Dowody zamachu są w Rosji

Musimy nauczyć się żyć ze świadomością że prezydent Rzeczypospolitej i znaczna część polskich elit z wielkim prawdopodobieństwem zginęła w wyniku zamachu. Dziś bowiem tylko pancerna głowa może wierzyć w wersję o pancernej brzozie

W Brukseli profesor Binienda i doktor Nowaczyk rozbili tę wersję w drobny pył

Prawdę mówi prokurator Seremet że nie ma dowodów zamachu. Nie ma ich w Polsce, bo są w Rosji. Teraz już wiadomo dlaczego Rosjanie nigdy nie oddadzą wraku. Bo zapewne są na nim ślady tego co się naprawdę stało. I nie dopuszczą do niego żadnych polskich ekspertów. I nie oddadzą nigdy oryginałów czarnych skrzynek. I będą kłamać i mataczyć do końca, drwiąc z prawdy w żywe oczy. Można powiedzieć – powtórka z historii odległej od Smoleńska o kilkadziesiąt lat i kilkanaście kilometrów.

O ile coraz jaśniejsze staje się to co wydarzyło się w Smoleńsku, o tyle wciąż ciemna pozostaje przyczyna dla której obecne polskie władze zamiast dobijać się do prawdy – zaangażowały się w obronę i powielanie rosyjskich matactw i kłamstw. Bez żadnych ekspertyz, bez żadnego naukowego stempla i podpisu, powtarzały kłamstwo o pancernej brzozie, o naciskach w kokpicie, o rzekomych sekcjach zwłok, o przekopaniu terenu na metr w głąb.

Pozostaje otwarte pytanie, dlaczego polskie władze nie okazują solidarności ofiarom. To co słyszałem w Brukseli od smoleńskich rodzin, jak są odtrącane, jak wbrew wcześniejszym deklaracjom odmówiono na przykład dopuszczenia zgłoszonego przez rodzinę eksperta amerykańskiego do udziału przy badaniu ciała Przemysława Gosiewskiego, jak się słyszy o bezradności rodzin w staraniach o dostęp do dowodów, albo chociażby o zwrot rzeczy osobistych ofiar – ciśnie się na usta pytanie – dlaczego niektóre polskie instytucje państwowe i funkcjonariusze państwa polskiego zachowują się tak jakby byli zakładnikami rosyjskich kłamstw i matactw.

– Rosja jest mocarstwem – powiedział do jednej z rodzin jeden z prowadzących śledztwo prokuratorów, w odpowiedzi na pytanie o przyczynę trudności w śledztwie. Ten argument jest często przywoływany jako usprawiedliwienie bezradności – nic nie zrobimy bo Rosja to mocarstwo. Dwuipółmilionowa Łotwa czy półtoramilionowa Estonia potrafią się temu mocarstwu przeciwstawić i w stosunkach z nim twardo bronić swoich racji, narażając się nawet – jak w sprawie praw rosyjskich mniejszości narodowych – na zarzuty na forum międzynarodowym. Z podniesioną głową robią swoje, podczas gdy w Polsce na słowo ‚Rosja’ zginają się karki i kolana.
Zakładnicy kłamstwa smoleńskiego nie są w stanie ich wyprostować.

Janusz Wojciechowski /30.III.2012/

***

Wątroba obok ciała Gosiewskiego

W trum­nie ś.p. Prze­my­sła­wa Go­siew­skie­go Ro­sja­nie zło­ży­li jego ciało, ale obok – nie we­wnątrz ciała – umie­ści­li wą­tro­bę, co jest wbrew pro­ce­du­rom sek­cyj­nym. Obok zwłok, w trum­nie, zna­le­zio­no też le­kar­skie rę­ka­wicz­ki

In­for­ma­cje te po­twier­dzi­ła Ja­dwi­ga Go­siew­ska, matka ś.p. Prze­my­sła­wa Gosiew­skie­go. Wcze­śniej w me­diach pu­bli­ko­wa­no nie­praw­dzi­we in­for­ma­cje na ten temat. Pi­sa­no o dwóch or­ga­nach oraz o le­kar­skich rę­ka­wicz­kach za­szy­tych w ciele

Po eks­hu­ma­cji szcząt­ków śled­czy nie mają pew­no­ści, czy zna­le­zio­ny w trum­nie organ na­le­ży do Go­siew­skie­go czy też innej ofia­ry ka­ta­stro­fy. Na to py­ta­nie mają od­po­wie­dzieć ba­da­nia dna. We­wnątrz ciała nie stwier­dzo­no obec­no­ści wątro­by. Na pod­sta­wie tego że w trum­nie znaj­do­wa­ła się jedna, można domniemy­wać że jest ona czę­ścią ciała nie­ży­ją­ce­go posła Prawa i Sprawiedliwo­ści, ale pew­no­ści co do tego nie ma. Wy­ni­ki badań mają być znane za trzy mie­sią­ce.

Po eks­hu­ma­cji oka­za­ło się także że w trum­nie znaj­du­ją się rę­ka­wicz­ki lekarskie, ale nie były one wszy­te w ciało, jak to wcze­śniej po­da­wa­no.

23 marca na Woj­sko­wych Po­wąz­kach w War­sza­wie po­wtór­nie po­cho­wa­no Przemysława Go­siew­skie­go. Był to po­now­ny po­grzeb po eks­hu­ma­cji, którą zleci­ła pro­ku­ra­tu­ra. Go­siew­ski był jedną z 96 ofiar, które 10 kwiet­nia 2010 r. zgi­nę­ły w ka­ta­stro­fie smo­leń­skiej. Był wi­ce­pre­mie­rem w rzą­dzie Ja­ro­sła­wa Ka­czyń­skie­go, sze­fem klubu par­la­men­tar­ne­go PiS-u.

onet /3.IV.2012/

***

To Rosjanie kazali zejść na 50 m

Granicą decyzji dla smoleńskiego lotniska była wysokość 100 metrów. Polski lotnik zeznał że to rosyjscy kontrolerzy kazali pilotom tupolewa zejść o połowę niżej

Zeznał tak członek załogi rządowego jaka, który z dziennikarzami na pokładzie wylądował na lotnisku Smoleńsk-Siewierny przed planowanym lądowaniem tupolewa

Mimo mgły i niesprzyjających warunków kontrolerzy lotu ze Smoleńska kazali załodze tupolewa obniżyć lot do 50 metrów, o połowę niżej niż mówią przepisy – takie zarzuty stawia im załoga polskiego samolotu jak, który wylądował tam z dziennikarzami krótko przed katastrofą TU-154M.

O tym że Rosjanie wydali takie komendy zeznał w polskiej prokuraturze technik pokładowy jaka chorąży Remigiusz Muś.

Dodał on że polecenie takie dostały załogi jaka, tupolewa i rosyjskiego iła, który po nieudanym lądowaniu odleciał na inne lotnisko.

Teraz polscy eksperci badają nagrania z taśm czarnych skrzynek jaka, jedynych oryginałów rozmów ze smoleńską wieżą które są od początku w polskich rękach. Na taśmach otrzymanych od Rosjan nie ma słów o 50 metrach, są o 100, czyli zgodnie z przepisami.

Potwierdza się więc że naciski owszem były, ale to Rosjanie byli naciskającymi.

fa.pl /6.2.2012/

***

Podłe kłamstwa płk. Putina

Pijany generał Błasik, czterokrotne podchodzenie do lądowania, lotnisko wyposażone w profesjonalny sprzęt, profesjonalizm kontrolerów z wieży i dobre przekazywanie wiadomości o pogodzie – to największe kłamstwa strony rosyjskiej po katastrofie naszego tupolewa pod Smoleńskiem

1. Pijany generał naciskał na pilotów by lądowali

Taki komunikat usłyszał cały świat po konferencji prasowej MAK-u w Moskwie.Rosjanie ogłosili że jedną z przyczyn katastrofy były naciski szefa sił powietrznych Andrzeja Błasika na załogę samolotu, by lądować za wszelką cenę i że generał miał 0.6 prom. alkoholu we krwi

2. Piloci cztery razy podchodzili do lądowania

To kłamstwo poszło w świat już w pierwszych minutach po katastrofie. A Międzypaństwowy Komitet Lotniczy twierdzi że załoga tupolewa robiła wszystko by wylądować w Smoleńsku. Polska komisja wykazała że załoga usiłowała wyprowadzić maszynę, a pilot wydał komendę: ‘odchodzimy’

3. Kontrolerzy nie mogli zamknąć lotniska

Według Rosjan ich kontrolerzy z wieży Siewiernego nie mogli zgodnie z prawem zamknąć lotniska mimo fatalnej pogody. Jednak tuż po katastrofie kontrolerzy sami przyznali że mogli zamknąć port i odesłać polski samolot gdzie indziej. Ich zeznania zostały jednak przez Rosjan unieważnione

4. Wszystkie urządzenia lotniska były sprawne

Moskwa uparcie utrzymywała że lotnisko było dobrze przygotowane do przyjęcia polskiej delegacji z prezydentem na pokładzie. Tymczasem ze stenogramów rozmów na wieży wiadomo że kontrolerzy tracili samolot z ekranów radiolokatora. Także oświetlenie było zepsute, a jedna z radiolatarni – niesprawna

5. Załoga wieży była dobrze przygotowana

Rosjanie od początku osłaniali swoich kontrolerów. Jednak polska komisja ujawniła że drugi z kontrolerów w całej swej karierze tylko kilka razy przyjmował samoloty Tu-154 i nigdy nie pracował na Siewiernym. W wieży panował bałagan, kontrolerzy nie wiedzieli co robić i gorączkowo wydzwaniali po instrukcje do Moskwy

6. Służby meteo działały bez zarzutu

Autorzy rosyjskiego raportu orzekli że meteorolodzy ze smoleńskiego lotniska przekazywali dobre dane o pogodzie. Jak jednak zeznali w prokuraturze sami meteorolodzy – prognozę przygotowywali ‘na oko’, a dane o pogorszeniu nie dotarły do dyżurnych, bo meteorolog… nie zaniósł ich do sąsiedniego budynku

mar/fa. /18.1.2012/

***

To Rosjanie są sprawcami

Rozmowa z Antonim Macierewiczem, posłem PiS-u, szefem parlamentarnego zespołu ds. wyjaśnienia katastrofy smoleńskiej

Zgodnie z ekspertyzą krakowskich analityków słowa o położeniu samolotu, które padły na chwilę przed katastrofą, wypowiedział nie gen. Błasik lecz drugi pilot mjr Grzywna. ‘Nie dysponujemy opinią, która mówiłaby że generał Błasik przebywał w kabinie’ – powiedział płk Szeląg na konferencji prokuratorów. To podważa ustalenia raportów MAK-u i komisji Millera?

Te raporty sporządzone zostały pod presją polityczną mającą na celu wskazanie że to polscy piloci doprowadzili do katastrofy. Tezę tę forsowali nie tylko Rosjanie ale także większość mediów i wielu przedstawicieli rządu Tuska, w tym płk Klich – jedyny polski akredytowany przy MAK-u.

Tezę tę Rosjanie opierają na tym że znaleźli zwłoki gen. Błasika właśnie w szczątkach kokpitu.

Jak dotąd nie przedstawili na to żadnego dowodu. Tak jak i nie przedstawili żadnego dowodu na to że skrzydło samolotu złamała brzoza. To tylko gołosłowne stwierdzenia motywowane politycznym zamówieniem. Chodziło o odsunięcie podejrzeń od prawdziwych sprawców – czyli od Rosjan.

Jak nowe doniesienia wpłyną na obraz katastrofy? Obecność generała w kokpicie wskazywana była jako tylko jedna z przyczyn.

Nowe ustalenia czynią niewiarygodną tezę o naciskach ze strony gen. Błasika i prezydenta Lecha Kaczyńskiego, na której zbudowana jest antypolska wersja o chaosie i niekompetencji, które miały spowodować błędne jakoby decyzje pilotów. Chodzi – przede wszystkim – o zarzut posługiwania się radiowysokościomierzem pokazującym wysokość od powierzchni gruntu zamiast wysokościomierzem barycznym mierzącym wysokość od pasa lotniska. To miało zmylić pilotów i doprowadzić do tragedii. Było jednak inaczej – to mjr Grzywna odczytywał dane z wysokościomierza barycznego (a nie gen. Błasik, jak podaje raport Millera) i to on we właściwym momencie poinformował że samolot znajduje się 100 m powyżej pasa lotniska. Wówczas kpt. Protasiuk wydał komendę ‘odchodzimy’. Piloci nie popełnili błędu i nie próbowali lądować. Przyczyną tragedii było ‘działanie osób trzecich’.

To wystarczający powód by podejmować dochodzenie na nowo? Nie wystarczy by prokuratura wojskowa wzięła nowe informacje pod uwagę?

Prokuratura pod kierownictwem gen. Parulskiego nie jest zdolna do prowadzenia tego śledztwa. Świadczy o tym wyłączenie ze sprawy m.in. prok. Pasionka i cała tragifarsa związana z płk. Przybyłem. Śledztwo musi przejąć prokuratura cywilna. Trzeba też natychmiast powołać nową komisję państwową i jednocześnie zwrócić się do organów międzynarodowych o ekspertów i o powołanie komisji międzynarodowej.

Bądźmy realistami. To byłby precedens gdyby po dwóch oficjalnych raportach – polskim i rosyjskim – robiono nowe dochodzenie.

Nie. To byłoby wycofanie się z błędów i podjęcie uczciwego badania. Precedensem zaś – i to na skalę światową – jest to że rząd Tuska oddał wszystkie narzędzia i możliwości rozstrzygania o przyczynach katastrofy w ręce Rosji. Precedensem jest także to że do dziś Polska nie dysponuje ani wrakiem, ani czarnymi skrzynkami, ani innymi kluczowymi dowodami, jak np. telefon satelitarny. A rząd premiera Tuska nie podejmuje żadnych działań by je odzyskać.

rozm. ft/su /17.1.2012/

***

Wina Rosjan jest bezdyskusyjna

– To Rosjanie nakazali obniżanie lotu i to oni nakazali lądowanie, mówiąc: ‘pas wolny’. Ich wina jest poza wszelkimi wątpliwościami – powiedział prezes PiS-u Jarosław Kaczyński

– Był z Moskwy rozkaz by nie przestrzegać reguł. To co podaje MAK uważam za całkowicie niewiarygodne. Dawno mówiłem że konstrukcja czegoś co niesie co najmniej 40 ton jednego skrzydła nie może być tak słaba by miękkie drzewko ją przecięło. To całkowity absurd – dodał Kaczyński

To najważniejsze śledztwo jakie prowadziła kiedykolwiek polska prokuratura. Z tego powinno coś wynikać. Skoro podstawowe tezy odnoszące się do generała Błasika i pilotów zostały podważone, to mamy do czynienia z sytuacją że w jakiejś mierze wszystko powinno rozpocząć się od początku – mówił Kaczyński.

Prokurator Seremet powinien wyciągnąć z tego wnioski personalne. To ogromna kompromitacja tych którzy na poziomie działań takie fałszywe tezy głosili. Mamy głębokie przekonanie że te zmiany nastąpić powinny – powiedział.

Mieliśmy dzisiaj konferencję prokuratury. Wiadomo że gen. Błasik nie wydawał żadnych poleceń w kokpicie. Jest również w najwyższym stopniu wątpliwe czy on w tym kokpicie był – komentował Kaczyński konferencję która odbyła się w siedzibie Prokuratury Generalnej.

Prezes PiS-u powiedział że w związku z popełnionymi błędami prokurator generalny Andrzej Seremet powinien rozważyć zmiany personalne w prokuraturze. – Jest też kwestia tego kto ma tak naprawdę to śledztwo nadzorować. Jaka ma być w nim rola gen. Parulskiego – mówił Kaczyński.

Spotkał nas zawód. W trakcie konferencji nikt nie powiedział przepraszam. Ani Seremet ani Parulski – mówił prezes PiS-u. – Trzeba przeprosić wdowę po gen. Błasiku, która naprawdę wiele wycierpiała. Także rodziny oficerów którzy byli pilotami i jak się okazało nie popełnili żadnych błędów i byli dobrze wyszkoleni – dodał.

Kaczyński zwrócił się także do premiera Donalda Tuska i powiedział że nie ma go w trudnych chwilach, wtedy kiedy jest potrzebny. – Sprawa przeprosin to jest także sprawa rządu pana Tuska. On jest pierwszym który powinien przeprosić – mówił Kaczyński.

Prezes PiS-u powiedział też że ‘ci którzy do tej pory nadzorowali śledztwo całkowicie zawiedli. Skompromitowała się też komisja Millera. Powinna być nowa komisja. Nam zależy by ta sprawa była prowadzona w sposób właściwy i by do końca powiedziano to co wszyscy wiedzą: że tezy się całkowicie rozpadły’.

‘MUSZĄ BYĆ KONSEKWENCJE’

Z kolei poseł PiS-u Antoni Macierewicz, również obecny na konferencji stwierdził że te frazy które były przypisane gen. Błasikowi wypowiedział drugi pilot i dodał że ‘rzecz w tym że na obecności gen. Błasika zbudowano antypolską tezę, że generał wymusił lądowanie które było niemożliwe’.

Druga sprawa, że piloci błędnie posługiwali się przyrządami – dziś wiemy, że posługiwali się prawidłowo. Teza o tym że piloci źle posługiwali się przyrządami jest tezą fałszywą. Z tego muszą być wyciągnięte konsekwencje – mówił Macierewicz. – Ta tragifarsa którą widzieliśmy gdy prokuratorzy nie mieli odwagi odpowiadać na pytania. Mieli odwagę zrzucać winę na gen. Błasika, hańbić polski mundur. A dziś nie mieli odwagi powiedzieć: ‘myliliśmy się, to był drugi pilot’. Ci ludzie nie mogą dłużej nadzorować śledztwa – ocenił poseł.

Według Macierewicza ‘najbardziej haniebne’ jest to w jaki sposób przeprowadzono sekcję zwłok ofiar. – W nocy z 10 na 11 kwietnia ustalono z rosyjskimi śledczymi, a także m.in. z prok. Parulskim, warunki sekcji. Do dziś prokuratura nie zgadza się na ekshumację, wciąż działa się na szkodę śledztwa. Nadal nie przeprowadzono badań topograficznych. Dopiero po 21 miesiącach będzie się badać skrzydło które miało uderzyć w pancerną brzozę. To tylko niektóre z grzechów poczynionych przez prok. Parulskiego – mówił poseł PiS-u.

Zapewniano nas że taśma z kokpitu jest w dobrym stanie. Wiemy że co najmniej 3 cm taśmy są tak zniekształcone że nie można ich odczytać. To jest gra propagandowa którą się robi wobec Polski. Nie można pozwolić by dowody pozostawały w Moskwie. Czarne skrzynki tam są bo rząd Tuska wyraził na to zgodę – powiedział były minister.

Macierewicz zapewnił także że PiS jest gotowe uzupełnić każde dane o jakie prokuratura poprosi. – Nie możemy jednak wyręczyć prokuratury w przesłuchaniu świadków. Możemy ich tylko wysłuchać, zrobimy to z chęcią – mówił.

Nie mamy pewności że Błasika nie było w kokpicie. Ale nie ma żadnych przesłanek że on tam był. Teza że był od początku była kłamliwa, antypolska. To że jego ciało leżało obok Ziętka, to kreacja medialna. Nie ma żadnej przesłanki, poza polityczno-propagandową – mówił Macierewicz. – Za wcześnie by formułować ostateczne wnioski, ale jedno jest pewne: do kluczowych zdarzeń doszło wyżej niż sądzono. Samolot nie rozpadł się – bo spadł na ziemię. On spadł na ziemię – bo się rozpadł – dodał.

Kilka dni temu Rzeczpospolita poinformowała że biegli z Krakowa podważyli jedną z najważniejszych tez raportów rosyjskiego MAK-u i komisji Jerzego Millera – o tym że obecność dowódcy Sił Powietrznych w kabinie pilotów pośrednio wywierała na nich presję.

Słowa które komisja Millera i MAK przypisywały gen. Andrzejowi Błasikowi w rzeczywistości wypowiadał mjr Robert Grzywna, drugi pilot prezydenckiego Tupolewa – twierdzi ‘Rz’. Według niej z ustaleń biegłych wynika że dowódca Sił Powietrznych nie uczestniczył w wydawaniu komend podczas lądowania. Ustalenia biegłych podważają też tezę o słabym wyszkoleniu i zgraniu załogi – podano.

kk/kdp/onet /16.1.2012/

***

To wymaga zmiany władzy

– Nie będę mówić o konsekwencjach. Trzeba to wszystko sprawdzić jeszcze raz. Oczekuję nowej komisji ws. katastrofy. Wszystkie te najobrzydliwsze oskarżenia okazały się nieprawdą – powiedział prezes PiS-u Jarosław Kaczyński

Komentował w ten sposób wczorajsze doniesienia że wyniki ekspertyz wykazały iż w trakcie katastrofy smoleńskiej gen. Andrzeja Błasika nie było w kokpicie TU-154M, jak wcześniej podawano

Do takich wniosków mieli dojść biegli z Instytutu Ekspertyz Sądowych im. prof. dr. Jana Sehna. ‘Rzeczpospolita’ potwierdziła wczoraj tę informację w dwóch niezależnych źródłach, które miały dostęp do ekspertyzy.

Zdaję sobie sprawę że odpowiedź na pytanie: co się stało w Smoleńsku wymaga zmiany władzy – mówił Kaczyński.

Ustalenia dokonane przez biegłych podważają jedną z najważniejszych tez raportów MAK-u i Komisji Millera – o tym że obecność dowódcy Sił Powietrznych w kabinie pilotów pośrednio wywierała na nich presję.

Twierdzenia zawarte w raportach z prac komisji Millera oraz MAK-u były oparte na zeznaniach osób które odsłuchiwały taśmy z rejestratorów lotu. W wyniku wielomiesięcznej analizy, w której pomógł specjalistyczny sprzęt, okazało się że słowa pierwotnie przypisane gen. Błasikowi wypowiadał drugi pilot.

kk/pap /13.1.2012/

ANODINA I TUSK BĘDĄ PRZEPRASZAĆ

‘Jeżeli potwierdzą się informacje dziennika Rzeczpospolita to kłamstwo smoleńskie już ostatecznie rozpadnie się w proch i pył. Nie da się wówczas dłużej utrzymywać że ś.p. gen. Andrzej Błasik naciskał na pilotów, by lądowali w Smoleńsku’ – napisał na swoim blogu w poseł PiS-u Marcin Mastalerek. Dodając że szefowa MAK-u Tatiana Anodina i Donald Tusk będą musieli przeprosić za kłamstwa zawarte w obu raportach o przyczynach katastrofy smoleńskiej.

Rzeczpospolita podała że biegli Instytutu Ekspertyz Sądowych im. prof. Jana Sehna w Krakowie podważyli jedną z najważniejszych tez raportów rosyjskiego MAK-u i komisji Jerzego Millera – o tym że obecność dowódcy Sił Powietrznych w kabinie pilotów pośrednio wywierała na nich presję. Słowa które komisja Millera i MAK przypisywały gen. Andrzejowi Błasikowi, w rzeczywistości wypowiadał mjr Robert Grzywna, drugi pilot rządowego tupolewa – twierdzi ‘Rz’. Według niej z ustaleń biegłych wynika że dowódca Sił Powietrznych nie uczestniczył w wydawaniu komend podczas lądowania. Ustalenia biegłych podważają też tezę o słabym wyszkoleniu i zgraniu załogi – podano.

js/blogipolit. /13.1.2012/

***

Grzechy śledztwa smoleńskiego

Mecenas Piotr Pszczółkowski, pełnomocnik części rodzin smoleńskich: ‘Największe zaniechanie państwa polskiego to brak przeprowadzenia sekcji zwłok. To skandal, dramat. Nie wiem na co czeka prokuratura. Czy ktoś tu nie popełnił przestępstwa z art. 231 kk [przekroczenie uprawnień lub niedopełnienie obowiązków]?

Katastrofa zdarzyła się na terenie obcego państwa i pierwszym podejrzanym są jego funkcjonariusze. Jak można było nie powielić ich czynności. Po powrocie zwłok do Polski należało sprawdzić czy są to te zwłoki i jakie są na nich obrażenia, i jak one powstały

Druga sprawa to całkowity brak pomocy ze strony najwyższych struktur państwa polskiego: premiera, ministra spraw zagranicznych, ministra sprawiedliwości. Oni wszyscy wykazują całkowite désintéressement w tej sprawie i wystawianie prokuratury. Przy całym szacunku polski prokurator generalny jest w obrocie międzynarodowym nikim i stąd osiąga efekty na miarę tej pozycji.

Wreszcie zastosowano sprzeczny z prawem porządek prawny do badania tej katastrofy, co ma efekt taki że prokuratura musiała czekać na wyniki badań MAK-u, potem komisji Millera, zamiast zastosować od razu przepisy wojskowe z 1993 r. To nie może być swobodne uznanie pana premiera czy pana Edmunda Klicha, że lepszy jest załącznik 13 do konwencji chicagowskiej, skoro jest prawo które mówi inaczej. Gdyby śledztwo odbywało się według porządku wojskowego, tak jak to się działo przez pierwsze trzy dni po katastrofie, to mielibyśmy pełne możliwości udziału strony polskiej we wszystkich czynnościach, czego strona rosyjska nie kwestionowała. Zostało to zaprzepaszczone. Niewielki jest pożytek z działań prokuratury na miejscu. Pojechała z siłami znacznie większymi niż osiągnięte efekty.

Kto podjął decyzję że główny dowód – wrak – zostaje w Rosji? To skandal że protokół oględzin wraku sporządza się półtora roku po zdarzeniu. Prokuratura powinna od początku samodzielnie pozyskiwać dowody, a nie za pośrednictwem komisji Millera czy MAK-u. Należało przypilnować czarnych skrzynek i odczytać je w Polsce.

Jest więc wiele zaniedbań. Czasami rodzi się pytanie czy to nasze śledztwo czy rosyjskie i kto w związku z tym powinien być bardziej w nie zaangażowany.’

Profesor Krystyna Pawłowicz, konstytucjonalista, wykładowca Uniwersytetu Warszawskiego i Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego: ‘To śledztwo to jedno wielkie nieporozumienie i wszystko jest pogmatwane.

Sprawia wrażenie świadomego mącenia. Doszło do podstawowych zaniedbań: prokuratura godzi się na działania bez podstaw prawnych, nie ma w Polsce wraku, odrzucane są wnioski rodzin o ekshumację ich najbliższych. Wszystko to polega na oczekiwaniu i tuszowaniu. Jest bałagan z którego obywatele niewiele mogą zrozumieć: czym różni się dochodzenie komisji Millera od dochodzenia prokuratury?; co robi prokuratura wojskowa, a co cywilna?; kto tak naprawdę prowadzi śledztwo? To taki splot nieprawdopodobnych nieporozumień. Ja sama straciłam orientację. Nawet za pięć groszy nie ufam tym instytucjom. W tym zamęcie informacyjnym nie można sobie wyrobić zdania w tej sprawie.’

Mecenas Bartosz Kownacki, pełnomocnik m.in. Ewy Błasik, wdowy po gen. Andrzeju Błasiku, dowódcy Sił Powietrznych, który zginął na Siewiernym: ‘Po pierwsze źle skompletowano skład prokuratorów. Nie było jasne kto to postępowanie prowadzi. Nie zbudowano na początku profesjonalnego zespołu prokuratorów wojskowych i cywilnych. Po drugie oddano inicjatywę stronie rosyjskiej. Przecież na początku byliśmy dopuszczeni do czynności śledztwa rosyjskiego i tego nie wykorzystano. Zamiast iść tym torem i starać się być w śledztwie rosyjskim jak najbardziej aktywnym, to odstąpiono od tego. Z drugiej strony zaufanie do Rosjan było zbyt duże. To przejawiało się choćby tym że nie zrobiono w Polsce sekcji zwłok. Pierwsza ekshumacja miała miejsce dopiero półtora roku po katastrofie.’

Profesor Piotr Kruszyński, karnista, UW: ‘Uważam że prokuratura zbyt mało konsekwentnie domagała się od prokuratury rosyjskiej współdziałania, to jest przekazywania dowodów. Szczególnie skandaliczna jest sprawa z wrakiem, który wciąż jest w posiadaniu strony rosyjskiej. Większość pozostałych dowodów, w tym dokumentów, jest też w Rosji.

Rozumiem że są to delikatne sprawy, bo gospodarzem tego śledztwa jest jednak Rosja. Nie możemy do niczego zmusić Rosjan, ale na styku procedury karnej i prawa międzynarodowego publicznego funkcjonują pewne zasady, są przepisy o międzynarodowych zespołach śledczych, o pomocy prawnej.

Prokuratorzy starali się, ale czynili to zbyt mało stanowczo. To mi się w działaniach polskiej prokuratury wojskowej nie podoba. W ogóle uważam że oddzielna prokuratura wojskowa to relikt z czasów, gdy była jeszcze zasadnicza służba wojskowa. Obecnie nie jest ona do niczego potrzebna. To marnowanie pieniędzy budżetowych, a wszystkimi sprawami może zajmować się prokuratura powszechna.’

Wiesław Johann, obrońca w procesach politycznych w latach 80, sędzia Trybunału Konstytucyjnego w latach 1997-2006: ‘Wiem o śledztwie smoleńskim tyle ile donosi prasa, między innymi Nasz Dziennik. Prokuratura prowadzi postępowanie według kodeksu postępowania karnego. Jest też zespół parlamentarny kierowany przez ministra Macierewicza, starający się dociec prawdy obiektywnej. A ona nierzadko bardzo różni się od prawdy procesowej.

Dla mnie podstawową kwestią jest sprawa wraku, który znajduje się na terenie Rosji. W każdej sprawie podstawową rolę odgrywa dowód rzeczowy, gdyż jest on najbardziej obiektywny. Poddany ocenie ekspertów może być bardzo cenny. Polscy prokuratorzy nie mieli możliwości zlecić swoim biegłym odpowiednich badań: chemicznych, fizycznych, izotopowych itd. To, co się dzieje teraz, prawie dwa lata po wypadku, nie ma już takiego znaczenia.’

pf/nd /10.1.2012/

***

To on doprowadził do katastrofy?

Jednym z kluczowych momentów katastrofy smoleńskiej było sprowadzenie TU-154 na wysokość 100 metrów nad ziemią przez rosyjską kontrolę lotu. Było to prawdopodobnie  niezbędne by mógł nastąpić ciąg zdarzeń zakończony zniszczeniem samolotu

Wszystkie dane wskazują bowiem niezbicie na fakt że właśnie od wysokości 100 metrów samolot zaczął zachowywać się tak jak gdyby załoga straciła nad nim kontrolę

Rozkaz sprowadzenia samolotu był o tyle dziwny że wcześniej zarówno wszyscy obecni na wieży kontroli w Smoleńsku, jak i inne osoby zaangażowane w naprowadzane polskiego samolotu (m.in. oficer dyżurny w Moskwie mjr Kurtiniec), byli przekonani że wobec pogorszenia warunków atmosferycznych lądowanie jest niemożliwe. Kontrolerzy lotów chcieli zamknąć lotnisko. Uzgodniono nawet że najlepszym lotniskiem zapasowym w tej sytuacji będzie podmoskiewskie Wnukowo.

Nieoczekiwanie jednak dowodzący operacją generał nie zezwolił zamknąć lotniska i polecił płk. Krasnokuckiemu, który nadzorował wieżę, sprowadzenie polskiego TU-154. Kiedy pułkownik przekazał polecenie kontrolerom lotu wywołało to ich opór i krótki spór z Krasnokuckim, szybko przecięty wydanym przez niego podniesionym głosem rozkazem: ‘Doprowadzamy do 100 metrów, 100 metrów i koniec rozmowy!’

Nazwiska tajemniczego generała nie chciała ujawnić komisja MAK. Nam udało się jednak znaleźć więcej informacji na jego temat.

Kryptonim LOGIKA

Sprowadzenie TU-154 na 100 metrów nastąpiło na bezpośredni rozkaz z moskiewskiego centrum dowodzenia całą operacją. Nosiło ono kryptonim LOGIKA. Kryje się pod nim dowództwo wojskowego lotnictwa transportowego Rosji, odpowiednik polskiego Centrum Operacji Powietrznych. To zresztą kolejny dowód że lot polskiego TU-154 był lotem wojskowym, a nie cywilnym. Zatem śledztwo w sprawie katastrofy powinno toczyć się w całkowicie inny sposób niż przebiegało.

A nazwisko dowodzącego 10 kwietnia LOGIKĄ generała znalazło się jednak, pomimo prób ukrycia go, w stenogramie rozmów na smoleńskiej wieży. Chyba przez nieuwagę gdyż Krasnokucki wyjątkowo uważał by ani razu nie wypowiedzieć go na głos. Generał zadzwonił jednak o 9.45 na Siewiernyj akurat w chwili gdy Krasnokucki wyszedł na zewnątrz. Kim jest generał Benediktow który wydał kluczowy rozkaz?

Doświadczenie trzech wojen

Jego znalezienie nie było łatwe. Wyszukiwarki internetowe, także w języku rosyjskim, zachowują się bowiem tak jakby były zaprogramowane na omijanie jego nazwiska, choć zajmuje jedno z najwyższych stanowisk w siłach zbrojnych Rosji.

Generał-major Władimir Benediktow, bo to on dowodził operacją, urodził się w 1963 r. w Niżnym Tagile na Uralu. Ukończył Bałaszowską Wyższą Szkołę Lotniczą i Wojskową Szkołę Sił Lotniczych im. J. Gagarina, po której dowodził pułkami lotnictwa wojskowego i kierował szkoleniami młodszych pilotów. W 2006 skończył Akademię Sztabu Generalnego Rosji, awansując do ścisłej grupy najwyższych dowódców sił zbrojnych. W 2007 r. Władimir Putin mianował go zastępcą dowódcy i szefem sztabu dowództwa całego wojskowego lotnictwa transportowego Federacji Rosyjskiej. Wcześniej w rosyjskiej nomenklaturze wojskowej nosiło ono nazwę 61 Armii Powietrznej.

Posiada specjalność wojskowego pilota-snajpera. Uczestniczył w trzech wojnach: w Afganistanie i w obu wojnach czeczeńskich, w 1994 i 1999. A całkiem niedawno, we wrześniu 2011, był jednym z dowodzących wspólnymi międzynarodowymi manewrami Rosji, Kazachstanu, Tadżykistanu i Kirgizji pod kryptonimem Centr-2011. Prowadzono je pod osobistym zwierzchnictwem prezydenta Miedwiediewa, z zaangażowaniem pełnego składu Sztabu Głównego Sił Zbrojnych i dowódców wszystkich rodzajów rosyjskiego wojska oraz ministrów obrony państw regionu. Benediktow kierował ćwiczeniami wojsk lotniczo-transportowych: Iły-76 zrzuciły desant 3000 żołnierzy sił specjalnych w różnych rejonach Rosji.

Wojskowi aferzyści

Interesujące światło na osobę Benediktowa i możliwość jego uczestnictwa w działaniach przestępczych rzuca opis środowiska w jakim toczyła się jego szybka kariera. Należy on bowiem od wielu już lat do grupy ścisłego dowództwa lotnictwa transportowego Rosji, które wstrząsane jest ogromną, nawet jak na Rosję, aferą korupcyjną. Do grupy tej należeli m.in. generałowie Denisow i Kaczałkin, najwyżsi dowódcy tego rodzaju sił zbrojnych, a także, na niższym szczeblu płk. Krasnokucki, dowodzący w ciągu swej kariery bazami lotniczymi w Smoleńsku i Twerze. Za ich zgodą powołano w 1993 r. dwa specjalne oddziały, 223 i 224, w największych bazach lotnictwa transportowego w Twerze i Szczołkowie pod Moskwą. Stały się one prywatnym biznesem generałów.

Wojskowe samoloty transportowe wykorzystywano do masowego przewozu nielegalnego spirytusu Royal, obsługi handlu bronią i narkotykami. Samoloty były ‘wypożyczane’ gangom. Generalicja zarabiała na tym miliony. Od 2002 r. trwa w tej sprawie prokuratorskie śledztwo. Co ciekawe, Ił-76 który próbował 10 kwietnia lądować w Smoleńsku godzinę przed polskim TU-154 należał właśnie do oddziału nr 224 i przyleciał z bazy Twer.

W przygotowaniu tego tekstu współpracowała Olga Alehno. Wykorzystałem także informacje pochodzące z niezależnych śledztw prowadzonych przez blogerów piszących m.in. pod pseudonimami amelka222, ander i seaclusion, którym dziękuję za ich wysiłki.

Artur Dmochowski/współpr. Olga Alehno/gpc /1.12.2011/

***

W Indiach zabili naszego eksperta?

Dariusz Szpineta, ekspert i prezes spółki lotniczej, został znaleziony martwy w łazience ośrodka wczasowego w Indiach. Wcześniej parokrotnie wypowiadał się w mediach w sprawie Smoleńska, wskazując że lot Tu-154M był lotem wojskowym. Czy to kolejny zgon związany z katastrofą smoleńską?

Zarząd Ad Astra Executive Charter SA w lakonicznym oświadczeniu poinformował o śmierci założyciela i prezesa firmy, nie podając jednak okoliczności jego śmierci. Dariusza Szpinetę znaleziono powieszonego w łazience. Osierocił dwoje dzieci. Znajomi z 13-osobowej grupy która pojechała do Indii mówią że przed śmiercią był w dobrym nastroju

Szpineta był zawodowym pilotem i instruktorem pilotażu oraz wielkim miłośnikiem lotnictwa. W mediach parokrotnie wypowiadał się na temat katastrofy rządowego samolotu w Smoleńsku. Wskazywał jednoznacznie że lot Tu-154M był lotem wojskowym.

W tekście pt. ‘Operacja ‘Kłamstwo smoleńskie’’, który ukazał się w styczniu tego roku, jest jego analiza dokumentów lotu rządowego tupolewa. ‘Plan lotu jest depeszą którą musi nadać każdy statek powietrzny, by mógł wykonać lot w przestrzeni kontrolowanej. (…) Według przepisów wykonywania lotu i według instrumentów był to lot wojskowy’ – napisał Szpineta. Dodał że to właśnie litera M (od ang. military) znajdująca się na końcu numeru lotu oznacza jego wojskowy charakter.

W lipcu 2011 r. wyszło na jaw że MSZ wiedziało o tym że 8 kwietnia 2010 r. lotnisko Siewierny nie miało jeszcze numeru zgody na przelot i lądowanie. Szpineta wskazywał że brak takiego numeru to poważne przeoczenie. – Na pewno spowodowałby niewpuszczenie rządowego samolotu na lotnisko – mówił zaznaczając, że zdarzało się iż lotniska, np. w Berlinie, nie wpuszczały lub kazały płacić kary za brak numerów takich pozwoleń.

W 2009 r. Szpineta zawiadomił prokuraturę o podejrzeniu korupcji w Urzędzie Lotnictwa Cywilnego. Dwa lata później zarzuty objęły… samego Szpinetę. – Od dłuższego czasu rozpowszechnia się kłamstwa na mój temat. Ich nasilenie zbiegło się z informacją że moja spółka wejdzie na giełdę – mówił wtedy Szpineta.

14 października 2011 r. na rynku NewConnect odbyło się pierwsze notowanie spółki Ad Astra Executive Charter. Jako certyfikowany przewoźnik lotniczy dysponujący flotą 18 samolotów AAEC postanowił zaoferować biznesowe loty dla vipów i instytucji publicznych na zasadzie luksusowej taksówki. 7 listopada 2011 r. podpisana została umowa z dużą międzynarodową firmą z sektora paliwowo-energetycznego. Planowane przychody z jej realizacji w perspektywie najbliższych 5 lat to ponad 11 mln zł.

kp/sp/gpc /7.12.2011/

***

Ziemia smoleńska dla Papieża

Jadwiga Gosiewska, matka zmarłego w smoleńskiej katastrofie Przemysława Gosiewskiego, została przyjęta na audiencji przez Benedykta XVI. – Podarowałam Ojcu Świętemu urnę z ziemią przesiąkniętą krwią ofiar smoleńskiej katastrofy oraz osobisty list – podzieliła się swą radością. Pani Jadwiga liczy że dostanie odpowiedź na swój list

– Byliśmy zauroczeni spotkaniem z Ojcem Świętym. Dary na jego ręce składałam z Zuzanną Kurtyką i jej synem Krzysztofem. Papież, kiedy dostał od nas urnę ze smoleńską ziemią, był bardzo przejęty i współczuł nam – dodała Jadwiga Gosiewska

Oprócz urny ze smoleńską ziemią Jadwiga Gosiewska przekazała Papieżowi list. – Dzielę się w nim bólem matki która straciła jedynego syna. Proszę w nim o modlitwę i wsparcie naszych działań, by wyjaśnić przyczyny katastrofy z 10 kwietnia 2010. Chcemy by tragedią zajęła się międzynarodowa komisja. Żałuję że po wyborach wszystko przycichło… – zakończyła Jadwiga Gosiewska.

sr/su /17.11.2011/

***

Papież zaprosił Jadwigę Gosiewską

Papież Benedykt XVI zaprosił Jadwigę Gosiewską do Watykanu. Zareagował w ten sposób na list jaki kilka miesięcy temu matka Przemysława Gosiewskiego napisała do Ojca Świętego

– Chciałabym podzielić się osobistymi refleksjami matki która straciła jedyne dziecko oraz prosić o wsparcie naszych starań w wyjaśnieniu przyczyn rozbicia się rządowego samolotu – powiedziała Jadwiga Gosiewska. Audiencja u Benedykta XVI zaplanowana jest na środę 9 listopada

Wśród uczestników pielgrzymki rodzin smoleńskich do Watykanu będą też Dariusz Fedorowicz, brat zmarłego w katastrofie prezydenckiego tłumacza Aleksandra Fedorowicza oraz Andrzej Melak, brat przewodniczącego Komitetu Katyńskiego Stefana Melaka, który również zginął w katastrofie.

Jedziemy prosić Ojca Świętego o modlitwę i wsparcie w wyjaśnieniu przyczyn katastrofy smoleńskiej. Bo naszym zdaniem do tej pory nie udało się ich wyjaśnić – powiedział Dariusz Fedorowicz.

Jadwiga Gosiewska liczy że wizyta u Benedykta XVI nada nowy bieg walce o wyjaśnienie katastrofy smoleńskiej.

Wiadomo że życia mojemu Przemkowi już nikt nie wróci. Tak samo innym którzy zginęli 10 kwietnia 2010 r., ale zarówno ja jak i inne rodziny chcemy nie mieć żadnych wątpliwości – dodała.

List do Benedykta XVI nie jest jedynym w sprawie katastrofy smoleńskiej jaki Jadwiga Gosiewska wysłała. Pisała też m.in. do prezydenta USA Baracka Obamy ale nie dostała odpowiedzi.

Gosiewska w liście do Benedykta XVI w dramatycznych słowach wspominała smoleńską katastrofę i apelowała by powołać niezależną międzynarodową komisję, która wyjaśni przyczyny tragedii.

Z pielgrzymki do Watykanu w ostatniej chwili musieli zrezygnować m.in. wdowa po Przemysławie Gosiewskim – Beata Gosiewska oraz prawnik reprezentujący część rodzin smoleńskich, mec. Bartosz Kownacki. Oboje w tym czasie byli zajęci obowiązkami parlamentarnymi.

mn/mch/sr/su /6-7.11.2011/

***

Dla Kwaśniewskiego remontowali

Kiedy 15 lat temu na lotnisku w Smoleńsku lądował Aleksander Kwaśniewski – pas startowy był wyremontowany i wszystko było dopięte na ostatni guzik. Zupełnie inaczej niż 10 kwietnia 2010 r.

Jedna z gazet przypomniała jak 15 lat temu przygotowywano się do przyjęcia na lotnisku Smoleńsk-Siewierny samolotu z polskim prezydentem na pokładzie

Przed wizytą Kwaśniewskiego każdy element smoleńskiego lotniska był dokładnie sprawdzony. Zdecydowano się nawet na remont pasa

Na trzy miesiące przed lądowaniem samolotu z Kwaśniewskim na pokładzie do Smoleńska przyleciała grupa rekonesansowa której zadaniem było dokładne sprawdzenie terenu lotniska. Oficer BOR-u odpowiedzialny za sprawdzenie lotniska powiedział że funkcjonariusze Biura Ochrony Rządu sprawdzali nawet poprawność funkcjonowania sprzętu lotniskowego i dokładnie mierzyli pas startowy. Kiedy okazało się że pas nie nadaje się do lądowania – zapadła decyzja o wylaniu nowej nawierzchni i wymianie wszystkiego co budziło wątpliwości funkcjonariuszy z grupy rekonesansowej.

Zupełnie inaczej niż 10 kwietnia 2010 r. wyglądała także sprawa obecności funkcjonariuszy BOR-u na terenie lotniska podczas lądowania samolotu z prezydentem na pokładzie. Wówczas w Smoleńsku było mniej więcej tyle samo funkcjonariuszy BOR-u co Rosjan i każdy z nich dysponował bronią ostrą.

Rozmówca gazety, osoba z ówczesnego kierownictwa BOR-u powiedział że nie wyobraża sobie sytuacji w której funkcjonariusze nie czekają na prezydenta na płycie lotniska i mają zakaz posiadania broni. 10 kwietnia 2010 r. funkcjonariusze BOR-u czekali na polską delegację w oddalonym o kilkanaście kilometrów od lotniska Katyniu, a Rosjanie zakazali im posiadania broni.

pł/f. /27.10.2011/

***

Prezydent został zamordowany

Po półtora roku badań nabrałem przekonania że katastrofa w Smoleńsku nie była wypadkiem. Zakres zniszczeń samolotu, ślady świadczące o eksplozji, gwałtowne przerwanie wznoszenia tupolewa, a także natychmiastowe niszczenie dowodów i nieprawdopodobne matactwo Rosjan utrudniają jakikolwiek inny wniosek

Nie wiemy kto dokonał zamachu, wiemy jednak kto za niego politycznie i moralnie odpowiada: rządy polski i rosyjski

Przez ostatnie półtora roku dziennikarze nasi pracujący próbowali ustalić przyczyny śmierci prezydenta i elity polskiego państwa. Najważniejsze informacje o katastrofie w Smoleńsku ciągle są ukrywane przed opinią publiczną, a kluczowe dowody albo zostały zniszczone, albo znajdują się w Rosji. Mimo to dowiedzieliśmy się naprawdę wiele. Rozmawialiśmy z najwybitniejszymi ekspertami polskimi i zagranicznymi. Byli wśród nich specjaliści od lotnictwa, katastrof i terroryzmu.

Dotarliśmy zarówno do członków rządowych komisji, prokuratorów, śledczych, jak i wielu funkcjonariuszy służb specjalnych. Nasi dziennikarze przewieźli z Rosji części rozbitego tupolewa. Niektóre z nich przekazaliśmy do dalszych badań w USA. W tym czasie publikowaliśmy te dokumenty które naszym zdaniem wnosiły coś do śledztwa. Wśród wielu teorii rodzi się zupełnie przerażający obraz. Staje się on coraz bardziej wyraźny i nie da się go zastąpić ani kłamstwami pani Anodiny, ani bełkotem raportu Millera.

W Polsce teoria zamachu została wykluczona niemal od początku. Stało się to w momencie przekazania śledztwa Rosjanom. Przez półtora roku nie pozwolono na ekshumacje poległych, czekając aż ten dowód będzie bezwartościowy. Pozostawienie części samolotu na powietrzu, a wcześniej pocięcie go na kawałki, doprowadziło do zatarcia ważnych śladów chemicznych. Nikt z władz polskich i rosyjskich nie wytłumaczył takiego działania. Nikt też nie jest w stanie sensownie wytłumaczyć braku nagrań z wieży kontroli lotów.

Bez względu kim mogli być bezpośredni sprawcy zamachu, interes w śmierci prezydenta miało wiele osób zarówno w Polsce, Rosji, jak i poza granicami obydwu krajów. Wiemy dokładnie kto na śmierci prezydenta skorzystał.

Jeżeli ktoś łudzi się że dzisiaj świat jest zbyt cywilizowany by zabijać prezydentów, niech obejrzy zdjęcia z Czeczenii, gdzie zamordowano kilkaset tysięcy osób. Niech zobaczy film o agresji rosyjskiej na Gruzję. To wszystko działo się na naszych oczach. Dlaczego elity polskiego państwa tak łatwo pogodziły się z zatuszowaniem śledztwa? Te które by się nie pogodziły – w znacznej części zginęły w Smoleńsku.

Ci z nas którzy przeżyli, mają obowiązek wyjaśnić zagadkę śmierci naszych przywódców i przyjaciół. Oni zrobiliby dla nas dokładnie to samo.

Nie przedstawiam własnego raportu na ten temat. Nie ujawniam nowych szczegółów śledztwa. Nie przywiązuję się do znanych teorii i do żadnego z nieoficjalnych raportów. Niektóre z nich publikowaliśmy na łamach naszego tygodnika i dziennika. Piszę o swoim najgłębszym przekonaniu które wynika z bardzo długiego zajmowania się tą sprawą.

Chciałbym żeby ta rzeczywistość była inna, by to wszystko się nie stało, by świat wrócił do takiego jakim był przed 10 kwietnia 2010 r. Chciałbym znowu umówić się na wino z Januszem Kurtyką, zaprosić na od dawna obiecany obiad Sławka Skrzypka, posłuchać kolejnej tyrady Stefana Melaka, albo poplotkować w Belwederze z Lechem Kaczyńskim. To nie wróci. Ktoś nam to brutalnie zabrał. Ale zostało 40 milionów Polaków którzy muszą znać prawdę. Muszą wiedzieć co dzieje się w ich kraju, kto nami rządzi i co zrobiono z tymi którzy chcieli rządzić inaczej. Jestem przekonany że dzisiaj napisałem o tym prawdę.

ts/gpc /8.10.2011/

***

10 dowodów na zamach

Czy pod Smoleńskiem doszło do zwykłej katastrofy czy zamachu? Oto 10 faktów świadczących że do śmierci 96 osób na pokładzie Tu-154 przyczyniły się osoby trzecie

1. Kiedy samolot znajdował się 15 m nad ziemią zanikło zasilanie głównego komputera pokładowego i rejestratorów lotu. Polski Tu-154M był wówczas ok. 60–70 m przed miejscem pierwszego zderzenia z gruntem. Ani MAK, ani komisja Jerzego Millera nie potrafiły wyjaśnić tego faktu potwierdzonego m.in. przez polską prokuraturę wojskową

2. Prof. Wiesław Binienda, ekspert od katastrof lotniczych współpracujący m.in. z amerykańską NASA i koncernem Boeing, udowodnił że skrzydło Tu-154 nie mogło zostać urwane po zderzeniu z brzozą. Ustalenia te potwierdził naoczny świadek, Nikołaj Bodin, który w prokuraturze stwierdził: ‘W momencie zderzenia z drzewem nie zauważyłem by na skutek tego zahaczenia o drzewo odpadły jakiekolwiek części samolotu. Po uderzeniu w drzewo samolot kontynuował lot w kierunku zachodnim, przy czym w linii prostej i idąc na obniżenie lotu’

3. Sekcje zwłok które wykazałyby prawdziwą przyczynę śmierci pasażerów Tu-154 zostały sfałszowane. Np. rosyjski protokół obdukcji śp. Zbigniewa Wassermanna pokrywa się z rzeczywistymi wynikami sekcji zwłok, przeprowadzonej w Polsce po ekshumacji, tylko w 7-10 proc. Polski rząd maczał ręce w tym oszustwie nie wysyłając do Rosji polskich lekarzy sądowych choć ci już w południe 10 kwietnia 2010 r. byli gotowi do wyjazdu

4. Niespotykane rozerwanie kadłuba maszyny (nieporównywalne z innymi tego typu katastrofami Tu-154M) i jego charakterystyczne uszkodzenia, a także brak eksplozji paliwa wskazują – według niezależnych ekspertów stojących za raportem ‘Zbrodnia smoleńska. Anatomia zamachu’ – na użycie broni termobarycznej, używanej przez Rosjan m.in. w Czeczenii

5. Jak wynika z zeznań świadków zdecydowana większość ciał była pozbawiona części ubrania lub całkowicie naga. Zdaniem autorów raportu ‘Zbrodnia smoleńska – fakt ten pasuje do końcowej fazy wybuchu skumulowanego głowicy termobarycznej. O tym że powstałe po takiej eksplozji podciśnienie zrywa ubrania z ludzkich ciał mówił także w jednym z wywiadów współtwórca takich głowic – Wasilij Wasilienko

6. ‘Po tym jak samolot wyłonił się na chwilę z mgły był to moment kiedy zaryczały silniki i powstał silny oślepiający błysk. Po tym błysku obserwowałem samolot przez 1–2 sekundy, próbował nabrać wysokości’ – zeznał w śledztwie jeden z rosyjskich świadków, Anatolij Żuje

7. Polska załoga Tu-154M 101 otrzymała od Rosjan karty podejścia lotniska Smoleńsk-Siewiernyj, zawierające błędne dane, m.in. złe współrzędne pasa startowego. Potwierdzili to w swoich zeznaniach w prokuraturze polscy piloci wojskowi

8. Polskich pilotów zmylonych przez złe karty podejścia utrwalili w błędzie kontrolerzy z wieży w Smoleńsku. Załoga Tu-154 była błędnie informowana o położeniu na kursie i ścieżce, choć w rzeczywistości samolot był ponad ścieżką i zbaczał z kursu

9. Rosjanie kilkanaście godzin po katastrofie zaczęli niszczyć wrak który jest jednym z najważniejszych dowodów w postępowaniu. Demolowano samolot tnąc go piłami i wybijając szyby w oknach. Sprawa wyszła na jaw tylko dzięki dziennikarzom programu Misja specjalna którzy zdobyli nagranie pokazujące ten proceder. Polskich biegłych dopuszczono do wraku dopiero 17 miesięcy po tragedii

10. Rosjanie nie przeprowadzili akcji ratunkowej. Pierwsza jednostka strażacka przybyła na miejsce rozbicia się samolotu dopiero 14 minut po katastrofie, mimo że tragedia miała miejsce ok. 400 m od progu pasa startowego! Pojazd GAZ 4795 Regionalnej Bazy Poszukiwawczo-Ratowniczej lotniska Smoleńsk Południowy dojechał na miejsce katastrofy jeszcze później, bo o godz. 9:25, czyli dopiero po… 44 minutach od rozbicia się samolotu. Jak wynika z zeznań świadków kilka godzin po tragedii wiele ciał leżało obróconych twarzą do ziemi, co świadczy że nikt nawet nie sprawdzał czy żyją

Prokurator podpułkownik Karol Kopczyk: Na chwilę obecną w naszym śledztwie nie znamy przyczyny katastrofy. Prowadzimy odrębne śledztwo. Nie jesteśmy związani ani ustaleniami Komisji Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego, ani raportem Międzypaństwowego Komitetu Lotniczego (MAK) /PAP/

dk/mm/gpc /30.9.2011/

***

Niewiarygodni Rosjanie

Tylko 7-10 procent rosyjskiego protokołu z sekcji zwłok Zbigniewa Wassermanna zgadza się z wstępnymi wynikami po ekshumacji i sekcji zrobionej przez polskich ekspertów – dowiedzieli się reporterzy

Według reporterów te szokujące dane oznaczają że można kwestionować wiarygodność dokumentów sekcyjnych które zostały przesłane z Rosji. W obu protokołach, polskim i rosyjskim, zgadzają się jedynie podstawowe informacje, takie jak wzrost i podstawowe obrażenia. Reszta znacznie się różni od tego co ustalili polscy eksperci

Ekshumację ciała Zbigniewa Wassermanna przeprowadzono pod koniec sierpnia. Kilka dni ciało badali eksperci w Zakładzie Medycyny Sądowej we Wrocławiu.

– Oficjalnie wyniki analiz polskich ekspertów poznamy nieprędko. Nie ma wyznaczonego terminu końca tych badań. Trzeba czekać na wyniki wszystkich badań, są przewidziane posiedzenia konsultacyjne – powiedział wiceszef katedry medycyny sądowej Akademii Medycznej we Wrocławiu Jerzy Kawecki.

Podstawą przeprowadzenia ekshumacji w Polsce były ‘wątpliwości dotyczące stwierdzeń zawartych w dokumentacji sądowo-lekarskiej badania zwłok zmarłego, otrzymanej z Rosji, a nie wątpliwości co do tożsamości zwłok.

Wcześniej córka posła Małgorzata Wassermann wiele razy mówiła że dokumentacja którą przysłano z Rosji nie zawiera prawdziwych danych, bo w protokole sekcyjnym pominięto fakt przejścia przez jej ojca poważnej operacji.

Córka zmarłego posła wystąpiła o ekshumację ciała ojca jesienią zeszłego roku. – Pierwsza kwestia to obrażenia które odniosły ofiary, a na ich podstawie próba odpowiedzenia sobie na pytanie, jaki był przebieg katastrofy i druga bardzo istotna kwestia to czy w ogóle została wykonana sekcja, chociaż niewiele to wniesie, bo nikt nie ma już chyba cienia wątpliwości że dokumenty który przyszły z Federacji Rosyjskiej nie poświadczają wykonania sekcji zwłok – powiedziała Małgorzata Wassermann. – Co za tym idzie, podważymy w zasadzie całą wiarygodność materiału rosyjskiego – dodała.

kk/rmf/pap /28.9.2011/

***

68 przypadków smoleńskich

Od 10 kwietnia 2010 r. rząd PO, sprzyjające mu media i wybrani eksperci wmawiają Polakom że przyczyną katastrofy smoleńskiej był zbiór zbiegów okoliczności – nieodpowiedzialni piloci, naciski gen. Andrzeja Błasika, zły nadzór dowódców

Katastrofy często są wynikiem zbiegu kilku okoliczności. W przypadku tragedii smoleńskiej było ich jednak zdecydowanie zbyt dużo

Przygotowania

1. 9 kwietnia 2009 r.MON podpisuje umowę dotyczącą remontu dwóch Tu-154. Przetarg wart jest ponad 69 mln zł, wygrywa go konsorcjum firm MAW Telecom i Polit Elektronik. Ta druga spółka nie jest nawet zarejestrowana w KRS. Z niewyjaśnionych przyczyn odrzucono ofertę poważnych kontrkandydatów, wśród nich Metalexportu-S i państwowego Bumaru. Jak informowała agencja lotnicza Altair, MON wybrało wykonawcę remontu bez analizy propozycji cenowych innych oferentów.

Właścicielem zakładów w Samarze, które wybrało konsorcjum, jest Oleg Deripaska który był przesłuchiwany przez zachodnich prokuratorów w związku z podejrzeniami o pranie brudnych pieniędzy i kontakty z mafią. Z kolei silniki tupolewa remontowane są w zakładach kontrolowanych przez Siergieja Czemiezowa – byłego agenta KGB który od 1983 do 1988 r. pracował pod przykrywką w Dreźnie, mieszkając po sąsiedzku z obecnym premierem Rosji – Władimirem Putinem. Przy naprawie silników nie był obecny żaden przedstawiciel polskich służb.

2. Kwiecień 2009 r. w wypowiedzi dla telewizji Gazeta.pl Janusz Palikot, wówczas poseł PO, stwierdza: ‘Na wypadek gdyby Lech Kaczyński nie był w stanie wypełniać swej roli do końca swojej kadencji, musi być ktoś kto jest poza tą bieżącą grą, (…) w związku z rolą konstytucyjną marszałka Komorowskiego, który jest wskazywany jako ta osoba która na wypadek śmierci musi zastąpić prezydenta Polski, to wskazane byłoby by ludzie nie odebrali tego jako element gry, tylko autentyczne, konstytucyjne uprawnienie marszałka’.

3. 3 maja 2009 r.Bronisław Komorowski w rozmowie z RMF FM mówi: ‘Nie pretenduję do roli wieszcza czy proroka (…). Przyjdą wybory prezydenckie albo prezydent będzie gdzieś leciał i to się wszystko zmieni’. Bronisław Komorowski nie wyjaśnił co miał na myśli choć pytał go o to po katastrofie Jarosław Kaczyński.

4. Lato 2009 r.ABW opracowuje szczegółową analizę opisującą sytuację jednoczesnej śmierci najwyższych dowódców wojska polskiego i prezydenta RP, a także innych ważnych osobistości państwowych i sposób przejęcia władzy.

5. 1 września 2009 r.w Sopocie spotykają się premierzy Donald Tusk i Władimira Putin. Niespodziewanie udają się na półgodzinną rozmowę w cztery oczy na słynne sopockie molo (choć oficjalny plan przewidywał spotkanie w hotelu Sheraton). Według rzecznika polskiego rządu Pawła Grasia mówiono m.in. o wspólnych polsko-rosyjskich uroczystościach katyńskich.

6. Wrzesień 2009 r.dochodzi do zorganizowanego ataku cybernetycznego na serwery polskich instytucji państwowych. Jak pisze Rzeczpospolita, atak na polskie ośrodki rządowe został przeprowadzony z terytorium Federacji Rosyjskiej.

7. Koniec grudnia 2009 r.biuro ówczesnego marszałka Sejmu Bronisława Komorowskiego rozsyła parlamentarzystom foldery reklamowe MAW Telecom – firmy wchodzącej w skład konsorcjum które wygrało przetarg na remont polskich tupolewów.

8. 23 grudnia 2009 r. – w Warszawie ląduje po remoncie w Samarze rządowy Tu-154M 101. Tego samego dnia znaleziono ciało Grzegorza Michniewicza, dyrektora generalnego w kancelarii premiera Tuska. Michniewicz miał najwyższe poświadczenia bezpieczeństwa, zarówno krajowe, jak i NATO oraz Unii Europejskiej. Przez jego ręce przechodziły niemal wszystkie dokumenty kancelarii premiera, także tajne. Michniewicz który według prokuratury popełnił samobójstwo, nie zostawił żadnego listu pożegnalnego. Ostatnią osobą z którą rozmawiał w cztery oczy przed śmiercią był Tomasz Arabski, szef kancelarii premiera. W aktach prokuratorskich czytamy: ‘Z zeznań szeregu świadków jednoznacznie wynika że Grzegorz Michniewicz miał najbliższe dni dokładnie zaplanowane. Na 23 grudnia 2009 r. planował pojechać do Białogardu by z żoną i jej rodziną spędzić święta. Wszystkie jego zachowania podejmowane nie tylko w ostatnich dniach ale także godzinach życia, wskazywały że plan ten chce wypełnić. Wskazuje na to choćby sporządzony przez niego wniosek urlopowy, zakup prezentów czy też podejmowanie jeszcze późnym wieczorem 22 grudnia przygotowania do wyjazdu. Niewątpliwie więc decyzja o popełnieniu samobójstwa podjęta została nagle pod wpływem impulsu’.

9. Styczeń 2010 r.Donald Tusk, murowany faworyt zbliżających się wyborów prezydenckich, niespodziewanie rezygnuje z kandydowania. Tłumaczy to zamiarem utrzymania władzy premiera i niewielkimi uprawnieniami prezydenta. 31 marca 2010 r. Zyta Gilowska komentując decyzję Tuska stwierdziła: ‘Taka wolta, na dokładkę niezbyt serio objaśniana żyrandolami, ma skrywany komponent, jakąś tajemnicę’.

10. 3 lutego 2010 r.rosyjska agencja Interfax podaje że ‘premier Federacji Rosyjskiej Władimir Putin zaprosił prezesa Rady Ministrów Donalda Tuska do wspólnego uczczenia pamięci ofiar Katynia’. Kancelaria premiera Tuska poinformowała że zaproszenie zostało przekazane w czasie rozmowy telefonicznej do której doszło z inicjatywy strony rosyjskiej i że uroczystości odbędą się w pierwszej połowie kwietnia 2010 r. Putin pominął w zaproszeniu prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego.

11. 14 lutego 2010 r.do pracy w Ministerstwie Spraw Zagranicznych zostaje przywrócony Tomasz Turowski; od razu mianowany ministrem pełnomocnym w ambasadzie RP w Moskwie. Turowskiemu zostaje powierzone zadanie przygotowania wizyt w Katyniu premiera Tuska i prezydenta Kaczyńskiego. Z doniesień IPN wynika że w latach 1976–85 Turowski był w PRL agentem najbardziej elitarnej, zakonspirowanej komórki wywiadu: Wydziału XIV w Departamencie I. Dostęp do danych tej agentury miały służby sowieckie. Jak ujawnił Nasz Dziennik, Turowski w latach 90 rozpracowywany był przez Urząd Ochrony Państwa który sprawdzał jego kontakty z oficerem rosyjskiego wywiadu Grigorijem Jakimiszynem.

12. 20 lutego 2010 r. – Władimir Grinin, ambasador rosyjski w Polsce, kłamie że nie dostał pisma wysłanego do niego 27 stycznia 2010 r. przez Mariusza Handzlika podsekretarza stanu w Kancelarii Prezydenta z informacją że w kwietniu Lech Kaczyński planuje w Katyniu oddanie hołdu pomordowanym polskim oficerom. Można sądzić że Grinin wykonuje rozkazy bezpośrednio od Władimira Putina. Obaj znają się jeszcze z drugiej połowy lat 80. Gdy Putin był agentem KGB we wschodnioniemieckim Dreźnie – Grinin stał na czele sowieckiej ambasady w NRD. Tuż po katastrofie – w czerwcu 2010 r. – Grinin ‘awansuje’. Zostaje ambasadorem Rosji w Niemczech.

13. 17 marca 2010 r.szef Kancelarii Premiera minister Tomasz Arabski udaje się do Moskwy (to druga z kolei wizyta Arabskiego w Moskwie – pierwsza odbyła się w styczniu 2010 r.). Celem drugiego pobytu w Rosji są ustalenia dotyczące przebiegu wizyty premiera i prezydenta w Katyniu – wynika z relacji towarzyszącego mu funkcjonariusza Biura Ochrony Rządu. Spotkanie z Rosjanami odbywa się… w jednej z moskiewskich restauracji; co jeszcze bardziej dziwne nie uczestniczy w nim nikt z resortu spraw zagranicznych ani z Ambasady RP w Moskwie. Tego samego dnia Arabski spotyka się też z Jurijem Uszakowem, wiceszefem kancelarii Władimira Putina. Nie wiadomo jednak czy do rozmowy doszło właśnie w moskiewskiej restauracji, czy wcześniej lub później w innym miejscu.

