Telewizje komuchów i ubeków

08.30 – TVN – Dzień dobry TVN – prowadzi Bartosz Węglarczyk – wnuk jednego z największych stalinowskich zbrodniarzy, osobiście torturującego bohaterów z NSZ-u, WIN-u i AK [chodzi o osławionego Józefa Światłę – admin.]

18.00 – TVP2 – Panorama – prowadzi Hanna Lis – córka kanalii z okresu stanu wojennego [Waldemara Kedaja – admin.]. Czy wiele się zmieniło od tamtych czasów?

19.30 – TVP1 – Wiadomości – prowadzi Piotr Kraśko – wnuk jednego z czołowych komunistycznych cenzorów [Wincentego Kraśki – admin.]

20.00 – TVN24 – Kropka nad i – prowadzi Monika Olejnik – córka funkcjonariusza SB [Tadeusza Olejnika – admin.], konfidentka służb PRL-u, pseudonim „Stokrotka”

21.30 – TVN – Kuchenne rewolucje – prowadzi Magda Gessler – córka PRL-owskiego dziennikarza i agenta SB [Mirosława Ikonowicza – admin.]

21.40 – TVP2 – Tomasz Lis na żywo – syn wysokiego OFICERA Ludowego Wojska Polskiego [imię nieznane – admin.]

22.00 – TVN24 – Szkło kontaktowe – prowadzi Grzegorz Miecugow – syn stalinowskiego dziennikarza znanego z podpisania się pod „Apelem krakowskim” [Bruno Miecugow – admin.]

22.30 – TVN – Kuba Wojewódzki Show – prowadzi syn funkcjonariusza SB i PRL-owskiego prokuratora [Bogusława Wojewódzkiego – admin.]

Życzę przyjemnego odbioru!

Zakładam że oni robią kariery we wszystkich miastach i miejscowościach. Komuchów i ubeków trochę jednak było i oni nie zniknęli, a dzięki „okrągłemu stołowi” zmienili książeczki partyjne na czekowe. Dlatego zachęcam: piszmy o nich. Ja nie uważam że dzieci odpowiadają za czyny rodziców, ale jeżeli korzystali (a skorzystali) z tak niegodziwie zgromadzonych dóbr, to już ich odpowiedzialność.

z netu /autor wpisu: anonim3848/ /dostałem 27.IX.2012/

PARĘ SŁÓW KOMENTARZA

To zdumiewające że nikt o tym wcześniej chyba nic nie napisał… Ja przynajmniej raczej niczego takiego do tej pory nigdy nie czytałem, z takim tekstem się nigdy raczej nie spotkałem… A przecież takich tekstów powinno być pełno wszędzie od dawna, by Polacy to wiedzieli, no i takie osoby nie powinny w ogóle pracować w polskich telewizjach! A przynajmniej na takich posadach!… Poza tym, ten autor powyższego tekściku nie podpisał się imieniem i nazwiskiem… Chyba więc się kogoś boi… Gdzie my żyjemy?… A ja ten powyższy tekścik dostałem kilka dni temu od znajomej z netu.

Cezary Dąbrowski/www.zawszepolska.eu /3.X.2012/

***

Odkopali ciało Jarosława Ziętary?

Zwłoki odkopane cztery lata temu przez przypadek na placu budowy to może być ciało zaginionego dziennikarza Jarosława Ziętary

Jarosław Ziętara jest jedynym polskim dziennikarzem który przepadł bez wieści. Zagadkę jego zaginięcia od roku próbują rozwikłać prokuratorzy z Krakowa. Wcześniejsze śledztwa prowadzone w Poznaniu kończyły się umorzeniem

Ziętara, 24-letni reporter śledczy Gazety Poznańskiej, zniknął 1 września 1992 r. Szedł do redakcji, ale tam nie doszedł, a ślad urywa się tuż po wyjściu z domu. Ziętara pisał o polityce i aferach gospodarczych, stąd najpopularniejsza do dziś wersja że zniknął bo się komuś naraził. Ale komu – tego również nie wiadomo.

Miesiąc temu pod Poznaniem – pierwszy raz od 13 lat – prowadzono poszukiwania jego szczątków. Zakończyły się jednak fiaskiem, choć wykorzystano georadar, podziemne sondy oraz badania chemiczne.

Śledczy mają teraz jednak inny trop. Cztery lata temu na placu budowy robotnicy odkopali przypadkiem zwłoki mężczyzny, a biegli stwierdzili że został zamordowany w 1992 r. Jego tożsamości nie ustalono.

„Nie wykluczamy że to może być Jarosław Ziętara” – powiedział prokurator Piotr Kosmaty, który zlecił już badania DNA. Ekshumacja nie będzie jednak konieczna bo przed pochówkiem niezidentyfikowanego mężczyzny pobrano z ciała materiał genetyczny. Kosmaty zlecił już jego porównanie z DNA brata Ziętary.

