Kamil Stoch podziękował Bogu

Chciałbym podziękować Panu Bogu za wszystko co było i wszystko co przede mną – powiedział Kamil Stoch podczas gali 79 Plebiscytu „Przeglądu Sportowego” na Sportowca Roku

Kamil Stoch w plebiscycie na sportowca roku zajął drugie miejsce. Natomiast najwięcej głosów otrzymała również narciarka, tyle że biegaczka Justyna Kowalczyk. Trzecie miejsce przypadło rzucającemu młotem Pawłowi Fajdkowi. A dwa kolejne zajęli tenisistka Agnieszka Radwańska i piłkarz Robert Lewandowski

Mistrz świata w skokach narciarskich Kamil Stoch nie mógł być obecny podczas gali wręczenia nagród. Przebywał w tym czasie w Austrii, gdzie były zawody Pucharu Świata w lotach narciarskich. W nagranym materiale przekazanym telewizji podziękował kibicom którzy oddali na niego głosy oraz swojej rodzinie. Padły w nim też szczególne podziękowania: – Chciałbym podziękować Panu Bogu za wszystko co było i wszystko co jeszcze przede mną – powiedział nasz skoczek.

Przed dwu laty w wywiadzie dla jednej z gazet Stoch przyznał: „Ja się żegnam zawsze przed wyjściem na belkę. Od małego. I to nie wynika ze strachu, tylko jest znakiem wiary w Boga. Każdy skok oddaję Panu Bogu”.

mm/kai/tvp /12.I.2014/

***

Normalne skoki po złoto

Pięć dni po źle zakończonym konkursie na średniej skoczni Kamil Stoch sięgnął po złoty medal mistrzostw świata na dużym obiekcie w Predazzo. Przyznał że wpadł z emocjonalnej skrajności w skrajność, ale tym razem łez nie było… Dla przypomnienia na mniejszej skoczni Polak był ostatecznie ósmy, choć po pierwszej serii zajmował znakomite 2 miejsce…

Rozmowa z Kamilem Stochem

Jaka była pana pierwsza reakcja po lądowaniu w finałowej serii?

Wiedziałem że oddałem świetny skok, ale nie miałem pojęcia jakie da miejsce. Będąc jeszcze na górze słyszałem że Słoweniec Prevc i Norweg Jacobsen skoczyli naprawdę dobrze… Ale nie wiedziałem jak daleko i ile dostali punktów… Po swojej próbie musiałem więc czekać nerwowo na ostateczne wyniki…

W ostatnim tygodniu zafundował pan więc sobie prawdziwą huśtawkę emocji…

Rzeczywiście wpadłem ze skrajności w skrajność, ale tym razem łez nie było… Była taka mieszanina emocji że nawet nie miały czasu popłynąć.

Trudno było się panu pozbierać po tym 8 miejscu na średniej skoczni?

Szczerze mówiąc te kilka dni były dużo łatwiejsze niż to co się działo po fatalnym rozpoczęciu sezonu, aż do zawodów w Engelbergu. To był naprawdę trudny okres, ale daliśmy radę. Dużo nauczyłem się w swojej karierze, ale to na pewno nie jest jeszcze koniec tej nauki. Myślę że przede mną jeszcze wiele wzlotów i upadków…

Jak się pan czuł przed samym konkursem?

Czułem że jest dobrze, ale też oczywiście wiedziałem że skoki to bardzo nieprzewidywalny sport i najmniejszy błąd może decydować czy wygrywasz, czy wypadasz z najlepszej dziesiątki…

Na średniej skoczni po pierwszej serii był pan drugi, tym razem pan prowadził. Czy przewaga dawała jakiś komfort psychiczny?

Przewaga po pierwszej serii nie dała mi spokoju, tylko świadomość że dobrze skoczyłem. Przy dzisiejszym sposobie punktowania ona mogła błyskawicznie zniknąć, dlatego wiedziałem że po prostu muszę zrobić swoje.

Był stres przed finałowym skokiem?

Było nerwowo, ale nie tak jak na średniej skoczni… Ten konkurs dużo mnie nauczył. Miałem w głowie bardzo mocno zakodowane co mam zrobić, że mam skoczyć normalnie i to w zupełności wystarczy. W myślach powtarzałem sobie tylko elementy techniczne, które miałem należycie wykonać. Reszta się nie liczyła. Oba skoki były takie jakie powinienem oddawać zawsze w zawodach.

Szykuje się świętowanie?

Oczywiście, ale dziś na pewno skromnie, bo już w piątek treningi, a w sobotę zawody drużynowe. Odbijemy sobie to po sezonie…

pap /28.II.2013/

***

Stocha cudowna powtórka z Małysza!

Kamil Stoch został mistrzem świata na dużej skoczni w Predazzo! Uczynił to dokładnie 10 lat po tym jak taki sam sukces na tej samej skoczni osiągnął Adam Małysz!

Konkurs rozpoczął się od skoku Szwajcara Marca Grigoliego na 110 metr. 115.5 m skoczył reprezentant gospodarzy Roberto Dellasega. Raczej niespodziewanie dobry skok na 121 m oddał Estończyk Kaarel Nurmsalu i z notą 130 punktów na dłużej objął prowadzenie w konkursie.

Po skoku 13 zawodnika ze względu na silny wiatr w plecy sędziowie zdecydowali o podniesieniu belki startowej z 19 na 21 pozycję. Po chwili 122 m skoczył Francuz Vincent Descombes-Sevoie, ale nie miał szans na wyprzedzenie Nurmsalu. Bardzo ładny skok na 127.5 oddał Japończyk Daiki Ito i o 5.4 punktu wyprzedził Estończyka.

Po Ito na rozbiegu stanął pierwszy z Polaków – Dawid Kubacki. Skoczył 126.5 m i zajął 2 pozycję ze stratą 5 punktów do Japończyka.

Kubackiego wyprzedził Austriak Manuel Fettner – 126.5 m. Po nim na belce usiadł Piotr Żyła i poleciał na odległość 124 m. 127.5 m skoczył Niemiec Andreas Wank i zepchnął Ito z fotela lidera.

Dobry skok na 126 m oddał Austriak Thomas Morgenstern, ale przewrócił się na linii oznaczającej koniec strefy lądowania i otrzymał od sędziów słabe noty za styl.

125 m skoczył Maciej Kot i o 0.1 punktu wyprzedził Kubackiego. Kot, Kubacki i Żyła byli już w tym momencie pewni występu w serii finałowej.

Nowym liderem został Austriak Wolfgang Loitzl po skoku na 128.5 m. Dwa metry dalej skoczył Niemiec Michael Neumayer, ale przez słabsze noty za styl nie wyprzedził Austriaka.

130.5 m w pięknym stylu skoczył brązowy medalista z mniejszego obiektu – Słoweniec Peter Prevc i został nowym liderem.

Jeszcze dalej – 131.5 m – i w jeszcze ładniejszym, zdaniem sędziów, stylu skoczył Kamil Stoch /dostał nawet jedną 20/ i objął prowadzenie!

Stoch liderował po pierwszej serii – 144.9 pkt, drugi był Prevc – 139.8, a trzeci Norweg Anders Jacobsen – 138.4.

Serię finałową niezłym skokiem na 126.5 m zaczął Descombes-Sevoie. 125 m skoczył 40-letni Japończyk Noriaki Kasai. Legendarny skoczek stawał na podium mistrzostw świata w Val di Fiemme przed dziesięciu laty, kiedy triumfował tu Małysz.

125.5 m uzyskał Morgenstern i objął prowadzenie. 126.5 m, a więc o dwa i pół metra dalej niż w pierwszej serii, skoczył Żyła i zajął miejsce za Austriakiem.

126 m dało Kubackiemu miejsce tuż za Żyłą. Tylko 122.5 m skoczył Kot i spadł na dalszą lokatę.

Z 16 pozycji po pierwszej serii atakował Schlierenzauer. 128.5 m z obniżonego rozbiegu dało mu znaczną przewagę nad Morgensternem. O metr dalej od Schlierenzauera skoczył Niemiec Severin Freund, ale nie wyprzedził Austriaka.

Znakomity skok na 132 m oddał Czech Jan Matura i wysoko zawiesił poprzeczkę kolejnym rywalom. O pół metra dalej wylądował słynny Szwajcar Simon Ammann, ale Czecha nie pobił.

128.5 m pozwoliło Niemcowi Richardowi Freitagowi wskoczyć między Maturę a Ammanna. Aż 132.5 skoczył Loitzl i to on został nowym liderem.

Skok na 131 m wywindował na pierwsze miejsce Jacobsena. Chwilę później o pół metra bliżej lądował Prevc i zajął miejsce przed Norwegiem, co zapewniło mu drugi medal na tych mistrzostwach.

130 M SKOCZYŁ KAMIL STOCH I ZOSTAŁ MISTRZEM ŚWIATA!!! POLAK MISTRZEM ŚWIATA!!! WIELKI SUKCES!!!

int. /28.II.2013/

***

To mistrzostwa Norwegii

Aż siedem Norweżek jest w pierwszej dwunastce Pucharu Świata w biegach narciarskich, a walkę nawiązała z nimi tylko Justyna Kowalczyk. Jej trener Aleksander Wierietielny uważa że Norwegowie powinni dziękować Polce, bo bez niej ten sezon byłby nudny

– Norwegowie powinni się cieszyć że Justyna nawiązała z nimi walkę i jej dziękować. Gdyby nie ona ten sezon byłby bardzo nudny, a nawet wywoływałby jakieś podejrzenia. Dziwne byłoby że nagle nikt nie potrafi osiągać takich wyników jak Norweżki – powiedział Wierietielny

Zawodniczki z kraju fiordów niesamowity postęp zrobiły w ciągu nieco ponad dwóch lat.

Mistrzostwa świata w Libercu w 2009 r. były dla Norweżek totalną klapą. Zdobyły tam tylko jeden srebrny medal, a teraz kompletnie zdominowały Puchar Świata. Trzeba przyznać że to nieprawdopodobne, dlatego ja się bardzo cieszę że Justyna, zdrowa dziewczyna, nie mająca jakichś tam chorób, potrafi z nimi walczyć – dodał trener narciarki z Kasiny Wielkiej.

W cyklu 2011/12 na podium aż 19 z 21 biegów na dystansach stawały co najmniej dwie reprezentantki kraju fiordów.

Szwedka Charlotte Kalla to mistrzyni olimpijska, Finka Aino-Kaisa Saarinen to mistrzyni świata, te dziewczyny wielokrotnie pokazywały że umieją szybko biegać. Na pewno też ciężko trenują, a jednak teraz do poziomu Norweżek nie są w stanie na dłużej się zbliżyć – powiedział Wierietelny.

Sama Kowalczyk zwraca natomiast uwagę że na zmianę układu sił w Pucharze Świata miało wpływ zakończenie kariery po poprzednim sezonie kilku czołowych zawodniczek, a także wskazuje kto może zacząć odgrywać coraz większą rolę.

Nie ma już Słowenki Petry Majdic, Włoszek Arianny Follis i Marianny Longi. Puste miejsca wypełniły młode Norweżki i z Pucharu Świata zrobiły się mistrzostwa Norwegii. Dla mnie jednak największą niespodzianką tego sezonu są Amerykanki. Cała drużyna zrobiła niesamowity postęp. Będą bardzo mocne w technice dowolnej i oczywiście w sprintach. Już w tym sezonie małą Kryształową Kulę w tej specjalności wywalczyła Kikkan Randall – wyjaśniła mistrzyni olimpijska z Vancouver.

wk-p/pap /18.III.2012/

***

Wspaniały bieg Kowalczyk

W masowym biegu na 10 kilometrów techniką klasyczną w Falun – zaliczanym do klasyfikacji Pucharu Świata – Justyna Kowalczyk pokazała wielką klasę i odniosła pewne zwycięstwo. A Norweżka Marit Bjoergen była tym razem czwarta. Liderka PŚ przybiegła wolniej od Justyny o 21.7 s.

Była to trzecia, przedostatnia, konkurencja wieńczącego sezon 2011/12 finału. Dzięki zwycięstwu Kowalczyk awansowała w klasyfikacji finału Pucharu Świata na 2 miejsce. Do Bjoergen traciła 6.4 s. Właśnie o tyle za Norweżką ruszyła w niedzielę na trasę biegu na dochodzenie na 10 km techniką dowolną

W klasyfikacji generalnej PŚ prowadząca Bjoergen miała nad Kowalczyk 160 punktów przewagi. Teoretycznie Polka wciąż miłaa szanse na czwartą z rzędu Kryształową Kulę, bo za zwycięstwo w niedzielnym biegu otrzymuje się ich aż 200. By ten scenariusz się ziścił Polka musiałaby wygrać, a Norweżka zająć maksymalnie 14 miejsce.

10 km techniką klasyczną:

1. Kowalczyk 32:03.7
2. Heidi Weng (Norwegia) strata + 15.3
3. Therese Johaug (Norwegia) + 16.3
4. Bjoergen +21.7
5. Kristin Stoermer Steira (Norwegia) + 1:06
6. Charlotte Kalla (Szwecja) 1.11.6
7. Maiken Caspersen Falla (Norwegia) 1.12.3
8. Marthe Kristoffersen (Norwegia) 1.12.7
9. Martine Ek Hagen (Norwegia) 1.12.9
10. Anna Haag (Szwecja) 1.15

int.pl /17.III.2012/

I ODJECHAŁA JAK CHCIAŁA

Justyna Kowalczyk wygrała w Falun bieg na 10 km techniką klasyczną, trzecią konkurencję finału Pucharu Świata

Obudziłam się dość wcześnie i wcale nie czułam że będę tego dnia jakoś wyjątkowo silna. Zjadłam śniadanie i poszłam na zakupy. Trwały ze dwie godziny; kupiłam dla rodziny i znajomych trochę pamiątek z Falun – powiedziała Kowalczyk.

Narciarka z Kasiny Wielkiej w sobotę znów pokazała jak mocna jest w stylu klasycznym. Od początku biegła w towarzystwie trzech Norweżek. Po nieco ponad połowie dystansu z tego grona niespodziewanie zaczęła odpadać Bjoergen. Polka zwietrzyła szansę i jej nie zmarnowała.

Planowałam biec spokojnie, czaić się za Norweżkami, tak jak to one zwykle robią za mną. Zaskoczyło mnie że Marit odstaje, a podczas pierwszego podbiegu pod Moerdarbakken widziałam też że Johaug biegnie niemal na sto procent, ja za to miałam rezerwy. Podkręciłam więc w końcu tempo i odjechałam jak chciałam – przyznała mistrzyni olimpijska z Vancouver.

Kluczem do sukcesu nie była jednak tylko świetna forma.

Wielkie słowa uznania dla serwismenów. W stylu klasycznym przygotowanie nart ma wielkie znaczenie, a moje spisywały się dziś świetnie. Ten sztuczny śnieg tutaj jest już miejscami bardzo brudny, twardy i zlodowaciały lub dla odmiany miękki jak ciapa, a moje narty w każdych warunkach jechały świetnie – zachwalała Kowalczyk.

Trener Kowalczyk Aleksander Wierietielny po zwycięstwie w Falun: – Justyna lubi klasyki, a jak ma dobrze przygotowane narty to wręcz uwielbia. Dziś wszystko nam dobrze wyszło. Marit Bjoergen nie jest z żelaza. Norweżka wygrała z rzędu pięć poprzednich biegów i to ją musiało kosztować dużo sił. Jutro pewnie będzie już świeża i bardzo mocna. Zawodniczki czeka bieg techniką dowolną, dlatego mimo że Justyna ma tylko sześć sekund straty, będzie jej bardzo trudno walczyć o zwycięstwo w finale Pucharu Świata. Moim zdaniem Bjoergen wcale nie będzie na nią czekać po starcie, tylko od razu mocno ruszy. Justyna natomiast musi równo pokonać cały dystans, a nie szarpać się od początku, bo zawodniczki z tyłu też będą groźne.

wk-p/pap /17.III.2012/

***

Przecież to ‘królowa Moerdarbakken’

W szwedzkim Falun w kolejnych zawodach Pucharu Świata w biegach narciarskich Justyna Kowalczyk zajęła 4 miejsce. Znów bezkonkurencyjna okazała się liderka klasyfikacji generalnej Norweżka Marit Bjoergen

Piątkowy etap liczył zaledwie 2.5 km, ale trasa była bardzo wymagająca. Zawodniczki miały do pokonania morderczy podbieg na Moerdarbakken (Mordercza Góra), a później stromy zjazd

Jako pierwsza z faworytek na trasę ruszyła Kristin Stoermer Steira. Norweżka biegła dobrze i uzyskała na mecie czas 7.08.7. Wydawało się że wyprzedzi ją jej rodaczka Therese Johaug, ale uzyskała ona gorszy czas o pół sekundy. Niespodziewanie na prowadzenie wyszła inna Norweżka – Marthe Kristoffersen, która pokonała trasę w czasie 7.05.8.

Justyna Kowalczyk ruszyła ósma od końca. Na pierwszym pomiarze (1.2 km) była początkowo trzecia, tracąc do Kristoffersen półtorej sekundy. Na mecie Kowalczyk zameldowała się z czasem gorszym od Kristoffersen o 2.8 s. To przekreśliło szanse Polki na miejsce na podium, bo na trasie były jeszcze groźne rywali z Bjoergen. Świetnie biegła reprezentantka gospodarzy Charlotte Kalla. Szwedka na mecie zepchnęła Kristoffersen z pierwszego miejsca, Kowalczyk spadła na trzecie, a ostatecznie na czwarte, bo Bjoergen znów była bezkonkurencyjna. Norweżka przybiegła w czasie 6.54.4 i jako jedyna złamała barierę 7 minut. Kowalczyk do zwyciężczyni straciła 14.2 s.
Trasa bardzo ciężka, ale tego należało się spodziewać. Przecież zwyciężczyni nazywana jest ‘królową Moerdarbakken’, czyli jednego z największych podbiegów w całym Pucharze Świata. 2.5 km to taka dziwna konkurencja, zbyt długa na sprint, a jednocześnie nie jest typowo wytrzymałościowa – powiedziała na mecie Kowalczyk.

Mistrzyni olimpijska z Vancouver awansowała na czwarte miejsce w klasyfikacji finału PŚ. Do Bjoergen traci 50.1 s, ale do zajmującej 3 miejsce Rosjanki Julii Iwanowej już tylko 3.6 s. Druga jest Kalla.

W klasyfikacji łącznej PŚ prowadząca Bjoergen ma nad Kowalczyk 170 punktów przewagi. Choć do zdobycia pozostało ich jeszcze 250, to szanse Polki na czwarty triumf z rzędu są czysto teoretyczne.

Nie da się ukryć że nie jestem już w tak dobrej formie jak jeszcze miesiąc temu. To jednak zupełnie normalne w biegach narciarskich. Taka jest fizjologa. Są tacy którzy potrafią tę fizjologię prześcignąć, ale nie ma ich wielu. Mój organizm reaguje tak jak w wielu książkach mądrzy ludzie napisali. Dlatego jestem zadowolona że wciąż mogę zajmować miejsca w pierwszej piątce – oceniła nasza narciarka z Kasiny Wielkiej.

Finał PŚ rozgrywany jest na podobnej zasadzie co Tour de Ski. W ostatnim, niedzielnym, biegu na dochodzenie zawodniczki wystartują z zachowaniem różnic czasowych, jakie wypracowały wcześniej. Na sobotę zaplanowano bieg ze startu wspólnego na 10 km techniką klasyczną.

Dzisiejszy bieg był trudny, przed nami jeszcze dwa i koniec. Nie będę ukrywać, jesteśmy już wszyscy bardzo zmęczeni i nie możemy się doczekać niedzieli – podsumował trener Justyny – Aleksander Wierietielny.

2.5 km techniką dowolną:
1. Bjoergen 6.54.4
2. Kalla 6.2 s
3. Kristoffersen 11.4
4. Kowalczyk 14.2
5. Steira 14.6
6. Johaug 15.3
7. Kikkan Randall (USA) 15.6
8. Jessica Diggins (USA) 16
9. Martine Ek Hagen (Norwegia) 16.7
10. Riitta-Liisa Roponen (Finlandia) 19

int.pl /16.III.2012/

***

Kowalczyk znokautowała rywalki!

Wielkie święto sportowe w Szklarskiej Porębie! Na Polanie Jakuszyckiej w biegu na 10 km stylem klasycznym Pucharu Świata Justyna Kowalczyk znokautowała rywalki i odzyskała pozycję liderki! Jej najgroźniejsza konkurentka, druga na mecie Marit Bjoergen straciła do niej aż 36 sekund, a trzecia Therese Johaug – ponad 50 sekund!

Kiedy Polka ruszyła na trasę z kilku tysięcy gardeł rozległo się głośne: ‘Justyna! Justyna!’

Bieg miał dać odpowiedź, czy Justyna Kowalczyk na własnych trasach jest w stanie pokonać koalicję Skandynawek, a przede wszystkim wyprzedzić w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata największą swoją konkurentkę, Bjoergen.

Kowalczyk dzięki mocnej pracy rąk przemknęła pod trybunami. Można było mieć obawy że niesiona dopingiem zacznie za ostro. Rozwiewał je prezes PZN-u Apoloniusz Tajner. – Justyna nie zaczęła za ostro. Widać że ma jeszcze rezerwę – mówił.

Jego słowa potwierdziły się, kiedy okazało się że na pierwszym punkcie pomiarowym, ulokowanym na ciężkim podbiegu na 1.8 km, Polka traci do Therese Johaug 0.7 sekundy, a do Marit Bjoergen 1.8 s. Zawodniczki musiały się tam wspiąć z poziomu 880 m n.p.m na wysokość 960 m n.p.m. i to wszystko zaledwie na odcinku 500 metrów! Justyna rozkręciła się szybko i po trzech kilometrach już ona była najszybsza (o 2.6 s przed Bjoergen).
Biegaczka z Kasiny Wielkiej złapała wiatr w żagle i mknęła przez gęstą mgłę z niesamowitym tempem. Do tego stopnia że gdy na koniec pierwszej pętli pojawiła się znowu w okolicach trybun, kibice nie zdążyli nawet zorganizować dopingu: ‘Justyna!’, tylko podniosła się spontaniczna wrzawa.

Na podbiegu drugiej pętli, na dystansie 6.8 km przewaga Polki nad dotychczasową liderką Pucharu Świata była miażdżąca i wynosiła 27.4 s, po ośmiu kilometrach przekraczała nawet 36 s! To był nokaut! Zwycięstwa nikt i nic jej nie mogło zabrać!

Kowalczyk w Szklarskiej Porębie wygrała 21 raz w karierze, szósty raz w tym sezonie i pierwszy raz przed wspaniałymi polskimi kibicami.

Puchar Świata, 10 km klas.: 1. Justyna Kowalczyk 28:43.9 min, 2. Marit Bjoergen 36.1 s straty, 3. Therese Johaug 50.9

mb/int.pl/onet /18.II.2012/

 

***

Kamil robi wszystko na sto procent

Łukasz Kruczek doprowadził Kamila Stocha do pięciu zwycięstw w Pucharze Świata i łącznie 10 miejsc na podium. W tym sezonie punkty w Pucharze Świata zdobywało już pięciu polskich skoczków

Rozmowa z Łukaszem Kruczkiem, trenerem kadry skoczków

Trudno być trenerem Kamila Stocha?

A czy są zawodnicy, których trenować łatwo?

Kamil się jednak wydaje wyjątkowy. Ciągle analizuje siebie, sam szuka pomocy psychologa…

Myślę że każdy skoczek analizuje siebie, ale nie każdy o tym mówi. I nie każdemu to wychodzi na dobre. Czasem trzeba przyjąć najprostsze rozwiązanie. Pod tym względem Kamil jest bardzo karny. Robi wszystko na 100 procent. A jeżeli nie jest do czegoś przekonany to mówi o tym.

W tym sezonie już zdobył więcej punktów niż w całym poprzednim, choć do końca daleko. W Predazzo w niedzielę wygrał pięknie, nawet noty za styl miał lepsze od Gregora Schlierenzauera.

Kamil skacze ładnie. Jeżeli się nie zachwieje przy lądowaniu albo jednej nogi nie trzyma w locie nieco wyżej, to nie ma za co odejmować punktów: ani nartami nie wachluje, ani ich nie krzyżuje. Skacze jakby od niechcenia, a to znak że jest w formie.

W Predazzo kolejny raz po słabych treningach przyszedł lepszy pierwszy konkurs i świetny drugi. To jakiś plan?

Nie ma planu, tak wychodzi. Kamil jest bardzo delikatny jeżeli chodzi o motorykę. Reaguje na wszelkie zmiany: na dłuższe podróże, mocniejsze treningi. Tak było choćby w Sapporo, pierwsze dni były trudne, a po powrocie potrzebował więcej czasu niż inni by odpocząć. Poza tym częściej eksperymentujemy podczas treningów.

Jest problem gdy Kamil prowadzi po pierwszej serii? W Innsbrucku i Sapporo nie utrzymał pierwszego miejsca.

Wygrywania trzeba się nauczyć. Dla niego przełomowe były zwycięstwa w letnich Pucharach Kontynentalnych dwa lata temu. Posmakował jak to jest prowadzić. Teraz się oswaja z tą sytuacją na wyższym poziomie. On jeszcze nie pokazał wszystkiego.

W Predazzo powiedział: za rok, gdy będą tu mistrzostwa świata, pierwsze i siódme miejsce mi nie wystarczy.

Jest ambitny, pamiętam jak kiedyś przed zawodami w Niemczech mówił: ‘Chcę być najlepszy na świecie. Nie wiem jak długo mi to zajmie, obiecać niczego nie mogę, ale to jest mój cel’.

Zwykle jednak chowa się za deklaracjami o dobrych skokach. To dobrze że zaczął mówić odważniej?

Najważniejsze jest co Kamil robi na skoczni. Wie że może wygrać z każdym.

Schlierenzauer mówi że właśnie się tworzą skoki przyszłości: kto się nie przestawi na nowy styl, nie będzie się liczyć. Co ma na myśli?