14. Marzec 2010 r.przedstawiciele Kancelarii Prezydenta nie mogą skontrolować stanu lotniska w Smoleńsku. Wizyta przygotowawcza która miała się odbyć w Katyniu i Moskwie między 3 a 5 marca 2010 r. – zostaje w ostatniej chwili odwołana, a zaplanowany na 10 marca wyjazd grupy roboczej do Smoleńska zostaje uznany przez stronę rosyjską za nieaktualny. 19 marca do Moskwy ma się udać minister w Kancelarii Prezydenta Mariusz Handzlik, ale 16 marca ambasador Jerzy Bahr przekazuje mu informację że w związku ze zorganizowaną 17–18 marca wizytą delegacji rządowej z ministrem Tomaszem Arabskim w Moskwie to niemożliwe. Przez cały czas Kancelaria Prezydenta sygnalizuje swoje wątpliwości dotyczące stanu lotniska w Smoleńsku.

15. 5 kwietnia 2010 r.następuje przerwanie pracy serwerów MSZ. Praca resortu kierowanego przez Radosława Sikorskiego zostaje na wiele godzin sparaliżowana. Jak się okazuje w najnowocześniejszym budynku Ministerstwa Spraw Zagranicznych – tzw. Szpiegowu mieszczącym m.in. serwery z tajnymi danymi – doszło do przerwania zasilania zewnętrznego. ‘Jestem w MSZ od wielu lat ale czegoś takiego nie pamiętam’ – opowiada 6 kwietnia 2010 r. tygodnikowi Polityka jeden z dyplomatów.

16. 7 kwietnia 2010 r. – na stronach internetowych Rządowego Zespołu Reagowania na Incydenty Komputerowe CERT.GOV.PL pojawia się komunikat o możliwych atakach ukierunkowanych na pracowników instytucji administracji publicznej w Polsce. 9 kwietnia ‘gigantyczna’ (jak informowała wówczas telewizja TVN) awaria teleinformatyczna paraliżuje pracę największego polskiego banku PKO BP.

17. Minister Klich zezwala na uczestnictwo w locie do Smoleńska najwyższych dowódców polskiej armii; zapewnia jednocześnie na piśmie że on sam ‘też się tam wybiera’. Kilka dni później rezygnuje jednak z uczestnictwa w delegacji.

18. MON nie zapewnia generałom wojska polskiego na czas delegacji prezydenckiej ochrony Żandarmerii Wojskowej – do Katynia nie poleciał ani jeden żołnierz ŻW, choć taka ochrona przysługiwała generałom ustawowo.

19. Dzień przed wylotem do Smoleńska Rosjanie cofają zgodę by funkcjonariusze BOR którzy mieli zabezpieczać wizytę prezydenckiej delegacji na miejscu – posiadali ze sobą broń.

Przed tragedią

20. Organizatorzy lotu w Polsce nie wyznaczają przed wylotem lotnisk zapasowych jak również rezerwowego samolotu choć nakazuje to instrukcja HEAD.

21. Polska załoga Tu-154M 101 otrzymuje od Rosjan karty podejścia lotniska Smoleńsk-Siewierny, zawierające błędne dane. Była to prawdopodobnie jedna z przyczyn katastrofy.

22. Tu-154M 101 musi lądować z kierunku wschodniego gdzie są jary i drzewa których nie ma od strony zachodniej. Jak się okazało – jesienią 2009 r. zdemontowano na lotnisku Smoleńsk-Siewierny system nawigacyjnego naprowadzania samolotów od strony zachodniej.

23. Niespodziewanie, wbrew prognozom meteorologicznym, w okolicy lotniska Smoleńsk-Siewierny pojawia się mgła która nasila się przed katastrofą, a po niej zaczyna ustępować, by po godzinie niemal całkowicie się rozproszyć.

24. Kontrolerzy wieży w Smoleńsku wbrew rosyjskim minimom (gęsta mgła) nie wydają zakazu podejścia do lądowania i nie zamykają lotniska ze względu na warunki atmosferyczne zagrażające bezpieczeństwu lotów statków powietrznych.

25. Załoga samolotu jest błędnie informowana o położeniu na kursie i ścieżce, gdy w rzeczywistości samolot jest ponad ścieżką i zbacza z kursu.

26. Płk Krasnokucki nakazuje kontrolerowi, który kolejny raz sugeruje odesłanie samolotu na lotnisko zapasowe, by polecił załodze polskiego samolotu zejście do 100 m: ‘Doprowadzamy do 100 metrów, 100 metrów i koniec rozmowy’.

27. Przed lądowaniem samolotu z prezydentem RP nad lotniskiem pojawia się i znika Ił-76 którego roli nikt do dziś nie wyjaśnił.

28. Od czwartej minuty przed tragedią trwa niewyjaśniona cisza w eterzemilkną wówczas rozmowy między wieżą i Tu-154. Pada tylko komenda ‘na kursie i ścieżce’ i ‘horyzont 101’. Polsce kontrolerzy twierdzą że to absurdalne i niewiarygodne gdyż określenia ‘na kursie i ścieżce’ są niemożliwe bez uprzednich poprawek kursu. Wskazuje to na prawdopodobieństwo sfałszowania stenogramów.

29. Gdy samolot znajduje się na wysokości 15 m nad ziemiązanika zasilanie głównego komputera pokładowego FMS i rejestratorów lotu. Polski Tu-154M znajduje się wówczas ok. 60–70 m przed miejscem pierwszego zderzenia z gruntem.

30. Gdy samolot z delegacją prezydencką zbliża się do lotniska w Smoleńsku, na płycie nie ma ani jednego funkcjonariusza BOR, nie ma też podstawionej kolumny samochodów ani oczekujących na polską delegację dziennikarzy.

Po katastrofie

31. Samolot spadając na ziemię z wysokości kilkunastu metrów ulega całkowitej zagładzie, wraz z 96 pasażerami. Maszyna zostaje rozbita na tysiące części.

32. Rosjanie tuż po katastrofie rozpowszechniają oszczerstwa że polscy piloci lądowali wbrew zaleceniom rosyjskich kontrolerów lotów w Smoleńsku.

33. Rosyjscy wojskowi i milicjanci kilka godzin po tragedii wymieniają reflektory i żarówki w lampach wskazujących samolotom położenie pasa startowego.

34. Rosjanie już kilka godzin po tragedii wykluczają zamach.

35. Wkrótce po katastrofie niektóre polskie media przedstawiają opinie wybranych przez siebie ekspertów którzy twierdzili że tragedia była spowodowana winą pilotów. Ta teza raportu zostaje potem powtórzona w raportach Tatiany Anodiny i Jerzego Millera. Według gen. Petelickiego czołowi politycy PO jeszcze 10 kwietnia otrzymują SMS wysłany przez najbliższe otoczenie Donalda Tuska. Brzmi on: ‘Katastrofę spowodowali piloci którzy zeszli we mgle poniżej 100 metrów. Do ustalenia zostaje kto ich do tego skłonił’.

36. Rząd Donalda Tuska i prokuratura rezygnują z pomocy najlepszych lekarzy sądowych różnych specjalności, w tym antropologów, genetyków sądowych, z prof. Barbarą Świątek, krajowym konsultantem w dziedzinie medycyny sądowej, na czele. Eksperci ci od południa 10 kwietnia 2010 r. czekają, gotowi w każdej chwili jechać do Smoleńska; wysyłają także pisma do rządu i prokuratury.

37. Według Rosjan polski Tu-154 przed upadkiem przeciął linię wysokiego napięcia przed lotniskiem, choć nie zgadza się to z odtworzonym torem lotu i czasem (o godz. 8:39, gdy linia została zerwana, samolot był kilkaset metrów nad ziemią). Uszkodzona linia wysokiego napięcia koło lotniska smoleńskiego mogła zasilać system radiolatarni.

38. Rosjanie po katastrofie wysypują teren przy miejscu tragedii piachem i wykładają betonowymi płytami, wycinają bez wiedzy Polaków okoliczne drzewa i krzaki, w tym podobno ścięte przez Tu-154, co uniemożliwia potem odtworzenie trajektorii lotu.

39. Pojawiają się rozbieżności dotyczące czasu katastrofy. Najpierw – przez dwa tygodnie po tragedii – podawana jest godz. 8:56. Po przypadkowym opublikowaniu informacji o godzinie zerwania trakcji elektrycznej przed katastrofą Rosjanie zmieniają tę informację, podając że samolot uległ katastrofie o godz. 8:41 czasu polskiego.

40. Rosjanie już następnego dnia po katastrofie demolują wrak, tnąc go piłami i wybijając szyby w oknach.

41. 29 kwietniapodczas sejmowego wystąpienia minister zdrowia Ewa Kopacz mówi: ‘Z wielką uwagą obserwowałam pracę naszych patomorfologów przez pierwsze godziny. Pierwsze godziny nie były łatwe i to państwo musicie wiedzieć. Przez moment nasi polscy lekarze byli traktowani jako obserwatorzy tego co się dzieje. To trwało może kilkanaście minut, a potem, kiedy założyli fartuchy i stanęli do pracy razem z lekarzami rosyjskimi, nie musieli do siebie nic mówić’. W lipcu 2010 r. płk Zbigniew Rzepa z prokuratury wojskowej ujawnia w wywiadzie dla Gazety Wyborczej że było to kłamstwo bo w sekcjach zwłok ofiar katastrofy nie uczestniczyli ani polscy śledczy, ani patomorfolodzy.

42. Rosjanie zastrzegają by przysłanych z Moskwy metalowych trumien z ciałami ofiar w żadnym wypadku nie otwierać.

43. Rosjanie pozostawiają (na długie miesiące) wrak Tu-154M 101 bez żadnego zabezpieczenia.

Śledztwo

44. Pod naciskiem Rosjan premier Tusk rezygnuje ze stosowania korzystnej dla Polski umowy z 1993 r. i zawiera tajne, nigdzie dotychczas nieopublikowane porozumienie z premierem Władimirem Putinem. Na mocy tego porozumienia zaczyna obowiązywać rozporządzenie wydane 13 kwietnia 2010 r. przez premiera Władimira Putina, które badanie katastrofy i koordynowanie działań krajowych i międzynarodowych powierza Międzypaństwowemu Komitetowi Lotniczemu Tatiany Anodiny. Jako podstawę prawną wyjaśniania przyczyn katastrofy przyjęto – jak twierdzi rząd – konwencję chicagowską, mimo że dotyczy ona katastrof samolotów cywilnych.

45. Na początku stycznia 2011 r. okazuje się że nawet fatalne dla Polski ustalenia konwencji chicagowskiej nie są podstawą polsko-rosyjskiej współpracy przy badaniu katastrofy smoleńskiej. W końcowym raporcie MAK czytamy bowiem: ‘Na podstawie tegoż Zarządzenia określono że badanie powinno być prowadzone zgodnie z Załącznikiem 13 do Konwencji o Międzynarodowym Lotnictwie Cywilnym (dalej Załącznik 13). Ta decyzja została zaaprobowana przez Rząd Rzeczpospolitej Polskiej’. A zatem współpraca opierała się nie na samej konwencji lecz na załączniku 13. Oznacza to m.in. że Polska nie może stosować się do żadnych procedur odwoławczych przewidzianych w konwencji a więc musi zaakceptować końcowy raport MAK.

46. Rosjanie ukrywają fakt że dowódca Tu-154 Arkadiusz Protasiuk podjął na przepisowej wysokości 100 m decyzję o przerwaniu podejścia do lądowania i odejściu na tzw. drugi krąg. Protasiuk powiedział: ‘Odchodzimy’, po czym komenda ta została potwierdzona przez II pilota – mjr. Roberta Grzywnę. Oznacza to że załoga Tu-154 wcale nie próbowała lądować. Rosyjscy ‘specjaliści’ błędnie odczytali także inne wypowiedzi nagrane w kokpicie. Według polskiej komisji badającej przyczyny katastrofy smoleńskiej dotyczy to np. słów ‘wkurzy się, jeśli… (niezrozumiałe)… jedna mila od pasa’ – które posłużyły MAK do obciążenia odpowiedzialnością za tragedię śp. Lecha Kaczyńskiego. W rzeczywistości w kabinie pilotów padło wówczas zdanie: ‘Powiedz że jeszcze jedna mila od osi została’.

47. Polska pozostawia w ręku Rosjan główne dowody w śledztwie (czarne skrzynki, wrak, badanie ciał ofiar, szczątków maszyny itp.).

48. Polska prokuratura wojskowa przez ponad półtora roku od czasu katastrofy odmawia zgody na ekshumację bliskich rodzinom które wystąpiły z takim wnioskiem.

49. Z nieznanych powodów do dziś nie został odnaleziony rejestrator K3-63, rejestrujący parametry lotu: czas, wysokość barometryczną, prędkość przyrządową, przeciążenie (pionowe). Rejestrator ma większe rozmiary niż inne rejestratory i skrzynka ATM; powinien znajdować się w opancerzonym zasobniku pod podłogą w kabinie pasażerskiej.

50. Podczas zgrywania kopii z czarnej skrzynki nagle zabrakło prądu i zniknęło 16 sekund nagrania po które potem specjalnie pojechał do Moskwy minister Miller.

51. Rosjanie odmawiają polskim prokuratorom oddania czarnych skrzynek polskiego samolotu, choć są one własnością polskiego rządu, a nawet udostępnienia oryginałów do badań w Polsce.

52. Rosjanie odmawiają polskiej prokuratorze zwrotu a także udostępnienia do badań w Polsce wraku samolotu.

53. Rosjanie nie chcą wydać polskiej prokuraturze protokołów badania w Moskwie – przy udziale polskich specjalistów z Instytutu Ekspertyz Sądowych w Krakowie – oryginałów zapisu rozmów z czarnej skrzynki. Wcześniej przez 10 miesięcy przetrzymują protokoły sporządzone w Smoleńsku przez polskich archeologów.

54. Rosjanie informują że nie zachował się zapis wideo wieży w Smoleńsku z taśmą na której zarejestrowano pracę kontrolerów i płk Krasnokuckiego.

55. Latem 2010 r. Rosjanie, tłumacząc się względami formalnymi, jeszcze raz przesłuchali pracowników wieży. Nowe zeznania okazują się znacznie korzystniejsze dla strony rosyjskiej. Polska prokuratura akceptuje nowe zeznania kontrolerów lotu ze Smoleńska i unieważnia zeznania otrzymane wcześniej. ‘To szokujące’ – komentuje znany karnista, prof. Piotr Kruszyński.

56. W materiałach przekazanych Polsce przez Rosjan brak dokumentacji fotograficznej miejsca zdarzenia zaraz po katastrofie i po przemieszczeniu części wraku, a także dokumentacji z oblotu terenu lotniska – przed 10 kwietnia i po katastrofie.

57. Komisja Jerzego Millera nie zleca badań które udowodniłyby że skrzydło Tu-154 mogło urwać się po zderzeniu z brzozą. Mimo to w swoim raporcie formułuje taką tezę. We wrześniu 2011 r. ekspert NASA prof. Wiesław Binienda przygotowuje fachową ekspertyzę obalającą teorię specjalistów Millera.

58. Polskie agendy rządowe, w tym służby specjalne RP, od półtora roku ukrywają zdjęcia satelitarne miejsca katastrofy, wykonane 10 kwietnia 2010 r., przekazane Polsce niedługo po katastrofie przez służby USA.

59. Polska komisja pod przewodnictwem ministra Millera opracowuje raport końcowy dotyczący przyczyn katastrofy, bez dostępu do kluczowych dowodów przerzuca winę na polskie wojsko, w tym pilotów którzy siedzieli za sterami Tu-154M 101.

60. Rosjanie nie przekazali dotychczas Polsce ekspertyz balistycznych i pirotechnicznych.

61. Rosjanie nie wyjaśnili polskim ekspertom tożsamości tajemniczego gen. Władimira Iwanowicza któremu niedługo przed katastrofą płk Krasnokucki meldował o sytuacji na lotnisku.

Awanse, odznaczenia i dymisje

62. 11 listopada 2010 r., z okazji Święta Niepodległości na stopień generała brygady zostaje awansowany płk Krzysztof Bondaryk – 10 kwietnia 2010 r. szef Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego.

63. 11 listopada 2010 r. – na stopień generała brygady zostaje awansowany płk Janusz Nosek. 10 kwietnia 2010 r. szef Służby Kontrwywiadu Wojskowego.

64. 11 listopada 2010 r. – na stopień generała brygady zostaje awansowany płk Krzysztof Parulski. 10 kwietnia 2010 r. naczelny prokurator wojskowy i zastępca prokuratora generalnego.

65. 16 listopada 2010 r. z okazji Dnia Służby Zagranicznej Jerzy Bahr10 kwietnia 2010 r. ambasador RP w Moskwie – zostaje odznaczony Krzyżem Komandorskim z Gwiazdą Orderu Odrodzenia Polski.

66. 16 listopada 2010 r. szef MSZ, Radosław Sikorski odznacza szefa BOR gen. Mariana Janickiego Odznaką Honorową ‘Bene Merito’ (Dobrej Zasługi) – zaszczytnym, honorowym wyróżnieniem przyznawanym przez MSZ za ‘działalność wzmacniającą pozycję Polski na arenie międzynarodowej’.

67. 10 czerwca 2011 r. naczelny prokurator wojskowy gen. Krzysztof Parulski zawiesza Marka Pasionka, jednego z dwóch prokuratorów prowadzących śledztwo smoleńskie, i wszczyna wobec niego postępowanie dyscyplinarne. Pasionek zawinił bo miał zwracać się do przedstawicieli USA o pomoc w uzyskaniu materiałów przydatnych w śledztwie i był zwolennikiem postawienia zarzutów ministrowi Bogdanowi Klichowi i szefowi Kancelarii Premiera Tomaszowi Arabskiemu.

68. 16 czerwca 2011 r. po Święcie Biura Ochrony Rządu na stopień generała dywizji zostaje awansowany gen. bryg. Marian Janicki, szef BOR.

lm/gw/gp /23.9.2011/

***

To nie był wypadek

– Bez względu na kąt natarcia samolot przecina brzozę a sam nie doznaje uszczerbku. To co wydarzyło się pod Smoleńskiem miało przyczynę zewnętrzną – tak o katastrofie smoleńskiej mówi Antoni Macierewicz

– Hipoteza o udziale osób trzecich którą badała kiedyś prokuratura (niestety, w dalszym śledztwie nie podjęto tego wątku) jest w obliczu obecnej wiedzy naukowej najbardziej prawdopodobna – twierdzi

Szef Zespołu Parlamentarnego ds. Zbadania Przyczyn Katastrofy z 10 kwietnia 2010 r. nadal podkreśla że nie był to wypadek. – To co wydarzyło się nad Smoleńskiem – bo los polskiej delegacji został przesądzony zanim samolot spadł na ziemię – miało przyczynę zewnętrzną – twierdzi.

Hipoteza o udziale osób trzecich którą badała kiedyś prokuratura (niestety, w dalszym śledztwie nie podjęto tego wątku) jest w obliczu obecnej wiedzy naukowej najbardziej prawdopodobna. Lansowana przez Rosjan i komisję Millera teza o ułamaniu skrzydła jest nieprawdziwa i obowiązkiem prokuratury jest wszczęcie na nowo śledztwa nad odrzuconym podejrzeniem o sprawstwie osób trzecich – uważa Macierewicz.

Poseł Prawa i Sprawiedliwości współpracował z prof. Wiesławem Biniendą, członkiem Grupy Ekspertów ds. Wypadków Lotniczych FAA/NASA. Jego badania, które zostały zaprezentowane przed Zespołem Parlamentarnym ds. Zbadania Przyczyn Katastrofy Smoleńskiej, udowodniły że skrzydło Tu-154 powinno przeciąć brzozę, a nie odwrotnie, jak twierdzą gen. Tatiana Anodina i Jerzy Miller.

Prof. Binienda brał udział w badaniu przyczyn katastrofy wahadłowca Columbia w 2003. Jego laboratorium wykorzystało metodologię użytą do badania katastrofy wahadłowca do odpowiedzi na pytanie czy brzoza mogła złamać skrzydło Tu-154 – mówi Macierewicz.

Profesor Binienda opracował matematyczny model skrzydła samolotu i brzozy a następnie przeprowadził wiele symulacji i eksperymentów sprawdzających co dzieje się z samolotem po uderzeniu skrzydła w drzewo. Bez względu na kąt natarcia samolot przecina brzozę a sam nie doznaje uszczerbku – twierdzi poseł PiS.

Antoni Macierewicz podkreśla również, że z punktu widzenia metodologicznego nie ma różnicy pomiędzy raportem Millera i raportem Anodiny. – Raporty te – zwłaszcza jeżeli chodzi o rekonstrukcję ostatnich sekund lotu i określenie bezpośredniej przyczyny katastrofy, czyli uderzenia samolotu w brzozę – mają identyczną podstawę. Minister Miller po prostu skopiował jego opis z tekstu rosyjskiego – mówi poseł PiS.

W obu raportach nie ma nawet próby zanalizowania jak doszło do złamania skrzydła samolotu, ani próby przeprowadzenia dowodu że to rzeczywiście miało miejsce. Ten fragment raportu poraża arogancją i pewnością że nikt nie będzie sprawdzać prawdziwości podanych stwierdzeń – uważa Macierewicz.

29 czerwca 2011 Prawo i Sprawiedliwość przedstawiło Białą Księgę na temat katastrofy smoleńskiej. Macierewicz, szef zespołu parlamentarnego badającego przyczyny tej katastrofy podkreślił wówczas że Biała Księga to przede wszystkim zbiór faktów. Poseł mówił również że dokument ten jest autorstwa jego zespołu i służy temu by opinia publiczna zapoznała się z tymi dokumentami, które były systematycznie ukrywane w ciągu ostatniego czasu przez obecne władze. Wyjaśnił również że to nie przypadek iż prezentacja białej księgi rozpoczynała się od odpowiedzialności rosyjskiej.

Było to według Macierewicza spowodowane tym że dokumenty którymi dysponuje PiS wskazują że taka jest właśnie hierarchia odpowiedzialności i ‘to właśnie na stronę rosyjską spada odpowiedzialność za ten dramat’.

żg/niez. /13.9.2011/

***

Oszukiwali o pogodzie

Załoga Tu-154M została błędnie poinformowana o warunkach pogodowych na lotnisku w Smoleńsku 10 kwietnia ub.r.; warunki te nie pozwalały na lądowanie i przyczyniły się do katastrofy – wynika z ujawnionego załącznika nr 6 do protokołu komisji Jerzego Millera

W załączniku wskazano że zabezpieczenie meteorologiczne lotu realizowane było w sposób niewłaściwy, a nieprawidłowości wystąpiły zarówno po polskiej, jak i po rosyjskiej stronie

Komisja wskazała m.in. że prognozy były niedokładne, przekazywane z naruszeniem przepisów, a sprzęt stacji meteorologicznej smoleńskiego lotniska nie był zgodny z wymogami. Załoga samolotu jednak dokonała właściwej analizy otrzymanych podczas lotu informacji o warunkach atmosferycznych.

Eksperci komisji jednoznacznie stwierdzili że warunki atmosferyczne nie pozwalały na lądowanie na smoleńskim lotnisku. Wskazali że widzialność pionowa wynosiła wówczas poniżej 20 m, a widzialność pozioma przy ziemi poniżej 100 m. Nad lotniskiem unosiła się mgła. Na powstanie mgły poza czynnikami pogodowymi wpływ miały m.in. ‘cząsteczki dymu pochodzące z palących się w rejonie Smoleńska łąk i nieużytków’.

– To typowa procedura na terenie Federacji Rosyjskiej związana z wiosennym wypalaniem suszu roślinnego po ustąpieniu śniegu (…). Wypalanie rozpoczęto wiele dni przed 10 kwietnia i wraz z ustępowaniem pokrywy śnieżnej postępowało z południa na północ – zaznaczono w załączniku.

Ponadto jak wykazały badania prowadzone przez komisję dyżurny meteorolog lotniska 36 specpułku ‘samowolnie i wbrew obowiązującym przepisom zmienił na własną prognozę opracowaną w Centrum Hydrometeorologii Sił Zbrojnych RP’. – Mimo znacznych różnic w prognozach obaj meteorolodzy nie wypracowali w trakcie konsultacji wspólnego poglądu – zwróciła uwagę komisja.

W tej sytuacji, jak wskazano w załączniku, dyżurny meteorolog miał obowiązek przedstawić załogom samolotów prognozę starszego synoptyka Centrum Hydrometeorologii – ‘co wynika wprost z przepisów’. Jednak przed wylotem samolotu Tu-154M przedstawiał on załogom samolotów Jak-40 i Tu-154M swoją, korzystniejszą wersję prognozy; nie poinformował żadnej z tych osób o prognozie Centrum Hydrometeorologii. – W rozmowie z komisją nie potrafił uzasadnić swojego postępowania – zaznaczono w załączniku.

W ujawnionym dokumencie wskazano również że wieczorem dzień przed katastrofą i nad ranem dnia następnego starszy synoptyk Centrum Hydrometeorologii przekazał do Centrum Operacji Powietrznych informację o warunkach atmosferycznych na lotnisku Smoleńsk Południowy ponieważ ‘nie wiedział że w Smoleńsku znajdują się dwa lotniska’.

Po stronie rosyjskiej smoleńskie lotnisko pod względem synoptycznym zabezpieczała baza w Twerze. – Synoptyk biura meteorologicznego w Twerze miał duże trudności z właściwym prognozowaniem warunków atmosferycznych (…) korekty swojej prognozy wystawiał dwukrotnie, za każdym razem już po zdecydowanym pogorszeniu się warunków atmosferycznych – oceniła komisja. Jak dodała wynikało to nie tylko z dużej odległości pomiędzy Twerem i Smoleńskiem ale także ‘z mało wnikliwej pracy synoptycznej zmiany dyżurnej biura meteorologicznego’.

Także, w ocenie komisji, sprzęt stacji meteorologicznej smoleńskiego lotniska nie odpowiadał wymogom określonym przez międzynarodowe organizacje. Jak wskazano stacja była źle usytuowana – ‘w tym miejscu jest bardzo ograniczona możliwość obserwacji widzialności, zachmurzenia i jakichkolwiek zjawisk pogody’ w rejonie podejścia do lądowania. – Aby określić widzialność meteorolog musiał wchodzić na dach budynku po drabinie – dodano w załączniku.

Komisja zastrzegła że nie miała dostępu do dokumentacji i przepisów regulujących działalność służb meteorologicznych Rosji, co nie pozwoliło na dokonanie pełnej analizy.

Piloci postępowali jak należy

Na podkreślenie, zdaniem komisji, zasługuje natomiast właściwa analiza przez załogę Tu-154M otrzymanych już w czasie lotu informacji o warunkach atmosferycznych na smoleńskim lotnisku i przekazanie dyrektorowi protokołu dyplomatycznego Mariuszowi Kazanie informacji że w tych warunkach lądowanie jest niemożliwe. Pomimo – jak zaznaczyli eksperci komisji – posiadania prognozy pogody nieprzewidującej warunków atmosferycznych w czasie lądowania poniżej minimalnych dowódca samolotu właściwie ocenił informacje otrzymane m.in. od kontrolera z Mińska oraz od załogi wcześniej lądującego w Smoleńsku samolotu Jak-40.

mbk/pap /5.9.2011/

TYLKO PRZY UDZIALE USA

Prawo i Sprawiedliwość sceptycznie patrzy na opublikowane stenogramy rozmów z kokpitu Tu-154 który rozbił się 10 kwietnia 2010 pod Smoleńskiem

Upubliczniony protokół do raportu komisji Jerzego Millera to wynik prac polskich ekspertów. Mariusz Błaszczak stwierdził że prawdy o Smoleńsku można dojść tylko przy udziale USA

Błaszczak – komentując publikację części materiałów na podstawie których powstał raport Millera – stwierdził że powinno się poznać wszystkie dokumenty. – Tego wymaga jawność życia publicznego. Doszło w końcu do wydarzenia niespotykanego w naszej historii. Zginął prezydent Rzeczypospolitej, zginęli politycy, ministrowie, parlamentarzyści rodziny katyńskie.

Polityk PiS stawia zarzut że dokumenty upubliczniane ostatnio przez polską stronę pojawiają się zdecydowanie za późno, zwłaszcza w stosunku do ‘kłamstwa smoleńskiego czyli kłamliwego raportu MAK’. Według Błaszczaka trudno spodziewać się przełomu bo Polska wciąż nie ma oryginalnych czarnych skrzynek ani wraku Tupolewa.

Dlaczego komisja rosyjska mogła zakończyć swe prace a komisja polska musiała pracować tak długo? – pytał Błaszczak. Na uwagę dziennikarza że komisja rosyjska pominęła m.in. wątek odpowiedzialności rosyjskich kontrolerów lotu, poseł Pis-u odparł: ‘to oznacza że premier Tusk zdał nas na łaskę i niełaskę Rosjan’. – Ta komisja na której czele stanął Jerzy Miller powstała dużo, dużo wcześniej. Mogła pracować równolegle, miała też dokumenty dotyczące np. zapisu rozmów z wieży kontroli lotów z których jednoznacznie wynika że polscy piloci byli utwierdzani w przekonaniu iż są ‘na kursie i na ścieżce’ i że nie byli ostrzegani przed groźbą katastrofy. Dlaczego ten raport nie powstał zaraz po kłamstwie

smoleńskim? – dopytywał się Błaszczak.

W dzisiejszej sytuacji nie mamy możliwości odniesienia się do kłamstwa smoleńskiego na drodze prawno-międzynarodowej. Ta sprawa jest już zamknięta jeżeli chodzi o konwencję chicagowską którą przyjął premier Donald Tusk. Jedynym rozwiązaniem, i to jest postulat Prawa i Sprawiedliwości, jest stworzenie komisji międzynarodowej ale by ją stworzyć musi w tej sprawie wystąpić rząd – mówił Błaszczak. – Musimy o jednym pamiętać: dowody w tej sprawie były niszczone. Widzieliśmy na filmie że funkcjonariusze rosyjscy niszczyli wrak samolotu więc pytanie zasadnicze: czy w tej sprawie bez udziału np. Stanów Zjednoczonych można dojść do prawdy? Wydaje się to wątpliwe – odparł.

pog/pn /5.9.2011/

***

Zniszczyli dowód Merty?

Wyraźne ślady nadpalenia nosi dowód osobisty należący do ś.p. wiceministra kultury Tomasza Merty, wydany rodzinie po katastrofie na Siewiernym. Z dokumentacji rosyjskiej która trafiła do polskiej prokuratury w ostatniej partii materiałów nadesłanych z Rosji wynika jednak że ten sam dokument został – UWAGA – zachowany w stanie idealnym!

Który jest prawdziwy?

W opinii prawników sprawa kwalifikuje się do wszczęcia śledztwa. Chodzi o ustalenie czy nie doszło do fałszerstwa lub niszczenia dowodów. Przekazany rodzinie Tomasza Merty dowód osobisty nosi ślady nadpalenia.

Potwierdza to wdowa po wiceministrze Magdalena Merta. – Odebrałam w Mińsku Mazowieckim od Żandarmerii Wojskowej rzeczy, część rzeczy, bo wartościowe przedmioty zginęły, należących do mojego męża – powiedziała. – Ten dowód jest wyraźnie nadpalony, podobnie jak kilka innych przedmiotów które znaleziono przy moim mężu – dodała Magdalena Merta.

Dokumentacja rosyjska która została przekazana do Polski zawiera informację że dowód osobisty wiceministra zachował się w doskonałym stanie, nie ma śladów zniszczeń.

Żona wiceministra kultury zwróciła uwagę że materiał jest objęty tajemnicą śledztwa i w związku z tym nie może wypowiadać się na temat szczegółów. Ale przyznała że ma duże wątpliwości co do autentyczności nadesłanej z Rosji dokumentacji.

Szczegółów ze względu na niejawność materiałów nie chciał podać również jej pełnomocnik mecenas Bartosz Kownacki. Jednak nie ukrywał że przesyłane z Rosji akta wzbudzają szereg kontrowersji.

Jest wiele znaków zapytania co do rzetelności dokumentów przekazywanych z Rosji – przyznał adwokat. Dodał że rzeczywiście można mówić o różnicach między rzeczami posiadanymi przez rodzinę Tomasza Merty a dokumentacją spływającą z Rosji.

Kownacki nie wyklucza podjęcia stosownych kroków prawnych. Jakich? Według prawników taka sytuacja kwalifikuje się do wszczęcia śledztwa. Zachodzi prawdopodobieństwo popełnienia przestępstwa. Działania takie wyczerpują dyspozycję art. 276 kodeksu karnego mówiącego o niszczeniu lub uszkodzeniu dokumentów którymi okazjonalny dysponent ‘nie ma prawa wyłącznie rozporządzać’, za co grozi do 2 lat więzienia.

Według szefa parlamentarnego zespołu ds. katastrofy smoleńskiej Antoniego Macierewicza (PiS) – informacje przedstawione przez Magdalenę Mertę to przykład ‘jeszcze jednego świadectwa fałszowania dokumentacji związanej z poległymi w Smoleńsku’. Jak mówił poseł na posiedzeniu zespołu – ta sprawa ‘wpisuje się w szerszy kontekst w ogóle matactw popełnionych na pewno przez Rosjan’.

JEST ŚLEDZTWO

Wojskowa prokuratura wszczęła śledztwo w sprawie zniszczenia dowodu osobistego należącego do wiceministra kultury Tomasza Merty który zginął w katastrofie smoleńskiej 10 kwietnia zeszłego roku – poinformowała w środę Naczelna Prokuratura Wojskowa

Rzecznik prasowy NPW płk Zbigniew Rzepa powiedział że śledztwo w tej sprawie WPO wszczęła we wtorek. Zgodnie z zapisem Kodeksu karnego ‘kto niszczy, uszkadza, czyni bezużytecznym, ukrywa lub usuwa dokument którym nie ma prawa wyłącznie rozporządzać, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat dwóch’.

zb/nd/pap /31.8.2011/

***

To żaden raport o 10 kwietnia

Raport komisji ministra Millera trudno nazwać oficjalnym i końcowym raportem w sprawie katastrofy z 10 kwietnia 2010 r. w Rosji pod Smoleńskiem, niedaleko Katynia

Zawsze należy podkreślać to szczególne miejsce, Katyń, a także fakt że nie była to zwyczajna katastrofa lotnicza, ale katastrofa narodowa! Zginął w niej nie tylko prezydent ale znacząca część elity Rzeczypospolitej, w tym całe dowództwo Wojska Polskiego!

Dokument określany mianem raportu absolutnie nie zasługuje na to określenie z wielu powodów. Fundamentalnym jego brakiem jest że nie ma w nim szeregu danych które są w rękach Rosjan, a których strona rosyjska albo nie chciała Polakom udostępnić albo nimi manipulowała.

To zła wola! Rosjanie nadal nie chcą nadal oddać Polsce szczątków wraku rozbitego samolotu, w tym czarnych skrzynek. Nie chcą oddać oryginalnych dokumentów. Nie ułatwiają, tylko utrudniają gdzie mogą śledztwo smoleńskie. Dlatego dokument sporządzony przez komisję kierowaną przez polskiego ministra spraw wewnętrznych i administracji trudno nazwać rzetelnym i wiarygodnym raportem.

Według raportu przyczynami katastrofy były zejście poniżej minimalnej wysokości zniżania przy nadmiernej prędkości opadania w warunkach atmosferycznych uniemożliwiających wzrokowy kontakt z ziemią i spóźnione rozpoczęcie procedury odejścia na drugi krąg.

Jedną z przyczyn, według dokumentu, miały być błędy w korzystaniu z wysokościomierza. Załoga posługiwała się urządzeniem radiowym a nie barometrycznym i to wprowadzało ją w błąd. Co więcej według raportu winą strony rosyjskiej było niedopełnienie przygotowania lotniska w Smoleńsku na przyjęcie samolotu z polską delegacją. Dokument w ogóle nie bierze pod uwagę możliwości że była to rosyjska pułapka, a nie nieprzygotowanie lotniska. A wskazuje na to ‘brak decyzji o zamknięciu lotniska’, co raport jednak wyraźnie podkreśla.

Najważniejszym merytorycznie fragmentem jest ta jego część gdzie stwierdza się jednoznacznie że rosyjscy kontrolerzy z wieży lotniska podawali załodze błędne komunikaty, że jest na ścieżce i kursie, jeszcze długo przed katastrofą! Rosyjski kontroler potwierdzał że Tu-154 jest na dobrym kursie i wysokości, gdy w początkowej fazie był powyżej ścieżki, a w końcowej – poniżej. Potem utwierdzał w tym załogę!

Raport ma kilkaset stron, zawiera liczne załączniki, analizuje fakty, wiele razy myli skutki z przyczynami. Analiza faktów a tym samym przyczyn katastrofy jest nierzetelna, a wnioski raportu niewiarygodne. Bo przecież raport stwierdza że dowódca i załoga Tu-154 popełniali błędy i podejmowali złe decyzje przy podchodzeniu do lądowania. Tak, ale te jakoby błędne decyzje polskich pilotów były konsekwencją fałszywych, mylnych i nieprawdziwych informacji jakie otrzymywali oni od oficerów armii rosyjskiej którzy naprowadzali polski samolot z wieży kontrolnej lotniska w Smoleńsku. To nie była jedna mylna informacja ale cały szereg fałszywych danych które doprowadziły samolot z polskim prezydentem i delegacją Rzeczypospolitej do katastrofy. Dlaczego raport polskiej komisji kierowanej przez ministra Millera eufemistycznie określa mianem ‘kontrolerów’ oficerów armii rosyjskiej? Dlaczego nie zbadano komu ci oficerowie podlegali i kto im wydawał rozkazy? Dlaczego polska komisja daje wiarę Rosjanom uznając ich z góry za ludzi dobrej woli?

Na podstawie tych samych faktów zawsze można wyciągnąć różne wnioski. Tak np. jeszcze dzisiaj o 17 września 1939 r. niektórzy piszą że nie była to agresja Rosji sowieckiej, tylko że do Polski wkroczyła Armia Czerwona.

Szukając prawdy o katastrofie z 10 kwietnia 2010 r. nie można pomijać dotychczasowej 300-letniej polityki Rosji wobec Polski. Należy zdefiniować czy Rosja jest dla Polski sąsiadem, złym sąsiadem, wrogiem czy odwiecznym wrogiem. Można stawiać pytanie o sens i cel katastrofy pod Smoleńskiem. Pytanie – czy Rosja Putina mogłaby zaplanować zamach. Wiemy jakie cele miała Rosja w okresie rozbiorów Polski. Znamy historię katorgi milionów Polaków na Syberii, rosyjskie szubienice dla największych polskich bohaterów. Pamiętamy o 17 września, o Katyniu, a nawet o stanie wojennym.

I nawet jeżeli prawda o katastrofie smoleńskiej na zawsze pozostanie w sejfach moskiewskiego Kremla, to i tak całe tzw. śledztwo związane z katastrofą pokazuje nie tylko złą wolę, ale wolę najgorszą obecnych władców Kremla. I nie można mieć złudzeń że to polski premier Tusk, jego minister Miller czy rosyjska generał Anodina decydują o prawdzie na temat katastrofy z 10 kwietnia. Tak jak wszystkie mroczne tajemnice Kremla, także ta o losie polskiego samolotu znajduje się w osobistej gestii tego kto aktualnie rządzi Rosją.

Józef Szaniawski /3.8.2011/

***

Rosjanie mogą ukrywać taśmy

Rosjanie mogli próbować ukryć taśmę z wieży na lotnisku Siewierny – uważa Edmund Klich, były polski akredytowany przy MAK

Klich powiedział też że byłby to ważny dowód w sprawie katastrofy tupolewa. ‘Jestem przekonany że taśma istniała, dlatego że cały ciąg zdarzeń oceny kontrolerów wskazuje że Rosjanie chcieli ją ukryć’

‘Po pierwsze nie ma taśmy, po drugie nie chciano nas dopuścić 15 kwietnia (2010 roku – red.) do oblotu środków radiolokacyjnych. Nie mamy także zdjęć z ekranów (na wieży w Smoleńsku – red.). My byliśmy na wieży i tam były inne znaczniki niż to Rosjanie przedstawili w raporcie’ – powiedział Klich.

Według Klicha oznacza to że Rosjanie chcą ukryć ‘nieudolne działanie kontrolerów na wieży w Smoleńsku albo systemów nawigacyjnych lotniska’.

Rosjanie twierdzili że taśma się nie nagrała, bo się zacięła, ale nie chcieli wydać stronie polskiej nawet tej zaciętej taśmy.

Z wnioskiem o udostępnienie tego zapisu Polska zwróciła się do Rosji w maju 2010 r. W lipcu prośbę ponowiono ale pozostała ona bez odpowiedzi.

tvn /2.8.2011/

***

Tchórzliwy premier Tusk

Prezes PiS Jarosław Kaczyński oświadczył w piątek że premierowi Donaldowi Tuskowi zabrakło odwagi by wziąć na siebie odpowiedzialność za katastrofę smoleńską i honoru by bronić polskich oficerów

Zapowiedział też że PiS wyjaśni sprawę katastrofy smoleńskiej

W piątek 29 lipca upubliczniono treść raportu komisji szefa MSWiA Jerzego Millera ws. przyczyn katastrofy smoleńskiej. Tusk poinformował też o dymisji dotychczasowego ministra obrony narodowej Bogdana Klicha.

Premier Donald Tusk nie ma odwagi wziąć na siebie odpowiedzialności. Próbuje przerzucić ją na pomocników’ – ocenił w specjalnym oświadczeniu Jarosław Kaczyński.

A przecież (Tusk) odpowiada za podjęcie gry z Rosjanami, gry która doprowadziła do rozdzielenia wizyty i wszystkich tego następstw. Odpowiada za to że nie zabiegał by Polska mogła przejąć albo przynajmniej uczestniczyć poważnie w tym śledztwie’ – oświadczył lider PiS.

Według Kaczyńskiego Tusk odpowiada też za to że ‘nie bronił polskiego interesu i polskiego honoru na arenie międzynarodowej’.

‘Zabrakło mu honoru by bronić gen. Andrzeja Błasika i polskich oficerów. Zabrakło mu odwagi by reagować na pomówienia z raportu MAK’ – oświadczył Kaczyński. Rosyjski raport MAK stwierdzał że przebywający podczas podchodzenia samolotu do lądowania w Smoleńsku w kabinie pilotów gen. Błasik był pod wpływem alkoholu.

Ja nie spodziewam się już niczego po panu Donaldzie Tusku’ – oświadczył Kaczyński.

Zapowiedział też że PiS wyjaśni sprawę katastrofy smoleńskiej. ‘Wyjaśnimy tę sprawę bo to jest nasz obowiązek wobec tych którzy zginęli, a także wobec tych którzy żyją, wobec wszystkich żyjących Polaków. Wywiążemy się z tego obowiązku’ – oświadczył brat ś.p. prezydenta Lecha Kaczyńskiego.

DYMISJA TO PRZYZNANIE SIĘ DO WINY

Z kolei Antoni Macierewicz (PiS), szef parlamentarnego zespołu badającego katastrofę smoleńską, pytany czy dymisja Klicha to przyznanie się do winy, odparł: ‘Nie mam wątpliwości, że tak’. Dodał że szkoda iż tak późno ona nastąpiła.

Macierewicz uznał ponadto dymisję Klicha za uchylenie się od odpowiedzialności przez Tuska. ‘Niech ją weźmie, niech nie zasłania się swoimi urzędnikami’ – powiedział poseł PiS.

Nie chciał komentować zapowiedzianego powołania na szefa MON dotychczasowego wiceministra SWiA Tomasza Siemoniaka. ‘To nazwisko na dwa miesiące, jak rozumiem, w związku z tym dyskusja na ten temat wydaje się być bezprzedmiotowa’ – powiedział Macierewicz.

pap /29.7.2011/

***

Bzdury ‘Newsweeka’ o ‘uchodzie’

‚Newsweek’ pisze bzdury. Samo naciśnięcie przycisku ‘zachod’ i ‘glisada’ w trakcie procedury odejścia w reżimie automatycznym nie aktywuje ‘uchodu’

– Co więcej – jest niezgodne z instrukcją Tu-154M – powiedział pilot, do niedawna żołnierz 36 Specjalnego Pułku Lotnictwa Transportowego, który w lewym fotelu dowódcy wylatał na tupolewie setki godzin

Warunkiem zadziałania systemu jest aktywacja paneli (przystawek) nawigacyjnych PN-5 i PN-6. Komisja Jerzego Millera badająca katastrofę na Siewiernym powinna m.in. ustalić i podać do publicznej wiadomości informację o kącie położenia maszyny i jej prędkości na wznoszeniu.

Piloci rządowego tupolewa który rozbił się niedaleko Katynia doskonale znali procedury włączania i aktywowania przycisku ‘uchod’. – To standardowe procedury. Nam nie wolno robić niczego co byłoby niezgodne z przepisami – stwierdził doświadczony pilot Tu-154M.

Piloci specpułku nigdy nie byli pilotami doświadczalnymi i nie mieli w zwyczaju eksperymentować. W praktyce implementowali to co było w programach szkolenia. Major Arkadiusz Protasiuk i podpułkownik Robert Grzywna bardzo dobrze znali model zastosowania przycisku ‘uchod’ i do ostatnich chwil starali się wyprowadzić tupolewa 10 kwietnia 2010 r. ze ścieżki śmierci.

Piloci stwierdzili że nie można nacisnąć ‘uchodu’ wcześniej go nie uzbrajając a serwowanie opinii publicznej po ponad roku nieprawdziwych informacji na ten temat jest niepoważne. – Pierwsze wnioski po raporcie MAK były takie że Protasiuk wykorzystał system który nie powinien być wykorzystany na takim lotnisku jak Siewierny, bo było ono pozbawione systemu ILS. On jednak go wykorzystał i dlatego doprowadził do katastrofy. Teraz mamy inwersje tej tezy: rzekomo nie włączył tego sytemu i skutkiem była katastrofa. Czyli włączając ‘uchod’ doprowadził do katastrofy i jeżeli tego nie zrobił, też doprowadził do katastrofy. To jakiś absurd – powiedział pilot który wylatał wiele godzin na lewym fotelu dowódcy w tupolewie.

Według pilota przez rok usiłowano implementować tezę że w sytuacji lotniska niewyposażonego w system ILS po wciśnięciu i aktywowaniu przycisku ‘uchod’ samolot nie ma szans na nabranie wysokości w systemie odejścia automatycznego. Eksperymenty komisji Millera udowodniły że tak nie jest. Bez systemu ILS można odejść na drugi krąg w automacie. Potwierdził to niedawny eksperyment na lotnisku w Powidzu. Po naciśnięciu przycisku ‘uchod’ piloci bliźniaczej maszyny o numerze burtowym 102 odeszli z powodzeniem na drugi krąg przy wyłączonym systemie ILS i włączonej jednej, dalszej radiolatarni (NDB).

Udowodnione jest że tupolew odejdzie w automacie bez ILS. Wystarczyło mieć tylko uzbrojonego autopilota, PN-5 i PN-6 i to wszystko, samolot idzie wtedy do góry. Tu-154M o numerze bocznym 101 nabierał wysokości. Świadczy o tym fakt obrócenia się maszyny na plecy, do góry kołami. Żeby tak się stało musieli być dość mocno ‘zaciągnięci’ do góry – powiedział pilot. Jego zdaniem – jeżeli przycisk ‘uchod’ był naciśnięty to musiał być wcześniej uzbrojony. Samo wciśnięcie ‘glisady’ i ‘zachodu’ nie aktywuje ‘uchodu’, jak napisał niedawno ‘Newsweek’ i jest – tłumaczył pilot – niezgodne z instrukcją tupolewa. Konieczne jest aktywowanie przystawek PN-5 i PN-6.

Pilot dodał że komisja badająca wypadek powinna m.in. podać informację o kącie położenia maszyny i prędkości na wznoszeniu. – To sprawa polityczna i nikt nie dąży do jej wyjaśnienia, jakby było nieważne że zginął prezydent – powiedział pilot.

Kto zawiesił symulatory

Jednym z ‘ekspertów’ którzy od ponad roku powielają główne tezy rosyjskiej narracji w sprawie katastrofy jest niestety płk rez. Robert Latkowski, dowódca 36 Specjalnego Pułku Lotnictwa Transportowego w latach 1986-99. W książce ‘Ostatni lot’ której jest współautorem – mamy prosty przekaz: piloci chcieli lądować za wszelką cenę. Niedługo ukaże się druga część publikacji – jak twierdzą piloci – bardzo szkodzącej nie tylko kwestii rzetelnego wyjaśnienia przyczyn katastrofy ale i wizerunkowi polskich Sił Powietrznych na świecie.

Co ciekawe ‘konsultant naukowy’ książki Rosjanin Siergiej Amielin w prywatnej korespondencji z dziennikarzami przyznaje że nie jest pewien czy ‘uchod’ zadziała bez systemu ILS, mimo że we wspomnianej książce stwierdzenie to jest traktowane jako pewnik. Amielin przyznaje że schemat elektryczny Tu-154M widział jedynie w internecie i nie wie jakie pomoce nawigacyjne miała polska maszyna.

Wątpliwości Amielina nie przeszkodziły jednak w zawarciu w książce fałszywej jak już wiemy konstatacji że ‘uchod’ nie działa bez systemu ILS.

Latkowski co prawda wylatał ileś godzin na tupolewie ale już od dwunastu lat jest ‘poza serwisem’. I posiada bardzo szczuplutką wiedzę na temat tupolewa – stwierdzili piloci. – Pisząc pierwszą książkę chodził do pułku i dopytywał chłopaków co i jak działa w tupolewie bo sam nie wiedział. Później przenosił to na papier a wszyscy za głowę się łapali jak to czytali. Ktoś wreszcie powinien powiedzieć jemu i panu Białoszewskiemu: ‘Dajcie sobie spokój’ – powiedział były pilot specpułku. Jak dodał – płk Latkowski pierwszy w TVN24 podnosił temat niewyszkolonych polskich załóg a przecież to właśnie on, o czym mało kto wie, w latach 1996-97 zainicjował wstrzymanie lotów na symulatory.

Stwierdził że nie będzie szkolić pilotów na symulatorach bo wszyscy odchodzą mu do linii cywilnych. Od tamtego czasu praktycznie symulatory przestały grać rolę w przeszkoleniach. Proszę go zapytać dlaczego dowódcy na tupolewie, tacy jak: Dębski, Waliszkiewicz, Piątkowski, Matuszczyk, nie byli na symulatorze w Rosji. Dlaczego ich nie wysłał? – dodał pilot.

Inną kwestią był stan techniczny tych urządzeń. Urządzenie treningowe musi mieć określony tzw. czas zwłoki. Jeżeli pilot reaguje sterami to musi natychmiast to odczuwać a nie – załóżmy – po kilku sekundach. Jak zaznaczają piloci trenażer w Moskwie był skonfigurowany zupełnie inaczej niż kokpit polskiego tupolewa. – Jeździliśmy tylko raz w roku na kabiny treningowe ale nie było szkolenia podstawowego. Cieszyliśmy się gdy trenażer był zepsuty lub zajęty bo nie musieliśmy się męczyć z tym urządzeniem. Baliśmy się że oduczymy się po nim latać – dodał pilot.

pcs/nd /20.7.2011/

***

Wrzutka o ‘uchodzie’?

Przez ponad rok grono ekspertów eksplikowało że przycisk ‘uchod’ nie działa na lotniskach bez systemu ILS. Teraz już działa ale piloci jakoby nie powciskali tego co trzeba

Czy wobec tego za miesiąc usłyszymy że piloci zainicjowali właściwą sekwencję działań ale za późno?…

Rozmowa z oficerem rezerwy Sił Powietrznych RP

Tygodnik Newsweek twierdzi że piloci Tu-154M próbowali użyć przycisku ‘uchod’ ale ten miał być ‘nieuzbrojony’. Wcześniej Rosjanie uważali że takie zbrojenie było bezcelowe bo bez systemu ILS przycisk ten i tak by nie zadziałał. Jak pan ocenia tego rodzaju rozbieżne ustalenia?

Dla mnie tego rodzaju ‘przecieki’ nie są przekonujące. Odnoszę wrażenie że być może jest to kontrolowana wrzutka mająca na celu wysondowanie w jaki sposób dana informacja zostanie odebrana. Myślę że społeczeństwo już doskonale wie że rząd Donalda Tuska posługuje się tego typu metodami, a w sposób szczególny dotyczy to sposobu informowania o katastrofie smoleńskiej. Stąd też nie przywiązywałbym większej wagi do tego rodzaju informacji.

Rosyjscy eksperci mieli problem z ustaleniem podstawowego szczegółu dotyczącego działania Tu-154M?

Wówczas należałoby się zastanowić nad tym jakiej klasy eksperci Międzypaństwowego Komitetu Lotniczego (MAK) badali tę katastrofę… Tak czy inaczej w przypadku tej katastrofy – by rozwiać wszelkie wątpliwości – należało sięgnąć po międzynarodowych ekspertów którzy mają doświadczenie w badaniu tego rodzaju katastrof lotniczych.

Samoloty Tu-154 latały w Rosji zatem MAK powinien doskonale znać specyfikę tej maszyny.

I myślę że Rosjanie wiedzą jak to urządzenie działa naprawdę. Inną sprawą jest to w jaki sposób te informacje są przekazywane dalej i jakie są to informacje. Przecież Rosjanie przeznaczają ogromne fundusze na badania, także nowości technicznych pojawiających się na Zachodzie, i nie zostają w tym zakresie w tyle. Co więcej bez ich wiedzy w maszynach wyprodukowanych na terenie Federacji Rosyjskiej nie można było wprowadzać żadnych zmian czy udoskonaleń. Wszystko musiało być rozpoznane i uzgodnione.

Z ‘przecieków’ ma wypływać prosty przekaz: załoga straciła czas na nieudaną próbę odejścia i procedura została wdrożona ‘ręcznie’ za późno, na zbyt małej wysokości…

Na razie wiemy tylko kiedy załoga wydała komendę ‘odchodzimy’. Było to na 100 metrach. Czy jednak w chwili jej wykonania samolot był za nisko? To miała ustalić polska komisja. Tu możemy jednak sięgnąć do doświadczenia słowackich pilotów, m.in. Viliama Polnisera, dyrektora operacyjnego słowackiej rządowej służby lotniczej, wieloletniego pilota Tu-154M, który na łamach Naszego Dziennika wskazywał że bezpieczne odejście samolotem Tu-154M jest możliwe z wysokości 30 m nad progiem pasa startowego. W tym kontekście to istotna informacja. Niestety jeżeli chodzi o ‘polskie zdanie’ w tej sprawie to obawiam się że z powodu uszczupleń kadrowych w 36 Specjalnym Pułku Lotnictwa Transportowego brakuje dziś osób mających odpowiednie doświadczenie by zajmować stanowisko w tego rodzaju kwestiach.

Na ile możemy weryfikować wiarygodność przecieków?

Należałoby wszystkie tego rodzaju kwestie analizować w gronie fachowców. To pozwalałoby na merytoryczną ocenę takich doniesień. Niewątpliwie pod tym względem bardzo ciekawe jest to jakie ustalenia ma faktycznie komisja Millera. Obawiam się jednak że jej raportu szybko nie poznamy, a przynajmniej nie przed wyborami.

rozm. ma/nd /19.7.2011/

***

MON nie dla mięczaków

Raport Millera opóźnia się z powodu braku następcy szefa MON Bogdana Klicha?

Rozmowa z Romualdem Szeremietiewem, byłym wiceszefem MON, dr. hab. nauk wojskowych

Podobno publikację raportu komisji Millera hamuje brak następcy ministra Klicha…

Takiego świetnego ministra chcą zastępować? A serio – to stanowisko zawsze było cenne i ubiegało się o nie wielu kandydatów. Mnie w 1997 r. nie musiano długo przekonywać że funkcja sekretarza stanu jest bardzo ważna, tak samo jak dział modernizacji armii który otrzymałem.

Tym bardziej dziwi że – jak podaje ‘Rzeczpospolita’ – propozycję odrzucili podobno Janusz Zemke i Stanisław Wziątek.

Mnie nie dziwi. Stan resortu obrony i armii jest dramatyczny. Żeby zrobić tam porządek trzeba mieć duże samozaparcie. A poza tym wybory na horyzoncie i nikt nie chce mieć w CV że był szefem MON przez dwa miesiące. Tym bardziej że można przez ten okres straszliwie polec. To bardzo trudny resort. Trudniejszy niż inne. Bez wiedzy i doświadczenia wojskowego nie da się nim kierować. Ale to nie wszystko.

Co jeszcze?

Charakter. Mówimy o strukturze militarnej, o resorcie siłowym, i człowiek bez silnych cech przywódczych, nawet jak ma superwiedzę, nie da sobie rady. Nigdzie na świecie wojskowi nie chcą być rządzeni przez ludzi miękkich, bez autorytetu. Uważa się że najwyższe stanowisko zapewnia posłuch u wojska. Nic bardziej błędnego.

Chce pan powiedzieć że minister Klich ma tylko doświadczenie lekarskie?

Nie. On przecież nie jest nowy w resorcie. Gdy byłem sekretarzem stanu Klich był wiceministrem odpowiedzialnym za sprawy międzynarodowe. Teraz też ma wokół siebie wojskowych i różnej klasy specjalistów. Ale struktury militarne mają to do siebie że awansuje ten kto jest najbardziej przyjaźnie nastawiony do przełożonego… Decyzja o mianowaniu Klicha była fatalna. Być może byłby świetnym ministrem kultury.

Jaki jest największy grzech ministra Klicha?

To co zrobił z armią a co przyjęło się fachowo nazywać ‘uzawodowieniem’. Dziś poza tym komponentem jaki mamy w Afganistanie nie ma w Polsce prawdziwego wojska. Nie ma rezerwistów, są tylko ludzie ubrani w mundury. Wojsko nie jest od brania udziału w misjach zagranicznych ale od obrony niepodległości i całości terytorium.

Kto więc mógłby zostać następcą min. Klicha?

Nie wiem. Jeżeli nie jakiś osiołek spoza Platformy to skończy się pewnie na tym że tymczasowo będzie to Czesław Piątas. Niech się pan nie martwi – w Platformie jest tylu speców od PR że na pewno chłopcy coś wymyślą…

su /19.7.2011/

***

Na razie mamy tylko białą księgę

Biała księga jest jedynym istniejącym w Polsce dokumentem który całościowo ujmuje problem tragedii smoleńskiej

Rozmowa z posłem Antonim Macierewiczem (PiS), szefem Zespołu Parlamentarnego ds. Zbadania Przyczyn Katastrofy Tu-154M z 10 kwietnia 2010 roku

Spodziewał się pan że biała księga na temat tragedii smoleńskiej spotka się z medialnym linczem?

Problem w tym że oprócz inwektyw nie słyszałem żadnej konstruktywnej krytyki związanej np. z błędami w doborze materiału. Dotąd nie została zakwestionowana ani prawdziwość żadnego dokumentu, ani metoda doboru materiału. Jesteśmy ludźmi więc mogły nam się przytrafić jakieś potknięcia. Jeżeli zostaną one wykazane – będę dążyć do ich skorygowania. Na razie biała księga jest jedynym istniejącym w Polsce dokumentem który całościowo ujmuje problem tragedii smoleńskiej – od jej genezy i zaniedbań związanych z budową bezpiecznej floty, po konsekwencje związane z rezygnacją rządu Donalda Tuska z przywilejów Polski płynących z porozumienia zawartego z Rosją w 1993 r.

Księga krytykowana jest za rzekome ‘wymysły’ na temat obezwładnienia samolotu jeszcze w powietrzu. Tymczasem tę sprawę zaznaczył Międzypaństwowy Komitet Lotniczy w swoim raporcie…

Rosjanie bardzo fragmentarycznie przywołali opinię na ten temat korzystając z wyników analiz systemów TAWS i FMS które przeprowadzili Amerykanie w firmie producenta. MAK przywołał wyniki tych badań i nawet uwzględnił je w wykresie nr 25 raportu. Możemy tam odnaleźć wykres wysokości samolotu w ostatnich minutach lotu. Wyraźnie na nim widać że linia urywa się nad poziomem pasa.

To nie przeszkodziło Rosjanom twierdzić że samolot do zderzenia z ziemią był sprawny…

MAK w zasadzie starał się nie fałszować faktów, co najwyżej ich nie podawał lub je ukrywał. Jednak już w konkluzjach pewne elementy zostały całkowicie pominięte.

Fakt że mjr Arkadiusz Protasiuk podał komendę ‘odchodzimy’ zdaniem krytyków zespół… wymyślił.

To zrobiło na mnie duże wrażanie. Tego rodzaju wypowiedzi pokazują jak wielka jest zaciekłość i stronniczość niektórych ekspertów. Wiemy że jednym z istotniejszych elementów polskiego stanowiska było odczytanie rzeczywistego zapisu głosu mjr. Protasiuka pod nałożonymi w wersji rosyjskiej słowami. On nie mówił – jak stwierdzili Rosjanie – ‘100 m w normie’ tylko ‘odchodzimy’.

Kontrolerzy z lotniska Siewierny mając do dyspozycji system RSL mogli nie znać wysokości samolotu?

Dysponujemy ekspertyzami polskich nawigatorów, wojskowych kontrolerów lotu, pracujących na najważniejszych polskich lotniskach, osób z wieloletnim doświadczeniem zawodowym, także nauczycieli młodych adeptów sztuki lotniczej. Oni jednoznacznie stwierdzają że ten system pozwalał kontrolerom określić wysokość samolotu.

Pana zespołowi zarzucana jest manipulacja informacjami o faktycznej zawartości czarnych skrzynek Tu-154M. Skoro nie możemy mówić że skrzynki były fałszowane to czy uprawnione jest twierdzenie że fałszerstwa nie było? Przecież oficjalnej ekspertyzy na ten temat nie ma.

To jedno a należy też przypomnieć że kopie zapisów czarnych skrzynek które przywiózł z Moskwy minister Jerzy Miller na przełomie maja i czerwca 2010 r. były w pierwszych wydaniach pozbawione 17 sekund zapisu. Przekazuje się kopie co do których twierdzi się że są wiernym i wiarygodnym obrazem oryginału, co więcej potwierdza się tę wiarygodność a potem okazuje się że brakuje 17 sekund. To fałszerstwo. Ponadto okazuje się że taśma mieści 38 minut zapisu w sytuacji gdy nigdy taka praktyka nie miała miejsca i twierdzi się że jest to wynik użycia innego nośnika niż standardowy. To się dzieje w odniesieniu do materiału który jest dokumentem lotu, dokumentem niejawnym. Nie można dowolnie zmieniać nośników w skrzynkach. Tu się okazuje że nikt nie wiedział o zamianie taśmy. Dlatego mamy pełne prawo stwierdzić że zapisy były fałszowane.

Jak traktować opinie że wizycie towarzyszył bałagan organizacyjny, lotnisko nie było przygotowane, ale wcześniej nikomu taki stan nie przeszkadzał?

Świadczy to że akceptowana jest działalność na szkodę bezpieczeństwa najważniejszych osób w państwie. Obowiązek dobrego przygotowania lotniska jest częścią porozumienia międzynarodowego z 1993 r. które wiąże Rosję w tym zakresie. To był ich obowiązek a zaniechanie jego wypełnienia oznacza złamanie porozumienia, co wiązało się z konsekwencjami. Z tego też powodu rezygnacja rządu ze stosowania porozumienia jest dla nas tak bardzo dotkliwa. Pozbawiło nas to podstawy prawnej do domagania się rekompensat za niewypełnienie zapisów porozumienia. Osoby prezentowane jako eksperci lekceważącymi wypowiedziami na ten temat działają na szkodę bezpieczeństwa prezydenta i międzynarodowych interesów Polski. Działają na korzyść tylko jednego państwa – Rosji.

Trywializowane jest też zignorowanie ostrzeżenia o potencjalnym ataku na samolot bo później okazało się że nie chodzi o rządową maszynę. Można tak postępować?

Może ‘później’ tak było ale problem polega na tym że informacja przyszła ‘wcześniej’. Obowiązkiem ABW było sprawdzenie czy nie istniało realne zagrożenie bezpieczeństwa prezydenta RP. To było obowiązkiem tych służb. Jego niewypełnienie kompromituje tę służbę i powinno oznaczać dymisję jej kierownictwa.

rozm. ma/nd /12.7.2011/

***

Tablica smoleńska na Jasnej Górze

Tablica smoleńska została umieszczona w murach bastionu św. Barbary na Jasnej Górze. Rodziny smoleńskie złożyły własne wotum wdzięczności Czarnej Madonnie

Na ręce przeora Jasnej Góry o. Romana Majewskiego przedstawiciele Stowarzyszenia Katyń 2010 przekazali 10 lipca tablicę upamiętniającą ofiary katastrofy smoleńskiej. W kwietniu Rosjanie zdemontowali ją pod osłoną nocy i umieścili inną

Jak mówili przedstawiciele rodzin – Jasna Góra to najlepsze miejsce dla tej jakże ważnej dla nich pamiątki. Są przekonani że wspomnienie polskiej delegacji która zginęła w drodze na uroczystości rocznicowe zbrodni katyńskiej na pewno nie wyblaknie.

W podobnym tonie wypowiadali się inni bliscy osób które zginęły na Siewiernym. Wszyscy akcentowali pomoc i empatię okazaną im w trudnych chwilach przez Radio Maryja.

Bardzo cieszymy się że możemy być tutaj razem z Rodziną Radia Maryja i dziełami przy nim powstałymi. Dziękujemy wam za te 15 miesięcy modlitwy i udzielanego nam wsparcia – powiedziała córka Zbigniewa Wassermanna, Małgorzata Wassermann.

Ale przyjechaliśmy tutaj także by szukać jeszcze silniejszej wiary, jeszcze więcej cierpliwości i jeszcze więcej wyrozumiałości w momencie gdy rzeczywistość nas otaczająca jest coraz trudniejsza do zrozumienia – mówiła Wassermann.

Wdowa po gen. Andrzeju Błasiku, Ewa Błasik, apelowała by ‘czcząc pamięć naszych bliskich, tragicznie zmarłych pod Smoleńskiem’, razem budować ‘Polskę opartą na prawdzie, szacunku i sprawiedliwości, gdzie docenia się dorobek życia prawych obywateli i gdzie słowa Bóg – Honor – Ojczyzna wciąż mają zasadnicze znaczenie’.

