A to ci Cham w naszym Kościele

Na wywiad rzekę Tomasza Terlikowskiego z ks. Tadeuszem Isakowiczem-Zaleskim czekałem z nadzieją. Krakowskiego kapłana ceniłem za jego zaangażowanie na rzecz niepełnosprawnych, aktywność duszpasterską wśród Ormian czy działalność w sprawie lustracji

Miałem nadzieję że w rozmowie duchowny przedstawi pogłębiony obraz sytuacji Kościoła w Polsce oraz swoją wizję kapłaństwa we współczesnych czasach. Jednak lektura książki ‘Chodzi mi tylko o prawdę’ przynosi rozczarowanie

Problem z homoseksualizmem

Większość krytyków tej pozycji zarzuca ks. Isakowiczowi że publicznie opowiada o wpływowym lobby homoseksualnym w polskim Kościele. Według mnie nie na tym jednak polega kłopot z tą książką. Jezuita o. Józef Augustyn w wywiadzie dla KAI mówi: ‘Lobbowanie homoseksualistów to też żadna nowość. Tam gdzie są aktywni homoseksualiści, tam jest też lobbowanie. Dotyczy to wszystkich środowisk, także Kościoła. Księżowskie wspólnoty nie są tu żadnym wyjątkiem. To sposób społecznego istnienia osób identyfikujących się ze swoim homoseksualizmem’.

Od czasu ujawnienia afer pedofilskich w Kościele w USA, kiedy okazało się że aż 81 proc. ofiar molestowania seksualnego przez księży w tym kraju stanowią chłopcy, a tylko 19 proc. dziewczynki – problem homoseksualizmu w szeregach duchowieństwa stał się poważnym wyzwaniem. Skala zjawiska była bowiem taka, że wystarczył jeden zdeprawowany ksiądz by pozostawić po sobie dziesiątki, a nawet setki ofiar. Nic więc dziwnego że Stolica Apostolska postanowiła zdecydowanie stawić czoła temu zagrożeniu. Efektem tego była m.in. instrukcja Kongregacji Wychowania Katolickiego zakazująca wyświęcania osób o skłonnościach homoseksualnych.

Wspomniany już o. Augustyn mówi: ‘Kościół nie generuje homoseksualizmu, ale jest ofiarą nieuczciwych ludzi o skłonnościach homoseksualnych, którzy wykorzystują struktury kościelne dla realizowania własnych najniższych instynktów. Praktykujący księża homoseksualiści to mistrzowie kamuflażu. Demaskuje ich niekiedy przypadek’. Tymczasem lektura wywiadu z ks. Isakowiczem sprawia wrażenie jakby Kościół nie był ofiarą grup gejowskich, lecz sam sprzyjał reprodukowaniu homoseksualizmu. Kiedy kapłan krytykuje obowiązkowy celibat wśród duchownych, to jednym z jego argumentów jest twierdzenie że to bezżenność księży rodzi problemy z homoseksualizmem. Takie zarzuty padały także w USA po ujawnieniu afery pedofilskiej. Zlecono więc szczegółowe badania które nie potwierdziły jednak istnienia takiego związku. Powtarzanie tego typu insynuacji jest więc nie tylko nieprawdziwe, ale wywołuje też wrażenie jakoby postawa wyrzeczenia i ofiary, którą stanowi dobrowolny celibat, była źródłem grzechu.

Bez Jezusa

Największy problem z książką polega jednak na czymś innym – na obrazie Kościoła jaki się z niej wyłania. Kościół bowiem, o którym opowiada ks. Isakowicz, to instytucja feudalna, uniemożliwiająca normalną komunikację oraz niestosująca wobec siebie kryteriów, których wymaga od innych; stosunki między biskupami a księżmi przypominają relacje między panami a niewolnikami lub wasalami; kapłani uzależnieni są od kaprysu biskupów, którzy często nie wiedzą nawet jak wygląda ich diecezja; panuje przyzwolenie struktur kościelnych na homoseksualizm duchownych; promowany jest model księdza BMW – bierny, mierny, ale wierny; kapłan który nie jest proboszczem, jest nikim itd. itd. Tego typu zarzuty, obecne w książce, można by jeszcze długo wymieniać.