To się nie zaczęło teraz, tylko rok temu. Zmianę wymusiły przepisy o skróceniu nart. Trzeba się odbijać pod innym kątem, bo narty już nie mają tak dużej powierzchni nośnej. Krótko mówiąc, nie da się już na nich polatać. Trzeba znów skakać. Niektórzy musieli w kilka lat skrócić deski o kilkanaście centymetrów. To ogromna zmiana. Ucierpieli starsi, im trudniej się przestawić. Ale te nowe sposoby skakania, mimo skrócenia nart, działają tak dobrze że jury zaczęło skracać też rozbieg, żeby nie kończyło się przeskakiwaniem skoczni.

Kamil wygrywa ale panu krytyków nie brakuje. Wojciech Fortuna mówi że Stoch musi zmienić trenera, wziąć kogoś z autorytetem, bo przez pana skoczkowie się gubią. To jakaś osobista wojna Fortuny?

Nie komentuję tego.

A uważa się pan za trenera tak dobrego jak wyniki Kamila Stocha, czy tak słabego jak ostatnie skoki Stefana Huli?

Nie można wszystkich wrzucać do jednego worka. W sezonie 2006–07, kiedy trenerem był Hannu Lepistoe, Adam Małysz został mistrzem świata, zdobył Kryształową Kulę, ale za jego plecami nie było dosłownie nic. Dla pozostałych polskich skoczków to był jeden z najgorszych sezonów. Niech to wystarczy za komentarz. Nie można zawsze mieć wszystkiego. Hula stracił pół roku z powodu operacji kolana. Maciek Kot przez trzy lata nie zdobył punktu w Pucharze Świata, a teraz ma ponad 40. Krzysztof Miętus jest z grupy młodzieżowej, a też już punktuje.

Od kiedy za szkolenie młodzieży odpowiada Robert Mateja, a nie Adam Celej, jest panu łatwiej?

Tak, mamy lepszy kontakt. Idziemy w jednym kierunku. Wcześniej było o to trudno.

Dlaczego u nas sukcesy trenerów klubowych uważa się za wotum nieufności dla trenera kadry? Przecież Austriaków przygotowują właśnie oni, a Alexander Pointner to raczej zarządca talentu.

Nie wiem, ale byłoby idealnie gdybyśmy mieli więcej takich ludzi jak Jan Szturc. Piotr Żyła, gdy tylko może, trenuje u niego, właśnie pracują razem w Szczyrku, a ja z tym nie mam problemu. Ale nie każdy trener w klubie ma czas, pieniądze i ochotę by zajmować się nie tylko młodzieżą, ale i profesjonalistami.

Zmieniacie cel na ten sezon? Kamil mówił o miejscu w czołowej szóstce, a jest już czwarty. Do tego lubi i potrafi latać, a za dwa tygodnie są mistrzostwa świata na mamucie w Vikersund.

Kamil rzeczywiście umie i lubi latać, ale twierdzi że lotnikiem nie jest. Przed mistrzostwami świata będą jeszcze zawody na mamucie w Oberstdorfie i po nich będziemy mądrzejsi. Na razie niczego nie zmieniamy. Bierzemy to z marszu.

rozm. pw/rp /8-2-2012/

***

Jest pięknie

– 62 punkty straty do Bjoergen to bardzo dużo. Zostało wiele startów, różnie może być. Będzie zdrowie, to powalczy. Nie daj Bóg żeby coś się zdarzyło. Wtedy pojawią się kłopoty – powiedział Aleksander Wierietielny, trener Justyny Kowalczyk

Polka wygrała dwa biegi w estońskim Otepää. W sobotę triumfowała w sprincie, a w niedzielę była najlepsza na 10 km techniką dowolną

Komentuje jej trener Aleksander Wierietielny: – Niedzielny bieg miała pod kontrolą. Zaczęła spokojnie, bo wie że na tej trasie nie wolno się rzucać od startu. Zrobiła to Johaug i potem zapłaciła za to niesamowite tempo. Justyna miała dobrze przygotowany sprzęt, a narty Norweżek nie pracowały jak należy

Początkowo serwismeni chcieli by biegła na nartach tak samo przygotowanych jak dla Maćka Kreczmera, który wcześniej startował na 15 km. Ale przez ponad dwie godziny warunki się zmieniły i zrobiło się nerwowo. Dziesięć minut przed zamknięciem tras Are i Peep w końcu dobrali smar. I było dobrze. Fajnie że spełniła swoje marzenie, gratuluję. Wygrała zasłużenie

62 punkty straty do Bjoergen to bardzo dużo. Zostało wiele startów, różnie może być. Będzie zdrowie, to powalczy. Nie daj Bóg żeby coś się zdarzyło. Wtedy pojawią się kłopoty.

– Nie spodziewałem się dwóch zwycięstw, szczególnie w sprincie. Ale jest pięknie. Stara się dziewczyna jak może. Z każdym rokiem robi postęp, jest coraz lepsza

Porażki nie zachwieją Bjoergen. To twarda dziewczyna, powalczy do końca. Od pierwszego do drugiego miejsca nie jest daleko. W następnym starcie mogą zamienić się miejscami

NAJLEPSZA W SOBOTĘ I NIEDZIELĘ!

W estońskiej Otepää Justyna Kowalczyk wygrała sprint i bieg na 10 km. Strata do Marit Bjoergen w Pucharze Świata topnieje jak śnieg w maju

– Spełniłam kolejne marzenie. Nie licząc etapów Tour de Ski, nigdy nie wygrałam biegów Pucharu Świata dzień po dniu – promieniała na mecie Polka

– Kowalczyk jest w tej chwili w lepszej formie i nic na to nie mogę poradzić. Tak jak na początku sezonu ja byłam lepsza od niej – mówiła norweskim dziennikarzom zasmucona Bjoergen

Liderce PŚ, która dominowała przez ostatnie dwa sezony, ciężko znieść drugie miejsca, na których ostatnio ląduje. Trzeci raz z rzędu stała na podium o stopień niżej od Polki. Przewaga w Pucharze Świata, która w połowie grudnia wynosiła ponad 300 pkt, stopniała do 62. Do końca sezonu zostało 15 startów, do zdobycia jest prawie 1500 pkt. Walka o Kryształową Kulę może potrwać do marcowego finału PŚ w Falun. – Wciąż duża strata, bardzo dużauśmiechał się trener Aleksander Wierietielny.

Takiego weekendu w PŚ jego zawodniczka jeszcze nigdy nie miała. Na ulubionych trasach w Estonii wygrała oba starty. Za każdym razem efektownie i w wielkim stylu. Nie zostawiła rywalkom najmniejszych złudzeń. Nic nie straciła ze swojej wielkiej formy, którą miała na przełomie roku podczas Tour de Ski. To tam wreszcie osiągnęła poziom Bjoergen, z którą przegrała dwie ostatnie wielkie imprezy – igrzyska olimpijskie w Vancouver i mistrzostwa świata w Oslo. W Otepää pokazała że świetna forma nie uleciała wraz ze zdobyciem Alpe Cermis.

W sobotę rozpaliła kibiców do czerwoności. Finał sprintu był pasjonujący. Polka prowadziła niemal od startu, ale na finiszu zaciekle atakowała ją szarżująca jak byk na korridzie Bjoergen. Polka wygrała o 0.1 s czyli – wbrew pozorom – wyraźnie, bo o mniej więcej metr. W sprincie, na finiszu, jechały z prędkością ponad 30 km/godz. – Muszę być w niesamowitej sprinterskiej formie, skoro wygrałam! – cieszyła się Polka, która choć startować w Otepää uwielbia, to jednak w sprincie nigdy wcześniej nie stała tu nawet na podium. Rok temu przełamała barierę czterech kolejnych sezonów na 7 miejscu, ale skończyła jako czwarta. W sobotę nie miała sobie równych. – Dlaczego wygrałam? Może po prostu jestem mocna – uśmiechnęła się za metą.

Stara się dziewczyna, jak może. Jest w lepszej formie niż była rok temu, wciąż robi postępy – dodał trener Wierietielny. Podczas sprintu stał mniej więcej w połowie dystansu, tuż za mostkiem, z którego zjeżdżały i wybiegały na drugą pętlę zawodniczki. Za każdym razem, kiedy Justyna go mijała, krzyczał: ‘Spokojnie, spokojnie!’, a Kowalczyk przyspieszała i wygrywała. Na trybunach była kilkunastoosobowa grupa z Polski. Wśród nich rodzina biegaczki.

W niedzielę – nim znowu wszyscy mogli się cieszyć – było nerwowo. Bo serwismenom i samej zawodniczce ciężko było dobrać odpowiedni smar pod narty. Ostateczna decyzja zapadła 10 minut przed startem. I to był – kolejny raz – strzał w dziesiątkę. Narty jechały jak trzeba, a stojąca na nich zawodniczka biegła jak torpeda. Rozpędzała się wolno jak parowóz – po 2.5 km miała prawie 10 sekund straty do Norweżki Therese Johaug. Bjoergen też była przed nią. Ale później włączyła turbodoładowanie i skończyła bieg niczym superszybki TGV.
Osiągnęła aż 22 sekundy przewagi nad Bjoergen i ponad 40 nad Johaug. Odzyskała utraconą przed rokiem koronę królowej estońskiej trasy – w poprzednim sezonie przegrała z Bjoergen bieg na 10 km o 32 sekundy.

Boję się tego startu i tej trasy. Jest trudna, trzeba walczyć z nią a nie rywalkami – mówiła w sobotę. Kilkadziesiąt godzin później doskonale poradziła sobie ze wszystkim. I z podbiegami, i z konkurentkami.

A Bjoergen od ponad miesiąca czeka na 50 zwycięstwo w Pucharze Świata. Szampan który miała przygotowany na tę okazję już w Davos w połowie grudnia musi poczekać przynajmniej do 2 lutego. Wtedy w Moskwie odbędzie się sprint techniką dowolną. Kilka tygodni wcześniej Bjoergen zapowiedziała że w nim nie wystartuje. W Estonii norwescy dziennikarze nie wiedzieli czy nie zmieniła zdania.

Rozpędzona Kowalczyk zostaje na tydzień w Estonii, a potem rusza do Rosji. – W ostatnich sezonach po Tour de Ski biegałam lepiej niż przed. Wyniki w Otepää potwierdziły tę regułę. Tour już odchorowałam, więc mam nadzieję że w lutym i marcu wszystko pójdzie w tym kierunku co zwykle – kolejny raz uśmiechnęła się Kowalczyk. Czwarta z rzędu Kryształowa Kula dla Polki nabiera coraz realniejszych kształtów.

NA RAZIE NIE MA NA NIĄ MOCNYCH

19 biegów PŚ wygrała Kowalczyk
5 w Otepää

rb/gw /22.1.2012/

***

Zwycięstwo Stocha w Zakopanem

Kamil Stoch wygrał zawody Pucharu Świata w skokach narciarskich w Zakopanem. Polak po pierwszej serii był drugi, ale świetny skok na 135 m w finale zapewnił mu zwycięstwo w stolicy polskich Tatr, drugie w Zakopanem, czwarte w karierze

Prawdziwą sensacją był także występ Aleksandra Zniszczoła który zajął 9 miejsce i zdobył w ten sposób pierwsze punkty w sezonie

Do drugiej serii zakwalifikowało się czterech Polaków – Piotr Żyła, Aleksander Zniszczoł, Maciej Kot i Kamil Stoch. Oczy kibiców pod Wielką Krokwią były skierowane jednak niemal tylko na tego ostatniego. Stoch, jeden ze zwycięzców w poprzednim roku, tym razem na półmetku zajmował drugą pozycję, ustępując jedynie Severinowi Freundowi. Przewaga Niemca była jednak nieznaczna, Freund miał 128 m, Stoch 125.5 m, co przełożyło się ostatecznie na wynik o 3.1 punktu korzystniejszy dla lidera pierwszej serii.

Kiedy w pierwszej rundzie nasz najlepszy skoczek pojawił się na belce startowej, warunki były koszmarne; śnieg padał gęsto, a wiatr nie rozpieszczał zawodników. Apetyty przed jego drugą próbą były ogromne. Tym razem Stoch porwał widownię. 135 m! Kiedy spiker odczytał ten wynik na trybunach zapanowała prawdziwa euforia! Stało się jasne – w najgorszym razie Polak będzie drugi, ale ma też wielką szanse na zwycięstwo.

Do zakończenia konkursu pozostała jeszcze próba Freunda. Niemiec nie wytrzymał jednak presji i wylądował zaledwie na 113 m! W klasyfikacji zawodów spadł więc aż na 10 miejsce, tuż za… Zniszczoła!

Młody Polak po pierwszej serii był 18 (124.5 m), ale w drugiej sprawił prawdziwą, ogromną, sensację! 123 m sprawiły że nie tylko poprawił swoją pozycję, ale awansował do pierwszej dziesiątki. Ostatecznie ukończył zawody na 9 miejscu.

Na podium znaleźli się natomiast, obok Stocha, Richard Freitag i Andreas Kofler. Duży awans zanotował zwłaszcza ten drugi, który na półmetku był 14, ale 130 m w finale pozwoliło mu stanąć na najniższym stopniu ‘pudła’. Lider Pucharu Świata stracił jednak do Stocha niemal… 20 punktów. To pokazuje jak nasz najlepszy skoczek ograł w piątek resztę stawki.

Nieźle spisał się także Piotr Żyła – na półmetku 11 (122.5 m). W finale nie było już tak dobrze. 115.5 m dało mu niezłą 16 pozycję, ale apetyty były większe.

Punkty zdobył jeszcze Maciej Kot, ostatecznie 25 (119.5 m oraz 115.5 m).

W pierwszej serii doszło do kilku wielkich niespodzianek. Tuż po Stochu na rozbiegu pojawił się Thomas Morgenstern. Gwiazdor austriackich skoków uzyskał zaledwie 117 m, ale co dla niego najgorsze – nie ustał swojej próby, przez co zabrakło go w finałowej rundzie. Z fatalnymi warunkami nie poradził sobie również Anders Bardal (109 m, brak kwalifikacji do drugiej rundy). Zawiedli także Gregor Schlierenzauer i Kofler, którzy zajmowali odpowiednio 12 i 14 miejsce. W finałowej serii Schlieri skoczył jeszcze gorzej – 112.5 m, przez co spadł na 18 pozycję.

Do drugiej rundy awansu nie uzyskało sześciu Polaków; Tomasz Byrt (115.5 m, 44 miejsce), Bartłomiej Kłusek (117.5 m, 32 miejsce), Klemens Murańka (114.5 m, 39 miejsce), Stefan Hula (107.5 m, 46 miejsce), Krzysztof Miętus (107 m, 48 miejsce) oraz Marcin Bachleda (113.5 m, 43 miejsce).

onet /20.1.2012/

***

Nigdy więcej!…

– Przed rozpoczęciem Tour de Ski nie miałam prawa mówić i myśleć że jestem faworytką, bo to by było coś z kosmosu. Chciałam bardzo dobrze pobiec klasykiem. Okazało się że łyżwą też szło nienajgorzej, więc dlaczego miałam tego nie wykorzystać – powiedziała po TdS Justyna Kowalczyk

Rozmowa z Justyną Kowalczyk

Trzeci rok z rzędu przyjeżdża pani z nienawiścią do tej góry i trzeci rok z rzędu wyjeżdża pani z uśmiechem.

Powiedzieliśmy już sobie z całą naszą ekipą: nigdy więcej. Zobaczymy jak długo wytrwamy w tym postanowieniu.

Na metę wpadła pani bez okularów i czapki.

Okulary zostawiłam na starcie. Czapkę zdjęłam bo było ciepło i oddałam ją Are Metsowi, naszemu serwismenowi, który stał na trasie.

Kiedy poczuła pani że wygra?

Dopiero za metą.

Zaatakowała pani dwa kilometry przed nią.

Nie planowałam żadnych ataków. Miałam prowadzić od początku podbiegu i narzucić swoje tempo. Uważaliśmy że będzie mocniejsze i bardziej wymagające. Nie chcieliśmy dopuścić do finiszu, bo tego na pewno bym nie zniosła. Okazało się że moje tempo było na tyle mocne, że uzyskałam przewagę bez żadnego zrywu.

Za metą Marit Bjoergen strasznie drżały nogi. Runęła twarzą w śnieg.

Moje nie były lepsze (śmiech). Nie upadłam tylko dzięki sile ambicji i dobrym, mocnym kijkom na których się oparłam. To był bardzo trudny bieg. Może wyglądało że jest łatwiej, ale wcale tak nie było. Ostatni kilometr to była mordęga.

Była pani spokojna przed biegiem?

Pomyślałam że najpierw trzeba wygrać Puchar Świata w marcu, później Plebiscyt Przeglądu Sportowego na najlepszego sportowca, a dzień po balu trzeba wygrać Tour de Ski. To taka trzyletnia tradycja.

Za rok pani to powtórzy?

Z Pucharem Świata będzie ciężko, bo Marit ma dużą przewagę. Z plebiscytem też, bo mamy rok olimpijski. Jeżeli jeszcze piłkarze dobrze zagrają na Euro…

Wróćmy do biegu. Trener opowiadał że o piątej rano pani śpiewała.

Kiedy chodzę i coś nucę pod nosem to znaczy że to ostatni etap paniki. Bardzo się bałam. Ale nie rywalek. Na tej górze walczy się z samym sobą i górą. Jej się bałam.

A samej siebie?

Nie. Chodziło o to bym nie dała się ponieść emocjom na początku podbiegu, gdzie nachylenie jest takie jak lubię. A tutaj nie było zjazdu by odpocząć.

Da się porównać dwa poprzednie triumfy na Tour de Ski z tegorocznym?

W tym roku biegałam bardzo dobrze. Tour nie był dla mnie tak męczący jak choćby ten dwa lata temu, kiedy walczyłam z Petrą Majdić. Wtedy raz ja byłam liderką, raz Petra, a do tego w czołówce mieszały jeszcze Włoszki Follis i Longa. Rok temu przyjechałam tu jako faworytka i nie zgubiłam koszulki lidera do końca. Nie było łatwo, ale zniosłam tę rolę. Teraz po prostu super biegam i mnie to cieszy.

Na mecie miała pani 30 sekund przewagi nad Marit Bjoergen.

Sporo, ale takie biegi są raz w roku. Bardzo różnią się od tych z którymi zmagamy się na co dzień. Super że wygrałam Tour de Ski, ale nie wyciągajmy z tego daleko idących wniosków.

Na każdym etapie Tour de Ski była pani na podium. Czy coś można było zrobić lepiej?

Wyrzucam sobie jedynie bieg klasykiem w Toblach. Powinnam go wygrać ale dałam się ponieść i nie biegłam swoją techniką.

Trener mówił że dużo pomogły pani treningi z Maciejem Kreczmerem.

Wielkie dzięki dla Maćka, że zgodził się ze mną pracować i mam nadzieję że współpraca będzie jeszcze częstsza. Przez cały niedzielny ranek myślałam: ‘będziesz biegła jak za Maćkiem, będzie ciężko, ale dasz radę i wytrzymasz’. Latem biegaliśmy razem po górach, przez to moje kolano nadaje się do operacji, ale udało się.

Którego momentu tego TdS bała się pani najbardziej?

Sprintu w Toblach łyżwą. Tam Marit mogła złapać dużo sekund. Gdybyśmy dzień później nie ruszyły razem na trasę 15 km łyżwą, to nie wiem jak to wszystko by się skończyło. Po sprincie, w którym byłam trzecia, stwierdziłam że zwycięstwo jest bardzo blisko. Z tego biegu jestem najbardziej dumna. To nie mój dystans, nie moja trasa, a walczyłam pięknie.

Trasy sprintu uczyła się pani na pamięć. Na innych etapach też było widać, że dokładnie wie pani co i gdzie robić.

Starałam się niczego nie zaniedbać. Do każdego biegu przygotowuję się odpowiednio wcześnie. Oglądam trasy, przypominam sobie gdzie bolało i co można było zrobić lepiej.

Przed TdS mówiła pani że nie jest faworytką. Ale tak szczerze: ani razu nie pomyślała pani o zwycięstwie?

Nie. Nie miałam prawa tak mówić ani myśleć, bo to by było coś z kosmosu. Chciałam bardzo dobrze startować w biegach klasykiem. Okazało się że łyżwą też mogę, więc dlaczego miałam z tego nie skorzystać? Dla mnie najważniejszy w tym sezonie jest lutowy Puchar Świata w Jakuszycach, ale ten tour został tak bardzo rozdmuchany, że chciałam w nim dobrze biegać.

rozm. rb/rl/gw /8-1-2012/

***

Bjoergen wygrała i prowadzi

Justyna Kowalczyk przybiegła 2 sekundy za Marit Bjoergen w biegu pościgowym na 15 km techn. dowolną w Toblach, 7 konkurencji Tour de Ski. Norweżka objęła prowadzenie w klasyfikacji

Polka ruszyła na trasę czwartkowego biegu 5 sekund przed Norweżką, ale jak było do przewidzenia Bjoergen szybko doścignęła naszą reprezentantkę. Gdy obie były już na trasie inne jeszcze nawet nie ustawiły się na starcie. Trzecia w kolejności Therese Johaug ruszyła 2 minuty i 27 s za Kowalczyk

Prowadzące zawodniczki zmieniały się na prowadzeniu. Na pierwszym pomiarze czasu (po 700 metrów), trzecim (5.7 km) i czwartym (6.8 km) liderką była narciarka z Kasiny Wielkiej, a na drugim (1.8 km), piątym (10.7 km) i szóstym (11.8 km) pierwsza była Bjoergen. Różnice między nimi były jednak niewielkie – około sekundy. Żadnej z nich nie udało się zgubić rywalki. Na ostatnim podbiegu zaatakowała Bjoergen, ale Kowalczyk trzymała się jej. W pewnym momencie na finiszowej prostej jednak odpuściła i nie było wątpliwości, że to Norweżka wygra. Ostatecznie wyprzedziła Polkę o 2 sekundy. Trzecia na mecie Johaug przybiegła trzy minuty i 17 s za rodaczką.

Czułam się dziś bardzo dobrze, ale Kowalczyk też była mocna. Szybko przekonałam się że bieg rozstrzygnie się dopiero na finiszu. Bardzo się cieszę z tego zwycięstwa i mam dobre przeczucie przed kolejnymi etapami – powiedziała na mecie Bjoergen.

W klasyfikacji Tour de Ski Bjoergen wyprzedzała Kowalczyk o 7 sekund. Johaug, która traci 3.26.9, nie ma już praktycznie szans na końcowy triumf.

Czołówka na 15 km:

1. Bjoergen 39.01,1
2. Kowalczyk strata 2
3. Johaug 3.16.9
4. Krista Lahteenmaki (Finlandia) 4.42.2
5. Kikkan Randall (USA) 4.58.3
6. Marthe Kristoffersen (Norwegia) 4.58.7
7. Charlotte Kalla (Szwecja) 4.58.8

Czołówka klasyfikacji PŚ:

1. Bjoergen 917 pkt
2. Kowalczyk 728
3. Johaug 670
4. Randall 668
5. Kalla 532
6. Vibeke Skofterud (Norwegia) 479
7. Kristoffersen 425
8. Aino-Kaisa Saarinen (Finlandia) 397
9. Lahteenmaki (Finlandia) 393
10. Ingvild Flugstad Oestberg (Norwegia) 318

int.pl /5.1.2012/

***

Kowalczyk trzecia

Justyna Kowalczyk zajęła trzecie miejsce w biegu sprinterskim techniką dowolną w zawodach Tour de Ski w Toblach. Polkę wyprzedziły jedynie Norweżka Marit Bjoergen i Amerykanka Kikkan Randall

Justyna bardzo obawiała się właśnie środowego sprintu, ale spisała się bardzo dobrze i obroniła pozycję liderki Tour de Ski. Druga w klasyfikacji Bjoergen traci do niej 4.8 s

W finale najlepiej wystartowała Vesna Fabjan ze Słowenii, ale szybko na czele stawki wyszła Marthe Kristoffersen. Norweżka podyktowała bardzo mocne tempo. Kowalczyk wyprzedziła ją po pierwszym zjeździe. Tuż za plecami Polki była Bjoergen. Norweżka zaatakowała na drugim podbiegu i przebiła się na prowadzenie. Polka była tuż za nią, ale potknęła się na ostatnim wzniesieniu i spadła na trzecie miejsce za Randall.

Nasza reprezentantka wygrała półfinał, pokonując m.in. Bjoergen. Polka bardzo dobrze rozpoczęła bieg, a Bjoergen po pierwszych metrach zajmowała czwartą pozycję. Kowalczyk podyktowała mocne tempo na podbiegu, ale na zjeździe Bjoergen zaczęła przesuwać się do przodu. Na drugim podbiegu walczyła bark w bark z Polką, lecz nasza reprezentantka nie pozwoliła się wyprzedzić.

Norweżka była coraz bliżej, ale pierwsza linię mety minęła Polka. Trzecie miejsce zajęła Kristoffersen, tuż za nią była Denise Herrmann (Niemcy). Półtorej sekundy straciła Jean Aurore (Francja), a stawkę zamknęła Charlotte Kalla (Szwecja).

Drugi półfinał był zdecydowanie wolniejszy. Najlepsza w nim Desna Fabjan ze Słowenii osiągnęła czas 3:24.3, a więc aż o ponad trzy sekundy gorszy od Kowalczyk.

W biegu ćwierćfinałowym Kowalczyk przegrała z Bjoergen o zaledwie 0.1 s. Trzecie miejsce zajęła Kristoffersen, która do Polki straciła 0.4 s. Czwarta była Czeszka Eva Nyvltova, piąta Finka Riitta-Liisa Roponen, a ostatnia Szwedka Ida Ingemarsdotter.

Podobnie jak w kwalifikacjach słabo wypadła trzecia zawodniczka klasyfikacji generalnej TdS Therese Johaug. Norweżka była ostatnia w swoim biegu ćwierćfinałowym i odpadła z rywalizacji. Została sklasyfikowana na 29 pozycji.

