Kto zabił Violettę Villas?

Oto moje pytania o Violettę Villas:
1 ) Kto zabił Violettę Villas?
2 ) Czy zabiła ją starość, bieda, choroba i źli ludzie?
3 ) Czy zabiła ją ‘opiekunka’ Elżbieta Budzyńska?
4 ) Czy zabili ją esbecy?
5 ) Czy zabili ją esbecy razem z ‘opiekunką’ Elżbietą Budzyńską?
6 ) Czy zabiła ją książka autorstwa Izy Michalewicz i Jerzego Danilewicza? Książka obrzydliwa i obrzydliwych autorów. W której opluto Villas niemiłosiernie, robiąc z niej wariatkę, konfidentkę komunistycznej Służby Bezpieczeństwa, alkoholiczkę, narkomankę, straszną kłamczuchę, złodziejkę itp.
7 ) Czy zabili ją esbecy razem z autorami tej okropnej pseudoksiążki i ‘opiekunką’ Elżbietą Budzyńską?
8 ) Czy chodziło o to by napisać tę okropną książkę, ostatecznie wykończyć (dosłownie) Villas, by zamknąć jej usta, zrobić wielki szum medialny (śmierć, pogrzeb, afera za aferą…) i jeszcze (dzięki też temu szumowi) na niej dobrze zarobić?

Oczywiście – zdecydowanie nie polecam nikomu książki o Villas, autorstwa tych okropnych ludzi Izy Michalewicz i Jerzego Danilewicza! To książka obrzydliwa! Chodzi tu wyłącznie o totalne oczernienie już ś.p. Violetty Villas i zarobienie niezłych pieniędzy. O nic więcej w tej sprawie nie chodzi.

Cezary Dąbrowski www.zawszepolska.eu /27.12.2011/

***

Elżbieta B. oskarżona

Elżbieta B. – była opiekunka Violetty Villas – usłyszała zarzuty. Kobieta oskarżona jest o znęcania się nad artystką oraz nieudzielenie jej pomocy

Prokuratura ustaliła że Elżbieta B. bardzo często zamykała artystkę w pokoju na klucz. Wielokrotnie zostawiała ją także bez jedzenia, w nieogrzanym domu

Śledczy uważają że opiekunka zaniedbywała Villas także pod względem zdrowotnym. Warunki w których żyła wokalistka były skandaliczne. Organizm Villas był wyniszczony.

Elżbieta B. nie przyznaje się do zarzutów. Grozi jej pięć lat więzienia.

Violetta Villas zmarła 5 grudnia 2011 r. w Lewinie Kłodzkim. Początkowo prokuratura podawała, na podstawie wstępnej sekcji zwłok, że przyczyną śmierci mogły być: zapalenie płuc lub zator płucny w związku z komplikacjami po złamaniu nogi, z którym artystka nie była w ogóle u lekarza. Ze szczegółowej dokumentacji z sekcji zwłok wynika że do zgonu mogły się przyczynić: zmiany chorobowe, zmiany pourazowe, w szczególności złamanie kości udowej prawej z przemieszczeniem, oraz urazy klatki piersiowej. Ponadto – wynika z badań toksykologicznych – we krwi artystki nie stwierdzono alkoholu czy środków psychotropowych.

„Artystka była osobą schorowaną i to od dłuższego czasu. Na tym etapie śledztwa nie możemy jednoznacznie wskazać co doprowadziło do jej zgonu” – mówiła w lutym rzecznik Prokuratury Okręgowej w Świdnicy Ewa Ścierzyńska.

pg/rmf/pap/onet /28.VI.2012/

***

Kłamliwy paszkwil o Villas

Oto co kilka dni temu znalazłem w internecie nt. książki ‘Villas. Nic nie mam przecież do ukrycia’:
‘Newsroom, pt., 12/09/2011 – 16:47
Niedawno, nakładem Świata Książki ukazała się szokująca biografia Violetty Villas autorstwa Izy Michalewicz i Jerzego Danilewicza pt. ‘Villas. Nic nie mam przecież do ukrycia’. Biografia kłamliwa, ale przede wszystkim urągająca etyce dziennikarskiej obojga autorów.
Po publikacji książki w nocie biograficznej bohaterki na Wikipedii pojawił sie zapis: ‘27 grudnia 1968 artystka dobrowolnie przyjęła propozycję wywiadu SB MSW wystosowaną przez porucznika Zbigniewa Dąbrowskiego, inspektora Wydziału IV (działalność wywiadowcza na Ameryki i Wielką Brytanię), Departamentu I MSW i podpisała oświadczenie o współpracy z komórką organizacyjną ds. wywiadu Służby Bezpieczeństwa Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, obierając sobie pseudonim operacyjny Gabriella. Współpraca artystki z SB MSW opierała się na ‘przekazywaniu informacji o ciekawszych osobach wśród poznanych kontaktów towarzyskich i przypadkowych, które mają bezpośrednie lub pośrednie dotarcie do tajnych materiałów i informacji, i pracują w administracji i ośrodkach naukowych w USA (…)’. 3 lutego 1969 teczka kryptonimu Gabriella została założona i zarejestrowana w samodzielnej sekcji ewidencji Departamentu I MSW. Współpraca Violetty Villas (OZI Gabriella) z bezpieką zakończyła się w 1973 r. Artystka była również pod obserwacją innych komórek org. SB ze względu na styl bycia’.