Prokuratura nie tylko ustaliła że odkopany cztery lata mężczyzna został zabity, ale wie również w jaki sposób. Wyniki badań DNA powinny być znane za 2-3 miesiące.

int.pl /10.VII.2012/

***

Lis całkowicie zeszmacił Wprost

Rozmowa z Markiem Królem, byłym redaktorem naczelnym tygodnika Wprost

Jak się skończy Wielka Wędrówka Dziennikarzy Prorządowych z Wprost do Newsweeka? I o co w tym w ogóle chodzi?

Zapewne stracą na tym oba tytuły. Moim zdaniem jeden z nich musi zniknąć z rynku, a nie wiadomo czy i ten który zostanie później się utrzyma. Sytuacja się klaruje. Są dwa poważne tygodniki – potwornie nudna Polityka i dynamiczne Uważam Rze, reszta przestaje być potrzebna, walczy o byt. To co się dzieje, te transfery, to przejaw tej walki.

Celebryta Lis ma coś do zaoferowania czytelnikom?

Kiedy Tomasz Lis przejął tygodnik Wprost powiedziałem że czuję się jakbym oddał córkę do domu publicznego. Podtrzymuję to. Zeszmacił moim zdaniem pismo całkowicie. To co on tworzy to są wyroby prasopodobne. Żadnej samodzielnej myśli, tylko konfekcja. I powtarzanie opinii wygłoszonych już wcześniej w Gazecie Wyborczej. Nie ma tam śladu niezależnej analizy.

Nie przesadza pan?

Nie. To naprawdę tak wygląda. Opowiadano mi jak wyglądają kolegia redakcyjne prowadzone przez Lisa; każdy ma otwartą Wyborczą i każdy zastanawia się jak ich tezy i ich tematy włożyć do tygodnika. W tym sensie nie jest to samodzielna redakcja, to nie są dziennikarze myślący w wolny sposób, co jest naszym obowiązkiem. Pewnie nawet nie wiedzą jak bardzo przypomina to czasy PRL-u, kiedy redakcje tak właśnie pracowały. Sprawdzano co było w Dzienniku Telewizyjnym, co w Trybunie Ludu, i tym się kierowano w tej pracy.

To by tłumaczyło dlaczego wszystkie tygodniki nagle atakują Kościół na okładkach. Wyborcza wskazuje kierunek, władza też pewnie swoje podszeptuje.

Dokładnie. To nie przypadek. Trwa walka o to kto bardziej przyłoży biskupom. Ale popełniają błąd. Każda partia która podejmuje walkę z Kościołem, a mówię to jako osoba wierząca, choć rzadko praktykująca, ma cechy totalitarne. Na zdrowy rozum trudno bowiem dostrzec jakąś kolizję między Kościołem a sprawami państwa. Wiara umacnia społeczeństwo. A dlaczego Lis w to wchodzi? Naprawdę nie wiem. To dziennikarz który miał uczciwe momenty. Wypuścił przecież wbrew Mariuszowi Walterowi taśmy z pijanym Kwaśniewskim na grobach w Charkowie. Widziałem to z bliska.

Jak to było?

Mieliśmy wtedy program Wprost TV w TVN. Dostaliśmy te taśmy i chcieliśmy je pokazać. Pojechałem do Mariusza Waltera, chodziliśmy po ogrodzie przed domem i on tłumaczył mi że nie może tego puścić. Bo zabiega o częstotliwości, reklamy itp.

Mówił o tym otwarcie?

Całkowicie otwarcie. Bo tak to działa. Władza ma wielki wpływ na media. Ale wracając do taśm z Charkowa, kiedy zobaczyłem je wieczorem w Faktach TVN, byłem zdziwiony. Okazało się że Lis puścił je samowolnie.

To akurat ładna karta.

Tak. Ale ludzie mają jak widać różne okresy, szlachetność potrafi mieszać się z łajdactwem.

/…/ O czym ludzie dziś rozmawiają?

Głównie o drastycznie rosnących cenach, w tym energii. Utrzymanie domów zaczyna przerastać wielu ludzi, nawet tych którzy uważali się za zamożnych. Wszyscy tną wydatki, wielu jeździ do dyskontów, szukając oszczędności. Narasta w ludziach złość. Ostatnio kupowałem, z racji obowiązków, Gazetę Wyborczą w moim kiosku. Ludzie w kolejce napadli na mnie, że finansuję to dziadostwo /śmiech/. Rozumiem, ale nie mam wyjścia, taki mam zawód że muszę czytać wszystko.

‘Wprost’ też?

Niestety też. Ale kiedy to robię, myślę że Stefan Kisielewski pewnie przewraca się w grobie. To właśnie Kisiel, którego do redakcji przyprowadził Piotr Gabryel, wymyślił nagrodę swojego imienia, przyznawaną przez Wprost, a którą obecnie złajdaczono.

Janina Paradowska, największa konformistka epoki, zawsze stojąca po stronie silnych i władzy, została uznana za godną nagrody najgłośniejszego nonkonformisty z czasów PRL-u. To było nawet zabawne.

