanie rokujące mniejsze straty. To wybór bolesny, ale przywódca jest często rozliczany za efekt końcowy batalii, a nie straty ponoszone w czasie jednej bitwy.
prof. Andrzej Zybertowicz – socjolog, Uniwersytet Mikołaja Kopernika w Toruniu
rozm. tw/se /18.11.2010/
***
Inwigilacja Gazety Wyborczej…
– Nie było żadnego podsłuchiwania dziennikarzy przez Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego – powiedział były szef ABW Bogdan Święczkowski, dementując rewelacje Gazety Wyborczej na temat rzekomego inwigilowania kilku dziennikarzy w czasach rządu PiS
Gazeta Wyborcza opublikowała artykuł, w którym próbuje wykazać, że co najmniej dziesięcioro dziennikarzy było podsłuchiwanych w latach 2005-07 przez Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego.
Według Wyborczej, ABW, Centralne Biuro Antykorupcyjne i policja zbierały dane na temat rozmów telefonicznych dziennikarzy oraz wprowadziły prokuraturę, która wszczęła w tej sprawie śledztwo, w błąd.
Rzecznik ABW ppłk Katarzyna Koniecpolska-Wróblewska powiedziała, że Agencja przekazywała prokuraturze wszystkie materiały oraz informacje ‘zgodnie ze stanem wiedzy obecnego kierownictwa Agencji’.
Bogdan Święczkowski nazwał sensacje gazety ‘odgrzewanymi kotletami chłopców z ferajny’. Powiedział również, że to, co Wyborcza nazywa inwigilacją, wcale nią nie było. Nie ma bowiem w tekście opublikowanym w gazecie informacji na temat podsłuchiwania i inwigilowania, ale o uzyskiwaniu billingów, a takie sytuacje są uprawnione w przypadku, gdy może mieć to związek z postępowaniami dotyczącymi ujawnienia tajemnicy państwowej.
Święczkowski powiedział też, że od Moniki Olejnik żądano billingów do grudnia 2007 r., czyli już w czasie rządów Platformy Obywatelskiej. Były szef Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego stwierdził, że paradoksalnie właśnie teraz, kiedy władzę sprawuje Platforma, dziennikarzom są stawiane zarzuty, a niektórzy nawet czekają na sprawy karne. O tym jednak Gazeta Wyborcza nie wspomniała.
Jarosław Kaczyński całą sprawę skomentował jako świadectwo nienawiści pewnych środowisk, które krzyczały o ‘nadużyciach PiS’, a Mariusz Kamiński zadeklarował w rozmowie z mediami, że za przypisywanie mu takich akcji jest gotowy pozwać do sądu.
pj/nd /9.10.2010/
***
Radosne oczekiwanie w Wyborczej
Dziennikarze Gazety Wyborczej już żyją świętami Bożego Narodzenia! Swym przedświątecznym nastrojem chętnie dzielą się z czytelnikami…
‘Wydaje mi się, że są to święta nie tylko religijne – przeżywamy je prawie wszyscy – więc i przygotowanie może być też świeckie. Może już powinniśmy myśleć, jak wytrzymać Wigilię, by znieść z uśmiechem na ustach wszystkich bliskich, którzy nas nudzą albo i drażnią potwornie’ – napisał jeden z komentatorów ‘najbardziej opiniotwórczej gazety w kraju’.
Do świąt Bożego Narodzenia zostało jeszcze sporo czasu. Dopiero wtedy – katowani ‘przedświątecznymi’ refleksjami – czytelnicy GW będą mogli odetchnąć. Chyba że ich gazeta od razu rozpocznie ‘przygotowania’ do Wielkanocy…
pt /1.12.2010/
***
Pseudodziennikarze szydzili z krzyża
Kara pozbawienia wolności do 2 lat grozi dziennikarzom radia Eska Rock – Jakubowi Władysławowi /Kubie/ Wojewódzkiemu i Michałowi Figurskiemu za obrazę uczuć religijnych. Zdaniem przewodniczącego Ogólnopolskiego Komitetu Obrony przed Sektami, Ryszarda Nowaka, dziennikarze na antenie radia szydzili z krzyża chrześcijańskiego.
Komitet zapowiedział doniesienie do Prokuratora Generalnego o popełnieniu przez kontrowersyjnych dziennikarzy przestępstwa z artykułu 196 kodeksu karnego.