My, żyjący, mamy moralny obowiązek świadczyć o prawdzie i bronić jej. Dlatego o siły do tej nierównej walki prosimy dzisiaj tu – w samym sercu naszego Narodu, u tronu Niezwyciężonej Królowej Polski, Matki Jasnogórskiej. Ufni w Jej pomoc i orędownictwo. Wdzięczni mediom noszącym Jej imię które nie boją się i mają odwagę bronić prawdy, tu, u Jasnogórskiej Pani, szukamy pocieszenia i nadziei i wiemy, że je znajdziemy. Bo Matka nie zawodzi nigdy i zawsze jest przy swoich dzieciach, zwłaszcza gdy cierpią lub są zagrożone – powiedziała Ewa Błasik.

Zamontowaną na głazie na terenie lotniska Siewierny z inicjatywy członków Stowarzyszenia Katyń 2010 tablicę która informowała że ofiary katastrofy Tu-154M zginęły ‘w drodze na uroczystości upamiętnienia 70 rocznicy sowieckiej zbrodni ludobójstwa w Lesie Katyńskim dokonanej na jeńcach wojennych, na oficerach Wojska Polskiego w 1940 r.’, Rosjanie w tajemnicy usunęli w nocy z 9 na 10 kwietnia br.

W jej miejsce wstawili własną tablicę z informacją w języku polskim i rosyjskim w której jednak pominięto kwestię ludobójstwa. Zabrakło też na niej znaku krzyża. Obecna tablica zawiera jedynie napis: ‘Pamięci 96 Polaków na czele z prezydentem Rzeczypospolitej Polskiej Lechem Kaczyńskim którzy zginęli w katastrofie lotniczej pod Smoleńskiem 10 kwietnia 2010 r.’.

Staraniem tego samego Stowarzyszenia, które ją postawiło, tablica wróciła w maju do Polski. Od tego czasu była przechowywana w Kaplicy Katyńskiej warszawskiej bazyliki Świętego Krzyża. Jak dowiedział się Nasz Dziennik, 17 września, czyli w rocznicę napaści sowieckiej na Polskę, tablica zostanie na nowo poświęcona i odsłonięta w kaplicy Martyrologii Narodu Polskiego, która ma pełnić funkcję narodowego sanktuarium Golgoty Wschodu, upamiętniającego osoby które w imię Ojczyzny złożyły ofiarę życia i cierpienia. W uroczystej Mszy św. w intencji Rodziny Radia Maryja i przekazaniu tablicy Ojcom Paulinom udział wzięli m.in.: Jarosław Kaczyński, Zuzanna Kurtyka, Jadwiga i Beata Gosiewskie, Jadwiga i Mieczysław Ziętkowie, Małgorzata Wassermann, Andrzej Melak, Ewa Kochanowska, rodzina pani Ewy Bąkowskiej i Antoni Macierewicz.

Doroczna pielgrzymka Rodziny Radia Maryja zbiegła się w czasie z 15 miesięcznicą katastrofy polskiego samolotu. Z tej okazji w Warszawie odbyły się tradycyjne już Msze św. i marsz pod Pałac Prezydencki.

mz/nd /11.7.2011/

***

Bo obudzicie się bez Polski

Proszę spojrzeć na historię Polski, na wszystkie ofiary które poniosła by wywalczyć i utrzymać niepodległość. Rezygnując z tego zdradzacie wszystkie generacje które były przed wami – ostrzega nas Władimir Bukowski, legendarny rosyjski opozycjonista

Rozmowa z Władimirem Bukowskim

Tragedia smoleńska to najnowsza otwarta i bardzo bolesna karta stosunków polsko-rosyjskich. Przyznam że byłem pod wrażeniem listu który napisał pan z innymi swoimi rodakami.

Byliśmy absolutnie zaskoczeni brakiem reakcji ze strony polskich władz na to co się stało. Wydarzyła się rzecz niezwykła i symboliczna w swojej wymowie. Katastrofa wzbudziła tak wiele wątpliwości. Ale to że polski rząd właściwie nie podjął żadnych działań by je rozwiać jest zdumiewające.

Ma pan osobistą teorię na temat tego co się stało?

Nie podejrzewam by rozbicie samolotu było zamierzone. Ale dostrzegam brudną grę z rosyjskiej strony. Putin i Tusk ewidentnie nie chcieli by prezydent Kaczyński brał udział w rocznicy katyńskiej. Opracowali wspólne oświadczenie z myślą by przemilczeć najtrudniejsze sprawy. Kaczyński w tym przeszkadzał bo miał swoje zdanie na ten temat i mocno je akcentował. Nie był im potrzebny ale uparł się by do Katynia pojechać.

Przecież miał do tego pełne prawo jako głowa państwa. Trudno wyobrazić sobie by w 70 rocznicę ludobójstwa zabrakło polskiego prezydenta.

Oczywiście. Przypuszczam że Putin musiał powiedzieć swoim kagiebistom: sprawcie by lądowanie w Smoleńsku było niemożliwe, niech lądują w Mińsku albo w Moskwie. Jak się spóźni czy nie dotrze, Kaczyński zostanie ośmieszony, wybuchnie skandal. Wtedy przesłanie o ludobójstwie i potrzebie wyjaśnienia zbrodni przejdzie niezauważone. Taki mógł być zamysł. Lotnisko w Smoleńsku nie było przygotowane na przyjęcie samolotu. Wiadomo że sprowadzono specjalny sprzęt ułatwiający lądowanie ale 10 kwietnia zniknął. Nie mam wątpliwości że pilot został wprowadzony w błąd przez wieżę kontrolną. Nie zamknięto lotniska i robiono wszystko by zrzucić winę na Polaków. Katastrofa była niezamierzonym efektem takiej brudnej gry prowadzonej przez rosyjską stronę. Po prostu przesadzili, wymknęło im się to spod kontroli. Dobrym tropem jest mgła która pojawiła się nad lotniskiem. Przecież wiadomo że można ją sztucznie wyprodukować. I w Rosji to się robi. Nawet pracownicy lotniska w Smoleńsku przyznawali że podobne zjawisko nie zdarza się o tej porze roku.

Zgodziłby się pan z Wiktorem Suworowem że zachowanie Putina w sprawie smoleńskiej wskazuje na nieczyste sumienie? Gdyby nie miał nic do ukrycia, skwapliwie zgodziłby się na międzynarodową komisję, wręcz nalegał na jej powołanie.

Jestem szczególnie zdumiony że strona polska odstąpiła od wspólnego śledztwa i nie zabiegała o powołanie komisji międzynarodowej. Na świecie w takich przypadkach śledztwa nigdy nie prowadzi jedna strona. Po zamachu na amerykański samolot nad Lockerbie w Szkocji powołano komisję międzynarodową, pracowali amerykańscy eksperci. Przeczesywano każdy kawałek gruntu, odnajdując najmniejsze skrawki. A w Smoleńsku części samolotu czy dokumenty znajdowano miesiące po katastrofie, użyto karty kredytowej jednej z ofiar. To ma być śledztwo?! Przecież to oczywiste że polskie służby powinny być od razu na miejscu i działać. A przynajmniej robić to razem z Rosjanami. Polskie władze w sposób zupełnie niezrozumiały odstąpiły od takich działań. Wolały pomniejszać znaczenie tragedii i oddały wszystko Putinowi. Moskwa mogła być tylko szczęśliwa z takiego obrotu sprawy. Dlatego powstał list który napisaliśmy z Aleksandrem Bondariewem, Wiktorem Fajnbergiem, Andriejem Iłłarionowem i Natalią Gorbaniewską.

Niestety, mam wrażenie że wasz list właściwie przeszedł w Polsce niezauważony.

Kilka dni później Tusk powiedział że poradzą sobie i nie potrzebują naszych rad. Przykro to słyszeć bo list był taktowny i powściągliwy. Nikogo nie pouczaliśmy.

Jak bardzo prezydent Kaczyński i prowadzona przez niego polityka były niewygodne dla Kremla?

Kłamstwa i niedomówienia wokół zbrodni katyńskiej ciążą na stosunkach polsko-rosyjskich od przeszło pół wieku. Jeżeli ma się poprawić to muszą zostać wyjaśnione. Polska ma prawo zaskarżyć Rosję przed Międzynarodowym Trybunałem Sprawiedliwości w Hadze i żądać ogromnych odszkodowań. Taka perspektywa była zawsze kłopotliwa dla Kremla. Po tym gdy Michaił Gorbaczow i Borys Jelcyn przyznali że to sowieckie NKWD stało za zbrodnią katyńską, zostaliśmy z Wiktorem Suworowem zaproszeni do polskiego Senatu na spotkanie z okazji 60-lecia paktu Ribbentrop – Mołotow. Nagle dzień wcześniej rosyjskie MSZ zmieniło oficjalne stanowisko i ogłosiło że w sierpniu 1939 r. nie było żadnych tajnych protokołów między III Rzeszą i ZSRS.

To nie żaden przypadek tylko drobiazgowo przemyślane stanowisko.

Oczywiście, bo Rosja obawiała się że Polska może zacząć starać się o odszkodowania katyńskie. Mówimy o ponad 20 tys. pomordowanych oficerach i odszkodowaniu rzędu 20 mld euro. Dla władz Rosji wypłacenie takiej kwoty byłoby nie tylko poniżające ale i kłopotliwe ekonomicznie.

Śp. prezydent Kaczyński stawiał jasno sprawę Katynia ale przeszkadzała też jego polityka którą w Polsce nazywamy ‘jagiellońską’. Polska chciała odgrywać aktywną rolę w swojej części Europy, wspierała niezależne ambicje Ukrainy, Gruzji, Azerbejdżanu.

Kaczyński prowadził politykę sensowną i skuteczną. Pierwszy raz po wojnie Polska mówiła własnym głosem. Był słyszalny ale też niepopularny w Rosji i w Starej Europie. Rząd Tuska postanowił z taką polityką skończyć i wymyślił poprawę stosunków z Rosją. Razem z Putinem zaczęli też usuwać w cień temat Katynia, a jak można przejść do porządku dziennego nad takim wydarzeniem? Przecież Putin nigdy nawet za Katyń nie przeprosił. Mówił tylko o strasznej dla wszystkich epoce stalinowskiej. Jeżeli dzisiejsze władze Rosji przyznają się do sukcesji po Związku Sowieckim to muszą za Katyń przeprosić. Dzisiejsi władcy Kremla nie chcą o tym pamiętać. Tusk się z takim myśleniem zgadza w przeciwieństwie do Lecha Kaczyńskiego który uważał że Moskwa powinna uczciwie rozliczyć się z tej zbrodni. Poza tym Polska w jego czasach stała się widocznym przeciwnikiem politycznym wszędzie tam gdzie zwykliśmy mówić o rosyjskiej strefie wpływów. Oczywiste że Rosji nie mogło się to podobać. Niestety również Unia Europejska nie była szczęśliwa z tego powodu.

Co do putinowskiej Rosji to trudno mieć złudzenia ale brak wsparcia Starej Europy Polacy odczuwają szczególnie gorzko.

Unii zależy głównie na ułożeniu dobrych stosunków z Rosją. Nie zamierza naruszać status quo. Kaczyński naruszył – prowadząc jasno zdeklarowaną politykę środkowoeuropejską. Powiedzmy sobie szczerze, Unia nie mogła takiej polityki poprzeć. Racją bytu jest dla niej wspólne z Moskwą utrzymywanie kontroli nad Europą. Wystarczy przyjrzeć się w jaki sposób Unia powstawała. Potrzebny był jej silny ZSRS po drugiej stronie. François Mitterrand powiedział kiedyś że tylko taki układ pozwala kontrolować wszystko między Moskwą a Paryżem. To trwa do dzisiaj. Jeżeli w Polsce myślicie że Unia pomoże wam w razie presji ze Wschodu to się grubo mylicie! Dogadają się ponad waszymi głowami. Katastrofa smoleńska jest tego najlepszym przykładem.

Jako Polacy czujemy się częścią Zachodu, to oczywiste. Ale jednocześnie wyjątkowo naiwna wydaje się wiara że Zachód będzie kiedykolwiek ‘umierać za Polskę’.

Tego uczy wasza historia. Polska była wciąż zdradzana przez Zachód – w 1939 r., w 1945 r. Zastanawiam się ile jeszcze razy ma do tego dojść by Polacy przestali być wreszcie naiwni. Przestańcie liczyć że Zachód coś zrobi w waszej sprawie.

Przygląda się pan trochę bieżącej polskiej polityce? Mamy bardzo ostrą polaryzację między PiS-em i PO która swoją pozycję buduje dzięki medialnej ochronie ze strony największych ośrodków i ciągłemu straszeniu opozycją.

Bardzo mnie zdziwiło że obóz polityczny brata śp. prezydenta Kaczyńskiego przegrał wybory prezydenckie. Powinien był je wygrać! Popełniono poważny błąd nie zajmując się tragedią smoleńską. Zmarnowana została nadzieja by po zwycięstwie skutecznie wyjaśnić całą sprawę. W polityce trzeba takie sytuacje wykorzystywać. Wydawało się naturalne że ktoś kto przeżył wielką tragedię, stracił brata i bratową, będzie o tym mówić w kampanii. Ludzie na to czekali. Nie nadużywania sprawy ale na pewno też nie pominięcia jej zupełnie. Należało jasno powiedzieć: muszę dokończyć dzieło mojego brata. Według wszystkich danych Jarosław Kaczyński powinien wygrać te wybory a przegrał. To pokazuje że w jego obozie są bardzo dobrzy ludzie ale brakuje dobrych polityków. Nie potrafili wykorzystać naturalnej przewagi. To co mówię może wydawać się nieco cyniczne ale taka jest polityka.

Moskwa musi być zadowolona z obrotu sprawy, podobnie jak z faktu że ekipa rządząca Polską od dyskusji na temat ważnych problemów woli inwektywy i awanturę.

Oczywiście że Moskwie to wyjątkowo na rękę. Tym bardziej że rządzą politycy którzy zobowiązali się do poprawy wzajemnych relacji. Wymarzona sytuacja!

W dodatku Komorowski zaprosił nawet Jaruzelskiego do Pałacu Prezydenckiego jako eksperta w sprawie stosunków polsko-rosyjskich!…

Jest rzeczywiście ekspertem ale chyba od tego jak najlepiej poddać się Moskwie. To żałosne. Powinniśmy wszyscy spojrzeć prawdzie w oczy i nazywać rzeczy po imieniu. Jaruzelski to przestępca przeciw własnemu narodowi. Powinien za to odpowiadać karnie. Jego obecny wiek zapewne chroni go już przed więzieniem ale powinien zostać osądzony w Polsce dużo wcześniej. Gdyby poszedł do więzienia a nie wybrano go na prezydenta w 1989 r. – dzisiaj mógłby już wyjść na wolność.

Nie spodziewam się by pan dobrze oceniał ‘pojednanie’ w wykonaniu Tuska i Putina.

Pojednanie zbudowane na kłamstwie nie może przetrwać długo. To można było zrobić na warunkach o jakie zabiegał prezydent Kaczyński. Wyjaśnić do głębi i do bólu wszystko co nas dzieli, powiedzieć prawdę, przeprosić. Przecież nikt nie wini osobiście Putina za Katyń. Wiadomo że mówimy o strasznej przeszłości, bolesnej dla wszystkich. Ale państwa przepraszają za takie zbrodnie, przyznają się i wskazują winnych. Rządzący dzisiaj Rosją nigdy tego nie zrobili. Czy zatem rzekome pojednanie ma być zbudowane na kłamstwie i przemilczeniach? Na tym się niczego nie zbuduje.

Wierzy pan że mamy jeszcze szansę na uczciwe pojednanie między Polakami i Rosjanami?

Powinniśmy do tego dążyć ale teraz sprawy się skomplikowały. O wiele bardziej niż tuż po 1989 r. Jest dużo gorzej niż za Gorbaczowa czy Jelcyna który nawet przeprosił za Katyń. To był dobry fundament dla pojednania ale państwo KGB, jakim stała się Rosja za Putina, cofnęło sprawę do czasów sowieckich. Zapewniam że z dzisiejszą rosyjską władzą nie będziecie mieć nigdy dobrych stosunków. Nie można mieć dobrych stosunków z KGB, proszę mi wierzyć. Ich bronią jest kłamstwo. Każdą skłonność do kompromisu odbierają jako słabość a nie gest dobrej woli. Wtedy zwiększają presję, żądają coraz więcej. Tak działa KGB które znam bardzo dobrze. Jeżeli dostrzegą twoją słabość, nie spoczną póki nie zamienią cię w swojego agenta. Dla nich istnieją tylko wrogowie lub agenci.

Sądzi pan że to sytuacja w jakiej znalazł się rząd Tuska?

Tusk będzie poddawany coraz silniejszej presji. Nawet jeżeli nie zdaje sobie z tego sprawy i dzieje się to poza jego wolą. Przykładem amerykańska tarcza w Polsce. Miał być poważny system antyrakietowy a kończy się na niewielkim oddziale US Army. Ale Moskwa protestuje mimo to, wywiera kolejną presję. Przekładając wszystko na język polityki Kreml mówi Zachodowi wyraźnie: Europa Środkowo-Wschodnia to nasza strefa wpływów, jeżeli coś tam chcecie zrobić musicie najpierw nas zapytać o zgodę. W istocie chodzi o ograniczoną suwerenność. To wam grozi. Pewnego dnia może dojść do poważnego konfliktu gdy Rosja będzie postrzegać was jako kraj w swojej strefie wpływów, a wy będziecie myśleli że jest inaczej.

Rządzący Polską twierdzą że relacje się poprawiły bo dwukrotnie odwiedził nas prezydent Rosji. Poza tym budujemy wspólny pomnik na miejscu tragedii smoleńskiej.

To wszystko nic nie znaczy. Otwarcie dla poprawy stosunków polsko-rosyjskich w wykonaniu tej ekipy jest bardzo złe. Oczywiście zgadzam się że trzeba zmierzać do pojednania ale na pewno nie w taki sposób. Najpierw trzeba wszystko dokumentnie wyjaśnić a potem budować przyszłość i uczciwe stosunki. To co się stało odsuwa tylko taką perspektywę w oficjalnym wymiarze. Na razie muszą wystarczyć ciepłe gesty ze strony normalnych Rosjan. Wyrazy współczucia po katastrofie smoleńskiej były prawdziwe i szczere. Wielu rosyjskich pilotów, ekspertów dyskutowało w internecie i twierdziło że to nie była zwykła katastrofa. Robili tak nie zważając na osobiste bezpieczeństwo.

W stronę państwa KGB zwracać się nie wolno, a Zachód nie traktuje nas poważnie. Gdzie w takim razie ma według pana skierować się polska polityka? Prezydent Komorowski twierdzi na przykład że Gruzja nie jest dla niego ważna tak jak dla poprzednika.

Komorowski może tak sobie mówić ale dla Polaków jest bardzo ważna. Podobnie jak wszystkie państwa posowieckiej części Europy i kwestia ich niepodległości. Kiedyś dobrym początkiem dla regionu wydawał się Trójkąt Wyszehradzki. Szkoda że dziś to tylko pusta idea. Polska zwróciła się w stronę Unii która nie jest ani demokratyczna, ani nie buduje wolnego rynku czy wolnych społeczeństw. Buduje socjalizm i polityczną poprawność. Następuje zresztą rozpad Unii przed którym przestrzegałem. Nie możecie dzisiaj tak igrać ze swoją suwerennością. Proszę spojrzeć na historię Polski, na wszystkie ofiary, które poniosła by wywalczyć i utrzymać swoją niepodległość. Rezygnując z tego, zdradzacie wszystkie generacje które były przed wami, zdradzacie swoją historię. Nie można budować państwa w taki sposób jak robią to dzisiaj polskie władze. Bo zawiśniecie w powietrzu a pewnego dnia obudzicie się już bez polskiego państwa.

rozm. rk/gp /22.6.2011/

***

Obama wybrał Kaczyńskich

Nie obiad z Bronisławem Komorowskim, nie śniadanie z Donaldem Tuskiem, tylko prywatne spotkanie z Jarosławem Kaczyńskim i jego bratanicą Martą, było dla prezydenta USA najważniejszym wydarzeniem podczas jego wizyty w Polsce

Barack Obama najwyraźniej to właśnie spotkanie uznał za najważniejsze bo fotografia z niego została umieszczona na oficjalnej stronie prezydenta USA

Na oficjalnej stronie internetowej Białego Domu, gdzie publikowane są zdjęcia z najbardziej znaczących chwil prezydentury Obamy, tuż obok słynnej sceny oglądania ataku na Osamę bin Ladena, jest fotografia właśnie z katedry polowej Wojska Polskiego.

Spotkanie w katedrze miało wyjątkowy charakter. Poza Jarosławem Kaczyńskim i Martą Kaczyńską uczestniczyli w nim także przedstawiciele innych rodzin ofiar katastrofy smoleńskiej. Nie wpuszczono na nie dziennikarzy i fotoreporterów by nie mącić spokoju i nie zakłócać prywatności rodzin ofiar. Tylko fotograf prezydenta USA Pete Souza mógł tam robić zdjęcia. Jedno z tych które wykonał zostało umieszczone na stronie Białego Domu jako dokumentujące wizytę amerykańskiego przywódcy w Polsce. A to znaczy że w czasie dwudniowego pobytu w naszym kraju dla Obamy i jego administracji prywatne spotkanie z rodzinami smoleńskimi było niezwykle istotne.

Na zdjęciu poza Martą i Jarosławem Kaczyńskimi są wdowy po wojskowych i wiceministrze obrony Stanisławie Komorowskim. W podpisie pod fotografią czytamy że prezydent Obama rozmawia z członkami rodzin które straciły bliskich w katastrofie samolotu pod Smoleńskiem i że działo się to w Katedrze Polowej Wojska Polskiego 28 maja.

Przedstawiono nas tam prezydentowi. Powiedziałam mu że mój mąż był trzykrotnie w Iraku, bo Stany Zjednoczone osobiście poprosiły go by był szefem szkolenia armii w Irakuwspomina rozmowę z Obamą Krystyna Kwiatkowska, wdowa po dowódcy operacyjnym Sił Zbrojnych gen. Bronisławie Kwiatkowskim. Obama podziękował i ocenił że polscy żołnierze byli wspaniali.

Lucyna Gągor, wdowa po szefie Sztabu Generalnego WP Franciszku Gągorze, opowiadała po wyjściu ze spotkania że prezydent Obama przywitał się z każdą osobą, złożył każdej osobno kondolencje i porozmawiał z nimi chwilę. I właśnie tę scenę uchwycił fotograf Białego Domu.

meg/f. /3.6.2011/

***

Jak chroni się prezydenta USA

Przed wizytą Baracka Obamy w Polsce pierwsza 40-osobowa robocza grupa rekonesansowa złożona z agentów Secret Service a także innych agencji pojawiła się w Warszawie miesiąc przed przylotem Air Force One do WarszawyDwa tygodnie przed wizytą nad procedurami bezpieczeństwa pracowała już grupa stała – w sumie 200 osób.

Trzy dni przed przylotem prezydenta USA liczba funkcjonariuszy najróżniejszych służb wzrosła do 500.

W dzień przylotu wraz z Obamą przybyło dodatkowo 800 osób.

W sumie daje to ponad półtora tysiąca ludzi do obsługi zaledwie kilkudziesięciogodzinnej wizyty!

I to w państwie które jest strategicznym sojusznikiem USA! Dla Amerykanów to jednak żaden argument. Liczą się procedury i bezwzględnie przestrzegany zakaz odstępstw od nich. Tylko to jest w stanie zapewnić bezpieczeństwo.

bw/ur /29.5.2011/

***

To ojciec zmienił nasze lotnictwo

Barack Obama do syna gen. Andrzeja Błasika: Jestem pełen podziwu dla dokonań pana ojca. Zapewniam że jego zasługi nie zostaną zapomniane

Rozmowa z Michałem Błasikiem, synem gen. Andrzeja Błasika, dowódcy Sił Powietrznych RP który zginął w katastrofie rządowego Tu-154M niedaleko Katynia

Co skłoniło pana do spotkania z prezydentem Stanów Zjednoczonych w katedrze polowej?

Ambasada USA zaprosiła naszą rodzinę na spotkanie z prezydentem Obamą. Moja mama bardzo chciała bym to ja reprezentował naszą rodzinę na tym spotkaniu. Powiedziała: ‘Będziesz miał kiedyś co opowiadać swoim dzieciom’. Amerykanie jak zawsze, a po katastrofie szczególnie, otaczają naszą rodzinę życzliwością, troską i zrozumieniem. Ciągle pamiętają o trudzie, ogromie pracy i sercu, jakie włożył mój tata w dostosowanie Sił Powietrznych do struktur NATO. Doskonale wiedzą i pamiętają że to mój tata był liderem we wprowadzaniu polskich Sił Powietrznych do grona najnowocześniejszych w Europie. To on przecierał szlaki i budował pierwsze hangary pod samolot wielozadaniowy F-16. Po wstąpieniu Polski do NATO to on był dowódcą największych i najpoważniejszych natowskich ćwiczeń w naszym kraju. Polskie Siły Powietrzne pod jego dowództwem zawsze były najwyżej oceniane przez natowskich generałów. Amerykanie doskonale pamiętają że to mój tata wdrożył samolot F-16, wprowadził system szkolenia lotniczego obowiązującego w strukturach NATO i zdynamizował współpracę zagraniczną. Jak mówią polscy generałowie, to mój tata, gen. Błasik, poprzez swoją heroiczną pracę i niesamowity entuzjazm zmienił polskie lotnictwo.

O czym pan rozmawiał z Obamą?

Zarówno dla mnie, jak i całej mojej rodziny spotkanie z prezydentem Stanów Zjednoczonych to była bardzo ważna i wymowna chwila. Właśnie w katedrze Wojska Polskiego mój tata często uczestniczył we Mszach świętych z różnych okazji. Tutaj jest Kaplica Lotników i Kaplica Katyńska w której umieszczono tablicę z nazwiskami ofiar katastrofy smoleńskiej. W tej katedrze sprawowana była także Msza św. żałobna w dniu pogrzebu mojego taty. Cieszę się że właśnie w tej świątyni amerykański prezydent oddał hołd wszystkim ofiarom katastrofy i między innymi ja miałem przyjemność i zaszczyt rozmawiać z nim. Dobrze znam jego rodzinne miasto Chicago, gdyż właśnie w tym mieście uczęszczałem do katolickiej szkoły średniej Notre Dame. W katedrze oprócz rozmowy na temat moich studiów zdążyłem podziękować panu prezydentowi Obamie za odznaczenie mojego taty Legią Zasługi Stanów Zjednoczonych. Powiedziałem że jestem dumny z osiągnięć mojego ojca i że został on bardzo skrzywdzony po katastrofie w raporcie MAK przez Rosjan.

Czy to prawda że prezydent USA zapewnił pana że zasługi pana ojca nie zostaną zapomniane?

Tak. Pan prezydent Obama powiedział mi że ma nadzieję że wszystko dobrze się skończy, że jest pełen podziwu dla dokonań mojego ojca, i obiecał mi że jego zasługi nie zostaną nigdy zapomniane. W czasie kiedy rosyjski MAK pod wodzą premiera Putina i przy pomocy specjalistycznej firmy public relations w sposób skandaliczny skompromitował mojego ojca na arenie międzynarodowej, obecny polski prezydent nie zadał sobie trudu i nie stanął w obronie jego honoru, wzorowego oficera Wojska Polskiego. Takie słowa wypowiedziane z ust amerykańskiego prezydenta mają ogromne znaczenie nie tylko dla mnie, mojej rodziny, ale także dla wszystkich Polaków w kraju i za granicą. Będę je pamiętać do końca swojego życia.

Jakie znaczenie ma dla pana deklaracja Obamy?

Jestem pewny że w żadnym cywilizowanym kraju władze państwowe nie pozwoliłyby sobie na takie bezpodstawne zhańbienie przez obce państwo swojego nieżyjącego żołnierza, nie mówiąc już o tak ważnym generale jakim był mój tata w naszej armii. W sytuacji kiedy polski prezydent i premier wierzą w haniebne oszczerstwa głoszone przez panią gen. Tatianę Anodinę, niszczące życiowy dorobek i honor mojego ojca, słowa wypowiedziane na polskiej ziemi przez amerykańskiego prezydenta, zapewniające o pamięci wieloletniego wysiłku włożonego w dostosowanie Sił Powietrznych do sprawnego funkcjonowania w strukturach Sojuszu Północnoatlantyckiego – traktuję jako niezwykle ważne i nobilitujące.

Uważa pan że Amerykanie zdają sobie sprawę jak bardzo Rosjanie skrzywdzili pana ojca?

Myślę że nikt racjonalnie myślący nie wierzy w tę prymitywną rosyjską prowokację wymierzoną z zimną krwią w mojego niezwykle rozsądnego i honorowego ojca. Przez całą jego wojskową służbę wszyscy go cenili, szanowali i podziwiali w kraju i w strukturach NATO. Mój ojciec świetnie się czuł w środowisku natowskich oficerów. Był szczęśliwy że za jego życia ziściły się marzenia o wolnej Polsce, że między innymi poprzez jego trud i zaangażowanie w restrukturyzację Sił Powietrznych przejście z systemu Układu Warszawskiego w struktury NATO zaowocowało. Tata miał doskonałe relacje ze wszystkimi dowódcami innych państw. Najwięcej i najściślej współpracował z Amerykanami, wprowadzając samolot F-16 i C-130. Amerykanie dobrze znali mojego tatę, jego charyzmatyczną osobowość i szlachetność. Dlatego doskonale wiedzą że ‘szaleńcowi’ – jak chcieliby widzieć tatę Rosjanie – nikt nie powierzyłby inwestycji wartej prawie 4 miliardy dolarów.

Pamięta pan mowę pogrzebową gen. Rogera Bradyego na Powązkach?

Oczywiście. Na pogrzebie mojego taty dowódca amerykańskich Sił Powietrznych w Europie, pan gen. Roger Brady, powiedział: ‘Generał Andrzej Błasik był młodym człowiekiem, o niespotykanej wizji, spójności charakteru i odwadze. Nie było zaskoczeniem gdy został wybrany przez wojskowe i cywilne władze Polski by poprowadzić wasz kraj w przestworza XXI wieku’. Pan generał porównał zasługi mojego ojca do takich wielkich naszych rodaków jak Kazimierz Pułaski i słynny lotnik Franciszek Gabryszewski. Powiedział że ‘spuścizna po gen. Andrzeju Błasiku będzie trwać! Jego wkład w NATO, partnerstwo które rozwijał z Siłami Powietrznymi USA w Europie, i przyjaźnie które zawierał i o które zabiegał będą się stale rozwijać’. Głęboko wierzę że nadejdzie czas kiedy mojemu ojcu zostaną przywrócone honor i godność.

rozm. pcs/nd /30.5.2011/

***

Tusk popełnił przestępstwo

‘Premier Tusk popełnił przestępstwo oddając postępowanie w sprawie katastrofy smoleńskiej całkowicie w ręce Rosji i pozbawiając Polskę jakichkolwiek narzędzi do zbadania katastrofy’ – mówi Antoni Macierewicz

Rozmowa z Antonim Macierewiczem, przewodniczącym zespołu parlamentarnego ds. zbadania katastrofy smoleńskiej

‘Cztery dni po tragedii pracujące już w Smoleńsku, zgodnie z porozumieniem polsko-rosyjskim z 1993 r., komisje wojskowe – polską i rosyjską – zastąpiono komisją rosyjską. Polacy otrzymali status doradców akredytowanego Klicha. Tusk i Putin zawarli utajnione porozumienie że obowiązywać będzie nowe rozporządzenie wydane przez Putina, które powierza badanie katastrofy Międzypaństwowemu Komitetowi Lotniczemu Tatiany Anodiny. Premier Tusk złamał konstytucję’ – mówi Macierewicz.

Zespół parlamentarny ds. zbadania katastrofy smoleńskiej ustalił że kilka dni po tragedii zmieniono zasady prawne badania jej przyczyn na bardziej niekorzystne dla Polski. Kto o tym zdecydował?

Odpowiadając na pytania zespołu parlamentarnego ds. zbadania przyczyn katastrofy smoleńskiej, członek komisji ministra Jerzego Millera, prof. Marek Żylicz, ekspert międzynarodowego prawa lotniczego, wyjaśnił że pierwsze działania po katastrofie nie toczyły się jak się powszechnie uważa według procedur konwencji chicagowskiej. Przeprowadzano je zgodnie z porozumieniem polsko-rosyjskim z 7 lipca 1993 r., zawartym przez resorty obrony obu państw, określającym warunki współpracy obu krajów w sprawie ruchu samolotów wojskowych i badania katastrof lotniczych. Tak było do połowy kwietnia 2010 r. To znaczy że do tego czasu działały dwie odrębne komisje wojskowe: rosyjska pod kierownictwem gen. Siergieja Bajnietowa, szefa zabezpieczenia lotniczego transportu wojskowego Federacji Rosyjskiej, i polska – wojskowa pod przewodnictwem płk. Mirosława Grochowskiego. Te komisje badając katastrofę podjęły współpracę: wymieniały między sobą informacje i dokumenty dotyczące katastrofy polskiego samolotu. Ok. 15 kwietnia 2010 r. pod naciskiem Rosjan premier Donald Tusk zrezygnował ze stosowania dotychczasowej, korzystnej dla Polski umowy z 1993 r. i zawarł tajne porozumienie z premierem Władimirem Putinem.

Z jakich powodów premier Tusk kilka dni po katastrofie oddał śledztwo w ręce rosyjskie?

Na to pytanie musi odpowiedzieć sam premier. Dotychczas sądzono, i tak zresztą przedstawiał to premier Tusk, że nie było czasu by przygotować dobrze od strony prawnej badanie katastrofy, że przyjęto konwencję chicagowską bo wszyscy znajdowali się pod presją wydarzeń. Okazuje się że tak nie było. Prof. Żylicz potwierdził że przez cztery dni badanie było prowadzone według porozumienia z 1993 r. a dopiero później zostało ono złamane i Polska odstąpiła od korzystnego dla nas procedowania. A płk. Mirosława Grochowskiego który kierował wojskową komisją w Smoleńsku, zastąpił Edmund Klich, szef komisji badającej wypadki samolotów cywilnych. Zresztą płk Klich od początku był traktowany przez Rosjan jako osoba najważniejsza spośród przebywających w Smoleńsku Polaków. A nie dysponował żadnymi kompetencjami i nie był to wypadek samolotu cywilnego lecz wojskowego.

Komisja płk. Grochowskiego była w Smoleńsku?

Była i rozpoczęła badanie katastrofy polskiego samolotu wspólnie z rosyjską komisją wojskowa gen. Bajnietowa która analogicznie została powołana przez stronę rosyjską. Porozumienie premierów Putina i Tuska zakończyło działalność tych komisji.

Jakie są skutki tej decyzji premiera?

Komisja Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego, powoływana zawsze gdy dochodzi do katastrofy samolotu wojskowego bądź państwowego, ma wszelkie kompetencje badania takiej katastrofy w kraju. Jeżeli dojdzie do takiej tragedii za granicą, to ma takie możliwości prawne tylko wówczas gdy kraj w którym doszło do wypadku nie podjął działań by go wyjaśnić lub jeżeli ten kraj zwróci się o to do Polski. Nie miał tu miejsca ani jeden ani drugi przypadek. Rosja sama podjęła działania i to za zgodą Polski. Nie przekazała też kompetencji badania katastrofy Polsce. Wynika z tego że rezygnując z porozumienia z 1993 r. premier Tusk pozostawił Polskę bez jakichkolwiek narzędzi badania tej katastrofy i uniemożliwił legalne działania w tej sprawie Komisji Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Polskiego

A komisja ministra Jerzego Millera?

Decyzja premiera Tuska pozbawiła Komisję Millera legalnych podstaw prawnych.

Za to wszystko odpowiada premier Tusk?

Ponosi pełną odpowiedzialność. Premier popełnił przestępstwo. Oddał postępowanie w sprawie katastrofy polskiego samolotu całkowicie w ręce Rosji, w dodatku pozbawiając Polskę możliwości działania. Powinien za to ponieść najdalej idące konsekwencje prawne. To kwalifikuje się do postawienia Donalda Tuska przed Trybunał Stanu.

rozm. lm/gw/gp /17.5.2011/

***

Będzie doniesienie na Tuska

Będzie doniesienie Antoniego Macierewicza o przestępstwie jakiego mógł dopuścić się Donald Tusk, zawierając tajne porozumienie z Władimirem Putinem

Podczas spotkania w namiocie Solidarnych 2010 na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie poseł Macierewicz powiedział że na lotnisku Siewierny nie było żadnego funkcjonariusza BOR, który miał zabezpieczać przylot prezydenta wraz z delegacją do Rosji. Jego zdaniem katastrofa była m.in. wynikiem stałej walki z Lechem Kaczyńskim i prowadzoną przez niego polityką zagraniczną

Poza tym od 10 kilometra przed progiem pasa samolot był wprowadzany konsekwentnie w błąd.

Piloci próbowali uciec z tej pułapki. Nie lądowali a chcieli odejść na drugi krąg. Jednak nie wiemy dlaczego przycisk ‘Odejście’ nie zadziałał i dlaczego przy próbie podniesienia maszyny ręcznie w jednej chwili przestały działać wszystkie urządzenia pokładowe – powiedział Macierewicz.

Kolejny raz też stwierdził że miało to miejsce 15 metrów nad ziemią.

Tydzień temu uzyskaliśmy od prof. Marka Żylicza informacje które świadczą że po czterech dniach od katastrofy pod naciskiem strony rosyjskiej Donald Tusk zaakceptował prowadzenie śledztwa według załącznika 13 do konwencji chicagowskiej w formie tajnego porozumienia – mówił Macierewicz.

Informacja uzyskana od członka państwowej komisji kierowanej przez ministra Jerzego Millera o tajnym układzie, jaki zawarł w tej sprawie Donald Tusk i Władimir Putin, jest teraz dla nas kluczowa – mówił szef parlamentarnego zespołu.

Jak dodał – na tej podstawie zostanie w najbliższym czasie zgłoszone do prokuratury doniesienie o możliwości popełnienia przestępstwa.

Stwierdził to doradca tej komisji i dodatkowo specjalista od prawa międzynarodowego – poinformował.

Zawierając taki układ złamano porozumienie między Polską i Rosją z 1993 r. na podstawie którego przez pierwsze dni po katastrofie procedowano i badano przyczyny katastrofy.

Ten korzystny i zgodny z prawem sposób badania przyczyn katastrofy zerwano. Tym większa jest odpowiedzialność Donalda Tuska – dodał Macierewicz.

Wtargnięcie funkcjonariuszy ABW do mieszkania mężczyzny z Tomaszowa Mazowieckiego który jest administratorem strony internetowej antykomor.pl Macierewicz nazwał ‘barbarzyństwem politycznym’. Poseł zaapelował o zbieranie pieniędzy na adwokata. Zapowiedział też poselską interwencję w tej sprawie, włącznie ze zgłoszeniem incydentu do prokuratury.

Na człowieka który prowadził satyryczną stronę internetową nasłano ludzi z bronią i pałkami. W ten sposób Platforma będzie chciała wygrać zbliżającą się kampanię wyborczą, przy pomocy rewizji, łamania Konstytucji i wolności słowa – mówił Macierewicz.

mw/nd /21.5.2011/

***

Muszę pytać o prawdę

Rozmowa z Jadwigą Gosiewską, matką tragicznie zmarłego w katastrofie pod Smoleńskiem Przemysława Gosiewskiego

Wystosowała pani list do prezydenta Baracka Obamy w którym prosi pani m.in. o spotkanie z nim podczas jego wizyty w Polsce. Dlaczego zdecydowała się pani na taki krok?

Jako matka mam obawy co do sposobu prowadzenia śledztwa. Mówiłam o tym wielokrotnie. Uważam że tylko jego umiędzynarodowienie może nam pomóc w poznaniu prawdy, co wydarzyło się 10 kwietnia w Smoleńsku. Dlatego zdecydowałam się napisać list do prezydenta Baracka Obamy który odwiedzi Polskę. W liście proszę o spotkanie. Wiem że prezydent ma spotkać się z rodzinami ofiar tragedii smoleńskiej, więc moja prośba jest uzasadniona. Zależy nam – mówię w imieniu Stowarzyszenia Rodzin Katyń 2010 – by również nasz głos był obecny na tym spotkaniu, by Barack Obama usłyszał o naszych obawach i wysłuchał naszych postulatów. Zdajemy sobie sprawę że tylko podnoszenie sprawy katastrofy na forum międzynarodowym ma jakiś sens i może jeszcze pomóc w wyjaśnieniu przyczyn tragedii. Jako stowarzyszenie zamierzamy też przygotować katalog spraw które budzą nasz największy niepokój. Tych spraw nie jest mało, a upływający czas – mam wrażenie – działa na niekorzyść sprawy. Jako matkę bardzo mnie to boli. Pragniemy wszelkimi możliwymi sposobami pracować by poznać prawdę i wierzę że nawet mały krok ma sens.

Liczycie państwo na zaktywizowanie sił międzynarodowych w sprawie wyjaśnienia przyczyn i okoliczności katastrofy smoleńskiej?

Tak, cały czas wierzymy że tak się stanie. Wiem że to co dzieje się wokół śledztwa, to jak się o nim informuje (oczywiście nie mam tu na myśli Naszego Dziennika który jest jednym z nielicznych źródeł rzetelnie zajmujących się sprawą, za co jestem ogromnie wdzięczna) – nie jest korzystne. Tym bardziej powinniśmy robić wszystko co w naszej mocy by poznać prawdę – dlaczego cała delegacja z prezydentem Lechem Kaczyńskim musiała zginąć 10 kwietnia. Wiem dobrze że gdybyśmy nie zadawali pytań, nie drążyli, nie domagali się prawdy – ta sprawa byłaby zamieciona pod dywan. Dysponujemy skromnymi środkami ale i takie musimy wykorzystywać.

Co panią najbardziej niepokoi w śledztwie smoleńskim?

Jest wiele takich spraw. Po pierwsze – to jak nieprofesjonalnie ta wizyta była przygotowana, ilu zaniedbań i uchybień się dopuszczono. To był natowski samolot, a remontowany na terenie niepodlegającym siłom NATO. Dlaczego? Nie potrafię siedzieć z założonymi rękoma. Mam wiele pytań i martwię się losem śledztwa.

W liście napisała pani m.in.: ‘dotychczasowe działania powodują że przestajemy wierzyć w respektowanie praw człowieka’.

Tak, ponieważ to właśnie widziałam i widzę. To nierespektowanie praw człowieka dostrzegaliśmy i wcześniej, gdy szydzono w brutalny sposób z prezydenta, gdy umniejszano rangę jego wizyty w Katyniu, gdy odmawiano mu do niej praw, aż wreszcie gdy podzielono wizyty. Całe późniejsze postępowanie, niszczenie wraku, nieprawidłowości przy identyfikacji, uwłaczające traktowanie zmarłych i ich rodzin… Jako matka odczuwam ogromny niepokój który nie pozwala mi czekać bezczynnie. Jestem to winna synowi ale również społeczeństwu. Jesteśmy lekceważeni, spotykamy się często z arogancją. Dlatego liczymy że wizyta prezydenta USA będzie okazją by upomnieć się o zainteresowanie losem śledztwa smoleńskiego.

rozm. pj/nd /25.5.2011/

***

Polubili pistolety naszego BOR

Rosjanie nie tylko nie chcą oddać nam broni oficerów Biura Ochrony Rządu którzy zginęli w Smoleńsku. Nie chcą też zdradzić czy w ogóle to kiedykolwiek nastąpi

Polscy śledczy wielokrotnie oficjalnie i nieoficjalnie występowali o to do swoich rosyjskich kolegów ale bezskutecznie. Śledczy nie kryją zdziwienia: po co Moskwie te pistolety?!

Ponad rok po smoleńskiej tragedii polska prokuratura nie może doczekać się od Rosjan zwrotu broni którą mieli przy sobie na pokładzie tupolewa funkcjonariusze BOR. Choć prosiliśmy o zwrot pistoletów od razu po katastrofie.

Teraz śledczy ponownie wystąpili z wnioskiem o oddanie służbowej broni polskich oficerów. – Rozmawialiśmy z Rosjanami o przekazaniu nam bronimówi kapitan Marcin Maksjan z Naczelnej Prokuratury Wojskowej. Ale Moskwa na razie milczy, nie podała nawet żadnego terminu wydania pistoletów.

Nawet skomplikowane badania balistyczne trwają góra dwa miesiące. Po co Rosjanom ta broń?! – nie kryje zniecierpliwienia jeden z polskich prokuratorów. A wysoki rangą oficer BOR dodaje: – To nie były jakieś tajne, nie wiadomo jakie pistolety, tylko zwykłe glocki – tłumaczy. – Po co im one? Dlaczego nie chcą nam tej broni oddać? – pyta zdziwiony.

mar/f. /16.5.2011/

***

Kim jest Aleksandr Koronczik?

Jest bardzo sprytny. Ale demaskuje go szereg poważnych luk w wywodach. Jak na przykład niewiedza że płaski korkociąg nie jest możliwy na tupolewie

Od ponad roku Rosjanie prowadzą regularną wojnę informacyjną zakładającą dezorientację polskich dziennikarzy dociekających przyczyn i okoliczności katastrofy rządowego samolotu pod Smoleńskiem

Specjalistą od fałszywych tropów jest uaktywniający się w obecności mediów Aleksandr Koronczik

Na Siewiernym zasypuje swoich rozmówców informacjami w które zręcznie wplata elementy zdezawuowanej hipotezy naciskowej, zakładając że nikt nie powie: sprawdzam.

Wojna informacyjna o prawdę na temat katastrofy smoleńskiej zaczęła się 10 kwietnia ub.r. na zgliszczach wraku tupolewa. Nasiliła się po publikacji raportu Międzypaństwowego Komitetu Lotniczego.

Próby zwodzenia poszukujących informacji dziennikarzy podejmują się rzekomi świadkowie i eksperci – w rzeczywistości podstawieni manipulatorzy. Ich hipotezy prowadzą na manowce, wyraźnie odwracają uwagę od rzeczywistych wątpliwości dotyczących działań rosyjskich organów.

Jedną z takich osób jest Aleksandr Koronczik. Reporterzy Naszego Dziennika spotkali go w miejscu katastrofy 8 kwietnia, w czasie gdy trwają przygotowania do uroczystości rocznicowych. Rozmawiał z grupą reporterów kilku polskich mediów. Dzielił się oczekiwaniem że może ktoś go zaprosi na oficjalne obchody. Ma do tego jeden tytuł: podobno odnalazł gdzieś w okolicach miejsca katastrofy gobelin z godłem Rzeczypospolitej Polskiej który znajdował się w saloniku prezydenckim rozbitego samolotu. Herb który przekazał Bronisławowi Komorowskiemu znajduje się dziś w Sejmie.

Koronczik przedstawia się jako były pilot wojskowy, obecnie w rezerwie. Miał latać na myśliwcach Su-17 i MiG-23, przez jakiś czas służąc w bazie w Smoleńsku. Prezentuje się jako wielki przyjaciel Polski, odwołuje się nawet do swoich polskich korzeni.

– Moje korzenie to zachodnia Białoruś. W mojej rodzinie po linii dziadka było trzech braci. Jak do nas bolszewicy przyszli w 1939 roku, to dwóch braci mojego dziadka rozstrzelali za to że byli Polakami. Jednego na kolei transsyberyjskiej – ja ją nazywam chińską. A drugiego w Kazachstanie – opowiada.

Jednak sam czuje się z całą pewnością Rosjaninem, działał nawet w rządzącej partii Władimira Putina Jedna Rosja, której znaczek ma ciągle wpięty w klapę marynarki.

Koronczik nie chce mówić o okolicznościach ani o czasie odnalezienia pamiątki z tupolewa. Zasłania się obawami o odpowiedzialność za ‘utrudnianie śledztwa’. Jego opowieść jest nieco oniryczna.

– Nie będę wgłębiać się w szczegóły, jak, gdzie, o której, dlaczego, ale jak to zobaczyłem, byłem dosłownie porażony. Deszcz rozmył ten kawałek ziemi, tak że były widoczne korona i dziób. I to złoto tak świeciło na słońcu w tych dwóch miejscach i więcej nigdzie. To było coś nierealnego – opowiada.

W jego głosie wyczuwa się dumę i przeświadczenie o misji do wykonania. Często odwołuje się do kategorii religijnych, twierdzi że czyni różne rzeczy pod wyraźnym natchnieniem. W superlatywach opowiada o bohaterstwie polskich pilotów. Mówi jakby chciał idealnie wpisać się w to co zapewne zdefiniował jako oczekiwania Naszego Dziennika.

Co ciekawe – w wywiadach udzielanych jeszcze kilka miesięcy wcześniej Koronczik był bardzo krytyczny wobec MAK, krytykował zabezpieczenie smoleńskiego lotniska. Teraz ma już inne zdanie.

Chwali organizację gen. Tatiany Anodiny za rzekome przestrzeganie międzynarodowych standardów. Z jednej strony były lotnik dystansuje się nieco od raportu, ale zaraz potem zachwyca się wyjątkowo wysokim poziomem jego specjalistów.

– Komitet wniknął w stan każdego członka załogi. To znaczy przeniknął, jak dany członek załogi się zachowywał. Czy adekwatnie, czy nieadekwatnie, czy jego działania były prawidłowe, czy nieprawidłowe – opowiada.

Potem snuje własną teorię na temat przyczyn katastrofy, zastrzegając jednak: – W demokratycznej Rosji jak w niewielu krajach mamy taką wolność i swobody demokratyczne że możliwe jest prowadzenie niezależnego, samodzielnego śledztwa.

Nasz rozmówca twierdzi że takie przeprowadził. I to nie sam, cały czas używa liczby mnogiej. Zapytany o swoich współpracowników, uchyla się od wyjaśnień.

– My to my, przeanalizowaliśmy i tyle. Niezależni eksperci – o, dobra nazwa. Niezależnie działający od MAK, bo pod niczyim dowództwem tego nie robiliśmy – odpowiada enigmatycznie.

Hipoteza Koronczika na temat przyczyn katastrofy jest dość zagmatwana. Słyszymy o wyważeniu samolotu, automacie ciągu, mechanizmach wyrównywania położenia. Koronczik twierdzi że załoga nie chciała wcale lądować, jedynie zejść bardzo nisko by ‘pokazać wyższemu wojskowemu i politycznemu dowództwu realną pogodę’.

Opowiada nam ze znawstwem, jak przebiegały ostatnie chwile lotu, o technice pilotażu i wielu kwestiach technicznych.

Po powrocie do Polski dziennikarze Naszego Dziennika pokazali zapis rozmowy prawdziwemu pilotowi. Kapitan Michał Wiland, mający ogromne doświadczenie w lotach (7 tys. godzin w powietrzu na tupolewach), dostrzega szereg poważnych luk w wywodach naszego rozmówcy. Od razu wyklucza hipotezę tzw. płaskiego korkociągu która jest kluczową osią teorii Koronczika i jego tajemniczych współpracowników. Takie zjawisko występuje wyłącznie w lotach akrobacyjnych a na tupolewie w ogóle nie jest możliwe. To samo dotyczy większości tez o charakterze lotniczym wysuwanych przez naszego rozmówcę.

Kurs na manowce

Mówiąc o braku zgody na lądowanie Koronczik się myli.

– Gdy wchodzi się w przestrzeń powietrzną innego kraju to w zgłoszeniu mowa jest o tym czy samolot leci na konkretne lotnisko, oczywiście w celu wylądowania tam, czy przelatuje tylko przez terytorium tego państwa; nie prosi się nigdy o lądowanie, chyba że awaryjne, ustala się natomiast warunki lądowania – wyjaśnia kapitan Wiland.

Fałszywa jest także teza o zmniejszeniu obrotów silnika przez automat ciągu do minimum, a tym bardziej do nieistniejącego ‘biegu jałowego’, o locie ślizgowym oraz o złym wyważeniu.

W zdumienie wprawia pilotów z którymi rozmawiamy opowieść ich rzekomego rosyjskiego kolegi na temat jego rozumienia pytania kierownika lotów ppłk. Pawła Plusnina ‘A na wojskowym lądowaliście?’.

Koronczik komentuje to tak: Cywile tego nie zrozumieją. A dla mnie, jako dla pilota, to normalne, zrozumiałe. Jak kierownik lotu prowadzi z tobą rozmowę jako dialog służbowy, zgodny z instrukcją, to on musi się dowiedzieć jak ty się zachowasz, a ja muszę się dowiedzieć co mi potrzebne. I ten zapytał, czy on już lądował na lotnisku wojskowym, a pilot mu spokojnie odpowiedział (proszę zobaczyć po decybelach).

Kierownik lotu rozpoczął takie moralno-psychiczne przygotowanie załogi a pilot odpowiada najspokojniej w świecie: ‘Lądowałem’.

Normalne pytanie – normalna odpowiedź. Okoliczności, sytuacja nie wskazywały na nic złego. Sytuacja na pokładzie i na ziemi była idealna. Te rozmowy przez telefony, wszystkie rozmowy dalekiej łączności, to wszystko było w porządku, wszystko pracowało jak należy.

Tymczasem żadne procedury nie przewidują tego rodzaju prewencyjnej psychoterapii ani żaden z lotników których o to pytaliśmy (a są wśród nich posiadający doświadczenie w lataniu również na Wschodzie) nie potwierdza istnienia podobnej praktyki.

– Ten pan ma mgliste pojęcie o lataniu – mówi kapitan Wiland.

Zwróćmy natomiast uwagę że Koronczik powołuje się na siłę głosu (i to mierzoną w decybelach) z nagrań rozmów w kokpicie i na wieży które nie są dostępne opinii publicznej w wersji akustycznej, a jedynie w formie transkrypcji sporządzonej przez MAK.

Wizja pomnika

Były pilot prezentuje się nam jednak nie tylko jako ekspert od samolotów. Ma także własny pomysł na upamiętnienie katastrofy w miejscu tragedii. Przedstawia nam swoją autorską propozycję urządzenia tego miejsca. Podobno cała koncepcja powstała natychmiast po zdarzeniu i już 11 kwietnia był gotowy projekt wraz z trójwymiarową komputerową prezentacją. Projekt składa się z pochylonego w dół i w lewo (tak jak samolot) krzyża i poziomej polskiej flagi

Wokół krzyża i flagi są pomosty zawieszone na 70 palach. Ta liczba odwołuje się do 70 rocznicy Katynia. Platformy pozwalające poruszać się po miejscu upamiętnienia, jednocześnie nie depcząc ziemi, to rozwiązanie przyjęte także w rosyjskiej części cmentarza katyńskiego.

– Ja uważam że nie należy tej ziemi tutaj zamykać, przykrywać ani betonem, ani asfaltem, ani ziemią zasypywać tego miejsca. Kiedy stajemy nad grobem bliskiej osoby to jakby patrzymy im w twarz, przecież nie odwracamy się plecami. A jeżeli postawimy pomnik nie na miejscu upadku, ale gdzieś z boku, gdzie teraz mają być uroczystości, tam gdzie stoi dach, to będziemy do tego miejsca tyłem. A tam na pewno kropelka potu została, kropelka krwi, dusza… – wyjaśnia.

Cała koncepcja jest osobliwie uzasadniona.

– Krzyż jest pochylony jak przy geście odpuszczenia grzechów. Tak jakby mówił: ‘Dzieci moje, śpijcie spokojnie, odpoczywajcie w pokoju, ja odpuszczam wam grzechy’ – objaśnia projekt były lotnik.

Oś pomnika ma być skierowana w stronę Polski, a dokładnie Warszawy, tam gdzie delegacja miała wrócić. Krzyż – przechylony w lewo, tak jak pochylił się ten samolot.

– Trzeba go wykonać z granitu, czyli najmocniejszego kamienia, nie jakiejś blachy, bo Polakom potrzebna jest mocna wiara w Boga, a nie jakiś metal samolotu, jakieś szczątki. Następnie wchodzi się po trzech stopniach, jak do ołtarza, na pamiątkę Trójcy Świętej. W środku jest biało-czerwona flaga, położona tak jak przykrywa się trumny zasłużonych w Polsce. Ta flaga powinna być ze szkła, z kruchego materiału by pokazać że życie jest kruche – tłumaczy dalej Koronczik.

Obok krzyża mają być dwie tablice. Na jednej lista ofiar, a na drugiej… słowa wpisane przez prezydenta Rosji do księgi kondolencyjnej w polskiej ambasadzie w Moskwie. To dość osobliwy pomysł bo Dmitrij Miedwiediew napisał dość standardową formułkę: ‘Straszna tragedia – śmierć w katastrofie prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej Lecha Kaczyńskiego, jego małżonki Marii, przywódców polskiego państwa, deputowanych, działaczy religijnych i społecznych – to strata dla narodu polskiego – strata niepowetowana. Pogrążamy się w smutku razem z wami. Dzielimy ból utraty’.

Ostatni element koncepcji Koronczika to 96 dębów. – Dąb to mocne drzewo. Ma rosnąć na wieki. A jest u nas taka tradycja że dąb wyrasta (sam albo posadzony) tylko tam gdzie jest ktoś pochowany – mówi autor projektu.

Inkorporacja

Chociaż nie udało nam się potwierdzić obecności takiego motywu w rosyjskiej etnografii, to pomysły Koronczika w tej dziedzinie są zupełnie normalne w porównaniu z jego poglądami na temat stosunków między naszymi narodami. W długie wywody na temat tragedii 10 kwietnia wplata bardzo dziwne sformułowania.

– Dlaczego nie możemy być znowu jednym państwem? Może politycy byli źli ale między nami były takie dobre kontakty, słuchaliśmy Edyty Geppert, oglądaliśmy ‘Czterech pancernych i psa’, stosunki były wspaniałe – zachwyca się okresem komunistycznym podczas którego sam spędził pięć lat w bazie lotniczej wojsk sowieckich na terenie Czech. Według niego obecne władze Rosji to rozumieją i są gotowe dostarczyć Polsce ‘tanią energię’.

Kilku innym mediom Koronczik przedstawił się jako major rezerwy i pracownik lotniska Siewierny. Dopytywany przez Nasz Dziennik – nie chciał podać swojego stopnia, powiedział natomiast że tylko przez krótki czas służył w Smoleńsku. Teraz prowadzi niewielką sieć sklepów z telefonami komórkowymi, nazwaną szumnie Centrum Ochrony Pracy.

Kim jest naprawdę? Dlaczego wrócił do Smoleńska skoro służbę jak sam mówi zakończył gdzie indziej? Na wiele pytań odpowiada tylko tajemniczym uśmiechem…

W dziennikarskiej pracy spotykamy więcej podobnych postaci. Polskiej opinii publicznej doskonale znany jest Siergiej Amielin, inżynier, wykładowca energetyki i elektroniki w Smoleńskim Oddziale Moskiewskiego Instytutu Energetyki. Jest on autorem rozbudowanej analizy lądowania Tu-154M która zasadniczo pokrywa się z tezami raportu MAK. Dodaje do niej natomiast nigdzie niepotwierdzone informacje o wyciekach z lecącego samolotu. Amielin wydał nawet książkę na ten temat, dostępną także w języku polskim. Pisze w niej o dezorientacji i panice wśród załogi samolotu. Tak jak Koronczik często zmienia zdanie, kluczy. Co więcej, obaj znają się wzajemnie od czasu swoich prób rekonstrukcji ostatnich chwil lotu tupolewa.

Piotr Falkowski /Nasz Dziennik/ /21.4.2011/

***

Rosjanie fałszują materiały!

Szef zespołu parlamentarnego wyjaśniającego katastrofę smoleńską Antoni Macierewicz (PiS) uważa że materiały ze śledztwa smoleńskiego które przekazali Rosjanie – są sfałszowane

Jak dodał – zespół przygotowuje w tej sprawie wystąpienie do prokuratury

– Prokuratura udaje przed opinią publiczną że wszystko jest w porządku, że nadal postępują jakieś działania, a całe postępowanie toczy się poprawnie… – powiedział Macierewicz

W oparciu o relację pełnomocników rodzin i relacje rodzin zespół przygotowuje wystąpienie do prokuratury. Mamy głęboką świadomość że śledztwo polskie znalazło się w jakimś ślepym zaułku. Jest już pełna świadomość że materiały które przekazali Rosjanie są sfałszowane – mówił Macierewicz podczas piątkowego posiedzenia zespołu.

Także przedstawiciele niektórych rodzin ofiar katastrofy smoleńskiej mówili że fakty nie zgadzały się z danymi wpisywanymi w protokołach z sekcji zwłok.

– Ze zdumieniem czytając protokół doszedłem do wniosku że nie dotyczy on absolutnie Stefana – mówił Andrzej Melak, brat przewodniczącego Komitetu Katyńskiego Stefana Melaka. Jak dodał – czytając protokół był przekonany i nadal jest przekonany, że ‘nie dotyczy jego brata’.

Stąd był mój wniosek o ekshumację i dziwię się że Polska prokuratura tak beztrosko i nieludzko traktuje nasze obawy – mówił Melak.

Dariusz Fedorowicz, brat tłumacza języka rosyjskiego Aleksandra Fedorowicza, zaznaczył z kolei że cały czas oczekuje na skompletowanie dokumentacji sądowo-lekarskiej.

Z rozmów z rodzinami wiem że są tak gigantyczne rozbieżności w stanie faktycznym a tym co jest zawarte w materiałach z sekcji, że wyklucza to całkowicie możliwość że sekcje były wykonywane we właściwy sposób. Tam są rozbieżności o znaczeniu kardynalnym – stwierdził Fedorowicz.

Jak powiedział – w protokołach są dowody które ‘świadczą że śledztwo w wątku badań sekcyjnych jest zafałszowane’. – Nie mamy co do tego najmniejszych wątpliwości – powiedział.

Senator Alicja Zając, wdowa po senatorze PiS Stanisławie Zającu mówiła natomiast że należy do tych rodzin którym nie udało się odnaleźć ciała bliskiej osoby. – Mogliśmy się opierać tylko na wynikach badań DNA i wierzyć że w trumnie spoczywają szczątki mojego męża – powiedziała.

Ona także – jak zaznaczyła – nie widziała protokołów z sekcji zwłok. – Na pewno będę chciała zapoznać się z tymi materiałami bo jako rodziny mamy nadzwyczajną siłę właśnie dlatego że ci którzy są powołani do wyjaśnienia katastrofy nie spełniają minimum swoich obowiązków – powiedziała senator Zając.

Jak dodała – chce doczekać za życia ‘tego momentu kiedy będzie można powiedzieć w zakresie formalnym że postępowanie w sprawie katastrofy zostało zakończone’.

Wypowiedź A. Macierewicza:– Wydaje się że jeżeli rząd polski w sposób jasny i jednoznaczny nie zwróci się do strony rosyjskiej o ujawnienie prawdziwych materiałów, prawdziwej, zapewne filmowej dokumentacji jaką z pewnością strona rosyjska posiada, to śledztwo polskie będzie tak samo niewiarygodne jak stanowisko w sprawie czarnych skrzynek bez czarnych skrzynek.

Zdaniem Macierewicza – ‘nie można dalej prowadzić tych działań w oparciu o zupełną konfabulację i zmistyfikowany obraz przebiegu wydarzeń’.

pap /15.4.2011/

***

Petelicki oskarża Tuska

Tuż po katastrofie czołowi politycy PO otrzymali SMS-a z instrukcją, jak mają się wypowiadać na temat katastrofy

Brzmiał on: ‘Katastrofę spowodowali piloci którzy zeszli we mgle poniżej 100 metrów. Do ustalenia pozostaje kto ich do tego skłonił’

Ten i inne fakty ujawnił gen. Sławomir Petelicki, twórca jednostki GROM

Gen. Petelicki jest współautorem raportu poświęconego przyczynom katastrofy smoleńskiej przygotowanego przez Zespół Eksportów Niezależnych.

Oficer twierdzi, że decyzja o przyjęciu konwencji chicagowskiej jako podstawy prowadzenia badania katastrofy zapadła w trójkącie Donald Tusk – Tomasz Arabski – Paweł Graś. Tuż po katastrofie czołowi politycy PO mieli otrzymać SMS-a z instrukcją, jak mają się wypowiadać na temat katastrofy. Petelicki poznał treść tego SMS-a. Brzmiał on: ‘Katastrofę spowodowali piloci którzy zeszli we mgle poniżej 100 metrów. Do ustalenia pozostaje kto ich do tego skłonił’.

Zdaniem Petelickiego lot do Smoleńska miał status wojskowy i nie podlega to wątpliwości, a odpowiedzialnością za katastrofę nie można obarczać pilotów. Winę za przygotowanie lotu ponosi za to – według twórcy GROM – Kancelaria Premiera.

Petelicki zarzuca także rządowi że przy wyjaśnianiu katastrofy nie poprosił o pomoc NATO. ‘Tuż po katastrofie tylko Bogdan Klich pamiętał że Polska jest od 12 lat członkiem Sojuszu i zaproponował by poprosić NATO o pomoc. Ale premier tego nie chciał ponieważ gdyby śledztwo toczyło się pod auspicjami NATO raport końcowy byłby miażdżący dla rządu i MON […] NATO powiedziałoby nam o wiele więcej na temat przyczyn katastrofy niż możemy się dowiedzieć od Rosjan. Rosjanie nie są zainteresowani by pokazać całą sytuację – np. co działo się w baraku na lotnisku smoleńskim, którego nie można nazwać wieżą kontroli lotów. Ale Tusk najwyraźniej też nie jest tym zainteresowany. A przecież zwrócenie się do NATO tuż po katastrofie było obowiązkiem premiera!’ – uważa generał.

Według Petelickiego karygodne zachowanie premiera Tuska po katastrofie smoleńskiej doprowadziło do tego że Polska straciła w NATO wiarygodność. ‘Efekt? Tuż po katastrofie USA podjęły decyzję, że – wbrew wcześniejszym ustaleniom – nie przekażą nam uzbrojonych zestawów rakietowych Patriot’ – twierdzi Petelicki.