Nie wykluczam że na każde z tych twierdzeń ks. Isakowicz mógłby znaleźć konkretny przykład. Kłopot jednak w tym że z prawdziwych faktów można skonstruować fałszywy obraz. Pewna opiniotwórcza gazeta, pisząc o polskiej tradycji narodowej, eksponuje przykłady antysemityzmu, szmalcownictwa czy pogromów. I zdarza się jej podawać fakty prawdziwe. A jednak stworzona z takich elementów wizja polskości, której istotą ma być zbrodnia w Jedwabnem, pozostaje całkowicie nieprawdziwa. Podobnie rzecz ma się z książką ks. Isakowicza. Pozytywnych zdań o Kościele jest tam niewiele. Nie znajdziemy ani słowa że Kościół jest miejscem spotkania z Bogiem, doświadczania bezinteresownej miłości czy przeżywania duchowej więzi we wspólnocie. A jest to doświadczenie bardzo wielu ludzi, których znam osobiście. Dość powiedzieć że na 180 stronach książki imię Jezus pojawia się zaledwie raz, zaś Chrystus – trzy razy, i to zawsze jako incydentalne wtręty (np. przy wątku intronizacji Chrystusa czy odnalezieniu krzyża Chrystusa przez św. Helenę).

A przecież to osobista relacja z Jezusem jest najgłębszą istotą chrześcijaństwa, a zwłaszcza kapłaństwa. Dzięki szumowi medialnemu książka zdążyła stać się już bestsellerem, a na jej kupno decyduje się wiele osób obojętnych religijnie. Jaką ‘prawdę o Kościele’ otrzymują oni od katolickiego księdza? Ano że Kościół jawi się jako jedna z wielu zepsutych instytucji tego świata, zimna i bezduszna, pozbawiona wymiaru nadprzyrodzonego, w której liczy się tylko dominacja, a nie zbawienie duszy.

Przerażające skutki

Dochodzą do mnie już pierwsze odgłosy po lekturze tej książki od ludzi dalekich od wiary lub zmagających się o nią. I prawdę mówiąc jestem przerażony tymi relacjami. Mówią oni że Kościół widziany od środka oczami księdza to dla nich instytucja jeszcze bardziej koszmarna niż jak się na nią patrzy z zewnątrz. Albo że potwierdziły się ich najbardziej ponure podejrzenia na temat Kościoła. Trudno zresztą w tej sprawie o bardziej wiarygodny autorytet niż gorliwy kapłan wydający książkę w chrześcijańskim wydawnictwie.

W książce nie ma ani jednego fragmentu w którym ksiądz opowiadałby o swoim doświadczeniu macierzyńskości Kościoła. Podczas lektury nieustannie towarzyszyło mi pytanie, czy twierdzenie że Kościół jest Matką (Mater Ecclesia) to prawda teologiczna i egzystencjalna, czy tylko pusty zwrot retoryczny. Nie wyobrażam sobie bowiem syna który publicznie wyciągałby na jaw wszystkie słabości swojej matki, nawet gdyby to była prawda. W Księdze Rodzaju jest scena która rozgrywa się na ziemiach bliskich Ormianom, mianowicie na zboczach góry Ararat, kiedy po potopie Noe upił się winem i zasnął nagi. Jego synowie, Sem i Jafet, okryli ojca płaszczem, zakrywając jego słabość przed wzrokiem innych, a nawet sami nie patrząc na jego upadek. Jedynie trzeci syn opowiadał wokół o hańbie swego ojca. Biblia mówi że miał na imię CHAM.

Grzegorz Górny/rp /3-4-2012/ /autor jest założycielem i redaktorem Pisma Poświęconego Fronda/

***

Donosiciel i antyklerykał w Kościele

Jeżeli ksiądz katolicki decyduje się opublikować antyklerykalną książkę, to nie powinien się dziwić zdumieniu katolików. Uważam że ostatnia publikacja ks. Tadeusza Isakowicza-Zaleskiego ma charakter antyklerykalny. Darmowa reklama w autorskich programach znanych antyklerykałów tylko to potwierdza

