Janusz Zakrzeński

1 lipca w niedzielę w stołecznym kościele św. Katarzyny na Służewie odsłonięto płaskorzeźbę poświęconą pamięci Janusza Zakrzeńskiego który zginął tragicznie w katastrofie smoleńskiej

Data odsłonięcia tablicy-epitafium nie była przypadkowa. Była to wigilia 85 rocznicy koronacji Matki Boskiej Ostrobramskiej, obrazu wileńskiego który Marszałek Józef Piłsudski darzył ogromnym kultem

– Ten wizerunek Matki Boskiej Ostrobramskiej wisiał zawsze nad łóżkiem Janusza Zakrzeńskiego – powiedział Jan Kasprzyk. – Janusz Zakrzeński był głęboko wierzącym i praktykującym katolikiem. Był rozpieszczany przez księży, którzy kochali go za to jego, tak naturalne i godne, uosobienie co katolickie i polskie. Dla mnie było wielką radością że był moim parafianinem – mówił ks. prałat Józef Maj.

Mistrz polskiej mowy

Żaden z historyków czy publicystów nie zrobił dla popularyzacji postaci Józefa Piłsudskiego tyle co Janusz Zakrzeński – przypomina w swoich wspomnieniach prezes Związku Piłsudczyków Jan Kasprzyk.

Janusz Zakrzeński urodził się 8 marca 1936 r. w majątku na Przededworzu na Kielecczyźnie, w rodzinie ziemiańskiej o bogatych tradycjach patriotycznych. Przykład domu rodzinnego wywarł niezatarte piętno na jego postawę życiową. Janusz Zakrzeński zawsze podkreślał że naród, by osiągnąć szczęście, musi wspierać się na trzech filarach: wierze w Boga, służbie Ojczyźnie i oddaniu rodzinie. Tej dewizie był wierny całe życie. Z rodzinnego majątku komuniści rodzinę Zakrzeńskich wyrzucili. Dwór na Przededworzu rozszabrowano. Ojciec – szwoleżer wsławionego w bojach 2 Pułku Szwoleżerów Rokitniańskich trafił do ubeckiego więzienia. Zakrzeński rozpoczął studia medyczne. Ale los sprawił że został aktorem. Po ukończeniu Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej w Krakowie rozpoczął służbę w polskiej kulturze na deskach Teatru im. Juliusza Słowackiego.

Podziwiano go za wiele ról teatralnych i filmowych. Był aktorem wszechstronnym – zarówno w rolach tragicznych, jak i komediowych. Ale postać Marszałka była mu szczególnie bliska. Kiedy pojawiał się w szarym strzeleckim mundurze i maciejówce można było „dotknąć historii”. Podkreślał że zgodnie z dawnymi prawidłami sztuki aktorskiej postaci nie należy „grać”, trzeba się nią „stawać”.

Janusz Zakrzeński podzielał również poglądy Marszałka na politykę, rozumianą wyłącznie jako bezinteresowną służbę państwu. Dawał temu wyraz pracując w Radzie Programowej Związku Piłsudczyków, w dyskusjach i spotkaniach z kombatantami, Sybirakami, którzy obdarzali go tytułem „Ambasadora Sybiraków”. Sprawy kultury i czystości języka ojczystego były dla Zakrzeńskiego ogromnie ważne. Rozmiłowany w poezji Słowackiego i Wyspiańskiego starał się zarażać tą miłością młodzież. Organizował warsztaty teatralne, wykładał kulturę słowa i bycia oraz retorykę w Wyższej Szkole Menedżerskiej, w Wyższym Duchownym Seminarium Metropolitarnym im. Św. Jana Chrzciciela.

10 kwietnia 2010 r. Janusz Zakrzeński udał się w swą ostatnią ziemską podróż, do Katynia. Podczas uroczystości miał przypomnieć fragment pamiętników polskich oficerów zamordowanych przez Rosjan w 1940 r. Pozostała nam pamięć i ogromna wdzięczność wobec wielkiego aktora, oddanego bez granic sprawom Kościoła, Ojczyzny i Rodziny. Pozostały słowa jakie Marszałek Józef Piłsudski wypowiedział nad trumną Juliusza Słowackiego w 1927 r.: „Są ludzie i są czyny ludzkie tak silne i tak potężne że śmierć przezwyciężają. Że żyją i obcują między nami”.