Do zakończenia rywalizacji w TdS pozostały jeszcze trzy etapy, ostatni 8 stycznia.

Wyniki finału:
1. Marit Bjoergen (Norwegia) 3:17.5
2. Kikkan Randall (USA) strata + 0.5
3. Justyna Kowalczyk (Polska) +2.2
4. Denise Herrmann (Niemcy) +4.7
5. Vesna Fabjan (Słowenia) +6.1
6. Marthe Kristoffersen (Norwegia) +8.8

Czołówka TdS
1. Justyna Kowalczyk (Polska) 1.13:38.1
2. Marit Bjoergen (Norwegia) strata +4.8 s
3. Therese Johaug (Norwegia ) +2:26.9
4. Kikkan Randall (USA) +3:44.2
5. Charlotte Kalla (Szwecja) +4:12.1

TYM RAZEM BJOERGEN

Marit Bjoergen z przewagą 3.9 sekundy nad Justyną Kowalczyk wygrała sprint na 3.3 km techniką klasyczną we włoskim Toblach

Zawodniczki ruszały na trasę w 30-sekundowych odstępach. Nasza liderka TdS wybiegła ostatnia, dwie minuty po Therese Johaug (3 w generalce) i minutę po wiceliderce Marit Bjoergen.
Z zawodniczek z niskimi numerami startowymi długo najlepsza była Polina Miedwiediewa. W drugiej części dystansu przyśpieszyła Katerina Smuta i metę minęła 3.5 sekundy szybciej od Rosjanki. Mocniejsze tempo narzuciła Niemka Nicole Fessel. Poprawiała kolejne międzyczasy i była najszybsza na mecie z pierwszych 25 zawodniczek (11:06,2).

O niespełna 2 sekundy wyprzedziła ją Norweżka Astrid Jacobsen (31 numer startowy), która na ostatnich 900 metrach odrobiła z nawiązką blisko 3-sekundową stratę.

Bardzo ciężko biegła Aino-Kaisa Saarinen – mijając punkt pierwszego pomiaru czasu (2.4 km) miała dopiero 10 czas. Johaug była trzecia, ale już po chwili świetny czas ustanowiła Bjoergen. Norweżka była szybsza od Fessel o 9.3 s. Kowalczyk również biegła bardzo szybko – straciła do Bjoergen zaledwie 0.1 s.

Johaug nie udało się przyśpieszyć w drugiej części dystansu i wpadła na metę dopiero czwarta, a na trasie wciąż były jeszcze Bjoergen i Kowalczyk. Bjoergen na finiszu osiągnęła znakomity czas 10:49.2. Nasza reprezentantka straciła do niej 3.9, a o ponad 11 s była szybsza od trzeciej na mecie Astrid Jacobsen.

Bieg w Toblach to nowość w kalendarzu Tour de Ski. W tym sezonie te mordercze zawody postanowiono wydłużyć o jeden etap (z ośmiu do dziewięciu). Wybór organizatorów padł właśnie na 3 km techniką klasyczną (mężczyźni pobiegną na 5 km). Bieg na 3 km techniką klasyczną, to – jak mówiła Kowalczyk – konkurencja wprost stworzona dla niej.

Kowalczyk jest już jedyną naszą reprezentantką w TdS. Z powodu choroby udział w zawodach po pierwszym etapie zakończyła Sylwia Jaśkowiec. Problemy ze zdrowiem miała także Ewelina Marcisz. Maciej Kreczmer nie stanął w niedzielę na starcie, a Maciej Staręga po zdublowaniu nie był klasyfikowany. Pozostali więc już tylko Mariusz Michałek oraz Paulina Maciuszek i trenerzy Wiesław Cempa i Jan Klimko uznali że najlepszym rozwiązaniem będzie jak wszyscy ich podopieczni zakończą już udział w Tour de Ski. I wrócili do kraju.

W klasyfikacji generalnej Pucharu Świata Bjoergen zwiększyła przewagę nad Polką o 4 punkty. Norweżka prowadzi (817 pkt), a Kowalczyk jest druga ze stratą 178 pkt (639). Do zdobycia w całym Tour de Ski pozostaje ich jeszcze aż 600; po 50 za zwycięstwo w każdym z pozostałych etapów i premia 400 za triumf w cyklu.

Czołówka sprintu w Toblach (3.3 km):
1. Marit Bjoergen (Norwegia) 10:49.2
2. Justyna Kowalczyk (Polska) 10:53.1
3. Astrid Jacobsen (Norwegia) 11:04.3
4. Nicole Fessel (Niemcy) 11:06.2
5. Stefanie Boehler (Niemcy) 11:06.4
6. Therese Johaug (Norwegia) 11:10.4

Czołówka TdS po 5 z 9 etapów
1. Justyna Kowalczyk (Polska) 1:11.02.9
2. Marit Bjoergen (Norwegia) 17.7
3. Therese Johaug (Norwegia) 1.33.9
4. Krista Lahteenmaki (Finlandia) 3.43.5
5. Aino-Kaisa Saarinen (Finlandia) 3.44.1
6. Charlotte Kalla (Szwecja) 3.50.8

Klasyfikacja PŚ po 15 z 37 zawodów:
1. Marit Bjoergen 817 pkt
2. Justyna Kowalczyk 639
3. Therese Johaug (Norwegia) 625
4. Kikkan Randall (USA) 585
5. Vibeke Skofterud (Norwegia) 479
6. Charlotte Kalla (Szwecja) 476
7. Aino-Kaisa Saarinen (Finlandia) 375
8. Marthe Kristoffersen (Norwegia) 357
9. Krista Lahteenmaki (Finlandia) 333
10. Maiken Caspersen Falla (Norwegia) 301

mz/int.pl /3-4.1.2012/

***

Jestem w kosmosie

Rozmowa z Justyną Kowalczyk

Tour de Ski układa się dla pani rewelacyjnie. Sobotni sprint wygrała pani w fantastycznym stylu, w niedzielę skończyło się drugim miejscem w biegu łączonym, ale pani przewaga nad rywalkami znowu wzrosła.

Wyżej oceniam występ w niedzielę, szczególnie biorąc pod uwagę to co działo się w Oberstdorfie rok temu w tym czwartym biegu (5 miejsce – przyp. red.). Teraz wypadłam bardzo dobrze, może poza ostatnim zjazdem którego nie mogłam pokonać tak jak chciałam, ze względu na ból piszczeli i problemy z kolanem. Reszta wypadła perfekcyjnie.Przed startem myślałam że to będzie dzień strat, a okazało się że zyskałam.

W niedzielę wytraciła pani prędkość na ostatniej hopce i wtedy wyprzedziła panią Marit Bjoergen.

Niezupełnie, bo ja cały zjazd jechałam wolniej, tyle że na tej hopce było to wyraźniej widać. Piszczele często mnie bolą przy technice dowolnej, więc to nic nowego. Cieszę się jednak że wyszłam na prowadzenie na podbiegu i to poruszając się po torach do stylu klasycznego, bo nie było miejsca po drugiej stronie. Wyprzedziłam Norweżki, które trzy tygodnie temu dokładały mi w tego typu biegach minutę. Na pewno chciałam w niedzielę wygrać i byłam blisko czwartego zwycięstwa. Malutki niedosyt więc powstał ale z drugiej strony nie ma się czym martwić.

W sobotnim finale sprintu przypominała pani Usaina Bolta w finale biegu na sto metrów podczas igrzysk olimpijskich w Pekinie.

Chodzi o ten start kiedy jeszcze się rozglądał przed metą? Faktycznie, bardzo dobrze się czułam. Poza kwalifikacjami nie musiałam kończyć biegu w szalonym tempie. Ćwierćfinał i półfinał rozstrzygał się w zasadzie w połowie drugiego podbiegu i dalej nie musiałam dawać z siebie wszystkiego. Tak, to był świetny dzień.

Norweskie media pisały że ‘zmasakrowała’ pani ich zawodniczki.

Zachowuję do tego duży dystans. Czasem jest lepiej, czasem gorzej. Przed nami jeszcze sporo startów, różne style i dystanse, więc różnie może być. To co się na razie dzieje to dla mnie jakiś kosmos. Miałam tutaj dostawać baty, i to nie tylko od Bjoergen, ale i innych dziewczyn, a okazuje się że idzie mi znakomicie. Wiem jednak że te najłatwiejsze starty już za mną. Odpowiadają mi jeszcze tylko te trzy kilometry klasykiem w Noblach. Za to sprint łyżwą czy 15 kilometrów tym stylem to biegi w których – delikatnie mówiąc – nie jestem najlepsza.

Powiedziała pani że jakkolwiek Tour się zakończy już dzisiaj może pani powiedzieć że wypadła świetnie.

To prawda. Tylko proszę mnie dobrze zrozumieć – ja nie składam broni i walczę dalej. Zmierzam do tego że kiedy spojrzy się na wyniki sprzed miesiąca i przypomni sobie co się wtedy działo i co jest teraz… Półtora roku na to czekałam. Nie chodzi mi o bezpośrednią walkę czy jakiekolwiek zwycięstwo, bo przecież wiele razy wygrywałam, na przykład dwukrotnie Tour de Ski. Mówię o tym że czekałam na triumf który wszyscy uznają za wygraną w najważniejszym momencie.

rozm. kw/ps /1.1.2012/

***

‘Bjoergen zmiażdżona’

Justyna Kowalczyk wygrała trzeci bieg w Tour de Ski – tym razem Polka nie dała szans rywalkom w sprincie, w finale wyprzedzając Marit Bjoergen o 3.2 sekundy! Norweskie media nie mają wątpliwości – to była deklasacja

Kowalczyk jest niesamowicie silna, jak na razie nie do pokonania. Wygrała trzeci bieg z rzędu w Tour de Ski, co nie zdarzyło się jeszcze nigdy, biorąc pod uwagę i kobiety, i mężczyzn

‘Kowalczyk rozbiła Bjoergen’ – tytułuje relację portal www.tv2.no. ‘Kowalczyk była klasą samą w sobie, polska biegaczka nie dała rywalkom szans w finale’ – pisze portal.

‘Ona jest strasznie silna’ – cytowali dziennikarze swoją gwiazdę Marit Bjoergen. ‘Teraz to ona jest faworytką. Wygrała przecież poprzednie dwie edycje Tour de Ski’ – dodała Norweżka.

Bjoergen zmiażdżona przez Kowalczyk’ – oto tytuł na portalu www.nrk.no. ‘To był nokaut’ – napisano dalej. Dziennikarze piszą że mimo porażki Bjoergen była zadowolona ze swojego występu. ‘Cieszę się z drugiego miejsca. Kowalczyk była niewiarygodnie mocna i pobiegła bardzo dobrze. Ona jest jedną z największym faworytek’ – cytowali Bjoergen.

‘Bjoergen rozbita’ – napisał www.dagbladet.no. ‘Kowalczyk była dużo lepsza, pokonała Bjoergen o ponad trzy sekundy. Polka świetnie wystartowała, wbiegła pod górę przed Bjoergen, ta jeszcze walczyła, ale kiedy Polka włączyła turbo na ostatnim podbiegu, Bjoergen nie była w stanie za nią nadążyć’ – napisali dziennikarze.

‘To był mocny cios ze strony Kowalczyk’ – cytował portal trzecią w sprincie Jacobsen.

BJOERGEN I TRENER POD WRAŻENIEM

To nie znaczy że składam broń lecz Kowalczyk jest nieprawdopodobnie, wręcz przerażająco silna, o wiele bardziej niż sądziłam. Po dzisiejszym pokazie swojej siły, kiedy ja nie miałam żadnych szans by ją gonić, jest w mojej ocenie większą faworytką do wygrania Tour de Ski niż ja – powiedziała Bjoergen przed kamerą norweskiej telewizji NRK.

Jej trener Egil Kristiansen ocenił że po dwóch etapach strata Marit do Kowalczyk wydawała się nieznaczna i możliwa do szybkiego odrobienia lecz styl w jakim Polka wygrała sobotni sprint nie daje zbyt wielu nadziei.

Kowalczyk jest w takiej formie że nie będzie można jej ot tak po prostu zgubić na dłuższym dystansie. Muszę przyznać że mi zaimponowała i co najgorsze nie zauważam u niej ani jednego, nawet najmniejszego słabego punktu. Forma Marit jest wysoka lecz już nie rośnie, natomiast ten wzrost wydaje się mieć Justyna. Moim zdaniem na większość pytań odpowiedź otrzymamy po czwartym etapie w niedzielę na mecie biegu łączonego na 10 kilometrów – mówił Kristiansen.

Trzecia na mecie w sobotę Norweżka Astrid Uhrenholdt Jacobsen oceniła zwycięstwo Kowalczyk krótko: Kiedy my chodzimy na nartach, ona na nich biega.

łw/www.tv2.no/nrk.no/dagbladet.no /31.12.2011/

***

Kowalczyk znów najlepsza!

Justyna Kowalczyk wygrała w Oberhofie bieg na 10 kilometrów na dochodzenie techniką klasyczną i umocniła się na prowadzeniu w Tour de Ski

– Ten bieg wymagał ode mnie dużo wytrzymałości i siły. Miałam trochę kłopotów z nartami – powiedziała na mecie podopieczna trenera Aleksandra Wierietielnego

Polka rozpoczęła bieg z sześciosekundową przewagą nad Marit Bjoergen. Norweżka zniwelowała stratę i szybko dogoniła naszą zawodniczkę. Potem do czołówki dołączyły jeszcze cztery inne biegaczki: trzy Finki (Aino-Kaisa Saarinen, Riikka Sarasoja-Lilja i Krista Lehteenmaki) oraz Norweżka Therese Johaug.

Na drugiej pętli towarzystwo postanowiła rozerwać Saarinen. Finka ruszyła bardzo mocno, kroku na początku dotrzymała jej tylko Kowalczyk. Reszta została, ale Bjoergen i Johaug ostatecznie dołączyły do uciekinierek.

Potem narciarki biegły razem, a na trzeciej pętli zaatakowała Johaug. Norweżka ruszyła bardzo mocno, za nią utrzymała się tylko Polka. Bjoergen i Saarinen zostały i szybko się okazało że nie będą mieć szansy na zwycięstwo.

Finisz był pasjonujący. Kowalczyk i Johaug walczyły do końca, ostatecznie o 0.2 s lepsza była zawodniczka z Kasiny Wielkiej. Trzecia, ze stratą 7.1, przybiegła Bjoergen.

Ewelina Marcisz zajęła 64 miejsce, a Paulina Maciuszek 67. Sylwia Jaśkowiec wycofała się z zawodów.

Johaug pokazała że jest dobrze przygotowana. Jest na pewno jedną z faworytek, podobnie jak Bjoergen – powiedziała na mecie Kowalczyk.

Polka zwyciężała w dwóch poprzednich edycjach tych morderczych zawodów, które w obecnym sezonie składają się z dziewięciu etapów. Teraz jest na dobrej drodze do trzeciego triumfu, a takim wyczynem nie może się pochwalić żadna narciarka.

Podopieczna Wierietielnego zaczęła tę edycję wygrywając czwartkowy prolog. W sobotę narciarki czeka sprint na 1.2 km. – Chcę w nim zająć miejsce w pierwszej piątce – zapowiedziała Kowalczyk

int.pl /30.12.2011/

***

Wygrała z Bjoergen!

Justyna Kowalczyk wygrała 3.1-kilometrowy bieg techniką dowolną w niemieckim Oberhofie, którym rozpoczął się cykl Tour de Ski

Polka o 0.4 s wyprzedziła liderkę klasyfikacji Pucharu Świata Norweżkę Marit Bjoergen. Trzecia była Szwedka Hanna Brodin, która straciła cztery sekundy do zwyciężczyni

Narciarka z Kasiny Wielkiej rozpoczęła spokojnie i po 1.7 km zajmowała siódme miejsce ze stratą 3.4 s do prowadzącej Norweżki Marthy Kristoffersen. Drugą część dystansu pokonała znacznie szybciej i kiedy wpadła na metę legitymowała się najlepszym rezultatem, ale na trasie wciąż pozostawały jej najgroźniejsze rywalki z Bjoergen na czele. Tym razem liderka klasyfikacji Pucharu Świata nie zdołała jednak pokonać podopiecznej Aleksandra Wierietielnego.

Słabo spisała się inna norweska gwiazda Therese Johaug, która była dopiero 14.
Kowalczyk przy okazji minimalnie, bo o cztery punkty, zmniejszyła stratę do Bjoergen w Pucharze Świata. Broniąca Kryształowej Kuli Polka jest piąta a do Norweżki traci 181 pkt. Do zdobycia w całym Tour de Ski pozostaje ich jeszcze aż 800; po 50 za zwycięstwo w każdym z pozostałych etapów i premia 400 za triumf w cyklu.

W zawodach nie wystartowała dotychczasowa wiceliderka klasyfikacji Pucharu Świata w biegach narciarskich Norweżka Vibeke Skofterud /wycofała się z powodu zapalenia zatok/.

Kowalczyk w liczbie etapowych zwycięstw w Tour de Ski dogoniła prowadzącą w tej klasyfikacji Virpi Kuitunen. Fińska narciarka, która już nie startuje, i Polka mają po siedem wygranych etapów TdS.

W dzisiejszym biegu Sylwia Jaśkowiec zajęła 51 miejsce (strata 32.6 s), Ewelina Marcisz 56 (35.5), a Paulina Maciuszek 68.

Wyniki prologu: 1. Kowalczyk 7.03.7, 2. Bjoergen strata 0.4, 3. Brodin 4, 4. Riikka Sarasoja-Lilja (Finlandia) 4.1, 5. Kristoffersen 4.2, 6. Riitta-Liisa Roponen (Finlandia) 6.3, 7. Aino-Kaisa Saarinen (Finlandia) 6.5, 8. Natalia Korosteliewa (Rosja) 6.9, 9. Charlotte Kalla (Szwecja) 7, 10. Kikkan Randall (USA) 7.2 … 51. Jaśkowiec 32.6 … 56. Marcisz 35.5 … 68. Maciuszek 40.3.

Program 6 edycji Tour de Ski: 30 grudnia, Oberhof (Niemcy) – kobiety – 10 km techniką klasyczną na dochodzenie, mężczyźni – 15 km techniką klasyczną na dochodzenie, 31 grudnia, Oberstdorf (Niemcy) – kobiety – sprint 1.2 km techniką klasyczną, mężczyźni – sprint 1.2 km techniką klasyczną, 1 stycznia, Oberstdorf (Niemcy) – kobiety – 5 + 5 km łączony ze startu wspólnego, mężczyźni – 10 + 10 km łączony ze startu wspólnego, 2 stycznia, dzień przerwy, 3 stycznia, Toblach (Włochy) – kobiety – 3 km techniką klasyczną, mężczyźni – 5 km techniką klasyczną, 4 stycznia, Toblach (Włochy) – kobiety – sprint 1.2 km techniką dowolną, mężczyźni – sprint 1.2 km techniką dowolną, 5 stycznia, Cortina-Toblach (Włochy) – kobiety – 15 km techniką dowolną na dochodzenie, mężczyźni – 35 km techniką dowolną na dochodzenie, 6 stycznia, dzień przerwy, 7 stycznia, Val di Fiemme (Włochy) – kobiety – 10 km techniką klasyczną ze startu wspólnego, mężczyźni – 20 km techniką klasyczną ze startu wspólnego, 8 stycznia, Val di Fiemme-Alpe Cermis (Włochy) – kobiety – 9 km techniką dowolną na dochodzenie, mężczyźni – 9 km techniką dowolną na dochodzenie

pap /29.12.2011/

***

Stoch chce być najlepszy

Teraz będzie zupełnie inaczej, bo bez Adama Małysza. Ale ambicje kadry polskich skoczków są znów wysokie. Kamil Stoch w nadchodzącym sezonie ma potwierdzić świetną formę z letniej Grand Prix, w której zajął 2 miejsce

Rozmowa z Kamilem Stochem

Ostatnie zawody sezonu na igielicie wygrałeś we wspaniałym stylu. To dobry prognostyk przed zimą?

Letnie występy to już przeszłość i nie mają teraz znaczenia. Mamy nowe rozdanie. Postaram się zrobić co w mojej mocy by wypaść jak najlepiej i by czerpać radość ze skakania.

Cieszysz się że zima się zaczyna?

Fajnie że zaczyna się sezon. Latem nie ma takiej atmosfery. A ja w ogóle zimą czuję się jak ryba w wodzie.

Jak zmieniłeś się przez ostatni rok?

Jestem bogatszy o kolejne doświadczenia i bardziej poukładany jako zawodnik, zwłaszcza technicznie. Psychicznie też czuję się mocniejszy.

Jaki więc cel stawiasz sobie w tym sezonie?

Chcę dążyć do tego by być w przyszłości najlepszym skoczkiem świata. A na razie lepszym niż rok temu, czyli zakończyć sezon w czołowej szóstce.

Latem znów w świetnej formie był Thomas Morgenstern.

Tak, ale ta jego wysoka forma w żaden sposób na mnie nie wpływa. Teraz jest zima i dopiero się okaże kto czego jest wart. A ponadto nie porównuję się do niego. Mam swoją drogę rozwoju.

Nadal mieszkasz w Krakowie?

Nie. Od niedawna mieszkamy z żoną w Kościelisku. W wielkim mieście nie potrafiłbym mieszkać na stałe. Za duszno, za ciasno, a ja potrzebuję przestrzeni. Może w przyszłym roku rozpocznę budowę domu w rodzinnym Zębie.

rozm. dch/su /22.11.2011

***

Stoch drugi w Letniej Grand Prix

Kamil Stoch wygrał zawody finałowego konkursu Letniej Grand Prix w niemieckim Klingenthal. Polak triumfował na skoczni Vogtland-Arena (HS-140) i zapewnił sobie 2 miejsce w klasyfikacji całego cyklu LGP, powtarzając swój wynik sprzed roku

Polski skoczek z Zębu po rewelacyjnym skoku na odległość 140.5 m w pierwszej serii – zdecydowanie prowadził w konkursie finałowym Letniej Grand Prix w Klingenthal. Stoch miał łączną notę 140.8 pkt o 13.3 pkt więcej od Gregora Schlierenzauera (132 m)

W drugiej serii Schlierenzauer poszybował na 130.5 m, ale Polak ponownie zdeklasował rywali, uzyskując 135.5 m (łączna nota 279.3)

Tuż za czołową trójką uplasował się Piotr Żyła (129 m i 131.5 m/245.5 pkt). Dobrze skakali również pozostali biało-czerwoni – Maciej Kot, ostatecznie trzynasty i Aleksander Zniszczoł – 17.

Do drugiej serii nie udało się awansować Rafałowi Śliżowi i Dawidowi Kubackiemu.

Stoch dzięki zwycięstwu odrobił 33-punktową stratę do Toma Hilde w klasyfikacji generalnej i zajął w niej drugie miejsce. Polak powtórzył zatem swój wynik sprzed roku. Piąty był Piotr Żyła.

Zwycięzcą cyklu został już wcześniej Austriak Thomas Morgenstern, który w Klingenthal nie startował. Za dwa miesiące skoczkowie rozpoczną rywalizację na śniegu.

on. /3.10.2011/

***

Wierietielny ma ile chciał

Od marca Aleksander Wierietielny, trener mistrzyni olimpijskiej Justyny Kowalczyk, zarabiał o 30 proc. mniej niż po igrzyskach w Vancouver

– Zarząd Polskiego Związku Narciarskiego jednogłośnie zgodził się podnieść wynagrodzenie do kwoty której zażyczył sobie trener – poinformował sekretarz generalny Grzegorz Mikuła

Wierietielny znów ma zarabiać tyle ile po ubiegłorocznej olimpiadzie, czyli 21200 zł brutto. Na pensję składała się wówczas podstawa 8.2 tys. oraz premie za trzy medale igrzysk. Zgodnie z zarządzeniem ministra sportu z 8 grudnia 2010 r. umowa obowiązywała rok.

Od marca Wierietielnemu pozostała podstawa 8.2 tys. plus 7 tys. Zł dodatku za medale mistrzostw świata z Oslo, gdzie Kowalczyk wywalczyła srebro i dwa brązy. Poza tym trzeci raz z rzędu zdobyła Puchar Świata, 21 razy stała na podium i wygrała Tour de Ski, ale ministerstwo nie dopłaca do pensji za imprezy komercyjne.

Wierietielny był rozgoryczony obniżką. – Nie zasłużyłem na nią, uczciwie pracuję cały czas, a Justyna biegała lepiej niż po igrzyskach. Chciałem tylko by pensja była taka sama – mówił.

Każdy związek może dopłacać trenerowi ze środków od sponsorów. W wyjątkowych przypadkach ministerstwo może wyrównać różnicę. Warunek jest jeden: musimy mieć pismo ze związku z uzasadnieniempowiedział Jakub Kwiatkowski, rzecznik ministra Adama Giersza.

Wierietielny spełnia kryteria. – Dlatego napisaliśmy do ministra prośbę, czekamy na odpowiedź. Jak tylko ją dostaniemy, podpiszemy nową umowę – dodał Mikuła.

rb/gw /8.6.2011/

***

Ponad ćwierć miliona dla Justyny

Niespełna miesiąc wyniosła przerwa Justyny Kowalczyk po piekielnie męczącej zimie. Polka już wyruszyła na lodowiec do Austrii na pierwsze zgrupowanie przed nowym sezonem

– Ale i tak przez te wszystkie dni nie leniuchowałam, codziennie miałam jeden trening: biegałam po górach i jeździłam rowerem – zastrzegła mistrzyni olimpijska

Kilka dni temu w Krakowie Justyna odebrała premie za medale mistrzostw świata i zdobycie Pucharu Świata 2011. Od sponsora, Polbanku EFG – 150 tys. zł, od PZN – 90 tys. zł.

Dla porównania – minister sportu nagrodził ją sumą poniżej 40 tys. zł (tylko za medale mistrzostw świata).