Mnie zasmuciło. Ale sądzę że jak się kiedyś spotkają już po drugiej stronie, to Stefan powie jej co o tym myśli. I swoją głowę z brązu odbierze.

Gdzie byłby dziś Stefan Kisielewski? Po której stronie barykady?

Też zadaję sobie to pytanie. Sądzę że jednak byłby po stronie Prawa i Sprawiedliwości. Po pierwsze – miał w sobie straszną awersję do środowiska które potem tworzyło Unię Wolności. Nie znosił jego fałszu. A po drugie miał w sobie taką przekorę, nonkonformizm. Byłby więc tam gdzie są zwykli ludzie, a nie tam gdzie siedzi zadowolony z siebie salon.

Prosocjalny rys PiS-u by mu nie przeszkadzał?

Nie. Rozumiał że polityka zawsze jest sztuką wyboru. Był mądrym człowiekiem. Zresztą muszę przyznać że sam zmieniłem w tej sprawie poglądy. W latach 90. Byłem człowiekiem który widział to w czarno-białych kategoriach. Wydawało mi się że jak się komuś nie wiedzie to jest nieudacznikiem. Dziś sądzę że to nie takie proste. Jest w nas dużo narzekania i trochę lenistwa. Państwo nie może nikogo utrzymywać, ale obywatel musi mieć świadomość że w sytuacji tragicznej państwo mu pomoże przetrwać na minimalnym poziomie.

Temat mocno teraz wraca przy okazji reformy emerytalnej.

I znowu denerwują mnie te uproszczenia. Pomijanie różnicy pomiędzy kondycją 60-latka w Polsce i 60-latka w Niemczech. Pomijanie różnicy w dostępie do świadczeń zdrowotnych. I to pouczanie ludzi, że nie rozumieją. Irytujące. Jakaś reforma jest konieczna, ale powinna iść w kierunku możliwości wyboru. Jak ludzie będą zdrowi i będą mieć pracę, to będą chcieć pracować.

Tusk to przeprowadzi?

Pewnie tak, bo musi to robić by ratować finanse i siebie, by rynki finansowe nadal chciały go kredytować. A to oznacza że nadal będziemy się zadłużać i co roku płacić miliardy odsetek.

Pana zdaniem Polska dziś jest krajem sukcesu? Znamy biedę. Ale przyjeżdżają dziennikarze z Zachodu i zachwycają się, bo widzą centra wielkich miast. Który więc obraz jest prawdziwy?

Na pewno nie jest tak że nic się nie udało. Ale poruszyła mnie wasza rozmowa z profesorem Franciszkiem Markiem, który wskazywał że mało się w Polsce produkuje. I że daliśmy sobie wmówić że przemysł jest nieważny. Sam zresztą niestety też nabijałem się z Niemców kiedy Angela Merkel reanimowała przemysł samochodowy i wielu wybitnych ekonomistów szydziło że to kopiowanie archaicznych, XIX-wiecznych koncepcji rozwoju. Bo przemysł rzekomo nie jest już ważny. Okazało się jednak że to Niemcy mieli rację. A my przemysłu niemal nie mamy. W Polsce produkuje się bardzo mało. Przeraża mnie skala deindustrializacji kraju. I upadek intelektualny. Na milion mieszkańców w Szwecji zgłasza się 330 patentów, w Niemczech podobną liczbę, a w Polsce – 20. Intelektualnie nas nie ma.

Przyczyna?

Uczelnie. Słabe, niekonkurencyjne, zadowolone z siebie, zasklepione, blokujące młodych, premiujące bierność. To jest klucz do zmiany. Bez reformy uczelni nie ruszymy do przodu. Ale wszyscy tkwią w tym niezrozumiałym samozadowoleniu prowincjuszy, na dodatek pomalowani w barwy zielonego sukcesu. To jakieś totalne zakłamanie. Prawda jest taka że Polska nauka jest niebytem, nie liczy się. Polska kultura podobnie. Establishment zachwyca się swoimi dziełami, zazwyczaj zresztą poniżającymi Polaków, historię i naszą tradycję. Problem w tym że nikt inny się tym nie zachwyca.

Skąd ta pedagogika wstydu?

Chodzi o to by Polacy czuli się poniżeni i zawstydzeni, a przez to niezdolni do stawiania władzy wymagań, a sobie wyzwań. Człowiek który nie wierzy w siebie, nie jest z siebie i swojej wspólnoty dumny, nie jest zdolny do odniesienia sukcesu. Nie będzie się piąć w górę. Będzie się ciągle chować w kącie i bać. Przestaje być obywatelem, staje się tubylcem bez tożsamości. Takimi ‚miejscowymi’ dużo łatwiej rządzić. Nasze elity pogardzają przeciętnym Polakiem, tak jak rosyjskie przeciętnym Rosjaninem. Odwrotnie niż elity amerykańskie, które budują w ludziach dumę z osiągnięć kraju. Nawet tam gdzie to nie jest uzasadnione. To widać nawet w ich filmach. Możemy się z tego śmiać, ale to działa.

