Dał nam wszystko

Rozmowa z ks. prałatem Zdzisławem Peszkowskim

Ksiądz profesor często widywał Jana Pawła II.

Byłem z Ojcem Świętym w wielu miejscach. W każde Boże Narodzenie i w każdą Wielkanoc byłem w Watykanie. To jedna z największych radości w moim życiu. Ojciec Święty mówił wtedy językiem takim bezpośrednim, ciepłym, nie urzędowym, to była wielka łask, być tam. A kiedy w USA pytano mnie, jaka jest główna tajemnica papieża Polaka, napisałem książkę pod tytułem ‚Jan Paweł II – mąż modlitwy’. Uważałem, że to jest esencjonalna rzecz, jakaś najbardziej mocarna w nim, że jest on przede wszystkim człowiekiem szalonej modlitwy. Widziałem go w modlitwie przy wielu okazjach.

Kardynał Dziwisz wspomina, jak Papież mówił, że przebacza temu, który do niego strzelał i modlił się słowami: Jezu, Maryjo, Matko moja. I kiedy przyjechali po zamachu do polikliniki, kiedy Ojciec Święty stracił przytomność i gdy kard. Dziwisz zdał sobie sprawę, że życie Papieża jest w śmiertelnym niebezpieczeństwie, to lekarze przeprowadzający operację dopiero po jej zakończeniu wyznali mu, że przystępowali do niej nie wierząc w to, że Papież przeżyje. A jednak przeżył. Modlił się i przeżył.

To była jego największa moc.

Jak ksiądz profesor myśli, jacy bylibyśmy dziś, jaka byłaby dziś Polska, Europa, gdyby nie było Jana Pawła II?

Bardzo trudno odpowiedzieć na takie pytanie. Ale weźmy choćby taki przykład. Oto polski Sejm w tym roku nominował mnie do Pokojowej Nagrody Nobla. To o czymś świadczy. Wcześniej nie było to możliwe. Polski Sejm wypowiedział się niedawno dwukrotnie w sprawie Katynia, czego nie zrobił przedtem nigdy. Albo jeszcze inna rzecz. Organizowaliśmy Międzynarodową Konferencję Prawda, Pamięć, Tożsamość Katynia i Golgoty Wschodu. Miała się ona odbyć w jakiejś sali i nie kto inny, tylko marszałek Sejmu Marek Jurek powiedział, a dlaczego nie w Sejmie? I rozpoczynałem tę konferencję mszą świętą w samym Sejmie.

Pamiętamy, co nam mówił Jan Paweł II? Żyjemy tak, jak o to prosił?

Radio Maryja codziennie nadaje dwa fragmenty bezpośrednich wystąpień Jana Pawła II. I jak kilka dni temu posłuchałem, co Ojciec Święty mówił na warszawskiej Agrykoli, pomyślałem: Jezus Maria, przecież ja tam byłem, tuż koło Ojca Świętego. Człowiek się cieszył, że on jest, że do nas mówi. Radość była tak wielka, że jak ja to usłyszałem teraz po iluś latach, pomyślałem: czy on to powiedział naprawdę? Przecież on to powiedział w Warszawie tak mocno, z taką miłością, taką pasją, żebyśmy byli inni, żebyśmy byli prawdziwi. Jak patrzę na ten okres czasu, myślę o jakiejś wibracji uczuć, o jakimś darze Bożym, że mieliśmy Ojca Świętego. W najtrudniejszym czasie, w czasie stanu wojennego, Ojciec Święty dał nam Dziesięć Przykazań, zasadniczą rzecz, żeby być porządnym, dobrym, po prostu żyć według tych Dziesięciu Przykazań. To co on mówił, za mało do nas trafiało, nawet do kapłanów, nawet do biskupów. Wtedy skorzystał z okazji, że był blisko polskiej granicy i w Skoczowie powiedział jedno z najmocniejszych kazań, o człowieku sumienia. Wiem, że nawet ten Oleksy się wściekał, miał jakieś uwagi, a my 17 razy przerywaliśmy Ojcu Świętemu oklaskami jego przemówienie, żeby oddech wziął i żeby powiedział nam to, co bardzo chciał nam powiedzieć, coś zasadniczego, o człowieku sumienia. Podczas każdego pobytu w Polsce okazywał nam taką miłość, taką troskę o nas, w swoich kazaniach dotykał każdego nerwu naszego życia. A po śmierci kard. Wyszyńskiego Ojciec Święty wziął na siebie cały ciężar
ratowania nas.