Niedawny przykład: program ‘Tomasz Lis na żywo’. Dlaczego ks. Isakowicz-Zaleski uznał że w Wielki Poniedziałek jest to dla kapłana najlepsze miejsce i czas na inaugurację Wielkiego Tygodnia? Przecież to był również dzień w którym wspominaliśmy 7 rocznicę śmierci bł. Jana Pawła II, a program emitowany był na żywo niemal dokładnie w godzinie jego odejścia do Domu Ojca…

Ksiądz Tadeusz Isakowicz-Zaleski dał się już poznać jako człowiek który bezkrytycznie uwierzył we wszystko co znajduje się w wytworzonych przez swoich własnych prześladowców teczkach, a lustrację uczynił jednym z dogmatów wiary. Przy uciesze gawiedzi i poklasku antykatolickich mediów jednych wybielał, drugich niszczył, często bardzo niesprawiedliwie. Już samym faktem takiego działania skrzywdził Kościół.

Skrzywdził go ponownie, kiedy w ostatnich dniach zdecydował się nie tylko na publikację przedstawiającą jego fałszywy obraz, ale także idąc na współpracę z tymi których ‘troska’ o dobro Kościoła wyraża się przede wszystkim w jego oczernianiu.

Najwyraźniej ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski tak zajął się tajnymi ‘donosicielami’ w strukturach Kościoła, że sam stał się donosicielem, tyle że jawnym. Bo taki charakter ma jego ostatnia publikacja.

W książce pt. ‘Chodzi mi tylko o prawdę’ ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski opowiada o swoim kapłaństwie, działalności społecznej i politycznej. Porusza również m.in. takie tematy jak posługa biskupów, lustracja, zasadność kapłańskiego celibatu czy homoseksualizm. Tezy wysuwane przez kapłana nie są nowością, bo wiele z nich wypowiadanych było już wcześniej, zwłaszcza na łamach antyklerykalnych mediów. Nowością nie jest również to że ks. Isakowicz-Zaleski czyni to w zbliżonej do nich formie.

W znacznej części książki autor skupia się na krytyce pewnych struktur Kościoła katolickiego w Polsce. Owszem, krytyka nie jest niczym złym. Pod warunkiem że opiera się na uczciwości i prawdzie. Publikacja ks. Isakowicza-Zaleskiego tego kryterium nie spełnia. A już sam fakt że autor, dość często przedstawiany jako ‘historyk Kościoła’, podaje w niej nieprawdziwą datę ‘wyboru kardynała Josepha Ratzingera na papieża’, mówi bardzo wiele…

Książka zawiera mnóstwo uogólnień i sugestii, ale nie konkretów. To nie tylko zniekształca obraz rzeczywistości na którą chciałby zwrócić uwagę, ale również jest krzywdzące dla wielu biskupów i kapłanów Kościoła katolickiego. Nie ulega wątpliwości że zawarte w książce wypowiedzi to woda na młyn antyklerykalnych mediów. Odnoszę wrażenie że ks. Isakowicz-Zaleski jest tego świadomy, i to jest dramat. Jeżeli tego świadomy nie jest, dramat jest podwójny.

Sebastian Karczewski /5.IV.2012/

***

Komu przeszkadza katolicyzm

Jesteś chrześcijaninem? To znaczy że… dyskryminujesz. Taki wniosek można wyciągnąć ze zdarzeń do jakich dochodzi coraz częściej zarówno w Europie jak i na innych kontynentach. W amerykańskim stanie Kentucky gejowscy aktywiści złożyli skargę na chrześcijańskiego przedsiębiorcę, który odmówił wyprodukowania koszulek promujących gejowskie zachowania, a w Hiszpanii klub piłkarski Real Madryt postanowił usunąć malutki krzyż, który od 1920 r. widniał w jego logo

’Ze względu na nasze chrześcijańskie przekonania nie będziemy mogli przyjąć państwa zamówienia dotyczącego wyprodukowania koszulek na okoliczność dorocznej parady gejowskiej przewidzianej na 30 czerwca br.’ – takie stanowisko przedstawił Blaine Adamson, właściciel firmy wytwarzającej produkty o charakterze promocyjnym. Jego odpowiedź wywołała oburzenie środowiska gejów i lesbijek (GLSO), którzy złożyli skargę w tej sprawie do miejscowej Komisji Praw Człowieka.