A to druga strona medalu. Fragm. artykułu z blogu b. oficera służb MSW w PRL-u, który ocenia rewelacje zawarte w książce o Villas: ‘Dwoje kompletnie mi nieznanych autorów – Iza Michalewicz oraz Jerzy Danilewicz – wyprodukowało książkę zawierającą biografię znanej niegdyś piosenkarki Violetty Villas. Od śpiewaczki wymaga się zwykle dobrego głosu, umiejętności interesującego interpretowania śpiewanych piosenek oraz urody, choć zdarzały się brzydule, którym za prezentowane walory wokalne, wybaczano niedostatki w tym zakresie. Villas miała wszystko co może być potrzebne w takiej profesji i wszyscy o tym wiedzieli. Gdyby zatem dwójka autorów popełniła książkę zawierającą powszechnie znane wiadomości, nikt by jej nie kupił. Lecz zbawienną instytucją okazał się być Instytut Pamięci Narodowej.
Autorzy książki pojechali więc na Towarową 28 w Warszawie, opowiedzieli o swym ambitnym twórczym zamierzeniu, poinformowali zapewne że mają niepotwierdzone dane o romansie śpiewaczki z I sekretarzem KC PZPR, który nakazał by w PRL-u głoszono że ładnie śpiewa, i że trzeba te informacje zweryfikować w oparciu o zasoby archiwalne IPN-u. Dostali więc papiery, przejrzeli je i oświadczyli: ‘(…) jak wynika z akt zgromadzonych w IPN-ie, Violetta świadomie została tak zwanym kontaktem informacyjnym podpisując zobowiązanie do współpracy’. Kto odważy się takiemu odkrywcy powiedzieć że bredzi, bo nie było w źródłach informacji SB w PRL-u kategorii kontakt informacyjny albo że pisemne zobowiązania do współpracy wymagane były tylko w przypadku tajnych współpracowników, w pozostałych natomiast kategoriach takiego cyrografu nie przewidywano? Gdybym był tak samo spragniony sławy, jak autorzy książki o Villas i ogłosił z kim z kręgów twórczych, a nawet opozycji w PRL-u, kontaktowałem się i z kim przyjaźnie rozmawiałem, kogo zarejestrowałem jako kontakt operacyjny (bo taka kategoria była), a później zatarłem wszelkie ślady tej rejestracji, to byłaby konsternacja. W książce są zdjęcia dokumentów z IPN-u zabraniających wydania paszportu i donosy na Gwiazdę, ale nie ma zdjęcia dokumentu na którym zobowiązuje się do współpracy’.

SAMA VILLAS PRZEBACZA

‘Wszelkie fakty dotyczące współpracy Violetty Villas ze służbami byłej PRL są nieprawdziwe i stanowią dalszy ciąg ataków na Jej osobę. Przekazane informacje przez pseudoprzyjaciół, pseudokolegów Pani Violetty, zostały celowo zmanipulowane by przedstawić Panią Violettę Villas w złym świetle, bo jedyną i niepowtarzalną gwiazdą jest Ona, czego niektóre osoby, uznające się za wielkiego formatu, nie mogą przez te kilkadziesiąt lat przyjąć do wiadomości. Zazdrość środowisk artystycznych, mimo wycofania się Pani Villas z życia artystycznego, trwa do chwili obecnej, bo nikt nie słyszał poza granicami Polski o osobach, które posiadały ‘rewelacyjne’ informacje z życia gwiazdy i robią wszystko, by zaistnieć w Jej blasku. Książka o życiu Violetty Villas została napisana tendencyjnie, bez autoryzacji i ma na celu przypodobanie się środowiskom, które przez kilkadziesiąt lat twórczości artystycznej robiły wszystko, by Panią Violettę Villas spotwarzyć, przedstawić jako osobę z urojeniami, chorą psychicznie.
Przebacza Ona swoim prześladowcom niezależnie od tego czy są członkami Jej rodziny, przyjaciółmi, kolegami, wrogami – i całuje ich w samo serce’.

Dlaczego najbliższe otoczenie Violetty nie było w stanie jej pomóc? W programie telewizyjnym Bogusław Kaczyński powiedział: ‘Była to niezgodność interesów. Na początku, ona jako zjawisko estradowe – bo taki głos, to jest głos światowy absolutnie – miała łatwość emisyjną. Śpiewała dlatego że Pan Bóg jej wiązadła głosowe stworzył. Czysty talent! To się rzadko spotyka na świecie, a nie tylko w Polsce. Taką skalę! Gdzież porównywać walory wokalne Violetty Villas do innych gwiazd polskiej raczkującej wtedy estrady. To niemożliwe po prostu! Więc cóż według mentalności ludzkiej, a w szczególności polskiej, zrobić z takim zjawiskiem? Zniszczyć dopóki czas! Żeby nie zagrażała pani Krysi, pani Zosi, pani Basi, które są wysoce protegowane, mają mężów ustawionych i trzeba dać im możliwość życia na estradzie. A ta Violetta przeszkadzała w tym. Na początku była ta niechęć okazywana. Nikt nie podał ręki. (…) Tylko: nie, nie, nie! Ona tego słuchała nieustannie’.

Komentarz internauty: Sława Kornacka, śr. 12/14/2011 – 02:01 ‘Przede wszystkim książka ta została napisana w czasie, gdy sama Violetta Villas była chora i nie mogła się bronić. Ta książka to wbijanie gwoździa do trumny’

za str. www.twojewiadomosci.com.pl/content/ksi%C4%85%C5%BCka-o-villas-kt%C3%B3ra-obra%C5%BCa-autor%C3%B3w /29.12.2011/

***

Andrzej Rosiewicz na pogrzebie

Na pogrzebie Violetty Villas nie mogło zabraknąć Andrzeja Rosiewicza. Zmarła piosenkarka była matką chrzestną jego syna, dziś już 12-letniego Adama

– Nie udało mi się nigdy z Nią wystąpić, ale łączyła mnie z Violettą silna więź, wielka sympatia – mówił po pogrzebie Rosiewicz

Z tym jak Violetta została matką chrzestną mojego syna było dość śmiesznie – powiedział. – Violetta rozmawiała z moją teściową, która pochwaliła się że ma wnuczki – bliźniaki, Irenkę i Adama. Violetta zapytała wtedy czy są ochrzczeni. Gdy dowiedziała się że jeszcze nie, to powiedziała że… wybiera Adasia. Przyjechała do nas i została matką chrzestną!

Rosiewicz dodał że właśnie na chrzcinach swych bliźniąt miał nadzieję, że razem zaśpiewają piękną pieść Violetty Villas ‘List do matki’.