Justyna z prezesem PZN Apoloniuszem Tajnerem wręczała też nagrody młodym narciarzom (11-20 lat), uczestnikom cyklu imprez Bieg na igrzyska. Co ciekawe – klasyfikację klubów wygrał klub spoza gór – MULKS z Tomaszowa Lubelskiego, a najwięcej punktów zdobyła Małgorzata Ziółkowska (16 lat) z Tomaszowa.

dch/su. /14.5.2011/

***

‘Królowa’ Bjoergen

Marit Bjoergen zdobyła prestiżowy tytuł ‘Królowej Nart’ przyznawany przez dziennikarzy. Justynę Kowalczyk żurnaliści ocenili na 6 miejsce

Norweżka Marit Bjoergen otrzymała tytuł ‘Królowej nart’ w plebiscycie dziennikarzy z Ameryki, Azji i Europy piszących o narciarstwie klasycznym i biathlonie, zrzeszonych w Forum Nordicum

Adam Małysz znalazł się w tym rankingu na 10 miejscu. Wśród biathlonistów triumfował rodak Bjoergen – Tarjei Boe

Czterokrotna mistrzyni świata z Oslo w biegach Marit Bjoergen zgromadziła 553 pkt i wyprzedziła o 133 mistrza świata i zdobywcę Krysztalowej Kuli w skokach Austriaka Thomasa Morgensterna.

Tytuł ‘Króla biathlonu’ przypadł trzykrotnemu złotemu medaliście mistrzostw świata w Chanty-Mansijsku i zdobywcy Pucharu Świata Norwegowi Tarjei Boe. Drugie miejsce, ze stratą 104 pkt, zajęła Niemka Magdalena Neuner.

Wyniki plebiscytu ‘Król nart’:

konkurencje klasyczne:

1. Marit Bjoergen (Norwegia, biegi) 553 pkt
2. Thomas Morgenstern (Austria, skoki) 420
3. Petter Northug (Norwegia, biegi) 237

4. Eric Frenzel (Niemcy, kombinacja norweska) 100
5. Dario Cologna (Szwajcaria, biegi) 78
6. Justyna Kowalczyk (Polska, biegi) 76
7. Jason Lamy Chappuis (Francja, kombinacja norweska) 47
8. Gregor Schlierenzauer (Austria, skoki) 42
9. Therese Johaug (Norwegia, biegi) 17
10. Adam Małysz (Polska, skoki) 16

biathlon:

1. Tarjei Boe (Norwegia) 563 pkt
2. Magdalena Neuner (Niemcy) 459
3. Kaisa Maekaeraeinen (Finlandia) 240

4. Emil Hegle Svendsen (Norwegia) 165
5. Martin Fourcade (Francja) 46
6. Arnd Peiffer (Niemcy) 41
7. Andrea Henkel (Niemcy) 40
8. Helena Ekholm-Jonsson (Szwecja) 18
9. Darja Domraczewa (Białoruś) 16
10.Lukas Hofer (Włochy) 9

int.pl/pap /20.4.2011/

***

8.3 miliona telewidzów!

Sobotni benefis Adama Małysza, który w Zakopanem pożegnał się oficjalnie ze skokami narciarskimi, obejrzało w TVP1 średnio 6.6 miliona widzów, a w szczytowym momencie oglądalności było to nawet 8.3 mln osób, co oznaczało 52.4 procent udziałów w rynku

Oglądalność transmisji z Wielkiej Krokwi sprawdziła pracownia TNS OBOP. Z przeprowadzonych przez nią badań rekordową widownię miały również programy informacyjne telewizji publicznej, które 26 marca poświęciły Małyszowi sporo miejsca

int.pl/pap /28.3.2011/

***

Hotel Małysza w Zakopanem?

Po zakończeniu kariery Adam Małysz wreszcie będzie mieć więcej czasu na sprawy nie związane ze sportem. Jedną z nich jest odkładana przez lata budowa domku letniskowego na działce w Zakopanem

Mieszkańcy miasta plotkują jednak, że oprócz tego skoczek szykuje się do postawienia w polskiej stolicy Tatr pensjonatu!

– Mam nadzieję często odwiedzać Zakopane. Kiedy odebrałem honorowe obywatelstwo ktoś żartował, że gmina powinna mi jeszcze dać mieszkanie. Bo głupio, by honorowy obywatel miasta nie miał gdzie spać, tylko nocuje w hotelu. Zatrzymywałem się w tutejszych hotelach przez lata i zdążyłem się przyzwyczaić lecz nawet najlepszy pokój nie zastąpi własnego gniazdka – mówił Małysz.

Skoczek, dzięki któremu do Zakopanego co roku przyjeżdżały dziesiątki tysięcy kibiców, ma kawałek ziemi na zboczu Gubałówki. Żeby jakieś prace mogły ruszyć potrzebuje jeszcze pozwolenia na budowę.

– Do tej pory nie było czasu zająć się tą sprawą. Może teraz zbiorę się i w końcu coś na tej naszej działce powstanie. Zawsze chciałem postawić ten szałasik, jak wy tu fajnie mówicie. Chciałbym tu przyjeżdżać. Nie jak do drugiego domu, ale do miasteczka, w którym świetnie się czuję. Tu rozpoczęła się moja kariera w Pucharze Świata, tu trenowałem kiedy w Beskidach nie było jeszcze żadnej skoczni. Mam tu mnóstwo przyjaciół. Cieszę się, że mogę przebywać wśród zakopiańczyków, bo to wspaniali ludzie. Tutejsi górale są trochę inni niż ci z Beskidów, skąd pochodzę. Ale nie mam zamiaru rozdzielać kultur. Również mimo że jestem ewangelikiem, a w Zakopanem większość to katolicy, nigdy nie czułem się z powodu innego wyznania obco. Kocham Wisłę, ale kocham i Zakopane. Za to co tu przeżyłem i za ludzi jakich tu spotkałem. Mam nadzieję że tak pozostanie – powiedział Małysz.

Być może mieszkający na stałe w Wiśle były już sportowiec będzie mieć jeszcze jeden powód, by regularnie pojawiać się w Zakopanem. Podobno oprócz domku dla siebie i rodziny planuje wybudowanie tu hoteliku lub pensjonatu. Podobnie po zakończeniu kariery zrobił Jens Weissflog, który prowadzi ośrodek wypoczynkowy w Oberwiesenthal we wschodnich Niemczech. Jeżeli plotki okażą się prawdziwe część kibiców podczas kolejnych edycji Pucharu Świata na Wielkiej Krokwi będzie mogła zanocować u czterokrotnego zwycięzcy tych zawodów.

kj/f. /29.3.2011/

***

Wąsy dla Adama Małysza

TRĄBY, WĄSY ORAZ SZALE – WSZYSTKO KU MAŁYSZA CHWALE. Kilkadziesiąt tysięcy kibiców pod Wielką Krokwią żegnało Orła z Wisły

Do pewnego czasu wszystko przebiegało zgodnie z planem. Kibice świetnie się bawili przy akompaniamencie muzyki. Skoczkowie za pomocą koła fortuny losowali odległości, na które mieli wylądować w 1 i 2 serii, aż nagle nad Wielką Krokwią nastąpiło załamanie pogody

Z minuty na minutę śnieg padał coraz bardziej. Mokre płaty w kilkanaście minut oblepiły całą skocznię i warunki do skakania z bardzo dobrych zrobiły się niebezpieczne. Próbne skoki oddało trzech przedskoczków, lecz jury nie zdecydowało się wypuścić z belki startowej 17 uczestników benefisu Adama Małysza.

Zawody odłożono o kwadrans, lecz śnieg nie przestawał padać. Mijały kolejne minuty, sytuacja stawała się coraz gorsza.

Widać że niebiosa nie chcą by pan kończył karierę sportowca. My też tego nie chcemy – mówił jeden z kibiców do żegnającego się ze skokami Małysza. – Pragniemy panu podziękować za piękne wzruszenia, za poczucie dumy, które wiązało się zawsze z pańskimi sukcesami. A było poczuciem dumy wszystkich w Polsce – mówił kibic podczas pożegnalnej imprezy najwybitniejszego polskiego skoczka narciarskiego w Zakopanem.

W oczekiwaniu na poprawę pogody na scenie ustawionej na wybiegu skoczni odbyło się oficjalne pożegnanie Adama Małysza. Wystąpili artyści: Brathanki, Blue Cafe, Kasia Wilk, Bracia, Zakopower, Pectus.

Wreszcie po godz. 19 rozpoczęły się skoki. Śnieżyca była na tyle silna, że o skokach do celu nie było mowy. Adam zapowiedział jednak, że bez względu na wszystko odda ostatni skok w swojej bajecznej karierze. Tylko część zaproszonych zawodników zdecydowała się na próbę w tak ekstremalnych warunkach. Zrezygnowali m.in. Austriacy Thomas Morgenstern i Gregor Schlierenzauer, Norweg Bjoern Einar Romoeren oraz Niemiec Martin Schmitt.

ADAM JEDNAK SŁOWA DOTRZYMAŁ I PRZY OWACJI TYSIĘCY FANÓW WYLĄDOWAŁ OSTATNI RAZ. Jego skok – choć nie był oceniany przez sędziów – był najdłuższy. Po lądowaniu zaproszeni na benefis polskiego skoczka zawodnicy utworzyli z nart szpaler, pod którym przejechał bohater wieczoru.

Zakopane – stolica

Zakopane znów na jeden dzień stało się stolicą sportów zimowych. Chociaż sezon skoków narciarskich już się zakończył, pod Giewont przyjechała gigantyczna liczba kibiców. Tym razem kibice nie ściskali jednak kciuków za jak najwyższe miejsce Adama Małysza w konkursie Pucharu Świata, lecz swoją obecnością złożyli hołd najlepszemu polskiemu skoczkowi w historii.

Do Zakopanego kibice zjeżdżać zaczęli już w piątek. Korki na wjeździe do miasta ustały dopiero koło północy. W sobotni poranek kolorowy tłum fanów wyległ na ulice miasta. Wcześniej wyszli zwłaszcza ci, którzy chcieli zobaczyć mistrza podczas uroczystości nadania mu honorowego obywatelstwa miasta Zakopanego, która odbyła się w Hotelu Kasprowy.

Małysz honorowym zakopiańczykiem

Sala konferencyjna hotelu, choć według zapewnień pracowników jest w stanie pomieścić pół tysiąca widzów, pękała w szwach. Wśród gości nie zabrakło przedstawicieli wszystkich zawodów i społeczności Zakopanego i okolic. ZJAWIŁ SIĘ TAKŻE WALTER HOFFER – DYREKTOR PUCHARU ŚWIATA I APOLONIUSZ TAJNER, PREZES POLSKIEGO ZWIĄZKU NARCIARSKIEGO.

Spotkanie przybrało formułę oficjalnych obrad rady miasta. Adam Małysz honorowe obywatelstwo otrzymał przez aklamację – nikt nie zgłosił sprzeciwu wobec tak zacnej kandydatury. Skoczek z Wisły dostąpił nie lada zaszczytu, bowiem tym tytułem w Zakopanem gospodaruje się niezwykle oszczędnie. Od 1901 r. w ten sposób wyróżniono jedynie 26 osób.

Argumentacja za wyróżnieniem Adama była prosta: ‘ZA PROMOCJĘ MIASTA, SKROMNOŚĆ I POSTAWĘ GODNĄ NAŚLADOWANIA’. Podkreślano również, że Małysz, choć urodzony w Wiśle jest najbardziej rozpoznawalną twarzą Zakopanego na całym świecie. Jeden z Górali przyznał nawet, że od soboty skoczek może swobodnie nazywać siebie Adam Małysz-Gąsienica!

Po wzniesieniu toastów za wielkiego mistrza i degustacji tortu ufundowanego przez Urząd Miasta Zakopanego, Małysz – najbardziej zajęty człowiek świata – ruszył na Wielką Krokiew. W ślad za nim podążył tłum kibiców, dziennikarzy i kamerzystów i fotoreporterów.

Tłum biało-czerwonych kibiców z godziny na godzinę gęstniał i około południa opanował całe miasto. Ulicami sunął sznur kibiców chcących ostatni raz zobaczyć, jak skacze Adam Małysz. Nieodłącznymi atrybutami miłośników skoków były oczywiście wszędobylskie, ogłuszające trąby. Ich jazgot narastał w miarę zbliżania się do Wielkiej Krokwi.

Wszystkim urosły wąsy…

Równie popularnym gadżetem wśród kibiców Małysza były w sobotę wąsy. Chyba nikt nie spodziewał się, że akcja pt. ‘zapuszczamy wąsy dla Adama Małysza’, nabierze takich rozmiarów. Wąsy tego dnia nosili wszyscy. Przyklejane, domalowane lub własne – wyhodowane specjalnie na ten jeden jedyny dzień.

Zacierali więc ręce sprzedawcy sztucznych wąsów. Można było je nabyć za jedyne 5 zł, bądź w tej samej cenie domalować. Dla kibiców wszystko.  Sprzedawcy podobnie jak kibice przybywali z różnych stron Polski. Z niezbyt odległej Limanowej (jak sprzedające szaliki i kapelusze Agnieszka i Dominika), ale także z Łodzi (domalowująca wąsy Ola), czy Poznania (panowie Marek i Zbigniew, oferujący najtańsze trąbki ‘małyszówki’).

Na 2 godziny przed początkiem benefisu na trybunach zasiadały już tysiące rozemocjonowanych widzów. Większości kibiców nie udało się niestety dostać biletów, które rozeszły się w błyskawicznym tempie, ale mimo to przybyli, by ostatni raz poczuć atmosferę skoków z Adamem Małyszem. Bo taka okazja więcej się nie powtórzy!…

rw/int.pl /26.3.2011/

***

Przesadził z pracą?

Trener Adama Małysza Hannu Lepistoe wrócił już do domu po pobycie w szpitalu z powodu choroby serca

Jestem mocno osłabiony, ale wracam do formy – powiedział fiński szkoleniowiec

– To była angina pectoris, choroba polegająca na niedokrwieniu serca. Krew nie płynie tak jak powinna, trafiając na zatory w tętnicach – wytłumaczył Lepistoe

Wcześniej nie chorowałem na serce i to mnie najbardziej zaskoczyło. Zawsze czułem się dobrze, tym bardziej byłem zdziwiony tym co się stało. Wygląda że przesadziłem ostatnio z pracą, chciałem zrobić za dużo rzeczy w zbyt szybkim tempie – dodał Fin.

Lepistoe nie będzie na benefisie Małysza w Zakopanem, który odbędzie się w sobotę. – Lekarze zalecili absolutny spokój, unikanie ruchu, zwolnienie tempa, tak by serce pracowało cicho i spokojnie.

wd/su. /25.3.2011/

***

Piękne polskie pożegnanie!

Kamil Stoch pierwszy, Adam Małysz trzeci na mamucie w Planicy!

Adam Małysz jest jeden. Nigdy nie będę drugim Małyszem, chcę być sobą i skakać najlepiej jak potrafiępowiedział Kamil Stoch, zwycięzca ostatniego konkursu w tym sezonie

Kiedy jury zdecydowało, że nie będzie II serii, bo wiatr nad Letalnicą rozhulał się na dobre, wszystko było jasne. Trzeci raz w historii Pucharu Świata dwóch Polaków stanęło na podium

Wygrał Kamil Stoch, trzeci był Adam Małysz. To, co jeszcze w piątek wydawało się nierealne, stało się faktem

Coś takiego można tylko wyśnić – powiedział później Małysz, który w Słowenii oddał swój ostatni skok w zawodach i zajął nie tylko 3 miejsce w pożegnalnym konkursie, ale w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata odrobił 27 punktów do Austriaka Andreasa Koflera i zepchnął go z podium.

Obiecał i dotrzymał

Obiecywałem że o to 3 miejsce będę walczyć do końca i dotrzymałem słowa – mówił Małysz. Kofler tym razem się nie liczył, zajął 23 miejsce.

Kiedy już Małysz stał na podium, drugi w końcowej klasyfikacji PŚ Simon Ammann klęknął przed nim. To był wzruszający gest czterokrotnego mistrza olimpijskiego, który przykleił sobie wąsy, podobnie jak Norweg Tom Hilde i kilku innych skoczków.

Ostatni konkurs w tym sezonie skończył się tak, jakby scenariusz pisano na zamówienie Polskiego Związku Narciarskiego. Wygrał przecież młody, nasz zdolny skoczek, kreowany nie tylko przez prezesa Apoloniusza Tajnera na następcę Małysza.

Kocham Izę – Dziękuję Hannu

Dziękuję, Adam! – to słowa Stocha skierowane do odchodzącego mistrza. A już w trakcie dekoracji, przed wejściem na najwyższy stopień podium Kamil ukłonił się nisko starszemu koledze i zatańczył krakowiaka. Teraz to on będzie dźwigać na swoich barkach nadzieje kibiców. Jedno jest pewne, łatwo mu nie będzie. Co ciekawe, Małysz skakał w ostatnim konkursie na nowych nartach. Na jednej z nich dziękował żonie, pisząc: Kocham Izę, na drugiej po fińsku: Dziękuję Hannu.

Jego 65-letni trener Hannu Lepistoe leży w szpitalu w Lahti, gdzie trafił w ubiegłym tygodniu z podejrzeniem zawału serca. Jeżeli oglądał transmisję z Planicy, na pewno zakręciła mu się łza w oku.

Jego zawodnik żegnał się bowiem ze skokami, tak jak przystało na czterokrotnego mistrza świata i czterokrotnego medalistę olimpijskiego. 3 miejsce w klasyfikacji końcowej PŚ, którą wygrywał 4 razy, jest tego najlepszym potwierdzeniem. To było naprawdę piękne i godne pożegnanie.

Dalekie skoki Małysza i Stocha dały Polakom 3 miejsce w Pucharze Narodów, przed Niemcami. To też spory sukces, o którym warto pamiętać.

Dzień wcześniej w turnieju drużynowym Polacy zajęli 4 miejsce, przegrywając z Austrią, Norwegią i Słowenią. Było więc tak jak podczas mistrzostw świata w Oslo na dużej skoczni. Najrówniej latał Małysz (207.5 – 209), najdalej Piotr Żyła (210), który ustanowił rekord życiowy. Najbliżej (160) lądował Stefan Hula, a Stoch żałował, że nie wyszedł mu taki skok jak w serii próbnej, gdy poleciał 226 metrów.

Austriacy w sobotę raz jeszcze udowodnili, że w tym sezonie nie ma na nich mocnych, a Norwegowie drugim miejscem żegnali się z trenerem Miką Kojonkoskim, który po 9 latach ich opuszcza i wraca do Finlandii.

W najbliższą sobotę najlepsi skoczkowie świata przyjadą do Zakopanego na benefis Małysza. Będą go żegnać, rywalizując w niecodziennym konkursie na celność lądowania, a później bawić się do białego rana.

Kamil Stoch, zwycięzca z Planicy:

To był piękny dzień, wygrać konkurs i stać na podium razem z Adamem, który kończy karierę. Na górze było nerwowo. Zawody przerywano, wznawiano i tak bez końca. Najważniejsze, by w takiej sytuacji utrzymać koncentrację. O strachu, nawet jak mocno wieje, nie ma mowy. Ufamy sędziom i wierzymy, że puszczą nas z belki w warunkach niezagrażających bezpieczeństwu. Ten skok, który dał mi zwycięstwo, był bardzo dobry, chyba najlepszy z moich wszystkich lotów w Planicy. Choć wiatr wiał w plecy, już na progu czułem, że będzie dobrze. Bardzo się cieszę, że Adam też wskoczył na podium w pożegnalnym konkursie. W przyszłym sezonie będzie nam go brakować, ale wszystko się kiedyś kończy. A to że Adamowi zatańczyłem i nisko się ukłoniłem to był odruch. Spontaniczna reakcja, której sobie nie zaplanowałem. Wiem że nie ucieknę od porównań z Adamem, ale nigdy nie będę drugim Małyszem. On jest jedyny i niepowtarzalny. Nigdy nie będzie drugiego Małysza. A ja po prostu chcę być sobą, Kamilem Stochem, i robić to, co do mnie należy, czyli najdalej i najlepiej skakać.

Adam Małysz, trzeci w Planicy:

Bardzo się cieszę, że odchodząc mogę przekazać pałeczkę Kamilowi. Mając takich zawodników jak on można być spokojnym o przyszłość polskich skoków. Tym bardziej że nie jest osamotniony. Wygrana Kamila w Planicy to wspaniała sprawa. Ja też mam się z czego cieszyć. Znów wskoczyłem na podium, nie tylko w tym konkursie, ale i w klasyfikacji końcowej. Widać ktoś tam na górze czuwa. Trochę smutno że nie ma z nami Hannu Lepistoe. Przygotowaliśmy mu kapelusz, serdak i ciupagę. Miał nią machać. Jeżeli nie będzie mógł przyjechać na moje pożegnanie do Zakopanego, to my pojedziemy do niego do Finlandii. Popłakałem się trochę, jak dotarło do mnie, że to już koniec. Długo się do tej chwili przygotowywałem, więc trochę mi łatwiej. Raz jeszcze przekonałem się, jakich mam wspaniałych kolegów na skoczni. Ammann, Morgenstern, Schlierenzauer – zachowali się cudownie. Miło zaskoczył mnie Tom Hilde. Nigdy nie był taki otwarty. Jestem zmęczony, choć oddałem tylko jeden skok w niedzielę. Ale emocje też męczą, a było ich przecież tak dużo…

jp/rp /20.3.2011/

Loty w Planicy

Konkurs indywidualny
1. K. Stoch (Polska) 217.3 pkt (215.5 m)
2. R. Kranjec (Słowenia) 215 (224.5)
3. A. Małysz (Polska) 203.6 (216)
4. G. Schlierenzauer (Austria) 201.4 (205.5)
5. A. Bardal (Norwegia) 198.9 (204.5)
6. S. Freund (Niemcy) 197.8 (206)
7. T. Morgenstern 190.8 (201)
8. W. Loitzl (obaj Austria) 187.8 (201)
9. J. Evensen (Norwegia) 187.7 (195.5)
10. M. Koch (Austria) 182.7 (193)

27. S. Hula (Polska) 112.1 (134)

Konkurs drużynowy
1. Austria 1669.9 (Morgenstern 215.5 – 232, Kofler 212 – 216.5, Koch 221.5 – 200.5, Schlierenzauer 220 -209.5)
2. Norwegia 1534.4
3. Słowenia 1488.6
4. Polska 1449.7 (Hula 183.5 – 160, P. Żyła 195.5 – 210, Stoch 206.5 – 197.5, Małysz 207.5 – 209)
5. Niemcy 1382.8; 6. Czechy 1357.7

Klasyfikacja końcowa Pucharu Świata (po 26 konkursach)
1. Morgenstern 1757 pkt
2. Ammann 1364
3. Małysz 1153
4. Kofler 1128
5. Hilde (Norwegia) 903
6. Koch 840
7. Freund 769
8. M. Hautamaeki (Finlandia) 764
9. Schlierenzauer 761
10. Stoch 739

39. Hula 95
54. Żyła 37
65. R. Śliż 7
67. M. Bachleda 6
78. T. Byrt 2

Klasyfikacja PŚ w lotach
1. Schlierenzauer 475 pkt
2. Koch 387
3. Morgenstern 378
4. Małysz 347
5. Ammann 311
6. Evensen 291
7. Hilde 263
8. Kranjec 242
9. Stoch 241
10. Hautamaeki 146

Klasyfikacja Pucharu Narodów
1. Austria 7508 pkt
2. Norwegia 4683
3. Polska 3239
4. Niemcy 3155
5. Finlandia 2443
6. Japonia 1697
7. Słowenia 1668
8. Szwajcaria 1364
9. Czechy 1091
10. Rosja 446

***

Polacy na 4 miejscu

Polacy zajęli 4 miejsce w drużynowym konkursie Pucharu Świata w skokach narciarskich, który odbył się w słoweńskiej Planicy

Biało-czerwoni byli bardzo rozczarowani po zajęciu 4 miejsca. A bez Adama Małysza powtórzyć ten wynik będzie bardzo trudno

– Nikt z nas nie oddał dwóch naprawdę dobrych skoków – tłumaczył Kamil Stoch pytany, czy szanse na podium zawalił Stefan Hula lądując w drugiej serii na 160 m. Faktycznie tak było. Kiedy w serii treningowej Stoch uzyskał 226 m wydawało się, że Polacy będą w stanie powalczyć ze Słoweńcami o 3 miejsce

Byli na nim po trzech skokach, dopiero wspaniały lot lidera gospodarzy Roberta Kranjca na 223.5 m sprawił, że przeskoczyli drużynę Łukasza Kruczka. Adam Małysz uzyskał największą odległość z Polaków (207.5), ale to nie wystarczyło do odparcia ataku Słoweńców. Polacy tracili zaledwie 3 pkt, w drugiej serii gospodarze już tylko powiększali przewagę aż do 39 pkt.

Drugi skok Huli rozstrzygnął definitywnie rywalizację o najniższe miejsce na podium. – Zaraz po wyjściu z buli zachwiało mi nartami, starałem się jak mogłem ratować ten skok, ale na niewiele się to zdało – tłumaczył załamany Hula.

Znakomicie spisał się za to Piotr Żyła oddając najdłuższy skok w życiu (210 m). Ani Stoch, ani Małysz nie polecieli tak daleko, ale oni startowali ze skróconego rozbiegu. – Nie udało się zająć miejsca na podium, choć było blisko. Wiem że w przyszłym sezonie, gdy zabraknie Adama, będzie jeszcze trudniej drużynie o miejsce na podium, ale wszystko zależy od nas. Musimy wykonać ciężką pracę na każdym treningu, walczyć na każdych zawodach, a wtedy przyjdą efekty – powiedział Żyła, który najpewniej zajmie teraz w polskich skokach miejsce numer dwa za Stochem.

W następnym konkursie drużynowym Polacy wystartują już bez Małysza (w niedzielę kończy karierę). I wtedy może być już szalenie trudno powtórzyć wynik z soboty.