Paradoksalnie dyskryminując prawo prywatnego przedsiębiorcy do wolności przekonań gejowscy aktywiści stwierdzili że firma Hands on Originals dopuściła się rzekomej dyskryminacji względem nich. Aaron Baker, przedstawiciel GLSO, zaczął nawet prowadzić akcję nakłaniającą mieszkańców miasta do bojkotu przedsiębiorcy i jego produktów. Rozwścieczony sytuacją napisał że ‘[odmowa realizacji zamówienia] to dla nas szok ponieważ wielu z nas jest również chrześcijanami i co to niby ma do rzeczy?’.

Nieco inny przypadek, choć również ukazujący absurdalność dzisiejszej poprawności politycznej i przybierającą na sile walkę z chrześcijaństwem, opisuje hiszpański dziennik sportowy Marca. Otóż Real Madryt, w którego logo od bez mała 100 lat widniał miniaturowy krzyż umieszczony na królewskiej koronie, 29 marca br. postanowił dokonać retuszu i usunąć ‘kłopotliwy drobiazg’. Na razie zmiana dotyczyć ma sytuacji w których logo klubu wykorzystywane byłoby w krajach muzułmańskich. Decyzja zapadła w związku z podpisaniem projektu budowy kompleksu turystyczno-sportowego na wyspie Ras-al-Khaimah należącej do Zjednoczonych Emiratów Arabskich.

Wyrugowanie krzyża spowodowało gwałtowną reakcję ze strony kibiców, którzy zwracają uwagę że przecież w Hiszpanii muzułmanie cieszą się pełnią praw i nikt nie stawia im ograniczeń co do symboli religijnych czy nawet budowy meczetów. Z ironią wskazują że chcąc być konsekwentny klub powinien nakazać swoim piłkarskim gwiazdom zmianę imion i nazwisk. Chodzi o Cristiano Ronaldo i Angela Di Marię. Imię Cristiano oznacza chrześcijanin, Angel – anioł, imienia María tłumaczyć nie trzeba…

ab/nd /6.IV.2012/

***

Trwa atak ale Kościół się obroni

– Organizacje masońskie w Polsce istnieją, podobnie jak różne inne stowarzyszenia i grupy nieżyczliwe chrześcijańskiej tradycji. Istnieją też organizacje lewackie i lewicowe, które atakowały Kościół choćby na Krakowskim Przedmieściu – powiedział ks. abp Józef Michalik, przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski

– Ktoś to nakręca, komuś antykatolicka retoryka jest potrzebna. Chcę otworzyć oczy ludziom młodym. Kościół stał się chłopcem do bicia, na którym niektórzy próbują zbić swój kapitał polityczny. To na pewno jest jedna z racji dla których Kościół jest dzisiaj planowo atakowany – mówił abp. Michalik

Fundusz Kościelny, nauczanie religii, in vitro, aborcja, propaganda rozwiązłości – każdy z tych tematów jest kreowany nie po to by rozwiązać jakiś istotny problem społeczny, tylko by tak czy inaczej zaatakować sam sens istnienia Kościoła – powiedział abp Józef Michalik.

Metropolita przemyski dodał że ma nadzieję, że Donald Tusk nie idzie na wojnę z Kościołem. – Fundusz Kościelny jest sumą która powstała z zagrabionego nielegalnie Kościołowi majątku. Nie jest więc on żadnym przywilejem dla Kościoła. Za mienie ukradzione Kościołowi przez państwo polskie to samo państwo powinno brać odpowiedzialność, bo jest kontynuacja państwa. Zaledwie jakiś procent został zwrócony, a w takiej sytuacji uczciwy rząd nie może się wycofać z zobowiązań państwowych

– A jak ksiądz arcybiskup ocenia pomysł by każdy podatnik mógł przekazać na rzecz wybranej wspólnoty wyznaniowej 0.3 proc. swojego podatku? Czy ta propozycja satysfakcjonuje Episkopat?

Trzeba dokonać konsultacji i obliczeń, które wykażą czy te propozycje będą wystarczające. Wszystkie nowoczesne państwa wspomagają działalność związków wyznaniowych. Ale pamiętajmy że po wejściu Polski do Unii Europejskiej również na Kościół nałożono dodatkowe obciążenia finansowe na podstawie obowiązującego prawa międzynarodowego. Księża płacą podatki a Kościół ma wiele kosztów finansowych, które są dużo większe niż choćby dziesięć lat temu. Dużo więcej kosztuje nas teraz wszystko, a już szczególnie remontowanie zabytków. Kościół w Polsce utrzymuje 73 proc. zabytków.