Raport przygotowany przez Zespół Ekspertów Niezależnych kończy się następującą konkluzją: ‘jeżeli po ocenie raportu komisji szefa MSWiA i prokuratury Sejm nie podejmie decyzji o postawieniu Donalda Tuska i Bogdana Klicha przed Trybunałem Stanu będzie to oznaczało że nawet największa tragedia narodowa w Polsce po II wonie światowej nie jest w stanie nic zmienić, a system bezpieczeństwa państwa będzie ulegać dalszej degradacji’.

wg/niezal./wpr. /9.4.2011/

***

Krasnokucki awansował

Pułkownik Nikołaj Krasnokucki, nadzorujący pracę funkcjonariuszy smoleńskiego Korsarza 10 kwietnia 2010, awansował

Został dowódcą 610 centrum wdrożenia bojowego i wyszkolenia załóg wojskowego lotnictwa transportowego w Iwanowie

Najbardziej tajemnicza postać z Rosjan dowodzących 10 kwietnia ub.r. na lotnisku Siewierny w Smoleńsku Krasnokucki awansował w wojskowej hierarchii

Krasnokucki nie jest już zastępcą dowódcy bazy lotniczej w Twerze – ustalił Nasz Dziennik

Dwa miesiące po katastrofie polskiego samolotu z prezydentem na pokładzie Krasnokucki trafił do centrum na terenie którego znajduje się jedyna w Rosji jednostka radiolokacyjnego naprowadzania i dowodzenia w zamkniętej strefie w Iwanowie. Krasnokucki szkoli teraz pilotów do zrzutów desantowych.

W bazie wojskowej w Twerze do której dotarli reporterzy Naszego Dziennika nie ma też majora Wiktora Ryżenki – autora frazy: ‘Na kursie, na ścieżce’ – który 10 kwietnia ub.r. pełnił funkcję kierownika strefy lądowania.

Sposób kierowania przez Nikołaja Krasnokuckiego pracą oficerów Korsarza najwyraźniej spodobał się dowództwu rosyjskich Sił Powietrznych gdyż obecnie zajmuje się on szkoleniem przyszłych pilotów. Jest dowódcą 610 centrum wdrożenia bojowego i wyszkolenia załóg wojskowego lotnictwa transportowego w Iwanowie. Kieruje praktyczne przygotowaniem pilotów i nawigatorów.

Centrum prowadzi również kursy dla oficerów innych rodzajów sił zbrojnych, w tym wyposażonych w głowice jądrowe strategicznych wojsk rakietowych, a także dla jednostek lotniczych Ministerstwa Sytuacji Nadzwyczajnych i Federalnej Służby Bezpieczeństwa. Ma także słuchaczy z zagranicy. Krasnokucki sam ukończył centrum w 1996 r. i latał na samolotach Ił-76.

Baza w Iwanowie, 250 kilometrów na północny wschód od Moskwy, jest jednym z ośrodków zaplecza lotnictwa Federacji Rosyjskiej. Oprócz centrum szkoleniowego stacjonuje tu jedyna w Rosji jednostka radiolokacyjnego naprowadzania i dowodzenia dalekiego zasięgu latająca samolotami Bieriew A-50. Natomiast bojowy pułk transportowy został podobnie jak analogiczny ze Smoleńska rozformowany i przeniesiony na lotnisko Twer – Migałowo.

W jednym z wywiadów radiowych nowy komendant opowiada o zadaniach swojego ośrodka. Trafiają do niego podoficerowie po kursach teoretycznych na akademii w Krasnodarze. W Iwanowie kontynuują szkolenie wykonując coraz trudniejsze zadania praktyczne. To ważny etap kształcenia lotnika. – Gdy pilot zostanie skierowany na służbę do bazy lotniczej, to przydzielany jest na stanowisko na podstawie charakterystyki, jaką mu dajemy – opowiada Krasnokucki.

Lotnictwo transportowe zajmuje się przewożeniem żołnierzy, broni i wszelkiego wyposażenia dla potrzeb armii. Według Krasnokuckiego, najważniejszą jego cechą charakterystyczną jest prowadzenie lotów z dala od lotniska macierzystego. Jednak za najtrudniejsze i najbardziej prestiżowe zadanie uważa wykonywanie zrzutów desantowych. Załogi samolotów transportowych przygotowywane są do współdziałania z żołnierzami wojsk powietrzno-desantowych. Z drugiej strony najpoważniejszym wyzwaniem dla iwanowskiej uczelni jest przygotowanie personelu do coraz częstszych lotów międzynarodowych.

Ich specyfika jest taka że zasady wykonywania lotów w Federacji Rosyjskiej różnią się od stosowanych na całym świecie – wyjaśnia dowódca.

Centrum musi uczyć podoficerów angielskiego, w szczególności prowadzenia korespondencji radiowej w tym języku.

Pułkownik Krasnokucki w rozmowie z rosyjskim dziennikarzem ciągle wraca do kwestii… dobrego przygotowania załogi do wykonywania zadania, właściwego zabezpieczenia wszystkich elementów i zgrania załogi.

Jeżeli lotnik, sadzając maszynę, czuje się bohaterem dokonującym wyczynu, to znaczy że nie był gotowy do lotu… – mówi. W wykonywaniu zadania nie ma miejsca na improwizację, niedomówienia, niepewność…

Nikołaj Jewgieniewicz wykazuje też swego rodzaju humanistyczną wrażliwość. – Lotnik w pierwszym tańcu z dziewczyną nie jest tak czuły jak względem swojego samolotu – zwierza się, dodając że ‘każdy samolot ma duszę’.

Obraz doświadczonego oficera który wciąż mówi o odpowiedzialności, znaczeniu najdrobniejszych elementów w pracy lotnika, szczególnych wymaganiach jakie wojsko stawia dowódcom – kłóci się z tym co wiemy o pracy pułkownika w Smoleńsku 10 kwietnia 2010.

Skierowany na Siewierny by wspierać ekipę Korsarza podczas wykonywania szczególnie ważnego zadani – wykazuje się brakiem zdecydowania i kompetencji. Z jednej strony ciągle wtrąca się do pracy Plusnina i Ryżenki, przejmuje niekiedy ich obowiązki mimo braku właściwych uprawnień. Z drugiej strony jego zachowanie jest chaotyczne i pokazuje że nie tylko nie potrafi dodać otuchy podwładnym, ale sam nie jest w stanie poradzić sobie ze stresem.

Najpierw wydaje się nie interesować sytuacją na lotnisku, załatwia przez telefon swoje sprawy prywatne. Później, kiedy nad Smoleńskiem pojawia się gęsta mgła, próbuje coś ustalić kontaktując się z macierzystą bazą w Twerze i z centrum łączności Logika, oburzeniem reaguje na nijak mające się do rzeczywistości informacje meteorologiczne z Tweru, ale właściwie nic nie robi, ogranicza się do niecenzuralnych komentarzy i uwag.

Gdy ląduje polski Jak-40 a potem dwukrotnie próbuje wylądować rosyjski Ił-76 Krasnokucki ogranicza się do nerwowego pokrzykiwania, chyba raczej przeszkadzając pozostałym oficerom niż im pomagając. Pułkownik boi się o przebieg lądowania tupolewa z polskim prezydentem i najprawdopodobniej nie wie co zrobić.

Centra dowodzenia nie dają żadnej jasnej wskazówki i ówczesny zastępca dowódcy bazy w Twerze nie wie co robić. Potem jednak gdzieś wychodzi i kiedy na krótko przed planowym przybyciem samolotu z prezydentem Polski wraca na wieżę – jest już nastawiony zupełnie inaczej. Zapewne udało mu się porozumieć z jakimiś czynnikami decyzyjnymi, bo na uwagę Plusnina że ‘na miejscu Moskwy ja bym tu nie gnał’ – oznajmia zdecydowanie: ‘To decyzja międzynarodowego numer jeden. Do 100 metrów, bez dyskusji’. Nie wiadomo kim jest ‘międzynarodowy’, w każdym razie pomiędzy drugim i trzecim zakrętem tupolewa Krasnokucki informuje o położeniu maszyny komuś, do kogo zwraca się ‘towarzyszu generale’.

Nic nie wiemy o roli pułkownika podczas akcji ratunkowej po katastrofie samolotu. Na brak kontaktu radiowego z samolotem dowódca reaguje przekleństwami i krzykiem by wezwać strażaków.

W wywiadzie jest jednak ślad wspomnień z katastrofy której ten rosyjski oficer był świadkiem. Mianowicie pytany o umiejętności w których szkoli się pilotów lotnictwa transportowego – wymienił wśród najważniejszych kwestię odejścia na lotnisko zapasowe. To trochę nieoczekiwane jak na tego typu ogólnikowe rozmowy, mające na celu promocję sił zbrojnych w społeczeństwie, skojarzenie. Ciekawe, co pułkownik teraz myśli o wydarzeniu z 10 kwietnia 2010 i swojej w nim roli. Przecież mógł kazać Plusninowi zamknąć lotnisko i przekazać to załodze tupolewa.

W kwietniu 2010 r. Krasnokucki był zastępcą dowódcy bazy w Twerze znajdującej się przy lotnisku Migałowo, w południowo-zachodniej części miasta. Kiedy rozformowano pułk lotnictwa transportowego w Smoleńsku większość służących w nim żołnierzy przeniesiono właśnie do Tweru. Tu jest centrum i największy ośrodek rosyjskiego lotnictwa transportowego. Duża jednostka wojskowa jest zabezpieczona znacznie lepiej niż znamy to wszyscy ze Smoleńska. Teren zajęty przez wojsko jest bardzo duży i w pobliże pasa startowego w ogóle nie ma dostępu. Dowódcą jest do dzisiaj generał Władimir Sipko u którego Krasnokucki chciał załatwić dzień wolny i któremu skarżył się na złe warunki pogodowe w Smoleńsku.

Kiedy wykonywane są operacje lotnicze w Smoleńsku, kierujący ruchem

dojeżdżają z Tweru. Tak było w dniu katastrofy kiedy to Krasnokucki i Ryżenko byli tak naprawdę ‘w delegacji’, a jedynie będący tuż przed emeryturą Plusnin mieszkał w Smoleńsku. Migałowo zajmuje się więc przygotowaniem i zabezpieczeniem lotów także ze Smoleńska. Stąd wynikają kłopoty związane z brakiem biura prognoz meteorologicznych na Siewiernym, które także próbuje wyręczyć twerska baza.

W Twerze nie zastajemy już nie tylko Krasnokuckiego ale także majora Wiktora Ryżenki który zakończył służbę w bazie numer 6955. Nie wiadomo dokąd został przeniesiony, czy też może w ogóle zakończył służbę wojskową i zamieszkał gdzieś w Rosji, z dala od tragicznych wspomnień ze Smoleńska. Może pod Uralem, w obwodzie orenburskim, skąd pochodzi.

Twer to historyczne rosyjskie miasto, leżące nad Wołgą. W średniowieczu był stolicą Księstwa Twerskiego a w latach 1931-90 nazywał się Kalinin, na cześć komunistycznego polityka Michaiła Kalinina który od 1919 r. niemal do samej śmierci pełnił funkcję formalnej głowy sowieckiego państwa. Smoleńsk i Twer łączy wiele faktów. To ostatnie jest nieco większe ale oba są pełne historycznych zabytków, zniszczone przez komunizm który przyniósł ciężki przemysł, i militaryzację spowodowaną obecnością dużej jednostki wojskowej. Twer leży nad Wołgą w jej początkowym biegu więc wielka rzeka wschodu nie imponuje tu szerokością brzegów. Tak samo jest w Smoleńsku z Dnieprem.

Jest jeszcze jeden punkt wspólny w historii Smoleńska i Tweru. Oba miasta są miejscami związanymi ze zbrodnią katyńską. To w smoleńskim NKWD przy ulicy Dzierżyńskiego 13 padły pierwsze strzały zabijające więźniów Kozielska, a w Twerze przy Sowieckiej 6 – Ostaszkowa. Potem Polaków zabijano już bezpośrednio w lesie gdzie miano ich ciała ukryć przed światem: pod Smoleńskiem w Katyniu, a pod Twerem w Miednoje.

pf/nd /18.4.2011/

zdj.1 i 2 – jednostka wojskowa w Twerze, do niedawna macierzysta baza płk. Nikołaja Krasnokuckiego i mjr. Wiktora Ryżenki3 – budynek byłej siedziby NKWD w Twerze przy ulicy Sowieckiej 6. W tym miejscu, w 1940 r. rozstrzelano część polskich oficerów, pogrzebanych później w Miednoje

***

Sfałszowany materiał z sekcji

W protokole sekcji który ma córka byłego ministra do spraw służb specjalnych – nie zgadza się większość informacji o stanie narządów wewnętrznych posła PiS przed i po wypadku samolotu

– Nie wierzę że Rosjanie przeprowadzili rzetelną sekcję zwłok mojego ojca – powiedziała Małgorzata Wassermann. – Nie mam żadnego zaufania do Rosjan. Ten materiał który przychodzi, który ja widziałam, uprawnia mnie do postawienia tezy że on jest na pewno w części sfałszowany. Jeżeli jestem pewna że jest sfałszowany w pewnym zakresie – pojawiły się już dokumenty co do których jesteśmy pewni że są nieautentyczne – pojawia się pytanie, czy pozostałe dokumenty są autentyczne – dodała córka posła PiS.

Pytana czy chodzi o rozbieżności w protokołach sekcji zwłok, Wassermann odpowiedziała że na tym etapie może powiedzieć tylko: – Chodzi o próbki genetyczne, przypomnę, a również o kwestię unieważniania protokołów która pojawiła się kilka miesięcy temu.

Część rodzin ofiar katastrofy chce spotkać się z prokuratorem generalnym i domagać się by wydano zgodę na ekshumację i ponowną sekcję zwłok.

mb/rmf /14.4.2011/

***

Sfałszowano dokumenty

Mecenas Rafał Rogalski poddał w wątpliwość fakt zrobienia przez Rosjan zdjęć z sekcji zwłok ofiar katastrofy smoleńskiej. Rodziny ofiar także mówią o rażących błędach, a nawet fałszerstwach, jakie miała popełnić prokuratura rosyjska w materiałach sekcyjnych

Tego co jest w tych materiałach nie można już nazwać rozbieżnościami. To są sfałszowane dokumenty. I zostało to już wykazane w prokuraturzepowiedziała córka zmarłego Zbigniewa Wassermanna

Dla prokuratury materiały sekcyjne są bardzo ważnym dowodem, na którym opiera wiedzę dotyczącą przyczyny zgonu ofiar. Śledczy jeszcze pod koniec zeszłego roku wskazywali że dokumenty przesłane przez Rosjan są niekompletne bo brakuje w nich fotografii z przeprowadzonych czynności.

Po przyjeździe prokuratorów z Moskwy otrzymałem jednak informację że takich zdjęć strona rosyjska nie przekaże bo ich nie wykonywano – powiedział Rogalski.

Już w lipcu ubiegłego roku Rogalski złożył wniosek o przeprowadzenie ekshumacji i sekcji zwłok Przemysława Gosiewskiego. Teraz adwokat zapowiada że będzie domagać się szybszego rozpatrzenia.

Część rodzin kwestionuje wiarygodność dokumentów przekazanych nam przez Rosjan. Według nieoficjalnych informacji dotyczyć to ma m.in. rodzin Przemysława Gosiewskiego, Krzysztofa Putry, Janusza Kurtyki i Zbigniewa Wassermanna.

Rodzina P. Gosiewskiego dysponuje dokumentami które stoją w sprzeczności z ustaleniami rosyjskich prokuratorów dot. m.in. wzrostu i wagi zmarłego. Putra miał mieć inny kolor oczu niż ten wskazany w ekspertyzie Rosjan. W opinii dotyczącej Wassermanna śledczy opisali jeden z narządów który został posłowi usunięty jeszcze w Polsce.

Prokuratura zapewnia że bada sprawę.

rc/tvn /14.4.2011/

***

To był atak terrorystyczny?

Marta Kaczyńska podejrzewa, że katastrofa smoleńska mogła być atakiem terrorystycznym. Córka tragicznie zmarłego Lecha Kaczyńskiego objęła patronat nad uroczystościami obchodów rocznicy katastrofy w Chicago

Do organizatorów napisała list, w którym zawarła wiele swoich przemyśleń na temat tragedii z 10 kwietnia

‘9 kwietnia 2010 r. Dyżurna Służba Operacji Sił Zbrojnych RP przekazała do Centrum Operacji Powietrznych informacje o zagrożeniu atakiem terrorystycznym jednego z samolotów Unii Europejskiej’ – napisała w liście do Polonii

Zastanawiającym jest, dlaczego w tej sytuacji na lotnisku w Smoleńsku na polską prezydencką delegację oczekiwał jeden – zawieszony w swoich obowiązkach – funkcjonariusz Biura Ochrony Rządu. Wiemy że śp. piloci TU-154M otrzymali od strony rosyjskiej nieaktualne karty podejścia lotniska Siewierny. Wiemy że w warunkach pogodowych panujących w Smoleńsku lotnisko w Siewiernym powinno zostać zamknięte – napisała.

Kaczyńska stwierdziła, że nadal nie wiadomo co działo się w ostatnich sekundach tragicznego lotu. – Samolot rządowy z prezydencką delegacją na pokładzie zderzył się z ziemią. Ostatnie sekundy lotu pozostają niewyjaśnione – napisała Marta w liście.

Łatwiej zorganizować rocznicę w Chicago

Marta Kaczyńska jest patronem uroczystości rocznicowych katastrofy smoleńskiej w Chicago. W liście do Polonii, która organizuje uroczystości – Kaczyńska stwierdziła, że o wiele łatwiej rocznicę zorganizować w Chicago, niż w Warszawie

Jestem wzruszona, że w Chicago – tak przecież bardzo oddalonym od Warszawy mieście – żyje tak wielu Polaków pragnących uczcić pamięć tych wszystkich, którzy zginęli pod Smoleńskiem w katastrofie rządowego samolotu TU-154M. Moja wdzięczność jest tym większa, że w naszej wspólnej ojczyźnie organizatorzy podobnych obchodów często napotykają na wiele przeszkód, które mają utrudnić wspólne przeżywanie pierwszej rocznicy tej najtragiczniejszej w dziejach powojennej Polski katastrofy – napisała w liście Marta.

Kaczyńska w swoim liście odniosła się też do tego, że sprzed Pałacu Prezydenckiego są usuwane znicze, a radni Warszawy odmówili wywieszania flag 10 kwietnia.

oo/wpolityce/f. /6.4.2011/

***

Muszę żyć dla Jarka

Blisko rok po katastrofie smoleńskiej i śmierci 96 osób, w tym pary prezydenckiej, Jadwiga Kaczyńska pierwszy raz zabrała głos w tej sprawie

Mimo że upłynęło już 12 miesięcy od tego tragicznego sobotniego poranka, jej serce po stracie syna nadal jest otwartą raną

– Nie można przeżyć nic gorszego niż śmierć dziecka – powiedziała mama tragicznie zmarłego prezydenta Lecha Kaczyńskiego w filmie ‘10.04.10’ autorstwa Anity Gargas

Przyznała że jedyne, co trzyma ją przy życiu, to syn, Jarosław. – Teraz muszę żyć ze względu na niego, bo pozostałby bardzo samotny, muszę mu przez jakiś czas towarzyszyć – wyznała z bólem nestorka rodu Kaczyńskich.

Jadwiga Kaczyńska dopiero kilka tygodni po katastrofie dowiedziała się o tragedii. Jarosław Kaczyński ukrywał to długo ze względu na poważny stan zdrowia matki.

Od 18 marca leżałam nieprzytomna w szpitalu i dopiero w maju odzyskałam przytomność. Jarek powiedział mi o wszystkim w końcu maja. Ale ja nie w pełni to wtedy zrozumiałam – powiedziała Jadwiga Kaczyńska.

I dodała że już po tym, jak dowiedziała się o śmierci syna śniło jej się, że ktoś zaatakował samolot w powietrzu.

Chciałabym by to była zwykła katastrofa. Nie bardzo chce mi się jednak wierzyć – przyznała.

Jest ku temu kilka powodów. Po pierwsze, Jadwiga Kaczyńska nie wierzy Rosjanom. – Jeżeli chodzi o Rosjan, to po prostu nie mieści mi się w głowie, że można im wierzyć. Nawet przez sekundę. Tam żyją różni ludzie, ale są okropnie zastraszeni. (…) Nie daję żadnej wiary temu, co robi gen. Anodina. Ona symbolizuje całą nieprawdę o tym śledztwie. Wszystko co powiedziała z góry odrzucam jako kłamstwo, w dodatku źle skonstruowane. Główne tezy raportu Anodiny są niczym nieudowodnione, często po prostu niedorzeczne – oceniła matka tragicznie zmarłego prezydenta.

Jadwiga Kaczyńska zwraca też uwagę na zachowanie ‘pewnych panów’. – Gdyby to był przypadek, inaczej by się zachowywali. Gdyby trochę myśleli, zdawaliby sobie sprawę, że powinni chociaż udawać – powiedziała. Nietrudno się domyśleć, że chodzi jej m.in. o przywódców Rosji.

Trzecim powodem, który – według Jadwigi Kaczyńskiej – przemawia za tym, że to nie był wypadek, jest niszczenie wraku tupolewa. – Po obejrzeniu zdjęć wraku wszystkim normalnym ludziom musi nasunąć się myśl, że jeżeli coś się tak niszczy to dlatego, by niczego nie znaleziono, by zostały zatarte wszelkie ślady – uważa Jadwiga Kaczyńska.

I dodała że nie tylko fizyczne dowody są ukrywane. – Jestem zupełnie pewna, że jest coś w rodzaju porozumienia lub też milczącego współdziałania, by ta prawda nie wyszła na jaw. Załóżmy że oni nie znają prawdy /chodzi o polskie władze – red./. To wydaje mi się, że bardzo się boją jej poznania. Albo znają prawdę i też się jej bardzo boją – powiedziała w wywiadzie słowa, które można usłyszeć także w filmie Gargas.

Jadwiga Kaczyńska przyznała, że stara się odsuwać myśli rodzinne i spojrzeć na katastrofę zwyczajnie. – Zginęli ludzie, którzy stali na czele państwa, i państwo się o nich nie upomina. To znaczy, że tego państwa właściwie nie ma. To znaczy, że nie ma rządu. Bo ten rząd – jaki on jest? – pytała retorycznie matka Lecha Kaczyńskiego.

Najtrudniej jest mówić jej o wielkiej starcie, jaką poniosła jako matka. Przyznała że nadal nie może patrzeć na publikowane w prasie zdjęcia syna oraz książki o nim, które się teraz ukazują. Ale wraz z synem Jarosławem zbiera je i wkłada do osobnej szuflady. Mówi że być może kiedyś starczy jej sił, by je przejrzeć.

Matka braci Kaczyńskich bardzo boi się obchodów pierwszej rocznicy katastrofy. – Nie dość, że żyję w smutku, to jeszcze w lęku. To co się działo przed Pałacem Prezydenckim świadczy źle o pewnych ludziach. Boję się powtórzenia takiej sytuacji – powiedziała.

Matka zmarłego prezydenta zdaje sobie sprawę, że wszystkie ofiary zostawiły kogoś, kto po nich płacze. – Marta straciła oboje rodziców w jednej sekundzie. Jarek też bardzo cierpi, choć niewiele o tym mówi – powiedziała z bólem Jadwiga Kaczyńska.

Ale pogodziłam się, że nigdy nie zapomnę, nie przestanę boleć. Żadna matka nie zapomni. Leszek był bardzo dobrym synem. Ciągle mi się wydaje, że przyjdzie z Marylką, zawsze pogodną, dobrej myśli. Nie można przeżyć nic gorszego niż śmierć dziecka – dodała.

Jadwiga Kaczyńska ma nadzieję, że mimo straty brata-bliźniaka jej żyjący syn znajdzie w sobie powód do życia: – Wiem że dla mojego syna śmierć brata, najlepszego przyjaciela, jest czymś niewyobrażalnym. Ale mam nadzieję, że coś zmusi go do życia. Ja nie mam nadziei, nie mam ochoty, byłaby to jakaś zdrada. Muszę żyć z bólem do końca…

mk/f. /7.4.2011/

***

Tego nikt nie wyjaśni?

Według sondażu TNS OBOP niemal dwie trzecie badanych nie wierzy w wykrycie przyczyn katastrofy smoleńskiej z 10 kwietnia 2010 r.

Polacy są przekonani, że przyczyny katastrofy smoleńskiej nie zostały do tej pory wyjaśnione – wynika z sondażu. Aż 68 proc. badanych deklaruje, że tak się do tej pory nie stało. Przeciwne zdanie wyraża 24 proc.

– Widać wyraźnie, że w odniesieniu do katastrofy smoleńskiej wśród Polaków dominuje pesymizm – skomentował dr Artur Wołek, politolog z Polskiej Akademii Nauk.

Trudno się im zresztą dziwić, biorąc pod uwagę informacje, jakie do nich przez ten rok, który upłynął od katastrofy, docierały – dodał i wyliczył: załamanie współpracy z Rosjanami i raport MAK, który winą za katastrofę obciążył pilotów TU-154, niezliczone, często sprzeczne ze sobą informacje na temat przyczyn katastrofy, które się pojawiały w mediach.

Poza tym doświadczenia Polaków są takie, że nigdy nie udało się w naszym kraju wyjaśnić przyczyn jakiejś większej afery czy zbrodni, jak np. zabójstwa komendanta policji gen. Marka Papały. Dlatego są przekonani, że tym razem znów będzie podobnie i przyczyn katastrofy nie poznamy nigdy – dodał Wołek.

O tym że katastrofa nie zostanie rzetelnie wyjaśniona także w przyszłości, przekonanych jest 65 proc. badanych w sondażu OBOP. W ciągu roku nastroje w tej sprawie uległy znacznemu pogorszeniu. W podobnym badaniu tego instytutu z maja 2010 r. 37 proc. badanych wierzyło, że przyczyny będą wyjaśnione. O tym, że tak się nigdy nie stanie przekonanych było 51 proc.

Z sondażu wynika też, że o tym, iż katastrofa nie została rzetelnie wyjaśniona, jest przekonanych aż 90 proc. zwolenników PiS. Taką opinię wyraża 52 proc. zwolenników PO.

Sondaż zrealizowano w dniach 3–6 marca na ogólnopolskiej próbie 1000 mieszkańców powyżej 15 roku życia.

js/rp/pap /7.4.2011/

***

Rosjanie podmienili tablicę

W Smoleńsku z kamienia upamiętniającego ofiary katastrofy zniknęła ufundowana przez Rodziny Katyńskie tablica. Pojawiła się w to miejsce nowa, rosyjska. Na nowej tablicy Rosjanie zlikwidowali fragment napisu dotyczący ‘sowieckiej zbrodni ludobójstwa’ w Katyniu

Na oryginalnej, polskiej tablicy znajdował się napis w języku polskim:

‘Pamięci 96 Polaków na czele z prezydentem RP Lechem Kaczyńskim, którzy 10 kwietnia 2010 r. zginęli w katastrofie lotniczej pod Smoleńskiem, w drodze na uroczystości upamiętnienia 70 rocznicy sowieckiej zbrodni ludobójstwa w Lesie Katyńskim, dokonanej na jeńcach wojennych i oficerach Wojska Polskiego w 1940 r.’

Stowarzyszenie Rodzin, Katyń 2010

Na nowej, podmienionej w tajemnicy przez Rosjan, tablicy zabrakło fragmentu o celu podróży delegacji z Polski. Wycięto z niej sformułowanie ‘w drodze na uroczystości upamiętnienia 70 rocznicy sowieckiej zbrodni ludobójstwa w Lesie Katyńskim, dokonanej na jeńcach wojennych i oficerach Wojska Polskiego w 1940 r.’. Usunięto z niej również symbol krzyża.

Rzecznik gubernatora obwodu smoleńskiego Andriej Jewsiejenkow powiedział, że wymiana tablic na kamieniu upamiętniającym katastrofę smoleńską była decyzją władz obwodowych, a poprzednia tablica zostanie przekazana do muzeum Memoriału Katyńskiego.

Jewsiejenkow wyjaśnił, że na terytorium Federacji Rosyjskiej napis musi być w dwóch językach. Pytany czy zamiana tablicy była konsultowana, powiedział że nie jest w stanie udzielić w tej sprawie odpowiedzi.

Dyrektor Biura Prasowego Kancelarii Prezydenta Joanna Trzaska-Wieczorek, pytana o zamianę tablic, powiedziała, że prezydent Bronisław Komorowski w poniedziałek będzie rozmawiać z prezydentem Rosji Dmitrijem Miedwiediewem na temat upamiętnienia ofiar w miejscu, w którym doszło do katastrofy smoleńskiej.

Brak szacunku dla ofiar i rodzin

Zamiana przez Rosjan tablic na kamieniu upamiętniającym miejsce katastrofy smoleńskiej w takim momencie i w taki sposób to brak szacunku zarówno dla jej ofiar, jak i dla ich rodzin – uważa Zuzanna Kurtyka, wdowa po prezesie IPN Januszu Kurtyce i prezes Stowarzyszenia Katyń 2010.

To bardzo znamienne w jaki sposób Rosja traktuje nas, Polaków i rodziny ofiar katastrofy. To brak szacunku – powiedziała Kurtyka. Przypomniała też, że poprzednia tablica nie była ‘anonimowa’, bo ufundowało ją Stowarzyszenie Katyń 2010, które zrzesza rodziny ok. 30 ofiar.

Fakt że stało się to dziś w nocy, kiedy do Smoleńska jechała polska delegacja, gdy przygotowujemy się do obchodów pierwszej rocznicy katastrofy, to upokorzenie i policzek dla Polaków i Polski. To pokazuje, jak Rosjanie wyobrażają sobie polsko-rosyjskie pojednanie – mówiła Kurtyka.

pap /9.4.2011/

***

Trudniej będzie kłamać

– Po tym filmie trudniej będzie kłamać. Jesteśmy na drodze do prawdy – powiedział Jarosław Kaczyński po premierze filmu Anity Gargas 10.04.10

Premierowy pokaz filmu odbył się w warszawskim kinie Palladium

– To film, po którym dużo trudniej będzie kłamać na temat tej katastrofy, na temat tego wszystkiego, co się stało. Jesteśmy na drodze do prawdy. Ta droga będzie pewnie długa, ale to poważny krok w kierunku, w którym zmierzamy – mówił Kaczyński po filmie

Po tym, kiedy ten film zostanie pokazany w całym kraju, będzie pokazany setkom tysięcy, a może nawet milionom Polaków, kłamać będzie nieporównanie trudniej – dodał Kaczyński.

Anita Gargas wraz z ekipą spędziła w Smoleńsku i okolicach kilka tygodni. Na filmie wielokrotnie widać, jak namawia świadków do przedstawienia swoich relacji, niekiedy dziennikarka posługiwała się ukrytą kamerą, często zamykano jej drzwi przed nosem.

Ten niemal półtoragodzinny dokument powstał po ogłoszeniu raportu MAK i wiele zawartych w nim tez ma wymowę polemiczną wobec tego dokumentu. Film zawiera także niepublikowane dotąd zdjęcia z 10 kwietnia 2010 r. oraz kilku następnych dni.

Gargas rozmawiała m.in. z mieszkańcami osiedla sąsiadującego z lotniskiem, pilotami i pracownikami jednostki wojskowej w Smoleńsku. Niektórzy świadkowie wskazują fakty nieuwzględnione w rosyjskim raporcie, mówią m.in. o błysku, który widzieli za ogonem tupolewa, gdy jeszcze znajdował się parę metrów nad ziemią, kilkaset metrów przed uderzeniem w ziemię.

Spory fragment filmu poświęcony jest postępowaniu z wrakiem samolotu. Gargas pokazuje, jak Rosjanie tną szczątki samolotu na kawałki, dokumentuje też sposób przechowywania ich pod gołym niebem, w śniegu, pod prowizorycznymi płachtami brezentu.

Jadwiga Kaczyńska, matka tragicznie zmarłego prezydenta Lecha Kaczyńskiego, pierwszy raz publicznie zabrała głos od katastrofy smoleńskiej właśnie w filmie Gargas.

‘Zginęli ludzie, którzy byli na czele państwa, i państwo się o nich nie upomina. To znaczy, że tego państwa właściwie nie ma, to znaczy nie ma rządu’ – powiedziała Jadwiga Kaczyńska w filmie 10.04.10.

Jadwiga Kaczyńska mówi, że nie wie, czy to był zamach, ale dodaje: ‘Gdyby to była zwykła katastrofa, reakcja byłaby inna’.

Anita Gargas, dziękując Jadwidze Kaczyńskiej za udział w filmie powiedziała: – Już po pierwszym zwiastunie filmu miały miejsce brutalne ataki na Jadwigę Kaczyńską. A przecież ma ona pełne prawo wypowiadać się na temat katastrofy smoleńskiej, jako matka jednej z ofiar, jako osoba, która znała wiele osób, które tam zginęły.

Magdalena Merta, żona podsekretarza stanu w ministerstwie kultury Tomasza Merty, który zginął w katastrofie smoleńskiej, po projekcji filmu powiedziała, że wnosi on wiele nowego i ‘usuwa pewne niejasności, czy też wręcz dezinformacje, z jakimi mamy do czynienia’.

Ten film posłuży też w takim zupełnie technicznym sensie w śledztwie – my i nasi mecenasi będziemy zadawać prokuraturze pytania, co zrobili z materiałem dowodowym, z zeznaniami tych ludzi, którzy się na tym filmie pojawiają. Tych zeznań w aktach nie ma. Tych ludzi nie pytano albo też ich wypowiedzi zupełnie pomijano – powiedziała Merta.

pap /4-5.4.2011/

Świetny film Anity Gargas

Kino Palladium było zapełnione. Wzruszający, doskonały film Anity Gargas 10.04.10 powinien zobaczyć każdy

Film oglądano w skupieniu i ciszy. Kilka razy jednak widzowie nie potrafili powstrzymać emocji. Oklaskami nagrodzono m.in. scenę, gdy rosyjski pilot Aleksander Koronczik (broniący dobrego imienia polskiej załogi) zapala świecę i kładzie na miejscu katastrofy. Rozbawienie za to wzbudził jeden ze świadków katastrofy, któremu Gargas próbowała zadać kilka pytań. ‘Czy pan się boi’ – zapytała autorka filmu, gdy mężczyzna zaczął uciekać. ‘Nie mam czego się bać. U nas w kraju jest demokracja’ – odpowiedział.

salon24 /5.4.2011/

***

Przedwcześnie wykluczyli zamach?

Po oświadczeniu prokuratora generalnego Andrzeja Seremeta, że prokuratura wojskowa wykluczyła, by w czasie lotu do Smoleńska doszło do zamachu – mecenas Rafał Rogalski, pełnomocnik kilku rodzin ofiar katastrofy, powiedział, że prokuratura przedwcześnie wykluczyła zamach

Według Rogalskiego – nie można wykluczać wersji zamachu do momentu, gdy zbada się wrak. A jak wiadomo – takich czynności prokuratorzy jeszcze nie wykonali

Żaden biegły nie badał wraku samolotu, jak również brakuje oryginałów chociażby nagrań z kokpitu samolotu Tu-154, a także z wieży lotu – tłumaczył mecenas.

Jego zdaniem powinno się rozpatrywać kwestię zamachu w dwóch aspektach. Po pierwsze, wąskim, czyli bezpośredniego ataku z użyciem broni – i to, według mecenasa, powinno być wykluczone: – Najczęściej chodzi tutaj o zamach bombowy czy udział terrorystów. Myślę że w dużym stopniu prawdopodobieństwa na teraz nie ma jakichkolwiek dowodów to potwierdzających.

Po drugie, w aspekcie szerokim, czyli ‘celowym wprowadzaniu w błąd pilotów samolotu Tu-154’. – To nadal powinno być przedmiotem badania – mówił Rogalski.

Rogalski, pełnomocnik m.in. rodziny Kaczyńskich, uważa również, że prokuratorzy nie mieli innego wyjścia, jak wyłączyć materiały dotyczące cywilnej części śledztwa w sprawie wątku przygotowań do lotu. – Wiem że ten wątek jest rozwojowy, co oznacza, że mogą pojawić się wkrótce zarzuty w tej sprawie – powiedział mecenas.

Seremet: Zamach wykluczony

Prokuratura wojskowa wykluczyła, by w czasie lotu do Smoleńska doszło do zamachu; wątek organizacji lotu wyłączono z głównego śledztwa i przekazano Prokuraturze Okręgowej Warszawa-Praga – oświadczył prokurator generalny Andrzej Seremet

To dwie najważniejsze informacje z konferencji podsumowującej prawie rok śledztwa w sprawie katastrofy smoleńskiej

Według Seremeta, w tym czasie polscy prokuratorzy wojskowi ‘wyczerpali wszelkie czynności dowodowe’ mogące potwierdzić lub zaprzeczyć, by w trakcie lotu prezydenta Lecha Kaczyńskiego i 95 innych osób do Smoleńska na uroczystości katyńskie, doszło do zamachu.

Prokuratorzy zakończyli badanie tego wątku, nadal badane są inne ewentualności – oświadczył prokurator generalny.

Wątkiem organizacji lotu prezydenta do Smoleńska zajmie się Prokuratura Okręgowa Warszawa-Praga. Odpowiednie materiały zostały wyłączone z akt głównego śledztwa.

Przedłużenie śledztwa

Śledztwo w sprawie katastrofy zostało przedłużone do 10 października 2011 r. – poinformował naczelny prokurator wojskowy gen. Krzysztof Parulski. Do tej pory termin śledztwa był zakreślony do 10 kwietnia

Parulski poinformował także, że materiały śledztwa obejmują już 132 tomy akt jawnych i 21 tomów akt wydzielonych. Prokuratorzy przesłuchali już ponad 500 świadków.

Naczelny prokurator wojskowy przypomniał, że do Rosji polska prokuratura skierowała 7 wniosków o pomoc prawną.

Do dzisiaj nie wpłynęły do polskiej prokuratury materiały z czynności przeprowadzonych w Rosji przez polskich prokuratorów w lutym – powiedział Parulski. Chodzi o protokoły z zeznań przesłuchanych wówczas w Moskwie kontrolerów. Prokuratura oczekuje ciągle także m.in. na dokumenty z badań miejsca katastrofy przez polskich archeologów w październiku zeszłego roku.

‘Gdy tylko otrzymamy wrak…’

Wrak jest przedmiotem naszego szczególnego zainteresowania – powiedział Parulski. Przypomniał że polska prokuratura występowała o zwrot wraku nie tylko we wnioskach o pomoc prawną, ale zwracał się o to także prokurator generalny.

Przypomniał też, że Komitet Śledczy Federacji Rosyjskiej stoi na stanowisku, że do zakończenia śledztwa ‘ten dowód rzeczowy jest im niezbędny’.

Poinformował też, że kiedy wrak trafi do Polski, a kiedy to się stanie nie potrafi określić, ‘polscy eksperci będą starać się dokonać badań zmierzających do utwierdzenia nas w tezie, którą państwu przedstawiliśmy’.

rmf/pap /1.4.2011/

***

Trzeba powołać komisję śledczą

Poseł Antoni Macierewicz krytykuje prokuratorów za ogłoszenie, że wykluczono wątek zamachu jako jedną z hipotetycznych przyczyn katastrofy smoleńskiej. I zapowiada złożenie wniosku o powołanie komisji śledczej

To było show polityczne. Najpierw prokurator generalny Andrzej Seremet mówi, że wykluczono zamach jako przyczynę katastrofy smoleńskiej, a później jego współpracownicy, odpowiadając na pytania, mówią na zasadzie ‘chyba, może, gdyby’ – tłumaczył Macierewicz, przewodniczący parlamentarnego zespołu wyjaśniającego przyczyny katastrofy smoleńskiej.

Na jakiej zasadzie wydano taki komunikat? Prokuratorzy nie podali, jakie przeprowadzono badania czy ekspertyzy, które wykluczyłyby zamach. Nie wiemy nawet, ilu przesłuchano świadków na tę okoliczność. Czy zbadano wrak samolotu? Nie. Czy zbadano oryginały czarnych skrzynek? Nie. Czy zbadano szczątki ofiar? Nie – wyliczał polityk Prawa i Sprawiedliwości.

Macierewicz nie ma żadnych wątpliwości, że sposobem prowadzenia śledztwa, jak i działalnością rządu w kwestii wyjaśniania przyczyn katastrofy smoleńskiej, powinna zająć się sejmowa komisja śledcza.

Zamierzam złożyć wniosek o jej powołanie. To klasyczna sytuacja, dla której powołuje się komisję śledczą. Kiedy organy władzy działają na szkodę państwa polskiego – tłumaczył Macierewicz.

gb/niez. /1.4.2011/

***

Zamach nadal możliwy

Prokuratura oświadczyła, że katastrofa tupolewa nie była wynikiem zamachu. To czyni tę hipotezę mniej prawdopodobną, ale bynajmniej nie unieważnia jej całkowicie

Dlaczego? Po pierwsze – bo materiał dowodowy dozowali nam sami Rosjanie. Wrak, który mógłby być naczelnym dowodem, nadal niszczeje w Rosji. Po drugie – bo co prokuratura rozumie przez zamach? Jedynie wybuch bomby? Czy może też celowe złe naprowadzanie albo celowe uszkodzenie mechanizmów maszyny choćby podczas jej remontu?

Sposób prowadzenia śledztwa, dający Rosji wolną rękę, sprawia, że tak naprawdę niczego do końca nigdy nie będziemy mogli być pewni. Ani na tak, ani na nie.

łw/f. /2.4.2011/

***

Poleciał za Jarosława Kaczyńskiego

Jarosław Kaczyński miał polecieć 10 kwietnia do Smoleńska. Ale zrezygnował niemal w ostatniej chwili. Jego miejsce w samolocie zajął najbliższy współpracownik…

‘Mój tata poleciał za Jarosława Kaczyńskiego’ – wspomina Małgorzata Wassermann, prawniczka, córka jednego z liderów PiS, która wystąpiła w filmie dokumentalnym. Córka polityka opowiedziała, dlaczego jej tata poleciał do Smoleńska

Okazuje się że Wassermann w składzie polskiej delegacji znalazł się w zastępstwie. Początkowo do Smoleńska mieli lecieć obaj bracia Kaczyńscy, ale tuż przed wyjazdem Jarosław zrezygnował z lotu do Rosji i udziału w uroczystościach w Katyniu. Powodem tej decyzji była choroba jego matki, Jadwigi. Miejsce przeznaczone dla prezesa PiS w samolocie zajął Zbigniew Wassermann, który cieszył się z tego wyjazdu. Uważał że podróż do Smoleńska i Katynia jest jego wielkim obowiązkiem.

Polityk PiS nie jest jedyną osobą, która poleciała do Smoleńska w zastępstwie. W ten sam sposób w samolocie znalazł się m.in. wiceminister obrony narodowej Stanisław Komorowski. Jego żona, Ewa Komorowska przyznała w tym samym filmie, że mąż poleciał do Smoleńska zamiast swojego szefa, ministra Bogdana Klicha.

9 kwietnia 2010 r., dzień przed wylotem do Rosji, do Komorowskiej zadzwoniła koleżanka. W rozmowie powiedziała, że zazdrości jej wspaniałego męża. Żona ministra zażartowała i odpowiedziała znajomej, że jeżeli włączy 10 kwietnia telewizor i będzie oglądać transmisję z Katynia, to najprzystojniejszym mężczyzną w składzie polskiej delegacji będzie właśnie jej mąż.

teka/tvn/f. /8.4.2011/

***

10 pytań do pułkownika Putina

Wszyscy szukali ziemi, nie było ziemi, a potem było pełno trupów – aż dziwne, że słowa byłego asa sowieckich przestworzy Olega Smirnowa z ubiegłotygodniowej telekonferencji nie stały się mottem raportu MAK. Drugi raz w ostatnim czasie strona rosyjska przystąpiła do bardzo ostrego ataku

Najpierw w styczniu generał Tatiana Anodina całą winą za katastrofę obarczyła Polaków, opluła mundur polskiego generała, zarzucając Andrzejowi Błasikowi pijaństwo i wywieranie nacisków na załogę, a w miniony czwartek na błyskawicznie zorganizowanej konferencji jej wszystkie tezy, bardziej luzacko, powtórzyli rosyjscy ‘eksperci’

Weźmy za przykład, dla żartu, że kontrolera nie było ani jednego, a zamiast niego siedział tam szympans (…) i jakimś tam bełkotem podawał informacje – nawet ten absurd w jakimkolwiek przypadku nie mógł być przyczyną katastrofy – Smirnow wielokrotnie w czasie tego występu sprawiał wrażenie bardzo z siebie zadowolonego.

Moskwa potrafi dobrze szacować zyski i straty. Wie jak sprowadzać sprawy na właściwe tory. Lepiej przecież, by Polacy dyskutowali o rosyjskich ‘wrzutkach’, skandalicznych konferencjach ‘ekspertów’, niż zmuszali Rosjan do odpowiedzi na trudne pytania dotyczące ich odpowiedzialności za katastrofę.

A tych jest mrowie.

Można stworzyć osobną listę dotyczącą tylko tego, co działo się w baraku dumnie określanym jako ‘wieża kontroli lotów’ na Siewiernym. Od nich więc zaczynamy.

1. Dlaczego załoga Tu-154 była przez obsługę naziemną wielokrotnie wprowadzana w błąd?

Zarówno jeśli chodzi o warunki atmosferyczne panujące nad lotniskiem, jak i położenie względem pasa w ostatnich chwilach lotu. Słowa ‘na kursie i ścieżce’ miały jak po sznurku prowadzić pilotów na pas startowy, a okazały się wyrokiem śmierci dla prawie setki osób.

2. Dlaczego kontrolerzy złamali cały szereg procedur?

Za późno wydawane komendy czy rozmowa z załogą samolotu przez nieuprawnioną osobę (płk. Nikołaja Krasnokuckiego) to elementarz nieprawidłowości. Gorsze jest jednak to, że zachowanie obecnych na wieży nie przypominało kontroli czy kierowania lotami, ale raczej rosyjską ruletkę. Załogi kolejnych samolotów nadlatywały, mimo że od dawna powinny szukać innego lotniska. Informowano je, że są na kursie, choć nie były. Pozwalano im podchodzić do lądowania i obserwowano – uda się czy nie. Pilotom jaka-40 się powiodło, ił-76 po dramatycznych próbach odleciał w ostatniej chwili, kpt. Protasiuk z mjr. Grzywną nie dali rady.

3. Kto naprawdę podejmował decyzje na ‘wieży’?

Nie kierownik strefy lądowania, nie jego przełożony kierownik lotów, nie jeszcze starszy stopniem przełożony z macierzystej jednostki wojskowej, który tego dnia postanowił osobiście doglądać swoich podkomendnych. Do dziś nie znamy nazwisk osób, które telefonicznie z odległości kilkuset kilometrów wydawały dyspozycje oficerom w Smoleńsku. Wiadomo, że jeden z nich jest generałem. Czym się kierował, naciskając na lądowanie?

4. Kiedy doczekamy się oryginałów czarnych skrzynek i wraku Tu-154M? Dlaczego go nie zabezpieczono i jakie badania jego szczątków przeprowadzono?

Na razie oficjalnie możemy powiedzieć: żadnych badań nie było. A przynajmniej nie ma śladu po jakichkolwiek pracach rosyjskich ekspertów nad tym, co zostało z maszyny o numerze bocznym 101. Jeżeli dokumenty takie by istniały, już dawno powinny się znaleźć na biurkach warszawskich prokuratorów wojskowych. Jedynym sensownym momentem na zbadanie samolotu były bowiem dni tuż po katastrofie, kiedy resztki maszyny nie były jeszcze bardzo zanieczyszczone przez deszcz czy wiatr. Do dziś o takich ekspertyzach nie wiemy nic. Pamiętamy za to dokładnie sceny niszczenia wraku przez rosyjskich mundurowych i wielomiesięczną batalię o jego zwrot, a później już tylko upokarzające prośby o zabezpieczenie go przed czynnikami atmosferycznymi. Rosjanie spełnili je w październiku.

Potraktowanie szczątków samolotu jak bezwartościowej kupy śmieci może utrudnić znalezienie odpowiedzi na wątpliwości dotyczące jego sprawności, na rozwikłanie zagadki dalszego zniżania się maszyny po podjęciu przez załogę decyzji o przerwaniu manewru lądowania i wreszcie na wyjaśnienie, dlaczego samolot uległ tak poważnemu zniszczeniu.

5. Jak działał sprzęt na lotnisku 10 kwietnia?

Z zeznań pilotów jaka i wypowiedzi Edmunda Klicha wiemy, że jedna radiolatarnia nie była sprawna. Szczegółowych danych brak. Być może udałoby się ustalić, jak precyzyjne były radar i wyświetlacze na wieży, gdyby akurat nie zepsuło się urządzenie rejestrujące ich pracę. Być może w ogóle wiedzielibyśmy więcej o jakości wyposażenia lotniska, które miało przyjąć głowę polskiego państwa, gdyby Rosjanie nie złamali przepisów i dopuścili polskiego akredytowanego do tzw. oblotu. Tymczasem odmówiono mu tego prawa. Po prostu.

6. Gdzie są dokumenty?

Polska prokuratura zwróciła się z siedmioma wnioskami o pomoc prawną. Rosjanie nie zrealizowali w całości żadnego. Wciąż brakuje istotnych materiałów, takich jak protokoły z sekcji zwłok. Dokumenty, które otrzymaliśmy, nie spełniają ich wymogów, brakuje też dokumentacji zdjęciowej z sekcji. Zasadne stają się pytania – jeżeli nie o fałszerstwa, to choćby o niedopuszczalne bałaganiarstwo w dokumentach. Bo jak wytłumaczyć absurdalne wnioski z oględzin ciała Przemysława Gosiewskiego, który okazał się wysokim mężczyzną o wzroście ponad 170 cm?

7. Jak wobec powyższego wytłumaczą się ze swoich słów prezydent Dmitrij Miedwiediew, minister spraw zagranicznych Siergiej Ławrow, prokurator generalny Jurij Czajka, wicepremier Siergiej Iwanow czy minister sprawiedliwości Aleksander Konowałow?

Wszyscy oni powtarzali, że strona rosyjska wzorowo współpracuje z Polakami. Ba, robi nawet więcej, niż przewidują umowy międzynarodowe. Podobne zaklęcia serwował nam w swoich komunikatach MAK, zapewniając, że Rosjanie od początku dochowywali wszelkich procedur. A co z ewidentnym łamaniem załącznika 13 do konwencji chicagowskiej poprzez ignorowanie praw akredytowanego Edmunda Klicha?

8. Po co ta dezinformacja? Dlaczego Rosjanom zależy na wypaczaniu faktów?

Naturalnie nasuwa się odpowiedź – bo mają coś do ukrycia. Co jednak miało ukryć błędne podawanie godziny katastrofy (kwadrans później niż w rzeczywistości)? W pierwszych minutach od tragedii informowano o kilkakrotnym podchodzeniu tupolewa do lądowania. Polską załogę dyskredytowano brakiem doświadczenia, umiejętności i znajomości rosyjskiego. Wreszcie przypisywano niebagatelną rolę naciskom ze strony ważnych pasażerów. Z generała Błasika zrobiono pijaka, a z prezydenta histeryka łajającego pilotów. Według rosyjskiej wersji stenogramu, w kokpicie miały o Lechu Kaczyńskim paść słowa: ‘wkurzy się, jeżeli jeszcze…’. Wiemy, że nie padły.

9. Na jakiej podstawie nie wpuszczono polskiej grupy rekonesansowej na lotnisko?

Czy chodziło o to, by polscy specjaliści, m.in. z BOR, nie zobaczyli, w jak nędznych warunkach ma lądować prezydent? W czasie telekonferencji jedna z najbardziej zdumiewających uwag Olega Smirnowa dotyczyła niezapoznania się przez Polaków z lotniskiem przed 7 kwietnia, niesprawdzenia jego wyposażenia. Były pilot stwierdził, że to poważny błąd. Rzecz w tym, że grupa kontrolna była w Smoleńsku, i to nie raz. Ale nigdy nie została na Siewierny wpuszczona!…

10. Co dzieje się z efektami pracy polskich archeologów?

To pytanie może nie jest kluczowe dla wyjaśnienia okoliczności katastrofy, ale doskonale oddaje pozorność rosyjskich działań na miejscu tragedii. Grupa naszych specjalistów pojawiła się w Smoleńsku 13 października. Pamiętamy jak kilkanaście dni ich pracy zweryfikowało zapewnienia o wielokrotnym przeszukaniu miejsca katastrofy (w polskiej wersji legendarne już ‘przekopywanie z całą starannością ziemi na głębokości ponad jednego metra i przesiewanie jej w sposób szczególnie staranny’ minister Ewy Kopacz). 26 października usłyszeliśmy: ‘odnaleziono kości ludzkie oraz pięć tysięcy fragmentów samolotu Tu-154 M’. Archeolodzy polscy zostali wysłani na prośbę Polski, by pomóc w polskim śledztwie. Ale dokumentację ich prac przejęli Rosjanie. I do dziś jej nie przekazali!…

Na koniec pytanie dodatkowe, na które odpowiedzi zapewne nie poznamy nigdy. O czym dokładnie rozmawiali premierzy Tusk i Putin 1 września w Sopocie i 3 lutego telefonicznie odnośnie uroczystości katyńskich? Kto, jak i z kim ustalał rangę obu wizyt? Jaki miało to wpływ na późniejsze zaniedbania jednej i drugiej strony?

Szybciej można się spodziewać wyjaśnień co do renegocjacji kształtu ostatecznego raportu o przyczynach katastrofy. Premier zapowiadał je przed miesiącem, gdy otrzymał pierwszy policzek od Tatiany Anodiny. Mijają tygodnie, a o poszukiwaniu kompromisu jakoś ciszej. Nic dziwnego, bo żadnych negocjacji nie będzie. Po kolejnym ciosie z Moskwy trudno mieć złudzenia, by Rosjanie chcieli się dogadywać co do wspólnego spojrzenia na genezę katastrofy. Będą dwa diametralnie różne raporty. Żaden zresztą – wobec braku współpracy i uczciwego przekazywania materiałów przez stronę rosyjską – nie będzie w pełni oddawać istniejącej, choć nieujawnianej wiedzy o tym, co zdarzyło się 10 kwietnia na terenie i w okolicach chwilowo otwartego lotniska w zachodniej Rosji.

Który z tych raportów odbije się w świecie szerszym echem? Tu już sprawę mocno pokpiliśmy, bo w momencie ogłaszania wersji rosyjskiej rząd nie zadbał o odpowiednie jej skomentowanie. Smutny wniosek jest taki, że w wojnie propagandowej z Rosją – której od kilku tygodni, a zwłaszcza od kilku dni nie sposób kwestionować – jesteśmy mocno poobijani i trudno sobie teraz wyobrazić jakąkolwiek szarżę, która dałaby w niej zwycięstwo.

Marek Pyza /21.2.2011/

***

Gorsze niż Czeczenia

– Swoje w życiu widziałem. Byłem w Czeczenii. Ale ta katastrofa, to zupełnie inna rzecz: tu zginęli cywile. W kilka dni schudłem 8 kilo – powiedział jeden z rosyjskich strażaków, który brał udział w akcji po katastrofie polskiego Tu-154M pod Smoleńskiem

Trzydziestoparoletni strażak nie chciał, by podawać choćby jego imię. – Przecież wszystko zostało już powiedziane: samolot spadł, wszyscy zginęli. Straszna tragedia. Co więcej można dodać. Było tu już tylu dziennikarzy i za chwilę przyjadą kolejni. A my nie chcemy do tego wracać. Ani ja, ani koledzy ze straży. Po co, przecież i tak nikt nie zrozumie, co przeżyliśmy i przeżywamy – powiedział.

Akurat byłem bardzo blisko, na dworze. Samolot spadał na moich oczach. Po prostu spadł. Nie było żadnego wybuchu, tylko głuchy dźwięk. Jeszcze w powietrzu zapalił się: po tym, jak zahaczył o – widzi pani, o te drzewa – pokazał w stronę lasku, gdzie rozbił się Tu-154. Jak dodał, mgła była gęsta, ale w okolicy Smoleńska zdarza się to dosyć często. – Przychodzi mgła, a za chwilę wychodzi słońce. Tak to Bóg urządził – powiedział.

Na miejsce, gdzie upadł samolot, przybył jako jeden z pierwszych. – Trudno tam było dojechać: było straszne błoto. Widzi pani, teraz tam jest droga – samochody wyjeździły, ale wtedy to był po prostu kawałek błotnistej ziemi między drzewami. Jakoś wjechałem wozem, ale z powrotem musieli już mnie wyciągać, inaczej się nie dało – opowiadał.

Został tam dobę. – Gasiliśmy, pomagaliśmy zbierać fragmenty samolotu, szczątki… Na miejsce zjechała straż pożarna z całego miasta. Po dobie pojechałem do domu, zostałem trochę i wróciłem. I tak było sześć dni. W domu nie mogłem spać: zasypiałem i budziłem się – powiedział, zapalając trzeciego papierosa. Najgorzej – jak wspomina – było gdy opuszczał miejsce katastrofy: ‘Tam było zadanie do wykonania, pracowało się automatycznie, dopiero potem przychodziła świadomość tego, w czym się uczestniczyło’.

Osiem kilo schudłem przez tych pierwszych kilka dni. Z kolegami było podobnie. Tak to podziałało na psychikę. Nie życzę tego nikomu. Myślałem o ludziach, którzy zginęli, ale też, że samolot mógł spaść nie między drzewa, a tuż obok. Widzi pani ten dom (dwupiętrowy blok), salon samochodowy, a obok ten drugi salon; wszyscy mogli zginąć. Ja też – powiedział strażak.

Jak dodał, swoje już w życiu widział: ‘Byłem w wojsku, w Czeczenii. Nie chciałem tam jechać. Musiałem. Byłem tam rok. Ale tu była zupełnie inna rzecz, straszniejsza: w Czeczenii była wojna, a tu zginęli cywile’.

Gdy po kilku dniach skończyło się uprzątanie terenu katastrofy, a na miejscu, gdzie do niej doszło postawiono pamiątkowy granitowy kamień, strażacy nadal tam przychodzili. – Szliśmy z kolegami na pomink (prawosławny zwyczaj wspominania zmarłych). Teraz rzadziej, ale dalej tam chodzimy, rozmawiamy o tym, co się zdarzyło, wspominamy – powiedział.

Jestem spokojnym człowiekiem. W duszy, w środku, w sercu przeżywam, ale nie chcę o tym rozmawiać. Chyba że czasem z kolegami i żoną. Żona zresztą bardzo mi pomogła, pocieszała. Gdyby ktoś zaproponował mi pomoc psychologa, nie skorzystałbym. Nie sposób rozmawiać o tym z obcym człowiekiem – powiedział.

rz/pap /1.4.2011/

***

Wstrzymane loty VIP na Tu-154

Minister obrony Bogdan Klich poinformował, że po otrzymaniu zalecenia Rosyjskiej Agencji Lotniczej podjął decyzję o wstrzymaniu lotów VIP na polskim Tu-154M; samolot może odbywać tylko loty szkoleniowe i eksperymentalne

Rozmowa z Bogdanem Klichem

Rzeczywiście byliśmy o włos od katastrofy drugiego tupolewa?

Nie. To było zdarzenie, które zostało zakwalifikowane przez komisję w 36 pułku jako incydent zwykły. W tej chwili Dowództwo Sił Powietrznych poddaje tę ocenę weryfikacji, czy to był incydent zwykły, czy poważny. Ale nie był to wypadek, tylko incydent.

Incydent, zdarzenie. Mówiąc językiem ludzkim i wprost: groziła rzeczywiście katastrofa, czy to była taka sytuacja, która była absolutnie opanowywalna i nic strasznego się tam nie stało?

Jak widać, w rzeczywistości została opanowana. Błąd popełnił instruktor, doświadczony instruktor, w związku z tym instruktor ponosi też konsekwencje, został zwieszony w swoich obowiązkach przez dowódcę Sił Powietrznych. I będzie musiał przejść całą serię egzaminów.

Ujawni pan raport na temat tego zdarzenia? Na temat tego incydentu?

To nie do mnie należy. Dlatego że tego typu wydarzenia są załatwiane przez instytucje odpowiedzialne za bezpieczeństwo lotów w wojsku. A są dwie instytucje. To znaczy dowództwo każdej z jednostek, w tym wypadku pułku, i Dowództwo Sił Powietrznych.

I to one zdecydują o jawności bądź niejawności raportu?

Tu one decydują, ponieważ ani do Sztabu Generalnego, ani piętro wyżej do ministra obrony, nie należy ocena stanu bezpieczeństwa lotów. Ja jestem tym zainteresowany, co się zdarzyło. Poprosiłem generała Majewskiego, czyli dowódcę Sił Powietrznych o wyjaśnienia w tej sprawie i będę o tym informowany.

Panie ministrze, a co my zrobimy z tym rosyjskim zaleceniem, by w połowie roku wycofać z eksploatacji wszystkie tupolewy, w tym również – jak rozumiem – tego ostatniego polskiego tupolewa?

Już zrobiliśmy. Zakazałem jakichkolwiek lotów z VIP-ami do czasu wyjaśnienia tej sytuacji, a dowódca Sił Powietrznych zwrócił się do strony rosyjskiej z wnioskiem o przekazanie wszystkich szczegółowych informacji i oceny tego konkretnego modelu, którym posługują się Siły Powietrzne, tak, by ostatecznie wyjaśnić, jednoznacznie wyjaśnić, czy zastrzeżenia dotyczą też tego konkretnego samolotu.

Może tak być, że ten tupolew już nigdy prezydenta, premiera na pokład nie weźmie?

Może być i tak, i inaczej.

I to wszystko zależy od Rosjan. Ale jeżeli Rosjanie zalecą: Nie, nie używajcie go, nie eksploatujcie go – wycofujemy tupolewa.

Wszystko zależy od tego, jakie będzie stanowisko strony rosyjskiej i jakie decyzje w tej sprawie podejmie dowódca Sił Powietrznych. Ja w każdym razie uważam, że do czasu ostatecznego i jednoznacznego wyjaśnienia sprawy ten samolot może wykonywać loty szkolne, może wykonywać loty eksperymentalne, ale nie będzie wykonywać lotów z VIP-ami.

rozm. kp/rmf /25.3.2011/

***

NATO wytropi generała z Moskwy?

Sensacyjny zwrot w smoleńskim śledztwie! Komisja ministra Jerzego Millera wystąpiła do NATO o pomoc w badaniu przyczyn katastrofy rządowego tupolewa! A jest co wyjaśniać. Trzeba ustalić, dlaczego kontrolerzy naprowadzali samolot na pas, co działo się w kabinie i kim był tajemniczy generał z Moskwy…

– Mogę tylko powiedzieć, że współpracujemy z Amerykanami – potwierdził pułkownik Mirosław Grochowski, wiceszef komisji

Kto i dlaczego nakazał kontrolerom lotu ze smoleńskiej wieży sprowadzać polskiego tupolewa mimo fatalnej pogody? Kim był tajemniczy generał z Moskwy, z którym łączył się z wieży pułkownik Nikołaj Krasnokucki? Jak wyglądało smoleńskie lotnisko w dniu katastrofy i ostatnie chwile lotu maszyny? Odpowiedzi na te kluczowe dla śledztwa pytania być może niebawem pozna jednak komisja ministra Millera. Nasi eksperci, którym Rosja nie chce ujawnić wielu ważnych informacji, zwrócili się o pomoc do NATO.

Wystąpiliśmy do NATO i współpracujemy z Amerykanami. Nic więcej na ten temat nie mogę powiedzieć – powiedział Grochowski.

Według byłego szefa GROM, gen. Romana Polki amerykańska pomoc może być dla śledczych nieoceniona. – Dysponują bardzo wieloma informacjami – powiedział Polko, który wraz z Amerykanami brał udział w operacjach w Iraku. – Dobrze, że w końcu nasi eksperci zwrócili się o tę pomoc.

USA dysponują bowiem nagraniami z systemu podsłuchowego Echelon, który rejestruje wszelkie rozmowy obywające się w eterze na całym świecie. Amerykańskie satelity stale zaś fotografują rosyjskie lotniska i instalacje wojskowe. Dzięki tym zdjęciom moglibyśmy poznać faktyczny stan smoleńskiego lotniska – oświetlenie, rozstaw radarów, ale także gdzie się pojawiła i jak rozprzestrzeniała mgła.

Rosjanie do tej pory nie przekazali ani naszej komisji ani prokuraturze danych o lotnisku Siewierny, a zdjęcia satelitarne, jakie mamy, pochodzą jedynie z 5 i 12 kwietnia. Rosja nie chce też ujawnić nam, kto z dowództwa rosyjskich sił powietrznych zdecydował, by nie odsyłać tupolewa na zapasowe lotnisko, ale zezwolić mu na lądowanie na Siewiernym. Nagrania z Echelona pomogłyby zidentyfikować ludzi, którzy w Moskwie podejmowali te decyzje.

tbe/f./wp /19.3.2011/

***

Świadomie naprowadzali Tu-154?

Jarosław Zieliński z PiS zapewnił, że komisja Antoniego Macierewicza badająca przyczyny katastrofy Tu-154 będzie pracować co najmniej do wyborów

Bezpośrednią przyczyną katastrofy było błędne naprowadzanie samolotu. Są przyczyny pośrednie, o których trzeba rozmawiać. Trzeba zadać pytanie, czy to naprowadzanie było efektem świadomych działań. To musi być zbadane, nie można niczego wykluczyć – mówił w jednej ze stacji radiowych polityk pytany, czy katastrofa smoleńska była efektem zamachu.

Konieczne jest powstanie komisji międzynarodowej. Jeżeli my przejmiemy władzę, to upomnimy się do Rosji o to wszystko. Wystąpimy wtedy do Rosji o przekazanie dowodów. Czas zaciera dowody, wrak samolotu nie jest już tym samym wrakiem.

Zieliński skrytykował działania rządu Donalda Tuska za postępowanie wobec Rosji przy okazji śledztw wyjaśniających katastrofę rządowego samolotu. – Uległość wobec Rosji jest oczywista. Rząd Tuska oddał wszystko Rosjanom w tej sprawie. Niestety mamy tego efekty, mamy kłamstwo smoleńskie, które Rosjanie zafundowali nam w tzw. Raporcie MAK – ocenił poseł PiS.