– Najpierw przeprowadzili ośmieszający wywiad z… krzyżem. Potem bawili się w żywy krzyż. Wojewódzki, udając belkę poprzeczną, położył się na plecach Figurskiego. Przy tym Figurski wykrzykiwał słowa: Znalazł się nasz, polsko-żydowski krzyż. Potem wspólnie wykrzykiwali do płynącej w tle Roty słowa: Tak nam dopomóż Bóg. Namawiali przy tym pracowników Radia Eska Rock do tworzenia żywych krzyży – napisano w oświadczeniu komitetu.
O Ryszardzie Nowaku oraz Ogólnopolskim Komitecie Obrony przed Sektami stało się głośno, gdy oskarżył on lidera zespołu Behemoth, Adama Darskiego o znieważenie uczuć religijnych. Sprawa dotyczyła koncertu z września 2007 r. w klubie Ucho w Gdyni, podczas którego Darski podarł Biblię i rozrzucił jej strzępy wśród publiczności. Potem kartki miały zostać spalone przez fanów zespołu. Wokalista Behemotha miał też powiedzieć, że Kościół katolicki to ‘zbrodnicza sekta’.
pap /5.10.2010/
***
Czego nie mówią w Wiadomościach
Na Woronicza najwyraźniej już wieją nowe wiatry, bo chyba obowiązuje tam zapis na Nasz Dziennik. Oto bowiem we wczorajszym głównym wydaniu Wiadomości cytowano czwartkowy wywiad z rodzicami mjr. Arkadiusza Protasiuka, ale źródła nie podano!…
Pokazano tylko przez chwilę stronę Naszego Dziennika, ale ani razu nie padło stwierdzenie, że rodzice kapitana samolotu Tu-154M, który uległ katastrofie pod Smoleńskiem, rozmawiali z tym właśnie dziennikiem.
Jeśli redaktorom Wiadomości nie przechodzi przez gardło Nasz Dziennik, to mogliby chociaż oględnie wskazywać, o który tytuł chodzi, mówiąc widzom, że wywiad ukazał się w gazecie o dwuczłonowej nazwie na N i D. A widzowie już sobie resztę dopowiedzą. Można też posłużyć się językiem migowym.
kl /15.10.2010/
***
250 tys. zł od policji dla Sobkowicza
250 tys. zł zadośćuczynienia ma zapłacić Komenda Stołeczna Policji fotoreporterowi Naszego Dziennika Robertowi Sobkowiczowi, który 11 lat temu podczas demonstracji pracowników radomskiego Łucznika został postrzelony z policyjnej broni gładkolufowej i stracił oko
Warszawski sąd okręgowy zdecydował, że fotoreporter ma otrzymać także powyżej 4 tys. zł renty od 2000 r., a w przyszłości ok. 5.9 tys. zł. Wyrok jest nieprawomocny.
24 czerwca 1999 r. Sobkowicz robił zdjęcia demonstracji związkowców z radomskiego Łucznika w Warszawie. Manifestanci rzucali w stronę policjantów śrubami, płytami chodnikowymi, a nawet znakami drogowymi. Funkcjonariusze odpowiedzieli ogniem z broni gładkolufowej. Jedna z kul trafiła Sobkowicza, który w efekcie stracił prawe oko.
Proces w tej sprawie trwał osiem lat. W 2007 r. warszawski sąd okręgowy uznał, że za trwałe kalectwo fotoreportera winę ponosi policja. Wyrok utrzymał Sąd Apelacyjny, a MSWiA ostatecznie zrezygnowało z wniesienia o kasację.
Sąd orzekł także, że gdyby Sobkowicz miał w przyszłości problemy zdrowotne związane z utratą oka, odpowiedzialność za to również będzie ponosić policja.
– Nie komentujemy wyroku sądów. Będziemy korzystać z prawa do odwołania się – powiedział, pytany o opinię rzecznik komendanta stołecznego policji Maciej Karczyński.
We wtorek sędzia Agnieszka Jędrzejewska-Jaroszewicz podkreślała, że w opinii sądu wysokość zadośćuczynienia jest adekwatna do tego, co się wydarzyło. Jak dodała, kwota ta nie jest wygórowana, jeśli weźmie się pod uwagę obrażenia, których doznał fotoreporter i to jak wpłynęły one na jego pracę oraz życie prywatne.