Niestety, nigdy nie udało mi się razem z Nią wystąpić – żałował Rosiewicz. – Pamiętam tylko, jak szykowałem się do występu w Chicago w klubie będącym własnością jej ówczesnego męża, Teda Kowalczyka. Ja na scenie, a za akustykiem Violetta i Ted czule trzymają się za ręce. Mam takie miłe wspomnienie…

67-letni Andrzej Rosiewicz ma trójkę dzieci ze swoją młodszą o 25 lat żoną Iwoną, którą poznał na wyborach Miss Rzeszowszczyzny w 1994 r. – 14-letniego Jędrka i teraz już 12-letnie bliźnięta, Adama i Irenkę. Ślub wziął w 1997 r.

tp/f. /21.12.2011/

***

Pogrzeb Violetty Villas

Violetta Villas – jedna z największych polskich piosenkarek, wykonawczyni takich przebojów jak ‘Do Ciebie, mamo’, ‘Nie ma miłości bez zazdrości’ i ‘Przyjdzie na to czas’ – spoczęła na Cmentarzu Powązkowskim w Warszawie

W ostatniej drodze Villas towarzyszyli członkowie rodziny, przyjaciele oraz liczne rzesze warszawiaków

Artystka spoczęła na Starych Powązkach, jej grób znajduje się niedaleko grobu reżysera Krzysztofa Kieślowskiego

Była wyjątkową, niezwykłą, jedną z najbardziej rozpoznawalnych postaci na polskiej scenie muzycznej ostatnich kilku dziesięcioleci. Jej wyjątkowy talent i oryginalność bez wątpienia nie zostaną zapomniane przez tych którzy ją znali, jak i przez młodsze pokolenia. Violetta Villas żyć będzie w naszej pamięci, jako symbol, i jako człowiek – napisał minister kultury Bogdan Zdrojewski w liście odczytanym podczas Mszy św. pogrzebowej w kościele św. Boromeusza.

Podczas uroczystości na cmentarzu wokalista Grzegorz Wilk odśpiewał piosenkę artystki pt. ‘Melancholia’.

Nie wiem czy jest jakaś osobowość lub talent który połączył z sobą tyle cech i tak nieprawdopodobnie odcisnął się w pamięci ludzi, jak ona. Takie talenty powinny rozkwitać wielką karierą, ale system który panował w PRL-u, kłopoty z paszportem, powodowały że tacy ludzie nie osiągali takich karier jakie mogliby – powiedział bliski znajomy Villas, piosenkarz Andrzej Rosiewicz. Villas była matką chrzestną jednego z jego synów.

Villas zapamiętam jako niepodważalnie największą gwiazdę, artystkę, człowieka. Kiedy jest się na topie wszyscy są ojcami i matkami sukcesu, a wystarczy że artyście trochę powinie się noga lub ma trochę gorszy okres w życiu, to w sposób zupełnie dla mnie niezrozumiały zostawia się go – powiedziała aktorka Ewa Kasprzyk. – W tym dniu gdy przyszły pożegnać ją tłumy uzmysławiamy sobie że odeszła wspaniała artystka która w czasach PRL-u była kolorowym ptakiem, odstającym od przeciętności – dodała.

Biskup Antoni Długosz mówił, wspominając artystkę podczas kazania, że Violetta Villas była blisko Boga, często odwoływała się do niego i do Biblii, a w swojej posiadłości miała prywatną kaplicę. Hierarcha przypomniał że w swoim czasie Villas oparła się próbie werbunku podjętej przez Służbę Bezpieczeństwa. Dodał że artystkę spotkały też szykany, a jej piosenek nie grano w radiu i telewizji.

ika/pap/rp/iar /19.12.2011/

***

Taka była naprawdę

Była wczesna wiosna 1986 r. ‘Violetta wraca’, ‘Powrót Violetty’ – zapowiadały gazety wielki recital Villas w warszawskim teatrze Syrena

Przerażona i przygotowana na wszystko co najgorsze szłam na swój pierwszy wywiad z Gwiazdą. Słyszałam nie raz że pani Villas nie lubi dziennikarzy, potrafi ich zwymyślać, a nawet wyrzucić za drzwi, gdy uzna że pytanie było nietaktowne. Ale cóż robić, naczelny kazał, idę…

Stała przed garderobą, ubrana w dżinsy, skromną bluzkę, spod wiśniowej chusty spływały piękne, złote loki. Obrzuciła mnie uważnym spojrzeniem.

– O, taka młoda…

To źle, czy dobrze? – myślałam coraz bardziej przerażona. Tymczasem Violetta Villas okazała się bardzo miła, odpowiedziała na wszystkie pytania i ani przez chwilę nie dała odczuć dystansu dzielącego początkującą dziennikarkę i Wielką Gwiazdę, jaką przecież była.

Ja nie umiem ładnie mówić. Tak chciałabym powiedzieć pani coś ładnego i mądrego, ale jakoś mi to nie wychodzi – powiedziała. I tym wyznaniem zupełnie mnie rozbroiła.

Pomału nasza znajomość zaczęła przeradzać się w przyjaźń. A zaprzyjaźnić się z Violettą Villas wcale nie było łatwo. Musiała się przekonać czy to uczucie jest szczere i bezinteresowne. Wymagała też bezwzględnej lojalności. – Jeżeli i ty mnie zawiedziesz, nikomu już nie uwierzę – oświadczyła mi kiedyś. Była nieufna. Tak wiele razy zawiodła się na pseudoprzyjaciołach, liczących wyłącznie na profity ze znajomości z Gwiazdą.

Nie  miała też szczęścia w miłości. Bez pamięci zakochała się w p. Januszu Ekiercie.

Byłam w niego wpatrzona jak w obrazek. Umiał mówić po francusku, prowadził samochód. Mój Boże, jaki on mądry. Żebym ja też tyle umiała… – wspominała. Związek się rozpadł, tak jak i małżeństwo z Tadeuszem Kowalczykiem.

Została sama z coraz większą gromadką zwierząt. Kochała je i dbała, na ile pozwalały coraz skromniejsze środki. Gdy pytałam co mam kupić, odpowiadała: – Kaszę i mięso dla psów, wątróbkę i whiskasy dla kotów. A dla pani? – Ja nic nie potrzebuję.

Zarzucano pani Villas że ta miłość do zwierząt jest nieszczera, że kreuje się na drugą Brigitte Bardot. Nieprawda.

Pewnego razu zachorował mój pudel. O jego cierpieniach dowiedziała się pani Violetta. Następnego dnia dzwonek do drzwi – stoi Gwiazda, w rękach trzyma garnek. – Ugotowałam dla twojego pieska kurczaka by się wzmocnił.

Wracałyśmy z Syreny. Violetta Villas elegancka, w białych rękawiczkach.

Marioluniu, co tam leży na szosie? – Gwiazda miała słaby wzrok. – Zabity pies, pani Violetto.