Odpowiedzią części elit niezależnych jest hasło drugiego obiegu, budowanie własnych kanałów komunikacji poza oficjalnymi mediami. Jak pan to ocenia? Wiemy że często spotyka się pan teraz z ludźmi w ramach różnych klubów. To też część tego obiegu.

Jeżeli rozumiemy to jako hasło wzywające do obywatelskiej aktywności niezależnie od nacisku medialnego, to dobrze. Ale jest i niebezpieczeństwo. Źle jest jeżeli te hasła wbijają nas w samozadowolenie i samozamknięcie. W ten sposób nie przekonamy innych rodaków. Poza tym to wytwarza w ludziach niedobre dwójmyślenie. Miałem niedawno taką sytuację: łapie mnie za rękę kobieta w supermarkecie i mówi – jak to dobrze że piszę prawdę. Ale mówi szeptem. Bo się boi. Inna scena pod krzyżem na Krakowskim Przedmieściu. Podchodzi kobieta i z lękiem pyta, czy nie będzie jej na zdjęciach. Bo pracuje w supermarkecie, a tam takich nie lubią. I zwalniają.

To strach niestety uzasadniony. Gazeta Polska niedawno opisała przypadek jak pokazany na jej okładce człowiek modlący się na Krakowskim Przedmieściu został potem z dnia na dzień wyrzucony z pracy w firmie budowlanej, choć był wzorowym pracownikiem.

To jasne, nawet moja córka straciła po przyjściu PO do władzy kontrakt z LOT-em na realizację magazynu dla pasażerów, choć umowa zawarta była po konkursie i na trzy lata. Kontrakt z nią zerwano za to tylko że jest moją córką. W tym sensie to w czym żyjemy jest trochę PRL-em. Niemal wszyscy z dawnego Wprost mają dziś wilcze bilety, nikt ich nie przyjmie do pracy. Ludzie boją się jak za komuny, ogromna część miejsc pracy jest zależna od władzy, państwowej czy samorządowej. To wszystko degeneruje nasze życie publiczne, tworzy ekosystem zależności od partii rządzącej, w którym są setki tysięcy ludzi.

Wracając do drugiego obiegu, doprecyzujmy, dlaczego pana zdaniem to jest niebezpieczne?

Bo rodzi pokusę zamknięcia się w getcie. A nic nas nie zwalnia z walki o normalne reguły państwa, o sprawiedliwość, o media respektujące zasady dziennikarskie, o pisma które są atrakcyjne także dla osób o innych przekonaniach. Tygodnik ‚Uważam Rze’ pokazał że jest to możliwe. Trzeba iść tą drogą. Bez zmiany mediów nie będzie zmiany w Polsce. Zwłaszcza telewizja decyduje o tym kogo kochamy, a kogo nienawidzimy. Niepotrzebnie kształtuje nasz gust i nasze myślenie, wdrukowane emocje. A jak jest w Polsce z telewizją, wiecie panowie lepiej.

To swoją drogą zabawne jak polscy dziennikarze doskonale opisują podległość mediów wobec Putina, twierdząc jednocześnie że u nas jest inaczej. Choć we wszystkich telewizjach wszystkich śmieszy i oburza dokładnie to samo.

Nie dajcie się panowie zwieść że ludzie tego nie widzą. Jak mówiłem, ludzie się boją, ale myślą coraz częściej dokładnie odwrotnie, niż mówią w telewizji. Widzą jak dziennikarze stają się rzecznikami rządu, jak zabijają się między sobą by wykazać wierność władzy. Jak Andrzej Morozowski, który argument że w niedanej kampanii wyborczej Platforma Obywatelska nie mówiła nic o wieku emerytalnym, odbijał twierdzeniem że opozycja nie wspominała o marszach protestacyjnych. Zabawne.

Ale to jednak jest skuteczne! Działa na ludzi.

Tu nie ma sporu. Działa. Choć jak będzie się ludziom żyć gorzej, przestanie. Sporo widziałem już w życiu i jestem tego pewien.

W pana życiu widać pewien przełom. Dlaczego znalazł się pan po tej stronie?

Wiele osób mnie o to pyta. Mówią: ‘Przecież wiedziałeś jak robić tygodnik by się podobać, mieć rządowe i od nich zależne reklamy…’. Mają rację, wiedziałem. Ale coś we mnie pękło. Nie wiem dlaczego, ale nie mógłbym być dłużej tam i udawać że nie widzę tego totalnego zakłamania. Przecież myśmy w 2005 r. popierali Platformę. Ale potem coś w nas wszystkich pękło. Niezależnie od ceny już nie mogę. A przecież pojawiające się wobec mnie zarzuty lustracyjne mają charakter zemsty. Staram się o autolustrację i dopnę swego. Nie dam się zaszczuć. Coraz częściej myślę że prawdziwa jest teoria iż po 40 roku życia człowiek musi po różnych przygodach wrócić do świata wartości które wyniósł z domu. Bo inaczej zwariuje. Wstrząsnął mną też Smoleńsk. Uważam że to był zamach. Nie mogę brać udziału w budowanym wokół tego zakłamaniu.