Wysokość zadośćuczynienia adekwatna
– Sąd brał także pod uwagę – czego nie ukrywam – postawę pozwanego (KSP i MSWiA) – który w żaden sposób nie uznał swojej odpowiedzialności, nawet wtedy gdy została ona przesądzona orzeczeniem sądu – zaznaczyła sędzia. Dodała, że nigdy nie podjęte zostały żadne kroki, by roszczeniu Sobkowicza zadośćuczynić, nawet w części.
Zaznaczyła że sąd ma do czynienia z podobnymi, a nawet bardziej tragicznymi zdarzeniami, ale nie zmienia to faktu, że życie fotoreportera, w chwili gdy doszło do postrzelenia, uległo nieodwracalnej zmianie. Musiał on przygotować i siebie, i najbliższych, do nowej sytuacji życiowej.
Wysokość renty sędzia uzasadniała tym, że uwzględniono przy jej ustalaniu m.in. kwestie związane z leczeniem, koniecznością wyjazdów do zagranicznej kliniki na badania, rehabilitację czy zabiegi. Dodała, że sąd realnie ocenił sytuację – w tym koszty takich podróży – i wziął pod uwagę, że w takim przypadku priorytetem nie są oszczędności, a zdrowie.
Radość że to już koniec
– Jeśli mogę dodać coś od siebie, to cieszę się, że to postępowanie dobiegło końca, bo taki długi czas oczekiwania na wyrok nie służył stronom – dodała sędzia.
Zadowolenia nie krył też Sobkowicz. – Cieszę się, że po tych ośmiu latach procesu jest taki wyrok. Jestem naprawdę szczęśliwy – powiedział. Jak podkreślił, to nie zwróci mu zdrowia, ale pieniądze pozwolą m.in. na wyjazdy do kliniki i np. wymianę protezy.
– Sama proteza kosztuje 1800 euro, a to nie są małe pieniądze. Nie wiem, czy nie będę też po kilku latach potrzebować zabiegu, operacji – dodał fotoreporter ND.
pap /23.11.2010/
***
Artur Domosławski dziennikarzem roku
Artur Domosławski został wybrany dziennikarzem roku 2010 przez miesięcznik Press. Nagrodzony był bardzo zaskoczony decyzją i podczas odbierania statuetki i pamiątkowego dyplomu ogłosił, że nie chce przyjąć nagrody rzeczowej w postaci samochodu
– Chciałbym by zostało to odebrane z dobrą wolą. Luksusowy gadżet, jakim jest samochód, nie jest najlepszą nagrodą dla reportera, który jeździ po świecie. Odczuwam pewien dyskomfort. Pozwolę sobie tego materialnego dodatku nie przyjąć, poproszę firmę (sponsora – red.), by przekazała ten samochód na jakiś szczytny cel – powiedział Domosławski.
– Bardzo się cieszę, jestem kompletnie zaskoczony. Myślę że jest to ironia sytuacji, w której nagrodę wręcza redakcja Press, która nie zostawiła na mojej pracy suchej nitki – powiedział Domosławski, dodając, że bardzo lubi takie ironiczne sytuacje.
Nagrodzony dziennikarz podziękował wszystkim, którzy byli zaangażowani w jego pracę nad książką ‘Kapuściński non fiction’.
Domosławski podziękował między innymi Romanowi Kurkiewiczowi. – Mam nadzieję, że jego książka ‘Biografia Adama Michnika’ będzie czytana w co najmniej tak szerokim stopniu jak moja.
Wiktor Bater z Polsatu oraz Michał Majewski i Paweł Reszka z Rzeczpospolitej, to laureaci tegorocznych nagród Grand Press w kategoriach: news i dziennikarstwo śledcze.
Batera nagrodzono za korespondencję dla Polsat News o katastrofie prezydenckiego samolotu w Smoleńsku. Bater pierwszy przekazał informację o wypadku Tu-154. Majewski i Reszka otrzymali nagrodę za cykl śledczy ‘Dziewięć i pół sekundy’, który ukazał się w Rzeczpospolitej i jej dodatku Plus Minus.
pap /15.12.2010/
***
Spada oglądalność TVN i Polsatu
W listopadzie 2010 r. całodobowy udział kanału TVN w rynku spadł do 16.6 proc. z 18.5 proc. rok wcześniej – podał TVN w komunikacie prasowym, na podstawie danych Nielsen Audience Measurement
Całodobowy udział Polsatu w listopadzie zmniejszył się do 14.6 proc. z 15.6 proc., udział TVP1 spadł do 18.8 proc. z 20 proc., a TVP2 wzrósł do 15.1 proc. z 14.9.