– Zatrzymaj się.

– Ale po co?

Stań, nie pytaj. – Wysiadła z samochodu, wzięła na ręce psa i przeniosła na trawę. Żeby już żaden samochód po nim nie przejechał.

Oczywiście pani Villas miała i wady, w końcu któż ich nie ma? Była niepunktualna. Gdy umawiałyśmy się np. na 17, byłam pewna że o 16 zadzwoni telefon: Co robisz? Nie spiesz się tak, bo ja nie zdążę się wyguzdrać – mówiła. Ale jeżeli chodziło o sprawy naprawdę ważne, była niezawodna. Na pogrzeb mojej babci przyjechała punktualnie.

Zupełnie nie potrafiła walczyć o swoje sprawy, co niektórzy skwapliwie wykorzystywali. Zdarzało się że nie płacono jej za wydane płyty, za koncerty. Nieuczciwi organizatorzy zapowiadali występy Violetty Villas nie pytając nawet czy w tym terminie będzie mogła przyjechać. Zapanowała opinia że to pani Violetta jest niesłowna, zrywa koncerty. Nie pamiętam by jakiś koncert został odwołany z jej winy. Często występowała chora, z gorączką. Gdy prosiłam by przełożyła termin koncertu, odpowiadała – obiecałam, to wystąpię. I koniec dyskusji.

Bardzo szanowała też swoją publiczność; równie starannie przygotowywała się do koncertu w Warszawie, jak i małej mieścinie. Nigdy nie śpiewała też z playbacku. A widzowie odpłacali jej niezwykłą sympatią. Każdy koncert kończył się owacją na stojąco, niekończącymi się bisami. Fani klękali przed swoją Gwiazdą, prosili o pobłogosławienie dzieci, traktowali niemal jak świętą. P. Villas była zresztą osobą głęboko i szczerze religijną. Często jeździłyśmy razem do kościoła, do sanktuarium w Łagiewnikach, pilnowała bym przystępowała do komunii. Brała też udział w  pielgrzymce z Wrocławia na Jasną Górę i – ku mojemu zdziwieniu – doszła tam na własnych nogach.

Była bardzo bezpośrednia, łatwo zdobywała sympatię ludzi. Nie miała kaprysów ani manier wielkiej gwiazdy. Sama sprzątała po psach, doiła kozy, paliła w piecu, łatała dach.

Nie martw się Marioluniu, nic mi nie będzie – odpowiadała gdy prosiłam by zrezygnowała chociaż z części tych obowiązków. – Najwyżej schudnę – i dobrze – bo wyglądam już jak bolszewicki wykrzyknik…

Nasza przyjaźń przetrwała 18 lat. I choć wiem że nie ma już p. Violetty, że umarła, wciąż wydaje mi się że nagle zadzwoni telefon.

Marioluniu, co robisz? – spyta. – Nie śpij bo muszę ci powiedzieć…

Mariola Pietraszek /18.12.2011/

***

To SB zrobiła z Villas nędzarkę

Przed śmiercią niechętnie mówiła o czasach PRL-u. Kiedy jeszcze żyła, Violetta Villas powiedziała w rozmowie z jedną z gazet że to Służba Bezpieczeństwa doprowadziła ją do ruiny

– SB chciała ze mnie zrobić zagraniczną agentkę. Kiedy odmówiłam, zdeptano mnie, zniszczono. Jestem wielką ofiarą tego komunistycznego, bandyckiego systemu. Zostałam ukarana za uczciwość – powiedziała wtedy Violetta Villas

Wszystko zaczęło się w 1975 r. kiedy Villas była u szczytu sławy. Robiła wtedy furorę i pieniądze za oceanem. – Przyszło do mnie dwóch panów w ciemnych okularach. Powiedzieli że będę opływać w luksusy – wspominała gwiazda.

– Obiecali mi dwa konta: w Londynie i Szwajcarii, luksusowe limuzyny z szoferem. W zamian miałam stać się agentem w Ameryce. Swoją urodą miałam przyciągać do siebie amerykańskich generałów, polityków…

Esbecy odwiedzali ją regularnie. Najpierw kusili ją wielkimi pieniędzmi i tytułem największej gwiazdy Polski Ludowej. – W końcu kiedy widzieli że nic nie wskórają, oznajmili że mnie zniszczą – opowiadała Villas.

I od tego czasu, jak twierdziła, wszystko w jej życiu zaczęło się psuć. Zniknęła z telewizji i radia. Nie mogła znaleźć pracy, nie pozwolono jej wyjechać za granicę. Ponoć to SB sfingowała włamanie do jej willi w podwarszawskiej Magdalence.

Straciłam wtedy wszystko co przywiozłam ze Stanów: futra, biżuterię, mój dom został zdewastowany. Zabrali też rolki z filmami z Las Vegas. Nigdy nie wróciłam na szczyty. To przez esbeków żyję teraz w nędzy – mówiła. I faktycznie, aż do 5 grudnia br., czyli dnia swojej śmierci, żyła w strasznych warunkach.

Violetta Villas już nie wyjaśni do końca tej sprawy, ale przed śmiercią wierzyła że prawda kiedyś ujrzy światło dzienne. – Nie będę wymieniać nazwisk, ale wystarczy zobaczyć kto był wtedy gwiazdą PRL-u, kto ciągle występował w radiu, w telewizji. Kiedyś to wszystko wyjdzie na jaw – mówiła.

SPOCZNIE OBOK BIELICKIEJ

Krzysztof Gospodarek, syn Violetty Villas, zdecydował gdzie i kiedy zostanie pochowana jego mama. Zmarła piosenkarka spocznie na warszawskich Powązkach

Pogrzeb diwy odbędzie się 19 grudnia (poniedziałek) o godzinie 14 w kościele św. Karola Boromeusza na Starych Powązkach. Grób Villas będzie usytuowany w sąsiedztwie grobów Hanki Bielickiej i Krzysztofa Kieślowskiego.