Najmniejszych powodów do zmartwień nie mają za to Austriacy, którzy wygrali drużynowy konkurs na Velikance mając aż 135.5 pkt przewagi nad Norwegami – wynik rekordowy w historii konkursów drużynowych. To była deklasacja, której jednak wszyscy się spodziewali po piątkowym konkursie indywidualnym, kiedy zajęli wszystkie miejsca na podium.

Norwegowie mieli w Planicy swoje małe święto żegnając trenera Mikę Kojonkoskiego. Fin wydobył ich z zapaści, poprowadził do wielkich sukcesów i nawet dziś gdy skaczą słabiej wciąż są po Austriakach drugą potęgą.

W niedzielę kolejne wielkie pożegnanie na Velikance. Adamowi Małyszowi pozostały w Pucharze Świata dwa skoki. Odejdzie po 15 latach startów, do końca walcząc o 3 miejsce w klasyfikacji generalnej sezonu. Do Andreasa Koflera traci 27 pkt.

Wyniki:

1. Austria 1669.9 (859.4/810.5) (Morgenstern 215.5/232 m, Kofler 212/216.5, Koch 221.5/200.5, Schlierenzauer 220/209.5)
2. Norwegia 1534.4 (775.3/759.1) (Bardal 207.5/212.5, Evensen 201.5/210, omoeren 198.5/197, Hilde 200.5/198.5)
3. Słowenia 1488.6 (751.8/736.8) (Prevc 185.5/180.5, Damjan 186.5/220.5, Tepes 206/207.5, Kranjec 223.5/212.5)
4. Polska 1449.7 (748.8/700.9) (Hula 183.5/160, Żyła 195.5/210, Stoch 206.5/197.5), Małysz 207.5/209)
5. Niemcy 1382.8 (721.5/661.3)
6. Czechy 1357.7 (681.5/676.2)
7. Finlandia 1330.3 (690.7/639.6)
8. Francja 1303 (688/615)
9. Włochy 680

10. Rosja 658.4

klasyfikacja Pucharu Narodów:

1. Austria 7338 pkt
2. Norwegia 4564
3. Niemcy 3109
4. Polska 3075
5. Finlandia 2436
6. Japonia 1681
7. Słowenia 1557
8. Szwajcaria 1349
9. Czechy 1059
10. Rosja 432

Małysz bał się o Stocha

– Niedużo brakowało, a dostałbym zawału, jak w drugim skoku Kamil Stoch wyszedł z progu i narty mu odeszły – mówił Adam Małysz

Zachował się wtedy naprawdę świetnie i wyszedł z tej trudnej sytuacji jak profesjonalista – dodał skoczek z Wisły

Małysz był niepocieszony, że Polska w drużynówce zajęła najgorsze dla sportowca miejsce, tuż za podium, ale też był daleki od łamania kopii. – Była szansa na na podium, ale chyba wszyscy widzieliście, że Słoweńcy byli lepsi i wyprzedzili nas nie o kilka, tylko kilkadziesiąt punktów. Cóż zrobić, taki jest sport. Po serii próbnej był większy optymizm, ale w niej nie ma stresu i tak dużego poziomu adrenaliny – tłumaczył Małysz.

Małysz nie zamierzał zrzucać winy za porażkę ze Słoweńcami na barki Stefana Huli, który zepsuł drugi skok. – Nie można mieć pretensji do nikogo, chłopcy dawali z siebie wszystko, chcieli skakać jak najdalej, ale na zawodach różnie bywa – powiedział.

Piotrek Żyła skakał świetnie, a Kamil? Niedużo brakowało, a dostałbym zawału, jak w drugim skoku wyszedł z progu i narty mu odjechały, ale zachował się naprawdę znakomicie i wyszedł z tej trudnej sytuacji jak profesjonalista. Stefan Hula nie miał wielkiej formy, ale cały czas skakał nieźle. Stefan się starał, chciał jak najlepiej, więc nie można mieć do niego pretensji. Narty mu tam w powietrzu się rozjechały, a na mamuciej skoczni nie ma przelewek i właściwie nie ma szans na uratowanie takiej sytuacji.

Trwają analizy, czy Małyszowi uda się na zakończenie sezonu wyprzedzić Andreasa Koflera, do którego w klasyfikacji generalnej traci 27 pkt. W konkursie drużynowym Kofler szybował na 212 i 216.5 m (przy 207.5 i 209 m Adama). – W niedzielę będzie na pewno trudno, bo Kofler skakał dobrze w konkursie drużynowym, ale będziemy walczyć. Ja lądowałem trochę bliżej niż on, choć nie wiem jak tam z wiatrami było – zastanawiał się Adam.

Austriakowi wiało lepiej, a do tego w pierwszej serii startował z wyższej belki – w I serii odjęto mu 2.2 pkt, a w drugiej – 17.6, podczas gdy naszemu skoczkowi po pierwszej serii dodano 0.2 pkt, a po drugim odjęto 1.5 pkt.

Moje skoki w drużynówce może nie były najlepsze, ale na pewno przyzwoite. Wydawało mi się, że odlecę dalej, ale na dole brakowało wiatru. Na dodatek wolniejszy był rozbieg, na którym jechaliśmy o 3 kilometry na godzinę wolniej, niż w piątek – porównywał Małysz.

Małysz sprostował też informację, jakoby jego trener Hannu Lepistoe wyszedł już ze szpitala. – W piątek ktoś z Eurosportu powiedział mi, że Hannu jest w domu, ale to nieprawda – powiedział Małysz.

mb/dw/int.pl/pap /19.3.2011/

***

226 metrów Stocha w Planicy!

Bardzo dobrze spisali się polscy skoczkowie podczas serii próbnej przed konkursem drużynowym Pucharu Świata w Planicy. Kamil Stoch pobił rekord życiowy lądując aż na 226 metrze!

Adam Małysz znów pokazał wielką formę, plasując się tuż za młodszym kolegą – 219 m. Najlepszy okazał się Gregor Schlierenzauer, skacząc 233.5 m

Pierwszy z Polaków w serii próbnej skoczył Stefan Hula. Jego lot na 195 metr dał nadzieje na dobry występ naszych skoczków w konkursie drużynowym

Anders Bardal skoczył 212 metrów, a chwilę później Thomas Morgenstern pobił go wynikiem 218.5 m. Po tych próbach zdecydowano o obniżeniu belki startowej o dwie pozycje (z 20 na 18).

Piotr Żyła również zaliczył niezłą odległość. Wylądował na linii oznaczającej punkt K (185 m). Do walki o podium Polacy będą potrzebować jednak znacznie lepszych skoków.

Prawdziwy błysk formy zaprezentował Stoch. Zawodnik z Zębu poszybował wysoko nad zeskokiem i wylądował na 226 metrze. To jego rekord życiowy. Poprzedni był gorszy o 3.5 metra.

Okazało się, że to tylko preludium do wielkiego występu Martina Kocha. Austriak potwierdził teorię, że jest jednym z najlepszych ‘lotników’ i przebił Stocha dokładając do jego wyniku jeszcze 5.5 metra.

Dwa metry dalej od naszego zawodnika poszybował Robert Kranjec. Słoweniec chce sobie powetować piątkowy upadek w konkursie i potwierdza, że ciągle jest groźny ‘u siebie’.

Nie zawiódł także Adam Małysz. Orzeł z Wisły, dla którego to będzie ostatni konkurs drużynowy w karierze skoczył 219 metrów. Był to piąty wynik w serii próbnej, co potwierdza, że wicemistrz olimpijski chce się pożegnać ze skokami w najwyższej formie.

Dominację potwierdził Gregor Schlierenzauer. Austriak skoczył aż 233.5 metra i wygrał serię próbną. Wydaje się, że on i jego koledzy z reprezentacji są poza zasięgiem, ale Polacy na pewno podejmą walkę o podium.

wd/onet /19.3.2011/

***

Małysz bez trenera w Planicy

Nie tak wyobrażał sobie Adam Małysz swoje ostatnie w karierze zawody Pucharu Świata. Jego trener Hannu Lepistoe zamiast do Planicy trafił do szpitala. Stan szkoleniowca jest już dobry

Małysz przygotował na niedzielę niespodziankę trenerowi, a tu taki numer…

– Na pewno atmosfera miała być inna. Zabrakło Hannu i jest mi bardzo przykro, ale nic nie zmienię. Przygotowałem dla niego nawet niespodziankę. Szkoda że nie będzie tego widzieć na żywo – powiedział Małysz.

Takie sytuacje się zdarzają i są nie do przewidzenia. W środę rozmawiałem z nim i nic nie wskazywało, że jest chory. Brzmiał naprawdę zdrowo – dodał Małysz.

Fiński szkoleniowiec źle się poczuł będąc w Helsinkach, gdy miał odlatywać na zawody Pucharu Świata w Planicy. Natychmiast został przewieziony do szpitala, gdzie lekarze opanowali sytuację. W nocy z wtorku na środę nic złego się nie działo, trener został przewieziony do kliniki w Lahti, gdzie spędzi kilka najbliższych dni.

Na szczęście trener nie miał zawału serca, a tylko stan przedzawałowy. Nie stracił też przytomności i to jest optymistyczne. Teraz przechodzi badania, ustala się lekarstwa i dalsze leczenie. Obiecał że jak tylko dostanie znowu telefon, to się do mnie odezwie, a skoki będzie oglądać w telewizji – powiedział Małysz.

Dwa tygodnie temu jeszcze mówiłem, że jest w świetnej formie i tym bardziej te informacje mnie zszokowały. Dla mnie Hannu zawsze tryskał zdrowiem, nawet jak sobie coś naciągnął, to unikał lekarzy. Teraz na pewno też mu ciężko, bo w szpitalu nie chce leżeć i był trochę załamany sytuacją – dodał dwukrotny wicemistrz olimpijski z Vancouver.

Orzeł z Wisły w czasie mistrzostw świata w Oslo ogłosił, że to jego ostatni sezon w karierze. Oficjalne pożegnanie zaplanowano na 26 marca w Zakopanem. Miał w nim uczestniczyć także Lepistoe.

Szansa że przyjedzie do Zakopanego jest, ale na pewno mniejsza. Jeżeli on nie zjawi się w stolicy Tatr, to ja się do niego wybiorę. Tyle mogę obiecać. Nie myślałem jednak, by rezygnować ze startu w Planicy. On sam chciał, bym normalnie skakał. Powtórzył tylko, bym skupił się na dwóch dobrych skokach i pokazał na co mnie stać – poinformował Małysz.

Na piątek i niedzielę zaplanowano w Słowenii dwa konkursy indywidualne, w sobotę skoczkowie rywalizować będą drużynowo.

‘Stan Hannu był bardzo zły’

Prawdopodobnie błyskawiczna reakcja uratowała życie Hannu Lepistoe – napisała jedna z gazet. Na łamach gazety swoje przeżycia opisała żona trenera, Leila

Hannu Lepistoe przeszedł atak serca w swoim letnim domku, który po zimie wymagał pewnych napraw. W trakcie prac źle się poczuł i zadzwonił do żony, która niezwłocznie wezwała karetkę

Zadzwonił do mnie i powiedział, że źle się czuje. Był tam sam, nie miał mu kto pomóc – powiedziała Leila Lepistoe.

Na pytanie odnośnie stanu zdrowia, żona szkoleniowca Adama Małysza odpowiedziała, że teraz jest znacznie lepiej.

We wtorek jego stan był bardzo zły, teraz na szczęście znacznie się poprawił. Hannu jest przytomny, można z nim rozmawiać. Jest przy nim nasz syn Kalle – dodała Lepistoe.

Tata czuje się bardzo zmęczony i chory. Było źle, ale teraz lekarze określają jego stan jako stabilny. Zapewne jeszcze przez tydzień pozostanie w szpitalu. Ojciec na pewno chciałby przyjechać do Zakopanego na pożegnalne zawody Adama Małysza, ale za wcześnie jeszcze, by określić czy będzie to możliwe – powiedział Kalle, syn Hannu Lepistoe.

Hannu Lepistoe miał atak serca

Trener najwybitniejszego polskiego skoczka narciarskiego Adama Małysza, Fin Hannu Lepistoe miał atak serca. Jego stan jest stabilny, nie ma zagrożenia życia – poinformował asystent szkoleniowca Robert Mateja

O tym, co się stało, powiadomił nas syn fińskiego trenera. Lepistoe źle się poczuł będąc w Helsinkach, gdy miał odlatywać na zawody Pucharu Świata w Planicy. Natychmiast został przewieziony do szpitala, gdzie lekarze opanowali sytuację. W nocy z wtorku na środę nic złego się nie działo, trener został przewieziony do kliniki w Lahti, gdzie spędzi kilka najbliższych dni. Oczywiście nie będzie go w Planicy – powiedział Mateja.

Adam Małysz kontaktował się już z Hannu, przecież to dla niego bardzo ważna osoba. Adam, podobnie jak my, był bardzo zaskoczony – powiedział Grzegorz Mikuła, sekretarz generalny Polskiego Związku Narciarskiego.

65-letni Hannu Lepistoe jest trenerem Adama Małysza od stycznia 2009 r. Fin poprowadził polskiego skoczka do medali mistrzostw świata i igrzysk olimpijskich.

Po ogłoszeniu przez Małysza informacji o zakończeniu kariery sportowej, trener także zapowiedział przejście na emeryturę.

int.pl/pap /17.3.2011/ tn/su./pl/pap/orange /16.3.2011/

***

Małysz żegna się z Pucharem Świata

W weekend w Planicy Adam Małysz pożegna się z cyklem Pucharu Świata. W Słowenii wystąpi ostatni raz w karierze w oficjalnych zawodach

Rywalizować będzie w dwóch konkursach indywidualnych i jednym drużynowym

Orzeł z Wisły w Planicy startował ze zmiennym szczęściem. Pierwszy raz skakał pod Letalnicą w 1999 r. Wtedy, jeszcze jako kiełkujący zawodnik, zajął 28 i 30 miejsce. Później było już coraz lepiej

Prawdziwym hitem dla polskich kibiców zakończyły się konkursy w 2007 r. Małysz pojechał walczyć o swoją czwartą wygraną w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata i nie zawiódł. Wygrał wszystkie 3 konkursy i w akompaniamencie ‘stu lat’ i chóralnego wykonania przez kibiców Mazurka Dąbrowskiego odebrał Kryształową Kulę.

W zeszłym roku Małysz nie miał szczęścia w Słowenii. Po igrzyskach olimpijskich w Vancouver cała Polska po raz kolejny oszalała na punkcie Orła z Wisły. Zwieńczeniem sezonu miał być medal w mistrzostwach świata w lotach.

Na początku wszystko układało się zgodnie z planem. Podopieczny fińskiego szkoleniowca Hannu Lepistoe po dwóch pierwszych kolejkach był drugi i miał niecałe 3 punkty straty do Szwajcara Simona Ammanna. Przewaga nad Austriakiem Gregorem Schlierenzauerem wynosiła prawie 15 punktów, a nad Norwegiem Andersem Jacobsenem ponad 31. Drugi dzień zawodów był pechowy. Polakowi nic nie szło, a rywale nie zwolnili tempa. Po trzeciej kolejce utrzymywał drugą pozycję, ale w czwartej musiał uznać wyższość rywali. Miejsce na podium przegrał o 0.4 pkt.

Małysz 12 razy był na podium w Pucharze Świata w lotach (więcej od niego tylko Austriak Andreas Goldberger). Wygrywał PŚ w lotach 6 razy (więcej tylko Schlierenzauer). W mistrzostwach świata w lotach nigdy nie był na podium. I to właśnie tego medalu brakuje mu do kolekcji. To głównie dlatego w 2010 r. nie mógł przeboleć porażki i w wywiadach nie ukrywał rozczarowania. Publicznie wtedy tego jeszcze nie ogłosił, ale sam wiedział, że za 2 lata w norweskim Vikersund już nie wystąpi.

Planica jest szczególna dla Małysza jeszcze z innego względu. To właśnie tutaj najczęściej (oprócz Zakopanego) dopinguje go jego żona Iza i córka Karolina.

Dla samego Małysza zawody w Słowenii będą walką o podium w Pucharze Świata. Po ostatnich w Lahti traci do 3 Austriaka Andreasa Koflera 35 punktów.

Wiadomo że to koniec sezonu i moje ostatnie skoki w Pucharze Świata. Jadę pokazać się z dobrej strony i fajnie się bawić – powiedział w jednym z wywiadów dwukrotny wicemistrz olimpijski z Vancouver.

Na starcie w Planicy obok Małysza staną Stefan Hula, Kamil Stoch, Tomasz Byrt i Piotr Żyła. Na piątek i niedzielę zaplanowano rywalizację indywidualną, na sobotę drużynową.

Z perspektywy kibica będzie to jeden z najtrudniejszych konkursów. Trudno jest uwierzyć, że Orzeł z Wisły nie stanie więcej na rozbiegu…

int.pl/pap /15.3.2011/

***

Smutek trenera Lepistoe

Hannu Lepistoe, fiński szkoleniowiec Adama Małysza, nie ukrywa, że weekendowe konkursy Pucharu Świata w Planicy będą dla niego trudne. Jego podopieczny ostatni raz w karierze stanie do rywalizacji w oficjalnych zawodach

– Nie ukrywam, że mi smutno. W Słowenii będą to na pewno szczególne przeżycia, bo chyba ostatni raz będę obserwować skoki Małysza i zamacham mu polską flagą, dając sygnał do startu. Trudno mi na razie w to uwierzyć, ale to jest decyzja Adama i trzeba ją uszanować – powiedział trener Orła z Wisły

W trakcie mistrzostw świata w Oslo na początku marca dwukrotny wicemistrz olimpijski z Vancouver ogłosił, że to jego ostatni sezon w karierze.

Czy to odpowiedni moment? Nie wiem. Trudno to ocenić, ale na pewno nie należy spekulować, co by było gdyby. Adam czuł, że to właśnie teraz i tak postąpił. Nie zadawajmy pytań dlaczego i nie zastanawiajmy się, czy dałby jeszcze radę skakać rok czy dwa lata – zaapelował Lepistoe.

Fiński trener nie szykuje na zawody w Planicy niczego szczególnego dla Małysza. – Chcę by miał jeszcze poczucie, że wszystko jest po staremu. Tak łatwiej będzie chyba i dla mnie. W Zakopanem 26 marca na oficjalnym pożegnaniu oczywiście będę, ale myślę, że uściśnięcie ręki na do widzenia wystarczy – powiedział.

Małysz jeszcze w tym sezonie ma szansę stanąć na podium klasyfikacji generalnej Pucharu Świata. Do trzeciego obecnie Andreasa Koflera traci 35 punktów.

Adam ma w sobie ducha walki, dlatego mocno wierzę, że powalczy z Andreasem. Jest przygotowany. Kofler zazwyczaj gorzej sobie radził na mamutach, ale jest w tej chwili w takiej formie, że nie należy liczyć, że powinie mu się noga – powiedział Lepistoe.

Fin na razie nie rozważa podjęcia nowej pracy w roli szkoleniowca. – Najpierw musiałaby paść jakaś propozycja, a jej nie ma. Wprawdzie sam jej też nie szukałem, ale na pewno jeżeli dostanę jakąś propozycję to ją rozważę – przyznał.

Co zatem będzie robić po zakończeniu sezonu? – Mam sporo pracy. Zwłaszcza w swoim letnim domku. Po zimie jest parę szkód, trzeba wiele rzeczy ponaprawiać, może bym coś dobudował? Czas chcę spędzić też z rodziną, nacieszyć się bliskimi – powiedział Lepistoe.

int.pl/pap /15.3.2011/

***

Wierietielny chwali Kowalczyk

Aleksander Wierietielny, trener Justyny Kowalczyk, pochwalił naszą zawodniczkę za rozegranie biegu na 30 kilometrów techniką dowolną podczas mistrzostw świata w narciarstwie klasycznym w Oslo

Zawodniczka z Kasiny Wielkiej zdobyła w nim sobotę brązowy medal

Tak jak Justyna powiedziała, to był bardzo trudny bieg. Obrała jednak mądrą taktykę. Nie zmieniła nart w momencie, kiedy wszystkie dziewczyny to zrobiły. To było bardzo mądre posunięcie. Ten manewr uratował dla niej trzecie miejsce – przyznał szkoleniowiec.

tk/onet.pl /5.3.2011/

***

Brązowy medal Kowalczyk na 30 km

Justyna Kowalczyk zdobyła brązowy medal narciarskich mistrzostw świata w Oslo w biegu na 30 km. Zwycięstwo znów dla Norwegii, tym razem dla niesamowitej Therese Johaug, a tylko srebro dla Marit Bjoergen

Polka marzyła, by w końcu zdobyć złoty medal mistrzostw świata w Oslo, po tym jak dwa razy wybiegała srebro – przed tygodniem w biegu łączonym na 15 km i w poniedziałek na 10 km techniką klasyczną

Jej plany były o tyle uzasadnione, że na swoim koronnym dystansie 30 km Kowalczyk broniła tytułu mistrzowskiego z Liberca, a była też złotą medalistką olimpijską z Vancouver

To niesamowite uczucie po tak długim oczekiwaniu na złoty medal wygrać w końcu i to na swoim obiekcie, przed własną publicznością – cieszyła się na mecie blondwłosa Johaug.

Postanowiłam na drugiej pętli przyspieszyć, pracować jak najciężej, by uciec rywalkom i to się udało. To dla mnie perfekcyjny bieg! Marzyłam o tym złotym medalu na 30 km, ale tak naprawdę nigdy do mnie nie docierało, że mogę go wywalczyć. Przecież konkurentki na czele z Marit, Justyną, Charlotte Kallą były tak silne! Udało mi się jednak je pokonać! Marzenia się jednak spełniają!

Biegaczki wystartowały w umiarkowanym tempie mając świadomość, że trasa długa i wyczerpująca. Od startu prowadziła Kowalczyk, ale na drugim odcinku pomiarowym, po 2.8 km na czoło wysunęła się Johaug, za nią była Polka, trzecia Charlotte Kalla, a czwarta – ze stratą niespełna sekundy – Bjoergen.

Podczas podbiegu na 5 kilometrze Justyna miała lekką kolizję z Włoszką Marianną Longą, na moment upadła, po czym szybko wstała i pobiegła dalej, ale to wybiło ją nieco z rytmu. Na punkcie pomiarowym po 5 km Polka była siódma ze stratą 3.5 sekundy do prowadzącej Johaug.

Na 7 kilometrze od peletonu oderwała się piątka biegaczek: Johaug, Kristin Stoermer Steira, Bjoergen, Kalla i Kowalczyk, która szybko uzyskała 15 sekund (po 8 km) i 28 sekund (po 10 km) przewagi. Po 13 km uciekinierki były szybsze o 43 sekundy od Steiry, która osłabła i ponad minutę od Anny Haag.

Po 13.3 km prowadząca czwórka z Justyną zmieniła narty. Tuż przed zmianą był punkt żywieniowy, ale Polka po raz drugi zrezygnowała z przyjęcia napoju energetycznego, podczas gdy Bjoergen i Johaug skorzystały z nich po raz drugi.

Duet Bjoergen – Johaug szarpał kilkakrotnie, próbował uciekać, ale do poważnego ataku samej blondwłosej Johaug doszło na 16 kilometrze. Johaug szybko osiągnęła nieco ponad 20 sekund przewagi nad Marit i Justyną. Kowalczyk – widząc, że ta ucieczka może ją kosztować stratę złotego medalu – ruszyła w pogoń. Bjoergen szybko jednak odzyskała drugie miejsce.

Po 21.9 km prowadząca Johaug zmieniła narty po raz drugi, uczyniła to również Bjoergen. Polska Królowa Nart zrezygnowała nie tylko z drugiej zmiany, ale też z przyjęcia napoju energetycznego! Głównie dzięki rezygnacji ze zmiany nart Justyna doszła Bjoergen i zbliżyła się do Johaug na 16 sekund!

Ten ryzykowny zabieg (rezygnacja ze zmiany nart) na niewiele się Polce zdał. Po 23.8 km Johaug (czas 1:07:32) wyprzedzała Kowalczyk aż o 49.5 sekundy, a trzecią Bjoergen o 50.2 s! W tym momencie, na 6 km przed metą jasnym się stało, że Justyna i Marit walczą tylko o srebrny medal!

Sprawa srebra rozstrzygnęła się podczas zjazdu na 26 kilometrze, gdy Bjoergen uciekła zmęczonej Polce i błyskawicznie osiągnęła przewagę.

Na punkcie pomiarowym po 26.6 km Bjoergen wyprzedzała Justynę o 19 sekund, a po następnych 900 metrach zwiększyła przewagę o kolejne trzy sekundy. W ten sposób razem z Bjoergen Justynie uciekł srebrny medal, ale ten brązowy jest przecież też osiągnięciem Polki!

Wyniki na 30 km techniką dowolną:

1. Therese Johaug (Norwegia) 1:23.45.1
2. Marit Bjoergen (Norwegia) strata 44 s
3. Justyna Kowalczyk (Polska) 1.34
4. Charlotte Kalla (Szwecja) 2.05.5
5. Kristin Stoermer Steira (Norwegia) 2.20.8
6. Vibeke Skofterud (Norwegia) 2.36.4
7. Nicole Fessel (Niemcy) 3.03.9
8. Marianna Longa (Włochy) 3.09.8
9. Antonella Confortola Wyatt (Włochy) 3.10.2
10. Anna Haag (Szwecja) 3.11.4

43. Paulina Maciuszek (Polska) 12.24.7
47. Agnieszka Szymańczak (Polska) 13.43.5

int.pl /5.3.2011/

***

Wzięłaby w ciemno te trzy medale

– Gdyby mi ktoś przed mistrzostwami świata zaoferował trzy medale, to wzięłabym je w ciemno – powiedziała brązowa medalistka w biegu na 30 km Justyna Kowalczyk

– To był bardzo ciężki bieg i niesamowicie się cieszę z tego, że udało mi się zdobyć jakikolwiek, nawet ten brązowy medal – mówiła Kowalczyk, potwornie zmęczona walką z silnymi Norweżkami Therese Johaug i Marit Bjoergen

Po spokojnym początku Norweżki podyktowały szalone tempo, które spowodowało oderwanie się od peletonu czwórki narciarek (poza Johaug, Bjoergen i Kowalczyk złapała się jeszcze Szwedka Charlotte Kalla). Dopiero z tej czwórki uciekła Johaug i samotnie dotarła do mety przed Bjoergen i Kowalczyk.