W peak-time (18.00-23.00) w listopadzie udział kanału TVN zmniejszył się do 20.4 proc. z 22.5 proc. W tym czasie oglądalność Polsatu spadła do 15 proc. z 16.8 proc., TVP1 wzrosła do 20 proc. z 19.9 proc., a TVP2 wzrosła do 17.4 proc. z 16.4.
W listopadzie oglądalność kanału TVN w komercyjnej grupie docelowej (16-49 lat) całodobowo spadła do 18 proc. z 19.3 proc. rok wcześniej, a w peak-timie zmniejszyła się do 21 proc. z 22.6.
W przypadku Polsatu całodobowo udział w grupie komercyjnej spadł do 17 proc. z 18.7 proc., zaś w peak-timie zmniejszył się do 17.3 proc. z 19.6 proc. TVP1 zmniejszyła udział całodobowo do 15.6 proc. z 16.6, a w peak-timie zwiększyła do 17.8 proc. z 17.4. Udział TVP2 całodobowo spadł do 13.6 proc. z 13.7, a w peak-timie wzrósł do 15.6 proc. z 15.
W przypadku grupy docelowej TVN (16-49 lat, miasta 100 tys. plus) udział kanału całodobowo spadł w listopadzie do 20.8 proc. z 24.3, a w peak-timie spadł do 24.9 proc. z 29 rok wcześniej.
pap /1.12.2010/
***
Rady programowe TVP i PR
Po 15 nowych członków rad programowych TVP, Polskiego Radia oraz Telewizji Polonia wybrała Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji. Kadencje poprzednich rad zakończyły się w lipcu
Do rady programowej TVP weszli: Jacek Fedorowicz, Marek Krawczyk, Elżbieta Misiak-Bremer, Iwona Śledzińska-Katarasińska, Marek Wójcik – rekomendowani przez Klub Parlamentarny PO; Barbara Bubula, Anna Sobecka, Bożena Walewska – rekomendowani przez Klub Parlamentarny PiS; Piotr Gadzinowski – przez Klub Parlamentarny SLD; Marian Zalewski – przez Klub Parlamentarny PSL, Krzysztof Magowski, Robert Matejuk, Marcin Przeciszewski, Jan Wołek, Jan Jakub Wygnański – rekomendowani przez KRRiT.
Radę programową Polskiego Radia tworzą: Rafał Grupiński, Małgorzata Kidawa-Błońska, Edward Pałłasz, Piotr Węgleński, Maciej Wojtyszko – rekomendowani przez Klub Parlamentarny PO; Teresa Bochwic, Krzysztof Czabański, Stanisław Janecki – przez Klub Parlamentarny PiS; Jerzy Bralczyk – rekomendowany przez Klub Parlamentarny SLD; Henryk Cichecki – rekomendowany przez Klub Parlamentarny PSL; Krzysztof Knittel, Wojciech Kurdziel, Małgorzata Muzoł, Jan Poprawa, Andrzej Turski – rekomendowani przez KRRiT.
Radę Programową TV Polonia powołano w składzie: Barbara Borys-Damięcka, Joanna Fabisiak, Tomasz Dąbrowski, Anna Nehrebecka-Byczewska, Andrzej Person – rekomendowani przez Klub Parlamentarny PO; Marek Bućko, Michał Dworczyk, Eliza Dzwonkiewicz – przez Klub Parlamentarny PiS; Jędrzej Wijas – przez Klub Parlamentarny SLD; Adam Struzik – przez Klub Parlamentarny PSL; Stanisław Durlej, Krzysztof Mroziewicz, Wojciech Muller, Krzysztof Rutkowski, Jarosław Szczepański – rekomendowani przez KRRiT.
pap /16.11.2010/
Kategoria Polska
















































































































































