Rodzina artystki od początku chciała by gwiazda została pochowana na warszawskich Powązkach, wśród zasłużonych dla naszego kraju. I tak się stanie, gdyż w sprawę zaangażowało się też Ministerstwo Kultury. Rodzina chce by uroczystość była skromna.

es/es/sg/gz/su./mg/pap/f. /13.12.2011/

***

Syn odebrał ciało Villas

Dantejskie sceny rozegrały się we wtorkowe popołudnie pod prosektorium w Kłodzku (woj. dolnośląskie). Do budynku wtargnęła Elżbieta Budzyńska z zamiarem wywiezienia ciała zmarłej gwiazdy piosenki Violetty Villas. – Proszę wydać mi ciało Violetty! – krzyczała długoletnia opiekunka i menedżerka piosenkarki. Nikt jednak ciała nie chciał jej wydać

Pojawienie się Budzyńskiej wywołało spore zamieszanie. Pracownicy prosektorium na szczęście dokładnie wiedzieli jakie są wytyczne prokuratury i ciała Villas nie wydali.

Prokurator rejonowy w Kłodzku podjął decyzję by ciało zmarłej Violetty Villas przekazać jej najbliższej rodzinie, czyli synowi – powiedziała Ewa Ścierzyńska, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Świdnicy.

Budzyńska, mimo awantury, ciała nie dostała. Syn gwiazdy Krzysztof Gospodarek mógł spokojnie zabrać mamę do Warszawy, gdzie w poniedziałek zostanie pochowana na Powązkach.

Makabryczna sytuacja. Odetchnęłam z ulgą dopiero wtedy kiedy Krzysztof zadzwonił do mnie i powiedział że wraca z ciałem mamy do Warszawy – powiedziała jego żona Małgorzata i dodała: – Elżbieta Budzyńska przestaje mieć jakiekolwiek znaczenie w naszym życiu, szkoda tylko że spowodowała to dopiero śmierć Violetty…

KIM JEST BUDZYŃSKA

W latach 80 była jedną z fanek Villas. Przyjeżdżała pod Teatr Syrena z kwiatami, prosiła o autografy. Pewnego dnia diwa zaprosiła ją do swojej garderoby, żeby bliżej poznać. Tam usłyszała wzruszającą historię biednej dziewczyny, której trzeba pomóc. Villas zlitowała się nad nią i zatrudniła do opieki nad zwierzętami w swej willi w podwarszawskiej Magdalence.

Na początku czuliśmy radość i ulgę bo Budzyńska była bardzo pracowitą osobą. Ufaliśmy jej do tego stopnia że kiedy w 1987 Violetta wzięła ślub z Tadeuszem Kowalczykiem i wyjechała do Chicago, powierzyliśmy jej prowadzenie domu – powiedział Gospodarek. Przypomina sobie także dziwną sytuację z tamtego czasu. – Był moment w którym potrzebowaliśmy jej pomocy ale nie mogliśmy jej znaleźć w Warszawie. Okazało się że przebywa w areszcie śledczym w Częstochowie podejrzana o obrabowanie starszego człowieka. Zlekceważyliśmy wtedy ten sygnał i pomogliśmy wyjść z opresji – dodał.

Kiedy Villas wróciła z USA Budzyńska systematycznie zniechęcała starych znajomych gwiazdy i jej rodzinę. Wręcz blokowała kontakty z nią.

Wiosną 1989 r., w Wielką Sobotę, pan Krzysztof przyjechał do mamy z synkiem Maćkiem i święconką. Na powitanie wyszła mu Elżbieta… ‘Matka nie chce cię więcej widzieć. Wynoś się stąd’ – usłyszał. W oknie dostrzegł Violettę Villas, podglądającą tę sytuację zza firanki! Załamany wrócił do domu, bez sił do walki o matkę.

Wreszcie Villas wyprowadziła się do Lewina Kłodzkiego. Zamiast przyjaciół przybywało jej psów i kotów. Na początku Budzyńska pojawiała się tylko wtedy kiedy trzeba było zawieźć Violettę na koncert i załatwić honorarium. W 2007 r. wycieńczona gwiazda, pozostawiana sama sobie, trafiła do szpitala psychiatrycznego. Leżąc w łóżku, pogodziła się ze swoim jedynym synem, ale tylko na jeden dzień. Następnego dnia przyjechała tam Budzyńska. Za jej namową, niestabilna psychicznie Villas podjęła decyzję o dalszym dobrowolnym leczeniu i na własne żądanie została wypuszczona do domu. Tam też po czterech latach biedy zmarła 5 grudnia 2011 r. W niewyjaśnionych do tej pory okolicznościach.

aj/es/sg/xs/su /14-15.12.2011/

***

Violetta Villas żyła w nędzy

Według doniesień prokuratury i mediów ostatnie lata życia Violetty Villas były koszmarem. Po śmierci artystki w jej domu w Lewinie Kłodzkim wyszło na jaw w jak fatalnych warunkach żyła piosenkarka

Jedna ze stacji telewizyjnych poinformowała że Villas funkcjonowała w brudzie, biedzie i głodzie. O tę sytuację obwinia się otoczenie artystki, które izolowało ją od rodziny i świata zewnętrznego. Prokuratura nie wyklucza że warunki życia wokalistki i zaniechania przebywających z nią osób przyczyniły się do jej zgonu

Gazeta Wrocławska podała że przyczyną śmierci gwiazdy były powikłania związane z nieleczonym złamaniem nogi. ‘Artystka – według lekarzy – była przed śmiercią bardzo słaba. Miała wyniszczony organizm. Musiała od kilkunastu dni leżeć w łóżku’ – napisał dziennik.

Wywołany do tablicy minister kultury Bogdan Zdrojewski przyznał że w ostatnich latach próbował pomóc Villas, ale nie udało mu się to.

‘Ta pomoc była trudna, z różnych powodów. Również z tego powodu że wnioskujący o tę pomoc byli poza kręgiem pani Violetty Villas’ – powiedział minister w rozmowie z jedną z telewizji.

Już wcześniej dziennikarze informowali że przebywająca z wokalistką opiekunka Elżbieta Budzyńska nadużywa alkoholu i zaniedbuje artystkę.

Z Budzyńską walczył syn Violetty Villas, Krzysztof Gospodarek. Bezskutecznie. Jego matka zawsze stawała po stronie opiekunki. I to właśnie jej zapisała w testamencie swój dobytek.

‘Pani Budzyńska zabije Violettę. Ona pierze jej mózg i podaje alkohol’ – alarmował w 2009 r. w jednym z tabloidów, zarzucając opiekunce że ignoruje pogarszający się stan zdrowia Villas.