– A czy likwidacja Funduszu Kościelnego może zagrozić stabilności funkcjonowania Kościoła?

Oczywiście. Likwidacja Funduszu Kościelnego to byłby gol samobójczy w polską rację stanu. Przykładowo każdy Polak za granicą – misjonarz, ksiądz, siostra zakonna – jest też tam swego rodzaju ambasadorem Polski, wykonuje dla Narodu dobrą robotę, nie mniejszą niż ambasady. Pozbawienie tych ludzi ubezpieczenia byłoby golem samobójczym w polską rację stanu.

– A czy Kościół nie może finansować ubezpieczeń z tych przekazanych 0.3 proc. na organizacje wyznaniowe? Według autorów projektu w ten sposób do instytucji wyznaniowych trafi w sumie około 100 milionów zł.

– Kościół musi to rozważyć. Sprawa jest zbyt świeża. Proszę zauważyć że nigdy nie powiedziano ilu konkretnie duchownych z poszczególnych Kościołów i związków religijnych ubezpieczano z Funduszu Kościelnego, a przecież tym Funduszem nie zarządzają Kościoły tylko rząd. Proszę też zauważyć że myśmy nigdy nie protestowali przeciw ubezpieczeniom i pomocy świadczonej z tego Funduszu innym Kościołom chrześcijańskim i związkom religijnym, np. Żydom czy Muzułmanom od wieków przecież żyjącym w Polsce.

– W liście pasterskim na pierwszą niedzielę Wielkiego Postu ksiądz arcybiskup napisał że Kościół jest dziś ‘planowo atakowany’ przez ‘różne środowiska libertyńskie, ateistyczne i masońskie’ i że ‘nie oszczędzają Kościoła liberalne telewizje i takież pisma. Nawet rządowe instytucje, niby promując pluralizm medialny, ostatnio zdyskryminowały katolicką telewizję, co na szczęście budzi świadomość narodu’. Czy ksiądz arcybiskup podtrzymuje swoje stanowisko?

– Tak. Ataki na Kościół nie są przypadkowe. To zorganizowane głosy. Kościół nie może być sądzony za niepopełnione grzechy. Pamiętamy nagonkę na Kościół za lustrację. Najbardziej prześladowaną grupą społeczną za czasów PRL-u byli księża. Po latach okazało się że głos UB-eka jest ważniejszy niż głos księdza czy biskupa. Przecież to się w głowie nie mieści! Prześladowcy Kościoła czują się bezpiecznie i mają się dobrze, a na Kościół i duchowieństwo robi się nagonkę. Żeby spojrzeć na sprawę lustracji obiektywnie będziemy potrzebować jeszcze pięciu lat. Im bardziej Kościół jest atakowany, tym silniej wiążą się z nim jego wyznawcy. Teraz atakuje się Kościół pedofilią i finansami. Te nagonki przeszły inne państwa zachodnie jak choćby USA i teraz musi się z nimi zmierzyć polski Kościół. Kościół się ostanie i nie podda medialnym nagonkom i wytycznym.

– Czyim wytycznym?

– Atak na Kościół to nie jest tylko moda, ale planowe działanie.

– Dzisiaj Kościół jest jedyną instytucją, która nie tylko w Polsce, ale i na świecie jest niezależna od wszelkich prądów, organizacji i polityki.

– …nie sposób nie wspomnieć słów papieża Benedykta XVI, że dzisiaj nikt nikogo nie zmusza do tego by był chrześcijaninem. Natomiast bardzo wiele robi się by zmusić chrześcijan by wyrzekli się swojej wiary.

– Czy dzisiaj w parlamencie są partie które bronią wartości chrześcijańskich?

– Partii nie widzę, ale widzę ludzi.

– Na początku lat 90 był ZChN…

– A dzisiaj ludzie dawnego ZChN-u, nawet założyciele tej partii, atakują Kościół.