Nie zakończymy szybko tych spraw, bo wciąż wielu informacji brakuje, bo Polska pozostawiła dużo Rosji – tam jest wiele dowodów. Nie znamy efektów pracy komisji Jerzego Millera. Myślę że do końca kadencji będziemy pracować – powiedział polityk pytany, kiedy zespół Macierewicza zakończy pracę ws. wyjaśniania przyczyn katastrofy smoleńskiej.

mk/r.z. /16.3.2011/

***

Nikt nim już nie poleci

Koniec złudzeń. Tupolew który pół roku temu wrócił z remontu w Rosji już nigdy nie poleci z polskim politykiem. ViP-y wolą embraery, bo są tańsze i mniej awaryjne

Teraz doszedł kolejny powód, który przesądza o przyszłości rządowego TU-154. Rosja wycofuje tupolewy z użycia, bo są niebezpieczne. – Czekamy na decyzję MON, co dalej – dyplomatycznie komentuje kancelaria premiera

Po katastrofie smoleńskiej wszystkie kancelarie i ministerstwa zarzekały się, że będą latać drugim tupolewem o numerze bocznym 102, gdy tylko wróci z remontu. Wrócił już pół roku temu, ale żaden z oficjeli do dziś nim nie poleciał.

Maszyna miała tylko loty kontrolne. I znów się popsuła. Gdy Moskwa ogłosiła, że trzeba wycofać wszystkie tupolewy z użycia, nasi politycy nie kryją, że to dobry pretekst do pozbycia się samolotu. Oficjalnie wszyscy czekają na wyjaśnienia Rosjan co do przyczyn apelu o wycofanie tupolewów. Nieoficjalnie mówią, że po prostu boją się latać z powodu co i rusz wykrywanych usterek i braku kompletu wyszkolonych pilotów.

Czekamy na decyzje MON w tej sprawie – mówi Tomasz Arabski, szef Kancelarii Premiera. Identyczna odpowiedziała Kancelaria Prezydenta. – Czekamy na odpowiedź Rosjan. Wtedy zadecydujemy, co dalej z tupolewem – tłumaczy zaś rzecznik MON Janusz Sejmej.

Według byłego ministra infrastruktury, członka sejmowej podkomisji lotnictwa Jerzego Polaczka rząd powinien kupić nowe maszyny dla 36 specpułku. – Minister Klich powinien skończyć z udawaniem, że wszystko jest w porządku. Nie jest. Co chwila z tą maszyną okazuje się, że coś jest nie tak. Trzeba pilnie podjąć decyzję o kupnie nowych maszyn – powiedział poseł Polaczek.

mar/f. /17.3.2011/

***

Zabójcze usterki w Tupolewach!

Czy tupolew, który runął pod Smoleńskiem, był sprawny?! Czy politycy, którzy od paru miesięcy nie wsiedli do drugiego ‘polskiego’ tupolewa, rzeczywiście mają powody do obaw?!

Te pytania pojawiają się po nagłej decyzji rosyjskiej Federalnej Agencji Rozwoju Lotniczego. Rosjanie zakazują lotów Tu-154M – to dokładnie ten sam typ samolotu, jakim leciał do Smoleńska Lech Kaczyński

Analiza przyczyn lotniczych wypadków i incydentów z samolotami zaprojektowanymi w ZSRS, do których doszło w ostatnich latach, wywołuje poważne zaniepokojenie. Dotyczy to zwłaszcza Tu-154M – stwierdzili rosyjscy eksperci i przyznali, że w tupolewach odkryli poważne wady agregatorów i systemów paliwowych, które mają decydujący wpływ na bezpieczeństwo lotów. Zgodnie z zaleceniem Rosjan tupolewy powinny być wycofane z użytku od 1 lipca.

Czy nasza jedyna już tutka też przestanie latać? – Decyzja Rosjan dotyczy samolotów latających w liniach komercyjnych. Nasza maszyna istotnie się od nich różni – zapewnia płk Robert Kupracz, rzecznik sił powietrznych.

Polska maszyna faktycznie przechodziła niedawno kapitalny remont w rosyjskich zakładach – praktycznie wszystkie systemy zostały wtedy wymienione. A zanotowane po remontach naszych samolotów usterki w większości dotyczyły innych kwestii niż te, które teraz stwierdzili Rosjanie.

Ale MON jeszcze nie przesądza sprawy. – Minister Bogdan Klich polecił szefowi sztabu generalnego gen. Mieczysławowi Cieniuchowi, by dowódca sił powietrznych zwrócił się pilnie do Federalnej Agencji Transportu Lotniczego o informacje, czy zalecenie o zaprzestaniu lotów dotyczy także naszej wersji Tu-154M – powiedział Janusz Sejmej, rzecznik Ministerstwa Obrony Narodowej.

mr/f. /14.3.2011/

***

Zrekonstruują wrak Tu-154

Szef parlamentarnego zespołu badającego katastrofę smoleńską Antoni Macierewicz przygotowuje komputerową rekonstrukcję wraku samolotu Tu-154M na podstawie zdjęć robionych na miejscu wydarzenia niedługo po tragedii

Ponieważ nie mamy wraku, nie mamy pomocy urzędników pana premiera, w związku z tym postanowiliśmy ze zdjęć robionych w odległości czasowej jak najkrótszej – godzinę, dwie, trzy (od katastrofy), wtedy kiedy te części nie były jeszcze ruszone – zrekonstruować jak one wyglądałyby na korpusie samolotu i ustalić, które z nich były najbardziej narażone na oddziaływanie zewnętrzne – powiedział Macierewicz po posiedzeniu zespołu.

Zaznaczył że prace są na etapie dosyć zaawansowanym. Zastrzegł jednak, że jest za wcześnie mówić o jakichkolwiek wnioskach z dotychczasowej rekonstrukcji.

Podczas posiedzenia zespołu posłowie zobaczyli pierwsze efekty prac nad rekonstrukcją – rysunki z oznaczonymi częściami wraku, które udało się zidentyfikować na zdjęciach.

Macierewicz powiedział posłom, że nie są to żadne twarde ustalenia, za które dałby sobie uciąć głowę, ale wygląda, że ‘najbardziej rozpadły się części pod śródpłaciem – tak jakby tam nastąpiło jakieś rozerwanie’.

Członkowie zespołu wysłuchali ponadto Adama Kwiatkowskiego, pracownika kancelarii prezydenta Lecha Kaczyńskiego, który w dniu katastrofy przebywał w Smoleńsku i na własne oczy widział miejsce tragedii.

Macierewicz powiedział, że słowa Kwiatkowskiego potwierdzają, iż funkcjonariusze BOR nie zabezpieczali terenu lotniska kiedy miał na nim lądować samolot z prezydentem.

Dodał też że samolot z ochroną rosyjską dla Lecha Kaczyńskiego został cofnięty, o czym ‘nikt ze strony polskiej nie został poinformowany’.

Powstaje pytanie, którego nie chcę formułować w sposób nadmiernie podejrzliwy lub straszny, ale powstaje pytanie, dlaczego nie poinformowano, że nie będzie żadnej ochrony. Czy to jest tak, że uznano, że ta ochrona już nie będzie potrzebna? Jak to jest, o co tutaj chodzi, dlaczego doprowadzono do takiej sytuacji, w której strona rosyjska uznała, że pan prezydent może lądować bez żadnej ochrony? – mówił Macierewicz.

To pytania które można bardziej lub mniej podejrzliwie formułować, ale wskazujące na jakąś zupełnie niezrozumiałą i straszliwą sytuację – dodał.

Druga kwestia, która – według Macierewicza – została przez Kwiatkowskiego uwypuklona, to inne traktowanie podczas przygotowań do wizyty – przez polską ambasadę, jak i stronę rosyjską – urzędników którzy reprezentowali prezydenta Lecha Kaczyńskiego i tych którzy reprezentowali premiera Donalda Tuska.

Jak mówił, potwierdza to obraz, że ‘urzędnicy pana prezydenta nie mieli żadnego stanowiącego głosu (w sprawie przygotowań wizyty), ale że dodatkowo (…) zarówno strona rosyjska jak i wyznaczeni urzędnicy pana premiera działali tak by utrzymywać urzędników prezydenta w jak największej niewiedzy co do podstawowych ustaleń’.

tbe/ap/bart/f./pap//wp /10.3.2011/

***

Amerykanie rozpracowują Smoleńsk

Rozmowa z gen. Walterem Jajką, byłym dowódcą operacji specjalnych Sił Powietrznych USA

Polegli pod Smoleńskiem polscy przywódcy – to była pierwsza generacja, która odrzuciła zdecydowanie rosyjskie zniewolenie i negocjowała powrót do Zachodu, czyniąc z tego zadania podstawę polityki obronnej, działań wywiadowczych i uzgodnień dyplomatycznych

Panie generale, co pan pomyślał, gdy dotarła do pana informacja o katastrofie, w której zginął polski prezydent?

Moja pierwsza reakcja była taka, że katastrofa była wynikiem błędu pilota. Tak jest najczęściej w przypadku incydentów w lotnictwie wojskowym w Stanach Zjednoczonych. Jednakże wiedząc, że doszło do niej na terytorium Rosji, podobno na drugorzędnym lotnisku, a rosyjskie wyposażenie jest często albo niesprawne, niedokładne, przestarzałe, albo niewłaściwie użytkowane, oraz że rosyjscy funkcjonariusze są często niechlujni w swojej pracy, zazwyczaj słabo znają język angielski – lingua franca międzynarodowego transportu lotniczego – zaś w efekcie tego wydarzenia polskiemu państwu dosłownie ścięto głowę, to stałem się podejrzliwy wobec wyjaśnień Rosjan.

I jakie miał pan podejrzenia?

Zaniepokoił mnie fakt, że Rosjanie zaskakująco szybko podali pierwsze wyjaśnienia przyczyn, a w dalszej kolejności odmówili Polsce udziału w dochodzeniu. Publicznie były formułowane sprzeczne informacje co do szczegółów wypadku, nie doszło do przekazania polskim władzom czarnych skrzynek (dwa rejestratory lotu). Następnie opóźniano postępowanie, choć wiem, że badania katastrof samolotów w USA też czasami mogą trwać miesiące, a nawet kilka lat. Muszę jeszcze wspomnieć, że słyszałem, iż Rosjanie nie mają na tym lotnisku najbardziej nowoczesnych urządzeń nawigacyjnych do lądowania i działa ono z przerwami. Jestem zatem zdumiony, że rosyjskie służby zarządzające ruchem lotniczym po prostu całkowicie nie zamknęły tego lotniska z powodu warunków i nie wymogły, a nie tylko sugerowały, by samolot udał się na lotnisko wyższej klasy, posiadające wyposażenie do lądowania zgodne ze standardami międzynarodowymi i, oczywiście, bezpieczne warunki pogodowe. Jestem szczególnie zdziwiony tym nieudanym przekierowaniem samolotu na inne lotnisko. Przecież musieli zdawać sobie sprawę ze znaczenia i liczby pasażerów na pokładzie samolotu. Bez względu na to, czy polski prezydent chciał czy nie chciał lądować na przykład w Moskwie, by uniknąć spotkania w charakterze urzędowym z rosyjskimi władzami, to jeżeli doszłoby do wypadku, to podejrzenia co do okoliczności i motywacji zezwolenia na lądowanie, wraz z dużą częścią winy spadłyby na Rosjan. Wydaje się, że byli gotowi do podjęcia tego ryzyka. Tak czy inaczej, wiedząc, jak wyrachowani byli Sowieci w tego typu wypadkach i że sowieckie interesy, ambicje, resentymenty, zachowanie, polityka, praktyka, tradycje i wartości w dalszym ciągu kształtują współczesne państwo rosyjskie i jego administrację, gotów jestem snuć domysły, że mogli, choć niekoniecznie akurat tak się stało, celowo stworzyć warunki, w których dojdzie do katastrofy ze względu na polityczne korzyści, jakie z tego będą czerpać.

Sugeruje pan, że katastrofa mogła zostać od początku świadomie zaplanowana?

Proszę pamiętać, że nie znam żadnych oficjalnych sprawozdań w sprawie tego wydarzenia. Opieram się na swojej wiedzy i doświadczeniu, które dotyczy w pierwszym rzędzie sił powietrznych mojego kraju, a także wywiadu, polityki zagranicznej i obronnej, a pochodzi między innymi z dawnej pracy związanej ze Związkiem Sowieckim, Polską, NATO i Europą Wschodnią w ogólności. Moja osobista opinia jest taka, że na podstawie historii, na przykład sponsorowanej przez KGB próby zabójstwa Karola Wojtyły, wkrótce błogosławionego Papieża Jana Pawła II Wielkiego, i wielu innych wielkich zbrodni popełnionych przez sowieckie kierownictwo, można przypuszczać, że i obecni rosyjscy przywódcy są wystarczająco bezwzględni, by zaaranżować warunki, w których śmiertelny wypadek będzie niemal pewny. Rosjanom po prostu nie można ufać.

Czym dla kraju i jego sojuszników jest strata tylu przywódców politycznych i dowódców wojskowych?

Myślę że ta strata była druzgocąca nie tylko dla Polski, ale i dla NATO, a nawet Stanów Zjednoczonych. Mam nadzieję, że polski rząd szkolił zastępców poległych, tak by mogli łatwo zająć ich miejsce. To dotyczy wojskowych. Ale główna trudność, jaką widzę, to fakt, że polscy przywódcy, którzy zginęli, mieli realistyczną ocenę Rosji, Polski, Europy i NATO. Ta ocena nie może być przyjemna dla Rosji. I to ze względu na rosyjską dawną i obecną postawę w stosunku do Polski, a nie jakąś wrogość, chociaż Bóg wie, jak wystarczająco dużo powodów Rosjanie dali, by ją mieć do nich. A nawiasem mówiąc, całe rosyjskie zachowanie, wypowiedzi itd. po katastrofie aż po dziś dzień wyrażają co najwyżej skrywaną wrogość do Polski. Co więcej, oni – jak się przekonaliśmy w przeszłości – nie przyjmują odpowiedzialności ani winy, a obwiniają, często w sposób złośliwy, ofiary. Rosjanie, tak jak byli Sowieci, są bezwzględni, bez sumienia, a nawet perfidni, gdy tylko takie działania są w ich politycznym interesie.

Gdzie leżą źródła tej wrogości?

Trzeba cały czas mieć na uwadze, że rosyjska droga do Europy, jej ambicje związane z tym kontynentem, zawsze prowadzą przez Polskę i przeciw Polsce. I co za tym idzie, przeciw zachodniej cywilizacji. Rosyjskie zachowanie nie ulegnie zmianie w wyniku takiej albo innej polityki, takiego albo innego traktatu. Polityka zagraniczna Rosji i jej stosunek do sąsiadów mogą się zmienić w sposób fundamentalny tylko wtedy, gdy Rosja zaakceptuje zachodnie wartości w sposobie sprawowania władzy. Tak więc wracając do poprzedniego pytania, strata dla Polski, całej Europy, NATO i dla USA jest tak głęboka, gdyż wasze przywództwo w sensie zbiorowym miało realistyczną, strategiczną ocenę postawy Rosji względem Europy, Polski i NATO. Zarówno Europa, jak i Stany Zjednoczone powinny się mocno uczepić polskiego zrozumienia tej kwestii i zastąpić nim swoje nieudolne myślenie życzeniowe, moralną słabość i samorozbrojenie przed Rosją. Polegli polscy przywódcy widzieli świat takim, jaki jest, a nie takim, jakim Europa i Ameryka chciałyby, by był. Na czele Polski stała pierwsza generacja, która odrzuciła zdecydowanie rosyjskie zniewolenie i negocjowała powrót do Zachodu, czyniąc z tego zadania podstawę polityki obronnej, działań wywiadowczych i uzgodnień dyplomatycznych. Gdyby zostało to przyjęte przez Zachód, jak to było w zamiarach, to Polska mogłaby się stać podstawą budowy nowej Europy Wschodniej, mocno złączonej z Zachodem.

Wydaje mi się, że panu taka idea jest bardzo bliska.

Nie zamierzam być tak zarozumiały, by udzielać Narodowi Polskiemu rad co do jego niepodległości, wolności, suwerenności i zasadniczych długofalowych interesów, ale proponuję i mam nadzieję, że polskie instytucje państwowe pod kierunkiem następców waszych poległych przywódców, elity dyplomacji, armii i służb specjalnych uświadomią społeczeństwu realia strategiczne i konieczności związane z położeniem Polski.

Polityka obecnego polskiego rządu jest jednak inna; mówi się o pojednaniu, odbudowie stosunków z Moskwą itd.

Żaden kraj Zachodu nie powinien podążać za chimerą szczerych, trwałych, opartych na zaufaniu i przyjaźni relacji z Rosją, dopóki ona się nie zmieni. Przypuszczenie, że to się uda, jest urojeniem. Po tak tragicznej historii, po tylu krwawych ofiarach, jakie ponieśliście, polskie relacje z Rosją powinny opierać się na zasadzie – współpracuję, ale sprawdzam.

Jakie są pana doświadczenia związane z siłami powietrznymi ZSRS i Rosji?

Rosjanie są ogólnie bardzo defensywni, niechętnie nastawieni do współpracy, a bardzo wojowniczy w stosunku do zagranicznych statków powietrznych wchodzących w ich przestrzeń powietrzną nieumyślnie. Z drugiej strony są umyślnie natarczywi i agresywni, gdy sami naruszają czyjeś terytorium. Biorą pod uwagę tylko jedno prawo, nie jest to prawo międzynarodowe, ale ich własny bezpośredni interes. Jeżeli chodzi o moją osobistą ocenę, to nie byłbym zdziwiony, gdyby kiedyś Rosjanie jeszcze raz zestrzelili cywilny samolot albo maszynę rozpoznawczą USA znajdującą się w przestrzeni międzynarodowej, podobnie jak to się stało z koreańskim rejsowym boeingiem.

Wróćmy do samej katastrofy na Siewiernym. Jakie konkretnie wnioski mogą z niej wyciągnąć NATO i USA?

Myślę że oczywistą, choć może zaskakującą lekcją dla Polski i innych krajów jest natychmiastowe poprawienie mechanizmów zachowania ciągłości władzy i jej planów na wypadek katastrofy. Zaskoczenie spowodowane takim wydarzeniem powoduje paraliżujący szok. Pomimo tego państwa muszą zaraz wprowadzić na stanowiska zajmowane przez ofiary odpowiednich następców, a działający aparat państwowy musi natychmiast przystąpić do kroków przeciwdziałających, względnie łagodzących głębokie i trwałe konsekwencje poniesionej straty. Tak, NATO i Stany Zjednoczone muszą zbadać tę katastrofę i dokonać oceny strat, jak to się dzieje w każdej gałęzi bezpieczeństwa. Nie wiem, jakie dokumenty albo telefony komórkowe były na pokładzie samolotu, ale stosowne kroki dla zminimalizowania wyrządzonych szkód na pewno zostały podjęte. Niewykluczone, że Agencja Bezpieczeństwa Narodowego Stanów Zjednoczonych [instytucja zajmująca się m.in. łącznością specjalną i wywiadem elektronicznym – przyp. red.] przechwyciła jakąś wymianę informacji z tym związaną i może coś wnieść zarówno do oceny strat, jak i badania samego wypadku. Zakładam, że odpowiednie zapytania już dawno zostały skierowane i na nie odpowiedziano.

Na jaką jeszcze pomoc ze strony naszych sojuszników możemy liczyć?

Polska powinna zażądać pomocy od razu po katastrofie. Eksperci śledczy Federal Aviation Administration (Federalny Zarząd Lotnictwa, FAA) mogli od początku wam pomagać. Ale oczywiście, wszystko zależy od współpracy ze strony Rosji, zwłaszcza w sprawie przyjęcia specjalistów z zewnątrz i warunków ich uczestnictwa w badaniu. Nie sądzę, by Rosjanie zaakceptowali niezależną pomoc z zewnątrz. Myślę że Polska straciła tę możliwość, bo niestety, jak sądzę, jest o wiele za późno, by poprosić o pomoc zewnętrzną. Wszystko na co teraz można by jeszcze liczyć, to rodzaj ugody z Rosjanami, by Polacy mogli przy odrobinie współpracy z ich strony wznowić dochodzenie. Co i tak jest moim zdaniem wysoce nieprawdopodobne. Oczywiście Rosjanie będą oburzeni i obrażeni, twierdząc, że nawet sugestia wznowienia postępowania stanowi akt nieprzyjazny, który pociągnie za sobą poważne konsekwencje. Trudno! Myślę że Polska powinna pójść dalej i kontynuować dochodzenie własnymi siłami, tak jak będzie to możliwe. Nie sądzę, że Rosjanie będą współpracować. Myślę że Rosjanie zyskali zbyt wiele korzyści z tego ‘wypadku’, by ktoś go badał uważniej.

Jakie to korzyści?

Rosjanie pozbyli się dzięki śmierci w trakcie tej katastrofy takiego polskiego przywództwa, które – powtarzam – oceniało Rosję realistycznie i nie pozwoliłoby sobie na wytłumienie doświadczenia historycznego ani na rezygnację z żywotnych interesów dla jakiejś rosyjskiej ‘przyjaźni’. Polska pod kierownictwem tych ludzi była przeszkodą dla Rosji w rozwoju jej interesów w Europie. Zginęli liderzy narodowi, którzy mieli twardy kręgosłup. Podobnie już Rosjanie pozbyli się waszej elity podczas drugiej wojny światowej i po niej. Co więcej, rosyjskie zachowanie po wypadku, bez względu na motywy, rodzi wystarczające podejrzenia, by doprowadzić do rozłamu wśród obecnych polskich przywódców, polskiej klasy politycznej co do odpowiedzi na zachowania w stosunku do Rosji. Gdyby nie było niczego więcej, to już tą katastrofą i swoją późniejszą postawą osiągnęli wiele. Polskie domysły na temat rosyjskiego spisku i masywnego zamachu działają na korzyść Rosji, bo skutecznie dzielą polską klasę polityczną i osłabiają wszelki sprzeciw wobec rosyjskiej polityki wobec Polski. W mojej osobistej opinii, kierownictwo Rosji i FSB, dawnego KGB, jest bardziej niż zdolne i chętne, by popełnić zbrodnię tej miary, co nie oznacza, że tak się stało.

W styczniu Rosjanie ogłosili swój raport dotyczący przyczyn katastrofy. Potwierdziło się że całą odpowiedzialność przypisano polskiej załodze, nie uwzględniając żadnych uwag ani wniosków polskich władz. Nie ma mowy o nieprawidłowościach na lotnisku, w kierowaniu lotami…

Oczywiście, to naturalne. Tego właśnie należało oczekiwać od Rosjan. A przy okazji druga lekcja z tej tragedii jest taka, by pozbyć się tych wszystkich rosyjskich samolotów transportowych, a kupić na przykład boeingi.

Rosyjskie wyjaśnienia katastrofy koncentrują się na osobie generała Andrzeja Błasika, który miał rzekomo wejść do kabiny pilotów i naciskać na nich, by lądowali za wszelką cenę. Co pan jako doświadczony dowódca lotnictwa wojskowego sądzi na temat tych oskarżeń?

Nie wiem, czy w ogóle generał Błasik wszedł do kabiny pilotów, czy naciskał albo nawet wydał bezpośredni rozkaz lądowania. Nie widziałem żadnych dowodów w tej sprawie. Ja po prostu wiem z doświadczenia w Siłach Powietrznych Stanów Zjednoczonych, że dowódca statku powietrznego ma pełną odpowiedzialność. Żaden pasażer nie może zmusić dowódcy samolotu do lądowania na danym lotnisku. Po to jest dowódcą, by odpowiadać za bezpieczeństwo samego samolotu, załogi i pasażerów oraz za wykonanie misji. On (lub ona) ponosi odpowiedzialność i nikt inny.

Nie dziwi pana, że Polska w zasadzie zrezygnowała z własnego śledztwa i prowadzenie badań oddała Rosjanom?

Zdecydowanie tak. Polska rezygnacja ze śledztwa to szokujące podporządkowanie się rosyjskim interesom oraz uznanie słuszności, prawdziwości, poprawności i dopuszczalności rosyjskich wyjaśnień, ustaleń i zachowań. Myślę że polska porażka związana z ograniczonym uczestnictwem w dochodzeniu była ciosem samookaleczenia polskiej suwerenności. Podobna uległość tylko wspiera rosyjskie działania na rzecz całkowitego podporządkowania Polski. Ta porażka po prostu wzmacnia rosyjską pogardę dla polskich interesów i ustawienie gorszych stosunków z Polską, jakby w drugiej klasie relacji z Rosją. Jeżeli Polska nie będzie bronić się sama energicznie, zdecydowanie i konsekwentnie, to nie może oczekiwać, że będą jej bronić Francja czy Niemcy, czy NATO w całości, włącznie ze Stanami Zjednoczonymi.

Ale obecny polski rząd mówi, że jego polityka zgody i współpracy przynosi efekt w postaci poprawnych, przyjaznych stosunków ze Wschodem…

A moja opinia jest taka, że każde państwo europejskie, a także Stany Zjednoczone, skłonne jest, chociaż się do tego nie przyznaje, gdy znajdzie się w obliczu wyboru w krytycznym położeniu, poświęcić interesy Polski, a w rzeczy samej interesy całej nowej Europy, dla fantazji strategicznego partnerstwa z Rosją. To nie relacje USA lub Europy z Rosją potrzebują ‘resetu’ [określenie Hillary Clinton na nowe stosunki z Rosją – przyp. red.], ale Rosja musi zrobić ‘reset’ swoich relacji z resztą świata. Stąd konieczność, by Polska podtrzymywała swoje realistyczne spojrzenie na strategiczne relacje polityczne i aktywnie broniła swoich interesów. To dobrze, że Polska racjonalnie utrzymuje przyjazne kontakty z rosyjskim sąsiadem, ale właściwe pojednanie między nimi i wami może zostać zbudowane tylko na prawdzie. Ale to Rosja musi najpierw przezwyciężyć swoją historię, a nie Polska. I zrobić jedną milę więcej. To nie Polska jest winna Rosji, ale Rosja Polsce. Dopóki rosyjski rząd nie wybije sobie z głowy myśli, że jest imperium i że należy mu się jakaś specjalna, wyższa, uprzywilejowana pozycja w stosunku do swoich sąsiadów, Polska nie będzie bezpieczna i musi być cały czas w pogotowiu. W końcu tak jak w latach 1939-45 i zaraz po nich nikt się specjalnie nie zatroszczył o polskie sprawy, gdy to cokolwiek kosztuje. Polska może i powinna sama dochodzić swoich interesów i je chronić.

Po co zatem należeć do NATO, prowadzić wspólną politykę obronną itd.? Nie mamy co liczyć na artykuł piąty?

Idea atlantycka i NATO podupadają, a do głosu dochodzi pacyfizm i idea demilitaryzacji NATO. Stany Zjednoczone tracą kontynentalny filar swojego statusu supermocarstwa i gwałtownie przestają być dominującą siłą w Europie. Jest gorzką ironią, smutne i niesprawiedliwe to, że Polska znowu dołącza do Zachodu, a on nie jest już zainteresowany obroną ani siebie, ani Polski. Caveat emptor! [łac. Niech kupujący się strzeże!]. Niech każdy zajmuje się swoim domem…

rozm. pf/nd /5-6.3.2011/

Wypowiedzi generała Jajki są jego prywatnymi opiniami i w żaden sposób nie odzwierciedlają stanowiska rządu Stanów Zjednoczonych ani Departamentu Obrony

Gen. brygady Walter Jajko pochodzi z rodziny polskich emigrantów. Jest absolwentem University of Pennsylvania i Columbia University w Nowym Jorku. W Siłach Powietrznych Stanów Zjednoczonych i amerykańskim wywiadzie lotniczym awansował do stopnia generała i stanowiska dowódcy operacji specjalnych. W latach 1994-2002 pracował w biurze sekretarza obrony. Mieszka w Waszyngtonie i wykłada w Instytucie Polityki Światowej. Działa w katolickim stowarzyszeniu Rycerze Kolumba

***

Awantura o smoleńską mgłę

Jeżeli nawet doświadczeni oficerowie na Siewiernym traktowali nagłą mgłę jako zjawisko przelotne i spodziewali się szybkiej poprawy widoczności, to teza mówiąca o tym, że polski samolot w ogóle nie powinien wylecieć z Okęcia, staje się absurdalna

Smoleńska mgła jest przedmiotem kolejnego sporu politycznego. Od wielu dni polskie media pasjonują się ‘kłótnią’ z 10 kwietnia 2010 r. między głównodowodzącym polskiego lotnictwa a dowódcą samolotu Tu-154M, który rzekomo nie chciał lecieć do Smoleńska z powodu pogody

Komentarze i spekulacje na temat rzekomej ‘awantury’ na lotnisku nie cichną, mimo że w czasie, kiedy do niej doszło, w Warszawie o fatalnej mgle w Smoleńsku nikt nie wiedział… Załoga samolotu z prezydentem dowiedziała się o niej w trakcie lotu…

Lekka mgiełka

Od wielu miesięcy powtarzane są efektowne opinie, że z powodu fatalnej pogody w Smoleńsku Tu-154 nie powinien w ogóle wystartować z Warszawy. Według jednej z rozpowszechnionych ostatnio plotek przed wylotem doszło na tym tle do sporu gen. Andrzeja Błasika z dowódcą samolotu kpt. Arkadiuszem Protasiukiem. Dowódca samolotu miał rzekomo odmawiać startu z powodu pogarszającej się w Smoleńsku pogody lub – według innej wersji – z powodu braku prognoz dla Smoleńska.

Chociaż rozmowa generała z kapitanem została nagrana na kamerze przemysłowej bez dźwięku, liczne media podają, że dotyczyła ponoć pogody. Podobno słyszał to jeden z BOR-owców. Nie zeznał tego jednak na przesłuchaniu, lecz wyjawił w rozmowie z innym oficerem, równie jak on anonimowym. Spekulacje na ten temat trwają w najlepsze i nikt się nie przejmuje tym, że są one nonsensowne i sprzeczne z ustaleniami prokuratury i ekspertów.

Kapitan Tu-154M Arkadiusz Protasiuk nie miał w Warszawie żadnych podstaw, by odmówić lotu 10 kwietnia. Nie miał nawet powodów do szczególnych obaw. Zgodnie z planem samolot miał wystartować o godzinie 7. Ani informacje, ani prognozy meteo, jakie otrzymał do tej godziny, nie wskazywały, że w Smoleńsku trafi na ekstremalnie warunki. Żadne komunikaty o dramatycznym pogorszeniu się widoczności na lotnisku w Smoleńsku nie zostały jeszcze wówczas przekazane do Warszawy. Co więcej, do planowanego startu Tu-154M z Warszawy w Smoleńsku nie działo się nic nadzwyczajnego. O godz. 6.50 tamtejszy meteorolog raportował kontrolerowi lotów, że jest tylko lekka mgiełka i widoczność wynosi 4 kilometry.

‘Smoleńsk zakryło’

Pogoda zaczęła się psuć gwałtownie dziesięć minut później, dokładnie w czasie, kiedy planowany był start samolotu z prezydentem. Potem mgła gęstniała tak, że o 7.15, kiedy w Smoleńsku lądował jak-40, warunki były już bliskie minimów lotniska.

Według płk. Nikołaja Krasnokuckiego dowodzącego operacją przyjęcia samolotów na Siewiernym widoczność wynosiła wówczas 1200 metrów, ale spodziewano się, że temperatura wzrośnie i widoczność szybko się poprawi.

O 7.25 i 7.38 dwie próby lądowania na Siewiernym podejmował rosyjski transportowiec ił-76. Jeżeli warunki były poniżej minimów lotniska, kontrolerzy nie mieli prawa wyrazić zgody na jego lądowanie. Rosyjski samolot jednak próbował. Dopiero o 7.40 płk Krasnokucki przekazał do sztabu lotnictwa transportowego w Moskwie informację, że ‘Smoleńsk zakryło’. Według jego słów – znanych nam dzięki opublikowanym stenogramom rozmów z punktu kierowania lotami na Siewiernym – prognozy nie przewidywały żadnej mgły, jednak ta w ciągu 20 minut zasłoniła wszystko. Widoczność spadała do 500 metrów, a nawet niżej.

Przed wylotem rządowego samolotu z Warszawy kontrolerzy z Siewiernego nie zdążyli więc przekazać informacji o nieoczekiwanej mgle nawet własnemu dowództwu w Moskwie. Nie mogła więc od nich dotrzeć do Warszawy.

O pogarszających się warunkach w Smoleńsku kontroler wojskowy z Okęcia dowiedział się więc najpierw z innego źródła: od załogi jaka-40, który stał na lotnisku Siewierny. Jeden z członków załogi przez komórkę przekazał mu, że podstawa chmur wynosi 60 metrów, a widoczność spadła poniżej kilometra. Kontroler przekazał to dyżurnemu meteorologowi. Informacja ta dotarła do załogi samolotu z prezydentem, kiedy maszyna znajdowała się jeszcze w polskiej przestrzeni powietrznej. Potem ostrzeżenie pogodowe przekazali tupolewowi też na prośbę Moskwy kontrolerzy białoruscy.

Dynamiczne zmiany

Pogoda w Smoleńsku zmieniała się wyjątkowo dynamicznie. Jej pogorszenie nastąpiło gwałtownie. Jej poprawa również była szybka. Kapitan samolotu, kiedy otrzymał informację o złej widoczności, mógł przewidywać, że jest to chwilowe załamanie i zanim doleci do Smoleńska, warunki się poprawią. Tak też sądzili rosyjscy oficerowie na Siewiernym.

Kiedy Tu-154M przygotowywał się do startu z Warszawy, płk Krasnokucki raportował przez telefon swojemu dowódcy, że pogoda na pewno się szybko poprawi i widoczność przed lądowaniem samolotu z polskim prezydentem powinna wzrosnąć do ponad 1.5 kilometra.

W tym kontekście marginalną kwestią jest brak aktualnych prognoz pogody w samolocie, który to zarzut stawiany jest polskim pilotom. Z porozumienia w sprawie zasad wzajemnego ruchu lotniczego wojskowych statków powietrznych zawartego między resortami obrony Polski i Rosji w 1993 r. wynika, że odpowiedzialność za niedostarczenie dokładnych danych pogodowych ponosi strona rosyjska. To Rosjanie mieli obowiązek przekazać aktualne dane meteorologiczne, podobnie jak i inne informacje potrzebne do wykonywania lotu, w tym dotyczące stanu lotniska.

Prognozy na oko

Z raportu MAK wynika, że na lotnisku przeprowadzano wiele pomiarów pogody i posiadano aktualne prognozy pogody. Obserwacje meteorologiczne były wykonywane między innymi tuż przed lądowaniem Tu-154M, ale kontrolerzy tych informacji załodze nie przekazywali. Ostatni komunikat, jaki Polacy otrzymali od Rosjan, był przekazany kwadrans przed próbnym podejściem i był niezgodny z ówczesnymi komunikatami służb meteo.

O 8.24 kontroler poinformował Tu-154, że na lotnisku jest mgła, a widoczność wynosi 400 metrów. (Ostatni komunikat meteorologa z Siewiernego, jaki otrzymał kontroler telefonicznie o 8.05, mówił o widzialności 800 m). Na prośbę kapitana Protasiuka kontroler dorzucił mu jeszcze dane o temperaturze i ciśnieniu. Nie podał za to tak krytycznego przy lądowaniu parametru jak widoczność pionowa lub wysokość podstawy chmur. Potem o widoczności i zamgleniu rosyjscy kontrolerzy już w korespondencji z polskim samolotem w ogóle nie wspominali, choć stale rozmawiali o tym między sobą.

To o tyle zaskakujące, że – jak wynika z raportu MAK – meteorolog w Smoleńsku prowadził w tym dniu planowe i pozaplanowe obserwacje pogody: m.in. o 8.28 stwierdził mgłę i widzialność 600 m. Informacje te, podobnie jak żadne prognozy, nie były przekazywane polskiej załodze. Brak prognoz był jednak niewielką stratą, bo jak podaje w swym końcowym raporcie MAK, prognoza dla lotniska opracowana przez synoptyków z jednostki wojskowej w Twerze nie sprawdziła się ani pod względem podstawy zachmurzenia, ani widzialności, ani nie przewidywano mgły.

W czasie przyjmowania Tu-154M rosyjscy kontrolerzy nie wiedzieli, że załoga samolotu otrzymuje dodatkowe informacje o pogodzie od kolegów z jaka-40. Polscy lotnicy bezinteresownie, w trosce o kolegów, ostrzegali ich o załamaniu się pogody. Kontrolerzy, których podstawowym obowiązkiem jest informowanie pilotów o stanie pogody, w ciągu ostatniego kwadransa lotu samolotu rządowego w ogóle o mgle nie wspominali.

Nasuwają się pytania: dlaczego załoga Tu-154M musiała się opierać na obserwacjach robionych na oko przez kolegów, a nie otrzymała informacji od dysponujących przyrządami pomiarowymi meteorologów z lotniska, ze stacji w Smoleńsku i z bazy w Twerze? Dlaczego kontrolerzy, obserwując dramatyczne pogarszanie się widoczności, w ogóle o tym fakcie w czasie ostatniego kwadransa lotu nie wspomnieli nawet załodze? Tempo zmian pogody tego dnia w Smoleńsku było tak duże, że zaniepokojeni lotnicy z jaka-40 wielokrotnie informowali o tym kolegów z Tu-154M. Tymczasem kontrolerzy, którzy powinni obowiązkowo to robić, ograniczyli się do lapidarnego komunikatu przekazanego załodze 50 kilometrów od lotniska. Dlaczego?

Poprawa w pół godziny

Załoga miała zapewne nadzieję, że sytuacja poprawi się do momentu lądowania albo w trakcie pół godziny, które Tu-154M mógł poczekać, krążąc nad lotniskiem. Czy taka szybka poprawa pogody była możliwa?

Raport końcowy MAK daje tu jednoznaczną odpowiedź. Stwierdza on, że o godz. 10 widzialność wynosiła 500 metrów, kwadrans później już 1200 metrów, a więc powyżej minimów lotniska, a po kolejnym kwadransie wynosiła już 2000 metrów, a więc była powyżej minimów samolotu i polskiego pilota. Jak z tego wynika, w ciągu pół godziny fatalna pogoda w Smoleńsku poprawiła się do poziomu w pełni umożliwiającego bezpieczne lądowanie.

Twierdzenie, że polski samolot w ogóle nie powinien tego dnia startować z Warszawy, jest więc naciągane; opiera się na informacjach, których załoga nie posiadała. Jeżeli nawet doświadczeni oficerowie na Siewiernym traktowali nagłą mgłę jako zjawisko przelotne i spodziewali się szybkiej poprawy widoczności, to teza mówiąca, że samolot w ogóle nie powinien wylecieć z Okęcia, staje się wręcz absurdalna, a cała debata na temat kłótni dowódcy Sił Powietrznych z pilotem samolotu o pogodę w Smoleńsku jest po prostu niedorzeczna.

Tadeusz Święchowicz/rp /8.3.2011/

/autor jest absolwentem Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Jagiellońskiego. Pracował jako dziennikarz m.in. w telewizji publicznej oraz w Polsacie. Był też członkiem rady nadzorczej Centrum Bankowo-Finansowego w Warszawie oraz dyrektorem Biura Zarządu w Państwowej Agencji Inwestycji Zagranicznych i pełnomocnikiem ds. jakości. Niedawno wydał książkę ‘Smoleński upadek’/

***

Pomyślałem że to Rosjanie…

Rozmowa z Eugenem Poteatem, prezesem amerykańskiego Stowarzyszenia Byłych Oficerów Wywiadu

Wystarczy by bliższa radiolatarnia była nieco przesunięta w lewo, a kontroler zapewnia, że maszyna jest na właściwym kursie, i nie sposób uniknąć katastrofy. W podobnych okolicznościach rozbije się każdy samolot, niezależnie od jego wyposażenia

Gdy dowiedział się pan o katastrofie polskiego samolotu pod Smoleńskiem, jaka była pana pierwsza myśl?

Przeczytałem o tym najpierw w portalu gazety The Washington Post, a zaraz potem włączyłem telewizor na jeden z kanałów informacyjnych i zobaczyłem relację. Gdy dowiedziałem się, że zginęło tylu ludzi z najwyższego szczebla władzy w Polsce i że samolot kierował się do Smoleńska, a jego pasażerowie mieli wziąć udział w ceremonii upamiętniającej mord w Lesie Katyńskim, natychmiast pomyślałem, że to Rosjanie musieli stać za tym wypadkiem. Przypomniała mi się cała historia sowieckich, jawnych i skrytych, zabójstw na polityczne zlecenie, manipulowania działaniem radiolatarni lotniczych, zestrzelenia samolotu Korean Air 007 [1 września 1983 r. – przyp. red.] i wielu innych.

NATO nie powinno się zainteresować tą katastrofą? Przecież zginęli najwyżsi dowódcy wojskowi, mogli mieć przy sobie ważne tajne materiały.

Oczywiście. Zawsze gdy traci się ważne dokumenty, kody, telefony komórkowe, tak jak w tym przypadku wiezione przez pasażerów albo w jakichkolwiek innych okolicznościach, NATO powinno wszcząć procedurę damage assessment (oceny strat), by zobaczyć, jakie tajemnice mogły zostać utracone oraz co należy zrobić, by zminimalizować szkody. To standardowa praktyka w Stanach Zjednoczonych. Ocena strat powinna wskazać, jakie zmiany powinny zostać wprowadzone, dotyczy to m.in. kodów szyfrujących. Co ważniejsze, analizuje się, jakie środki bezpieczeństwa należy wprowadzić, by na przyszłość wykluczyć podobne sytuacje. Na przykład NATO mogłoby sformułować nowe zasady regulujące, co przedstawiciele państw członkowskich mogą mieć ze sobą podczas podróży, szczególnie do Federacji Rosyjskiej. Najlepiej, by ta zasada brzmiała: nie bierz ze sobą żadnych poufnych materiałów, w telefonie komórkowym nie powinieneś mieć żadnych nazwisk ani numerów w pamięci, itd.

Czy CIA albo inne służby specjalne mogą mieć istotne informacje dotyczące katastrofy rządowego Tu-154M?

Nie wiem, czy któraś z naszych służb wywiadowczych ma coś specjalnego o tej katastrofie. Obawiam się, że niestety niczego nie mają. Nie wiem też, czy przeprowadzili jakieś wewnętrzne, własne dochodzenie co do możliwości udziału Rosjan w spowodowaniu tego wypadku.

Jakie jest pana doświadczenie związane z działaniami sowieckich służb specjalnych wobec samolotów ‘wrogich’ państw?

Podczas zimnej wojny, 2 września 1958 r. Rosjanie przesuwali swoje radiolatarnie, by samolot Herkules C-130 naszych sił powietrznych wleciał na terytorium Armenii, wówczas wchodzącej w skład Związku Sowieckiego, gdzie został zestrzelony przez rosyjskie MiGi. Inny nasz samolot, Boeing RB-47, lecący nad wodami międzynarodowymi Morza Barentsa został zmylony, skierowany w stronę Rosji i zestrzelony przez sowieckie myśliwce z Murmańska, a było to 1 lipca 1960 r.

Czy teoretycznie dzisiaj można zastosować tego typu techniki wobec nowocześnie wyposażonego samolotu?

Bez wątpienia. W przypadku Smoleńska samolot Tu-154M (który my w NATO nazywaliśmy Careless) leciał w kierunku radiolatarni, licząc, że wkrótce uda się zobaczyć ziemię, a wieża wciąż powtarzała, że pilot jest na właściwej ścieżce i kursie. Tymczasem samolot był od prawidłowego kursu na lewo i na złej wysokości. W końcu się rozbił, istotnie na lewo od ścieżki prowadzącej w kierunku pasa startowego. Wystarczy, że bliższa radiolatarnia będzie nieco przesunięta w lewo, a kontroler zapewnia, że maszyna jest na właściwym kursie, i wtedy nie sposób uniknąć katastrofy. W podobnych okolicznościach rozbije się każdy samolot, niezależnie od jego wyposażenia.

A gdyby to samolot prezydenta Stanów Zjednoczonych rozbił się gdzieś za granicą, na przykład w Rosji?

Wątpię czy obecnie Rosjanie chcieliby rozbić Air Force One. To zaszkodziłoby dobrym stosunkom politycznym. Poza tym wiedzą, że niezwłocznie zaczęlibyśmy prowadzić wszelkimi dostępnymi środkami śledztwo w tej sprawie tak długo, aż prawda wyjdzie na jaw. Myślę też że Amerykanie wysłaliby dużo wcześniej grupę, która sprawdzi lotnisko, upewni się, że wszystko jest właściwie przygotowane do lądowania prezydenta, i która będzie nadzorować wszystko w trakcie podejścia. To u nas normalna praktyka.

Nie jest pan zaskoczony postawą polskich władz, które pozwoliły, by to Rosjanie przejęli inicjatywę w śledztwie smoleńskim?

Nie jestem zaskoczony tym, że nowy polski rząd tak postępuje. Bo składa się on z polityków o nastawieniu prorosyjskim, którzy nie widzą żadnego problemu w tym, że Rosjanie mają w rękach to śledztwo. Jestem tylko ciekaw, czy rzeczywiście nikt nie pomyślał, że nie będzie żadnego wiarygodnego dochodzenia, tylko oskarżenie pilota, czy też od początku spodziewali się takich, a nie innych konkluzji przedstawionych przez Rosjan.

Mówiąc o przyczynach tej katastrofy, nie obawia się pan mówić o winie Rosjan i możliwości celowego spowodowania przez nich tego zdarzenia. W Polsce takie opinie uchodzą za skrajne, wręcz niezrównoważone…

Widzę po prostu motywy. Wierzę, że przynajmniej dwa są istotne. Po pierwsze, Rosjanie mogli się obawiać złego wrażenia wobec opinii światowej, jakie mogło powstać, gdyby odbyła się ceremonia z udziałem prezydenta Lecha Kaczyńskiego w Katyniu. Mieliśmy okrągłą rocznicę mordów i o Katyniu mogło znowu być głośno. Po drugie, zależało im, by odwrócić Polskę od NATO i osadzić w niej prorosyjską władzę, do czego w końcu tak naprawdę doszło. To smutne, że tyle osób z ekipy Kaczyńskiego znalazło się jednocześnie na pokładzie tego samolotu. Co oni myśleli?

Rzeczywiście, obecne władze jednomyślnie deklarują zamiar naprawy stosunków z Rosją za wszelką cenę, czego przykładem jest poparcie dla układu START. Czy to dobry moment dla Polski na pojednanie z Rosją?

Powtórzę: Rosja realnie skorzystała na tej katastrofie. Ceremonia w Katyniu się nie odbyła, w Warszawie rządzą ludzie dobrze widziani na Kremlu, mówiący o pojednaniu, odtworzeniu dobrych stosunków (tak jak u nas o ‘resecie’), i jeszcze Polska poparła START. Może tego nie widać na pierwszy rzut oka, ale NATO straciło jednego z najsilniejszych sojuszników.

Jest szansa, że prawda o tej katastrofie kiedyś wyjdzie na jaw?

Prawda zawsze była trudna do odkrycia w sprawach, w które wmieszani są Rosjanie. Oni są naprawdę dobrzy w ukrywaniu prawdy. Nie zapominajmy, co się stało ze sprawą Katynia. Kontynuowali oskarżanie Niemców nawet dziesiątki lat po odkryciu dowodów swojej zbrodni. Wiedzą że jeżeli będzie się coś twierdzić albo czemuś zaprzeczać konsekwentnie przez długi czas, to znajdą się naiwni, którzy w to uwierzą. Ja na razie nie wierzę w odkrycie prawdziwych okoliczności 10 kwietnia. I to przez długi czas. A kiedy do tego dojdzie, o ile w ogóle, to będzie to już zapewne inne pokolenie, które powie: ‘No to co?’. Tym bardziej że teraz również nie jest dobry czas, by Stany Zjednoczone zrobiły coś w tej sprawie. Jesteśmy zbyt zaangażowani we własne sprawy, mamy kryzys, wojnę z terrorem i inne. Jak się tu mówi: mamy zbyt pełny talerz.

Eugene Poteat – ukończył inżynierię elektryczną w wojskowej szkole The Citadel. Pracował w laboratoriach firmy Bell, a także w ośrodku lotów kosmicznych Cape Canaveral. Był analitykiem wysokiego szczebla amerykańskiej Centralnej Agencji Wywiadowczej (CIA), w której pracował w latach 1960-80. Został odznaczony Medalem Zasługi swojej agencji oraz nagrodzony za zasługi w rozwoju satelitarnych systemów szpiegowskich USA. Poza Stanami Zjednoczonymi pełnił służbę również w Wielkiej Brytanii i krajach skandynawskich. Kierował programami rozwoju specjalnych samolotów wysokich pułapów i dalekich zasięgów, wykorzystywanych do celów wywiadowczych. W latach 1980-93 kierował niezależną grupą badawczo-analityczną Petite, zajmującą się technologią wywiadowczą, a następnie założył specjalny zespół ds. technologii tzw. Wojny elektronicznej. Jest autorem licznych publikacji związanych z wywiadem i służbami specjalnymi. Od 2000 r. jest prezesem Stowarzyszenia Byłych Oficerów Wywiadu.

rozm. pf/nd /22.2.2011/

***

“Prawda” pułkownika Putina

Wady w przygotowaniu lotu, formowaniu i treningach załogi, brak treningów na symulatorze, nieznajomość lotniska, ogólne nieprzygotowanie polskiego 36 specpułku – to główne przyczyny katastrofy smoleńskiej według rosyjskich ‘ekspertów’

Przedstawili oni swoje ‘ustalenia’ na specjalnej wideokonferencji w Moskwie. Były rosyjski pilot Oleg Smirnow powiedział, że podczas organizacji pracy lotniczej polskiej załogi ‘nie dopełniono wszystkich wymagań zawartych w międzynarodowym i polskim prawie lotniczym’. Polscy piloci nie byli też – według Smirnowa – wytrenowani w szczególnych warunkach, jakie można spotkać w czasie lotu: burzy, mgle, warunkach oblodzenia

Smirnow jako przyczynę katastrofy wymienił szereg działań, jakich nie dokonano przed wylotem – m.in. znajomość lotniska, narzędzi na nim obecnych, przygotowania lotnisk zapasowych.

Nie wspomniał – rzecz jasna – o błędnych kartach podejścia, o tym, dlaczego samolot nie poderwał się na wysokości 100 metrów, choć pilot wydał taką komendę i podciągnął odpowiedni lewar, kłamliwych informacjach podawanych przez kontrolerów, sfałszowaniu stenogramów (Rosjanie umieścili w nich m.in. wymyślone słowa ‘wkurzy się, jeśli…’, mające świadczyć o naciskach prezydenta, usuwając jednocześnie wypowiedź Arkadiusza Protasiuka: ‘Odchodzimy’ dowodzące, że załoga nie lądowała), a także o wzajemnie wykluczających się danych zawartych w końcowym raporcie MAK.

Mówiąc o nieznajomości lotniska Sewierny, Smirnow podkreślił, że istnieje związany z nim ‘jeden szczególny przypadek’ – zagłębienie terenu (tzw. jar), o którym nie wiedzieli Polacy. To ewidentne kłamstwo, bo wypowiedzi świadczące o tym, że polska załoga wiedziała o jarze, zostały odczytane przez ekspertów w Krakowie. Rosjanie nie uwzględnili jednak tych poprawek w swoich nieprawdziwych stenogramach.

Rosyjscy ‘specjaliści’ odgrzali również tezę o naciskach, choć – jak ustaliła polska prokuratura wojskowa – jest wykluczone, by generał Błasik w ogóle był obecny w kokpicie.

Konferencję, na której Rosjanie przedstawili swoje spojrzenie na katastrofę w Smoleńsku, zorganizowała rosyjska państwowa agencja informacyjna Ria-Novosti.

To spotkanie z prasą to kolejny element propagandowej akcji Kremla, mającej na celu potwierdzenie skompromitowanych rosyjskich tez. Wczoraj w największym rosyjskim dzienniku, proputinowskiej Komsomolskiej Prawdzie, ukazał się artykuł atakujący niezależnych polskich dziennikarzy za dociekanie prawdy o Smoleńsku i atakowanie Kremla.

wg/tvn/niez.pl /17.2.2011/

***

Juszczenko wątpi w uczciwość Rosjan

Były prezydent Ukrainy Wiktor Juszczenko nie jest przekonany, czy Rosjanie rzeczywiście chcą wyjaśnienia katastrofy smoleńskiej

– Raport MAK budzi poważne wątpliwości – powiedział Juszczenko w rozmowie z jednym z tygodników

Jeżeli uznajemy wiarygodność tego dokumentu, to musimy się opierać na dowodach w śledztwie. Tymczasem ich brakuje. Pozostają więc wyłącznie przeczucia i emocje, bo faktów nie znamy – twierdzi Juszczenko.

I precyzuje, co budzi jego wątpliwości:

Weźmy kwestię wraku samolotu. Wrak został źle zabezpieczony, co świadczy o umniejszeniu w śledztwie roli przyczyn technicznych katastrofy. Są i inne znaki zapytania. Dlaczego wieża kontrolna przyjmowała instrukcje z Moskwy? Przecież w takich sytuacjach powinien decydować kierownik lotniska. Do tego dochodzi nieprzygotowanie techniczne lotniska Siewierny – wymienia były ukraiński prezydent.

kka/u.rze /15.2.2011/

***

Piloci dostali błędne dane

Załoga polskiego tupolewa, który 10 kwietnia miał lądować na smoleńskim lotnisku, nie miała właściwych danych o Siewiernym. Tak zwane karty podejścia, które wcześniej przekazali nam Rosjanie, były od dawna nieaktualne. Radiolatarnia stała w innym miejscu, niż było to oznaczone w karcie, co mogło zmylić załogę

Karty podejścia lotniska to kluczowy dla pilotów dokument o miejscu, w które lecą i gdzie mają lądować. Są tam dokładne informacje o środkach nawigacyjnych i technicznych, które znajdują się na lotnisku, wszystkich odległościach i ukształtowaniu terenu. Ten arcyważny dokument, którym dysponowali polscy piloci na temat Siewiernego, był jednak nieaktualny

Rosjanie przekazali nam stare dane, w których odległość między radiolatarniami, dzięki którym załoga orientuje się, gdzie jest, była inna niż w rzeczywistości. W rosyjskiej karcie podejścia piloci mieli podane, że radiolatarnie znajdują się w odległości 5.15 km od siebie. W rzeczywistości odległość ta była o 650 m mniejsza.

Zeznał o tym w prokuraturze pilot polskiego Jaka-40, który lądował w Smoleńsku przed tupolewem z prezydencką delegacją na pokładzie. Dodatkowo, według naszego pilota, jedna z radiolatarni była zepsuta i przekazywała przerywany sygnał. Niestety, do tej pory Rosjanie nie przekazali Polsce wszystkich dokumentów na temat stanu lotniska. Tłumaczą że dane o wojskowym lotnisku są tajne.

Rosjanie fałszowali zeznania

Czy Rosja próbowała zatuszować kwestię odpowiedzialności załogi wieży kontroli lotów z lotniska Siewierny za błędy przy sprowadzaniu polskiego tupolewa?

Dotarliśmy do treści zeznań kontrolerów z 10 kwietnia, które potem Moskwa wycofała i przysłała polskim śledczym nowe. Pierwsza wersja jasno pokazuje, że kontrolerzy wprowadzali w błąd polskich pilotów. W wersji drugiej wszystko jest wygładzone i zgodne z przepisami

Kontrolerzy Paweł Pliusnin i Wiktor Ryżenko byli przesłuchiwani zaraz po katastrofie – 10 i 12 kwietnia. Przesłuchiwali ich rosyjscy prokuratorzy oraz polscy wojskowi śledczy. Kontrolerzy zeznali wówczas, że 10 kwietnia na wieży był z nimi pułkownik Nikołaj Krasnokucki z jednostki w Twerze. Zapewniali jednak, że nie uczestniczył w sprowadzaniu tupolewa, choć w rzeczywistości łączył się z Moskwą i wydawał kontrolerom polecenia.

W nowych zeznaniach kontrolerzy w ogóle nie wspominają o obecności Krasnokuckiego, który, jak ujawniła polska komisja, 10 kwietnia podejmował na wieży kluczowe decyzje…

W pierwszych zeznaniach Ryżenko jasno stwierdził, że punkt medyczny na lotnisku był tego dnia zamknięty i badań lekarskich kontrolerzy nie przeszli. W poprawionych przez Moskwę zeznaniach Pliusnin zapewnia, że badania były…

Rosjanie wymazali także fragmenty zeznań, w których kontrolerzy mówią, że to do ich obowiązków należała decyzja o zakazie lądowania w Smoleńsku. Potem zmienili zeznania, by zgodnie z rosyjskim prawem nie zostali pociągnięci do odpowiedzialności za niewydanie takiej decyzji mimo fatalnej pogody.

mec. Rafał Rogalski, pełnomocnik rodzin ofiar katastrofy:

Rosjanie zmieniając zeznania, usiłują ukryć to, co się działo w wieży i uniknąć odpowiedzialności. Na szczęście, decyzja Moskwy o unieważnieniu pierwszych zeznań nie jest dla naszej prokuratury wiążąca.

mar/f. /25.1.2011/

***

Zamiast 250 tysięcy wolałabym…

Po 250 tysięcy zł na osobę – taką ofertę dla członków rodzin każdej z ofiar smoleńskich ma rząd. Ale tym, którzy utracili najbliższych w kwietniowej katastrofie nie pieniądze teraz w głowie.

Beata Gosiewska – wdowa po PiS-owskim wicepremierze – tak mówi o swoich rozterkach:

– (…) Proponuję zapytać mojego syna: czy chciałby mieć nadal ojca, czy te pieniądze? Ja odpowiedź znam – powiedziała Gosiewska. – Żadne pieniądze nie zastąpią dziecku ojca – dodała.

To dość oczywiste spostrzeżenie. Osierocone dziecko cierpi; wiadomo, że w jego sercu na zawsze zostanie wyłom. Dlatego pytanie o odszkodowanie nie powinno rozstrzygać, czy 250 tys. zł złagodzi ból dziecka. Chodzi raczej o rozstrzygnięcie, czy kwota jest do przyjęcia z prawnego i moralnego punktu widzenia.

– Nie będę oceniać, czy to dużo czy mało – krótko zakończyła Gosiewska.

mp/se /25.1.2011/

***

Dubieniecki o zamachu

– Hipoteza ewentualnego zamachu na prezydenta Lecha Kaczyńskiego jest bardziej aktualna niż dotychczas – oświadczył Marcin Dubieniecki

Oświadczenie pełnomocnika Marty Kaczyńskiej-Dubienieckiej, to reakcja na ostatnie medialne doniesienia. Według nich kapitan Arkadiusz Protasiuk nie chciał lądować ‚za wszelką cenę’ – jak twierdzi MAK – tylko odejść na drugi krąg nad lotniskiem

Zdaniem Dubienieckiego – załoga Tu-154 została wprowadzona w błąd, co – jak podkreślił – strona rosyjska próbowała ukryć

Według Marcina Dubienieckiego odczyty z czarnych skrzynek, których dokonało Centralne Laboratorium Kryminalistyczne ‚w sposób jednoznaczny potwierdzają nierzetelność raportu MAK’.

Jedna z gazet napisała, że polska komisja badająca katastrofę smoleńską zakwestionowała jedno z istotnych ustaleń MAK, czyli to, że kapitan Arkadiusz Protasiuk chciał lądować ‚za wszelką cenę’, opierając się na ustaleniach Centralnego Laboratorium Kryminalistycznego KGP.

W grudniu ub. roku eksperci fonoskopii odczytali z czarnych skrzynek zdanie Protasiuka: ‚Odchodzimy’. Strona polska powoływała się na te ustalenia w swoich uwagach do raportu MAK. ‚Zgodnie z zapisem CRV [Cockpit Voice Recorder], odczytanym przez stronę polską, dowódca załogi zgłosił, po minięciu wysokości 100 metrów, że odchodzi na drugi krąg. Drugi pilot to potwierdził’ – czytamy.

Zaoferowała też MAK ekspertyzę fonoskopijną przed opublikowaniem końcowego raportu. MAK jej nie wykorzystał. W raporcie napisał, że ‚decyzji dowódcy statku powietrznego o odejściu na drugi krąg nie było’.

Zdaniem Dubienieckiego, ustalenia ekspertów fonoskopii to przełom w śledztwie dotyczącym katastrofy smoleńskiej, dzięki któremu ‚hipoteza ewentualnego przestępstwa zamachu na prezydenta RP jest bardziej aktualna aniżeli dotychczas’.

‚Ewidentnie te ustalenia wskazują, że strona rosyjska traktowała wybiórczo odczyty z czarnych skrzynek i próbowała ukryć fakt, że już na 22 sekundy przed katastrofą była podjęta właściwa decyzja o odejściu na drugi krąg’ – stwierdził w wydanym przez siebie oświadczeniu.

W jego opinii, decyzja ta skończyła się niepowodzeniem ‚ze względu na wprowadzanie załogi w błąd co do jej wysokości jak i wskazania odnośnie kursu i ścieżki na której rzekomo samolot miał się znajdować’.

Dubieniecki nie ma wątpliwości – jak podkreślił – że ‚zdanie się na stronę rosyjską w zakresie prowadzenia postępowania poprzez wybór konwencji chicagowskiej było błędem’, gdyż Polska straciła możliwość współuczestniczenia w tych ustaleniach’ (dotyczących przyczyn katastrofy – red.).

‚Tak znaczący przełom w śledztwie (odczyt z czarnych skrzynek – red.) nastąpił pierwszy raz od momentu jego prowadzenia. W związku z tym ustalenia te, w mojej ocenie jako pełnomocnika, winny przełożyć się na dalsze działania prokuratury zmierzające do (…) stawiania właściwym osobom zarzutów’ – stwierdził Dubieniecki.

int.pl /17.1.2011/

***

Zabrakło im trzech sekund…

Kilku chwil zabrakło załodze naszego tupolewa, by wyrwać się z pułapki, w którą wpuścili ich rosyjscy kontrolerzy lotu, i wyprowadzić maszynę do góry, by bezpiecznie odlecieć na inne lotnisko – wynika z ustaleń polskich specjalistów badających przyczyny katastrofy pod Smoleńskiem

Ich zdaniem, to rosyjscy kontrolerzy o kilka sekund za późno wydali naszym pilotom komendę ‘horyzont’, czyli nakaz poderwania samolotu

Polska zawarła te ustalenia w przekazanych Rosji uwagach do ich raportu, bo rosyjski komitet lotniczy MAK zupełnie tą sprawą się nie zajął!…

Nasi eksperci z komisji badania wypadków lotniczych wiele miesięcy analizowali dane z odczytu urządzeń kokpitu z ostatnich minut katastrofy – wysokość i prędkość maszyny, odsłuchy dźwięków silnika i urządzeń pokładowych, odczyty zapisów rozmów pilotów oraz, choć wciąż są niepełne, nagrania z wieży kontroli lotów w Smoleńsku. Z badania nałożonych na siebie danych doszli do wniosku, że rosyjscy kontrolerzy zbyt późno wydali naszej załodze komendę ‘horyzont 101’, czyli ostateczne ostrzeżenie i wezwanie do zaniechania lądowania oraz uciekania z lotniska Siewiernyj.

O tym, że Rosjanie na wieży mieli świadomość fatalnych warunków meteorologicznych nad Smoleńskiem i tego, że polski tupolew może się rozbić, świadczą nagrania z rozmów kontrolerów, które w części poznała nasza komisja. Pełnych zapisów tych rozmów Moskwa do dziś nie chce wydać polskiej prokuraturze. Z naszych ustaleń wynika, że kontrolerzy kłócili się między sobą i gorączkowo dzwonili do Moskwy, by podjęła ostateczną decyzję, co robić. Moskwa sugerowała im, by decyzję o lądowaniu przerzucić na polskich pilotów, by to sami Polacy decydowali.

Wszystko to trwało, a samolot w tym czasie niebezpiecznie szybko zbliżał się do ziemi. W końcu przerażeni kontrolerzy, nie zważając na rozkazy z Moskwy, nakazali poderwanie maszyny. Niestety, zrobili to za późno. Naszym pilotom zabrakło trzech, najwyżej czterech sekund, by wyprowadzić samolot i uniknąć zahaczenia skrzydłem o grubą brzozę. To właśnie uderzenie w konar i oderwanie się części skrzydła ostatecznie pogrzebało szansę pilotów na uratowanie życia, bo stracili panowanie nad tupolewem i kilka sekund potem runęli na ziemię…

Kontrolerzy nie zrobili nic

Opinia mjr. Michała Fiszera, eksperta ds. lotnictwa:

Kontrolerzy na wieży w Smoleńsku zachowywali się tak, jakby w ogóle nie byli kontrolerami. Nie robili po prostu nic. Trzeba też pamiętać, że wydana przez nich komenda ‘horyzont 101’ to nie jest komenda w wojskowym rozumieniu, ale pewien żargon. A powinni jasno wydać komendę o zakazie lądowania. Nasi piloci usiłowali wyprowadzić maszynę, ale decyzję podjęli, mając dane o innej wysokości niż ta, na której w rzeczywistości byli. Dlatego było za późno na skuteczne wyprowadzenie samolotu.

mar/f. /30.12.2010/

***

Szykują skrytobójcze morderstwa?

Europoseł PiS Janusz Wojciechowski powiedział, że słyszał, jak litewski poseł ostrzegał rodziny ofiar smoleńskich przed ‘wypadkiem’. – Mówił to po polsku i bynajmniej nie żartował – powiedział Wojciechowski i dodał, że jedna z wdów ‘ma prawo do niepokoju’

– W Rosji nie zanikł jeszcze ten nieprzyjemny zwyczaj, że osoby niewygodne czasem giną z ręki nieznanych sprawców. Pani Ewa Kochanowska ma prawo do niepokoju – napisał Wojciechowski na swoim blogu

Skomentował w ten sposób scysję wdowy po Januszu Kochanowskim z premierem Donaldem Tuskiem, który na jej pytanie, co będzie, gdy ktoś zechce ją zabić odpowiedział: ‘To bezczelność’.