A my?

Z bólem muszę powiedzieć, że myśmy go słuchali, podniecali się, wzruszali, byliśmy oczarowani, tylko nie poszliśmy w głębię tego, co nam mówił. I kiedy przed paru dniami słuchałem nagrania Ojca Świętego z Agrykoli, a w naszym Sejmie akurat był taki bałagan pioruński, pomyślałem: hej, posłowie, to ja wam jeszcze raz podrzucę coś bardzo wielkiego, co on nam na tej Agrykoli mówił. A mówił nam tak mocno, tak zdecydowanie, że jesteśmy w stanie być lepsi, silni.

Polacy powinni dziękować Bogu za to wszystko, co dokonało się w Polsce i na całym świecie podczas pontyfikatu Jana Pawła II. Na naszych oczach zmieniały się systemy polityczne, ekonomiczne, społeczne, ludzie w wielu krajach odzyskali wolność i poczucie godności – to słowa następcy papieża-Polaka, Benedykta XVI, wypowiedziane w Polsce. Czy dziękujemy Bogu za Jana Pawła II wystarczająco, tak jak powinniśmy?

W żadnym wypadku. Nasze podziękowania powinny przede wszystkim podążać w jednym kierunku – wprowadzania w życie tego, co on do nas mówił, o co nas prosił. Na kolanach powinniśmy Bogu dziękować za Jana Pawła II, który poza wszystkim też rozsławił imię Polski, jak nigdy nikt. Przecież wszędzie gdzie był, wszyscy najpierw musieli wiedzieć, co to są te jakieś Wadowice, co to jest ta Polska, gdzie jest ten kraj. Dla Polaków, dla Polonii na całym świecie, to niesamowite. I później Ojciec Święty wbija nas w ścianę choćby tym słynnym totus tuus, czy czymś innym. To było szaleństwo. Byłem z Ojcem Świętym w wielu miejscach. Kiedyś w Nairobi, czy gdzieś w Afryce, nigdy tego nie zapomnę, ogromny tłum czarnoskórych, Jan Paweł II idzie przez ten tłum, do dzieci czy do chorych i nagle bałagan się robi, popłoch. A on odskoczył na bok, bo gdzieś daleko zobaczył polską flagę. Podszedł, ucałował ją i wrócił na swój szlak. Gdzie tylko pojechał, zawsze domagał się spotkania z Polakami, a są przecież rozrzuceni po całym świecie. I przygarniał ich, dawał im znak, że należy do nich. Jeżeli więc chodzi o rozsławienie imienia Polski i w dodatku z taką kulturą, z taką miłością, niosąc przesłanie pokoju, wszędzie klękając przed krajem odwiedzin, to było wielkie. On przyniósł nam Polskę Świętego Milenium, Polskę ogromnej kultury. I za to musimy nieustannie Bogu dziękować. Jeszcze jedno, Ojciec Święty miał wielką pasję specjalną, wszyscy o tym wiedzieli. Gdziekolwiek był, absolutnie musiał spotkać się z chorymi. Napisałem zresztą książkę, w której na każdy dzień dawałem chorym jakąś wypowiedź Ojca Świętego. Kiedy w Krakowie, w kościele Ojców Franciszkanów, tam gdzie jest ten śliczny witraż Wyspiańskiego, po raz pierwszy spotkał się z chorymi jako Papież, powiedział do nich: Moja moc z was, a moja moc, to jest Chrystus, a wy jesteście najbliżej Chrystusa. I dał tym chorym znak, że liczy na nich. I tak nazwałem moją książkę: ‚Moja moc z was’.

Nie lękajcie się! Otwórzcie na oścież drzwi Chrystusowi, jego zbawczej władzy, otwórzcie granice państw, systemów politycznych, ekonomicznych, szerokie obszary kultury, cywilizacji, rozwoju. Tak Jan Paweł II mówił 22 października 1978 r. na początek swego pontyfikatu. Czy to najważniejsze słowa, jakie Ojciec Święty wypowiedział?