Kościół szanuje porządek demokratyczny i demokratyczne wybory dokonywane przez obywateli. Wynik Ruchu Palikota to nie jest klęska Kościoła, tylko jeden z kilku symptomów poważnej choroby dotykającej życia politycznego, które staje się parodią a nie służbą na rzecz dobra wspólnego. Nie chcę nikogo obrażać. Wierzę że są tam osoby mające głębsze ideały, jednak to co dzisiaj proponują Narodowi jako przemianę moralną, jest smutne i niebezpieczne. Na szczęście jest też śmieszne i moim zdaniem się nie przyjmie.

– Decyzja o nieprzyznaniu miejsca na multipleksie Telewizji Trwam jest polityczna. Jeżeli inne stacje dostają, a nie dostaje TV Trwam? Są dzisiaj w Polsce równi i równiejsi. Wracamy do tego co przeżywaliśmy zaraz po wojnie.

– KRRiT utrzymuje, że TV Trwam nie dostała miejsca na multipleksie ze względów proceduralnych. Redemptoryści utrzymują że złożyli wszystkie dokumenty właściwie. Przez lata od 90 proc. publicystów słyszałem że mamy do czynienia z imperium o. Rydzyka, a gdy trzeba przyznać miejsce na multipleksie to okazuje się że TV Trwam jest firmą dziadowską. Absurd. TV Trwam powinna natychmiast otrzymać koncesję do nadawania na multipleksie.

– Do TV Trwam zapraszani są politycy PiS-u i Solidarnej Polski. Czy ksiądz arcybiskup uważa że jeżeli już są zapraszani politycy, to powinni być też obecni przedstawiciele z innych opcji jak PO, czy SLD?

– To że są zapraszani politycy PiS-u i Solidarnej Polski to już jest postęp, bo są zapraszane dwie parte a nie jedna.

– Czy o. Rydzyk pomaga czy szkodzi Kościołowi?

– Powiedzmy najpierw że Radio Maryja i TV Trwam robią bardzo dobrą robotę na rzecz Polski, bo otwierają ludziom oczy na to co gdzie indziej jest przemilczane. Dalej, służy Polsce bo budzi z pasywności dużą część ludzi, bo uwrażliwia Naród na zło korupcji, na biedę ludzką, utrzymuje kontakt z Polakami za granicą etc. Następnie Radio Maryja i TV Trwam uczą modlitwy, przekazują nauczanie papieskie, a zatem robią dobrą robotę dla Kościoła. A najlepszym tego dowodem jest atak Gazety Wyborczej i innych kolorowych pism na niego.

jn/onet /20.III.2012/

***

Niszczący kryzys wartości

Tak nieprzyjaznej atmosfery jaką obecnie obserwujemy w Polsce w relacjach państwo – Kościół długo by szukać w innych państwach europejskich, ocenił ks. abp Stanisław Budzik, metropolita lubelski, w rozmowie z Naszym Dziennikiem

Kościół opowiada się nie za likwidacją ale za przekształceniem Funduszu Kościelnego. – I w tym duchu chce rozmawiać ze stroną rządową – mówił w czasie spotkania z dziennikarzami ks. Józef Kloch, rzecznik KEP, nawiązując do rozmów strony kościelnej z rządową

Jak dodał ks. Kloch, Kościół i rząd to dwa autonomiczne ciała, które chcą ze sobą współpracować, ‘ale niech to się odbywa w dyskusji, a nie w monologu’. Rzecznik Episkopatu przypomniał że postulatem strony kościelnej od wielu lat było, by przekształcić istniejący ponad 60 lat Fundusz Kościelny, gdyż są nowocześniejsze sposoby dofinansowania Kościoła, na co wskazują m.in. rozwiązania przyjęte w innych krajach Unii Europejskiej. Podał przykład Węgier, gdzie można np. odpisać na rzecz Kościoła 1 proc. podatku dochodowego.

Sprawy finansowe pomiędzy państwem a Kościołem muszą być rozwiązane zgodnie z art. 22 konkordatu i poprzez specjalną komisję, która w tym celu została powołana, zwrócił uwagę w rozmowie z Naszym Dziennikiem ks. abp Budzik. – A właściwie są to dwie komisje konkordatowe: rządowa i kościelna. I w tym gronie będziemy na ten temat dyskutować. Jeżeli państwo chce zgody z Kościołem, bo ‘concordia’ oznacza zgodę – powiedział ks. arcybiskup.