Co pana zdaniem świadczy o tym że to był zamach?

Znajomy Rosjanin powiedział mi: ‘Zabili go, to zemsta za Gruzję, gdzie zniweczył ich plany’. I miał rację. Stara rosyjska zasada głosi że co jakiś czas trzeba kogoś zabić. Edukacyjnie. By zastraszyć tych którzy się stawiają. I przypomnieć agenturze że kara za nielojalność jest bezwzględna. Na tej zasadzie zabili też Litwinienkę, oficera wywiadu którzy przeszedł na stronę brytyjską. Po co? To też była zbrodnia edukacyjna. Innego uzasadnienia nie ma.

Czyli Smoleńsk to zemsta Putina?

Tak, on nienawidził ś.p. Lecha Kaczyńskiego. Z tego co już wiemy wynika że Rosjanie świadomie podjęli decyzję o sprowadzeniu polskiego samolotu na krawędź ryzyka. Na granicę śmierci. Chcieli nim pobujać. Zakładali że Polacy mogą się wywinąć. Wtedy zostaliby ośmieszeni jako nieudacznicy. Ale mieli też wariant że się nie wywiną i zginą. I to się stało.

Wiadomo było że Rosjanie będą o to podejrzani.

I co z tego? Nawet o to chodziło. Ludzie mają być zastraszeni, więc muszą wiedzieć kto to zrobił. Niestety okazało się to skuteczne. Również w Polsce ludzie się boją. Widzą potężny cień rosyjski nad krajem, widzą haniebne zachowanie polskich władz po 10 kwietnia, to klękanie przed Moskwą, niezdolność wyjaśnienia czegokolwiek i wyciągają wnioski. Uciekają w szyderstwo, ślepotę, udają że nie wiedzą. Tak, nie chcą wiedzieć. Mam nadzieję że do czasu.

Z czego pan teraz żyje? Jakie ma pan plany?

Piszę trochę felietonów, ale z tego nie da się wyżyć. Przejadam oszczędności. Próbuję sprzedać dom. Pracuję nad książką. Chcę wreszcie zamknąć sprawę lustracyjną. Nie ukrywam, jest ciężko. Ale wyborów ostatnich lat bym nie zmienił.

/Uważam Rze, 26.III-1.IV.2012/

***

Zmarł Zygmunt Broniarek

Dziennikarz i publicysta, autor kilkunastu książek, były peerelowski korespondent komunistycznej Trybuny Ludu i jej felietonista Zbigniew Broniarek zmarł w piątek nad ranem w Warszawie. Miał 87 lat

Informację o śmierci Broniarka potwierdził rzecznik prasowy Wojskowego Instytutu Medycznego w Warszawie, płk dr Piotr Dąbrowiecki. Dodał on że zmarły był leczony w tym szpitalu od ok. tygodnia

Zygmunt Broniarek urodził się w 1925 r. na warszawskiej Pradze. Studiował ekonomię na SGH. Dziennikarzem został w 1944 r. Po wyzwoleniu stolicy zaczął pracować w Życiu Warszawy. Od 1950 r. w Rzeczpospolitej był redaktorem działu zagranicznego, później przeszedł do Trybuny Ludu. Był jej korespondentem w USA, Ameryce Łacińskiej, Azji, Paryżu i Sztokholmie. W latach 80 był członkiem Zarządu Głównego Stowarzyszenia Dziennikarzy PRL (powołanego po rozwiązaniu przez władze stanu wojennego SDP). Po 1989 r. był publicystą Trybuny.
Broniarek w 1975 r. otrzymał Krzyż Komandorski Orderu Odrodzenia Polski. W latach 80 dostawał liczne nagrody dziennikarskie m.in. nagrodę główną SDP, Złoty Ekran i Wiktora. W 2002 r. prezydent Aleksander Kwaśniewski ‘za wybitne zasługi w pracy dziennikarskiej i osiągnięcia w działalności publicystycznej’ przyznał mu Krzyż Komandorski z Gwiazdą OOP.

Napisał kilkanaście książek, w tym ‘Kulisy polityki’ i ‘Broniarek uczy języków – 365 dni z angielskim’.