Maria Adamus /10.VII.2012/

Spotkaniami i rozstaniami znaczone jest życie każdego z nas. Od spotkania coś się zaczyna, w rozstaniu umiera. Są jednak takie spotkania po których nawet rozstanie nie jest umieraniem, to te ze spotkań najprawdziwszych w miłości. A te przecież mocniejsze są niż śmierć! Takie było moje spotkanie z Januszem – trwające do dziś – choć w innej rzeczywistości. Dzisiaj spotkaliśmy się w szerszym gronie przy tablicy-epitafium w kościele św. Katarzyny, naszym kościele parafialnym. Za to wspólne spotkanie z Januszem bardzo Państwu dziękuję i jestem bardzo wdzięczna. Dziękuję szczególnie tym dzięki którym dzisiejsza uroczystość się odbyła: proboszczowi Parafii św. Katarzyny – ks. prałatowi Józefowi Majowi, autorowi tablicy Jerzemu Teperowi, Janowi Kasprzykowi i Związkowi Piłsudczyków, Andrzejowi Płonczyńskiemu, Piotrowi Białkowi, Małgorzacie Ajdukiewicz, Reprezentacyjnemu Zespołowi Artystycznemu Wojska Polskiego, asyście honorowej Wojska Polskiego, pocztom sztandarowym, weteranom, piłsudczykom, strzelcom. Dziękuję wszystkim którym bliska jest pamięć o moim kochanym Mężu

Barbara Zakrzeńska z synem Marcinem /1.VII.2012/

***

„To, tamto, tego”…

Jego głos będzie się nam zawsze kojarzyć z postacią Benedykta Korczyńskiego w „Nad Niemnem” („to, tamto, tego”) i łudząco podobnym do prawdziwego głosem Józefa Piłsudskiego w filmie „Polonia Restituta”

Janusz Zakrzeński, kalikant, ministrant, harcerz, sanitariusz, niedoszły lekarz, aktor teatralny, filmowy, pisarz, pedagog, niezapomniany odtwórca roli Marszałka Piłsudskiego, będzie mieć swoje epitafium w kościele św. Katarzyny na Służewie w Warszawie

To była jego parafia, co ciekawe, najstarsza, ufundowana już w 1238 r. przez Konrada Mazowieckiego. Teren przykościelny, dzięki staraniom proboszcza, prałata Józefa Romana Maja, stał się sławnym już dziś Pomnikiem Męczeństwa Terroru Komunistycznego. Rzeźba-epitafium ś.p. Janusza Zakrzeńskiego jest dziełem artysty Janusza Tepera. Przedstawia aktora trzymającego w lewej ręce „maciejówkę”, ulubione nakrycie głowy Marszałka Józefa Piłsudskiego, a w prawej różaniec. Napis brzmi: „Janusz Zakrzeński, 1936-2010, zginął w tragedii smoleńskiej, w drodze na uroczystości katyńskie 10.IV.2010, aktor, pedagog, wychowawca młodzieży, Piłsudczyk, patriota, wierny Ojczyźnie i modlitwie różańcowej”.

Pamięć o Januszu Zakrzeńskim trwa także w jego rodzinnych stronach. W Chmielniku, gdzie pojawiał się najczęściej z recitalami, stoi od dwóch lat obelisk poświęcony jego pamięci, tuż obok grobu jego dziadków. I ta myśl którą lubił zapożyczać od Stanisława Wyspiańskiego z „Wyzwolenia”: „Ktokolwiek wiesz, co znaczy polska mowa, przybywaj tu – odżyjesz Słowa łaską”.

Wojciech Reszczyński, ND /28.VI.2012/

***

To święto wyjątkowe

Rozmowa z aktorem Januszem Zakrzeńskim

Janusz Zakrzeński, wybitny aktor, mówi co jest najważniejsze w świętowaniu rocznicy odzyskania niepodległości, co dla niego znaczy to święto i co czuje kiedy wciela się w postać ukochanego Marszałka Józefa Piłsudskiego

Czym jest dla pana Święto Niepodległości?

Niby łatwo, ale jednak szalenie trudno odpowiedzieć na to pytanie. Ubolewam że nie wszyscy wiedzą, co to jest niepodległość. Jestem od wielu lat zapatrzony w Piłsudskiego i zdaję sobie sprawę, że jest to święto wyjątkowe. Od małego wpajano we mnie ideały niepodległości, a robił to mój ojciec. Były różne czasy, była okupacja, to wolno było świętować, to nie wolno. Ale we mnie od kołyski wpajano te ideały i zżyłem się z nimi. Dlatego darzę szczególną estymą Święto Niepodległości. Jest wyjątkowe. Czasy się zmieniały, a ideały te tkwiły we mnie zawsze.