Pomimo nieprzyjaznej atmosfery, jaka w ostatnim czasie zapanowała w relacjach państwo – Kościół, którą wzmagają butne zapowiedzi premiera dotyczące redukcji kapelanów w wojsku czy kwestii finansowania religii w szkołach, strona kościelna gotowa jest do rozmów i liczy jednocześnie na to że głos biskupów zostanie poważnie potraktowany, dodał ks. arcybiskup.

Jednocześnie księża biskupi nie godzą się na rozprzestrzenianie ‘nowego trendu kulturowego’, który próbuje zakwestionować podstawowe wartości leżące u podstaw porządku etycznego i społecznego we współczesnym świecie i w Polsce. – Jest promowany nihilizm, relatywizm moralny, antyklerykalizm, który okazuje się bardzo chwytliwy również w środowiskach ludzi młodych, pozbawionych perspektyw pracy i nadziei na sukces w naszej Ojczyźnie – zwrócił uwagę ks. Kloch.

Powołując się na słowa ks. abp. Józefa Michalika, przewodniczącego KEP, wskazał na ‘fakty negowania konkretnego miejsca religii i Kościoła w przestrzeni publicznej przy jednoczesnym wspieraniu propagandowym środowisk skrajnej młodzieżowej lewicy’.

KEP zatwierdziła długo oczekiwany dokument społeczny Episkopatu pt. W trosce o człowieka i dobro wspólne. ‘Polska znajduje się obecnie w momencie przełomowym, w którym rozwojowi – mimo wielu godnych uznania sukcesów – zagraża poważny kryzys: kryzys wartości, które spajały Naród przez stulecia, pozwalając mu przetrwać w najcięższych czasach’ – napisali biskupi we wstępie. Omawiane w dokumencie kwestie wyznaczają kierunki postępowania dla wszystkich, w tym dla polityków, pracowników mediów, przedsiębiorców i pracowników.

mj/nd /14.III.2012/

***

SB inwigilowała kard. Dziwisza

IPN po przeprowadzeniu – na wniosek samego duchownego – lustracji kard. Stanisława Dziwisza, zwrócił się do metropolity krakowskiego o zgodę na umieszczenie jego nazwiska w katalogu osób rozpracowywanych przez organa PRL-u – poinformował szef krakowskiego oddziału IPN-u dr Marek Lasota

Kard. Dziwisz wystąpił do IPN-u o lustrację w związku z pojawiającymi się pogłoskami jakoby duchowny – jeszcze jako młody ksiądz – został zwerbowany przez SB i zarejestrowany jako TW Adiutant

Lustracja wykazała jednak że w archiwach IPN-u nie ma żadnych notatek podpisanych takim pseudonimem. Źródłem plotki miał być fakt że taki pseudonim pojawił się w tzw. aktach administracyjnych SB z lat 70. W owych aktach funkcjonariusz Służby Bezpieczeństwa zapisał że planowany jest werbunek osoby blisko współpracującej z Karolem Wojtyłą, późniejszym Papieżem Janem Pawłem II.

W tej sprawie została przeprowadzona bardzo szczegółowa kwerenda. Sprawdziliśmy wszystko łącznie z dziennikami rejestracyjnymi i nie znaleźliśmy najmniejszego śladu – zapewnił dr Lasota.

Metropolita krakowski poprosił o lustrację również w związku ze spekulacjami na temat jego agenturalności, które pojawiły się w książce ‘Zamach na papieża’ autorstwa Ferdinando Imposimato i Sandro Provvisionato. Tymczasem lustracja przeprowadzona przez IPN wykazała że kard. Dziwisz nie tylko nie współpracował z SB, ale był przez komunistyczną bezpiekę inwigilowany niemal w takim samym stopniu jak Papież.