Przez pierwsze 15 kilometrów biegłyśmy wszystkie w miarę razem, aż w końcu Therese Johaug postanowiła pokazać kto tu jest najsilniejszy na podbiegach (śmiech). Od tego momentu zaczęły się naprawdę schody. Dobrze że udało mi się załapać do ucieczki z Norweżkami, bo różnie mogło być – komentowała Polka.

Szans na dogonienie Johaug dzisiaj nie było, ona była za szybka. Próbowałyśmy razem z Marit ją dojść, parę razy ja szarpnęłam, ale wszystko było na nic. Therese była dzisiaj niesamowita – uznała klasę rywalki Kowalczyk.

Kowalczyk na trasie rezygnowała z przyjmowania napojów energetycznych, ale także postanowiła po raz drugi nie zmieniać nart na dobrze posmarowane.

Zrezygnowałam z drugiej zmiany nart, bo wówczas miałam około 7-8 sekund straty do Bjoergen, a wiedziałam, że tego dnia Marit też jest mocniejsza ode mnie i nie będę mieć z nią szans na trasie, ani na finiszu. Chciałam natomiast zostać z nią na trasie jak najdłużej, by jadące z tyłu – bodajże Kalla ze Steirą mnie nie dogoniły – uzasadniła swą taktykę Kowalczyk.

Ogólnie występ w Oslo Polka ocenia pozytywnie. – Nigdy nie przypuszczałam, że będę multimedalistką przez trzy lata z rzędu (na mistrzostwach świata w Libercu, igrzyskach w Vancouver i teraz w Oslo – przyp. red.). Wiem że oczekiwano ode mnie więcej, zdobycia złota, sama zresztą chciałam je zdobyć, ale rywalki były mocniejsze. Bardzo się cieszę ze zdobycia trzech medali w Oslo, troszkę żałuję dziesiątki klasykiem, chciałam, by się skończyła inaczej, bo byłam bardzo blisko złotego medalu. Ale summa summarum, gdyby ktoś przed mistrzostwami dawałby mi trzy medale – dwa srebrne i jeden brązowy, to przyjęłabym je w ciemno – nie kryła Kowalczyk.

int.pl /5.3.2011/

 

***

Takiej biegaczki jeszcze nie było!

Trzy medale – dwa srebrne i brązowy – zdobyła Justyna Kowalczyk w narciarskich mistrzostwach świata w Oslo. W sobotą była trzecia w biegu na 30 km techniką dowolną. Dwa lata temu w Libercu zdobyła trzy medale, w tym dwa złote

Narciarka z Kasiny Wielkiej ma w dorobku również cztery medale olimpijskie, w tym złoty wywalczony przed rokiem w biegu na 30 km w Vancouver

Listę jej sportowych trofeów uzupełniają także trzy Kryształowe Kule za zwycięstwa w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata. Ostatnią zapewniła sobie przed mistrzostwami w Oslo

Justyna Kowalczyk

data urodzenia: 23.1.1983, Limanowa
wzrost/waga: 173/50
klub: AZS AWF Katowice
trener: Aleksander Wierietielny

Osiągnięcia:

olimpiada 2006 (Turyn):

3 miejsce – 30 km tech. dow.
8 miejsce – 15 km (2×7.5 km techniką klasyczną i dowolną)
44 miejsce – sprint tech. dow.
nie ukończyła – 10 km tech. klas.

olimpiada 2010 (Vancouver):

1 miejsce – bieg na 30 km techniką klasyczną
2 miejsce – sprint na 1.4 km tech. klasyczną
3 miejsce – bieg łączony na 15 km (2×7.5 km techniką klasyczną i dowolną)
5 miejsce – 10 km techniką dowolną

mistrzostwa świata 2003 (Val di Fiemme):

48 miejsce – 10 km tech. dow.
31 miejsce – sprint

Mistrzostwa świata 2005 (Oberstdorf) – anulowane po dyskwalifikacji

9 miejsce – 10 km tech. dow.
13 miejsce – 15 km (2×7.5 km techniką klasyczną i dowolną)
12 miejsce – sprint
4 miejsce – 30 km tech. klas.

mistrzostwa świata 2007 (Sapporo):

17 miejsce – sprint
9 miejsce – 15 km (2×7,5 km techniką klasyczną i dowolną)
18 miejsce – 10 km tech. dow.
30 km – nie ukończyła

mistrzostwa świata 2009 (Liberec):

1 miejsce – 15 km (2×7.5 km techniką klasyczną i dowolną)
1 miejsce – 30 km tech. dow.
3 miejsce – 10 km tech. klas.
6 miejsce – sztafeta 4×5 km

mistrzostwa świata 2011 (Oslo):

2 miejsce – 15 km (2×7.5 km techniką klasyczną i dowolną)
2 miejsce – 10 km techniką klasyczną
3 miejsce – 30 km techniką dowolną

Puchar Świata:

debiut – 9.12.2001 (Cogne, 64 miejsce, sprint)
pierwsze punkty – 19.12.2001 (Astiago, 30 m, sprint)
pierwsze podium – 7.1.2006 (Otepaeae, 3 m, 10 km klas.)
pierwsze zwycięstwo – 27.1.2007 (Otepaeae, 10 km klas.)
36 miejsc na podium (15 triumfów, 13 drugich pozycji i 8 trzecich lokat)

Zwycięstwa w zawodach PŚ (15):

27.1.2007 – Otepaeae (Estonia) – 10 km techniką klasyczną
22.1.2008 – Canmore (Kanada) – bieg łączony (7.5 km techniką klasyczną + 7.5 km techniką dowolną)
17.1.2009 – Whistler (Kanada) – bieg łączony (7.5 km techniką klasyczną + 7.5 km techniką dowolną)
24.1.2009 – Otepaeae (Estonia) – 10 km techniką klasyczną
14.2.2009 – Valdidentro (Włochy) – 10 km techniką klasyczną
8.3.2009 – Lahti (Finlandia) – 10 km techniką dowolną
23.3.2009 – Falun (Szwecja) – finał PŚ
28.11.2009 – Kuusamo (Finlandia) – sprint 1.2 km techniką klasyczną
20.12.2009 – Rogla (Słowenia) – 15 km techniką klasyczną
10.1.2010 – Val di Fiemme (Włochy) – Tour de Ski
16.1.2010 – Otepaeae (Estonia) – 10 km techniką klasyczną
23.1.2010 – Rybińsk (Rosja) – bieg łączony (7.5 km techniką klasyczną + 7.5 km techniką dowolną)
6.2.2010 – Canmore (Kanada) – sprint 1.4 km techniką klasyczną
9.1.2011 – Val di Fiemme (Włochy) – Tour de Ski
4.2.2011 – Rybińsk (Rosja) – bieg łączony (5 km techniką klasyczną + 5 km dowolną)

Klasyfikacja PŚ:

2007/2008:
3 miejsce w klasyfikacji generalnej
3 miejsce w klas dystansów

2008/2009:
1 miejsce w klasyfikacji generalnej
Mała Kryształowa Kula (za dystanse)

2009/2010:
1 miejsce w klasyfikacji generalnej
Mała Kryształowa Kula (za sprinty)
Mała Kryształowa Kula (za dystanse)

2010/2011:
1 miejsce w klasyfikacji generalnej
Mała Kryształowa Kula (za dystanse)

Tour de Ski
2006/07 – 11 miejsce
2007/08 – 7 miejsce
2008/09 – 4 miejsce
2009/10 – 1 miejsce
2010/11 – 1 miejsce

int.pl/pap /5.3.2011/

***

Drugie srebro Kowalczyk

Justyna Kowalczyk druga w biegu na 10 km mistrzostw świata w Oslo! Polka przegrała złoto o zaledwie 4 sekundy. Na mecie znów cieszyła się Marit Bjoergen, która w Oslo zdobyła już trzeci złoty medal

To drugi srebrny medal polskiej narciarki w tegorocznych mistrzostwach świata; w sobotę była druga w biegu łączonym na 15 km. Bjoergen pozostaje niepokonana i ma już 3 złote medale, gdyż triumfowała też w sprincie, w którym Kowalczyk zajęła piąte miejsce

10 km techniką klasyczną to jedna z ulubionych konkurencji Kowalczyk. W tym sezonie w zawodach Pucharu Świata była jednak trzykrotnie druga, za każdym razem za Bjoergen. W Oslo Polka jako liderka klasyfikacji PŚ ruszyła na trasę ostatnia. Bjoergen pół minuty wcześniej.

Na pierwszym pomiarze czasu – po pokonaniu 2.2 km – Kowalczyk miała czas lepszy o 9.6 s. Pracowała bardzo ostro, a podwinięte rękawy stroju wskazywały jak wiele wysiłku kosztuje ją bieg. Na siódmym kilometrze przewaga zmniejszyła się niewiele – do 8.3 s, co mogło nastrajać optymistycznie przed finiszem. Bjoergen biegła już wtedy wspólnie z Marianną Longą, która wyruszyła na trasę pół minuty wcześniej. Wspólna praca i bezpośrednia rywalizacja napędzała Norweżkę i Włoszkę.

Obie finiszowały, jakby stawką był złoty medal, choć na niego miała szansę tylko Bjoergen. Po przekroczeniu kreski faworytka gospodarzy padła na ziemię i znalazła siłę tylko, by odwrócić głowę i patrzeć na kończącą bieg Polkę. Rezultat Kowalczyk okazał się gorszy o 4.1 s. To najmniejsza różnica w tym sezonie, ale nie zmienia faktu, że wieczorem na najwyższy stopień podium podczas dekoracji medalistek weszła Bjoergen.

Dałam z siebie wszystko. Chyba jeszcze nigdy nie byłam tak bardzo zmęczona po biegu. Ale się nie udało. Chyba wyjadę z Norwegii bez złotego medalu – powiedziała na mecie ze łzami w oczach Kowalczyk.

Brązowy medal zdobyła Finka Aino-Kaisa Saarinen, która w poprzednich mistrzostwach była na tym dystansie najszybsza. Narciarka z Kasiny Wielkiej drugi raz w Oslo odbierała srebrny medal. Łącznie ma w dorobku już 5 medali mistrzostw świata – 2 lata temu w Libercu wywalczyła dwa złote i brązowy.

Ostatni indywidualny start Kowalczyk – w sobotę. Wtedy czeka ją rywalizacja na 30 km techniką dowolną. Przed rokiem w igrzyskach olimpijskich w Vancouver zdobyła na tym dystansie złoto.

1. Marit Bjoergen (Norwegia) 27.39.3
2. Justyna Kowalczyk (Polska) strata 4.1
3. Aino-Kaisa Saarinen (Finlandia) 9.7
4. Therese Johaug (Norwegia) 23.7
5. Krista Lahteenmaki (Finlandia) 23.9
6. Pirjo Muranen (Finlandia) 26.8
7. Marianna Longa (Włochy) 28.9
8. Kerttu Niskanen (Finlandia) 49.7
9. Vibeke Skofterud (Norwegia) 1.00,9
10. Kristin Stoermer Steira (Norwegia) 1.03.6
47. Paulina Maciuszek (Polska) 3.33
54. Ewelina Marcisz (Polska) 4.09.2
55. Agnieszka Szymańczak (Polska) 4.15.6

Przebieg zawodów:

14:01 Kowalczyk 27:43.4. Złoto dla Bjoergen, srebro dla Kowalczyk, brąz dla Saarinen

14:00 Bjoergen ma czas 27:39.3

13:59 Walcząca o podium Saarinen ukończyła bieg z czasem 27:49. To powinno jej dać 3 miejsce

13:58 60 zawodniczek już jest na mecie, ale wygra któraś z dwójki Kowalczyk-Bjoergen. Na mecie powinny być za 4-5 minut

13:53 7 kilometrów: 1. Kowalczyk 19:05.5, 2. Bjoergen +8.3, 3. Saarinen +17.8… 43. Maciuszek +2.30.3… 54. Marcisz +3:08.3, 55. Szymańczak +3:19.5

13:53 Kowalczyk prowadzi na 3 kilometry przed metą! Ma 8.3 sekundy przewagi nad Bjoergen!

13:49 60 zawodniczek pokonało już 7 kilometrów. Prowadzi Krista Lahteenmaki z czasem 19:32.3. Za chwilę poznamy czasy Bjoergen i Kowalczyk

13:47 Kolejne zawodniczki mijają drugi punkt pomiaru czasu. Najszybsza jest Pirjo Muranen z czasem 19:34.3

13:43 2.2 kilometra: Ewelina Maciuszek jest 32, Ewlina Marcisz 46, a Agnieszka Szymańczak 56. Maciuszek i Marcisz są już na finiszu i z pewnością zakończą zawody w drugiej połowie stawki

13:40 2.2 kilometra: 1. Kowalczyk 6:49 2. Bjoergen +9.6 3. Saarinen +15.5. Kowalczyk rozpoczęła bardzo mocno i wyraźnie prowadzi. Kolejny punkt pomiarowy dopiero za 5 kilometrów

13:37 7:04.5. Z takim czasem prowadzenie objęła Aino Kaisa Saarinen. Za 3 minuty poznamy czas Justyny Kowalczyk

13:35 55 zawodniczek minęło już pierwszy punkt pomiarowy. Po 2.2 kilometra prowadzi Pirjo Muranen z czasem 7:11

13:34 Kowalczyk wystartowała! Przed nią biegnie Bjoergen

13:31 Za chwilę wyruszy na trasę pięć ostatnich zawodniczek. Kolejno Charlotte Kalla, Therese Johaug, Marianna Longa, Marit Bjoergen i wreszcie Justyna Kowalczyk

13:27 Agnieszka Szymańczak przebiegła już 7 kilometrów i ma czas 22:25. Ewelina Marcisz jest minimalnie lepsza. Wystartowała już Petra Majdić

13:24 Paulina Maciuszek po 2.2 km ma czas 7:45.6 i traci 4 sekundy do prowadzącej Sadie Bjornsen. Na starcie pojawiają się coraz bardziej znane nazwiska. Właśnie wystartowała Kikkan Randall

13:19 Za około 15 minut wystartuje Justyna Kowalczyk

13:16 Ewelina Marcisz z czasem 7:59.5 wskakuje tymczasowo na 5 miejsce. Kolejne zawodniczki spychają Szymańczak na dalszą pozycję. Wystartowała Paulina Maciuszek

13:14 Agnieszka Szymańczak z czasem 8:11 obejmuje prowadzenie

13:09 Pierwszy punkt pomiaru czasu: Po 2.2 kilometra z czasem 8:48.9 prowadzi Chorwatka Nina Broznić, która wyraźnie odstaje od biegnących przed nią rywalek

13:08 Na trasie jest już także Ewelina Marcisz

13:05 Agnieszka Szymańczak właśnie wystartowała

13:01 Oprócz Justyny Kowalczyk zobaczymy dziś jeszcze trzy Polki. Z numerem 11 Agnieszka Szymańczak, z 18 Ewelina Marcisz i z numerem 32 Paulina Maciuszek

13:00 Brazylijka Picin już ruszyła na trasę

12:55 Zawodniczki startują w kolejności odwrotnej do miejsc zajmowanych w klasyfikacji Pucharu Świata. Zaczyna Mirlene Picin z Brazylii, a jako ostatnia wyruszyła Justyna Kowalczyk

sports.pl/pap /28.2.2011/

***

Srebro, które bardzo bolało

Bieg na 10 km. Jeszcze przed ostatnim wzniesieniem Justyna Kowalczyk była pierwsza, ale Marit Bjoergen wyrwała jej zwycięstwo

To był bieg na wyniszczenie. Jeden wielki ból, jak potem powiedzą Justyna i Marit. Takich szaleństw się w Pucharze Świata nie ogląda, nawet w Tour de Ski każdy pamięta, że trzeba gdzieś przyhamować. A tu nie było żadnego kalkulowania. Tylko one, zegar i 10 kilometrów przed nimi…

Justyna padła tuż za metą, ktoś przykrył ją kocem. Nie pamięta nawet, kiedy wstała. Świadomość wróciła, gdy zobaczyła nad sobą serwismena Peepa Koidu. Marit leżała kilka metrów dalej. Wstała tylko dlatego, że zrobiło jej się niedobrze. Była tak zmęczona, że ceremonię wręczenia kwiatów medalistkom trzeba było opóźnić.

Wszystkie trzy – Bjoergen, Kowalczyk i Aino Kaisa Saarinen – pobiegły na granicy wytrzymałości. Ale znów się okazało, że w przypadku Bjoergen ta granica leży dalej. Po pierwszym pomiarze czasu Justyna prowadziła z przewagą ponad 9 sekund. Na drugim, po siedmiu kilometrach, była szybsza o 8.5. A na mecie straciła 4.1.

O 10 km stylem klasycznym mówi się, że to konkurencja Kowalczyk, ale medal zdobyła w niej dotąd tylko raz, brązowy w Libercu. W tym sezonie Bjoergen królowała niezagrożona. Te cztery sekundy to jej najmniejsza przewaga od dawna.

Nikt nie zmusił kibiców w Holmenkollen do tak długiej ciszy jak Justyna po pierwszym pomiarze czasu. Zdążyli jeszcze krzyknąć, gdy Marit mijała go z przewagą 5.9 sekund nad Saarinen, ale zza zakrętu już wypadła Polka, startująca ostatnia. Ruszyła 30 sekund za Bjoergen, a na pomiarze była tylko 20 sekund za nią.

Nawet Norwegowie mnie dopingowali, jeżeli chodzi o to, co się działo przy trasie, był to jeden z najpiękniejszych biegów w życiu – mówiła Justyna.

A na stadionie trwało ciche odliczanie: gdzie jest Kowalczyk, ile sekund minie, zanim przybiegnie tam, gdzie przed chwilą była Bjoergen. W pewnym momencie, na końcu najbardziej morderczego podbiegu, przewagi Justyny uzbierało się kilkanaście sekund. Od tej pory tylko malała. To, że w końcu zmieni się w stratę, było jasne już kilkadziesiąt metrów przed metą.

Kto wie, jak to by się skończyło, gdyby wystartowała Arianna Follis, trzecia w PŚ. Ale ta specjalistka od stylu dowolnego oszczędzała siły i Bjoergen ruszyła na trasę za inną Włoszką Marianną Longą, mocniejszą stylem klasycznym, zawziętą. Marit dogoniła ją trzy kilometry przed metą, wyprzedziła, ale Longa nie odpuszczała. To ujma na honorze, dać się wyprzedzić komuś, kto startował później. Ostatni kilometr do mety ścigały się tor w tor. Bjoergen mówiła później, że to jej pomogło urywać kolejne sekundy.

Każdej pomagali również sojusznicy rozstawieni co kilkaset metrów. Justynie nie tylko jej sztab, ale też zaprzyjaźnieni Rosjanie, Kazachowie, Czesi.  Bjoergen miała takich pomocników jeszcze więcej. Norwegowie rozstawili swoich ludzi co 200 metrów. Decydujące minuty wyglądały według Bjoergen tak: – Przed ostatnim podbiegiem przed metą słyszałam: ‘Dwie sekundy straty’. Na szczycie Gratishaugen: ‘Jesteś równo’. Po zjeździe na stadion: ‘Dwie sekundy przewagi’ – opowiadała później.

Na podium broniąca złota z Liberca Saarinen stała w koszulce mistrzyni z 2009, Bjoergen w nowej, a Justyna ściskała w dłoni pluszowego osiołka, którego nazywa ADHD i zabiera na szczęście.

Marit ma trzecie złoto w Oslo, Justyna drugie srebro i jeszcze jedną szansę przed sobą: sobotni bieg na 30 km stylem łyżwowym. W czwartkowych wyścigach sztafet Kowalczyk pobiegnie na drugiej zmianie, ale tam wielkich oczekiwań nie ma. Liczy się tylko sobota.

pw/rp /28.2.2011/

***

Walczyłam najmocniej w życiu

Rozmowa z Justyną Kowalczyk

W pewnym momencie pomyślałam, że wygram, albo przyjedzie po mnie pogotowie – powiedziała Justyna Kowalczyk, po zdobyciu w poniedziałek srebrnego medalu w biegu na 10 kilometrów techniką klasyczną

To był nieprawdopodobny wyścig, w którym zdobyła pani drugi srebrny medal podczas w Oslo.

To był na pewno mój najlepszy bieg w tym sezonie. I taki, w którym walczyłam najmocniej w życiu. Zmusiłam się do tego. Szkoda że nie wystarczyło i jest mi z tego powodu smutno. W pewnym momencie pomyślałam, że wygram albo przyjedzie po mnie pogotowie. Już raz zwozili mnie z trasy. Przykro mi, że nie dobiegłam pierwsza, ale drugie srebro to dla mnie i tak olbrzymi sukces.

Planowała pani zacząć tak szybko?

Nie. Po prostu miałam świetne posmarowane narty, a pierwsze cztery kilometry prowadziły po podbiegu.

A ostatnie 3 kilometry?

Nie ma co opowiadać, byłam bardzo zmęczona. Ostatniego półtora kilometra nie pamiętam. Trener coś do mnie krzyczał, widziałam też Bjoergen i Longę. Biegły razem, a tak jest lżej. Nie wiem, co się działo na stadionie.

Jeszcze nikt w tym sezonie nie zmusił Norweżki do takiego wysiłku.

Starałam się o złoto. Nie zrozumcie mnie źle, ale biegi narciarskie to nie Bjoergen. Każde pytanie jest o nią… Ostatnie dwa kilometry miałam słabsze niż Marit i Saarinen, ale walczyłam, ile mogłam.

Oficjalne pomiary były tylko dwa. Pani cały czas miała informacje o sytuacji?

Oczywiście. I to nie tylko od moich chłopców, ale też od Rosjan, Słowaków, Czechów, Kazachów. Dopingowali mnie też sami gospodarze. Jeżeli chodzi o to, co się działo na trasie, przeżyłam jeden z najpiękniejszych biegów w moim życiu. Jestem tu dobrze przyjmowana.

Został pani start na trzydzieści kilometrów. Od dzisiaj koncentruje się pani tylko na nim?

W nim nie będę ścigać się wyłącznie z Marit Bjoergen, lecz z całą norweską drużyną. Zrobią wszystko, by mnie i Charlottę Kallę – bo uważają nas za najgroźniejsze przeciwniczki – tak po trochu unicestwiać. Można najeżdżać na kijki, narty, a tego nie widać w telewizji. Boję się i mówię o tym głośno. I także dlatego tak bardzo zależało mi, by pokazać na dziesięć kilometrów klasykiem to, co we mnie najlepsze. Pokazałam, choć do ‘najlepszości’ zabrakło. Mam drugi medal. Nie wiem, jak dla innych, ale dla mnie to niesamowity sukces. Kiedy jednak przez 9 kilometrów biegniesz po upragnione złoto i w końcówce je tracisz, masz prawo być smutnym. Jednocześnie cieszę się, że srebrny medal jest mój. Saarinen była przecież bardzo blisko.

rozm. kw/ps /1.3.2011/

***

Przegrałam na własne życzenie

Rozmowa z Justyną Kowalczyk

– Jak 9 kilometrów biegniesz po złoto, upragnione, wymęczone, to masz prawo czuć się smutnym – powiedziała Kowalczyk

Od dawna nie była pani tak blisko pokonania Marit Bjoergen.

To mój najlepszy bieg w sezonie. I najbardziej waleczny w karierze. Szkoda, że nie wygrałam, jest mi smutno, przykro, ale jestem dumna, że się zmusiłam do takiego wysiłku. W pewnym momencie pomyślałam, że albo wygram, albo mnie pogotowie zwiezie. Nie było zwycięstwa, nie było pogotowia, ale srebro jest sukcesem.

Taki był plan, żeby pójść na całość od początku?

Nie poszłam na całość. Poszłam mocno. Gdyby każdy bieg miał taki profil, to bym każdy tak zaczynała. Naprawdę wszystko przemyślałam, nie jestem durna. Miałam świetnie nasmarowane narty. Pierwsze cztery kilometry to był podbieg, moja najlepsza strona i musiałam to wykorzystać.

A czego zabrakło na ostatnich kilometrach?

Nie pamiętam. Ostatniego 1.5 km po prostu nie pamiętam. Wiem że trener krzyczał do mnie. Widziałam że Marit i Longa biegły razem, obok siebie, i że się ode mnie oddalały, pamiętam, że ktoś mnie przykrył za metą. To wszystko. Na pewno ostatnie dwa kilometry miałam słabsze niż Bjoergen i Saarinen, ale zrobiłam, co mogłam. Opadłam z sił. To że Norweżka i Włoszka ze sobą współpracowały nijak mnie nie tłumaczy ze straconego złota.

Został jeden indywidualny bieg na 30 km. Teraz liczy się tylko to?

Nie, wcześniej są jeszcze sztafety, dobra forma przygotowań. A 30 km? To będzie najtrudniejszy bieg sezonu, boję się go. Nie będę tam walczyć z Marit Bjoergen, będę walczyć z całą norweską drużyną. Będą we cztery i zrobią wszystko, byśmy z Charlotte Kallą, bo jesteśmy uważane za największe rywalki, dostały w kość po drodze. Bieg łyżwą ze startu wspólnego jest trudniejszy niż bieg klasykiem. Daje więcej okazji, by tu nadepnąć na nartę, tu na kijek. W telewizji tego nie widać, ale to wybija z rytmu. Obawiam się tego i mówię to głośno. Dlatego dzisiaj tak mi zależało, by pokazać, co potrafię najlepszego.

Zadowolenie ze srebra jest większe niż rozczarowanie brakiem złota?

Powtórzę: srebro jest wielkim sukcesem. Ale jak 9 kilometrów biegniesz po złoto, upragnione, wymęczone, to masz prawo czuć się smutnym. I to jest smutek, który się da pogodzić ze szczęściem ze srebra. Przecież mogłam mieć brąz, Aino Kaisa Saarinen była tak blisko. Gratulacje dla niej, tak się ładnie pozbierała po kontuzji. Cieszę się, że wyścigi klasykiem już się w tych mistrzostwach skończyły, bo jeszcze jeden i pewnie by z nami wszystkimi wygrała.