To najważniejsze święto dla Polaków?

Powinno takie być. Tak powinno być postrzegane, bo jest wyjątkowe. Ubolewam, że jest często zapominane. Polacy byli postrzegani szczególnie i bardzo mi przykro, że często o tym święcie zapominamy. Marzy mi się, żebyśmy wiedzieli, co to jest nasza niepodległość, bo byliśmy tak strasznie doświadczeni, jako Polacy. A mamy takie położenie, że musimy stale pilnować tej niepodległości, jak źrenicy oka.

Jak Polacy powinni obchodzić Święto Niepodległości?

Jestem przeciwny hucznym obchodom. Najważniejsza jest świadomość, że kiedyś traciliśmy tę niepodległość. Trzeba świętować tę rocznicę w zadumie. I przekazywać tę zadumę i tę wiedzę innym.

Kiedy odtwarza pan postać Józefa Piłsudskiego, co pan czuje? Radość, szczęście, dumę, wzruszenie?

Odtwarzam tę postać już od wielu lat. Czuję radość i szczęście, bo jestem bardzo zauroczony Piłsudskim. Jestem zauroczony jego miłością do matki. On sam był zauroczony matką. Sam powiedział: ‚Dumni nieszczęściem nie mogą za innych śladem iść tą samą drogą’. Chodziło mu, by zachować dumę. To cytat z ‚Wacława’ Słowackiego. Matka Piłsudskiego kazała mu to czytać przed jej śmiercią. To jego ostatni testament. O matce mówił: ‚Mama’. Chciałbym, by ludzie o tym pamiętali. Chodzi o to, by nawet w nieszczęściu zachować dumę z tego, że się jest Polakiem. Zachować dumę i godność, nawet w poniżeniu. Piłsudskiego przecież zesłali na Sybir, nawet zęby mu
połamali, a mimo to zachował godność.

Napisał pan nawet książkę o Piłsudskim pod tytułem: ‚Moje spotkania
z Marszałkiem’.

Nie spotkałem go nigdy, urodziłem się zaraz po jego śmierci, ale poznałem ludzi, którzy się z nim zetknęli. Szczególnie profesora Zbigniewa Wójcika, historyka, którego ojciec służył w batalionie chroniącym Piłsudskiego. Jesteśmy ze Zbyszkiem po imieniu, co sam mi zaproponował i jestem z tego dumny. Młody Zbyszek stawał w czako przed Belwederem i salutował marszałkowi. Piłsudski mu odsalutowywał, co jest wyrazem szacunku.

Bardzo nam dziś potrzeba takich Piłsudskich?

Bardzo. W 1990 r. pierwszy raz brałem udział w inscenizacji przyjazdu Piłsudskiego z Krakowa do Warszawy. Witały mnie tłumy. I nigdy nie zapomnę, jak młoda para podała mi na powitanie swoje dziecko… Chciałbym bardzo spotkać tych ludzi i to dziecko, które teraz ma koło 20 lat. Proszę o tym napisać, może oni to przeczytają i spotkamy się.

Skąd Piłsudski czerpał tyle sił, by być tak wielkim Polakiem?

Sam się nad tym zastanawiam, ale myślę, że od matki, z przekazu rodzicielskiego. Mówił przecież, że matka go do tego wszystkiego przygotowała. Nie chodzić za innych śladem, a mieć własne zdanie, swoją wizję…

Kiedy pan myśli o Polsce po tych 90 latach od odzyskania niepodległości, co panu przychodzi do głowy? Jest pan z niej dumny? Czy mogła być wspanialsza?

My i tak jesteśmy wspaniali. Mamy piękną historię. Trzeba tylko ją kultywować. Młodzież mamy bardzo dobrą, wspaniałą, ale należy jej pomóc. Oni muszą mieć przykład. Bo na przykładach ludzie się uczą. Muszą mieć wzorce.

Jacy powinni być Polacy?

Zawsze jestem dumny z Polski. Jeżdżę za granicę i kiedy musiałem się wstydzić zachowania Polaków, to potrafiłem to wytłumaczyć. A te zachowania biorą się z braku dobrego przykładu.

rozm. Cezary Dąbrowski /listopad 2008/

Kategoria Polska

Comments

Masz coś do przekazania?