‘Myślę że była samotna i nieszczęśliwa. Bardzo żałowała że nie mogła wyjechać kolejny raz do Ameryki, kiedy wróciła po śmierci matki. Wiedziała że nie zrobiła takiej kariery jaką mogła. To były czasy w których nikt jej nie rozumiał. Kobieta w białym futrze, w białym mercedesie z włosami do pasa. Mówiła o Bogu, o zwierzętach i śpiewała. Zupełnie nie pasowała do tamtych czasów, do otoczenia w którym się wtedy znalazła’powiedział pianista Maciej Kieres, który pracował z Villas przez ostatnie 11 lat jej życia.

int.pl /9.12.2011/

SYN BĘDZIE WALCZYĆ W SĄDZIE

Jeszcze nie wyznaczono daty i miejsca pochówku Violetty Villas a już wokół jej śmierci narosło wiele nieporozumień i kontrowersji. Niejasna jest przyczyna zgonu gwiazdy, a jej najbliżsi nie mogą dojść do porozumienia tak w sprawach pochówku, jak i podziału majątku

55-letni Krzysztof Gospodarek, syn Violetty Villas, o śmierci mamy dowiedział się z telewizji. Następnego dnia rano zjawił się pod jej domem w Lewinie Kłodzkim (woj. dolnośląskie). Tam jednak napotkał spore trudności z wejściem na posesję. Blokowała mu je długoletnia opiekunka i menedżerka Villas, Elżbieta Budzyńska. Nie jest tajemnicą że oboje od lat nie przepadają za sobą.

Ostatecznie mężczyzna dostał się do środka. Tam doszło do kolejnej awantury – tym razem o dokumenty i testament. Z nieoficjalnych informacji wiadomo że Villas kilka razy własnoręcznie spisywała ostatnią wolę. Prowadziła również inne zapiski. Syn najpierw miał być wydziedziczony, a następnie przywrócony jako spadkobierca. Budzyńska jest posiadaczką tych rękopisów. Twierdzi że jej podopieczna nie życzyła sobie nawet by syn szedł za trumną z jej ciałem.

Nie wiadomo jak zostanie podzielony majątek zmarłej artystki. Jej posiadłość warta jest ok. 500 tys. zł, do tego dochodzą wszelkie pamiątki. Na aukcjach osiągnąć mogą nawet 100 tys. zł. Samych tantiem za wykonywanie jej piosenek nie jest za wiele – 3-4 tys. zł rocznie.

Bezsilny Gospodarek postanowił dochodzić swoich spraw sądownie.

– Razem z synem pani Villas złożyliśmy dwa pisma. Pismo do prokuratury w celu wyjaśnienia przyczyny śmierci i sekcji zwłok. I z pytaniem kiedy rodzina będzie mieć dostęp do ciała. Oraz wniosek do miejscowej policji o zabezpieczenie majątku spadkowego, czyli domu i wszystkich rzeczy się w nim znajdujących. A także o usunięcie z niego pani Budzyńskiej, ponieważ była ona i jest osobą trzecią i nie powinna teraz tam przebywać – powiedział radca prawny Jacek Świeca.

Syn pani Villas jest spadkobiercą ustawowym, który przejmuje dom. Na razie nie znamy ostatniej woli, testamentu zmarłej. Jednak nawet gdy go poznamy, niewykluczone że został spisany przez panią Villas w momencie gdy nie wiedziała co robi, bądź została do tego przymuszona – dodał prawnik.

ZNICZE PRZED DOMEM

Mieszkańcy Lewina opłakują Violettę Villas. Przed rodzinnym domem zmarłej artystki przybywa kwiatów i zniczy. Okoliczni mieszkańcy chcą w ten sposób oddać hołd piosenkarce

Chciałam oddać jej cześć. Mam imię po pani Villas. Mój tata był zachwycony jej głosem, dlatego mam tak samo na imię jak ona. Nie mogłam po prostu nie przyjechaćpowiedziała Violetta Bara.

Miejscowe władze zastanawiają się jak uczcić pamięć gwiazdy. – Mam nadzieję że pani Violetta Villas zostanie pochowana w Lewinie. To miejsce wybrała by być bliżej rodziców i braci – powiedział wójt Henryk Szczepkowski.

aj/es/ich/kawi/mag/su /8.12.2011/

***

Była absolutnym fenomenem

– Violetta Villas była absolutnym fenomenem. Takie głosy jak jej, w sensie warsztatowym, rodzą się bardzo rzadko. Ona miała głos o nieprawdopodobnej skali. Mieszkałem w Las Vegas i rozmawiałem z ludźmi, którzy z nią współpracowali. Była tam gwiazdą, głównym punktem programu. Jak jej słuchałem to miałem wrażenie jakby była osobą z innej planety. Funkcjonowała na wysokim ‚c’. Śpiewała całą sobą – powiedział Krzysztof Krawczyk, znany i lubiany wokalista

Była osobą szczerze wierząca w Boga. Jej miłość do kotów i psów płynęła z serca. Chciała pomagać. Jej ostatnie lata przeżyte w bolesnej samotności zrobiły swoje. Wypowiedzi w mediach, często wyrwane z kontekstu mogły nawet drażnić. Jednak jej serce było dobre. Mogłaby mówić kazania o miłości i miłosierdziu

– Jej talent został niestety zmarnowany. Powodów można znaleźć wiele, od repertuaru po złą opiekę artystyczną. Zabrakło osób które by ją wypromowały w świecie. Może problemem były jej bariery psychiczne, jej manieryzm? Może trudno było do niej dotrzeć? Może to też pośrednio nasza wina? Mam dobrych ludzi obok siebie i mogę realizować swoje plany. Ona nie miała tego komfortu że ktoś jest z nią, czuwa przy niej. Artysta potrzebuje opieki, ale teraz Violetta na pewno już ją ma

Kiedyś z nią rozmawiałem planując śpiew w duecie i odniosłem z tego spotkania bardzo dobre wrażenie. Do realizacji tego zamiaru nie doszło z różnych powodów, ale wspominam ją bardzo dobrze. Dlaczego odeszła? Myślę że Bogu może brakowało w niebie jej pięknego głosu – wspominał Krawczyk.

not. jw./fr. /7.12.2011/

***

Niech Bóg wybaczy kłamcom

Kilkanaście dni temu dziennikarka jednego z tabloidów rozmawiała z Violettą Villas. Piosenkarka jak zawsze mówiła cicho i spokojnie, ważyła każde słowo. Było w niej dużo żalu, a może po prostu zwykłego smutku. Dziś gdy wiemy że od nas odeszła, te słowa układają się w niezwykłe epitafium

Rozmowa z Violettą Villas

W pani biografii która niedawno pojawiła się na rynku nie brakuje ostrych opisów pani życia.