Jedne z najważniejszych. Później mówił, jak to praktycznie zrobić, by przestać się bać. On przyniósł z Polski, z tej Golgoty Wschodu i z Golgoty Zachodu coś niesamowitego, coś wielkiego. Mówiąc: Nie bójcie się, chciał nam powiedzieć, że nie ma w nas miejsca dla lęku, bo jeżeli jesteśmy z Bogiem i Matką Najświętszą, to nie ma siły, która by nas złamała, jeśli sami nie pójdziemy na jakieś taryfy ulgowe. Poza tym jego ogromna moc, kiedy patrzył nie tylko na Polskę, nie tylko na te prześladowania, ale na cały świat i widział, że ten świat jest sparaliżowany, przede wszystkim przez bolszewię i tu powiem o jednej z najistotniejszych rzeczy. Trzy czy cztery tygodnie przed Rewolucją Bolszewicką pokazuje się Matka Najświętsza w Fatimie i prosi, żebyśmy się nie bali, daje nam wizję, że jest Chrystus Pan. Rozmawiałem z siostrą Łucją, byłem kiedyś u niej. Kiedy Ojciec Święty był ranny, kiedy jego życie wisiało na włosku, wtedy bardzo poważnie wziął to zagadnienie Fatimy, był przeniknięty tą tajemnicą fatimską. Matka Boska wtedy powiedziała, że o Rosję trzeba się modlić, a poza tym, jeżeli się nie zmienimy, będzie strasznie. Dała nam też do zrozumienia, że jedna z największych zaraz, to bolszewia, która wywraca wszystko do góry nogami, sumienie człowieka, jego myślenie, uczucia, prawdę. W mojej pracy w Golgocie Wschodu, najważniejsze jest, by jasno powiedzieć, że my nie pójdziemy nigdy na ustępstwa, co do prawdy. Nie chodzi o przebaczenie, bo jest oczywiste, że przebaczamy, ale o to, że cała prawda musi być pokazana.

Jan Paweł II był też wspaniałym twórcą.

Tu coś bardzo ważnego chcę powiedzieć. Kochając Ojca Świętego, robiąc ogromny wysiłek, żeby go zrozumieć, żeby przekazać jego główne przesłania przede wszystkim młodzieży poza Polską i ludziom, z którymi się spotykam, mówię o jego poezji. Kiedyś domagałem się, żeby Ojciec Święty dostał nie Pokojową Nagrodę Nobla, ale Nobla za literaturę. Już kiedy pisał wiersze nie będąc jeszcze księdzem, ta jego poezja była fantastyczna. Dzięki temu wszystkiemu, co on napisał, a jest to przetłumaczone na prawie wszystkie języki, można było go dotknąć poprzez to właśnie. I za twórczość literacką powinni byli dać Ojcu Świętemu Nagrodę Nobla. Jan Paweł II bardzo starał się nas zrozumieć i nam pomóc. I dlatego dał nam dwie ostatnie w swoim życiu książki, książki fantastyczne. W pierwszej z nich pierwsze słowo, jakie nam daje, to: zdumienie. I domaga się od nas, od każdego z nas, mniejszego, czy większego inteligenta, żebyśmy po prostu byli filozofami. To zdumienie jest jedną z naszych pasji. A druga z tych książek, to ‚Pamięć i tożsamość’. Stawia nam w niej zadanie na okres do końca tego wieku. Musimy pamiętać, zachować pamięć. Nie ma jakiegokolwiek fragmentu naszego życia, którego Ojciec Święty by nie dotknął, nie objął. Powinniśmy to wszystko przyjąć i to na klęczkach.

Przez ponad 26 lat Jan Paweł II uczył ludzi na całym świecie i prosił ich, by byli mądrzejsi i lepsi.

I żebyśmy się nie bali, żebyśmy nie byli tchórzami. Taka esencja na koniec, że Jan Paweł II dał nam wszystko. Nawet jak biznes robić też nam powiedział. Każdy z nas do końca życia powinien dziękować Bogu, że w naszych czasach stało się coś tak fantastycznego. Dlatego proszę Pana Boga, żebym jeszcze trochę mógł pożyć, a mam już 88 lat, między innymi po to, bym jeszcze mógł coś przekazać innym.

Rozmawiał Cezary Dąbrowski

Kategoria Wiara

Comments

Masz coś do przekazania?