W ostatnich latach Broniarek był czynny zawodowo. Publikował m.in. w pismach: Rynki Zagraniczne, Nowy Tygodnik Popularny (organ OPZZ) oraz w samorządowym Mieszkańcu.

pap/kk/onet /16.III.2012/

***

Łamanie u kard. Nycza

Pierwszy raz miałem okazję i przyjemność bycia na spotkaniu opłatkowym metropolity warszawskiego ze środowiskiem mediów. Pierwszy raz przełamałem się opłatkiem z ks. kard. Kazimierzem Nyczem. Mam nadzieję że nie ostatni

Spotkanie zgromadziło dość dużo przedstawicieli mediów. Najważniejszym punktem było oczywiście wystąpienie metropolity warszawskiego, gospodarza spotkania. Ks. kard. Nycz mówił mądrze, mówił rzeczy ważne, mówił o rzeczach ważnych

Na początek o tym że Ojciec Święty Benedykt XVI wyznaczył 2012 jako rok nowej ewangelizacji, a rok następny – 2013 – rokiem wiary. I że mija właśnie 50 lat od II soboru watykańskiego.

Później o roli Azji dla chrześcijaństwa. Że w 1910 r. chrześcijanie stanowili połowę ludności świata, czyli ponad miliard osób, że w Europie stanowili wówczas 60 proc. ogółu społeczeństwa. A obecnie wśród Europejczyków jest nas tylko 22 proc., natomiast – mimo ogromnych trudności i prześladowań – w Azji, to znaczy w Chinach, Indiach, Wietnamie i Korei Płn., chrześcijanie są coraz liczniejsi.

Następnie kard. Nycz mówił – jakżeby inaczej przy okazji spotkania z dziennikarzami – o roli mediów. Że media nie zastąpią Kościoła w ewangelizacji i krzewieniu wiary, ale bez nich nie jest obecnie w ogóle możliwe realizowanie zadań przez Kościół, dotarcie z Dobrą Nowiną do ludzi.

Czy Chrystus potrzebuje Europy? – cytował metropolita warszawski prof. Jerzego Kłoczowskiego, historyka. Otóż – niekoniecznie… Natomiast czy Europa potrzebuje Chrystusa? W tym przypadku odpowiedź jest tylko jedna: koniecznie. Europa koniecznie potrzebuje Chrystusa, jeżeli chce pozostać nadal Europą. Dlatego m.in. Kościół obowiązkowo będzie bronić sacrum przed profanum.

Jeszcze o mediach. I o krzyżu. Kiedy w minionym już 2011 r. Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu zajmował się włoską sprawą właśnie krzyża, media angażowały się w tę tematykę zdecydowanie bardziej kiedy pierwsza instancja ogłosiła wyrok dla krzyża niekorzystny.

Kiedy jednak ogłoszony został wyrok drugiej instancji, pełnego już składu sędziów w Strasburgu, dla krzyża pozytywny, korzystny, wtedy media sprawę tę niemal odstawiły… Pewnie dlatego że nie było to po linii większości mediów – mówił ks. kardynał.

Mówił też o katolickich dziennikarzach. Że jeżeli jest się katolikiem, to nie można iść do pracy zapominając o swoim katolicyzmie, albo zostawiając go po prostu w domu. Katolikiem trzeba być zawsze, także w pracy, także w pracy w mediach. I dodał rzecz fundamentalną dla dziennikarzy, dla mediów. Że dziennikarz powinien być wolny i odpowiedzialny, jeżeli ma być dziennikarzem. I tak samo całe media – muszą być wolne i odpowiedzialne. Święte słowa. Nic dodać, nic ująć.

Na koniec ks. kardynał powiedział że sposób relacjonowania w mediach sprawy funduszu kościelnego był po prostu żenujący. W mediach wyglądało to po prostu tak jakby jakąś łaską było dla Kościoła oddanie mu tego co zostało mu zabrane, zrabowane w latach 50 przez komunistów…

Na koniec niestety jedno ale… Jest spotkanie noworoczne z dziennikarzami u metropolity warszawskiego, w tym czasie niemal cała Polska, nawet ta czerwona, pisze o dyskryminacji TV Trwam ze strony bolszewików z Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, w całym kraju są zbierane podpisy pod protestem w tej sprawie, m.in. w biurach parlamentarzystów PiS-u i SP, a w Domu Arcybiskupów Warszawskich na ten temat ani słowa… Czy to tylko zwykłe przeoczenie?…

Cezary Dąbrowski/www.zawszepolska.eu /12.I.2012/

***

Nie żyje Pan Zwierzyniec

W wieku 97 lat zmarł w niedzielę w Warszawie znany dziennikarz Michał Sumiński – autor telewizyjnego programu Zwierzyniec, podróżnik, autor książek o tematyce żeglarskiej

Największą popularność zdobył jako autor powszechnie oglądanego w latach 70 i 80 programu telewizyjnego dla młodzieży Zwierzyniec, w którym opowiadał o przyrodzie. Był zapalonym myśliwym i dziś niektórzy mówią że to podczas wypraw na polowania najczęściej poznawał przyrodę

Michał Sumiński był odznaczony m.in. Orderem Uśmiechu, miał także tytuł Honorowego Obywatela Warszawy

Wychowałem się na Zwierzyńcu. Zapamiętałem jak w którymś z programów pokazywał jak udawać myszkę. Próbowałem naśladować te dźwięki i okazało się że metoda świetnie działa. Podchodziły kuny, podlatywały sóweczki. Później przeżyłem szok, kiedy zobaczyłem go z zającem i strzelbą. Ale takie to były czasy, że prawie każdy przyrodnik był myśliwym. Dziś ci którzy są wrażliwi chodzą do lasu z lornetką i aparatem – powiedział jeden z przyrodników.