Na mój temat bardzo często pojawiają się kłamliwe informacje. Nie wiem czym kierują się ludzie rozgłaszający takie rzeczy. Jestem obrażana od lat. Wmawia się moim wielbicielom straszne rzeczy, a mnie choroby psychiczne. Ludzie kłamią na mój temat.

Czuje pani złość o te wszystkie słowa?

Ludzie kłamią ale mam nadzieję że Bóg im wybaczy. Ja nie zamierzam walczyć. Znam prawdę i ufam że kiedyś ci ludzie którzy kłamią na mój temat, zrozumieją co czynili.

 

ZOSTANIE POCHOWANA W WARSZAWIE

Z nieoficjalnych źródeł wiadomo że pogrzeb Violetty Villas wstępnie zaplanowano w Warszawie, w której mieszka jej rodzina.

rozm. el/f./el/ib/oo /6.12.2011/

***

Violetta Villas nie żyje

Niektórzy mówili o niej: największy i najbardziej zmarnowany talent jaki mieliśmy po wojnie. Była ozdobą polskich i światowych scen, fascynował się nią nawet George Bush, ale ostatnie lata życia spędziła w samotności, opuszczona przez przyjaciół, załamana nerwowo, bez grosza przy duszy

Była postacią zjawiskową – kolorową, ekscentryczną i nieprzewidywalną, zwłaszcza jak na realia PRL-u, z założenia stojące w kontrze wobec wszelkich przejawów indywidualizmu

Nawet najwięksi krytycy jej poczynań nie zaprzeczali że była jakaś – stworzyła sobie osobną kategorię, która po prostu nazwała się… Violetta Villas. Częściami składowymi tego fenomenu były nie tylko stroje czy długa charakterystyczna fryzura, ale przede wszystkim jedyny w swoim rodzaju potężny głos, sopran koloraturowy, w najlepszych latach osiągający skalę aż pięciu oktaw. I to za niego uwielbiała ją publiczność, rozkochana w kilkudziesięciu jej przebojach.

Wśród nich Oczy czarne, List do Matki, Dla ciebie mamo, Dzikuska, Przyjdzie na to czas, Jak nie to nie, Józek i Nie ma miłości bez zazdrości. Wypromowała ich tyle że właściwie doczekała się większej liczby składanek – aż szesnastu oficjalnych! – niż regularnych płyt.

Ptak nad polskim bagnem

Villas miała w sobie wiele z operowej divy, ale była też artystką estradową z krwi i kości, śpiewającą popularne piosenki – w dzisiejszych kategoriach można by je uznać wręcz za popowe.

Różnie ją nazywano – Seksbombą, Madame Skandal, Laleczką, Tygrysicą. – To cudowny egzotyczny ptak, który urodził się na polskim bagnie, nie tam gdzie trzeba mówił kiedyś Bogusław Kaczyński. – Należałoby ją określić mianem stosowanym kiedyś w operze włoskiej: primadonna assoluta, to znaczy primadonna, pierwsza gwiazda, a właściwie pierwsza gwiazda nieporównywalna do żadnej innej, która mogłaby pretendować do tego stanowiska.

Przyszedł na to czas

Niestety, ostatnie lata życia pierwszej gwiazdy nie miały z tym blaskiem wiele wspólnego – a właściwie były jego zaprzeczeniem. Villas pojawia się w mediach, ale zazwyczaj w kontekście kolejnych kłopotów, pobytu zazwyczaj Szpitalu dla Nerwowo i Psychicznie Chorych w Stroniu Śląskim, licznych interwencji opieki społecznej czy obrońców praw zwierząt, zaniepokojonych zaniedbanym schroniskiem ‘Moi bracia mniejsi’, które prowadziła swego czasu w rodzinnym Lewinie Kłodzkim. – Wszyscy się dziwią dlaczego ja żyję w otoczeniu zwierząt – mówiła. – To proste, tylko one kochają nas bezinteresownie i pomimo wszystko.

Tabloidy wzięły ją sobie za cel pisząc o życiu w nędzy (kłopoty finansowe wynikały także z braku umowy gwarantującej jej tantiemy wykonawcze), religijnym fanatyzmie i traceniu kontaktu z rzeczywistością.
Głośno było o niejasnych relacjach z opiekunką Elżbietą Budzyńską, na którą miała przepisać cały swój majątek, czy o synu Krzysztofie Gospodarku, z którym od lat nie utrzymywała żadnego kontaktu.
Właściwie w każdej związanej z nią wiadomości było coś niepokojącego. – Czy Villas się jeszcze podniesie? – zastanawiały się media. Za każdym razem z coraz większymi wątpliwościami.

Niestety, bardzo często te media w sposób cyniczny ją wykorzystywały. Jak można było na przykład dopuścić do jej duetu ‘Nie ma miłości be zazdrości’ z Arturem Chamskim w ‘Jak oni śpiewają’? Villas była wtedy wyraźnie niedysponowana, o czym włodarze programu doskonale wiedzieli. Zwyciężył jednak pęd za oglądalnością.

Porada od Szpilmana

Villas urodziła się 10 czerwca 1938 r. w Liege w Belgii. Naprawdę nazywała się Czesława Cieślak – do użycia scenicznego pseudonimu Violetta Villas namówił ją kompozytor i pianista Władysław Szpilman, który był świadomy drzemiącego w niej światowego potencjału, ale obawiał się że ‘Czesława Cieślak’ będzie zbyt trudna do wymówienia dla ludzi z zagranicy.

Do Polski przyjechała z rodzicami po zakończeniu II wojny światowej. Zamieszkała w Lewinie Kłodzkim. Od początku była utalentowana – jako dziecko śpiewała i grała na skrzypcach, pianinie i puzonie, ćwiczyła też taniec. Jednak to umiejętności wokalne sprawiły że nauczyciele ze szkół muzycznych w Szczecinie i Wrocławiu zaczęli mówić o talencie, ‘jaki trafia się raz na sto lat’.