Które srebro pani wyżej ceni: to czy z biegu łączonego?

Za dużo wymagacie. Gdybym mogła, to bym teraz leżała w łóżku, tak jestem zmęczona. Póki się nie zregeneruję nie potrafię się szczerze uśmiechać, może stąd wrażenie, że jestem smutna. Ale przecież nawet po olimpijskim złocie nie skakałam z radości. To wszystko musi wsiąknąć i dopiero wtedy przychodzi refleksja. Teraz mogę powiedzieć tak: ten bieg przegrałam na własne życzenie, a łączony na życzenie Norweżek. Taka jest różnica. Ale muszę to sobie jeszcze poukładać w głowie.

Przegrałam na własne życzenie? Mocne słowa.

Już taka jestem, że nie oceniam tylko innych. Zaczynam od krytykowania siebie. Nikt za mnie nie biegł i nikt za mnie nie przegrał. Jak masz na mecie 30 sekund straty, to możesz powiedzieć: Cholera, słaba byłam. A gdy prowadzisz 9 km i przegrywasz na ostatnim, to jak to nazwać? Na własne życzenie. Zrobiłam wszystko pięknie, ale czegoś zabrakło.

Podium było symboliczne: na nim trzy najlepsze narciarki ostatnich lat. Zresztą na szczęście nie ma w tych mistrzostwach żadnych niespodzianek, zawodniczek, które nagle zaczęły zadziwiać formą.

To prawda, na podium tylko Petry Majdić nam do kompletu brakowało. Mówiłam do trenera jeszcze przed mistrzostwami, że na tak ciężkich trasach nie będzie żadnego przypadku. Niespodzianka może się zdarzyć na 30 km, bo to jest specyficzny bieg. Ale myślę, że na koniec i tak zostaną tylko najwytrzymalsze.

Pani, Bjoergen i Kalla?

Charlotte była bardzo dobra w biegu łączonym, powyżej naszych oczekiwań, a technikę ma świetną, więc i na 30 km będzie mocna. No i bardzo jestem ciekawa, jak to tym razem rozegrają Norweżki. A teraz mam wreszcie dzień wolny od nart.

pw/rp /28.2.2011/

Wypowiedź Marit Bjoergen:

To moje najtrudniejsze i najbardziej oczekiwane zwycięstwo. Zakładałam że muszę zdobyć chociaż jedno złoto i chciałam go właśnie na tym dystansie. Ten bieg bolał strasznie. Myślałam: muszę zebrać cały ból z ciała, wepchnąć go do głowy i tam zatrzymać. Tak zrobiłam, proste, prawda? Justyna Kowalczyk jak zwykle zmusiła mnie do najwyższego wysiłku. To że mogłam biec obok Marianny Longi po tym, gdy ją dogoniłam, też miało znaczenie. Longa bardzo mi pomogła na ostatnim podbiegu, gdy wytrzymała tempo i miałam z kim się ścigać. Nie wiem, czy wystartuję w środę w drużynowym sprincie. To jedyna konkurencja, co do której nie jestem pewna, sztafety są już dzień po niej i trochę się tego obawiam. Zdecyduję najpóźniej we wtorek.

pw/rp /28.2.2011/

***

Smutna z medalem

Nie mogę sobie nic zarzucić, bo biegłam na sto procent możliwości, ale po prostu jestem trochę smutna – powiedziała Justyna Kowalczyk po odebraniu srebrnego medalu mistrzostw świata w Oslo za zajęcie 2 miejsca w biegu na 10 km techniką klasyczną

Polka na ceremonii medalowej ponownie pojawiła się w rozpuszczonych włosach, a nie z warkoczem. Tak jak w poprzednich dniach dekorację najlepszych zawodników oglądał kilkudziesięciotysięczny tłum kibiców.

Zdobycie kolejnego medalu na dużej imprezie podopieczną Aleksandra Wierietielnego bardzo cieszy, ale niedosyt, że nie jest on złotego koloru, tym razem jest silniejszy niż wcześniej.

Choć pięknie jest odbierać medal mistrzostw świata, to jestem trochę smutna i ten smutek zostanie ze mną pewnie trochę dłużej. Trener robił co mógł, bym przyszła po medal możliwie uśmiechnięta – dodała narciarka z Kasiny Wielkiej.

Zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami wtorek będzie dla Polki pierwszym od ponad dwóch miesięcy dniem bez nart. Na dłuższe wylegiwanie się w łóżku nie będzie sobie jednak mogła pozwolić.

Tak się składa, że we wtorek rano moi rodzice wracają do Polski i będę ich żegnać na lotnisku, ale przyjadą za to dwie siostry. To są takie same czarownice, jak ja, więc będzie gorąco – powiedziała z uśmiechem.

Wszystko wskazuje, że w środę kibice będą mogli zobaczyć, a raczej usłyszeć mistrzynię olimpijską z Vancouver w zupełnie nowej roli.

Prawdopodobnie będę komentować dla telewizji finałowe biegi sprintów drużynowych. Chciałabym, by Polacy usłyszeli trochę profesjonalizmu, trochę emocji po prostu prawdziwej biegaczki – powiedziała zawodniczka AZS AWF Katowice.

pap /28.2.2011/

***

Małysz z medalem w Oslo!

Adam Małysz zdobył w Oslo brązowy medal mistrzostw świata na średniej skoczni! Złoty medal zdobył faworyt Thomas Morgenstern. Austriak dwukrotnie skoczył najdalej (101.5 i 107) i nie zostawił złudzeń, kto jest najlepszy. Wicemistrzem został jego rodak Andreas Kofler

Prowadzący po pierwszej kolejce Małysz, Kofler i Morgenstern skakali najdalej także w drugiej serii, ale nie zamienili się pozycjami. To oznaczało, że Małysz zdobywa brąz (swój szósty indywidualny medal mistrzostw świata), a Austriacy srebro i złoto

Małysz uzyskał łączną notę 252.2, jego drugi skok na 102 metr to było za mało na 105 Koflera i 107 Morgiego. Do wicemistrza Polak stracił 79 pkt., a do zwycięzcy 17.

Kamil Stoch atakował czołowe pozycje z 10 miejsca. Wreszcie powiało Polakowi w jego próbie i skoczył 101 metrów! Jako pierwszy pobił barierę 100 m w drugiej serii. Został liderem z notą 240.5 (wyprzedził Gregora Schlierenzauera), ostatecznie zakończył zawody na świetnym, szóstym miejscu.

Piotr Żyła, który po pierwszej serii był 18, w drugiej skoczył całkiem dobrze, 96 m. Dało mu to 224 pkt. i 19 miejsce.

W pierwszej konkursowej serii presji nie wytrzymał nasz debiutant, Tomasz Byrt, który skoczył tylko 80.5 m, co sprawiło, że zajął ostatnie, 50 miejsce w 1 rundzie.

kg/onet /26.2.2011/

***

Tego nie da się opisać!

Adam Małysz zdobył swój szósty medal mistrzostw świata. Podczas konkursu na skoczni normalnej (HS-106) w Oslo wywalczył brąz

To była trudna walka, ale Thomas Morgenstern na tej skoczni królował. Ja przede wszystkim bardzo się cieszę, że mam ten medal! Jestem zadowolony, że przez tak długi okres byłem dobrze prowadzony i wciąż jestem w znakomitej formie. Tego się nie da opisać – mówił Małysz po zdobyciu swojego szóstego medalu mistrzostw świata.

Wcześniej Orzeł z Wisły zdobył cztery złote medale (2001 Lahti – skocznia normalna, 2003 Val di Fiemme – skocznia normalna i duża, 2007 Sapporo – skocznia normalna) oraz jeden srebrny (2001 Lahti – skocznia duża).

Co do swoich skoków Polak przyznał, iż w pierwszej próbie nieco przeszkadzał zawodnikom wiatr, w drugiej było już zdecydowanie lepiej.

Hannu i tak na pewno znajdzie błędy, bo jak on twierdzi – nigdy nie ma perfekcyjnych skoków – mówił z uśmiechem Małysz. – Ja się cieszę przede wszystkim dlatego, że nie zawiodłem. Oslo to dla mnie szczególne miejsce, byłem tu królem na dużej skoczni. Na pewno nie powiedziałem jeszcze ostatniego słowa – dodał najbardziej utytułowany polski skoczek.

Już dawno podjął decyzję

W piątek mówiło się o tym, że Adam Małysz ma 5 marca ogłosić zakończenie kariery. W sobotę, po wspaniałym konkursie na normalnej skoczni, Orzeł z Wisły nie potwierdził tych informacji

Nic takiego nie mówiłem, że ogłoszę zakończenie kariery 5 marca. Zawsze powtarzałem, że decyzję podejmę po mistrzostwach świata. Wtedy powiem, co będę robić dalej. Na razie jednak koncentruję się na zawodach, bo to są w końcu mistrzostwa świata. Co jakiś czas ktoś podaje niepotwierdzone przeze mnie informacje. Jestem już do tego przyzwyczajony – powiedział Małysz.

Ja już dosyć dawno podjąłem decyzję. Ale potrzymam wszystkich w niepewności i ogłoszę ją jednak wtedy, kiedy uznam to za stosowne – dodał.

tn/onet/tvpsp. /26.2.2011/ tk/onet.pl /26.2.2011/

***

Z nikim nie drze kotów

Relacjonujący narciarskie mistrzostwa świata w Oslo norwescy dziennikarze mnóstwo uwagi poświęcają Adamowi Małyszowi. Orzeł z Wisły sympatię mieszkańców kraju nad fiordami tłumaczy krótko: ‘staram się żyć ze wszystkimi dobrze i nie drzeć kotów’

Małysz w Norwegii jest do tego stopnia popularny, że jeden z miejscowych operatorów telefonii komórkowej zdecydował się podpisać z nim kontrakt reklamowy. Uśmiechnięta twarz polskiego skoczka znajduje się na wielu plakatach i tramwajach

W Norwegii mieszka dużo Polaków i bardzo się ich ceni. Bjoern Einar Romoeren (norweski skoczek) podszedł kiedyś do mnie i mówi: Adam dałbyś mi ze trzy autografy. Polacy remontują mi mieszkanie, strasznie fajni goście, ciężko pracują i prosili mnie bym im załatwił. Zapytałem go później czy jest zadowolony z remontu, to odpowiedział, że wszystko jest świetnie, a Norwegowie by mu tak na pewno tego nie zrobili – powiedział czterokrotny medalista igrzysk olimpijskich.

Podopieczny Hannu Lepistoe ceniony jest za postawę sportową, ale nie tylko. Norwescy kibice zgodnie mówią, że dla nich Małysz to nie tylko rewelacyjny skoczek, ale również człowiek niezwykle sympatyczny, pracowity i skromny, a to cechy dla mieszkańców tego kraju niezwykle cenne i dlatego zasłużył sobie na przydomek ‘Król Adam’.

Dla nich duża skocznia w Holmenkollen to wielka tradycja, a ja jako jedyny wygrałem na niej pięć razy – powiedział Małysz.

To właśnie na nieistniejącym już obiekcie, w miejsce którego powstała nowa skocznia, Małysz odniósł w 1996 r. swoje pierwsze zwycięstwo w zawodach Pucharu Świata. Między innymi dlatego nie milkną spekulacje jakoby Orzeł z Wisły miał właśnie tutaj, po sobotnim konkursie drużynowym ogłosić zakończenie kariery. Polak konsekwentnie odmawia jednak potwierdzenia tych doniesień i powtarza: ‘decyzję co do mojej kariery podjąłem już jakiś czas temu, ale ogłoszę ją kiedy uznam za stosowne’.

wkp/int.pl/pap /28.2.2011/

***

Gdyby nie Dziadek…

Prawdopodobnie obecny sezon jest ostatnim w karierze Adama Małysza. Startujący w mistrzostwach świata w Oslo skoczek przyznał, że choć wiele razy myślał o pracy trenerskiej, to nie wie czy się na nią zdecyduje. – To trudne i niewdzięczne zajęcie – powiedział Małysz

Małysz od dwóch lat jest pod indywidualną opieką Hannu Lepistoe. Polski skoczek jest pod olbrzymim wrażeniem umiejętności 64-letniego Fina, którego pieszczotliwie nazywa Dziadkiem

Ciągle siedzi na telefonie, kontaktuje się ze swoimi kolegami m.in. z Mattim Pullim, z którym wspólnie prowadził Mattiego Nykaenena. Cały czas wymieniają poglądy. Druga sprawa jest taka, że nie boi się opinii zawodnika, on je wręcz bardzo ceni. Mnie to czasem aż lekko wkurza na treningu, jak przychodzę po skoku, a on do mnie mówi – jakie są twoje pierwsze odczucia? Myślę sobie wtedy – ja cię gwiżdżę, powiedziałby Dziadek coś od siebie, to bym wiedział co odpowiedzieć. Przez to muszę być skoncentrowany na każdym skoku i starać się wyczuć co zrobiłem źle, by móc mu to przekazać. Wtedy on mówi co poprawić – powiedział Małysz.

Orzeł z Wisły uważa, że na pracy z Lepistoe bardzo zyskali także jego asystenci – Robert Mateja i Maciej Maciusiak, ale polskiej ekipie Fin imponuje nie tylko warsztatem trenerskim.

Jak idziemy na siłownię, to Hannu sobie zawsze znajdzie jakiś ciężarek taki ze 20 kg i nim macha, a my patrzymy z niedowierzaniem w jakiej formie można być w jego wieku. On bardzo dużo biega na nartach, a jak gramy w mini hokeja w sali gimnastycznej, to zawsze daje nam szkołę – dodał czterokrotny medalista igrzysk.

W mistrzostwach świata w Oslo Małysz zdobył brązowy medal na średniej skoczni. Przed nim w stolicy Norwegii jeszcze dwie szanse na dużym obiekcie – w czwartek w zmaganiach indywidualnych i w sobotę w drużynowych. Polak uważa, że bez Lepistoe nie osiągnąłby w ostatnich latach tak dobrych wyników.

– Nie boję powiedzieć, że to najlepszy trener na świecie. Potrafi znaleźć się w każdej sytuacji. Jest w stanie dopasować trening do indywidualnych potrzeb zawodnika. Gdyby nie on – pewnie już wcześniej zakończyłbym karierę, a na pewno nie odniósłbym takich sukcesów – powiedział 33-letni Małysz.

int.pl/pap /1.3.2011/

***

Kowalczyk zdobyła srebro!

Justyna Kowalczyk zdobyła srebrny medal w biegu łączonym kobiet na 15 km (7.5 km klasycznym + 7.5 km dowolnym) mistrzostw świata w narciarstwie klasycznym w Oslo. Wygrała Norweżka Marit Bjoergen, brąz padł łupem jej rodaczki Therese Johaug

Kowalczyk w Oslo broniła tytułu mistrzyni świata w tej konkurencji, który wywalczyła przed dwu laty w Libercu

Zawodniczki musiały walczyć w trudnych warunkach atmosferycznych (mocny wiatr, gęsta mgła i trzystopniowy mróz), jednak już po starcie narzuciły bardzo szybkie tempo.

Od początku na czoło stawki wysunęły się dwie wielkie rywalki Justyna Kowalczyk i Marit Bjoergen, choć tempo utrzymywały również Therese Johaug, Charlotte Kalla i Aino-Kaisa Saarienen.

Po pierwszym punkcie pomiarowym na 2.5 km zaczął się jednak ciężki podbieg, które znakomicie wykorzystała polska mistrzyni z Liberca oraz dwie Norweżki (Bjoergen, Johaug), które wyraźnie odskoczyły pozostałym rywalkom.

Na półmetku, przy zmianie nart na technikę dowolną, na czele ciągle znajdowały się trzy zawodniczki. Prowadziła Bjoergen, ale tuż za nią biegły Kowalczyk i Johaug.

Te trzy zawodniczki zdecydowanie nadawały ton rywalizacji. Rywalki – które teoretycznie lepiej biegną łyżwą – nie były w stanie choć na chwilę zagrozić czołowym zawodniczkom.

Podział medali rozstrzygnął się na ostatnim kilometrze. Na ostry zryw zdecydowała się Bjoergen i natychmiast uzyskała kilka metrów przewagi. Kowalczyk w tym momencie musiała zmagać się z Johaug, ale po chwili udało się jej wyprzedzić rywalkę. Finisz należał jednak do złotej medalistki w sprincie, która pewnie wygrała z dobrym czasem 38.08.6.

Kowalczyk zdołała obronić drugą pozycję, z przewagą 1.3 s nad Johaug. Do Bjoergen Polka straciła 7.5 s.

Dla Polskiej Królowej Nart to czwarty medal mistrzostw świata. Poprzednie trzy wywalczyła przed dwu laty w Libercu. W Czechach Polka triumfowała w biegu łączonym i na 30 km, a była trzecia na 10 km.

Narciarka z Kasiny Wielkiej ma w dorobku również cztery medale olimpijskie, w tym złoty wywalczony przed rokiem w biegu na 30 km w Vancouver. Listę jej sportowych trofeów uzupełniają także trzy Kryształowe Kule za zwycięstwa w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata.

Norweska taktyka

Kowalczyk przyznała, że w walce o złoto przeszkodziła jej norweska taktyka. Polka była zadowolona.

Pomyślałam sobie po przebiegnięciu 2.5 km, że zaryzykuję – pójdę klasykiem na maksa. Myślałam że może ktoś mi w tym pomoże, ale Norweżki schowały się za moimi plecami. Niemniej cieszę się, że tak to wszystko się skończyło – powiedziała Kowalczyk.

Mistrzyni świata w biegu łączonym z Liberca stwierdziła, że w walce o złoto przeszkodziła jej norweska taktyka rywalek.

Podczas zjazdu rywalizowałyśmy we trzy niemal ramię w ramię. Ale prowadząca Johaug puściła Bjoergen, a mnie już puścić nie chciała… Wręcz zajeżdżała mi drogę. To przekreśliło moje szanse na złoto, ale nie wiem, może gdyby tam była druga Polka, to zrobiłybyśmy tak samo – powiedziała Kowalczyk.

Bjoergen: Kowalczyk bardzo szybka

Marit Bjoergen zdobyła swój drugi złoty medal w Oslo. Norweżka przyznała jednak, że nie jest nie do zatrzymania w tych mistrzostwach i bierze pod uwagę siłę rywalek, w tym przede wszystkim Justyny Kowalczyk.

Norweżka stwierdziła, iż swój sukces zawdzięcza w dużej mierze świetnie przygotowanym nartom. – Miałam bardzo dobre narty, fantastyczną pracę wykonali w tej kwestii moi serwismeni – powiedziała.

Dwukrotna złota medalistka powiedziała, że kwestia zwycięstwa rozstrzygnęła się w końcówce. – Justyna Kowalczyk była bardzo szybka podczas jazdy klasykiem. Ciężko pracowała i praktycznie nie było między nami żadnej przerwy. Po zmianie nart wiedziałyśmy z Justyną i Therese Johaug, że wszystkie staniemy na podium i to między nami rozegra się walka o złoty medal – przyznała Bjoergen.

Norweska biegaczka przyznała, że nie uważa, iż w Oslo jest nie do zatrzymania. Oczywiście liczy na kolejne zwycięstwa, ale bierze pod uwagę siłę rywalek. – Wszystko jest sprawą otwartą, nie jestem tutaj nie do pokonania. Koncentruję się przed każdym startem i chcę wygrywać. Silne są jednak i inne zawodniczki, zwłaszcza jeżeli chodzi o styl klasyczny to trzeba uważać na Justynę Kowalczyk. Podobnie Johaug i Charlotte Kalla – powiedziała norweska mistrzyni świata.

tn/onet /26.2.2011/

***

Kowalczyk piąta w sprincie

Justyna Kowalczyk zajęła 5 miejsce w finale sprintu stylem dowolnym kobiet (1.3 km) podczas mistrzostw świata w narciarstwie klasycznym w Oslo. Swój pierwszy złoty medal w tych mistrzostwach wywalczyła Marit Bjoergen

Na starcie biegu finałowego stanęły trzy medalistki sprintu z zeszłorocznych igrzysk olimpijskich w Vancouver. Wielkie rywalki, Marit Bjoergen, Justyna Kowalczyk oraz Petra Majdić musiały jednak walczyć z jeszcze trzema innymi, równie silnymi rywalkami

Słowenka Vesna Fabjan, obrończyni tytułu z ostatnich mistrzostw świata, Włoszka Arianna Follis oraz Słowaczka Alena Prochazkova nie zamierzały oddać medali bez walki

Najlepiej wystartowały obie Słowenki, a Kowalczyk z Bjoergen początkowo trzymały się za ich plecami. Polka szybko jednak zdecydowała się na atak i sprytnie przeskoczyła do przodu po zewnętrznej.

W odpowiedzi mocniej przycisnęła Marit Bjoergen, która objęła prowadzenie po niezwykle mocnym podbiegu. Polka spadła tymczasem na 5 miejsce i na ostatniej prostej nie miała już siły dogonić rywalek.

Pierwszy złoty medal w Oslo wywalczyła Marit Bjoergen, 2 miejsce zajęła Arianna Follis, a 3 – Petra Majdić. Polkę wyprzedziła również Vesna Fabjan.

Bardzo się cieszę, że zdecydowałam się na start w tym biegu i oczywiście cieszę się z rezultatu, choć pewnie pozostanie trochę niedosytu, bo jak już się walczy o medal, to chciałoby się go mieć – powiedziała Kowalczyk.

W finale udało mi się chytrze wyskoczyć na 1 miejsce. To na ostatnim podbiegu dziewczyny zaatakowały ze zdwojoną siłą. Mnie jej już niestety zabrakło. Co tu dużo mówić. Nie dałam rady i tyle. Nie potrafiłam biec tak szybko jak one, a przede wszystkim Marit. Później Arianna Folis swoim sprinterskim sposobem zepchnęła mnie nieco, ale takie są właśnie sprinty. Dzisiaj działo się w nich jednak dużo dobrego dla mnie – mówiła zadowolona Kowalczyk, dla której był to najlepszy start w karierze w sprincie techniką dowolną na mistrzowskiej imprezie. Przed 8 laty w Val di Fiemme nasza zawodniczka zajęła 31 miejsce.

W finale zabrakło miejsca dla Szwedki Charlotte Kalli oraz Amerykanki Kikkan Randall, które zaliczane były do faworytek. Ta ostatnia zaliczyła upadek w ćwierćfinale.

Takie są sprinty. Ważne że nie upadłam, że nikt nie złamał mi kijka. I tak dwie faworytki straciły swoje szanse na medale. Było bardzo nerwowo. Nikt też nie chciał odpuścić, a często jest tak, że jak na zakręcie dochodzi do takiej sytuacji, to dwie osoby leżą. Bardzo się cieszę, że jakoś to wszystko fajnie wypadło. Przykro mi z powodu Kikkan, bo była przecież jedną z faworytek. Zawodniczki, które jednak przygotowują się tylko na jeden bieg, muszą liczyć się z takim ryzykiem. Dlatego cieszę się, że jestem uniwersalna – komentowała Kowalczyk.

Nie chciałem popełnić żądnych pomyłek i praktycznie nie popełniłam dzisiaj żadnej pomyłki – dodała.

Biegaczka z Kasiny Wielkiej, którą przyjechali dopingować rodzice oraz wierni kibice z jej rodzinnej miejscowości, cieszyła się z osiągniętego wyniku.

Oczywiście cieszę się z zakończenia, choć przecież wiadomo, że kiedy staje się do walki o medale, to chciałoby się je zdobywać. Z drugiej strony nazwiska zawodniczek, z którymi przegrałam, mają swoją wymowę. To są po prostu wielkie sprinterskie nazwiska – mówiła Polka.

Kowalczyk ma za sobą najsłabszą z konkurencji, w których weźmie udział w Oslo.

Sprint to moja najgorsza konkurencja. Jeżeli zatem potrafię się w niej zmobilizować i skupić, a do tego nie mając typowo sprinterskiej techniki i osiągnąć taki wynik, to pozostaje się cieszyć. W kwalifikacjach nie spisałam się najlepiej. W kolejnych biegach fajnie jednak wszystko się układało – tłumaczyła.

Po tym sprincie jestem pewna, że w kolejnych biegach będę mogła coś zrobić praktycznie z każdą zawodniczką na ostatnim kilometrze. Nie będę próbować wykonywać dziwacznych ruchów na trasie, a będę polegać na swoim finiszu. Potrafię być w nim mocna, oczywiście o ile nie jestem zmęczona – dodała.

Nie mogło oczywiście zabraknąć pytania, czy ktoś będzie w stanie w tych mistrzostwach pokonać Bjoergen.

Każdy kolejny start daje nowe możliwości. Zobaczymy czy uda się w tych mistrzostwach pokonać Marit. Poczekajmy. Na pewno jest bardzo mocna i ma w tej chwili już jeden tytuł mistrzyni świata. Mamy jednak następne biegi i każda dziewczyna, która będzie chciała walczyć o medale, nie będzie myśleć o tym, by pobić Marit, tylko by pobiec jak najlepiej. Takie jest też moje zamierzenie – zapowiedziała Kowalczyk.

Polka skomentowała też atmosferę panującą na wzgórzu Holmenkollen: – Atmosfera jest znakomita. Jesteśmy w końcu w kolebce narciarstwa. Oczywiście, że tutejsi kibice będą faworyzować swoich, ale fajnie dopingują też wszystkich innych zawodników.

kc/onet/tk /24.2.2011/

***

Cztery medale Kowalczyk?

Rozmowa z Józefem Łuszczkiem

Przed olimpiadą w Vancouver wywróżył, że Justyna Kowalczyk zdobędzie trzy medale, w tym jeden złoty. Przed mistrzostwami świata w Oslo jedyny polski mistrz świata w biegach narciarskich Józef Łuszczek jest nieco ostrożniejszy

– Szanse Justysi na medale oceniam na 99 procent. Trzy, a nawet cztery krążki powinna zdobyć. Ale nie podejmuję się prorokować ich koloru – powiedział Łuszczek

Ciekawe, co na to Marit Bjoergen?