Był autorem książek: Rejsy bałtyckie (1950), Wiedza żeglarska (1951), Żeglarskie zwycięstwo (współautor Grażyna Wojsznis, 1951), Znad jezior (1954), Przez siedem jezior (współautor S. Wysocki, 1954), Gawędy o zwierzętach (2001).

Michał Sumiński urodził się 13 grudnia 1915 w Warszawie. Z wykształcenia był zoologiem. W czasie okupacji niemieckiej działał w ruchu oporu. Aresztowany w 1943 r. przez Niemców, więziony był na Pawiaku, a potem w obozach koncentracyjnych Auschwitz i Mauthausen-Gusen. Po wojnie wrócił do Polski.

Od sierpnia 1946 do 1949 r. w Zarządzie Głównym Ligi Morskiej w Warszawie pełnił funkcję Głównego Inspektora Wychowania Morskiego. Posiadając stopień jachtowego kapitana morskiego, od 1947 r. przez kilka lat był kapitanem jachtu Ligi Morskiej ‘Generał Zaruski’.

W latach 50 zajął się pracą literacką. Od 1958 r. pracował w Polskim Radiu, a następnie w Telewizji Polskiej, gdzie był m.in. kierownikiem redakcji reportaży Redakcji Naczelnej Audycji dla Polaków za Granicą.

sand/gw/pap /25.12.2011/

PAN ZWIERZYNIEC

Kanał Planete nakręcił dziesięć filmów o najlepszych w PRL programach telewizyjnych dla młodzieży. ‘Pan Zwierzyniec’ jest jednym z nich (wśród pozostałych znalazły się m.in. Klub Pancernych, Latający Holender, Ekran z Bratkiem i Niewidzialna Ręka)

Któż nie pamięta programu który emitowano w każdy poniedziałek przez 20 lat? Jego gospodarzem, prowadzącym i zarazem największym atutem był Michał Sumiński, niezapomniany gawędziarz, który jak nikt inny potrafił słowami kreślić niezwykły obraz świata zwierząt. Jego opowieści o spotkaniach z mieszkańcami polskich lasów, egzotycznymi drapieżnikami afrykańskiej sawanny czy domowymi myszami gromadziły przed ekranami telewizorów miliony młodych widzów. Uczył szacunku do natury, wrażliwości, tolerancji i ciekawości świata.

Film Sławomira W. Malinowskiego ukazuje Michała Sumińskiego nie tylko jako gwiazdę TVP. Opowiada też o jego radiowych początkach, podziemnej walce podczas okupacji oraz wyprawach na egzotycznych safari. ‘Pan Zwierzyniec’ to spotkanie z dobrym znajomym, którego sumiaste wąsy oraz charakterystyczna sylwetka i głos na zawsze zapisały się w pamięci kilku pokoleń. To nie tylko sentymentalna podróż w czasy dzieciństwa, ale także spotkanie z bogactwem polskiej przyrody. Atutem filmu są nie tylko piękne plenery, w których kręcono zdjęcia – jezioro Drużno czy nadleśnictwo Kwitajny – lecz także wspaniałe gawędy Michała Sumińskiego.

k.feu/rp /23-9-2010/

MICHAŁ JAN SUMIŃSKI

Ur. 13 grudnia 1915 w Warszawie, zm. 25 grudnia 2011 w Warszawie, polski podróżnik, zoolog, jachtowy kapitan żeglugi wielkiej i dziennikarz, autor książek o tematyce żeglarskiej i popularnego programu telewizyjnego Zwierzyniec

Był synem Stanisława i Janiny Sumińskich. Jego ojciec był doktorem zoologii, światowej sławy specjalistą od ważek. Prowadził zajęcia w gimnazjum i na uniwersytecie, gdzie miał służbowe mieszkanie w którym na trzecim piętrze, po lewej stronie za bramą przyszedł na świat Michał Sumiński. W czasie I wojny światowej, gdy miał 1.5 roku zmarła jego matka i wychowywały go dalej babcia Helena Sumińska i ciotka Janiszewska w 300-hektarowym majątku Leśniewo koło Ciechanowa. W wieku 10 lat dostał od ojca pierwszą strzelbę, a w wieku 13 lat przeniósł się na stałe do ojca do Warszawy na dalszą naukę