Premier niepotrzebnie się uniósł. Myślę że zarówno pani Ewa Kochanowska, jak i wcześniej Vytautas Landsbergis, nie mieli na myśli niebezpieczeństwa grożącego z polskiej strony. Myśleli raczej o tym zagrożeniu, które dopadło Litwinienkę i Politkowską – napisał Wojciechowski.

mp/f. /13.12.2010/

***

Kochanowska nie wie, kogo pochowała

Ewa Kochanowska, zona profesora Janusza Kochanowskiego, byłego rzecznika praw obywatelskich, który zginął w katastrofie smoleńskiej, nie ma pewności, że w trumnie leży jej mąż

Dlatego zażąda ekshumacji zwłok męża. – Prawda jest taka, że większość rodzin nie ma pewności co do tego, kto leży w trumnie – powiedziała Kochanowska

– Nie mam stuprocentowej pewności. W tej sprawie popełniono wiele błędów. Będę domagać się ekshumacji zwłok męża. Prokuratura powinna niezwłocznie wyrazić na nią zgodę – powiedziała Kochanowska. Co więcej, dodała, że większość rodzin ofiar katastrofy smoleńskiej takiej pewności nie ma. I zrobią wkrótce to samo.

– Zgadza się. Jako pierwszy został złożony wniosek o ekshumację Przemysława Gosiewskiego – potwierdził mecenas Rafał Rogalski, reprezentujący część rodzin ofiar. – Jeżeli chodzi o pana Gosiewskiego, to nie ma dowodu, że to on leży w trumnie. Rosyjskie ekspertyzy medyczne nie są wiarygodne – wyjaśnia Rogalski.

A Kochanowska dodała, że chciałaby usłyszeć, na jaką pomoc rządu może liczyć w tej sprawie. – Nie mamy kompletu dokumentów. Oczekiwałam od rządu, że przedstawi, co zamierzamy robić na przyszłość, jakie będą posunięcia Polski. Dlaczego ci zmarli są tak traktowani? – pyta.

suo/f. /25.1.2011/

***

Naprowadzali Polaków na śmierć!

Rosjanie ze smoleńskiego lotniska ustawili pierwszą radiolatarnię o 650 metrów bliżej pasa niż powinni i niż było to zaznaczone w tzw. kartach podejścia, które mieli polscy piloci Tupolewa

Radiolatarnia sygnalizuje pilotom, gdzie się znajdują, a to oznacza, że nasza załoga przelatując nad tym sygnalizatorem myślała, że jest dalej od lotniska niż byli w rzeczywistości. Dotarliśmy do treści najnowszych zeznań pilotów z polskiego jaka-40, którzy wylądowali tam pierwsi

Pilot Artur Wosztyl zeznał, że radiolatarnię nie tylko źle ustawiono, ale także była zepsuta i nadawała sygnał z przerwami.

Najnowsze zeznania załogi jaka rzucają nowe światło na przebieg ostatnich chwil lotu tupolewa. Jak się dowiedzieliśmy, kapitan jaka-40, który lądował na lotnisku Siewiernyj przed Tu-154, zeznał w prokuraturze, że radiolatarnie przed pasem do lądowania w rzeczywistości rozstawione były w innej od siebie odległości, niż podano to naszej załodze w tak zwanych kartach podejścia, czyli oficjalnych dokumentach, według których piloci powinni ustawić parametry lotu. Według tych dokumentów – radiolatarnie miały być ustawione od siebie w odległości 5.15 km, a w rzeczywistości stały oddalone od siebie o 4.5 km.

Dodatkowo, co dodatkowo komplikuje sytuację, druga z nich była zepsuta. Według zeznań pilotów jaka – radiolatarnia przerywała nadawany sygnał. Ponieważ 10 kwietnia rano nad lotniskiem była gęsta mgła, wskazania radiolatarni były dla pilotów rządowej maszyny jednym z podstawowych wskaźników, według których orientowali się w położeniu samolotu.

– Sprawnie działające obie radiolatarnie i ustawione odpowiednio określają prostą dolatywania do lotniska – powiedział Grzegorz Sobczak, ekspert ds. lotnictwa. Jeśli jedna z nich działa wadliwie, jak podkreśla ekspert, piloci po prostu nie wiedzą, gdzie się znajdują.

– Radiolatarnie ustawiają ścieżkę podejścia do lądowania. Jeżeli ich wskazania są jedynym środkiem nawigacyjnym dla załogi, to tylko opierając się na nich piloci wiedzą, gdzie są – dodał major Michał Fiszer, ekspert ds. lotnictwa.

Wojskowi prokuratorzy prowadzący śledztwo w sprawie katastrofy badają intensywnie ten wątek sprawy. – Nie możemy wypowiadać się o szczegółach zeznań złożonych w prokuraturze – zastrzegł kapitan Marcin Maksjan z wojskowej prokuratury. – Mogę tylko powiedzieć, że kwestia urządzeń na lotnisku w Smoleńsku jest dla nas niezwykle istotna i wciąż czekamy na przekazanie nam przez stronę rosyjską dokumentów w tej sprawie.

Nasi prokuratorzy bez dokumentów od Rosjan w tej sprawie są praktycznie bezradni, jeśli chodzi o ustalenie winnych katastrofy. Wciąż nie wiedzą bowiem – przynajmniej oficjalnie – jaki był stan urządzeń na lotnisku, m.in. właśnie tej radiolatarni.

– Mamy zeznania pilotów, ale nie mamy dokumentów od Rosjan – tłumaczy mecenas Bartosz Kownacki, jeden z pełnomocników rodzin ofiar katastrofy. – A Rosjanie właśnie tych, kluczowych absolutnie materiałów na temat lotniska i urządzeń, nie chcą nam wydać, zasłaniając się tajemnicą wojskową. Prawda jest taka, że bez dokumentów od Rosjan bardzo trudno będzie naszym prokuratorom wskazać winnych przyczyn katastrofy.

mr/f. /15.12.2010/

***

Mgła mogła być sztuczna!

Adwokat Marcin Dubieniecki, mąż i pełnomocnik Marty Kaczyńskiej, pod koniec stycznia zamierza złożyć wniosek o możliwości popełnienia zamachu na prezydenta. Powód – jego zdaniem śledczy w swoich działaniach mogli nie zbadać wszystkich wątków pojawiających się w sprawie. Jak przekonuje Dubieniecki, w Smoleńsku mogło m.in. dojść do rozpylenia sztucznej mgły przez rosyjski samolot

Zięć tragicznie zmarłego prezydenta przyznaje, iż chce, by wątek badania kwestii zamachu był bardziej uwypuklony w śledztwie smoleńskim. – Boję się jednak, że prokuratura szybko wyłączy wątek zamachu do odrębnego postępowania i umorzy je raz na zawsze – powiedział Dubieniecki, odwołując się przy tym do kwestii sztucznej mgły poruszonej wcześniej na łamach jednego z tygodników.

– Jeżeli nasza prokuratura jeszcze nie wszczęła z urzędu postępowania dowodowego w zakresie tego, o czym pisał jeden z tygodników, a więc kwestii niewykonania do tej pory analizy próbek gruntu, to będę chciał złożyć wniosek w tej sprawie. Badanie to mogło być bowiem kluczowe dla sprawy i jeśli go nie wykonano, oznacza to, że mogło dojść do poważnych błędów procesowych. Upływ czasu może powodować, że nie da się już ustalić prawdy i odnieść się do zarzutów co do iła, który mógł rozpylać sztuczną mgłę – powiedział mąż Marty Kaczyńskiej.

Dubienieckiego zastanawiają też zeznania naocznego świadka wypadku Tu-154, które przytoczył tygodnik. Chodzi o Nikołaja Bodina, lekarza, który ma działkę niedaleko miejsca katastrofy. Jego zdaniem rządowy tupolew po uderzeniu w drzewo nie złamał skrzydła i kontynuował lot.

deri/wp.pl/f. /7.1.2011/

***

Ruskie preparowanie dowodów

Zniknął człowiek z zeznań kontrolerów! W nowych, przesłanych polskiej prokuraturze zeznaniach rosyjskich kontrolerów lotów ze smoleńskiego Korsarza nie ma informacji o łączeniu telefonicznym wieży z Moskwą – z operatem o nazwie Logika – napisał Nasz Dziennik

Do zeznań dodano zupełnie nowe elementy, zbudowane pod jedną tezę, która brzmi: winni katastrofy są piloci – napisał Nasz Dziennik

Przypomnijmy: Polska prokuratura przychyliła się do stanowiska rosyjskich śledczych, którzy unieważnili pierwsze zeznania dwóch kontrolerów z lotniska Siewiernyj, Pawła Plusnina i Wiktora Ryżenki, po tym jak dopatrzono się w nich pewnych błędów proceduralnych.

Przesłuchania ppłk. Plusnina i mjr. Ryżenki, które odbyły się zaraz po katastrofie, 10 kwietnia, według rosyjskiej prokuratury dyskredytuje fakt, że w protokołach są wady. Zdaniem Rosjan, brakuje godzin rozpoczęcia i zakończenia przesłuchania oraz podpisu prokuratora.

Tymczasem w nowych zeznaniach Plusnina i Ryżenki brakuje danych o fakcie pobytu trzeciej osoby w budynku kontroli lotów. Pojawia się też informacja, jakoby Tu-154M był sprowadzany na ziemię według procedur cywilnych. Wcześniej nie było o tym mowy. Co więcej, kontrolerzy sugerowali, że chodziło o procedury wojskowe. W nowych zeznaniach brak też powołania się na łączenie wieży z Moskwą – z operatem o nazwie Logika.

Zeznania są sprzeczne, dodano do nich zupełnie nowe elementy. W moim przekonaniu nowe zeznania są zbudowane pod jedną tezę, która brzmi: winni katastrofy są piloci. Dlatego też uważam, że po stronie rosyjskiej mamy do czynienia z preparowaniem dowodów i manipulacją tymi materiałami – powiedział mecenas Rafał Rogalski, pełnomocnik rodzin ofiar.

Piloci z którymi rozmawiał Nasz Dziennik wskazują na znaczącą różnicę między lotem cywilnym a wojskowym. W przypadku uznania lotu Tu-154 za cywilny ostateczną decyzję o lądowaniu podejmowaliby piloci, na nich więc spoczywałaby większa odpowiedzialność. Natomiast przy zastosowaniu procedur wojskowych – to na kontrolerach spoczywa odpowiedzialność za wydanie zgody na lądowanie.

W ocenie pilotów, zmieniając zeznania, Plusnin i Ryżenko automatycznie umniejszają własną odpowiedzialność za lądowanie polskiego samolotu na lotnisku w Smoleńsku.

Zmiana zeznań kontrolerów jest decyzją całkowicie dyskwalifikującą wiarygodność prowadzonego przez rosyjską prokuraturę śledztwa – skwitował w rozmowie z Naszym Dziennikiem dr Tadeusz Augustynowicz, wieloletni koordynator lotnisk wojskowych, pracownik PLL LOT, były menedżer Cargo Terminal London Heathrow Airport.

teka/nasz dziennik/f. /17.12.2010/

***

Ruska mistyfikacja z drzewem!

Znowu głośno o brzozie, o którą ponoć zahaczył rządowy Tupolew 10 kwietnia. Tym razem zauważono, że fragment samolotu został wbity w drzewo już po katastrofie!

Poinformował o tym prokurator Andrzej Majcher, szef biura lustracyjnego w katowickim IPN. Organizator wyjazdów do Katynia odwiedził także Smoleńsk. Będąc drugi raz na miejscu tragedii natrafił na interesującą rzecz.

Przygotowując się do prelekcji dla młodzieży o zbrodni katyńskiej, a przy okazji o wyjazdach na miejsce tragedii, robiłem zestawienie zdjęć z dwóch wyjazdów i zauważyłem, że wbity w brzozę kawał blachy nie znajdował się w tym miejscu 13 dni po katastrofie. Najprawdopodobniej został później przez kogoś zainstalowany – powiedział Majcher.

mg/rp /14.12.2010/

***

Jak naprawdę spadł tupolew?

Jeśli to prawda, to trzeba zweryfikować dotychczasowe ustalenia dotyczące przyczyn katastrofy smoleńskiej. Antoni Macierewicz pokazał zdjęcia, które mogą zmienić tok śledztwa

Pytanie, co naprawdę działo się z samolotem w tych tragicznych chwilach, znów wybija się na pierwszy plan. Według Macierewicza zdjęcia są dowodem, że Rosjanie rozminęli się z prawdą. Poseł dowodzi, że tupolew wcale nie uderzył w brzozę i nie rył dachem jak nam mówiono

Te zdjęcia przesądzają o nieprawdziwości tezy, jaką przedstawiła komisja pani Anodiny o tym, że samolot się odwrócił i uderzył plecami, odwrotną stroną. Tak nie było – stwierdził Macierewicz, szef parlamentarnego zespołu ds. wyjaśnienia przyczyn katastrofy.

Macierewicz poszedł dalej. Powiedział że odwrócenie się samolotu na skutek uderzenia w słynną brzozę – jak się wyraził – niewątpliwie nie miało miejsca. Porównał zdjęcia satelitarne z 5 kwietnia z tymi wykonanymi przez satelitę już po katastrofie, czyli 12 kwietnia.

Ślady powstałe wskutek zderzenia z ziemią mają świadczyć, że samolot nie rył dachem, lecz podwoziem. I to bardzo długo.

Komisja Macierewicza będzie zatem chciała odpowiedzieć na zasadnicze pytanie: jak doszło do takiej masakry, skoro nie eksplodowały silniki, a las to przecież nie betonowa ściana. – To jest ok. 35 wysokich na kilka i kilkanaście metrów drzew, ok. 100 metrów kwadratowych, które zostało wykoszone – dodał Macierewicz.

– Co później się działo, nie chcę o tym przesądzać – dodał poseł.

Zdaniem majora Michała Fiszera, na podstawie analizy fotografii nie można tego wykluczyć. – Mogło tak być, ale analiza samej fotografii to za mało, by mieć pewność. Aby to dokładnie ustalić, trzeba zdjęcie porównać z analizą wskaźników przyrządów z kabiny – powiedział Fiszer. – W momencie katastrofy przyrządy zatrzymują się, pokazując określone dane, a badając te zapisy, można określić, jaki był tor lotu.

mp/mar/dziennik.pl/pap /10.12.2010/

Rosjanie ukrywają prawdę!

Edmund Klich oskarża! – Rosyjski raport o przyczynach katastrofy tupolewa jest napisany na podstawie wielu dokumentów, do których nie miałem dostępu ani ja, ani polska komisja – powiedział polski akredytowany przy MAK, komitecie lotniczym w Moskwie

Polacy nie poznali m.in. treści wszystkich rozmów na wieży kontrolnej, ani nawet nie wiedzą, jaki był stan urządzeń nawigacyjnych w Smoleńsku

– To skandal – powiedział mec. Rafał Rogalski, pełnomocnik ofiar tragedii.

Polska strona nie zgadza się z ustaleniami Rosjan, którzy – jak wynika z nieoficjalnych informacji, bo raport z Moskwy jest wciąż tajny – obciążają winą za katastrofę głównie Polaków. Do liczącego 210 stron dokumentu rosyjskiego Międzypaństwowego Komitetu Lotniczego Bogdan Klich napisał ponad 40 stron uwag, a rządowa komisja szefa MSWiA Jerzego Millera ponad 100 stron.

– To nie tylko dyplomatyczna różnica zdań, ale podkreślenie różnic na temat faktów i analizy skutków tego, co się zdarzyło – wyjaśniał Miller.

Akredytowany przy rosyjskim komitecie Klich idzie dalej: – Rosyjski raport napisany jest na podstawie dokumentów, których nie znamy. Raport łamie konwencję chicagowską.

Pełny dostęp do wszystkich dokumentów gwarantuje Polsce właśnie ta międzynarodowa konwencja. To zgodnie z jej procedurami rosyjscy śledczy mieli poszukiwać przyczyn katastrofy – tak uzgodnił oba rządy tuż po rozbiciu się prezydenckiego tupolewa.

Rosjanie przesłali nam raport ze śledztwa kilka tygodni temu. Polska ma czas do 19 grudnia, by napisać uwagi. Raport z uwagami wróci do Moskwy, a ta musi się do naszych wniosków odnieść. Jednak nie ma już określonych terminów, do kiedy to musi zrobić.

A uwag jest multum. Klich ujawnił, że raport nie zawiera wielu kluczowych dokumentów. Nie ma tam m.in. pełnych zapisów z rozmów na wieży kontroli lotów. – Zapisy w raporcie są jeszcze bardziej dziurawe, niż te, z którymi mogłem się zapoznać zaraz po katastrofie – powiedział Klich.

Z zeznań kontrolerów wynika, że łączyli się z Moskwą i pytali, czy mogą zakazać naszej załodze lądowania, bo popsuła się pogoda – o tym w raporcie nie ma słowa. Strona polska nie dostała też dokumentów o stanie lotniska Siewiernyj – czy urządzenia nawigacyjne i radiolokacyjne były sprawne. Jedyną informacją jest protokół z tzw. oblotu lotniska, ale… wykonanego już po katastrofie.

Klich uważa, że Rosjanie zbyt szybko zakończyli badanie sprawy.

Mecenas Rogalski, pełnomocnik części rodzin ofiar katastrofy, jest przekonany, że Moskwa nie chce ujawnić całej prawdy o tragedii.To już nie jest niepokój. Już wiemy, że Rosjanie napisali swój raport na podstawie nieznanych nam dokumentów. To radykalne złamanie prawa, konwencji chicagowskiej – powiedział Rogalski. – To jest po prostu skandal.

mr/f /2.12.2010/

***

Tu wszystko jest podejrzane

Rozmowa ze Scottem Blochem, doradcą prezydenta Stanów Zjednoczonych Georgea W. Busha

Co chciałbym powiedzieć Polakom w sprawie smoleńskiej? Nie rezygnujcie, walczcie. Prędzej czy później prawda wyjdzie na jaw, niezależnie od tego, jak by nie była trudna i dla wielu nie do przyjęcia – mówi Bloch

W Polsce wciąż żywa jest pamięć o katastrofie samolotu z prezydentem Lechem Kaczyńskim na pokładzie, która wydarzyła się 10 kwietnia. Jej okoliczności są bardzo niejasne, a sposób prowadzenia śledztwa zarówno przez Rosjan, jak i polską prokuraturę budzi wiele zastrzeżeń. Wiemy, że to wydarzenie odbiło się szerokim echem także za oceanem…

Będąc teraz w Polsce, widziałem wiele miejsc związanych z tą katastrofą, przede wszystkim grób Lecha Kaczyńskiego w katedrze królewskiej w Krakowie, a także miejsca upamiętniające to wydarzenie w Warszawie. Wiem, że wasz prezydent, który wtedy zginął, był wielkim człowiekiem, katolikiem i przyjacielem Ameryki, szczególnie tej administracji, dla której i ja pracowałem. Rozmawiałem z wieloma ludźmi o tym, co się stało 10 kwietnia, i wszystko jest uderzająco podejrzane. Nie znam wszystkich szczegółów, ale to, czego się dowiaduję, jest bardzo przykre.

Jaka byłaby rekcja Stanów Zjednoczonych, gdyby ofiarą analogicznej katastrofy padł prezydent USA z gronem tylu najważniejszych urzędników państwowych?

Gdyby coś podobnego wydarzyło się w Stanach Zjednoczonych, wszczęto by wielkie śledztwo. Zostałyby mianowane prominentne i wiarygodne osoby do nadzoru nad jego prowadzeniem, na przykład sędziowie Sądu Najwyższego. Po zamachu na prezydenta Kennedyego pracowała Komisja Warrena, złożona z prawników i polityków, która po prawie 2 latach przygotowała specjalny raport. Są ludzie, którzy uważają, że nie ujawniła wszystkiego.

Zakładając omnipotencję prokuratury, co można zrobić, by sprawa została wyjaśniona do końca?

Mamy do czynienia ze sprawą o wielkim znaczeniu. Nie wydarzył się zwykły wypadek. Katastrofa polskiego samolotu dotyczy osób na najwyższym szczeblu władzy i ma różnorakie konsekwencje o wielkim zasięgu. Dotyczy wszystkich obywateli, bo wpłynęła na ich państwo, na oblicze władzy. Nie można jej traktować jak każdego wypadku w komunikacji. Moje doświadczenie nigdy nie dotyczyło spraw na tak wysokim poziomie, ale wielokrotnie zlecałem prowadzenie dochodzeń, a także nadzorowałem śledztwa związane ze sprawami, którymi zajmował się mój urząd, i zdaję sobie sprawę, jak trudno jest przeciwstawić się silnym grupom nacisku, którym zależy na skierowaniu sprawy zgodnie z ich interesem. Tak więc trudno się dziwić, że kiedy głośno mówi się o czyichś błędach, zaniedbaniach albo nadużyciach, można samemu stać się ofiarą nagonki posuniętej do przemocy. Zostać ośmieszonym, okrzykniętym mianem fanatyka albo niezrównoważonego psychicznie.

Rzeczywiście niezależne głosy na temat tej katastrofy tak są u nas traktowane. Czy Amerykanie pozwoliliby na totalną blokadę informacyjną, pozostawienie kluczowych dowodów na terenie obcego państwa i powierzenie mu śledztwa?

Kiedy rozmawiałem o tym z prezydentem albo przedstawiałem różne sprawy w Kongresie, ważnym czynnikiem był publiczny wymiar problemu – wtedy, kiedy politycy zdają sobie z tego sprawę, zupełnie inaczej go traktują. Społeczeństwo ma prawo znać swoje prawa jako strony w każdym postępowaniu rządowym. Do tych praw należy dostęp do informacji i traktowanie na równych prawach. Wizyta waszych polityków w Waszyngtonie [mowa o spotkaniach Anny Fotygi i Antoniego Macierewicza z członkami Kongresu w ubiegłym tygodniu – red.] może wiele pomóc w międzynarodowym odbiorze sprawy. To co chciałbym powiedzieć Polakom w tej sprawie: nie rezygnujcie, walczcie. Czy wkrótce, czy później przyjdzie rozwiązanie, wydarzy się coś dobrego i prawda wyjdzie na jaw, niezależnie od tego, jak by nie była trudna do przyjęcia dla wielu.

rozm. pf/nd /29.11.2010/

Scott J. Blochur. w 1958 r. w Nowym Jorku, prawnik, w latach 1986-91 wykładowca na Uniwersytecie Kansas, w adm. Georgea W. Busha w Depart. Sprawiedliwości zastępca dyrektora, w latach 2003-08 na czele US Office of Special Counsel, podleg. bezpośrednio prezydentowi instytucji zajmującej się ochroną praw funkcjonariuszy państwowych przed różnymi formami dyskryminacji i niesprawiedliwym traktowaniem. W efekcie masowej krytyki, głównie ze strony środowisk homoseksualistów, zmuszony do rezygnacji na kilka miesięcy przed upływem kadencji. Z powodu katolickich przekonań realizowanych w działalności publicznej naraził się na liczne ataki oraz szereg procesów sądowych. Obecnie prowadzi kancelarię prawną w Waszyngtonie. Z żoną Catherine mają siedmioro dzieci

***

To był ewidentnie zamach

Lucyna i Władysław Protasiukowie mówią o majorze Arkadiuszu Protasiuku, dowódcy lotu do Smoleńska, żołnierzu porzuconym przez własne państwo

Rozmowa z Lucyną i Władysławem Protasiukami, rodzicami mjr. pil. Arkadiusza Protasiuka, dowódcy Tu-154M, który rozbił się pod Smoleńskiem

Zaraz po katastrofie pod Smoleńskiem ruszyła kampania medialna, której celem jest obarczenie odpowiedzialnością za nią państwa syna – mjr. Arkadiusza Protasiuka i całej załogi.

Władysław Protasiuk: – Ależ o czym my mówimy?! Przecież nasz syn miał żonę i dwoje małych dzieci, które kochał nad życie. Był młody, zdolny, przebojowy i kochał życie. Był też ogromnie odpowiedzialnym człowiekiem.

Gazeta Wyborcza zarzuca państwa synowi, że nie odbył odpowiednich szkoleń, nie miał kwalifikacji, dlatego popełnił błędy.

W.P.: – Syn miał najwyższe uprawnienia i na samoloty cywilne, i na Tu-154M. Latał też nie na jednym samolocie, ale na wielu różnych.

Lucyna Protasiuk: – Nieraz zarzucano w mediach, że piloci cywilni nie postąpiliby tak, jak postąpiła załoga maszyny z prezydentem na pokładzie, która 10 kwietnia leciała do Smoleńska. Tylko nikt nie mówi o tym, że Arek – choć nie pracował w liniach cywilnych – to miał już wszystkie potrzebne do tego uprawnienia. Nie można więc mówić, że nie wiedział, jak ma się zachować. On te wszystkie dodatkowe uprawnienia robił sam dla siebie i za własne pieniądze, gdyż chciał się ciągle doszkalać. Pracownicy 36 Specjalnego Pułku Lotnictwa Transportowego po przejściu na emeryturę (która następuje w młodym wieku, po zaledwie kilku latach pracy) nie mają żadnych problemów w znalezieniu pracy u prywatnych przewoźników. Wszyscy oni przyjmowani są z otwartymi ramionami, gdyż są świetnie – i to pod każdym względem – wyszkolonymi pilotami. Dla prywatnych linii lotniczych liczy się ich doświadczenie i wyszkolenie. I tak jak już wspomniałam, Arek dla siebie samego, dla poszerzania własnych umiejętności i dla satysfakcji robił kursy na cywilne loty. On sam podnosił swoje kwalifikacje i nikomu się tym nie chwalił. Jego dowódcy dowiadywali się o tych kolejnych kursach dopiero później, gdy Arek już je ukończył. I nierzadko byli zaskoczeni jego postawą, jego pociągiem do nauki i chęcią pogłębiania swoich umiejętności, kwalifikacji.

W.P.: – Nawet miesiąc przed katastrofą syn przeszedł dodatkowo kurs na ratownika medycznego. Gdy pytaliśmy go, po co mu kolejny kurs i czy nie lepiej, by poświęcił ten czas sobie i rodzinie, odpowiadał, że ma małe dzieci i nigdy nie wiadomo, co może się jeszcze przydać. Tłumaczył nam też, że może te umiejętności wykorzysta kiedyś w pracy.

Za sumienną pracę państwa syn został nagrodzony.

L.P.: – Tak. W 2005 r. dostał Brązowy Medal Za Zasługi dla Obronności Kraju. Pośmiertnie też przyznano mu Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski.

Tuż po katastrofie pracownicy smoleńskiej wieży mówili, jakoby załoga polskiego samolotu źle znała język rosyjski…

W.P.: – Ależ bzdury totalne! Arek bardzo dobrze znał rosyjski, porozumiewał się w tym języku bez najmniejszego problemu. Świetnie znał też język angielski.

L.P.: – Tego typu oskarżenia są dla mnie niewyobrażalne. Arkadiusz znał przecież świetnie język rosyjski. Szkoła w Dęblinie przykłada do języków dużą wagę. I przecież to nasz syn odprowadzał tupolewa na remont do Samary, a później go stamtąd odbierał, gdyż najlepiej mówił po rosyjsku. Świetna znajomość tego języka jest bowiem w przypadku mniejszych rosyjskich lotnisk niezbędna, gdyż na tych lotniskach wieża słabo porozumiewa się w języku angielskim, przez co cała komunikacja przebiega niemal wyłącznie w języku rosyjskim. Język angielski jest obowiązkowy jedynie na większych, międzynarodowych lotniskach, takich jak chociażby lotnisko w Moskwie.

Jak państwo radzą sobie z konsekwentnym przypisywaniem winy synowi? Przodują w tym Rosjanie i część dziennikarzy.

W.P.: – To, co jest powielane w mediach, to nic innego, jak tylko fałsz. To są jedynie domysły. A my przecież wiemy, kogo przez tyle lat wychowywaliśmy. Wiemy, jakim Arek naprawdę był człowiekiem. U niego nie mogło być żadnych pomyłek, żadnych niebezpiecznych ruchów. W mediach jednak będzie się mówić inaczej, bo tak chce Rosja.

Zaraz po katastrofie niektóre gazety zamieściły krótkie wywiady z państwem. Te same tytuły później rozpisywały się o winie kapitana.

W.P.: – Pani redaktor, my żadnych wywiadów nie udzielaliśmy. Na samym początku dzwoniło mnóstwo dziennikarzy, a nawet przychodzili do domu. Oni sami – na podstawie jednego naszego zdania – nadbudowywali wokół tego całą historię. Wkładali w nasze usta słowa, których nie powiedzieliśmy. Robili też zdjęcia z ukrycia, chociaż nie wyrażaliśmy wcześniej na to zgody. Dlatego też stwierdziliśmy, że już nigdy nie będziemy z dziennikarzami rozmawiać. Postanowiliśmy zrobić wyjątek dla Naszego Dziennika, bo jako jeden z nielicznych nie feruje wyroków bez dowodów i pisze prawdę.

L.P.: – Te tytuły, choć tak z nami postąpiły, miały jeszcze czelność dzwonić do nas po jakimś czasie po komentarz, wywiad, zdjęcia itp. Oni nie mają najmniejszych skrupułów.

Największa pasja – latanie

Państwa syn urodził się w Siedlcach, ale gdy był małym chłopcem, przeprowadzili się państwo do Olkusza. Jak to się stało, że po latach rozpoczął naukę w Dęblinie?

W.P.: – Tak, zarówno Arkadiusz, jak i jego młodszy brat podstawówkę kończyli w Olkuszu. Gdy ukończył ósmą klasę, jak gdyby nigdy nic oświadczył nam jednak, że chce iść do liceum w Dęblinie.

Skąd pomysł, by swoje życie wiązać właśnie z lataniem? Był w rodzinie jakiś pilot?

W.P.: – Nie, w naszej rodzinie nie mamy pilotów. Dla nas też było olbrzymim zaskoczeniem, gdy pewnego dnia Arek oświadczył nam ni z tego ni z owego, że idzie do szkoły lotniczej. Zawsze bowiem wykazywał dużą smykałkę do elektroniki, spraw technicznych itp., więc sądziliśmy, że będzie chciał w tym kierunku kończyć szkoły. Nawet wychowawczyni ciągle namawiała Arka, by poszedł na matematykę, gdyż miał wybitne zdolności w tym kierunku.

L.P.: – W sumie dowiedzieliśmy się o planach Arka w momencie, gdy syn dostał nagle wezwanie na badania lekarskie, które są wymagane podczas przyjęcia do Liceum Lotniczego w Dęblinie. Tak więc dowiedzieliśmy się o jego planach pośrednio. Dopiero wówczas powiedział nam, że chce zostać pilotem.

Państwa syn ukończył w Dęblinie nie tylko czteroletnie liceum, ale później także Wyższą Szkołę Oficerską Sił Powietrznych. Jak wspominał spędzone tam lata nauki? Nigdy nie żałował swojej odważnej decyzji?

W.P.: – Arek był bardzo zadowolony z decyzji o wyborze szkoły i zawodu. Latanie to była jego największa pasja.

Jego wychowawcy mówią, że był bardzo dobrym uczniem.

W.P.: – Nie jest tak, że staram się chwalić syna, ale z nauką nigdy nie miał żadnego kłopotu. Już od pierwszej klasy podstawówki miał same piątki.

L.P.: – Arek zawsze miał same piątki i przynosił świadectwa z czerwonym paskiem.

Jaki miał kontakt z kolegami?

L.P.: – Arek był bardzo lubiany wśród kolegów i nauczycieli. Świadczy o tym także to, iż zawsze był liderem w swojej grupie, klasowym przewodniczącym oraz organizatorem wielu inicjatyw. Zawsze czynnie brał udział w życiu klasy i szkoły i nie miał problemów, by integrować się z kolegami. Był radosnym, pełnym wigoru chłopcem i za to wszyscy go kochali.

Po ukończeniu Wyższej Szkoły Oficerskiej państwa syn został skierowany do latania z najważniejszymi osobami w państwie.

L.P.: – To prawda. Po zakończeniu studiów w Dęblinie Arek od razu dostał przydział do 36 Specjalnego Pułku Lotnictwa Transportowego w Warszawie i po wylataniu odpowiedniej liczby godzin, po licznych kursach, mógł zacząć przewozić ważne osoby. I choć trwało to jakiś czas, to i tak stosunkowo szybko udało się mu spełnić wszystkie wymagania.

W.P.: – Syn najpierw latał na jakach, by później przerzucić się na tupolewy. Tak więc miał praktykę na różnych maszynach.

Ten przydział to było olbrzymie wyróżnienie dla świeżo upieczonego absolwenta.

L.P.: – Oczywiście. Ale zasłużył na to, ponieważ był jednym z najlepszych studentów. Dzięki temu wszedł do nielicznego grona pilotów, którzy mogą przewozić m.in. głowy państw. Mówię głowy, ponieważ – jak pokazuje chociażby przykład Gruzji – czasami na pokładzie samolotu znajdowało się po kilku prezydentów.

Pamiętacie państwo, po jakim czasie od przyjęcia do 36 Pułku Państwa syn po raz pierwszy samodzielnie wiózł jakąś ważną osobistość?

W.P.: – Arek nigdy się nie chwalił takimi rzeczami. Na temat swojej pracy, pracy w wojsku, nigdy nie chciał się wypowiadać. Można wręcz powiedzieć, że ten temat był dla niego tematem tabu.

L.P.: – Nigdy nie przynosił spraw związanych z pracą do domu. Po powrocie z pracy poświęcał się w stu procentach rodzinie.

I nigdy nie zadzwonił do państwa, mówiąc np.: Mamo, tato, jutro lecę z prezydentem do…?

W.P.: – Nie. Absolutnie nigdy czegoś takiego nie powiedział. Czasami jak dzwonił, mówił tylko, że ma następnego dnia wylot np. do Stanów Zjednoczonych. Ale z kim i po co, nigdy nie mówił.

L.P.: – Jeśli dopytywaliśmy, z kim leci, mówił jedynie: Dowiecie się z telewizji. Arek chciał pewnie w ten sposób chronić nas, byśmy się nie martwili. Inna sprawa, że pewnie nie mógł zdradzać takich informacji.

Jednak o tym, że 10 kwietnia leci do Smoleńska m.in. z prezydentem Lechem Kaczyńskim, państwo wiedzieliście?

W.P.: – Tym razem wiedzieliśmy, bo dużo wcześniej o tym locie mówiły media.

L.P.: – Jednak gdy dzień przed tym – tragicznym, jak się później okazało – lotem syn zadzwonił do nas, powiedział tylko, że jutro leci do Smoleńska. Nie powiedział jednak z kim. Mówił też, że po powrocie leci za ocean i wraca dopiero w przyszły piątek.

I to była państwa ostatnia rozmowa z synem?

W.P.: – Tak, ostatnia…

L.P.: – Na samym końcu powiedział jeszcze tylko: Do zobaczenia, mamo…

Arek promieniował radością

Wiele osób, z którymi rozmawialiśmy, wspomina państwa syna jako osobę niesłychanie zdyscyplinowaną.

L.P.: – Arek był nadzwyczaj sumiennym, zorganizowanym i dokładnym młodzieńcem, a przy tym bardzo otwartym na ludzi i nowe wyzwania. Od małego był bardzo odpowiedzialny, z troską zajmował się o rok młodszym bratem. To było wręcz niespotykane.

W.P.: – I ta dokładność była jego znakiem rozpoznawczym. Arek był sumienny do tego stopnia, że przed każdym lotem opracowywał dodatkowo w domu plan i trasę lotu, na bieżąco sprawdzał pogodę na trasie itp. A wszystko po to, by być jak najlepiej przygotowanym do pracy.

Interesował się jednak nie tylko lotnictwem.

L.P.: – To była jego największa pasja, ale nie jedyna. Arek kochał wodę i góry. Bardzo lubił sport. Już w szkole został ratownikiem WOPR i kochał jeździć z nami na żagle.

W.P.: – Poza tym interesował się wieloma innymi sprawami. Studiował przecież politologię na Wydziale Dziennikarstwa i Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego, a także ukończył studia podyplomowe w zakresie integracji europejskiej i bezpieczeństwa narodowego na Wydziale Cybernetyki Wojskowej Akademii Technicznej.

Czego oczekiwał od pracy i swoich współpracowników?

W.P.: – Arek w ubiegłym roku mógł już iść na wojskową emeryturę i rozpocząć pracę w tzw. cywilu. Ostatecznie jednak zdecydował się zostać, by dalej służyć w wojsku. Kochał to, co robił.

Zrezygnował z możliwości lepiej płatnej pracy w cywilnych liniach lotniczych, by służyć ojczyźnie. Państwo należycie podziękowało mu za jego oddanie?

L.P.: – Arkadiusz został – jak każdy wojskowy znajdujący się na pokładzie Tu-154M – odznaczony pośmiertnym awansem. Rodzina mogła w trudnych chwilach liczyć też na pomoc 36 Pułku, na opiekę w czasie pogrzebu itp. Nie określałabym tego jednak jako opieki ze strony państwa. Ta pomoc pochodziła od kolegów i przełożonych Arka z 36 Pułku. To oni organizowali się, by nam w miarę możliwości pomagać.

W.P.: – A ta pomoc była bardzo potrzebna zwłaszcza w momencie, gdy przyjechaliśmy do Warszawy na odbywające się na pl. Piłsudskiego uroczystości żałobne. Dlatego też chcielibyśmy za tę pomoc i pamięć serdecznie podziękować przełożonym i kolegom Arka z pułku.

Byli państwo w niedzielę w Smoleńsku, z prezydentową?

L.P.: – Pojechała tylko synowa, gdyż my z mężem nie byliśmy – fizycznie – w stanie odbyć takiej dalekiej podróży. Zresztą nie nadajemy się do tego typu spotkań twarzą w twarz z tym miejscem, które dla nas jest miejscem tragedii. Jest to dla nas zbyt bolesne. Ta tragedia jest jeszcze zbyt świeża.

W Smoleńsku Ewa Komorowska, wdowa po wiceministrze obrony Stanisławie Komorowskim, powiedziała, że choć ‘rozbitego na tysiące kawałków samolotu nie da się już złożyć’, to jednak ‘serca rodzin to żywa tkanka, która się odnawia’, ‘zależy tylko, czym będziemy ją karmić’. Zaapelowała też, byśmy karmili się miłością i dobrą pamięcią o naszych bliskich. Słowa piękne, ale czy rzeczywiście media i rządzący pozwalają, by społeczeństwo karmiło się tą dobrą pamięcią o ofiarach tego tragicznego lotu, a zwłaszcza o jego bohaterskich pilotach?

L.P.: – Jest wręcz odwrotnie…

W.P.: – Jak mogą wprowadzać w życie ten apel, skoro od pierwszych chwil po katastrofie ciągle nam wmawiają – bez przedstawiania jakichkolwiek merytorycznych dowodów – że załoga i prezydent usiłowali popełnić zbiorowe samobójstwo?!

L.P.: – Raptem po katastrofie, w mediach i nie tylko, zaroiło się od samych specjalistów. Wszyscy są ‘ekspertami’ od katastrof, którzy mogą ferować wyroki, choć nie mamy żadnych dowodów w postaci chociażby czarnych skrzynek czy raportu MAK. Każdy jest specjalistą technikiem, specjalistą mechanikiem, który może mówić o świetnie działającej maszynie i wreszcie każdy jest psychologiem mówiącym społeczeństwu, jak piloci się zachowywali, a jak powinni się zachować w takiej sytuacji. I dziwnym trafem ci wszyscy ‘eksperci’ wiedzą bezapelacyjnie, że na pokładzie wszystko działało jak należy, a wina za katastrofę spoczywa na pilotach…

Ekspertem może być każdy, co gorsza, ciężkie oskarżenia nie niosą żadnych konsekwencji.

L.P.: – Otóż to. A przecież żaden z ekspertów nie jest w stanie w 100 proc. powiedzieć, co tam rzeczywiście się wydarzyło. Bo nie było tam tylko jednego powodu, czynnika, który doprowadził do tej strasznej tragedii. Żadne też głosy ekspertów mówiących o tym, że np. piloci powinni się w tamtej sytuacji zachować tak i tak – bo tak zakładają standardy, nie może być traktowany jak wyrocznia. Nikt bowiem nie wie, jakie rzeczywiście warunki panowały na pokładzie – m.in., jakie urządzenia działały, a jakie nie. Zdaję sobie sprawę z tego, że w ostatnich chwilach w kabinie panował olbrzymi stres, ale Arek potrafił sobie radzić w takich momentach, potrafił działać racjonalnie. Dlatego też jestem pewna, że gdyby miał tylko prawidłowe naprowadzenie ze strony wieży, wyszedłby z tego cało – pomimo mgły i złych warunków…

W.P.: – Jestem pewny, że w tych warunkach, jakie wówczas panowały, mój syn robił wszystko, co w jego mocy, by uratować swoich pasażerów. Zagwarantowanie bezpieczeństwa pasażerów i współpracowników zawsze było jego priorytetem.

Wcześniej przyszło już państwa synowi latać w równie złych warunkach?

L.P.: – Oczywiście. Arek nieraz już latał, lądował i startował w ciężkich warunkach. Chociażby w czasie lotu z Haiti i z Chin, kiedy to awarie tupolewa (na marginesie tego samego, który rozbił się pod Smoleńskiem) zmuszały syna do awaryjnych lądowań itp.

W.P.: – Jednak nie będzie innych przyczyn katastrofy. Nie można podawać innych, prawdziwych, ponieważ to doprowadziłoby do zapaści w stosunkach sąsiedzkich. Niewykluczone, że mogłoby to doprowadzić nawet do kolejnej katastrofy…

Nie obawiacie się państwo, że kampania oszczerstw doprowadzi do sytuacji zmęczenia tym tematem, by w końcu pod naporem kolejnych ‘sensacji’ porzucono meritum tej sprawy.

L.P.: – Ma pani rację. Chodzi o odwrócenie uwagi od istoty katastrofy smoleńskiej. O zrzucenie za wszelką cenę winy na pilotów i prezydenta. I bez względu na to, co wykaże jedna czy druga komisja, to i tak będzie wina pilotów, bo oni nie mogą się już obronić.

Może mogłyby ich bronić stenogramy, gdyby nie to, że od razu czarne skrzynki dostały się w ręce Rosjan.

W.P.: – Dobrze wiemy, że te rejestratory są już tak zmanipulowane, że prawdy się z nich nie dowiemy. Przy dzisiejszej technice można wszystko. I dlatego mamy to, co Rosja chce, byśmy mieli. Ale już takim ostatecznym gwoździem do trumny były słowa ministra mówiącego, że my tych ostatnich chwil nagrania nie poznamy, bo są one zbyt drastyczne. To już zakrawa o trybunał. Jakim też prawem nasz rząd pozwolił Rosjanom, a zwłaszcza MAK, zabrać należące do państwa polskiego czarne skrzynki z Tu-154M, bez zrobienia wcześniej (i to publicznie) zapasowych kopii? Czy coś takiego zdarzyło się w innym kraju? Dlaczego też premier Donald Tusk i prezydent Bronisław Komorowski nic nie mówią o wieży w Smoleńsku i jej zaniedbaniach, o jej celowym wprowadzaniu pilotów w błąd? Dlaczego udają, że nie ma problemu?

To konsekwencja strategii porzucenia przez rząd zdecydowanych działań na rzecz wyjaśnienia katastrofy.

W.P.: – Zgadza się.

L.P.: – My również uważamy, że to rząd powinien od razu wystąpić do Rosji o przekazanie nam czarnych skrzynek i wraku samolotu, gdyż jest to nasza własność. Tymczasem nie podjął nawet takiej próby.

Chcemy prawdy, nawet najtrudniejszej, ale prawdy

Jak dowiedzieliście się państwo o katastrofie?

W.P.: – W sobotę rano zadzwoniła do nas bratowa żony i zapytała, czy Arek poleciał do Smoleńska. Powiedziała wtedy, że doszło do katastrofy…

L.P.: – Nie mogliśmy w to uwierzyć. Cały czas mieliśmy nadzieję, że jednak w ostatniej chwili odwołali go, że poleciał ktoś inny. Od razu włączyliśmy telewizor i zadzwoniliśmy do synowej. Ale ona nie odbierała telefonu. Wówczas dotarło do nas, że Arek tam jednak poleciał…

W.P.: – Później zadzwonił nasz młodszy syn z tragiczną wiadomością. Świat się nam wówczas zawalił na głowę.

Kto poleciał do Moskwy na identyfikację?

W.P.: – Młodszy syn, gdyż my nie byliśmy w stanie. Ale gdy tam był, nie zidentyfikował ciała Arka.

L.P.: – Nie mógł, bo Rosjanie twierdzili, że nie ma jeszcze ciała kapitana. Dlatego pobrali od Krzysztofa jedynie materiał DNA, na podstawie którego mieli przeprowadzać badania genetyczne. Nic więcej nie wiemy, gdyż młodszy syn nie chce o tym w ogóle mówić. Nie jest w stanie.

Dużo czasu zajęła identyfikacja państwa syna?

L.P.: – Ciało Arkadiusza wróciło do Polski jako ostatnie – wraz z 20 pozostałymi trumnami. Było to w piątek, 23 kwietnia. Wraz z nim przylecieli pozostali członkowie załogi.

Jakie rzeczy osobiste Rosjanie zwrócili rodzinie?

L.P.: – Synowa dostała mundur, ale my go jeszcze nie widzieliśmy. Podobno jednak był czysty i cały, czyli nie ubrudzony błotem – jak w pozostałych przypadkach. Jedynie bardzo mocno pachniał paliwem.

W.P.: – Koledzy syna dali nam jeszcze jego czapkę, która była na nabożeństwie. Teraz ma ją wnuczek.

Jeśli więc mundur był czysty, a sam kokpit nie uległ tak dużemu zniszczeniu jak pozostałe części samolotu, to dlaczego tak dużo czasu zajęło znalezienie ciała państwa syna?

W.P.: – Też chcielibyśmy wiedzieć! Przecież co jak co, ale zlokalizować pilotów, to był najmniejszy problem – chociażby ze względu na miejsce. To wszystko jest bardzo dziwne. Nawet nie wiemy, czy w tej trumnie, którą dostaliśmy, jest choć kawałek naszego dziecka…

L.P.: – Otrzymaliśmy przecież jedynie akt zgonu. Żadnego dokumentu potwierdzającego badania DNA, potwierdzającego tożsamość naszego syna, nie mamy. Nikt z rodzin nic takiego nie dostał. To skandal!

Będziecie państwo domagać się ekshumacji i ponownej sekcji zwłok?

W.P.: – Pani redaktor, to jest jak walka mrówki ze słoniem. Ja niczego dobrego po Rosjanach się nie spodziewam. Służyłem kiedyś z nimi w wojsku i wiem, jaki to naród, jak przełożeni potrafią być bezwzględni.

Jak państwo oceniacie stan śledztwa?

W.P.: – To zwykła farsa!

L.P.: – Gdyby Rosja nie miała nic do ukrycia, to dawno już oddałaby nam dokumenty, oddałaby nam czarne skrzynki itp.

Państwa zastrzeżenia dotyczą strony rosyjskiej czy polskiej?

L.P.: – Obydwu. Wiadomo, że ze strony Rosji inaczej być nie może. Strona polska musi się zaś do tego dostosować. Tyle że w ten sposób nasz rząd nie jest w porządku wobec narodu.

W.P.: – Wszyscy kręcą jak tylko mogą. Jakie świadectwo wystawia sobie minister, kiedy mówi wprost, że nie poznamy ostatnich sekund nagrania. Jak można tak robić? Skąd w takim razie mamy dowiedzieć się prawdy?! Powinni ujawnić prawdę, nawet najgorszą. My – nie tylko rodzina, ale i obywatele – musimy przecież dowiedzieć się, jak i dlaczego doszło do tej tragedii! Dlaczego nasi ukochani zginęli? Nawet gdyby to oznaczało najgorsze…

Czyli winę państwa syna?

W.P.: – Nawet. Jeśliby to była faktycznie wina mojego syna, to osobiście stanąłbym przed rodzinami pozostałych 95 ofiar, przed całym narodem, by przeprosić. Przeprosiłbym w imieniu swoim i syna – nawet przed kamerami. Ale powtarzam, proszę najpierw o pokazanie mi niezbitych dowodów, że to właśnie mój syn jest winien! Jeśli zaś nie ma takich, które ewidentnie wskazują na winę Arka, na winę załogi, to błagam o zaprzestanie tej nagonki! Proszę o nieszarganie ich dobrego imienia. To zadaje kolejne ciosy ich rodzinom. W sądzie obowiązuje przecież zasada domniemania niewinności. Winę trzeba udowodnić.

Czego najbardziej brakuje państwu w tym śledztwie?

W.P.: – Prawdy.

Jak odebraliście państwo informację, że to właśnie MAK będzie prowadził dochodzenie techniczne?

L.P.: – To już cios poniżej pasa. Przecież to MAK dopuścił samolot do użytku, to MAK nadzorował jego remont, a teraz ma opiniować przyczyny katastrofy… MAK ma ścisłe powiązania z najważniejszymi osobami w Rosji, w rządzie, w prokuraturze. Gdzie w takim razie ma tu być miejsce na obiektywizm?

Dopuszczacie państwo myśl, że kapitan mógł chcieć wylądować za wszelką cenę, nawet z narażeniem życia swojego i pasażerów, by tylko udowodnić, że doleci na czas?

L.P.: – Nie.

W.P.: – W żadnym wypadku. Tak nie mogło być, gdyż syn był na to za rozważnym człowiekiem. Nigdy w takie rzeczy nie uwierzę! Przecież on chciał odejść na drugi krąg, o czym świadczą stenogramy.

A zarzuty, że kapitan nie znał terenu i sprowadził samolot do wąwozu?

L.P.:- To śmieszne. Przecież Arek był w Smoleńsku kilka razy i znał to lotnisko. Jak już mówiłam, zawsze przed lotem przygotowywał się do niego bardzo dokładnie. Przecież Arek w ten wąwóz nie uderzył. Mimo awarii urządzeń udało się mu wyprowadzić samolot na właściwy kurs.

Co państwa zdaniem mogło więc doprowadzić do katastrofy?

W.P.: – Nie mam najmniejszych wątpliwości, że załoga Tu-154M była źle naprowadzana. To był ewidentnie zamach.

rozm. Marta Ziarnik /Nasz Dziennik/ /14.10.2010/

***

Tylko piloci byli za sterami

Prokuratura wyklucza, by Tu-154M w chwili katastrofy w Smoleńsku pilotował gen. Andrzej Błasik. Polscy śledczy chcą kolejnych zeznań rosyjskich kontrolerów lotu; stare unieważnili sami Rosjanie. W polskim śledztwie nie będzie zeznawać szef MON Bogdan Klich

– Uszkodzenia ciał I i II pilota wskazują, że w momencie katastrofy siedzieli oni na swych miejscach, brak jest więc podstaw do spekulacji, by ich fotele zajmowała osoba trzecia – poinformował szef Wojskowej Prokuratury Okręgowej w Warszawie płk Ireneusz Szeląg.

Wcześniej niektóre media spekulowały, że dowódca sił powietrznych, gen. Błasik, mógł pilotować samolot w końcowej fazie lotu. Szeląg powołał się na otrzymaną od Rosjan ekspertyzę nt. załogi. – Biegli uznali, że wyniki badań upoważniły ich do stwierdzenia, iż uszkodzenia ciał członków załogi mają cechy charakterystyczne dla osób, które zasiadały w fotelu I i II pilota – powiedział prokurator.

Według Szeląga konieczne jest kolejne przesłuchanie wszystkich osób z wieży kontrolnej w Smoleńsku przy udziale polskiego prokuratora.

– Wnioskujemy o to do strony rosyjskiej, a pytania cały czas się konkretyzują – tak Szeląg odniósł się do informacji, że Rosja unieważniła pierwsze zeznania dwóch kontrolerów (ponieważ oba protokoły miały ten sam czas przesłuchania). Na mocy konwencji międzynarodowych będących podstawą polsko-rosyjskiej pomocy prawnej, stanowisko Rosjan jest wiążące dla polskiego śledztwa, a pierwsze zeznania nie będą w nim dowodem w sprawie.

Rosja przesłała już nowe protokoły ich przesłuchań z sierpnia br. Według Rzeczpospolitej nowe relacje Pawła Plusnina i Wiktora Ryżenki różnią się od tych z kwietnia. Plusnin twierdził wtedy, że przekazał załodze Tu-154 informację, że widoczność na lotnisku wynosi 400 m, choć – jego zdaniem – sięgała 800 m. Tłumaczył, że podał mylne dane, by zniechęcić załogę do lądowania.

Według gazety teraz Plusnin zeznał, że widoczność faktycznie wynosiła 400 m. Zdaniem dziennika Ryżenko w nowym protokole nie wspomina, że oprócz niego i Plusnina w wieży był też Nikołaj Krasnokutski, pułkownik z jednostki w Twerze (o czym świadek mówił w kwietniu). W nowych zeznaniach kontrolerzy mieli też zeznać, że Tu-154 był sprowadzany na ziemię według procedur cywilnych; z kontekstu kwietniowych relacji gazeta wywnioskowała, że obowiązywały procedury wojskowe.

Szeląg nie chciał komentować doniesień gazety.

WPO oddaliła wniosek o przesłuchanie Klicha – o co wnosił pełnomocnik części rodzin ofiar. Szeląg zastrzegł, że uzasadnienie pierwszy musi poznać sam wnioskodawca. Prokurator podał tylko podstawę prawną odmowy: nie przeprowadza się czynności nie mającej znaczenia dla śledztwa lub gdy została ona już udowodniona zgodnie z wnioskiem.

Prokuratura wojskowa wciąż nie ma informacji od Rosji o statusie lotniska w Smoleńsku, nagrań z wieży, czarnych skrzynek, zeznań świadków i wykazu rosyjskich przepisów o zasadach lotów (zdobywa je także z innych źródeł).

Szeląg przypuszcza, że nie wszystkie ekspertyzy sekcji zwłok lub fragmentów ciał ofiar są w posiadaniu polskiej prokuratury. Jest zaś przygotowany zweryfikowany materiał co do 23 ofiar katastrofy, który można już udostępniać rodzinom. – Chodzi nam o to, by nie było żadnych wątpliwości, że jeżeli udostępniamy opinię sądowo-lekarską (…), żeby to był na pewno protokół dotyczący danej ofiary – powiedział prokurator.

Dodał, że nadesłane z Rosji ekspertyzy są bardzo szczegółowe. – Prokuratura nie widzi żadnego odchylenia od standardów: takich do jakich jesteśmy przyzwyczajeni, ani od takich, jakich byśmy oczekiwali – podkreślił Szeląg. Zapowiedział wniosek do Rosji o przesłanie całej dokumentacji postępowania ze zwłokami aż do chwili dostarczenia ich na pokład polskich samolotów.

Prokurator, pytany o liczbę ofiar, odnośnie których brak jest ekspertyz sądowo-medycznych, powiedział, że nie da się tego jednoznacznie określić. Zaznaczył, że prokuratura nie ma jeszcze przetłumaczonych ostatnich materiałów, które przyszły z Rosji na początku listopada. Przyznał, że udało się ustalić, do których ofiar należały szczątki, znalezione na miejscu katastrofy smoleńskiej przez polskich turystów.

Szeląg potwierdził, że dotychczas wpłynęły wnioski rodzin o ekshumację dwóch ofiar katastrofy. Będą one rozpatrywane po pełnej analizie nadesłanych z Rosji w listopadzie opinii sądowo-medycznych. Szeląg dodał, że polska prokuratura oczekuje także na uzupełniające protokoły oględzin miejsca katastrofy. W grudniu ma być znana opinia biegłych o tzw. polskiej czarnej skrzynce TU-154M.

Prokuratura ustaliła, że na lotnisku w Smoleńsku byli dwaj oficerowie BOR z ambasady w Moskwie, ale nie mieli oni zadań związanych z ochroną prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Podjęliby je w razie potrzeby – zapewnił Szeląg.

Poinformował też, że do prokuratury powszechnej już trafiły bądź trafią materiały wydzielone przez WPO, które mogą wskazywać na niszczenie wraku samolotu przez Rosjan.

W ramach polskiego śledztwa zgromadzono 90 tomów akt, przesłuchano 390 świadków. 2 grudnia prokuratorzy ponownie spotkają się z rodzinami ofiar i ich prawnikami. Naczelny Prokurator Wojskowy gen. Krzysztof Parulski przyznał, że nie będzie mógł im powiedzieć, by nastąpił przełom w śledztwie.

pap /19.11.2010/

***

Duża szansa powołania komisji

Istnieją duże szanse powołania międzynarodowej komisji do zbadania katastrofy pod Smoleńskiem – powiedział w czwartek po kolejnym dniu swej wizyty w USA poseł PiS Antoni Macierewicz

Wraz z byłą minister spraw zagranicznych Anną Fotygą przekonuje on do poparcia tej inicjatywy członków Kongresu USA.

– Szansa powołania tej komisji jest bardzo duża. Mówię to odpowiedzialnie – oświadczył Macierewicz w USA polskim korespondentom.

Poseł i była szefowa dyplomacji RP poinformowali, że spotkali się z republikańskim senatorem Richardem Burrem z Karoliny Północnej, który – jak powiedzieli – w pełni poparł ich inicjatywę w sprawie Smoleńska.

– Senator Burr wyraził olbrzymie zdziwienie, dlaczego już teraz nie działa taka komisja międzynarodowa. Złożył zapewnienie, że będzie działał w tym kierunku, by taka komisja powstała – powiedział Macierewicz.

– To niesłychanie istotne stwierdzenie zmieniające zasadniczo stan rzeczy, bo widać, że tworzy się zespół senatorów (amerykańskich), którzy podejmą tę kwestię – dodał Macierewicz.

Anna Fotyga – pytana jakiego rodzaju międzynarodowa komisja powinna badać sprawę katastrofy smoleńskiej – wyjaśniła, że chodzi o organ analogiczny do tego, który powołano do zbadania sprawy zamordowania w 2005 r. libańskiego polityka, byłego premiera tego kraju Haririego.

Sprawę tę bada do dziś tzw. Specjalny Trybunał ds. Libanu powołany z mandatu rezolucji Rady Bezpieczeństwa ONZ.

Pytani o perspektywy uchwalenia w Kongresie rezolucji wzywającej do powołania komisji międzynarodowej, Fotyga i Macierewicz sugerowali, że liczą, iż zrobi to dopiero nowy Kongres, który zbiera się w styczniu.

Po niedawnych wyborach w nowym Kongresie znacznie większą władzę niż dotąd będą mieć Republikanie – przejęli oni większość w Izbie Reprezentantów i zdobyli dodatkowe miejsca w Senacie.

Republikanie zajmują na ogół twardsze stanowisko niż Demokraci w kwestiach polityki USA wobec Rosji.

Fotyga i Macierewicz odwiedzili w czwartek także amerykańską Agencję Bezpieczeństwa Transportu (ang.skrót: NTSB), gdzie rozmawiali o katastrofie pod Smoleńskiem.

pap /19.11.2010/

***

Nad Smoleńskiem był i dym!

Mgła oraz dym unosiły się nad lotniskiem w Smoleńsku 10 kwietnia. Zdaniem okolicznych mieszkańców było ‘wręcz ciemno’. Gazeta Polska opublikowała szokujące zeznania świadków tragedii rządowego tupolewa

Na dym zwrócił uwagę Michaił Jadgowski, naczelnik stacji meteorologicznej jednostki wojskowej w Smoleńsku. – O godz. 9.26 stwierdziłem zmianę pogody, a mianowicie zachmurzenie 10 stopni, warstwowa mgiełka, dymy… – cytuje meteorologa GP i zwraca uwagę, że wyraźnie rozgranicza on pojęcia mgła i dym.

Innych świadków rankiem 10 kwietnia miało zdziwić gwałtowne pojawienie się gęstej mgły. – Na ulicy było ciemno – miał zeznać Aleksander Berezin, pracownik piekarni.

Z kolei według Dmitrija Paszczakowa z obsługi lotniska, przed lądowaniem samolotu mgła ograniczała widoczność maksymalnie do 2 metrów. Jego znajomego, Marina Nikołajewicza, naczelnika punktu kontrolno-technicznego lotniska zdziwiło, że przedmioty i obiekty znajdujące się dalej widoczne były źle, jakby były pokryte mgłą.

Zdaniem byłego meteorologa wojskowego nagłe pojawienie się gęstej mgły jest możliwe.

– Teren wokół lotniska w Smoleńsku jest podmokły, co sprzyja powstawaniu tzw. mgły radiacyjnej – wyjaśnia. – Przy wilgotności powietrza sięgającej 93-95 proc. wzeszło słońce i pod wpływem ciepła nastąpiła kondensacja pary wodnej. Skąd miałby wziąć się jednak dym – na razie nie wyjaśniono.

as /15.11.2010/

***

Miller poświadczył nieprawdę

Szef zespołu ds. katastrofy smoleńskiej Antoni Macierewicz (PiS) złożył do prokuratury zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa przez ministra SWiA Jerzego Millera. Macierewicz zarzuca mu m.in. poświadczenie nieprawdy ws. zapisów z czarnych skrzynek rozbitego Tu-154M

Zdaniem Macierewicza szef MSWiA naruszył art. 129 Kodeksu karnego, który mówi, że kto, będąc upoważniony do występowania w imieniu Rzeczypospolitej Polskiej w stosunkach z rządem obcego państwa lub zagraniczną organizacją, działa na szkodę Rzeczypospolitej Polskiej, podlega karze pozbawienia wolności od roku do lat 10.

Jak pisze w uzasadnieniu swego wniosku Macierewicz, 31 maja tego roku Miller, który przewodniczy polskiej komisji badającej przyczyny katastrofy smoleńskiej, podpisał w Moskwie, wraz m.in. z szefową MAK Tatianą Anodiną, memorandum w sprawie przekazania stronie polskiej zapisów rejestratorów pokładowych samolotu Tu-154M, który rozbił się 10 kwietnia pod Smoleńskiem.

Na mocy tego dokumentu – wskazuje polityk PiS – jeszcze tego samego dnia strona rosyjska przekazała stronie polskiej kopie tzw. czarnych skrzynek rozbitego Tu-154. Czynności te następnie – pisze Macierewicz – zostały ujęte w Protokole przekazania Stronie Polskiej kopii zapisów rejestratorów pokładowych samolotu Tu-154M numer pokładowy 101 Rzeczpospolitej Polskiej oraz zapisów rozmów członków załogi między sobą oraz ze służbami naziemnymi.

Poseł PiS przywołuje w swym zawiadomieniu pkt 6 protokołu, gdzie – podkreśla – znalazło się oświadczenie, iż przy kopiowaniu zawartości czarnych skrzynek upoważnione osoby ze strony Rzeczypospolitej Polskiej, Federacji Rosyjskiej i MAK potwierdzają zgodność sporządzonych kopii z ich oryginałem.

Protokół ten – według Macierewicza – podpisany został przez Anodinę, reprezentującego stronę polską Millera, a w imieniu Federacji Rosyjskiej – przez wiceministra spraw zagranicznych Władimira Titowa.

– Swoim podpisem Miller zaświadczył, że otrzymane nagranie odpowiada w całości nagraniu utrwalonemu na oryginalnym zapisie rejestratorów pokładowych samolotu Tu-154M – napisał w zawiadomieniu szef zespołu ds. katastrofy smoleńskiej.

Jednak później – zdaniem posła PiS – po przekazaniu kopii nagrania do Instytutu Ekspertyz Sądowych w Krakowie, okazało się, że jest ono niekompletne – brakuje 17.3 sekund zapisu.

– Oznacza to, że Miller 31 maja 2010 r. nie dopełnił swoich obowiązków i nie sprawdził poprawności sporządzonej w jego obecności kopii. Następnie poświadczył nieprawdę w protokole z tej czynności, stwierdzając, że kopia nagrania sporządzona dla polskich organów mających wyjaśnić przyczyny katastrofy Tu-154M jest tożsama z nagraniem utrwalonym na oryginalnym zapisie rejestratorów pokładowych samolotu – ocenia w zawiadomieniu Macierewicz.

W ten sposób – jak wskazuje poseł PiS – szef MSWiA działał na szkodę interesu publicznego i prywatnego poprzez utrudnienie postępowań prowadzonych przez Komisję Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego oraz Naczelną Prokuraturę Wojskową, a także generowanie kosztów pokrywanych z budżetu państwa, związanych m.in. z kolejnymi podróżami urzędników w celu wykonania następnych kopii, czy bezproduktywnymi badaniami wadliwych zapisów.

W opinii polityka PiS, Miller nadużył też zaufania Polaków, przede wszystkim rodzin ofiar katastrofy smoleńskiej.

pap /9.11.2010/

***

W Rosji nie było śledztwa…

Rozmowa z Andriejem Iłłarionowem, byłym doradcą Władimira Putina

Jest pan światowej sławy ekonomistą, byłym doradcą ekonomicznym Władimira Putina, ale na swoim blogu poświęca pan dużo uwagi sprawie katastrofy polskiego Tu-154.

Wyraźmy to jasno, ja nie znam się na lotnictwie.

Tak jak niemal my wszyscy.

Tak. Ale jako obywatel Rosji – kraju, na którego terytorium doszło do poważnej katastrofy, a jeśli weźmiemy kontekst rangi delegacji, geograficznego i historycznego celu wizyty oraz jej daty, to mówimy o katastrofie bez precedensu – nie mogłem przejść wobec tego wydarzenia bez uwagi. Liczba nieścisłości czy wręcz kłamstw przedstawionych w tej sprawie przez rosyjskich oficjeli tylko zwielokrotniły moje zainteresowanie, rodząc pytania już nie tylko o przyczyny katastrofy, ale i o przyczyny kłamstw o niej.

Obserwując więc śledztwo w poczuciu obywatelskiego obowiązku, jak pan podsumowuje jego wyniki pół roku po katastrofie?

Śledztwa nie było. Przynajmniej jeżeli pyta pan o te działania, które ze strony rosyjskiej prowadził MAK. Ich śledztwem nie nazwę. Na swoim blogu opisywałem, jak prowadzono śledztwo w sprawie tragicznego końca amerykańskiego samolotu pasażerskiego nad szkockim miasteczkiem Lockerbie. W odróżnieniu od katastrofy pod Smoleńskiem tamten samolot rozpadł się na wysokości dziesięciu kilometrów, a jego fragmenty rozrzucone były na kolosalnym terytorium ponad tysiąca kilometrów kwadratowych.

Szczątki Tu-154 leżały na obszarze wielkości boiska piłkarskiego…

Brytyjska policja miesiącami przeszukiwała znajdujące się w obszarze rozrzutu szczątków pola, lasy, góry, rzeki, wsie i miasteczka po to, by znaleźć jak najwięcej fragmentów. Ponieważ zrobiono to nadzwyczaj skrupulatnie, znaleziono kilka detali, które pozwoliły ustalić, że przyczyną katastrofy była eksplozja wewnątrz samolotu. Z charakteru tych detali można było ustalić miejsce usytuowania materiału wybuchowego – walizkę znajdującą się na pokładzie. Dalej udało się zidentyfikować rzeczy, które znajdowały się w tej walizce, ustalono, gdzie były wyprodukowane, a w końcu – kto je kupił. Ostatecznie wykryto nie tylko wykonawców, ale i zleceniodawców tego terrorystycznego aktu.