Podobno wszystkie złote medale są zarezerwowane dla niej. Ale ja myślę, że krowa, która głośno ryczy, może dawać mało mleka. Jeżeli Justyna pobiegnie tak jak 6 stycznia w Toblach, na 16 kilometrów dowolnym, to Norweżka nie ma szans.

Bjoergen zażywa lekarstwa antyastmatyczne zawierające sterydy anaboliczne. Pan też walczył z astmatykami…

Na medycynie specjalnie się nie znam, ale pamiętam, że mój dziadek miał astmę. Strasznie dusił się kaszlem i wydawało się, że zaraz umrze. Wydaje mi się więc, że po ciężkim biegu astmatycy powinni padać i ciężko kasłać. A jakoś tego nie zauważyłem. Oj, dobrze powiedziała Petra Majdić, żeby albo stworzyć jedną klinikę, gdzie badaliby się wszyscy zawodnicy, albo organizować osobne zawody dla zdrowych i dla astmatyków.

Za pana czasów tego nie było?

Słyszałem o przetaczaniu krwi. Kolega z NRD mówił o planowym zapładnianiu zawodniczek, by odnosiły sukcesy w określonym czasie ciąży. Widziałem też, jak biegaczkom z Czechosłowacji czasem sypały się wąsy czy broda. Ja jestem dumny, że na czysto zostałem mistrzem świata w sporcie, gdzie liczyła się tylko Skandynawia i ZSRR. Mało, dokonaliśmy tego we dwóch, z trenerem Edwardem Budnym, bez wielkich pieniędzy. Pamiętam, że na koniec sezonu 1977/78 zaprosił mnie do Oslo sam król Olaf V, bo punktów w Pucharze Świata miałem więcej niż wszyscy Norwegowie razem wzięci. Życzę Justysi, by po mistrzostwach zaprosił ją król Harald.

Czego oczekuje pan od córki – Pauliny Maciuszek?

Nie było z góry pisane, że będzie narciarką. To zasługa jej matki, Michaliny. Dziewczyna ma zdrowie i dobre chęci. Zdobywała już punkty w Pucharze Świata. W uniwersjadzie była czwarta i piąta. Ale na ostatnich treningach w Wiśle nie dało się porządnie biegać, bo świeżego śniegu nie było. Więc nie wiem, czy forma się nie posypała. Gdyby nie to, mogłaby być w Oslo nawet w dwudziestce.

A Małysz?

Adam pokazał niedawno co potrafi na największym mamucie, a na skoczni mniejszej może być jeszcze lepiej. Liczę na medal. A w drużynówce są Austria i Norwegia, a potem sprawa otwarta.

A co u pana nowego?

Niedawno odwiedziłem w Suwałkach Wojtka Fortunę. Byłem zszokowany, bo są tam piękniejsze trasy dla narciarzy niż w Zakopanem. Można rozgrywać tam nawet zawody Pucharu Świata. Wojtek czuje się tam znakomicie. Może i ja przeprowadzę się na Mazury.

rozm. dch/su. /23.2.2011/

***

Kojonkoski podziwia Małysza

Już niebawem rozpoczną się mistrzostwa świata w narciarstwie klasycznym w Oslo. Trener norweskich skoczków Mika Kojonkoski wśród faworytów widzi Adama Małysza

Podziwiam Małysza. Uważam, że mimo problemów wynikających z dwóch kontuzji, jest w dobrej formie fizycznej. Adam z powodzeniem mógłby skakać jeszcze kilka lat – powiedział Kojonkoski.

Obok Małysza trener Norwegów za faworytów uważa też Thomasa Morgensterna, Gregora Schlierenzauera, Simona Ammanna, Toma Hilde i Severina Freunda.

mh/dp /18.2.2011/

***

246.5 metra Evensena!

Podczas kwalifikacji do zawodów Pucharu Świata w skokach narciarskich na mamucim obiekcie w norweskim Vikersund aż 246.5 m uzyskał zawodnik gospodarzy Johan Remen Evensen

Tym samym o 3.5 m poprawił własny rekord świata ustanowiony kilkadziesiąt minut wcześniej

Evensen jako czołowy zawodnik Pucharu Świata nie musiał brać udziału w

kwalifikacjach. W tej samej sytuacji byli Adam Małysz i Kamil Stoch. Ze skróconego po skoku Norwega rozbiegu Małysz skoczył 218, a Stoch 199 m. Kwalifikacje wygrał Słoweniec Robert Kranjec – 232 m.

Dotychczas rekord świata w długości skoku należał także do Norwega – Bjoerna Einara Romoerena. W 2005 r. w Planicy skoczył on 239 m. W 2003 r. rekordzistą został Małysz, który także w Planicy wylądował na 225 m, wyrównując osiągnięcie Andreasa Goldbergera z 2000 r. Na liście rekordzistów jest jeszcze jeden Polak – Piotr Fijas (194 m w 1987 r. w Planicy).

Rekordy świata w skokach:

1879 Torjus Hemmestveit (Norwegia) 23 m Huseby
1900 Olaf Tandberg (Norwegia) 35.5 Solberg/Baerum
1902 Nils Gjestvang (Norwegia) 41 Gustad/Modum
1909 Harald Smith (Norwegia) 45 Davos
1911 Anders Haugen (Norwegia) 46.3 Ironwood
1912 Gunde Andersen (Norwegia) 47 Gustad/Modum
1913 Ronald Omtvedt (USA) 51.5 Ironwood
1915 Amble Amundsen (Norwegia) 54 Vikersund
1916 Ronald Omtvedt 58 Stemboat Springs
1917 Harald Hall (USA) 61.9 Stemboat Springs
1918 Harald Hall 62.5 Stemboat Springs
1919 Anders Haugen 64.9 Dillon
1920 Anders Haugen 65.2 Dillon
1921 Harald Hall 69.8 Revelstoke
1924 Nels Nelsen (USA) 73 Revelstoke
1930 Adolf Badrutt (Szwajcaria) 75 St Moritz
1931 Sigmund Ruud (Norwegia) 81.5 Davos
1933 Robert Lymbourne (Kanada) 87.5 Revelstoke
1934 Birger Ruud (Norwegia) 92 Planica
1935 Reidar Andersen (Norwegia) 99 Planica
1936 Josef Bradl (Austria) 101.5 Planica
1938 Josef Bradl 107 Planica
1941 Rudi Gehring (Niemcy) 118 Planica
1948 Fritz Tschannen (Szwajcaria) 120 Planica
1950 Dan Netzell (Szwecja) 135 Oberstdorf
1951 Tauno Luiro (Finlandia) 139 Oberstdorf
1961 Joze Slibar (Jugosławia) 141 Oberstdorf
1964 Niko Zandanel (Włochy) 144 Oberstdorf
1965 Peter Lesser (RFN) 145 Kulm-Mitterndorf
1966 Bjoern Wirkola (Norwegia) 146 Vikersund
1967 Lars Grini (Norwegia) 150 Vikersund
1968 Bjoern Wirkola 160 Planica
1969 Manfred Wolff (RFN) 165 Planica
1973 Heinz Wosipiwo (RFN) 169 Oberstdorf
1976 Toni Innauer (Austria) 176 Oberstdorf
1981 Armin Kogler (Austria) 180 Harrachov
1983 Pavel Ploc (Czechosłowacja) 181 Harrachov
1984 Matti Nykaenen (Finlandia) 185 Oberstdorf
1985 Matti Nykaenen 191 Planica
1987 Piotr Fijas (Polska) 194 Planica
1992 Toni Nieminen (Finlandia) 203 Planica
1994 Christoph Duffner (Niemcy) 207 Planica
1997 Dieter Thoma (Niemcy) 213 Planica
1999 Tommy Ingebrigtsen (Norwegia) 219.5 Planica
2000 Andreas Goldberger (Austria) 225 Planica
2003 Adam Małysz (Polska) 225 Planica
2003 Matti Hautamaeki (Finlandia) 227.5 Planica
2003 Matti Hautamaeki 228.5 Planica
2003 Matti Hautamaeki 231 Planica
2005 Bjoern-Einar Romoeren (Norwegia) 234.5 Planica
2005 Matti Hautamaeki 235.5 Planica
2005 Bjoern-Einar Romoeren 239 Planica
2011 Johan Remen Evensen (Norwegia) 243 Vikersund
2011 Johan Remen Evensen 246.5 Vikersund

243 metry Evensena!

Na treningu przed kwalifikacjami do zawodów Pucharu Świata w skokach narciarskich na mamucim obiekcie w norweskim Vikersund aż 243 m uzyskał zawodnik gospodarzy Johan Remen Evensen. Tak daleko nie lądował jeszcze nikt

Szósty rezultat miał Adam Małysz – 199.5 m

Poprzedni rekord świata w długości skoku należał do innego Norwega Bjoerna Einara Romoerena, który w 2005 r. w Planicy wylądował na 239 m.

Po rekordowym skoku Norwega sędziowie obniżyli rozbieg o dwie belki i nikt nie zdołał powtórzyć wyczynu Norwega.

Norwegowie od podstaw przebudowali obiekt w Vikersund i jest to największa skocznia świata, na której możliwe są skoki nawet na 250 m.

Na skróconym rozbiegu świetnie radzili sobie Austriacy. Martin Koch i Thomas Morgenstern skoczyli po 217.5 m i zajęli kolejno 2 i 3 miejsce.

pap/int.pl/kc /11.2.2011/

***

Małyszowi nie podpasowało

Adam Małysz zajął 6 miejsce w zawodach Pucharu Świata na mamuciej skoczni w niemieckim Oberstdorfie. Zwyciężył Austriak Martin Koch

Po dobrych startach Małysza i Kamila Stocha we wcześniejszych zawodach Pucharu Świata apetyty kibiców rosły

W piątek podczas treningu Małysz poleciał na 212.5 m, co obok próby Simona Ammanna było najlepszą odległością. Stoch radził sobie słabiej, ale wszyscy liczyli, że siły pozostawił na konkurs

W pierwszej serii Orzeł z Wisły poleciał bliżej niż dzień wcześniej, jednak po uzyskaniu 201.5 m wiadomo było, że liczyć się będzie w walce o podium. Po znakomitym locie na 214.5 m prowadził Koch, a zawiódł ten, który zdominował serię próbną – Ammann. Jego skok na 188.5 metra (11 miejsce) sprawił, że tylko nerwowo machnął rękami zjeżdżając po zeskoku. Jeszcze słabiej zaprezentował się lider Pucharu Świata, Thomas Morgenstern, który uzyskał tylko 177.5 m (18 miejsce).

Z pewnością niezadowolony ze swojej próby był także Stoch, który po lądowaniu na 185.5 metrze zajmował 12 pozycję. W drugiej serii znalazł się także Piotr Żyła (185.5 m), a poza nią ostatni z Polaków Tomasz Byrt (169.5 m, 35).

W 2 serii prawdziwe emocje rozpoczęły się od skoku Stocha, który mierzył w czołową dziesiątkę. Polak uzyskał 207.5 m, obejmując prowadzenie. Stracił je niemal natychmiast, bowiem choć Ammann lądował 2 metry bliżej, wyprzedził Polaka o 0.1 pkt.

Kolejni skoczkowie również uzyskiwali skoki powyżej granicy 200 m i kibice czekali na to, co pokażą ci, którzy po pierwszej kolejce zajmowali miejsca w ścisłej czołówce.

Tymczasem warunki się pogorszyły i zawodnicy nie mieli z czego odlecieć. Małysz uzyskał tylko 184.5 m i mógł zapomnieć o miejscu na pudle. Kiepsko skakali także kolejni, ale klasę pokazał Koch, który wylądował na 210.5 m i zapisał na swoim koncie drugą wygraną w Pucharze Świata.

Małysz zajął ostatecznie 6 miejsce, Stoch był 11, a Żyła 27.

Oprócz tego, że trochę bolał mnie brzuch i miałem problemy z rozwolnieniem, moje skoki były bardzo dobre. Ten drugi wydaje mi się, że był nawet lepszy niż ten z pierwszej serii. Przy wietrze +19.9 punktu na skoczni mamuciej nie ma się szans na daleki lot, zwłaszcza w porównaniu z zawodnikami, którzy dostali tylko po kilka punktów dodatnich – powiedział po zawodach Adam Małysz.

Nie można mówić o braku siły czy błędach w moich skokach. Ten drugi był bardzo dobry, co potwierdził Hannu. Po prostu cały czas prześladuje mnie dziwny pech. Mam jednak nadzieję, że będzie podobnie jak w zeszłym roku, gdy miałem pecha prawie cały sezon, a potem na olimpiadzie było dobrze. Może teraz będzie tak samo podczas mistrzostw świata w Oslo – dodał Małysz.

Punkty za wiatr na mamutach sprawiają jeszcze większą różnicę niż na mniejszych obiektach, a ten system nie jest dopracowany. Tutaj chyba te punkty powinno się liczyć podwójnie. To kolosalna różnica, czy się leci przy ciszy, czy przy 2 m/s w plecy. Wtedy nie ma szans odlecieć – komentował Małysz.

Mam nadzieję, że jutro z brzuchem wszystko będzie w porządku, bo jeszcze nigdy mi się coś takiego na zawodach nie przydarzyło. Wziąłem tabletki i na konkursie już było trochę lepiej, ale czuję się otumaniony. Jadłem to samo co wszyscy, widocznie coś mi nie podpasowało – dodał Małysz.

Oby nie była to jakaś sztuczka Niemców, bo wówczas chyba nic tu bym już więcej nie jadł… – żartował Adam Małysz.

Oberstdorf HS 213 5.2.2011:

1 Koch Martin AUS 216.4 214.5 m 212.0 210.5 m 428.4
2 Hilde Tom NOR 194.8 192.5 m 211.8 209.5 m 406.6
3 Schlierenzauer Gregor AUS 196.4 198.0 m 208.1 208.5 m 404.5
4 Freund Severin NIE 207.4 205.5 m 192.1 190.5 m 399.5
5 Ito Daiki JAP 193.6 195.0 m 203.8 205.0 m 397.4
6 Małysz Adam POL 201.4 201.5 m 191.8 184.5 m 393.2
7 Kofler Andreas AUS 202.9 199.5 m 190.1 183.5 m 393.0
8 Uhrmann Michael NIE 199.0 202.5 m 193.7 194.5 m 392.7
9 Hautamaeki Matti FIN 200.3 205.0 m 192.2 189.5 m 392.5
10 Ammann Simon SZW 185.5 188.5 m 205.8 205.5 m 391.3
11 Stoch Kamil POL 185.3 185.5 m 205.9 207.5 m 391.2
12 Jacobsen Anders NOR 182.5 189.5 m 199.9 204.0 m 382.4
13 Koudelka Roman CZE 186.5 192.5 m 187.8 193.5 m 374.3
16 Morgenstern Thomas AUS 171.4 175.5 m 193.1 190.5 m 364.5
27 Żyła Piotr POL 155.9 168.5 m 164.1       174.0 m 320.0

mh/skijumping/km/onet /5-6.2.2011/

***

Stoch będzie królować?

Kamil Stoch już na pewno nie będzie zawodnikiem, któremu wyszedł jeden konkurs w życiu. 10 dni po sensacyjnym zwycięstwie na Wielkiej Krokwi w Zakopanem nasz skoczek sprawił jeszcze większą niespodziankę, wygrywając w niemieckim Klingenthal. – Teraz Kamil będzie królować na skoczniach – przewiduje Adam Małysz

Czterokrotny triumfator klasyfikacji generalnej Pucharu Świata w ostatnich dniach jest zdecydowanie w cieniu Stocha. Przegrał z nim w trzech konkursach z rzędu. Zdaniem mistrza, jego młodszy kolega jest obecnie w rewelacyjnej formie

Skacze świetnie i moim zdaniem jest jednym z faworytów następnych zawodów. Nie jest mi przykro z tego powodu. Przeciwnie, bardzo cieszy mnie ta sytuacja! Nie da się ukryć, że moja kariera pomału dobiega końca. Fajnie, że ktoś inny z naszej reprezentacji zaczyna skakać. I to tak, że wygrywa – mówi Małysz, który po zawodach w Klingenthal serdecznie wyściskał niedowierzającego temu co się dzieje Kamila.

To było bardzo fajne uczucie, choć jednocześnie czułem się trochę nieswojo. To zwycięstwo mnie zaskoczyło – przyznał Stoch. Bo też okoliczności tego sukcesu były inne niż w Zakopanem. Tam prowadził po pierwszej części zawodów i w finale po prostu obronił pozycję. W Klingenthal atakował z 4 miejsca. Dzięki doskonałym skokom w trudnych warunkach utrzymał się w czołówce, a potem skorzystał z błędów rywali. O wiele bardziej doświadczony Michael Uhrmann nie potrafił utrzymać olbrzymiej przewagi i sam oddał zwycięstwo w ręce Polaka.

Zgubiły go nerwy. Poza tym nie jest w takim gazie jak Kamil, któremu w tym momencie na skoczni w zasadzie nic nie przeszkadza. W środę skakał najrówniej. Myślę że jeszcze nie raz nas zadziwi – chwali rozpędzonego kolegę Małysz.

Miło słyszeć takie komplementy. Bardzo fajnie, jeśli ktoś tak o mnie mówi. W zasadzie o to chodzi w sporcie. Zawsze dążyłem do tego, by być najlepszym. Mam nadzieję, że któregoś dnia to nastąpi. Na razie czuję, że spełniam się w tym, co robię. I bardzo mnie to cieszy – mówi Stoch.

Zdaniem prezesa PZN Apoloniusza Tajnera utalentowany skoczek może być czarnym koniem zbliżających się mistrzostw świata w Oslo. Były trener kadry życzył tego Kamilowi po zwycięstwie w Zakopanem. Jeżeli jednak kariera naszego reprezentanta będzie rozwijała się w takim tempie, a przepowiednie Małysza okażą się trafne, Stoch pojedzie do Norwegii nie jako czarny koń, a faworyt!…

Klasyfikacja Pucharu Świata:

1. Thomas Morgenstern (Austria) 1514 pkt
2. Simon Ammann (Szwajcaria) 1073
3. Andreas Kofler (Austria) 980
4. Adam Małysz 900
9. Kamil Stoch 502
33. Stefan Hula 90

kj/se /4.2.2011/

***

To większy talent od Małysza?

Kamil Stoch błyszczy wspaniałą formą. Wygrał 2 konkursy Pucharu Świata i wyrasta na kandydata do medalu mistrzostw świata w Oslo. Prezes Polskiego Związku Narciarskiego Apoloniusz Tajner nie jest zaskoczony tymi wynikami

Zaskoczyło pana zwycięstwo Kamila Stocha w Klingenthal?

– I tak, i nie. Od kilku zawodów Kamil skacze świetnie, wygrał przecież bardzo trudny konkurs w Zakopanem. Na treningach i w kwalifikacjach skakał powtarzalnie, jest w formie. Zwycięstwo we wspaniałym stylu w Klingenthal to jednak na pewno bardzo miła niespodzianka.

Dość długo trzeba było czekać na tę eksplozję talentu Stocha.

– Kamil ma większy talent do skakania od Adama Małysza. Ale czas otwarcia talentu bywa różny. Są zresztą pewne podobieństwa między Adamem i Kamilem. Małysz zaczął wygrywać w Pucharze Świata w wieku 18-19 lat, potem przygasł na 3 lata i ponownie eksplodował. Kamil jako 20-latek wygrał pierwsze wielkie zawody, konkurs w Oberhofie w Letniej Grand Prix. Potem nie miał takiej obniżki formy jak Adam, szedł do przodu, ale małymi kroczkami. Cieszyło mnie, że czynił systematyczne postępy, choć nie zawsze przekładało się to na wyniki.

wd/dp /4.2.2011/

***

Kamil Stoch wygrał w Klingenthal!

Kamil Stoch potwierdził znakomitą formę i drugi raz w tym sezonie zwyciężył w zawodach Pucharu Świata!

Polak stanął na najwyższym stopniu podium w niemieckim Klingenthal. Na 2 miejscu rywalizację zakończył Thomas Morgenstern, trzeci był Simon Ammann. Adam Małysz był 7

W pierwszej serii Michael Uhrmann nie wierzył sam po lądowaniu, że skoczył 146.5 m. Wynikiem tym pobił rekord Ammanna z wtorkowych kwalifikacji (145 m) i znokautował rywali, którzy nawet się do jego osiągnięcia nie zbliżyli. Drugi był niespodziewanie Czech Koudelka za skok na 137 metr. Dopiero trzeci lider Pucharu Świata Morgenstern, a piąty Ammann. Dwóch czołowych zawodników sezonu rozdzielił ku radości kibiców z Polski Stoch

Polak, który zrezygnował ze skoku w serii treningowej, w pierwszej serii mimo trudnych warunków skoczył 132 m i z notą 129.6 punktu zajmował 4 miejsce, wyprzedzając wielu konkurentów z czołowej dziesiątki Pucharu Świata.

Małysz za skok na 130.5 m dostał notę 124.9 pkt. i był 6 również z realnymi widokami na podium, zaś Stefan Hula wylądował na 126.5 m, za co łączna nota wyniosła 106.5 pkt, co dało mu awans do 2 rundy zawodów (pozycja 28). W drugiej rundzie Hula popsuł skok (111.5 m) i zajął 29 miejsce na 30 skaczących.

Pozostałych Polaków nie zobaczliśmy w serii finałowej. Tomasz Byrt skoczył 122 m, łączna nota 96.8 pkt. Piotr Żyła doleciał do 114.5 m, co pozwoliło zdobyć 83.7 pkt.

W drugiej serii wspaniale skoczył Gregor Schlierenzauer, który skokiem na 140 m awansował z 17 na 5 pozycję. Walka o podium rozstrzygnęła się między czołowymi sześcioma skoczkami. Najpierw Małysz nie zdołał odlecieć konkurentom i ze skokiem na 130 m zajął ostatecznie 7 pozycję.

Emocje zaczęły się od skoku Ammanna. Szwajcar uzyskał 138.5 metra i jak się okazało dało mu to 3 pozycję. Po nim wspaniale poszybował Stoch, który czekał na wynik rywali z odległością 136.5 m. Popsuli swe skoki Koudelka (125.5 m) i Uhrmann (115 m), słabiej skoczył Morgenstern (134 m), który zajął 2 miejsce i to Polak był najlepszy w Klingenthal! Stoch wyprzedził w mistrzowski sposób rywali i pokazał niesamowitą formę zwyciężając drugi raz w karierze.

***

Kamil Stoch wygrał drugie w swojej karierze zawody Pucharu Świata! Na skoczni w Klingenthal Polak oddał skoki na odległość 132 i 136 metrów, które dały mu wygraną. Adam Małysz zajął 7 miejsce, Stefan Hula był 29

Stoch w Klingenthal potwierdził dużą formę. Po zwycięstwie w Zakopanem, tym razem młody skoczek z Zębu wygrał w niemieckiej miejscowości Klingenthal. Przy 30-tysięcznej publiczności oddał skoki na odległość 132 i 136 metrów, które dały mu drugie w karierze zwycięstwo w zawodach Pucharu Świata!

Obok Adam Małysza i Kamila Stocha, do konkursu awansowali Stefan Hula, Piotr Żyła i Tomasz Byrt.

Wtorkowe kwalifikacje wygrał Gregor Schlierenzauer, który wraca do wysokiej formy po kontuzji, jakiej doznał podczas treningu w Seefeld w połowie grudnia ubiegłego roku. Austriak osiągnął 143.5 m, ale – jak się później okazało – nie była to najdłuższa odległość. Startujący ze skróconego do 14 belki rozbiegu Szwajcar Simon Ammann uzyskał 145 m i ustanowił rekord obiektu.

Rok temu w Klingenthal triumfował Ammann po skokach 133 i 134 m. Drugie miejsce zajął wtedy Małysz – 130.5 i 134 m, a trzecie Schlierenzauer – 129 i 129.5 m.

Małysz z odległością 127 m został sklasyfikowany na ósmej pozycji w serii próbnej. Kamil Stoch nie startował. Pierwsze miejsce zajął Austriak Martin  Koch – 134 m.

Drugi był Fin Janne Happonen – 133.5 m, a trzeci Norweg Bjoern Einar Romoeren – 130 m. Lider Pucharu Świata Thomas Morgenstern wylądował tak, jak Koch na 134 m, ale miał lepsze warunki wietrzne i zajął 6 miejsce. Tuż za nim z odległością 131.5 m uplasował się Ammann.

Pozostali Polacy nie zachwycili. Piotr Żyła uzyskał 122.5 m i był 21, Tomasz Byrt – 122 m (24) i Stefan Hula – 121 m (33).

kg/onet/int.pl /2.2.2011/

***

To nie jest sprawiedliwe

Nowy system obliczania wyniku za oddany skok w konkursach Pucharu Świata wzbudza wiele kontrowersji. Dodawanie lub odejmowanie punktów za warunki atmosferyczne zdaniem Łukasza Kruczka, trenera polskich skoczków, jest niesprawiedliwe

Nowy regulamin nie jest sprawiedliwy, choć poprzednie zasady też takie nie były. Uznano, że system działa, lecz potrzeba w nim ulepszeń. Tylko działaczy coraz mniej interesuje nasze zdanie – powiedział Kruczek.

Jego wątpliwości popiera także Adam Małysz. – Przeliczniki nie oddają rzeczywistych strat w długości skoku – powiedział nasz skoczek, który ostatnio w Oberstdorfie skakał w fatalnych warunkach. Dodano mu niemal 20 punktów, ale nie zrekompensowało to krótszego skoku.

Mamy wrażenie, że czujniki wiatru reagują z opóźnieniem. Świadczą o tym odczucia zawodników. Punkty za wiatr dostajemy niby podobne, a nasze wrażenia z tego, co działo się w powietrzu są inne – dodał Małysz.

pl/f. /9.2.2011/

Kategoria Sport

Comments