W czasie II wojny światowej działał w ruchu oporu. W 1943 był uwięziony na Pawiaku. Od kwietnia 1943 do stycznia 1945 przebywał w obozie w Oświęcimiu (więzień nr 119464), następnie (do maja 1945) był więźniem obozu w Mauthausen-Gusen (więzień nr 117307), gdzie 5 maja 1945 wyzwoliła go armia amerykańska. Przebywał potem krótko w Ebensee, gdzie pracował jako buchalter

Od lipca 1945 do sierpnia 1946 pracował w Pomorskiej Spółce Rybackiej w Bydgoszczy, gdzie zajmował się sprawami mieszkalno-socjalnymi rybaków przybywających na Ziemie Zachodnie. Od sierpnia 1946 do 1949 pracował w Zarządzie Głównym Ligi Morskiej w Warszawie, gdzie pełnił funkcję gł. inspekt. wych. morskiego. Od 1947 przez kilka lat był też kapitanem jachtu Ligi Morskiej ‘Generał Zaruski’. Od 1949 do 1950 był głównym inspektorem wyszk. morskiego w Komendzie Głównej POSP. Od 1950 do 1955 zajmował się pracą literacką. Od 1955 do 1958 był kierownikiem działu i zastępcą red. naczeln. Rozgłośni Kraj. Od 1958 pracował w Polskim Radiu, a następnie w Telewizji Polskiej, gdzie był m.in. kierownikiem redakcji reportaży Red. Naczeln. Audycji dla Polaków za Granicą

Od dziesiątego roku życia był zapalonym myśliwym. Był autorem popularnego w latach 70 i 80 programu telewizyjnego dla młodzieży Zwierzyniec. Jako gospodarz, w stroju leśniczego, w barwnych gawędach opowiadał o życiu i tajemnicach leśnych, popularyzując zagadnienia przyrodnicze. Do języka codziennego przeszły jego niecodziennie barwne zwroty, jak choćby ‘podchodzę bliżej w zarośla, a tu wyskakuje zając’. Prowadził także spotkania w szkołach o tej tematyce

Był członkiem ZBoWiD-u (od 1969) i PZPR-u

Był uhonorowany takimi odznaczeniami jak: Zasłużony Działacz Kultury Fizycznej (1964), Zasłużony Pracownik Morza (1965), Order Uśmiechu, był także Honorowym Obywatelem Warszawy (2009)

wikipedia.org /29.12.2011/

***

Andrzej Roman spłonął żywcem

Tragedia na Nowym Mieście. W mieszkaniu na parterze spłonął żywcem 84-letni Andrzej Roman, nestor dziennikarstwa sportowego. Strażacy którzy przybyli na ratunek nie mają złudzeń – mieszkanie zajęło się od niedopałka

Dziennikarz był namiętnym palaczem i wcześniej były u niego podobne interwencje. W sobotę pomoc przyszła za późno. W wyniku pożaru ucierpiał też sąsiad który próbował ratować Andrzeja Romana. Z poparzeniami trafił do szpitala. Trzeba było również ewakuować mieszkańców kamienicy bo budynek był mocno zadymiony

Tuż przed godziną 15 w sobotę z mieszkania na parterze budynku przy ul. Świętojerskiej 4/10 zaczął wydobywać się ogień. Zanim przyjechała straż pożarna, sami mieszkańcy próbowali pomóc Romanowi wydostać się z płonącej pułapki. Niestety, poruszający się o lasce starszy pan nie zdołał wyrwać się z szalejących w mieszkaniu płomieni. Kiedy na miejsce dotarli strażacy, w pomieszczeniu znaleźli nadpalone zwłoki 84-letniego Andrzeja Romana.

Według strażaków dziennikarz sam zaprószył ogień niedopałkiem papierosa. Od niego szybko zajęło się całe mieszkanie. W akcji ucierpiał również jeden z mieszkańców bloku który bohatersko próbował ratować życie sąsiadowi. Z poparzeniami trafił do szpitala. Jego życiu jednak nie zagraża niebezpieczeństwo. – Akcja trwała półtorej godziny. Na miejscu pracowały cztery jednostki straży. Musieliśmy ewakuować około 30 osób z budynku – relacjonował kpt. Michał Gigoła z biura prasowego Stołecznej Straży Pożarnej.

Już wcześniej dochodziły do nas sygnały że mężczyzna zostawia niedopałki papierosów. Były też interwencje straży pożarnej u niego w mieszkaniu – przyznał Mariusz Mrozek z biura prasowego Komendy Stołecznej Policji. – Na razie ustalamy przyczyny tej tragedii – dodał.

Andrzej Roman był dziennikarzem m.in. Kuriera Polskiego, Życia Warszawy i Tygodnika Solidarność. Specjalizował się w lekkiej atletyce i piłce nożnej. Relacjonował igrzyska olimpijskie w Monachium w 1972 r., Montrealu w 1976 r. i w Moskwie w 1980 r. Był kuzynem Zbigniewa Brzezińskiego, doradcy ds. bezpieczeństwa prezydenta USA Jimmy Cartera.

gb/łuw/su /19.12.2011/

Kategoria Polska

Comments