Ale trwało to dużo dłużej niż pół roku…

Były to trzy lata śledztwa. To trzeba podkreślić: rzeczywiście śledztwa. Na miejscu katastrofy Tu-154 szczątki znajdowane są do teraz – w tym ludzkie szczątki…

Tak się dzieje z powodu czyjegoś polecenia czy z powodu braku profesjonalizmu?

Na jeden człon pana pytania można odpowiedzieć bez wątpliwości: brak profesjonalizmu jest ewidentny. Skoro na terytorium Federacji Rosyjskiej życie straciły ważne osobistości innego kraju, to obowiązkiem państwa rosyjskiego było podjąć wszystkie możliwe środki, by śledztwo w tej sprawie spełniało międzynarodowe standardy. Skoro sami nie potrafimy – trzeba było prosić o pomoc międzynarodową. Obowiązkowo trzeba było też włączyć do tego śledztwa Polaków. Dla mnie nie do zaakceptowania jest, że polskie śledztwo pozostało na terytorium Polski.

Jak wobec tych działań strony rosyjskiej ocenia pan zachowanie polskiej strony?

Polskie władze nie zrobiły wszystkiego, co możliwe, by wymóc na stronie rosyjskiej równoprawne uczestnictwo w śledztwie. Ja to postrzegam tak, że Polacy sami się od tego śledztwa odseparowali. To również mnie ciekawi: z jakiego powodu? Pojawiają się wyjaśnienia czy usprawiedliwienia, że to z powodu ułożenia się dobrych stosunków polsko-rosyjskich. Ale przecież stosunki międzynarodowe nie są tego typu stosunkami, by się w nich powoływać na przyjaźń z panem X czy z panem Y. Przedstawiciele państw odpowiadają przed obywatelami za obronę narodowych interesów. Pierwszym obowiązkiem polskich władz było zadbanie, by społeczeństwo otrzymywało wyczerpujące informacje o wydarzeniu ważnym dla waszego kraju.

Skoro rzeczy mają się tak jak się mają – czy dowiemy się, dlaczego samolot runął na ziemię?

Na razie na jaw wychodzą przeinaczenia faktów mające na celu ukrycie prawdziwej przyczyny lub przyczyn katastrofy. Już sam spis nieprecyzyjnych informacji i kłamstw mających na celu wykazanie winy wyłącznie pilotów pozwala snuć poważne przypuszczenia, że jeżeli piloci byli winni, to ich wina była o wiele skromniejsza niż się ją nam przedstawia i trzeba by było ją z kimś podzielić. A może nawet w ogóle ich winy nie było? Weryfikacja dezinformacji doprowadziłaby do prawdy.

Jakie dezinformacje ma pan na uwadze?

Prędkość lotu na terytorium Białorusi – co wynika z opublikowanych stenogramów rozmów w kabinie – była dwa razy większa niż na terytorium Polski i Rosji. Ale ze względów technicznych Tu-154 nie mógł osiągnąć takiej prędkości. Poza tym wynikające ze stenogramu informacje o wysokości samolotu, o odległości między nim a lotniskiem Siewiernyj i o czasie, w którym znalazł się tuż przed nim, nie współgrają ze sobą. Przejdźmy do protokołów z zeznań rosyjskich kontrolerów lotu. Pokazują one, że mieli oni nie dopuścić do wylądowania tego samolotu. Dlatego podawali pilotom mylną informację o pogodzie. Trzeba przyznać, że swoje zadanie wykonali. Polski samolot nie wylądował… Coś takiego nie zdarza się, by kontrolerzy lotu ze względu na swoje widzimisię przekazywali pilotom kłamliwe informacje. Ktoś musiał wydać im polecenie. Pytanie bez odpowiedzi: kto? Interesuje mnie również, dlaczego ci kontrolerzy są niedostępni dla dziennikarzy. Skoro są niewinni, to dlaczego nie można z nimi porozmawiać? Nie wiemy również, jakie urządzenia były na lotnisku 7, a jakie 10 kwietnia. Wiemy tylko, że część z urządzeń obecnych tam 7 było zdemontowanych przed 10.

Niejasności w śledztwie oraz ranga ofiar sprzyjają powstawaniu spiskowych teorii.

Nie zrobiono nic, by im zapobiec. A tu rzecz jest nie tylko w zawiłościach prawnych. To źle prowadzone czy specjalnie fałszowane śledztwo musi się odbijać na stosunkach między naszymi narodami.

Gdyby Polacy zginęli podczas podróży do czarnomorskiego kurortu nie miałoby to takiego wydźwięku, jak śmierć w podróży do Katynia i to w równą rocznicę zbrodni. Komu byłby potrzebny taki zamach – rozsławienie historii dramatu polskiego narodu na rosyjskiej ziemi?

Za tę historię władze współczesnej Rosji nie ponoszą żadnej odpowiedzialności. Oddanie Katynia, jeżeli można się tak wyrazić, nic nie kosztuje współczesnych władz Rosji. Nic na tym nie mogą stracić. A pokazując szacunek do tamtej tragedii mogą wygrać coś w czasie teraźniejszym. Wspólne wyjaśnianie wydarzeń sprzed 70 lat i wspólne ich przeżywanie może być dużym krokiem naprzód dla lepszego zrozumienia i szacunku między Rosją i Polską. Ale odkrywając jedne karty, można zaciemnić inne. Dla dobrych stosunków między naszymi państwami trzeba tak samo traktować tragedię z 1940 r. i tę z 10 kwietnia 2010 r. I chcę coś jeszcze powiedzieć: Katyń pokazuje też, że nawet przy wielkich staraniach zatarcia śladów prawdy, tę prawdę w końcu udaje się ujawnić. Sądzę, że to dotyczy również tragicznego lotu polskiego Tu-154.

A jeżeli wszystko było banalnie, ale zarazem tragicznie proste – ci ludzie zginęli ze względu na splot nieszczęśliwych wypadków?

Powiem wprost: gdyby ustalono to w rezultacie prawidłowo prowadzonego śledztwa, to w tym całym nieszczęściu byłaby to najlepsza informacja dla dalszych stosunków rosyjsko-polskich.

Andriej Iłłarionow – jeden z najbardziej znanych w świecie rosyjskich ekonomistów. W latach 2000-2005 doradca gospodarczy prezydenta Rosji Władimira Putina. W proteście przeciw prowadzonej przez niego polityce podał się do dymisji

rozm. pl/se /18.10.2010/

***

Rosjanie odpowiadają za katastrofę

Odpowiedzialność za katastrofę smoleńską ponosi strona, która ponosi odpowiedzialność za kontrolę lotów – stwierdził poseł Antoni Macierewicz. Według przedstawionych przez niego rosyjskich dokumentów to kontrolerzy lotów w Smoleńsku mieli prawo decydować o zamknięciu lotniska

Poseł PiS podkreślił, że lotnisko w Smoleńsku miało i ma wojskowy charakter. Ruch na nim jest regulowany przez wojskowe instrukcje z 1999 r. i z 2004 r. Zgodnie z punktem 96 załącznika do instrukcji szefa rosyjskiego MON z 14 września 2005 r., kierownik kontroli lotów ma obowiązek zezwalać lub zakazywać lądowania samolotów, w zależności od meldunków załóg i obserwowanych warunków.

Przepis stwierdza ponadto, że w przypadku powstania wątpliwości co do bezpiecznego lądowania kontroler ma obowiązek wydać komendę odejścia na drugi krąg. W punkcie 99 mowa jest o tym, że kierownik nie powinien wykonywać poleceń urzędowych, jeżeli są one sprzeczne z wymogami dokumentów dotyczących regulacji ruchu lotniczego. Tymczasem, jak wskazał parlamentarzysta, kontrolerzy lotów konsultowali się z Moskwą.

– Wnioski są zupełnie oczywiste, piloci wypełniali polecenia kontroli lotów – stwierdził Macierewicz. – Nie mogli się zachować inaczej – dodał. – Nie ma wątpliwości, że z wieży wychodziły fałszywe informacje wprowadzające w błąd polskich pilotów – ocenił szef zespołu smoleńskiego. W końcówce lotu mówiono im, iż są na właściwym kursie i właściwej ścieżce, a oni nie byli. Polecenie odejścia na drugi krąg otrzymali dopiero wówczas, kiedy już nastąpiła katastrofa.

Poseł powiedział, że polskie MSZ wysłało do Moskwy tzw. dokument Colaris, mówiący o locie samolotu wojskowego wiozącego prezydenta Lecha Kaczyńskiego. – Niezbędne czynności z polskiego punktu widzenia zostały dokonane – podkreślił Macierewicz.

– Miały być trzy rekonesanse i zostały wstrzymane, 28 marca co prawda udała się delegacja, ale nie dotarła do lotniska w Smoleńsku, za to odpowiadał gen. Marian Janicki, szef BOR – powiedział Macierewicz.

zb/nd /2.10.2010/

***

Smoleńsk to mógł być zamach

Tusk grał z Putinem na rzecz wyeliminowania Lecha Kaczyńskiego z polityki. Myślę, że rozgrywającym w tym duecie jest Putin – mówi była minister spraw zagranicznych Anna Fotyga

Na pytanie, czy można mówić o zdradzie, Fotyga odpowiada: – To jest stan bliski zdradzie. Na pewno nie działano w zgodzie z konstytucją. Jest w niej napisane, że polskie organy władzy: prezydent, premier, minister spraw zagranicznych w sprawach polityki zagranicznej mają współdziałać wewnętrznie, ustalać wspólne stanowiska, a dopiero potem prowadzić gry na zewnątrz. Donald Tusk to złamał.

Zdaniem Fotygi premier sprzeniewierzył się polskim interesom. – Tusk i jego otoczenie stworzyli taką atmosferę nienawiści, że z czasem każda następna decyzja była łatwiejsza. Człowiek nie wie już, kiedy wchodzi na grząski grunt, kiedy zatraca człowieczeństwo.

Jako przykład podaje rozbicie wizyty w Katyniu na dwie delegacje: – Zawsze byłam spokojna, jak prezydent leciał z Tuskiem. Tym razem byłam niespokojna. Kilka razy ingerowałam nawet, dzwoniłam do ministra Łopińskiego. Miałam wrażenie, że toczy się jakiś potworny ping-pong.

Na pytanie, czy katastrofa smoleńska to mógł być zamach, Fotyga odpowiada: – Tak, to mógł być zamach. Nie można tego wykluczyć. W każdym innym kraju to byłby pierwszy wariant, który by rozważano i którego nie odsunęłoby się na bok, póki by się go nie wykluczyło.

Zdaniem Fotygi polski rząd sprzedał śledztwo smoleńskie, a Polska weszła już w rosyjską strefę wpływów.

int.pl /8.10.2010/

***

Piloci mieli nieaktualne dane

Piloci lecący z prezydentem do Smoleńska 10 kwietnia mieli nieaktualne dane potrzebne do lądowania, przed wylotem samolotu wykryto wyciek ze środkowego silnika – takie informacje przedstawił zespół parlamentarny ds. katastrofy smoleńskiej

Antoni Macierewicz (PiS) przedstawiając stanowisko zespołu podkreślił, że zawarte w nim informacje powinny doprowadzić do rezygnacji ze stanowiska przewodniczącego polskiej komisji badania przyczyn katastrofy smoleńskiej szefa MSWiA Jerzego Millera i zmian w sposobie prowadzenia śledztw.

W stanowisku zespół napisał, że załoga pilotująca maszynę, która rozbiła się 10 kwietnia, ‘dysponowała danymi dotyczącymi podejścia do lądowania z 2009 r.’ podczas, gdy załoga, która lądowała z premierem w Smoleńsku 7 kwietnia, otrzymała także dane najnowsze ‘w istotny sposób różne i dużo bardziej precyzyjne’. Według Macierewicza, różniły się m.in. dane dotyczące położenia pasa startowego.

Członkowie zespołu zaznaczyli też w swoim stanowisku, że przed wylotem TU-154M 10 kwietnia ‘wykryto wyciek ze środkowego silnika, o którym nie powiadomiono pilotów’. Zdaniem Macierewicza, wyciek zlekceważono.

Zespół podał też, że już w nocy z 10 na 11 kwietnia działający wspólnie prokuratorzy polscy i rosyjscy ustalili czas katastrofy na 8.40 czasu polskiego.

pap /8.10.2010/

***

Prezydent zginął, bo Rosjanie nie…

Prezydent Lech Kaczyński zginął, bo celowo nie zamknięto lotniska? Czyżby więc winę za katastrofę rządowego tupolewa ponoszą Rosjanie? Jak wynika z najnowszych informacji, to właśnie urzędnicy z Moskwy podjęli decyzję, by pomimo fatalnych warunków pogodowych nie zamykać lotniska Siewiernyj i wydać zgodę na lądowanie Tu-154M

Wyłącznie kontroler przebywający w wieży ma prawo wydawać takie decyzje, gdyż tylko on zna warunki panujące na lotnisku. A nie przełożeni, znajdujący się od niego kilkaset kilometrów – przekonuje ekspert lotniczy płk Piotr Łukaszewicz

Jednak, jak wynika z informacji Gazety Wyborczej, to nie kontrolerzy, ppłk Paweł Plusnin i mjr Wiktor Ryżenko, podjęli ostateczną decyzję, lecz urzędnicy z dowództwa wojsk lotniczych w Moskwie. Prosił o nią trzeci mężczyzna znajdujący się 10 kwietnia w wieży kontroli lotów – były dowódca smoleńskiego pułku transportowego płk Nikołaj Krasnokutski.

To właśnie on miał przejąć inicjatywę, gdy jego koledzy nie wiedzieli, co robić. Dlatego skontaktował się z Moskwą, która, jak twierdzi GW, chcąc uniknąć dyplomatycznego skandalu, zezwoliła na lądowanie samolotu z Lechem Kaczyńskim.

Zdaniem byłego wiceszefa Biura Bezpieczeństwa Narodowego Witolda Waszczykowskiego, świadczy to o ogromnych zaniechaniach Rosjan. – Jeśli stan lotniska i stan pogody był taki, że nie pozwalał na lądowanie, trzeba było krzyczeć, wołać, zatrzymać, wjechać ciężarówką na lotnisko i pokazać pilotom, że nie można tam lądować. Jednak nic takiego nie zrobiono – powiedział w radiu Waszczykowski.

Wszelkie wątpliwości dotyczące przyczyn katastrofy rozwiać mogłyby informacje o stanie lotniska Siewiernyj i obowiązujących tam procedurach.

– To ma niezwykle istotne znaczenie dla przebiegu polskiego śledztwa, gdyż obecne informacje są niewystarczające do jednoznacznego określenia statusu lotniska Siewiernyj, jak też wynikających z tego konsekwencji – powiedział płk Zbigniew Rzepa z Prokuratury Wojskowej.

Jednak Rosja odmawia przekazania tych danych, twierdząc, że obowiązywały tam procedury cywilne. Co innego zeznali jednak kontrolerzy lotów w ujawnionych przez TVN24 stenogramach. – Lotnisko Siewiernyj wchodzi w skład państwowego lotnictwa i należy do Ministerstwa Obrony Federacji Rosyjskiej – mówił polskim śledczym Plusnin, wskazując, że Siewiernyj jest lotniskiem wojskowym, a co za tym idzie Rosjanie powinni udostępnić Polakom wszelkie informacje. Gdyby jednak Rosjanie utrzymali swoją wersję o cywilnym charakterze lotniska, oznaczałoby to zdjęcie odpowiedzialności z kontrolerów i skierowanie winy jedynie na polską załogę tupolewa.

To zeznali rosyjcy kontrolerzy:ppłk Paweł Plusnin, szef wieży kontroli lotów:

Lotnisko Siewiernyj wchodzi w skład państwowego lotnictwa i należy do Ministerstwa Obrony Federacji Rosyjskiej

płk Anatolij Murawiow, przełożony kontrolerów:

(…) kontrolerzy konsultowali swoje działania z dyżurnym operacyjnym transportu wojskowego w Moskwie (…) W wieży pracowali wyłącznie wojskowi (…) Kierowanie lotami na lotnisku w Smoleńsku odbywa się zgodnie z Federalnym Regulaminem Lotnictwa MON (…)

oba/se /25.9.2010/

***

Wprost oszołomskie tezy

Akcja Wprost i rosyjskich portali: szalony generał zniszczył polski samolot rządowy

Spreparowany przez tygodnik Wprost materiał na temat okoliczności katastrofy smoleńskiej bazujący na lekturze 57 tomów akt śledztwa, w których posiadanie weszli dziennikarze, wygląda na pisany pod z góry założoną tezę

Autorzy publikacji, wpisując się w obowiązujący trend, w sposób nieuprawniony lansują tezy o odpowiedzialności pilotów, prezydenta RP i dowódcy Sił Powietrznych za katastrofę, przy okazji tylko wspominając o roli strony rosyjskiej. Tak zaprezentowany obraz okoliczności zdarzeń z 10 kwietnia rozmija się jednak z tym, co naprawdę wiedzą prokuratorzy.

Autorzy publikacji Zapis śmierci w tygodniku Wprost zapewniali, że nie próbują zastępować ani sądu, ani prokuratury, a wyrywkowo prezentując zawartość 57 tomów akt smoleńskiego śledztwa, chcą, by to czytelnicy sami mogli ocenić, co stało się 10 kwietnia br. Tak wyrażone intencje zostały jednak poparte bardzo subiektywną oceną i wyborem prokuratorskich akt. W efekcie zaprezentowany materiał stanowi kolejną cegiełkę w serwowanym Polakom i opinii międzynarodowej od chwili katastrofy scenariuszu mówiącym o rzekomych naciskach na załogę Tu-154M, winie pilotów oraz gen. Andrzeja Błasika.

Z pewnością wielkim nadużyciem dziennikarzy jest próba obciążenia gen. Błasika za tragiczne zdarzenie. Wprawdzie nie przyznano wprost, że siedział on za sterami tupolewa, ale przywołane zeznania świadków mają uprawdopodobnić taką wersję. Tygodnik dowodzi też, że ta kwestia jest przez prokuraturę traktowana bardzo szczególnie. Rzeczywistość temu przeczy.

– Z pewnością nie można powiedzieć, że śledczy ze szczególną atencją przyglądają się działalności gen. Błasika i jego ewentualnemu pobytowi w kokpicie Tu-154M. Owszem, ten wątek się pojawia, ale w trakcie przesłuchań rodzin pilotów – ocenia nasz informator.

Jak zauważa, w materiałach, które znają śledczy, wbrew relacji Wprost nie roi się od opowieści o generałach, którzy siadali za sterami samolotów. Jest za to przemilczana informacja o tym, że za sterami, na miejscu drugiego pilota, siadał obecny dowódca Sił Powietrznych gen. Lech Majewski. Dlaczego ta informacja została przeoczona przez dziennikarzy?

Tego samego dnia, w którym pojawiły się rewelacje Wprost, wątek o szalonym generale, który zniszczył polski samolot rządowy (w domniemaniu chodzi o gen. Błasika), podały rosyjskie portale.

W publikacji Wprost dominują sugestie i domysły. ‘Ujawniane’ są zeznania świadków o tym, że gen. Błasik siadał za sterami jaków – do czego miał uprawnienia – i na kanwie tego próbuje się wywieść, że mogło się to także zdarzyć na Tu-154M (choć Wprost przyznaje, że odpowiedzi na to pytanie wciąż nie ma). By jednak wywrzeć na czytelniku wrażenie, że gen. Błasik mógł przesadzić, przywoływane są zeznania rodzin pilotów, w których podkomendni mieli skarżyć się na swojego dowódcę, a to za wysokie wymagania, jakie stawiał, za ciężkie szkolenia survivalowe dla pilotów, czy też osobiste nadzorowanie zwolnień lekarskich pilotów.

Kolejnym odpowiedzialnym za katastrofę według Wprost staje się Lech Kaczyński, prezydent RP, którego największą wadą było to, że często się spóźniał. To dlatego – jak czytamy w tygodniku – załoga nie lubiła z nim latać. By wywrzeć większe wrażenie, autorzy odwołali się do zeznania wdowca po funkcjonariuszce BOR, w którym zawarta została ocena, jakoby w 90 procentach spóźnienie prezydenta RP było przyczyną tragedii (przez to piloci działali pod presją czasu), a w 10 proc. za wypadek odpowiadają Rosjanie. Autorzy zauważyli, że to ‘nie do końca sprawiedliwy zarzut’, ale mimo to zdecydowali się na jego publikację. Tymczasem przy organizacji lotu 30-minutowe przesunięcie godziny wylotu w formalnych dokumentach lotu nie jest jeszcze nawet uznawane za spóźnienie.

Wygodna selekcja

Dlaczego przywiązuje się tak dużą wagę do tych zeznań, a nie napisano, że w aktach są zeznania rodzin członków załogi, które wyraźnie życzą sobie, by zaprotokołować, iż są zbulwersowane działalnością Edmunda Klicha i próbami obarczania odpowiedzialnością za całość katastrofy wyłącznie pilotów i gen. Błasika?

– Jeżeli dziennikarze nie mieli czasu, by dokładnie przejrzeć ten obszerny materiał, to nie powinni na ten temat pisać i deformować zawartości akt. A jeżeli widzieli te zeznania, to tym bardziej z ich działań wypływa wyłącznie chęć ‘skrojenia’ tekstu pod z góry założoną tezę – zaznacza nasz rozmówca. Jak zauważa, prokuratorski materiał jest bardzo ciekawy i pozwala pytać o działalność strony rosyjskiej – sprawy w ‘raporcie’ tygodnika niemal przemilczanej.

Prokuratura dysponuje m.in. zeznaniem jednego z żołnierzy specpułku, który zdementował dotychczas pojawiające się informacje na temat obecności tzw. liderów na pokładach polskich samolotów lądujących w Rosji. Jego zdaniem, w przypadku kwietniowego lotu to Rosjanie zrezygnowali z użyczenia nam lidera. Co więcej, do kwietnia br. było tak, że ich obecność na pokładzie była warunkiem wejścia w przestrzeń powietrzną Federacji Rosyjskiej. Jednak tego ważnego zeznania dziennikarze Wprost nie zauważyli. Dlaczego nie poszukali odpowiedzi na pytanie o powody takiej decyzji?

Przemilczano chociażby zeznanie urzędnika z Kancelarii Prezydenta RP, który od lat zajmował się organizacją wizyt na terenie Federacji Rosyjskiej. Tymczasem prokuratura ma jego relację, że Rosjanie zawsze stwarzali problemy, jeśli chodzi o lądowanie polskich samolotów w Smoleńsku…, a tym razem problemów nie było. Ta kwestia także nie zaniepokoiła Wprost.

Tygodnik Tomasza Lisa powinien się dokładniej przyjrzeć materiałom z przesłuchania smoleńskiego kontrolera Pawła Plusnina. Pod protokołem musiał podpisać się prokurator Ireneusz Szeląg, szef Wojskowej Prokuratury Okręgowej w Warszawie. Okazuje się, że w trakcie tej rozmowy nie padły pytania o wyposażenie lotniska, przygotowanie do wizyty, sprzęt, a samo przesłuchanie było bardzo standardowe.

Te pytania były ‘minimalnie dociekliwe’. Oczekiwałbym, że nasz prokurator, który przesłuchuje osobę, która była odpowiedzialna za ten lot, która widziała samolot na radarze, maksymalnie wykorzysta wiedzę świadka, mając świadomość, że może nie będzie drugiej takiej okazji – zaznacza nasz rozmówca. Oczywiście należało się spodziewać, że na pewne pytania Plusnin nie udzieliłby odpowiedzi, ale nie widać nawet śladu próby uzyskania kluczowych odpowiedzi.

Podobnych dziennikarskich uchybień jest więcej. To m.in. przemilczana kwestia rozbieżnych informacji przekazywanych przez funkcjonariuszy BOR dotyczących miejsca katastrofy i stanu ciała prezydenta RP. Pomija się kwestię dotyczącą nieodzyskanych dotąd terminali BalckBerry należących do gen. Franciszka Gągora i gen. Andrzeja Błasika.

Okazuje się, że mimo oficjalnych zapewnień, iż w samolocie nie było urządzeń wrażliwych, rzeczywistość jest inna. Prokuratorzy mają tego ślad chociażby w postaci zapytania kierowanego przez Ministerstwo Obrony Narodowej do prokuratury na temat stanu jej wiedzy o losie tych urządzeń.

To nie jedyne nieodzyskane urządzenia. Kilka dni po katastrofie prywatny telefon jednego z BOR-owców był uruchamiany. Aparat nie wrócił do Polski, podobnie stało się z wieloma pamiątkami, kosztownościami, laptopami należącymi do pasażerów Tu-154M. To rodzi pytania o to, co działo się tuż po wypadku na miejscu katastrofy.

Wprost napisało też o telefonie śp. posła PSL Andrzeja Deptuły, który nagrał się na skrzynce pocztowej telefonu swojej żony w momencie katastrofy. W ocenie posła Antoniego Macierewicza (PiS), szefa parlamentarnego zespołu ds. katastrofy smoleńskiej, ujawniona informacja o telefonie posła Deptuły kwestionuje dotychczas przekazywany przebieg wydarzeń.

Wydaje się, że ten zapis telefoniczny pokazuje nam wydarzenia, które się działy w powietrzu, a więc tu mamy opis katastrofy. Te dźwięki mówią o rozpadającym się samolocie w powietrzu, a nie na ziemi – zaznaczył Macierewicz. Jak zapewnił, w miniony piątek u marszałka Sejmu został złożony wniosek zespołu o pilną informację premiera Donalda Tuska na temat dotychczasowych działań podejmowanych przez organy państwa w celu wyjaśnienia katastrofy smoleńskiej.

Z niecierpliwością czekamy, aż Wprost opublikuje historię korespondencji pomiędzy prokuraturą a Żandarmerią Wojskową, która nie miała pojęcia, w jaki sposób bezpiecznie przewieźć do laboratorium zabezpieczone próbki materiału genetycznego i kiedy poczyniono starania, by ustalić listę instytucji, które byłyby zdolne do wykonania tego zadania…

ma/nd /3.11.2010/

***

Rosjanie zadowoleni z Lisa

Rosyjskie media z uwagą prześledziły doniesienia tygodnika Wprost na temat smoleńskiego śledztwa i zareagowały natychmiast, pisząc, że winnym tragedii był śp. gen. Andrzej Błasik

Były dowódca naszych sił powietrznych jest przez Rosjan nazywany ‘szalonym’ i ‘skandalistą’. Tekst we Wprost doskonale pasuje Rosjanom, którzy od początku winą za katastrofę obarczają polskich pilotów i osoby, które miały rzekomo wywierać na nich wpływ, w tym prezydent Lech Kaczyński i gen. Błasik.

Wczorajsze nagłówki artykułów zamieszczonych w rosyjskich gazetach i portalach internetowych są znamienne. Oto tylko niektóre z nich: Polskie media: Samolot Kaczyńskiego zniszczył generał skandalista; Lecha Kaczyńskiego ‘wsadził do grobu’ Dowódca Polskich Sił Powietrznych; Dowódca Polskich Sił Powietrznych był w konflikcie z pilotami; Żony pilotów polskiego Tu-154 opowiedziały o konflikcie z dowódcą Sił Powietrznych; Bliscy pilotów są przekonani, że na załogę wywierano presję; Tajemnica śmierci Kaczyńskiego ujawniona.

W tej atmosferze nie dziwi choćby publikacja Komsomolskoj Prawdy, która w artykule pod tytułem Polska prasa opowiedziała o konflikcie pilotów pokładu Nr 1 z generałem pisze, iż ‘tygodnik Wprost ujawnił nowe szczegóły katastrofy prezydenckiego Tu-154 pod Smoleńskiem. Okazuje się, że piloci byli w napiętych stosunkach z dowódcą Sił Powietrznych Polski Andrzejem Błasikiem, który według pewnych przypuszczeń zmusił załogę do lądowania samolotu Kaczyńskiego w gęstej mgle. Według zeznań żon zmarłych pilotów, Błasik i wcześniej niejednokrotnie próbował ‘naciskać’ na pilotów i często wyganiał z fotela drugiego pilota i zajmował jego miejsce. Żony były przekonane, że wszystko to oddziaływało na ich mężów przygnębiająco’.

Dziennik ponawia też oskarżenia, że w momencie katastrofy Andrzej Błasik znajdował się w kabinie pilotów wbrew przepisom i że załoga była zmuszona lądować pod jego naciskiem. A skoro tak, to rosyjskiego czytelnika nie zdziwi nazywanie zasłużonego polskiego generała ‘szalonym’.

Portal RossBusinessConsulting nazywa z kolei Andrzeja Błasika generałem skandalistą, który ‘zniszczył samolot Kaczyńskiego’. Ta publikacja także powołuje się na Wprost i wybija na czoło informacje o rzekomym konflikcie pilotów i generała. A działanie pod silnym stresem i naciskiem Andrzeja Błasika miało spowodować, że ‘piloci, którzy kierowali Tu-154, nie tylko nie słuchali informacji dyspozytora, lecz również przegapili sygnały pokładowego systemu TAWS o możliwym zderzeniu z ziemią’.

Oczywiście nikt z rosyjskich dziennikarzy nawet się nie zająknie, że w żadnej armii świata nie ma mowy o konflikcie między dowódcą a podwładnymi. W takiej sytuacji podwładny jest przenoszony do innej jednostki i taką decyzję gen. Błasik mógł podjąć w każdej chwili wobec każdego pilota, także z pułku obsługującego samoloty rządowe. Ale tego nie zrobił, więc najwidoczniej konfliktu po prostu nie było.

er-s/nd /3.11.2010/

***

Ludzie bez uprawnień

Osoby sprowadzające polskiego tupolewa z prezydencką delegacją 10 kwietnia w Smoleńsku nie miały uprawnień kontrolerów lotów – ujawnia gen. Anatol Czaban, asystent szefa Sztabu Generalnego ds. sił powietrznych

Dwóch wojskowych w wieży kontroli lotów w Smoleńsku odpowiadało za przyjecie polskiego samolotu na lotnisko Siewiernyj.

– To byli tzw. kierownicy lotów, a nie osoby posiadające uprawnienia kontrolerów – mówi generał Czaban. I dodaje, że wojskowi powinni mieć aktualne certyfikaty poświadczające ich uprawnienia oraz informacje o tym, w jakich sposób byli szkoleni. Dokumenty te powinny być wydane przez Wojskowa Służbę Ruchu Lotniczego Federacji Rosyjskiej.

– Takich dokumentów nie było – potwierdza poseł Jerzy Polaczek z sejmowej podkomisji ds. lotnictwa, wyjaśniającej przyczyny katastrofy smoleńskiej.

Okazuje się, że wojskowi z Siewiernego od dłuższego czasu pracowali w innej jednostce wojskowej, a uprawnienia do sprowadzania samolotów po pół roku wygasają i muszą być odnawiane. Według naszych informacji, obaj wojskowi sprowadzający polską maszynę podczas przesłuchań przed prokuratorami nie odpowiedzieli na pytania o kwalifikacje i aktualne certyfikaty dopuszczenia do pracy w wieży kontroli lotów.

mar /30.9/2010/

***

9 kłamstw w sprawie katastrofy

1. Godziną katastrofy rządowego samolotu Tu-154M według początkowych informacji strony rosyjskiej była 8.56. Do dziś taka ‘informacja’ widnieje na stronach rosyjskich instytucji rządowych. W rzeczywistości mogła być to godzina 8.41, choć niewykluczone, że do katastrofy mogło dojść jeszcze wcześniej. Co najmniej jedna osoba z pasażerów tragicznego lotu mogła przeżyć nawet do dziesięciu minut po katastrofie, jak ustalił Nasz Dziennik, a informacje te potwierdził również ostatnio płk Edmund Klich, polski przedstawiciel akredytowany przy MAK, mówiąc, że niektórzy pasażerowie prawdopodobnie skonali jakiś czas po katastrofie.

2. Minister zdrowia Ewa Kopacz: przy sekcjach zwłok byli polscy lekarze i prokuratorzy. Tym słowom zaprzeczyła Prokuratura Wojskowa. Ponadto szefowa resortu zdrowia powiedziała, że przy przesłuchaniu rodzin w moskiewskim Centralnym Biurze Ekspertyz Sądowych byli obecni polski lekarz i psycholog. Andrzej Melak, który był przy identyfikacji zwłok swojego brata Stefana Melaka w Moskwie, w wywiadzie dla Naszego Dziennika zaprzeczył tym informacjom.

3. Słyszeliśmy zapewnienia ze strony urzędników rosyjskich, w tym gubernatora obwodu smoleńskiego, jak również minister zdrowia Ewy Kopacz, która powiedziała, że teren katastrofy miał być zbadany na głębokość jednego metra. Na początku września o. Marek Kiedrowicz, kapelan X Międzynarodowego Motocyklowego Rajdu Katyńskiego, znalazł ludzkie szczątki. W rzeczywistości jednak jeszcze kilka miesięcy po tragedii naczelny prokurator wojskowy powiedział: To nas boli, że wciąż tam są znajdowane szczątki ludzkie.

4. Samolot prezydencki – to fałszywa zbitka wyrazowa funkcjonująca w obiegu medialnym. To nie był samolot prezydencki, ale rządowy. Odpowiedzialność za bezpieczeństwo lotu również spoczywała na rządzie. Ze sformułowaniem ‘samolot prezydencki’ ściśle wiąże się też zrzucanie odpowiedzialności za organizację lotu na Kancelarię Prezydenta. W rzeczywistości jednak za bezpieczeństwo rządowego samolotu musi za każdym razem odpowiadać kancelaria premiera.

5. Premier Donald Tusk o możliwości przejęcia śledztwa przez stronę polską: ‘W konwencji chicagowskiej jest zawarty punkt, że państwo, gdzie miała miejsce tragedia, może przekazać całość lub część postępowania, ale w przypadku jeśli to państwo nie ma możliwości przeprowadzenia takiego postępowania, głównie ze względów technicznych. Takie wnioski zdarzały się wyłącznie na prośbę państwa, gdzie miała miejsce tragedia. W naszej ocenie Rosjanie swoje postępowanie wypełniają jednak profesjonalnie’. Tuż po katastrofie była możliwość sporządzenia umowy dwustronnej między Polską a Rosją, gwarantującej nam zdecydowanie większy udział w śledztwie. Fakty są takie, że wszystkie najważniejsze dowody są w rękach Rosjan, począwszy od czarnych skrzynek, poprzez dokumentację sekcji zwłok, skończywszy na wraku samolotu, który dopiero kilka dni temu został przykryty przez Rosjan brezentowym namiotem, co trudno uznać za właściwe zabezpieczenie.

6. Rzecznik rządu Paweł Graś o międzynarodowej komisji: ‘Nie bardzo wiadomo, co nowego mieliby wprowadzić zagraniczni eksperci do zrozumienia przyczyn katastrofy’. Międzynarodowa komisja mogłaby zagwarantować obiektywność prowadzonego śledztwa, jak również wiedza kompetentnych zespołów badawczych międzynarodowych mogłaby przyczynić się do odpowiedzialnego i rzeczowego wyjaśnienia przyczyn katastrofy. Poza tym powstanie takiej komisji byłoby – według ekspertów – tym bardziej uzasadnione, że była to katastrofa bez precedensu w historii najnowszej, w wyniku której śmierć poniósł prezydent państwa należącego do struktur Unii Europejskiej i Sojuszu Północnoatlantyckiego oraz generałowie NATO. O powołanie takiej bezstronnej komisji od początku apeluje Stowarzyszenie Rodzin Katyń 2010, jak również domaga się tego zespół parlamentarny Antoniego Macierewicza (co znamienne, nazywany przez media i rząd ‘pisowskim’, mimo że akces do niego może zgłosić każdy parlamentarzysta).

7. Radosław Sikorski o przyczynach katastrofy: ‘Nie ma dowodów, że to zamach’. Prokuratura Generalna nie wyklucza do dziś – potwierdził to wczoraj na konferencji prasowej prokurator generalny Andrzej Seremet – takiej przyczyny. Hipoteza taka jest ciągle brana pod uwagę. Poza tym Sikorski wyraził swoją ocenę na temat przyczyn tragedii, mówiąc, że było ich kilka, w tym gęsta mgła i wina pilotów. To samo miał – według relacji Jarosława Kaczyńskiego – powiedzieć szef polskiej dyplomacji w rozmowie z nim (‘To był błąd pilota’). Obwinianie pilotów to jedna z chętniej powtarzanych tez przez rosyjskie media (taką przyczynę katastrofy już na samym początku orzekł dziennik Kommiersant), jak również takie media w Polsce jak Gazeta Wyborcza i TVN 24, powołujące się m.in. na rzekome przecieki z odczytu czarnych skrzynek, niepotwierdzone jednak, jak dotychczas, przez żadną instytucję odpowiedzialną za śledztwo. Według tych rewelacji załoga miała być pod presją. Do tej pory nie ma dowodów, by taka była.

8. ‘Aleksander Szczygło unieważnił przetarg na samoloty VIP-owskie w 2007 r.’ – takie zarzuty sformułował Janusz Palikot. Prawda jest taka, na co zwracał uwagę m.in. Jarosław Zieliński, poseł Prawa i Sprawiedliwości, że unieważnił je, ponieważ dokumentacja przetargowa przygotowana w resorcie obrony już za kadencji Radosława Sikorskiego obarczona była poważnymi błędami.

9. Kilka dni po katastrofie premier Donald Tusk wmawiał Polakom, że państwo się sprawdziło w sytuacji kryzysowej, jaką była katastrofa samolotu, na którego pokładzie była głowa państwa, generalicja, posłowie, najważniejsi urzędnicy. Sam fakt, że samolot rządowy się rozbił, świadczy o kompromitacji struktur państwowych. Ewa Kopacz przyznała się w kompromitującym wywiadzie dla Gazety Wyborczej, że w pierwszych godzinach po katastrofie ‘nikt nie wiedział, jak będą wyglądać kolejne godziny, jakie informacje będą spływać’, co świadczy o indolencji naszych władz. Według posłów opozycji i licznych ekspertów, to właśnie pierwsze godziny po katastrofie były najważniejsze i decydujące. Rząd jednak nie powołał ani sztabu kryzysowego, ani komisji międzynarodowej, a co najważniejsze – nie zadbał o to, by polscy specjaliści – prokuratorzy i lekarze oraz pozostałe służby – byli aktywną stroną śledztwa. Nie zadbano również o to, by to Polacy zabezpieczali lub chociaż uczestniczyli przy zabezpieczaniu miejsca katastrofy i znajdujących się tam dowodów.

Wczoraj okazało się, że prokuratorzy, którzy 10 kwietnia pojechali do Smoleńska, nie mieli nawet paszportów.

pj/nd /15.10.2010/

***

Będzie ekshumacja ciała prezydenta?

Czy dojdzie do ekshumacji ciała prezydenta Lecha Kaczyńskiego? – Czas pokaże – stwierdził pełnomocnik Jarosława Kaczyńskiego, mecenas Rafał Rogalski

Niewykluczone, że Rogalski złoży wniosek o ekshumację ciała prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Dlaczego? Otóż ekshumacja może być jedynym sposobem ustalenia dokładnych przyczyn zgonu prezydenta. Jarosław Kaczyński już zgłaszał swoje wątpliwości.

Jak podawała Rzeczpospolita, główny zarzut Jarosława Kaczyńskiego dotyczył tego, że podczas czynności na stole sekcyjnym oprócz zwłok Lecha Kaczyńskiego znalazł się fragment ciała jednego z polskich generałów.

Przeprowadzona przez Rosjan sekcja zwłok prezydenta rodzi zbyt wiele wątpliwości. Powinien rozwiać je jej jedyny polski świadek – szef Naczelnej Prokuratury Wojskowej gen. Krzysztof Parulski, ale na to się nie zanosi. Jedynym wyjściem może okazać się ekshumacja ciała Lecha Kaczyńskiego.

Pełnomocnik rodziny Kaczyńskich mec. Rogalski od dawna domaga się przesłuchania Parulskiego. Złożył już w tej sprawie jeden wniosek, ale został on odrzucony przez prokuraturę. Mecenas dalej jednak upiera się, by szef NPW opowiedział o tym, w jakich czynnościach bezpośrednio po katastrofie brali udział przedstawiciele Polski. Bowiem z dokumentów, jakie z sekcji zwłok tragicznie zmarłego brata otrzymał prezes PiS Jarosław Kaczyński, wynikało, że w trakcie jej prowadzenia na stole znajdowały się nie tylko fragmenty ciała Lecha Kaczyńskiego.

A Parulski był jej jedynym polskim świadkiem. Dlatego Rogalski domaga się, by zeznawał on w prokuraturze. – Nie wyobrażam sobie, by gen. Parulski nie został przesłuchany. Tylko on może wyjaśnić wszystkie wątpliwości i prawdopodobne nieprawidłowości związane z sekcją zwłok prezydenta, w której uczestniczył – powiedział Rogalski.

Co jednak, jeśli i tym razem wniosek zostanie odrzucony? Osoby z otoczenia Jarosława Kaczyńskiego zakładają podobno, że może dojść do ekshumacji zmarłego prezydenta. Rogalski również nie wyklucza takiej możliwości.

ak/kd/se /20.9.2010/

***

Małgorzata Wassermann: nieudolny rząd

Rząd nie wykazuje zaangażowania w wyjaśnienie przyczyn katastrofy smoleńskiej, a postępowanie prokuratorskie prowadzone jest źle i nieudolnie – mówiła podczas spotkania z parlamentarnym zespołem ds. katastrofy smoleńskiej Małgorzata Wassermann.

Oprócz córki posła PiS Zbigniewa Wassermanna w spotkaniu wzięli m.in. udział: Alicja Zając – wdowa po senatorze PiS Stanisławie Zającu, Andrzej Melak – brat przewodniczącego Komitetu Katyńskiego Stefana Melaka, Ewa Kochanowska – wdowa po rzeczniku praw obywatelskich Januszu Kochanowskim oraz rodzina Aleksandra Fedorowicza – tłumacza.

– To, co robi dla nas zespół, ma ogromne znaczenie, za co jesteśmy bardzo wdzięczni. (…) Szczególnie bardzo dziękujemy panu Macierewiczowi za to, że cały czas bardzo mocno walczy o tę sprawę i pomimo nieustannych manipulacji pana wypowiedziami, pan nie odpuszcza. Bardzo za to dziękujemy – powiedziała M. Wassermann.

Według niej, w ocenie rodzin ofiar katastrofy smoleńskiej, postępowanie prokuratorskie prowadzone jest od samego początku w sposób zły i nieudolny, czego dowodem – jak mówiła – jest, że prokuratura, po prawie sześciu miesiącach od katastrofy, nie dysponuje elementarnymi dowodami z tego postępowania.

– Na naszych oczach materiał dowodowy niszczeje, co ostatnio widzieliśmy wszyscy. Nie tylko niszczeje, ale w zasadzie dochodzi tam do celowego matactwa, bo jak inaczej nazwać to, że przychodzą na miejsce zdarzenia osoby, które tną ten samolot na kawałki. To jest rzecz absolutnie niedopuszczalna – oświadczyła Wassermann.

Jej zdaniem, polski rząd od kilku miesięcy nie wykazuje zaangażowania w kwestii wyjaśnienia przyczyn katastrofy. – Ta katastrofa jest zupełnie poza nimi (…) Nie wyobrażam sobie, by w jakimkolwiek innym kraju rząd mógł do tego dopuścić – powiedziała Wassermann.

– Minister zdrowia Ewa Kopacz zapewniała nas tuż po katastrofie, że teren katastrofy został przekopany kilka kilometrów w głąb i po prawie sześciu miesiącach wiemy, że to nieprawda. Nie mówimy już tylko o częściach samolotu czy ubraniach, ale o szczątkach ciał, co jest rzeczą nie do pomyślenia w cywilizowanym kraju – powiedziała córka zmarłego posła PiS.

Wassermann oceniła, że rodziny ofiar katastrofy nie są zadowolone z poziomu współpracy z wojskową prokuraturą. – Na pytania, które zadajemy, prokuratura bezradnie rozkłada ręce i mówi, że pracują tylko na tym, co otrzymali od Rosjan i odsyłają nas do rządu. Pytamy, co zrobił rząd, by usprawnić działania prokuratury. W naszej ocenie nic – powiedziała.

Podkreśliła też, że wielkie wątpliwości wszystkich rodzin ofiar smoleńskiej katastrofy budzi identyfikacja ciał i sposób przeprowadzenia sekcji zwłok przez rosyjskich śledczych.

– Naczelny Prokurator Wojskowy Krzysztof Parulski, gdy pytaliśmy go o te kwestie powiedział, że polscy prokuratorzy nie uczestniczyli w sekcjach zwłok, bo na nie nie zdążyli. Taka odpowiedź to kpina. (…) W naszej ocenie pogwałcono prawo polskie chowając naszych krewnych bez przeprowadzenia przez polskich prokuratorów sekcji zwłok – podkreśliła.

Dodała, że według relacji rodzin, na niektórych dokumentach rosyjskich potwierdzających zgon ich bliskich, nie zaznaczono, że przeprowadzano sekcję zwłok.

Ewa Kochanowska podkreśliła, że do chwili obecnej zarówno prokuratura, jak i rodziny ofiar nie dysponują dokumentami dotyczącymi identyfikacji ciał oraz sposobu określenia przyczyn zgonu.

– Dowody w sprawie, jakimi są niewątpliwe identyfikacja zwłok oraz określenie przyczyn zgonu nie zostały dotrzymane. Ostatnio dowiedzieliśmy się o procedurze niszczenia miejsca wypadku i wraku samolotu. Te fakty są wystarczające, by podważyć jakąkolwiek wiarygodność przygotowywanego przez MAK raportu – oceniła.

M. Wassermann liczy, że premier spotka się z zespołem i rodzinami ofiar. Jak dodała, rodziny ofiar chciałyby uzyskać od premiera odpowiedź m.in. na pytania: jak 10 kwietnia wyglądały negocjacje ze stroną rosyjską o przejęciu przez nasz kraj śledztwa oraz kto podjął decyzję, że badanie przyczyn katastrofy będzie przebiegać w oparciu o konwencję chicagowską.

– Chcemy zapytać premiera, jak to się stało, że komisja polska na czele z szefem MSWiA Jerzym Millerem proceduje wbrew ustawie i jakie to będzie miało konsekwencje – powiedziała. Pytania do premiera będą też – mówiła Wassermann – dotyczyć m.in. tego, co zrobił rząd, by sprowadzić wrak TU-154M do Polski oraz czy są prowadzone z Rosją rozmowy o tym, czy oryginały czarnych skrzynek prezydenckiego samolotu trafią kiedyś do Polski.

int./pap /24.9.2010/

***

Generałowie NATO chcą pomóc

Dowódca amerykańskich Sił Powietrznych w Europie gen. Roger Brady oferuje Polsce pomoc w śledztwie smoleńskim

Po raz pierwszy generałowie NATO wyrażają rozczarowanie trybem prowadzenia dochodzenia w sprawie katastrofy Tu-154M pod Smoleńskiem. Bardzo gorzkie słowa pod adresem osób odpowiedzialnych za to śledztwo padły w największej w Europie wojskowej bazie NATO w Ramstein w Niemczech.

Pięć miesięcy po katastrofie Amerykanie wciąż gotowi są pozytywnie odpowiedzieć na prośbę Polski o pomoc w wyjaśnieniu okoliczności zdarzenia, w którym zginął zwierzchnik Sił Zbrojnych RP prezydent Lech Kaczyński oraz dowódcy wszystkich rodzajów sił zbrojnych jednego ze strategicznych państw Sojuszu Północnoatlantyckiego.

Jasna deklaracja wsparcia Polski została złożona podczas wewnętrznego spotkania towarzyszącego uroczystości odsłonięcia tablicy, którą Amerykanie uhonorowali wczoraj gen. pil. Andrzeja Błasika, poległego 10 kwietnia wybitnego dowódcę Sił Powietrznych RP. Usłyszeli ją obecni tam przedstawiciele polskiego Dowództwa Sił Powietrznych.

Słowa, które padły w Ramstein, dalece odbiegają od protokołu dyplomatycznego przyjętego dla tego typu spotkań. Generałowie Sojuszu zademonstrowali wczoraj najgłębszą solidarność z polskimi dowódcami, którzy zginęli na pokładzie rządowej maszyny. Na podobny gest nie zdobyło się do tej pory polskie Ministerstwo Obrony Narodowej.

Odsłonięcia tablicy poświęconej zmarłemu tragicznie w katastrofie rządowego Tu-154M pod Smoleńskiem gen. pil. Andrzejowi Błasikowi, dowódcy Sił Powietrznych RP, dokonała wczoraj wdowa po generale Ewa Błasik wraz z dowódcą Sił Powietrznych USA w Europie gen. Rogerem Bradym. Padły znamienne słowa ze strony Amerykanów, którzy z najgłębszym szacunkiem wspominają gen. Błasika, wybitnego dowódcę i swojego przyjaciela.

Uroczystość ta otwiera nową erę dla Sojuszniczego Dowództwa Komponentu Powietrznego w Ramstein. Miejsce, w którym teraz się znajdujemy, pozostanie już na zawsze miejscem pamięci gen. pil. Andrzeja Błasika, jego wkładu, który wniósł w rozwój Sił Powietrznych RP, oraz wsparcia wypełnienia misji NATO – podkreślali dowódcy bazy w Ramstein.

Tablica została umieszczona przed głównym budynkiem kwatery NATO w Ramstein, nieopodal flag wszystkich państw członkowskich Sojuszu. Widnieją na niej kontury Polski, nasza flaga i napis: Ku Pamięci Gen. Andrzeja BŁASIKA Dowódcy Polskich Sił Powietrznych RP, 19 kwietnia 2007-10 kwietnia 2010. I cytat z Pieśni Jana Kochanowskiego, w języku polskim i angielskim: A jeśli komu droga otwarta do nieba, Tym co służą Ojczyźnie.

Data 19 kwietnia 2007 r. oznacza moment objęcia przez gen. Błasika dowództwa Sił Powietrznych, 10 kwietnia 2010 r. zaś – dzień jego tragicznej śmierci. Czteroletni dąb, który znajduje się za tablicą jako żywy pomnik – symbol siły i szlachetności – ma również upamiętniać generała. Dąb oraz pamiątkowa tablica – jak mówili amerykańscy dowódcy – będą odtąd przypominać wszystkim o męstwie i szlachetności dowódcy Sił Powietrznych Rzeczypospolitej Polskiej.

Amerykanie mówią, że wielkim błędem strony polskiej jest to, że śledztwo smoleńskie jest prowadzone w taki sposób, że to nie Polska, tylko Rosjanie decydują o wszystkim – powiedziała Ewa Błasik. Jak dodała, są gotowi, aby wesprzeć stronę polską w śledztwie.

Po głównych uroczystościach miałam z dziećmi spotkanie z dowódcami biorącymi w nich udział. Powiedziałam wtedy, że jestem za tym, by śledztwo smoleńskie przejęła komisja międzynarodowa. Generał Roger Brady odpowiedział mi, że Amerykanie są gotowi w każdej chwili pomóc Polsce, wspierając to śledztwo – powiedziała Ewa Błasik.

Dla dowódców NATO gen. Andrzej Błasik – jak podkreślali w swoich przemówieniach podczas oficjalnej uroczystości gen. Brady i gen. Frank Gorenc, dowódca 3 Sił Powietrznych Stanów Zjednoczonych w Europie – pozostanie w pamięci jako wybitny dowódca, który miał jasną wizję rozwoju Sił Powietrznych w Polsce, człowiek niezwykle światły i otwarty.

Ceniłem bardzo determinację gen. Błasika, który był wiernym przyjacielem i prawdziwym sojusznikiem w naszych wysiłkach dla postępu sił powietrznych NATO. Kontakty, które nawiązał w NATO oraz w siłach powietrznych Stanów Zjednoczonych, wciąż wydają owoce dla Sojuszu i obu krajów – zapewnił gen. Roger Brady.

W uroczystości oprócz gen. Rogera Bradyego, dowódcy Sojuszniczego Połączonego Dowództwa Powietrznego, wzięli udział czołowi dowódcy NATO oraz przedstawiciele z państw członkowskich Sojuszu pracujący w kwaterze w Ramstein, m.in. zastępca gen. Bradyego, gen. broni Friedrich Ploeger i gen. Frank Gorenc, dowódca 3 Sił Powietrznych Stanów Zjednoczonych w Europie.

Zaproszenie otrzymał od gen. Bradyego obecny dowódca Sił Powietrznych RP gen. broni pil. Lech Majewski, który sam do Ramstein nie pojechał, lecz delegował tam swoje przedstawicielstwo w osobach: gen. bryg. pil. Tomasza Drewniaka, dowódcy 4 Skrzydła Lotnictwa Szkolnego w Dęblinie, płk. Mirosława Bodnara, zastępcy dowódcy 3 Brygady Rakietowej Obrony Powietrznej i byłego szefa sekretariatu Dowódcy Sił Powietrznych, a także płk. Kazimierza Dyńskiego, szefa Zarządu Operacji Powietrznych. Wraz z rodziną gen. Andrzeja Błasika – panią Ewą Błasik, wdową po generale, i jej dziećmi – Joanną i Michałem, wspólnie udali się do Niemiec.

Jako rodzina gen. Andrzeja Błasika byliśmy bardzo wzruszeni powagą uroczystości. Córka, która na pogrzebie ojca była bardzo dzielna, nawet przemawiała, gdy zobaczyła, z jakimi honorami, przy dźwiękach hymnu polskiego, oddawano mu cześć w bazie wojskowej NATO – nie mogła opanować drżenia i płaczu. Cały czas powtarzała: Mamusiu, a dlaczego u nas w kraju tak nie szanują mojego ojca? – relacjonuje Ewa Błasik.

Nie ukrywam, że powiedziałam Amerykanom, jak źle w Polsce traktowany jest dziś mój mąż, jak media znęcają się nad nim, roztrząsając kwestię jego rzekomego udziału w katastrofie smoleńskiej, jak zapraszają tzw. ekspertów, którzy niewiele mają do powiedzenia. Gdyby nie Nasz Dziennik, to wydarzenie w Ramstein z pewnością byłoby w Polsce przemilczane – mówiła Ewa Błasik.

Dobry dowódca

Wdowa po gen. Błasiku podkreśla, że reakcja na jej słowa wszystkich dowódców NATO, którzy uczestniczyli w uroczystości w bazie w Ramstein, była taka sama. Nie kryli swego zdziwienia i zniesmaczenia. – Nie mieściło im się w głowach, jak można tak postępować z zasłużonym w Polsce i na świecie dowódcą Sił Powietrznych, że poprzez jedno bezpodstawne oskarżenie marnuje się jego dorobek życia – powiedziała Ewa Błasik.

W nieformalnych rozmowach amerykańscy dowódcy podkreślali, że choć nie jest potwierdzone, iż gen. Błasik przebywał w kokpicie przed katastrofą Tu-154M, to nawet jeśli tak było, sami postąpiliby dokładnie tak samo jak on. Podkreślają, że nie groziłoby to bezpieczeństwu ani załogi, ani pasażerów. Weszliby do kabiny pilotów i wsparli ich swoją obecnością, bo tak w trudnej sytuacji postępuje dobry dowódca.

Mecenas Zbigniew Cichoń, senator PiS, uważa, że amerykańscy oficerowie, którzy faktycznie mają sporą wiedzę i doświadczenie, czy to z zakresu budowy samolotów, czy też działania urządzeń pokładowych (wiele z nich na pokładzie Tu-154M było produkcji amerykańskiej), mogliby występować w charakterze biegłych. Senator nie wyobraża sobie, by prokuratura nie chciała skorzystać z ich wiedzy.

Skoro mają tu duże doświadczenie, to jest taka możliwość. Może na podstawie analizy różnych danych technicznych, dotyczących funkcjonowania różnych urządzeń samolotu, i na podstawie analizy szczątków samolotu, które zostały zebrane, udałoby się ustalić przyczynę tej tragedii. Niewątpliwie warto skorzystać z tej wiedzy – powiedział Cichoń. Uważa on, że już samo zaangażowanie amerykańskich generałów mogłoby pozytywnie wpłynąć na sposób prowadzenia postępowania w sprawie katastrofy.

pcs/nd /9.9.2010/

***

Ekspert z USA w zespole Macierewicza

Harvey Kushner, amerykański ekspert ds. terroryzmu, będzie współpracował z parlamentarnym zespołem ds. katastrofy smoleńskiej – poinformował szef zespołu Antoni Macierewicz (PiS).

Kushner spotkał się z prezydium zespołu. Wspólnie z jego członkami omawiał zasady współdziałania. – Chciałbym pomóc zespołowi. Mam nadzieję, że ta współpraca będzie przebiegać efektywnie – powiedział Kushner na konferencji prasowej w Sejmie.

Podkreślił, że zapoznał się już z niektórymi materiałami, które są w dyspozycji zespołu.

Macierewicz przedstawił Kushnera jako współpracownika republikańskiego kongresmana Petera Kinga, który w czerwcu zgłosił projekt rezolucji wzywającej do ustanowienia międzynarodowej niezależnej komisji w celu zbadania przyczyn katastrofy samolotu Tu-154M.

Kushner i Macierewicz zaznaczyli, że powołanie takiej komisji jest konieczne ze względu na to, że dotychczasowy sposób, w jaki wyjaśnia się tę sprawę nie przynosi odpowiedzi na ‘fundamentalne pytania’.

pap /13.9.2010/

***

Cztery wersje ws. katastrofy

Prokuratura Okręgowa w Warszawie, prowadząca śledztwo w sprawie katastrofy smoleńskiej, bada cztery możliwe wersje; są to: awaria samolotu, działania załogi i kontroli ruchu powietrznego, organizacja i zabezpieczenie lotu oraz działania osób trzecich. Polskie władze nie wiedzą jeszcze, ile może trwać śledztwo.

Nie chciałbym składać deklaracji, by powiedzieć, że śledztwo skończy się za dwa lub trzy lata; na pewno będzie jeszcze trwało – oświadczył płk Zbigniew Rzepa, rzecznik Naczelnej Prokuratury Wojskowej, podkreślając, że Polska czeka na przekazanie wszystkich dokumentów przez stronę rosyjską.

Do tej pory strona polska uzyskała 17 tomów akt rosyjskiego śledztwa. Dokumenty są obecnie tłumaczone na język polski. Jednocześnie Prawo i Sprawiedliwość wskazuje na błędy popełnione przez polski rząd, a zwłaszcza nieprzekazanie śledztwa w sprawie katastrofy stronie polskiej.

Chodzi nawet o kwestię pozbierania szczątków tragicznie zmarłych Polaków, których nie pozwolono nam pozbierać z miejsca tragedii, tylko weszły tam buldożery i zaorały ziemię – mówi Marek Suski z PiS. – To śledztwo jest prowadzone bardzo powoli, gdyby nie powołanie specjalnego zespołu parlamentarnego, pewnie ślimaczyłoby się o wiele bardziej – mówi.

jg /14.9.2010/

***

Winni kontrolerzy ze Smoleńska

Wygląda na to, że bezpośrednią przyczyną katastrofy smoleńskiej było działanie wieży kontrolnej, powiedział w USA poseł PiS Antoni Macierewicz.

Poseł wyjaśnił, że kontrolerzy przed wydaniem ostatnich wskazówek dla załogi rządowego tupolewa konsultowali się ze swoją centralą w Moskwie i pytali, czy mają zezwolić na lądowanie. Po tej konsultacji kontroler pozwolił zejść samolotowi do wysokości 50 m, ‘co w istocie oznaczało, że oni już nie mają żadnych szans’.

Zapytany o film z miejsca katastrofy, na którym słychać dźwięki podobne do strzałów, powiedział: – Mogło być tak, że mamy do czynienia z mordowaniem tych, którzy przeżyli, ale równie dobrze mogło być tak, że to strzały policji i wojska odpędzające rabusiów.

Według Macierewicza wyjaśnienie wszystkich okoliczności katastrofy jest najważniejszą sprawą państwa i narodu polskiego, ważniejszą nawet niż bieda, korupcja, wyprzedawanie majątku polskiego i brak praworządności.

PAP /4.9.2010/

***

MON zrezygnowało z nawigatora

Strona polska zrezygnowała z możliwości obecności rosyjskiego nawigatora na pokładzie prezydenckiego samolotu, który leciał do Smoleńska – poinformowała naczelna prokuratura wojskowa. Wskazuje na dokument wydany przez Ministerstwo Obrony Narodowej.

Zdaniem płk. Ireneusza Szeląga, szefa Wojskowej Prokuratury Okręgowej w Warszawie, na razie nie można określić precyzyjnie, kto wydał decyzję o rezygnacji z rosyjskiego nawigatora. – Dokument, który na to wskazuje, pochodzi z Ministerstwa Obrony Narodowej – stwierdził jedynie prokurator. Rosyjskiego nawigatora miał się przed lotami 7 i 10 kwietnia domagać 36 Specjalny Pułk Lotnictwa Transportowego. Dokumenty tego dotyczące trafiły do polskiego MSZ i ambasady w Moskwie. Jednak nie ustalono, gdzie utknęły.

Z wypowiedzi rosyjskich ekspertów lotniczych wynika, że było to złamaniem rosyjskich przepisów lotniczych. Prokuratura Wojskowa poinformowała również, że nie wyznaczono zapasowego samolotu. Te elementy dotyczą organizacyjnego wątku lotu obecnie najintensywniej badanego przez prokuraturę. Śledczy sprawdzają ponadto kwestię renowacji rządowego samolotu. – Prokuratorzy wyjaśniają również okoliczności, w jakich podjęto decyzję o remoncie Tu-154 w Samarze [w zakładach lotniczych Awiakor – przyp. red.]. – Wystąpiliśmy do szeregu instytucji o stosowną dokumentację, w tym m.in. do Inspektoratu Wsparcia Sił Zbrojnych w Bydgoszczy i do Departamentu Zaopatrywania Sił Zbrojnych MON – powiedział płk Szeląg.

Wystąpiono też do instytutu technicznego wojska ‘o wszelkie informacje dotyczące stwierdzonych i sygnalizowanych usterek lub awarii samolotu’. Prokuratura wojskowa zleciła także własne badania DNA ofiar katastrofy pod Smoleńskiem, by wykluczyć wszelkie wątpliwości. – Prokuratorzy zdają sobie sprawę, jak ważna jest dla pokrzywdzonych wiedza na temat wyników tych badań – mówił płk Zbigniew Rzepa, rzecznik Naczelnej Prokuratury Wojskowej. – Obecnie standardem jest pobieranie co najmniej podwójnych próbek do badań genetycznych z każdych identyfikowanych szczątków – zaznaczył.

Badania przeprowadza krakowski Instytut Ekspertyz Sądowych. Prokuratura podała, że w całości przetłumaczono na język polski przekazane przez Rosjan materiały m.in. dotyczące badań DNA. Poinformowano również, że istnieje ryzyko przedłużenia się czasu oczekiwania na opinię ekspertów z Instytutu Ekspertyz Sądowych w Krakowie, którzy odczytują zapisy rejestratora lotu. Według przedstawicieli instytutu, przekazane do Krakowa trzy próbki głosowe są tak nieczytelne, że trudno będzie jednoznacznie przypisać głos konkretnym osobom. Prokuratura w dalszym ciągu nie ma informacji, w jaki sposób zabezpieczono wrak rządowego samolotu.

Wczoraj odbyło się w Moskwie spotkanie przedstawicieli rosyjskich i polskich ‘na temat stanu zaawansowania prac nad zabezpieczeniem wraku samolotu. – Chodzi m.in. o opłotowanie miejsca, gdzie wrak się znajduje, i ustawienie zadaszenia. Szeląg zapowiedział kolejne wnioski o pomoc prawną skierowane do strony rosyjskiej. Jednak uchylił się od odpowiedzi na pytanie, czego będą one dotyczyły. – Nie chcę się wypowiadać o zamierzeniach, tylko o faktach, a adresat korespondencji powinien się o niej dowiadywać z jej treści, a nie za pośrednictwem mediów – odpowiedział prokurator.

zb/nd /3.9.2010/

***

Z nawigatora zrezygnował szef specpułku

To ówczesny szef 36 Specjalnego Pułku Lotnictwa Transportowego zdecydował o rezygnacji z rosyjskiego nawigatora na pokładzie tupolewa lecącego do Smoleńska. Prokuratura wojskowa, która bada katastrofę 10 kwietnia, potwierdziła, że posiada dokument dotyczący tej rezygnacji.

Rosyjski lider naprowadzania miał odpowiadać za kontakt samolotu z wieżą kontroli lotów na lotnisku w Smoleńsku, ponieważ rosyjscy kontrolerzy często nie posługują się obowiązującym w lotnictwie językiem angielskim. Loty do Rosji musiała więc wykonywać załoga znająca język rosyjski. Tak było również 10 kwietnia.

Szef 36 Specjalnego Pułku Lotnictwa Transportowego poprosił Rosjan o nawigatora i najświeższe dane lotniska. Ponieważ termin wylotu się zbliżał, a po stronie rosyjskiej prośby trafiły w próżnię, wystosował kolejne pismo, że lot odbędzie się bez rosyjskiego nawigatora.

Z 36 specpułku wyszła informacja, że załoga będzie znała język rosyjski, więc rezygnujemy z nawigatora. Natomiast podtrzymaliśmy swoją prośbę o dane lotniska. (…) Nie otrzymaliśmy na piśmie żadnej odpowiedzi od Rosjan – przyznał pułkownik Robert Kupracz, rzecznik Sił Powietrznych RP.

Piloci nie mieli więc najnowszych danych o lotnisku, choćby o kierunkach podejścia czy częstotliwościach. Wykonali lot na podstawie danych z 2009 r. Zresztą od tego czasu Rosjanie przestali przysyłać lidera naprowadzania, choć to ich procedury, a nie polskie, wymagają obecności nawigatora, gdy samolot ląduje na wojskowym rosyjskim lotnisku.

rmf /3.9.2010/

***

Miejsce katastrofy nie jest zabezpieczone

– Polskie władze nie zrobiły nic, by zabezpieczyć miejsce katastrofy 10 kwietnia – powiedziała wdowa po szefie IPN Januszu Kurtyce. Zuzanna Kurtyka pojechała do Smoleńska z grupą młodzieży ze Śląska. Na miejscu katastrofy młodzi ludzie odnaleźli małą część rządowego tupolewa.