Blask wschodzącej gwiazdy

Na pierwsze sukcesy nie trzeba było długo czekać – po zwycięstwie w 1961 r. w plebiscycie Expressu Wieczornego na najlepszy polski szlagier (Dla Ciebie miły) i udziale w Międzynarodowym Festiwalu Piosenki w Sopocie Villas stała się osobą rozpoznawalną.

Jej ambicje wychodziły jednak poza granice kraju. W 1965 r. zdobyła Grand Prix na III Festiwalu Piosenki w Rennes we Francji, a rok później zachwycała w wystawianym w paryskiej Olimpii programie rewiowym Grand Music Hall de Varsovie. – Jak śpiewałam fortissimo, wielki kryształowy żyrandol kołysał się – wspominała po latach.

Królewna ery atomowej

Największe sukcesy Villas przypadły właśnie na drugą połowę lat 60 XX wieku – w latach 1966 do 1969 r. była gwiazdą słynnego Casino de Paris w Las Vegas. W czasach w których średnia pensja w Polsce równała się kwocie 20 dolarów, ona zarabiała ich tam 1200. Tygodniowo. Każdego wieczora śpiewała zarówno operowe i operetkowe arie, jak i zwykłe piosenki. Występowała u boku Franka Sinatry, Deana Martina czy Paula Anki. Ze wszystkim co robiła wiązał się ogromny przepych – na scenę wjeżdżała bądź na białym koniu, bądź białym jaguarem.
Śpiewała w dziewięciu językach, po każdym utworze zmieniała suknię, projektowaną zazwyczaj przez dom mody Diora. Towarzyszył jej stuosobowy balet.

Jak weszłam na scenę to byłam jak królewna. W życiu o tym nie marzyłam w Polsce – wspominała po latach. Zachwycona Polką prasa amerykańska zaczęła pisać że ma ona ‘głos ery atomowej’.

Piekło znad Wisły

Imponująco zapowiadająca się światowa kariera runęła jak domek z kart w 1969 r. gdy Villas wróciła do Polski do umierającej matki. Władze zabrały jej paszport uniemożliwiając tym samym szybki powrót do Stanów. Chodziły wieści że w odwecie za odmowę współpracy z SB i niechęć gwiazdy do zostania szpiegiem komunistycznego aparatu. W efekcie pogrzebana została nie tylko szansa na kolejne spektakularne występy, ale i sukces w Hollywood – przed wylotem do Polski gwiazda była właśnie w trakcie negocjacji ośmioletniego kontraktu z Paramount Pictures. Miała występować w serialu ‘Dolce vita in Las Vegas’, u boku samego Toma Jonesa.

W 1970 r. Villas zamieszkała w willi w Magdalence, gdzie stopniowo zaczęła odgradzać się od świata i zamykać w sobie. Dalej nagrywała i koncertowała, ale miała wiele żalu do władz. – Nie pasowałam do komunizmu – przyznała po latach. W latach 80 i 90 sporadycznie wracała na koncerty do Ameryki. Wśród jej artystycznych poczynań warto przypomnieć współpracę z Teatrem Wielkim w Łodzi i teatrem Syrena w Warszawie oraz występ w filmie Jerzego Gruzy ‘Dzięcioł’.

Samotność nie na pół gwizdka

Villas była dwukrotnie mężatką ale nie miała szczęścia w miłości. – Wybrałam samotne życie bo nie odpowiada mi taka miłość na pół gwizdka – tłumaczyła na początku tego roku w rozmowie z jednym z tabliodów. – Zbyt często szłam na kompromisy, aż w końcu powiedziałam ‘dość’. Mężczyźni nie potrafią zapewnić kobiecie bezpieczeństwa i dobrego życia. Kiedyś, gdy byłam zakochana, zmieniałam dla mężczyzn wygląd i całą siebie. Na szczęście dojrzałam.

Pierwszy raz wyszła za mąż gdy miała zaledwie 16 lat – ojciec zmusił ją do ślubu z 27-letnim porucznikiem wojsk pogranicza. Później stanęła na ślubnym kobiercu w 1988 r. – z poznanym w Chicago polonijnym biznesmenem Tedem Kowalczykiem. Na trwającym pięć dni weselu bawiło się 1500 gości, a Villas zaprezentowała łącznie 21 kreacji.

To właśnie w prowadzonej przez Kowalczyka chicagowskiej restauracji Orbit Villas poznała w 1988 r. Georgea Busha, wiceprezydenta, a później prezydenta USA. Polityk zafascynowany ekscentryczną gwiazdą zaprosił ją do Białego Domu na koncert, który miał się odbyć po jego wyborczym zwycięstwie. Nigdy do tego nie doszło gdyż małżeństwo z Kowalczykiem rozpadło się po zaledwie roku, a Villas zdążyła wrócić do kraju.

‘Bóg mnie sprawdzał i hartował’

W ostatnich latach Villas nie miała już zbyt wiele wspólnego z gwiazdą polskich i światowych scen. Podupadła na zdrowiu, otoczona nie zawsze życzliwymi jej osobami, występowała sporadycznie. Gdy okazało się że z planów nagrania płyty nic nie wyjdzie, postanowiła ostatecznie zakończyć swoją karierę – stało się to 14 lutego tego roku w Domu Kultury im. Józefa Piłsudskiego w Kielcach.Zobaczyłam chorą osobę, która bardzo potrzebuje pomocy – alarmowała piosenkarka Ewa Śnieżanka. – Choć znamy się od lat i razem występowałyśmy, nie rozpoznała mnie.

Wiele razy cierpiałam bo wbrew temu co mówią ludzie moje życie nie zawsze było usłane różami – mówiła gwiazda jeszcze kilkanaście miesięcy temu. – Ale wiem że Bóg mnie w ten sposób sprawdzał i hartował. Dzięki temu zbliżyłam się do niego i pogłębiłam swoją wiarę. Dlatego bez względu na to, co dla mnie szykuje, przyjmę to z pokorą.

Violetta Villas zmarła w swoim domu w Lewinie Kłodzkim, 5 grudnia wieczorem. Miała 73 lata.

Paweł Piotrowicz /6.12.2011/

Kategoria Kultura

Comments