– Miejsce katastrofy w ogóle nie jest zabezpieczone. To przecież widać. Zastanawiam się, czy tutaj jest w ogóle nasz polski konsulat w tym kraju. Bo to co jest, to jest w tym momencie zrobione przez ludzi, którzy tu przyjechali, przez grupy, które przyjechały oddać hołd. A gdzie jest praca konsulatu? Ich obowiązkiem jest w jakiś sposób upamiętnić to miejsce. Tego nie ma – powiedziała Zuzanna Kurtyka.

– Proszę sobie popatrzeć i odpowiedzieć na to pytanie. Nic nie jest zrobione. Oczekiwałabym odpowiedniego upamiętnienia tego miejsca. To jest pole, które w tym momencie jest suche. Za chwilę się zamieni w błoto i tyle – dodała Kurtyka.

pm/rmf /15.9.2010/

***

Kompromitacja Tuska i jego rządu

Rozmowa z Beatą Gosiewską, wdową po Przemysławie Gosiewskim, wicepremierze w rządzie PiS, który zginął w katastrofie rządowego Tu-154M

Usunięcie krzyża sprzed Pałacu Prezydenckiego to najbardziej spektakularny do tej pory przejaw sprawowania urzędu przez Bronisława Komorowskiego…

Uważam, że podobne metody są niedopuszczalne, przywołują analogię z czasami komunistycznymi. Chyba tylko szaty władzy się zmieniły, bo metody są podobne. W katastrofie smoleńskiej zginęło prawie sto osób, w tym głowa państwa, a nikt nie został do dziś pociągnięty do odpowiedzialności. Jest to dla mnie nie do pojęcia. Władza szydzi z posądzania jej o odpowiedzialność w tej sprawie i robi wszystko, by uniknąć konsekwencji poprzez zrzucanie winy na nieżyjących. Rządzący, gdyby mieli odrobinę przyzwoitości, powinni dawno odejść ze sprawowanych przez siebie urzędów, oni bowiem odpowiadali za bezpieczeństwo prezydenta Lecha Kaczyńskiego, całej delegacji katyńskiej i samolotu, lecz tego bezpieczeństwa nie dopilnowali.

Może władza myśli tak: schowamy krzyż, to ludzie szybciej zapomną o katastrofie?

Myślę, że im bardziej władza usiłuje zamazać katastrofę i zapomnieć o niej, tym bardziej ludzie pokazują, że pamiętają. Im bardziej usiłuje się wprowadzić dezinformację, tym bardziej ludzie żądają prawdy. Mówiłam już, że nasi bliscy stali się niebezpieczni dla władzy również po śmierci. Potwierdzają to sposób prowadzenia śledztwa smoleńskiego i kwestia upamiętnienia ofiar katastrofy. Dobitnie pokazują one, że rządzący, chcąc uniknąć odpowiedzialności za katastrofę tupolewa, nie chcą wyjaśnić jej przyczyn. Dlatego powinniśmy zbudować pomnik ofiar smoleńskich również ku przestrodze, by nigdy więcej nie wydarzyła się podobna katastrofa.

Taki pomnik ma szansę powstać wkrótce na Krakowskim Przedmieściu?

Nie, straciłam już złudzenia. Na pytanie dziennikarki TVN, co powinniśmy zrobić, gdy zabrano nam krzyż, odpowiedziałam wprost: poczekać na lepszą władzę, która będzie miała wolę upamiętnienia 96 ofiar katastrofy. Obecna władza chce to wszystko zadeptać, zapomnieć, zmarginalizować.

Wielu komentatorów zauważa, że po śmierci prezydenta Lecha Kaczyńskiego rządzący zaczynają czuć się coraz bardziej komfortowo.

Prawdą jest, że ci panowie się odkrywają. Ja od razu po katastrofie widziałam, i widzę do tej pory, że traktują siebie w pewnym sensie jako zwycięzców, którzy wzięli wszystko. Jeszcze raz podkreślę, jest to władza niekompetentna i jeszcze na dokładkę nieodpowiedzialna.

Rodziny ofiar otrzymały dostateczną pomoc od państwa?

Bardzo szybko po katastrofie zorientowałam się, że władza jedno mówi w mediach, a drugie robi. My, rodziny ofiar, od samego początku byliśmy marginalizowani i nieszanowani. Tylko w mediach pan prezydent i pan premier mówili, że zdali egzamin. W rzeczywistości, w mojej ocenie, pan marszałek Komorowski zamiast pomagać rodzinom zmarłych parlamentarzystów, organizować pogrzeby, zajmował się szturmem na Pałac Prezydencki i swoją kampanią prezydencką. Podobnie jest też z panem marszałkiem Grzegorzem Schetyną. Byłam u niego 19 sierpnia, myślałam, że to konkretny człowiek. Podczas rozmowy wymieniłam nazwisko dyrektora z Kancelarii Sejmu, który rzekomo miał nam pomagać. Pan marszałek spytał wtedy, kto to jest, zachowywał się, jakby nie był w niczym zorientowany. Obiecał, że zajmie się sprawą. I nawet nie oddzwonił.

Zapomniał? Dużo się teraz dzieje, trwają przygotowania do wyborów samorządowych…

Z moich doświadczeń wynika, że w taki sposób traktowane są te rodziny, które nie mają wspólnych poglądów z Platformą Obywatelską. Natomiast inne rodziny są od początku wyróżniane, informowane, zapraszane. Jednym z przykładów może być uroczystość odsłonięcia przez prezydenta Komorowskiego tablicy poświęconej ofiarom katastrofy w katedrze polowej Wojska Polskiego. Choć mieszkam dwie ulice dalej, zaproszenia na tę uroczystość nie dostałam. Były zaproszone tu tylko wybrane rodziny. Takie zabiegi odczytuję jako próbę dzielenia nas. To są żenujące sceny.

Krzyż sprzed Pałacu Prezydenckiego, przy którym modliły się setki tysięcy Polaków, powinien znaleźć się w Smoleńsku? Prezydent gorąco popiera tę inicjatywę.

Uważam, że nie można podstępem przywłaszczać sobie tego krzyża. Niestety, władza, która skrycie usunęła krzyż, ani słowem nie zająknęła się, co dalej. Kilka dni temu zadałam publicznie pytanie: co dalej proponuje władza z upamiętnieniem ofiar, i nie otrzymałam odpowiedzi. Usłyszałam tylko z ust pana Jacka Michałowskiego, szefa Kancelarii Prezydenta, że mają gigantyczny problem z upamiętnieniem. Od początku widzę, że mają gigantyczny problem z wyjaśnieniem tej katastrofy… Wiem od naocznych świadków, że rząd nie wiedział, jak poprowadzić akcję na miejscu katastrofy, był bałagan, brak koordynacji, nasi patomorfolodzy przyjechali za późno z panią minister Kopacz i tak naprawdę o wszystkim od początku decydowali Rosjanie.

Tymczasem Polacy do znudzenia słyszeli, że w obliczu katastrofy rządowego samolotu (zwanego dziś przez ośrodek władzy i sympatyzujące z nim media – prezydenckim) ‘państwo nie zawiodło’…

Według mnie, Donald Tusk świadomie oddał to śledztwo Rosjanom. Przecież niektórzy przedstawiciele PO mówili do nas, rodzin ofiar, wprost: jak prokuratura rosyjska będzie prowadziła śledztwo, to będziecie mieli pretensje do Rosji, a tak mielibyście do nas pretensje… Fakt, że po pięciu miesiącach premier mówi publicznie, że nie wie, czy funkcjonariusze Biura Ochrony Rządu byli na lotnisku w Smoleńsku, tylko go kompromituje. Rządzi nami władza, która nie hańbi się pracą, a potrafi jedynie czerpać profity z rządzenia, czyli sprawnie obsadzać stołki. Do kancelarii wkroczyli natychmiast, zanim zostało znalezione ciało prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Pytanie – po co? Termin usunięcia krzyża też nie jest przypadkowy. Prezydent mógł to zrobić dwa miesiące temu, a nie teraz, gdy mają rozpocząć się obrady Sejmu nad pustym budżetem państwa. To nie kto inny, tylko rządzący tak naprawdę przez dwa ostatnie miesiące podsycali konflikt związany z krzyżem, który nie jest tak naprawdę problemem krzyża, ale bolesnym problemem braku godnego upamiętnienia ofiar katastrofy.

rozm. pc-s/nd /20.9.2010/

***

Na rosyjskiej ziemi moja noga nie stanie

– Nikogo nie namawiam. Nikogo nie zniechęcam. Każdy musi przeżywać tragedię indywidualnie. Znając historię, więcej na rosyjskiej ziemi, właśnie tamtej ziemi moja noga nie stanie – zadeklarował Andrzej Melak, brat tragicznie zmarłego przewodniczącego Komitetu Katyńskiego Stefana Melaka. A. Melak skomentował tak swój ewentualny udział w pielgrzymce do Katynia

Rodziny ofiar katastrofy smoleńskiej skupione w Stowarzyszeniu Katyń 2010 poinformowały, że ich apel o powołanie międzynarodowej komisji w celu wyjaśnienia okoliczności tej tragedii poparło ponad 270 tys. osób.

Przedstawiciele części rodzin spotkali się z prezydium parlamentarnego zespołu badającego przyczyny katastrofy. Z szefem zespołu Antonim Macierewiczem (PiS) rozmawiali m.in. Andrzej Melak, Jadwiga Gosiewska – matka Przemysława Gosiewskiego i Magdalena Merta – wdowa po wiceministrze kultury Tomaszu Mercie.

Andrzej Melak powiedział w trakcie konferencji prasowej w Sejmie, że zebrane podpisy będą przekazane wraz z apelem o wsparcie inicjatywy do amerykańskiego Kongresu, władz NATO i ONZ, do Parlamentu Europejskiego i do polskiego Sejmu.

Melak podkreślił, że akcja zbierania podpisów pod apelem jeszcze trwa i zachęcił do uczestnictwa. – To jest w tej chwili nasza jedyna realna siła, która może wywrzeć skutek na polskim rządzie. Nie można lekceważyć setek tysięcy wyborców – powiedział.

Melak, Gosiewska i Merta zadeklarowali, że nie wybierają się na pielgrzymkę do Katynia organizowaną 10 października, w której udział zapowiedziała żona prezydenta Anna Komorowska.

Z inicjatywą zorganizowania takiej pielgrzymki wystąpili bliscy 28 ofiar katastrofy, m.in. gen. Franciszka Gągora, gen. Andrzeja Błasika, gen. dyw. Kazimierza Gilarskiego, adm. Andrzeja Karwety, Stanisława Jerzego Komorowskiego, gen. dyw. Stanisława Nałęcz-Komornickiego, księdza gen. brygady Adama Pilcha, gen. broni Włodzimierza Potasińskiego, Andrzeja Przewoźnika, Andrzeja Kremera, Mariusza Kazany, Jolanty Szymanek-Deresz, Izabeli Jarugi-Nowackiej, Arkadiusza Rybickiego, Andrzeja Sariusz-Skąpskiego.

Rodziny ofiar skarżyły się także, że bez odzewu pozostaje apel o przekazanie Polsce czarnych skrzynek TU-154M i o zabezpieczenie wraku samolotu, który nadal znajduje się na lotnisku koło Smoleńska.

pap /17.9.2010/

***

Nowe fotele nie zrobią z tupolewa boeinga

Rozmowa z generałem Romanem Polką, dowódcą jednostki specjalnej GROM w latach 2000-04 i w roku 2006, p.o. szefem Biura Bezpieczeństwa Narodowego od 8 sierpnia 2007 r. do 15 stycznia 2009 r.

Porównuje pan Tu-154M nr 102 do wyremontowanej syrenki, która może błyszczy, ale nigdy nie będzie miała takich możliwości technicznych jak współczesne maszyny.

Tu-154M to nie jest nowoczesny samolot. Rozumiem kłopoty finansowe Ministerstwa Obrony Narodowej. Należałoby jednak kupić nowe maszyny. Technologia tupolewa jest z tych lat, co technologia syrenki. I nie zmieni tego fakt, że w wyremontowanym w Samarze samolocie wstawiono najnowocześniejsze fotele. Dlatego mówienie, że po modernizacji samolot ten stał się nowoczesny, jest absurdem. Jest to stary samolot, który nie nadaje się do przewozu najważniejszych osób w państwie. Jeszcze niedawno była mowa o tym, że do tego samolotu nie ma trenażerów – piloci nie mogą więc szkolić się do latania na tej maszynie w warunkach trudnych, ekstremalnych. W tej sytuacji bezpieczeństwo pasażerów nie może być zagwarantowane. Innym zasadniczym problemem (poza tym, że jest to przestarzała technologia) jest to, że ten typ samolotu bardzo źle się zapisał w naszej historii. A bodaj najistotniejszy jest fakt, że nie mamy wyjaśnienia przyczyn katastrofy smoleńskiej. Nie wiemy, co zawiodło w Tu-154M o numerze bocznym 101, a już decydujemy się na powrót maszyny dokładnie tego samego typu do latania z VIP-ami. Jestem głęboko zdziwiony decyzją ministra obrony Bogdana Klicha, który zapowiedział, że wyremontowany w Rosji Tu-154M będzie służył polskim VIP-om.

Jakie decyzje powinny zapaść co do tupolewa, który w przyszłym tygodniu ma wrócić do Polski?

Moim zdaniem, powinniśmy zupełnie zrezygnować z użytkowania tego samolotu. To, że do czasu wyjaśnienia przyczyn tej katastrofy loty Tu-154M będą zawieszone, nie zmieni faktu, że jest to stara technologia. Żadne modernizacje techniczne nie spowodują, że maszyna zmieni się w nowoczesnego boeinga. Jestem przekonany, że parametry tego samolotu, który niedługo ma do nas wrócić z Samary, nie będą pozwalały na loty w bardzo trudnych warunkach. Powinniśmy dać sobie spokój z tym samolotem i nie odkładać problemów z wyposażeniem specpułku w nowoczesne maszyny, po prostu zakupić nowoczesną flotę śmigłowców.

MON deklaruje nawet przetarg na nowe samoloty…

A z drugiej strony mówi o powrocie do 36 Specjalnego Pułku Lotnictwa Specjalnego wyremontowanego tupolewa… Mam wrażenie, że m.in. po to, by odwlec procedurę zakupu nowej floty powietrznej. Obawiam się, że wrócimy niedługo do sytuacji sprzed katastrofy w Smoleńsku, czyli do odkładanych nie wiadomo na jaki czas decyzji o zakupie nowego sprzętu dla specpułku, który odpowiada za loty z najważniejszymi osobami w państwie. Myślę, że to m.in. z tego powodu żołnierze 36 Pułku wolą odchodzić do cywila, niż męczyć się na sprzęcie, który – niestety – zawodzi.

W Biurze Bezpieczeństwa Narodowego powstał raport dotyczący ustalenia kryteriów bezpieczeństwa lotów z najważniejszymi osobami w państwie. Jednym z nich jest kwestia rozmieszczenia VIP-ów w samolocie oraz ich obowiązki w czasie lotu.

Czasami można odnieść wrażenie, że debata na ten temat odbywa się w następującej konwencji: mówi się nie o tym, dlaczego wiadro jest dziurawe i cieknie z niego woda, tylko o tym, jak poukładać w tym wiadrze jakieś rzeczy, aby ta woda nie ciekła.

Porównanie raczej ironiczne…

Bo ucieka się od problemu zasadniczego, czyli wyposażenia specpułku, o czym mówiłem już wcześniej, i poprawy w wyszkoleniu naszych pilotów. W tym obszarze nic nie zastąpi zdrowego rozsądku i odpowiedzialności poszczególnych dowódców. Trudno jest napisać procedury do każdego zdarzenia, jakie nastąpiło lub nastąpi. Nie da się wszystkiego przewidzieć. To dobrze, że jakieś procedury powstały. Nie zmieni to jednak faktu, że w dalszym ciągu 36 Specpułk nie szkoli się tak, jak powinien, że nie jest tak jak trzeba wyposażony. Pisanie jakichś raportów, ustalanie procedur to tylko pozorne ruchy, które nie wprowadzają żadnej nowej jakości. Polscy piloci nie mają możliwości szkolenia się w trudnych warunkach, bo nie posiadamy symulatora lotów, na którym mogliby ćwiczyć. Sytuacja co najmniej dziwna, zważywszy że mamy XXI wiek, a więc czas skomplikowanych technologii, również wirtualnych. Uważam, że jeżeli nie potrafimy zapewnić ćwiczeń dla pilotów, którzy mieliby latać na Tu-154M, to najwyższy czas odejść od tego typu maszyn. Taki samolot powinien trafić do muzeum, a nie do specpułku.

Poseł Tadeusz Iwiński (Lewica) powiedział rosyjskiej gazecie Kommiersant, że prezydent Bronisław Komorowski raczej nie będzie latał wyremontowanym samolotem. Jak twierdzi, przyczyny takiej decyzji są emocjonalne. Według Iwińskiego samolotem mogą być przewożeni urzędnicy niższej rangi.

Jak widać, same VIP-y dostrzegają, że nie powinni latać na takim sprzęcie. Dopóki nie ustali się przyczyn katastrofy z 10 kwietnia, należy odstawić ten samolot na bok. To nie jest samolot na miarę XXI wieku – nie trzeba tu nawet być specjalistą i wskazywać detali technologicznych. Wystarczy zdrowy rozsądek: w tej katastrofie zginęła cała delegacja katyńska, 96 osób, w tym prezydent Lech Kaczyński z małżonką, ministrowie, generałowie. To wystarczający dowód na to, że tę maszynę trzeba odstawić. Sam generał Stanisław Koziej zanim został szefem BBN, mówił, że w wojsku potrzebny jest skok technologiczny. Pora więc przejść od słów do czynów.

aa/nd /9.9.2010/

***

Dowody pokrywa mgła

O ile w 2001 r. patomorfolodzy badali ciała ofiar katastrofy lotniczej w Pensylwanii przez trzy miesiące, o tyle rosyjscy eksperci medycyny sądowej ustalili tożsamości wszystkich 96 ofiar smoleńskich w ciągu zaledwie dziesięciu dni.

Po rozbiciu się samolotu na miejsce katastrofy nie przyjechała żadna rosyjska karetka pogotowia. W samolocie, który spadł z wysokości kilku metrów, nie było ani jednej żyjącej lub rannej osoby, a przynajmniej niezmasakrowanych zwłok (tymczasem ze statystyk wynika, że w takich okolicznościach przeżywa około 80 proc. pasażerów i członków załogi) – czytamy w artykule opublikowanym na litewskim portalu Balsas.

Powołując się na opinie zagranicznych ekspertów, autor tekstu dowodzi, że katastrofa Tu-154M pod Smoleńskiem nie mogła być przypadkowa. Porównuje śmierć prezydenta Lecha Kaczyńskiego do niewyjaśnionej do tej pory katastrofy na Gibraltarze, w której zginął gen. Władysław Sikorski.

‘Moskwa ukrywa dane o katastrofie samolotu prezydenta Polski, tak samo jak 50 lat temu negowała swoją odpowiedzialność za zagładę tysięcy polskich oficerów’ – komentuje litewski portal, przypominając jednocześnie, że ostatecznie historia przedstawiła niezbite dowody na to, że ‘bezbronnych Polaków rozstrzeliwali rosyjscy enkawudziści’. Litwini mają świadomość, że wyjaśnienie przyczyn katastrofy z 10 kwietnia napotyka na poważne przeszkody. ‘(…) nieoczekiwany, niewyobrażalny koniec kariery politycznej i życia prezydenta Polski Lecha Kaczyńskiego rosyjska prokuratura generalna nadal kategorycznie nazywa ‚nieszczęśliwym wypadkiem’, choć niezależni eksperci przedstawiają dziesiątki dowodów na to, że to była, mówiąc terminami sowieckiego KGB, ‚fizyczna likwidacja wojskowo-politycznego kierownictwa wrogiego państwa’ – utrzymuje autor tekstu.

Dwa Katynie

Balsas.lt przypomina, że 10 kwietnia prezydent Lech Kaczyński wraz z małżonką i 94 znanymi osobistościami ze świata polityki, wojskowości, kultury i Kościoła leciał do Federacji Rosyjskiej uczcić pamięć ofiar katyńskich. „[Prezydent] chciał przypomnieć Rosji i światu, że komunistyczną Polskę zbudowano na fundamentach przymusowego kłamstwa o Katyniu, a Polska demokratyczna usiłuje dowiedzieć się całej prawdy o tej krwawej zbrodni’ – czytamy w artykule.

W kolejnym akapicie autor podkreśla, że – podobnie jak w przypadku mordu katyńskiego dokonanego na 22 tys. polskich oficerów – na katastrofę polskiego samolotu, którą już zdążono nazwać ‘drugim Katyniem’, tylko w ciągu pierwszego miesiąca ‘także zostały wylane całe beczki pogłosek i dezinformacji’. Litwini zauważają, że do tej pory nie jest oczywisty nawet dokładny czas katastrofy. I znowu paralela do Katynia – podobna sytuacja nastąpiła po wojnie, kiedy Józef Stalin przedstawił światu ‘niezbite’ dowody na to, że ‘polskich oficerów w Katyniu rozstrzelano nie w marcu – kwietniu 1940 r., lecz w 1941 r., gdy obwód smoleński już był zajęty przez niemieckich narodowych socjalistów’.

Dlaczego nikt nie przeżył

Zgodnie z wersją dominującą w Rosji, Tu-154M miał spaść dlatego, że ‘jego piloci nie zastosowali się do zaleceń wieży kontrolnej lotniska wojskowego w Smoleńsku i usiłowali wylądować w nieodpowiednich warunkach pogodowych, gdy pas startowy był pokryty gęstą mgłą’. Litewski portal polemizuje z tą tezą, przywołując informacje podane przez amerykańską witrynę Prison Planet. Przywoływani tam eksperci zauważają, że nagrane przez świadków filmy z miejsca katastrofy oraz dane meteorologiczne z tej godziny zaprzeczają twierdzeniom, jakoby to mgła miała przeszkodzić pilotowi zorientować się, że ‘ląduje nie na lotnisko, tylko na las’. Przywołany został argument, że mgła – o ile nie jest wytwarzana sztucznie – powstaje, gdy wilgotność powietrza zbliżona jest do 100 procent. Tymczasem dane meteorologiczne wskazują, że 10 kwietnia pod Smoleńskiem wynosiła ona mniej niż 60 procent.

‘Amerykanie twierdzą, iż to, co rosyjscy funkcjonariusze nazywają mgłą, w rzeczywistości jest dymem unoszącym się z płonących szczątków samolotu’ – zaznacza portal. Przypomina przy tym, że do tej pory nikt nie zanegował autentyczności opublikowanego w Internecie amatorskiego filmiku, na którym słychać głosy w języku polskim (m.in. ‘Nie zabijajcie nas’), a następnie odgłosy strzałów. Portal zauważa, że jedną ze zgłaszanych od początku poważnych wątpliwości jest pytanie o to, dlaczego bezpośrednio po katastrofie na miejsce nie przyjechała żadna rosyjska karetka pogotowia. Zdaniem Litwinów, dziwne jest to, że katastrofy nie przeżyła ani jedna osoba bądź że nie znaleziono przynajmniej jednych niezmasakrowanych zwłok. ‘Ze statystyk wynika, że w takich okolicznościach przeżywa około 80 proc. pasażerów i członków załogi’ – twierdzi Balsas.lt. Autor tekstu zastanawia się też, dlaczego ‘ziemia na miejscu katastrofy nie była wypalona, choć powinno tak się stać, gdy spadnie samolot napełniony paliwem’.

Odwracanie uwagi

Portal przytacza także obserwacje znanej austriackiej analityk Jane Bürgermeister, która zajmowała się m.in. tematem światowej psychozy z powodu ptasiej i świńskiej grypy, a także niemieckiego dziennikarza Gerharda Wisnewskiego. Twierdzą oni, że przywódcy rosyjscy poprzez ‘teatralną pokutę za pierwszy Katyń’ chcieli odwrócić uwagę od drugiego. Wisnewski porównuje katastrofę polskiego samolotu prezydenckiego Tu-154M z katastrofą porwanego przez terrorystów 11 września 2001 roku w Pensylwanii amerykańskiego samolotu pasażerskiego. ‘Wówczas pasażerowie powstali, uniemożliwiając islamistom uderzenie samolotem w Biały Dom w Waszyngtonie.

Samolot amerykańskich linii lotniczych Boeing 757-222 spadł na pole w odległości 240 km od stolicy USA’ – pisze Wisnewski. Zdaniem niemieckiego dziennikarza, podobnego scenariusza nie można z całą pewnością wykluczyć także w przypadku samolotu, którym leciał prezydent Kaczyński i 95 pozostałych pasażerów. ‘Samolot miał spaść jeszcze na terytorium Polski, aby nikt nie mógł podejrzewać o to rosyjskich służb specjalnych’ – dywaguje dziennikarz. Litewski portal zauważa ponadto, że o ile w 2001 roku patomorfolodzy badali ciała ofiar katastrofy lotniczej w Pensylwanii (pasażerów, członków załogi i terrorystów) przez trzy miesiące, o tyle rosyjscy eksperci medycyny sądowej ustalili tożsamości wszystkich 96 ofiar smoleńskich w ciągu zaledwie dziesięciu dni i zwrócili Polakom kontener z ‘nierozpoznanymi’ szczątkami ludzkich kości i tkanek. ‘Na Zachodzie dziwią się, dlaczego polski rząd kierowany przez liberała Donalda Tuska dotychczas nie zażądał, aby śledztwo w sprawie katastrofy prowadziła międzynarodowa komisja, nie zaś rosyjscy prokuratorzy, którzy niszczą dowody’ – komentuje Balsas.lt.

Powtórka z Gibraltaru?

Litwini analizują też, dlaczego do jednego samolotu wsiadło tyle ważnych osobistości, skoro Polska pamięta jeszcze inną straszną katastrofę lotniczą z 23 stycznia 2008 r., kiedy to rozbił się samolot typu CASA, którym lecieli ważni dowódcy wojskowi. Balsas.lt zauważa, że katastrofa samolotu z prezydentem Lechem Kaczyńskim jest podobna do tej, która wydarzyła się 4 lipca 1943 r. na Gibraltarze. Niewyjaśnioną do tej pory śmierć poniósł wtedy gen. Władysław Sikorski, który ‘przeszkadzał moskiewskim planom zapanowania w powojennej Polsce i całej Europie Wschodniej’.

Puenta tego artykułu jest taka: po śmierci prezydenta Lecha Kaczyńskiego zabrakło w Europie ‘przedostatniego znanego polityka’, który nie chciał ‘zresetować’ stosunków z Rosją – do czego usilnie namawia chociażby prezydent Stanów Zjednoczonych Barack Obama. ‘Ostatnim takim politykiem jest prezydent Gruzji Micheil Saakaszwili’ – konstatuje Balsas.lt.

MZ/ND /20.7.2010/

***

To jest drugi Katyń

Rozmowa z Wiktorem Suworowem, byłym agentem sowieckiego wywiadu wojskowego GRU, który uciekł na Zachód, skazanym w Rosji na karę śmierci, autorem książek o historii Związku Sowieckiego

W Rosji na poważnych stanowiskach nie ma ekspertów niezależnych od władzy. Dlatego moim zdaniem należałoby powołać specjalną międzynarodową komisję do wyjaśnienia katastrofy smoleńskiej, złożoną z czołowych ekspertów z różnych krajów: Szwecji, Włoch, Wielkiej Brytanii – mówi Suworow

Cztery miesiące po katastrofie smoleńskiej władze rosyjskie nie chcą udostępnić polskim śledczym najważniejszych dokumentów w tej sprawie, np. protokołów sekcji zwłok ofiar. Dlaczego Moskwa tak się zachowuje?

Możliwe są różne wersje wydarzeń, ale jeśli nawet obecny reżim rosyjski nie był zamieszany w tę katastrofę bezpośrednio, to jego późniejsze działania miały charakter działań przestępczych.

W dniu katastrofy rosyjscy przywódcy deklarowali wszelką możliwą pomoc w wyjaśnieniu katastrofy…

O tak (śmiech), a czego innego można było oczekiwać? To tylko propaganda.

Czyli Międzypaństwowy Komitet Lotniczy nie będzie umiał, czy nawet chciał wyjaśnić tej katastrofy?

Władze rosyjskie mają ogromny wpływ na funkcjonowanie tej komisji. Tymczasem do wyjaśnienia takiej katastrofy potrzeba naprawdę niezależnych ekspertów. Jest to bowiem sytuacja nadzwyczajna. To nie był zwykły wypadek. Dlatego moim zdaniem należałoby powołać specjalną międzynarodową komisję do wyjaśnienia katastrofy smoleńskiej złożoną z czołowych ekspertów z różnych krajów: Szwecji, Włoch, Wielkiej Brytanii itd.

Pana zdaniem, również szefowa MAK – Tatiana Anodina, nie jest takim niezależnym ekspertem?

Ona jest właśnie przykładem wpływów rosyjskich na funkcjonowanie tej komisji. W Rosji na poważnych stanowiskach nie ma ekspertów niezależnych od władzy. Dlatego moim zdaniem w takiej międzynarodowej komisji ds. wyjaśnienia tej katastrofy nie powinno być w ogóle rosyjskich ekspertów.

Jak należało ustalić zasady współpracy między Polską a Rosją przy wyjaśnianiu przyczyn katastrofy?

Jeśli jedna strona nie ufa drugiej, to najlepszym rozwiązaniem jest powołanie międzynarodowej komisji śledczej. Przywódca państwa rosyjskiego powinien wziąć pod uwagę to, że skoro ta tragedia wywołała wiele negatywnych odczuć w polskim społeczeństwie, to należałoby zabezpieczyć teren katastrofy, nie dopuszczać tam osób postronnych i natychmiast zainicjować powołanie międzynarodowej komisji ds. wyjaśnienia katastrofy. W skład takiej komisji powinni wejść eksperci z różnych krajów. Dlatego też władze rosyjskie nie powinny nawet dotykać czarnych skrzynek samolotu. Naraziły się bowiem w ten sposób na zarzut manipulowania ich zawartością. Powinny zostawić ich otwarcie międzynarodowej komisji i od niej oczekiwać wyjaśnienia przyczyn katastrofy. To nie jest tylko opinia Polaków. To byłoby rozwiązanie najlepsze zarówno dla Polski, jak i dla Rosji, po prostu dla wszystkich.

Postępowanie władz rosyjskich wskazuje na to, że chcą ukryć prawdę o katastrofie?

Właśnie. To jest – można powiedzieć – Katyń II. W Rosji znowu coraz częściej mówi się, że zbrodni katyńskiej dokonali Niemcy. W ostatnich latach wydano mnóstwo książek i publikacji na ten temat. Dlatego zastanawia mnie zachowanie rosyjskich władz. W ubiegłym roku główny prokurator wojskowy Rosji postanowił o utajnieniu decyzji o umorzeniu śledztwa w sprawie mordu katyńskiego i sprzeciwił się przekazaniu Polsce dokumentów w tej sprawie, twierdząc, że zawierają one informacje tajne i ściśle tajne. Pomyślałem sobie wtedy: zaraz, jeśli – jak utrzymuje oficjalna propaganda – to była zbrodnia dokonana przez Niemców, to dlaczego materiały na ten temat zostały w Rosji utajnione? Dlatego uważam, że nie potrzeba więcej dowodów. Utajnienie dokumentów przez władze rosyjskie oznacza, że to one są odpowiedzialne za zbrodnię katyńską.

Uważa Pan, że władze Rosji mogły mieć udział w zamachu na polskiego prezydenta czy po prostu chcą ukryć zaniedbania jakichś urzędników?

Myślę, że wszystko jest w tym przypadku możliwe. Ta władza to kryminalny reżim. Z drugiej strony jest ona niezwykle nieudolna.

Dlaczego w takim razie jest wciąż popierana przez Rosjan?

Odpowiedź na to pytanie jest bardzo prosta. Zobrazuję to pewną historią. Otóż przez pewien czas mieszkałem w Bristolu. W tym czasie tamtejsze ZOO dostało z Rosji dwa niedźwiedzie polarne. Jeden z nich przebywał wcześniej również w ZOO, więc zachowywał się w miarę normalnie. Ale drugi był przetrzymywany w klatce. Nawet gdy w bristolskim ZOO wypuszczono go na duży wybieg, gdzie miał dużo swobody, niedźwiedź robił tylko trzy kroki do przodu, a potem trzy do tyłu… A przecież nie był już w klatce! Podobnie jest z rosyjskim społeczeństwem. To jest tragedia. Bo nawet gdy Rosjanom dano wolność, nie umieli już w niej żyć. To właśnie stało się z rosyjskim społeczeństwem po 70 latach komunizmu. Każdy, kto obecnie sprzeciwia się rosyjskim władzom, jest zabijany. Dlatego żyć mogą tylko osoby, które są posłuszne. Ludzie już nie rozumieją, co to znaczy wolność. Dlatego zachowują się jak ten niedźwiedź – trzy kroki do przodu, trzy do tyłu. Mogę tylko powiedzieć, że jest mi bardzo przykro z powodu zachowania władz Rosji i rosyjskiego społeczeństwa. Znaczące jest także to, że wielu obywateli ucieka z Rosji, gdy tylko nadarza im się okazja. Miliony Rosjan mieszkają w USA, Niemczech, Wielkiej Brytanii itd. Ale wielu zwykłych obywateli nie ma pieniędzy i możliwości wyjazdu.

Władze nie dostrzegają w tym problemu?

Nie, bo dla nich ludzie nie są potrzebni. Jeśli jest coraz mniej ludzi, nie trzeba ponosić wydatków na edukację itd. Władze interesuje tylko eksploatacja gazu, ropy, niklu itd. Dzięki Chińczykom mają tanią siłę roboczą, a do pomocy w eksploatacji złóż można zatrudnić zagraniczne ekipy…

Jakie są obecnie główne cele rosyjskiej polityki?

Obecny reżim interesują tylko jego własne sprawy. Dlatego politykę zagraniczną i wewnętrzną Rosji sprowadza się do zabezpieczenia własnych interesów rządzących. Interesy całej Rosji nie mają dla nich znaczenia. Dla tych władz jedynym celem jest zarabiać dla siebie kolejne miliardy, aby kupować kolejne domy, kluby sportowe itd. Ci ludzie są nastawieni wręcz wrogo wobec Zachodu. Ale większość członków ich rodzin mieszka… właśnie na Zachodzie.

Jednak na Zachodzie obecne władze są akceptowane, a nawet traktowane jak strategiczny sojusznik. Także obecny polski minister spraw zagranicznych zaledwie rok temu przekonywał, że Rosja jest bardzo bliska wartościom demokratycznym…

Rosja była bliska wartościom demokratycznym jedynie w 1991 r., kiedy komunizm w tym kraju upadł, a miliony ludzi wyszły na ulice. Ale natychmiast partia komunistyczna odzyskała wpływy. Kim był Borys Jelcyn? Członek Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego. A kim jest Władimir Putin? Jednym z szefów KGB. O jakich więc wartościach demokratycznych mówimy? A o stanie polityki zagranicznej świadczy m.in. to, jakie kraje są najbliższymi sojusznikami Rosji: Korea Północna, Iran, do niedawna także Białoruś… A przecież dziś już nawet ten ostatni kraj Rosja traktuje jako wrogi… Dla rosyjskich władz każdy jest wrogiem. Gdzie tu jakikolwiek związek z zasadami demokratycznymi?

Popiera Pan utworzenie międzynarodowej komisji ds. wyjaśnienia katastrofy. Cztery miesiące po tragedii miałaby ona jeszcze szanse dotrzeć do prawdy?

Zawsze trzeba dążyć do poznania prawdy. Nawet gdyby to miało trwać wiele lat. Jeśli winny tragedii nie zostanie odkryty, nadal będzie dopuszczał się przestępstw. Nie można się przejmować upływem czasu. Nasze dzieci, wnuki, a nawet prawnuki mają prawo poznać prawdę! Międzynarodowa komisja jest najlepszym rozwiązaniem w takiej sytuacji. Nawet gdyby władze rosyjskie przeszkadzały w jej pracach, powinna do końca próbować wyjaśnić tę katastrofę i szukać wszelkich dostępnych informacji. Przecież do dziś ludzie badają tajemnicę katastrofy Titanica, aby poznać prawdę. Międzynarodowa społeczność ma wszelkie możliwości, by dotrzeć w tej sprawie do prawdy.

Nasze władze powinny od razu po katastrofie wystąpić o powołanie tej komisji?

Nie chciałbym udzielać polskiemu rządowi żadnych rad, bo władze rosyjskie udzielały ich Polakom już zbyt długo… Jesteście wielkim narodem i sami wiecie, co trzeba robić. Ale w mojej opinii, każdy rząd w takiej sytuacji powinien zrobić wszystko, aby odkryć prawdę.

Zapewne rozmawiał Pan na temat katastrofy z innymi Rosjanami. Co o niej myślą?

Zwykle powtarzane są dwie różne opinie. Jedni przekonani są, że to była zbrodnia. Inni uważają, że władze rosyjskie wymyślą jakąś opinię jako łatwe wytłumaczenie katastrofy – np. że to była wina mgły. Duża część Rosjan nie ma żadnego zdania w tej sprawie i w ogóle jej to nie interesuje, bo chce jedynie wygodnie żyć, tak jak to dzieje się wszędzie. Ale jest też wielu ludzi, którzy rozumieją, że stało się coś bardzo złego.

Wiktor Suworow – właściwie Władimir B. Rezun. W latach 1974-1978 był pracownikiem GRU w sowieckiej rezydenturze w Genewie. W roku 1978 zbiegł do Wielkiej Brytanii. Za ucieczkę został skazany zaocznie przez Wojskowy Sąd Najwyższy ZSRS na karę śmierci. Wyrok dotychczas nie został uchylony. Jest autorem wielu książek o historii i charakterze sowieckiego imperium.

rozm. mb/nd/27.8.2010/

***

Przeraża mnie to…

Rozmowa z Nikołajem Wasylenką, inżynierem konstruktorem, byłym pilotem oblatywaczem (16 tys. godz. w powietrzu, wylatanych na różnych typach statków powietrznych cywilnych i wojskowych), wieloletnim pracownikiem rosyjskich państwowych linii lotniczych Aerofłot

W Samarze zrobiono w Tu-154M mozaikę niefabrycznych elementów amerykańskich i rosyjskich. TAWS, komputery pokładowe, systemy nawigacji, odbiorniki GPS i radar były amerykańskie. Sama łączność była częściowo amerykańska, a częściowo rosyjska. Do tego wyświetlacze w kokpicie amerykańskie, ale za to wysokościomierze, prędkościomierze, chyłomierze i – co najważniejsze – autopilot były już rosyjskie. Tak samo komputer nawigacyjny lądowania, ILS, radiokompasy i system żyroskopowy

Spotkał się pan z podobnymi katastrofami z udziałem Tu-154 jak ta z 10 kwietnia na lotnisku Smoleńsk Siewiernyj?

Na wstępie chciałbym złożyć najgłębsze wyrazy współczucia polskim kolegom, pilotom i rodzinom ofiar – zarówno pasażerów, jak i załogi samolotu, stewardes oraz generałów. Jeśli zaś chodzi o pani pytanie, to najpierw chciałbym wyjaśnić, że samolot Tu-154 wzorowany jest na Boeingu 727. Z tą różnicą, że tupolew ma gorsze silniki – cięższe i mniej wydajne – i gorsze wyposażenie elektroniczne, przez które liczebność załogi wzrosła dwukrotnie w stosunku do amerykańskiego pierwowzoru. Dla mnie to od początku była konstrukcja nieudana. Świadczyło o tym chociażby to, że zaraz po wprowadzeniu maszyn Tu-154 doszło do dwóch całkowicie niewyjaśnionych katastrof w Pradze i w Kijowie, a później także do wielu innych, podobnych katastrof. My, piloci, często ten samolot nazywaliśmy latającą trumną. A to właśnie przez te wszystkie katastrofy, gdzie albo nie wiadomo było, co się stało, albo zrzucano winę na pilotów. Tymczasem w rzeczywistości bardzo często było tak, że piloci nic już nie mogli zrobić – np. gdy była usterka systemów, gdy samolot wpadł w turbulencję, lub też gdy był źle wyważony. To są właśnie takie dwie pięty achillesowe wspomnianej konstrukcji – wyważenie i turbulencje.

O co chodzi z tym wyważeniem?

Chodzi o to, że środek ciężkości, który jest z tyłu – czyli tam, gdzie ciężkie, duże silniki – przesuwa się w czasie zejścia do lądowania. Dlatego samolot musi być idealnie wyważony. W dodatku prędkość na podejściu najbezpieczniej jest ustawić według masy samolotu, i dlatego trzeba dokładnie wiedzieć, ile on waży. Czyli piloci muszą wszystko przed lądowaniem podliczyć – zarówno wagę przewożonego ładunku, samego samolotu, jak i pozostałość paliwa. Równie ważne jest unikanie turbulencji, bo te albo wprowadzają samolot w korkociąg, albo w świecę, albo w oscylacje, a wtedy już nic się nie da zrobić. Wiadomo, że zawsze walczy się do końca, ale ostatecznie i tak samolot spada i się rozbija. Dokładnie to zdarzyło się bardzo niedawno, gdy rozbił się u nas, koło Doniecka, samolot Tu-154 rosyjskich linii Pułkowo. Widziałem, jak to się stało, bo byłem wtedy na miejscu. I choć piloci walczyli do końca, jednak w wyniku turbulencji nastąpiło przeciągnięcie, po którym spadli na ogon i wszyscy zginęli.

Do ilu tego typu katastrof z udziałem Tu-154 dotychczas doszło?

Z tego, co mi wiadomo, to w ciągu ostatnich 40 lat w katastrofach tego typu samolotów – we wszystkich jego wersjach (i to nie licząc porwań) śmierć poniosło już kilka tysięcy osób. Na około 1000 samolotów Tu-154, które opuściły fabryki (nie licząc prototypów, to mniej niż 1000), aż około 110 miało różne wypadki. Z czego nastąpiło 65 katastrof, no i ta ostatnia – 66. Samolot ten jest bardzo niebezpieczny.

Dlaczego więc maszyny te są w ciągłym użytku?

W europejskiej części Rosji już praktycznie nie używa się Tu-154 w żadnych liniach lotniczych. Chyba jedynie Gazpromavia jeszcze ma ich kilka. Ale komercyjne linie lotnicze ich nie używają, bo kto by wsiadł to tupolewa? Dlaczego także sam Aerofłot ma boeingi i airbusy, a nie lata już Tu-154? Właśnie dlatego, że nikt już nie wybierze linii, które mają na wyposażeniu niebezpieczne samoloty.

Ale to właśnie takim modelem samolotu leciał prezydent RP z delegacją na uroczystości do Katynia.

Sam się dziwię, dlaczego prezydent Polski używał tych samolotów. Pewnie dlatego, że wy, Polacy, mieliście już całą bazę techniczną, wszystkich przeszkolonych ludzi, inżynierów, pilotów, wieloletnie doświadczenie eksploatacyjne, części zamienne do tych samolotów, przyzwyczajonych pracowników na lotniskach i sprzęt naziemny przystosowany dla Tu-154. Ale trzeba było jednak to wszystko odsprzedać, personel przekwalifikować i kupić nowe samoloty, np. Tu-204, albo Ił-96. To są bezpieczne i perspektywiczne maszyny. Można je było wyleasingować. Dużo łatwiej byłoby też przekwalifikować personel i wykorzystać już posiadaną infrastrukturę.

Co, pana zdaniem, spowodowało katastrofę polskiego samolotu rządowego pod Smoleńskiem?

W przypadku polskiego Tu-154M o numerze bocznym 101 mogło dojść do usterki. W tych samolotach często do nich dochodzi. Natomiast wspólne z Rosjanami ogłoszenie już pierwszego dnia po katastrofie, że zawinili polscy piloci, było na pewno błędem śledczych. A potem, jak Rosjanie już znaleźli skrzynkę FDR, z której na pewno wynika, co się faktycznie stało, to bali się ją ujawnić, żeby się nie skompromitować. I to mówię zarówno o Rosjanach, jak i Polakach. Zresztą zawsze wszystkim na rękę jest obwinić nieżyjących i dlatego upublicznili tylko transkrypcję CVR, a FDR jest utajnione.

Jeśli już jesteśmy przy tych zapisach z czarnych skrzynek, to co Pan – jako doświadczony pilot – może o nich powiedzieć?

Czytałem tę transkrypcję i z całym przekonaniem muszę powiedzieć, że 10 kwietnia polscy piloci Tu-154M walczyli do końca, próbowali sterować samolotem. Tam są zarejestrowane dźwięki autopilota, dźwięki, że został wyłączony we wszystkich trzech kanałach automatycznego sterowania – a są to: stabilizator, automat ciągu i kanał podłużny w Tu-154.

Jak więc to się ma do tych wszystkich oskarżeń padających ze strony Rosjan, a zwłaszcza ze strony rosyjskich kontrolerów lotów?

Widziałem wypowiadającego się w telewizji kontrolera lotów – płk. Pawła Plusnina, który oświadczył, że on wydawał polecenia załodze, a ona go nie słuchała i próbowała siadać. To niebywałe! Nigdy wcześniej nie słyszałem, żeby po katastrofie wypowiadał się kontroler lotów. A po wtóre, w transkrypcji CVR nie ma zarejestrowanego tego, co on mówił, czyli że kazał pilotom coś wykonać, a oni go nie słuchali. Tam przecież nie ma w ogóle takich fragmentów. Plusnin twierdził też, że polscy piloci nie znali rosyjskiego, a przecież w transkrypcji z nagrania nie ma żadnego błędu językowego pilota. On mówił po rosyjsku tak, jak się mówi, i do tego płynnie.

A zarzuty o rzekome dążenie pilotów do lądowania za wszelką cenę, z obawy przed bliżej niesprecyzowanymi konsekwencjami?

Przyznam szczerze, że zarówno ja, jak i moi przyjaciele piloci byliśmy bardzo zaskoczeni, kiedy 1 czerwca podano w telewizji, że niby ‘polską komisję interesuje przede wszystkim to, dlaczego piloci zdecydowali się na lądowanie w trudnych warunkach atmosferycznych i kto mógł wpłynąć na ich decyzję’. Przecież to nieprawda. Piloci nie chcieli lądować, bo wtedy się wydaje komendę ‘siadamy’, a jeśli chce się odlecieć, to się wydaje komendę ‘odchodzimy’. Tutaj była właśnie komenda ‘odchodzimy’, czyli piloci z całą pewnością nie chcieli lądować. No chyba że już pod koniec, gdy chcieli lądować awaryjnie, kiedy z 80 metrów nie udała się próba odejścia na normalną wysokość drugiego kręgu, czyli 500 metrów. Teoria, że generał, dowódca Sił Powietrznych, albo prezydent Polski rozkazali pilotom lądować za wszelką cenę, może być tylko głoszona przez niedojrzałych ludzi, którym jedynie zdaje się, że są ekspertami. Byłaby to pierwsza w dziejach taka katastrofa. Nieprawdopodobna wydaje mi się także teoria spiskowa. Rosji nie zależałoby na tym, żeby podjąć tak ogromne ryzyko, jak zamach na własnym terytorium na prezydenta innego kraju. Dla mnie najbardziej prawdopodobną przyczyną katastrofy była usterka elektroniki pokładowej. Osobiście latałem tymi samolotami i wiem, że za każdym razem, gdy wypuszczano nową wersję, były problemy z elektroniką.

O jakiego typu problemach pan mówi?

Chociażby, kiedy powstał Tu-154B, były poważne problemy z montażem częściowo francuskiej produkcji elementów nawigacyjnych. To nie chciało wszystko współgrać. Dlatego kolejne wersje tego samolotu nie miały już obcych elementów. Taki sam problem był prawdopodobnie w przypadku Tu-154M, czyli w tej wersji, której używał wasz prezydent. Przeraża mnie właśnie to, co zrobiono z tym samolotem w Samarze. Zrobiono tam przecież mozaikę niefabrycznych elementów amerykańskich z rosyjskimi. TAWS był amerykański, tak samo jak komputery pokładowe, systemy nawigacji, odbiorniki GPS i radar. Sama łączność była częściowo amerykańska, a częściowo rosyjska. Do tego wyświetlacze w kokpicie amerykańskie, ale wysokościomierze, prędkościomierze, chyłomierze i – co najważniejsze – autopilot, były rosyjskie. Także komputer nawigacyjny lądowania, ILS, radiokompasy i system żyroskopowy były rosyjskie. Jak to wszystko miało ze sobą współgrać?

Ale przecież ta – jak Pan to określa – ‘mozaika’ musiała być kompatybilna.

Jak już mówiłem, szalenie ciężko to wszystko ze sobą połączyć. Trzeba było albo wszystko usunąć i dać wszystkie elementy amerykańskie. Ale jeśli już, to tego nie należało robić w Samarze, a w Izraelu (firma Israeli Aerospace Industries – IAI, chętnie realizuje takie zlecenia, również samolotów rosyjskich). Albo też należało zamontować pasujące elementy rosyjskie. W Rosji robi się urządzenia nawigacyjne, które są bardzo nowoczesne. Tak samo i radar, i komputery. TAWS też nie trzeba było montować amerykańskiego, tylko rosyjski. A proszę pamiętać, że TAWS rosyjski jest lepszy o tyle od amerykańskiego, że działa także w Rosji, a amerykański już nie. W dodatku TAWS rosyjski jest skuteczniejszy, szybszy i łatwiejszy w obsłudze. Tego typu urządzenia produkowane są w zakładach w Petersburgu i w Kijowie. Także GPS robi się w Rosji – w zakładach w Saratowie. Taki system z całą pewnością nie kłóciłby się z innymi urządzeniami samolotu. Trzeba też dodać, że taka konstrukcja systemów samolotu, jaka pozostała po remoncie w Samarze, w zakładach należących do Olega Deripaski, który jest przecież przyjacielem premiera Władimira Putina, była bombą zegarową, i to był tylko przypadek, że ten samolot rozbił się w Smoleńsku, a nie np. w Warszawie albo Gdańsku. Czytałem w polskiej prasie, że po odbiorze z Samary samolot Tu-154M 101 miał bardzo wiele usterek elektroniki pokładowej. To niestety usterki bardzo niebezpieczne i – co najważniejsze – powtarzalne! Reasumując, wypadek mógł być wynikiem błędnej strategii kompatybilności urządzeń amerykańskich z rosyjskimi. Na marginesie muszę dodać, że każdy kraj ma swoje służby specjalne – także Polska i Rosja. Jest więc tak, że jak remontuje się samolot w Rosji, to są tam instalowane przez służby specjalne pewne urządzenia, powiedzmy sobie, że takie ‘dodatkowe’. A wtedy polskie służby instalują swoje urządzenia, które mają wykryć te rosyjskie. To wszystko też daje wypadkową, która bardzo pogarsza działanie i bezpieczeństwo elektroniki w samolocie.

A czy ten brak kompatybilności mógł wpłynąć także na problemy z ustaleniem dokładnego czasu katastrofy?

Oczywiście. Proszę zwrócić uwagę, że według czarnej skrzynki czas ustania zapisu to 10:41, a samolot kilka sekund przed katastrofą ściął przewody linii wysokiego napięcia – było to o godzinie 10:39. Przy czym ten drugi czas jest bezwzględny, bo pochodzi z serwera komputerowego elektrowni atomowej. A więc w systemach pokładowych musiał być ustawiony zły czas. Źródłem czasu jest deszyfrator centralny, a więc system analogowy, którego zegar taktuje i wyznacza gradient czasu dla czarnych skrzynek, a ten czas jest identyczny jak wszystkich innych systemów pokładowych. To dodatkowo świadczy o tym, że remont w Samarze mógł być źle wykonany i zawiodła nie tylko kompatybilność urządzeń, ale źle je podłączono. Jeżeli system pomiaru czasu w samolocie taktował o 2 minuty z opóźnieniem, mogło to mieć niesamowite konsekwencje, szczególnie pod względem elektroniki, działalności systemów różnicowych nawigacji lotniczej, transpondera łączności i innych urządzeń. Stąd samolot miał tak wiele awarii elektroniki i nawigacji po tym remoncie. Jak już wspomniałem, moim zdaniem, ta katastrofa była tylko kwestią czasu. I właśnie to będzie chciała ukryć strona rosyjska. A Polacy też z jakichś względów działają tak, jakby nie chcieli poznać prawdy, a wręcz przeciwnie. Mają przecież dane z polskiej czarnej skrzynki ATM-QAR, czyli rejestratora szybkiego dostępu, które odczytali, ale ich nie ujawnili. Czyli nie chcą ich ujawnić, bo zburzyłoby to już wypracowaną tezę o błędzie pilotów.

MZ/ND /9.8.2010/

***

Dlaczego oddaliśmy śledztwo Putinowi?

Drugi raz w historii niemal w tym samym miejscu straciliśmy elitę państwa polskiego, łącznie z dwoma prezydentami Polski. I my, Polacy, mamy siedzieć cicho? Po tragedii smoleńskiej jest tak wiele dezinformacji ze strony Rosji i polskiego rządu. Słusznie Romuald Szeremietiew wnioskował, by szybko odwołać ze stanowiska ministra obrony Bogdana Klicha.

W Polsce nie przeprowadzono wcześniej dekomunizacji i to był wielki błąd. Obecnie korzenie komunizmu sięgają niemal wszędzie.

A gdy chodzi o Rosję, to pod rządami Władimira Putina, odbudowuje ona swoje imperium za wszelką cenę, nie zważając na życie innych narodów i poszczególnych ludzi. Putin mataczy, a jak trzeba, to likwiduje.

I w tym kontekście stawiam pytanie: jak można było oddać śledztwo w sprawie katastrofy samolotu z prezydentem Polski Rosjanom, i to jeszcze z Putinem na czele komisji? Niezrozumiałe także jest, że przed katastrofą osoby odpowiedzialne za bezpieczeństwo prezydenta nie pomyślały, co się może wydarzyć w samolocie, w którym jest tylu wybitnych ludzi udających się do Rosji, gdzie nie byli mile widziani. Już raz – wcześniej – strzelano do Lecha Kaczyńskiego. Czyżby zapomnieli, kim jest Putin w kraju niedemokratycznym i jaka jest Rosja pod jego rządami? No i po co premier Donald Tusk leciał 7 kwietnia do Katynia? Ogłosić pojednanie z putinowską Rosją?

Zarówno Polacy, jak i cały świat musi dowiedzieć się o ludobójstwie z 1940 r. i kto przyczynił się do katastrofy smoleńskiej 10 kwietnia 2010 r. Pojednanie między narodami odłóżmy na potem – po wyjaśnieniu prawdy. W tej bowiem chwili Putin mataczy, zaciera ślady katastrofy i nie przestrzega elementarnych zasad śledztwa.

Stefan Święs, Giżycko /w liście do jednej z gazet/

***

Smoleńsk w Izbie Reprezentantów

Republikanin wzywa Izbę Reprezentantów USA do przeprowadzenia śledztwa w sprawie katastrofy polskiego Tu-154M

Do przeprowadzenia niezależnego międzynarodowego śledztwa w sprawie katastrofy smoleńskiej, w której zginął prezydent Polski oraz 95 innych osób, wezwał amerykański kongresman Peter T. King. W specjalnej rezolucji (sygn. H. RES. 1489) republikanin wzywa parlament Stanów Zjednoczonych do szczegółowej analizy tej budzącej potężne kontrowersje sprawy.

Wezwanie do przeprowadzenia niezależnego śledztwa w sprawie z 10 kwietnia 2010 roku, w kwestii katastrofy samolotu, w której zginął prezydent Polski Lech Kaczyński a także 95 innych osób – brzmi oficjalny tytuł rezolucji złożonej przez kongresmana Petera T. Kinga 20 czerwca br. w Izbie Reprezentantów. King, reprezentujący stan Nowy Jork, złożył swój dokument w Komisji Spraw Zagranicznych. Przypomina w nim wszystkie znane okoliczności tej tragedii; wymienia osoby, które zginęły w drodze na uroczystości w Katyniu. Jednocześnie też stawia szereg pytań, które rodzą się w związku z tą katastrofą.

Peter King apeluje, aby powołana międzynarodowa komisja zajęła się rozstrzygnięciem kluczowych kwestii: dlaczego szef komisji technicznej z Międzypaństwowej Komisji Lotniczej (MAK) Aleksiej Morozow zdecydował się na opublikowanie przedwczesnego raportu, który z góry wyklucza możliwość, iż do wypadku prezydenckiej maszyny mogło dojść w wyniku uszkodzeń mechanicznych. Kongresman pyta też, dlaczego niemal od razu wykluczono możliwość zamachu terrorystycznego, eksplozji bądź pożaru.

Tak samo w opinii amerykańskiego polityka wygląda kwestia publikacji prasowych i doniesień władz rosyjskich na temat tego, że bezpośrednią przyczyną katastrofy był błąd pilotów, którzy jakoby nie słuchali poleceń wieży kontrolnej. Republikanin porusza również inne bulwersujące kwestie.

Pyta m.in., dlaczego część polskich śledczych oraz służb wysłanych na miejsce zbadania przyczyn katastrofy nie została wpuszczona na teren przy smoleńskim lotnisku. W jego opinii, ważne jest też postawienie pytania, dlaczego strona polska otrzymała jedynie kopie nagrań i transkrypcje zapisów z czarnych skrzynek. No i przede wszystkim – dlaczego do tej pory nie przekazano Polakom samych czarnych skrzynek, które przecież są własnością Polski. King przypomina również, że już ponad 50 tys. obywateli polskich podpisało petycję (inicjatorem jej jest prof. Jacek Trznadel) wzywającą do powołania międzynarodowego gremium, które zbada zarówno samą katastrofę, jak i niejasności, jakie narosły wokół niej w ciągu ostatnich trzech miesięcy. „Dlatego też postanawia się: Izba Reprezentantów wzywa do przeprowadzenia niezależnego międzynarodowego śledztwa w sprawie katastrofy samolotu z 10 kwietnia 2010 roku”.

Warto odnotować, że petycja podpisana przez ponad 50 tys. Polaków, całkowicie zignorowana przez rząd Donalda Tuska i mainstreamowe media, znalazła uznanie w oczach polityka zza oceanu. Do republikańskiego kongresmana płyną już z naszego kraju setki e-maili z podziękowaniami za zainteresowanie tak ważną dla dziesiątek tysięcy Polaków sprawą. Przyjęcie rezolucji nie będzie łatwe ze względu na obecną politykę rządzących demokratów polegającą na „zresetowaniu” relacji z Rosją.

Podobny dokument byłby bardzo nie na rękę władzom w Moskwie, tak samo jak schwytanie 11 rosyjskich szpiegów na terenie Stanów Zjednoczonych. W imię poprawy stosunków między Kremlem a Białym Domem tę sprawę jednak bezprecedensowo wyciszono. Podobnie może się stać z proponowaną przez Kinga rezolucją. Jedyna nadzieja na jej wprowadzenie leży w wyborach uzupełniających do amerykańskiego Kongresu, które odbędą się już w listopadzie br. Wszystkie sondaże wskazują na to, iż pozwolą one Partii Republikańskiej zdobyć parlamentarną większość i wówczas spróbować przegłosować tę lub podobną rezolucję.

O co pyta kongresman Peter T. King:

– Dlaczego szef komisji technicznej moskiewskiego Międzypaństwowego Komitetu Lotniczego (MAK) Aleksiej Morozow z góry wykluczył możliwość awarii maszyny?

– Dlaczego niemal od razu wykluczono możliwość zamachu terrorystycznego, eksplozji bądź pożaru?

– Dlaczego Rosjanie natychmiast sugerowali błąd pilota?

– Dlaczego polskich śledczych nie wpuszczono na teren przy smoleńskim lotnisku?

– Dlaczego strona polska otrzymała jedynie kopie nagrań i transkrypcje zapisów z czarnych skrzynek?

– Dlaczego do tej pory nie przekazano Polakom czarnych skrzynek, które przecież są własnością Polski?

ŁS /ND/ 5.7.2010

***

Apel Rodzin Katyń 2010

W czasie XVIII Pielgrzymki Radia Maryja na Jasnej Górze p. Jadwiga Gosiewska, matka posła Przemysława Gosiewskiego, wicepremiera w rządzie Jarosława Kaczyńskiego, przedstawiła

Apel Stowarzyszenia Rodzin Katyń 2010:

Od katastrofy pod Smoleńskiem upłynęły już trzy miesiące. W niewyjaśnionych dotąd okolicznościach zginęli nasi najbliżsi, nasi rodzice, mężowie, żony, dzieci. Zginął Prezydent Rzeczpospolitej Pan Lech Kaczyński, Jego Małżonka oraz 94 wspaniałych Polaków, elita polityczno-intelektualna Polski. Pragnęli w 70. rocznicę mordu polskich jeńców wojennych w Lesie Katyńskim złożyć hołd ofiarom na Polskim Cmentarzu Wojennym w Katyniu.

Ustalenie przyczyn katastrofy przeciąga się. Działania rządu Rzeczpospolitej, prokuratury rosyjskiej, jak również rządu Federacji Rosyjskiej są prowadzone w sposób nad wyraz niedbały i niekompetentny, świadczący o braku woli rzetelnego wyjaśnienia przyczyn tej największej tragedii ostatniego stulecia. Opieszałość w przekazywaniu materiału dowodowego przez rosyjską prokuraturę wzbudza największe zdziwienie oraz niepokój. Skandaliczne dla nas było przygotowanie i potraktowanie wizyty prezydenta i delegacji polskiej jako nieoficjalnej. Nie można także pominąć braku elementarnych zabezpieczeń lotu, a później miejsca katastrofy, poniewierających się szczątków samolotu, ciał naszych bliskich i ich ubrań. To i wiele innych niezgodności w podawaniu faktów zainspirowały nasze rodziny do utworzenia Stowarzyszenia Rodzin Katyń 2010. Stowarzyszenie będzie działać bardzo konsekwentnie i stanowczo, będzie domagać się skrupulatnego, uczciwego śledztwa w celu wyjaśnienia przyczyn katastrofy.

Żądamy:

1) powołania międzynarodowej komisji technicznej – nie jedynie polsko-rosyjskiej – celem wyjaśnienia wszystkich okoliczności tragedii smoleńskiej;

2) zwrócenia Polsce oryginalnych czarnych skrzynek i wraku samolotu jako własności polskiej i bardzo ważnych dowodów w sprawie;

3) zwracamy się do Sejmu Rzeczypospolitej o powołanie specjalnej komisji śledczej celem dokładnego wyjaśnienia okoliczności i procedur zastosowanych w przygotowaniu tej wizyty;

4) przesłuchania przez prokuraturę członków rządu z premierem Donaldem Tuskiem na czele oraz przesłuchania ministra obrony narodowej Bogdana Klicha, ministra spraw zagranicznych Radosława Sikorskiego, prezydenta Bronisława Komorowskiego, szefa Kancelarii Prezesa Rady Ministrów Tomasza Arabskiego i innych wysokich urzędników państwowych odpowiedzialnych za przygotowanie wizyty głowy państwa i delegacji polskiej, a także Ewy Kopacz – minister zdrowia, na okoliczność przeprowadzenia sekcji zwłok ofiar katastrofy;

5) wystosowania przez rząd polski noty dyplomatycznej do rządu rosyjskiego domagającej się równorzędnego uczestnictwa organów polskich w prowadzonym śledztwie.

Zwracamy się z gorącą prośbą o pomoc do wszystkich Polaków, również obywateli innych krajów, tych, dla których ważne są: uczciwość, moralność, prawda. Zwracamy się z prośbą o podpisywanie naszego apelu i wsparcie naszych wysiłków.

Matko Najświętsza, Jasnogórska Królowo Polski, klęczymy my, osierocone rodziny i uczciwi Polacy, przed Tobą, przed Twoim Cudownym Obrazem, opiekuj się nami, kieruj naszymi poczynaniami, bądź nam Orędowniczką, bliskich naszych, którzy zginęli w katyńskim lesie wprowadź do Domu Ojca!

Zdrowaś Maryjo…, Wieczny odpoczynek…

***

Motocyklowy rajd BOR do Smoleńska

25 motocyklistów wyruszyło 16 sierpnia z Warszawy do Smoleńska, by w ten sposób uczcić pamięć ofiar katastrofy z 10 kwietnia. Rajd zorganizowało Biuro Ochrony Rządu.

– Wszystkim osobom jadącym w rajdzie towarzyszy jedna idea. Chcemy oddać hołd naszym kolegom oraz innym osobom, które zginęły w katastrofie – powiedział jeden z motocyklistów, major Jarosław Cymerski z BOR.

Jedna z uczestniczek, Magda Adamczuk z Biura Bezpieczeństwa Narodowego, powiedziała, że jadąc do Smoleńska chce uczcić pamięć prezydenta oraz swoich byłych szefów. – Każdy ma swój sposób, by uczcić ich pamięć. My postanowiliśmy uczestniczyć w tym rajdzie.

Motocykliści wiozą ze sobą znicz, który chcą zapalić w godzinę katastrofy na lotnisku wojskowym pod Smoleńskiem. Złożą też w tym miejscu wieniec. Wyprawa ma potrwać do 20 sierpnia.

Honorowy patronat nad wyjazdem objął szef Biura gen. Marian Janicki. Żegnając uczestników podkreślił, że ma nadzieję, iż tego typu rajdy staną się tradycją. – Będąc na miejscu możecie im powiedzieć, że jesteśmy z nich dumni, jesteśmy cały czas myślami z nimi i ich rodzinami, których nigdy nie zostawimy samych.

Janicki zapewnił, że trasa jest dobrze przygotowana i uzgodniona ze stronami białoruską i rosyjską.

W katastrofie pod Smoleńskiem zginęło m.in. 9 pracowników BOR.

– Dziękuję za pilotaż policji do samej granicy. Dziękuje kolegom z Białorusi i Rosji, za pilotaż, za zabezpieczenie całej trasy – mówił Janicki.

W wyprawie uczestniczy 25 osób – aktywni funkcjonariusze BOR, byli funkcjonariusze, a także policjanci i przedstawiciele innych służb.

CD /16.8.2010/

Kategoria Polska

Comments