Osoby które były tak blisko Papieża z zasady nie były przedmiotem werbunku. Byłoby to zbyt ryzykowne, bo nieudana próba musiałaby się skończyć skandalem – powiedział Edward Kotowski – oficer który był rezydentem wywiadu PRL-u w Rzymie.

rp /10.III.2012/

***

Fałszywi przyjaciele kobiet

Pierwsze wrażenie po obejrzeniu spotu zachęcającego do udziału w ‘manifie’ jest takie: głównym powodem wszelkich nieszczęść Polaków, a w szczególności Polek, jest Kościół. A gdyby wyrzucić religię ze szkół i przedszkoli, nie trzeba ich będzie zamykać

Wypowiadającym się w tym duchu przed kamerą nie przeszkadza absolutny brak logiki w tym co mówią i do czego zapraszają

Twierdzenia o ‘koszmarnej pępowinie’ rzekomo łączącej Kościół i państwo, przeplatane żądaniami o respektowanie (aborcyjnych) ‘praw kobiet’, okraszane bezsensownymi oskarżeniami o ciemnotę i zacofanie (spowodowane, a jakże, nadreprezentatywnością Kościoła w przestrzeni publicznej), przeplatane wątkami Euro 2012, tworzą monotonny bełkot.
Jazgotliwa muzyka dopełnia reszty. Przypuszczać należy, że tak będzie też w niedzielę.

Feministki już dawno straciły kontakt z rzeczywistością. Publiczne wystąpienia pań Nowickiej, Szczuki, Środy i innych, oprócz generowania złych emocji i podsycania nienawiści do chrześcijaństwa, nie wnoszą nic nowego do debaty publicznej. Ponieważ brak jest w nich argumentów, trudno podjąć jakąkolwiek dyskusję. A jeżeli się pojawiają, są tak bardzo zmanipulowane, że nie wiadomo czy w ogóle ma sens jej zaczynanie.

I tak oto zdaniem feministek, Fundusz Kościelny rocznie przeznacza na składki na ubezpieczenia społeczne księży 224 mln zł. W rzeczywistości cały Fundusz dysponował w ubiegłym roku sumą 89 mln zł. Przekonują też że państwo przeznacza aż 21 mld zł rocznie na wynagrodzenia dla kapelanów (!), podczas gdy kwota ta wynosi niecałe 30 mln zł. Nie dziwi w tym kontekście podawana suma 240 mld zł, jakie rzekomo państwo przekazało Kościołowi za pośrednictwem Komisji Majątkowej jako rekompensaty za zagrabione mienie w czasach PRL.

Feministki powołują się przy tym na serwis money.pl, gdzie jednak widnieje suma… 5 mld zł, także zresztą wzięta z sufitu. ‘Kwota 240 mld zł to pewna prowokacja, ale takie dane pojawiają się w internecie, a skoro do tej pory nikt nie przedstawił wiarygodnych wyliczeń, to mamy prawo tak domniemywać’ – przekonywała niedawno w rozmowie z Rzeczpospolitą Elżbieta Korolczuk z Porozumienia Kobiet 8 Marca. Logiczne, nieprawdaż? Jeżeli fakty się nie zgadzają z głoszoną teorią, tym gorzej dla faktów. Znają to Państwo?

Tylko co dalej? Każdy normalnie myślący człowiek wyczuwa że ‘przyjaźń’ oferowana przez feministki kobietom jest fałszywa.

Nie dziwi impet z jakim atakuje się Kościół, ponieważ jest to jedyna dziś poza rodziną przestrzeń, gdzie człowiek może czuć się wolny i gdzie nie został jeszcze odarty ze swojej godności i piękna. Nie dlatego że ukryta jest w nim jakaś nadzwyczajna recepta, przy pomocy której można je tam zbudować. Daje je Jezus Chrystus. On jest największym zagrożeniem ideologii, którą głoszą feministki.

Podczas gdy stacje telewizyjne poświęcą mnóstwo czasu na relację z ‘manify’, a ‘eksperci’ w studiach telewizyjnych z wypiekami na twarzy będą komentować hasła na transparentach i billboardach, ja się po prostu za te osoby cichutko pomodlę.

I proszę by wszyscy zrobili to samo.

x. Paweł Siedlanowski/nd /8.III.2012/

***

Ks. kard. Glemp po operacji

Długoletni Prymas Polski ks. kard. Józef Glemp przyznał, że przeszedł operację związaną z nowotworem płuca i w specjalnym liście podziękował wszystkim za modlitwy

Podejrzenie o nowotwór pojawiło się podczas rutynowych badań na początku tego roku. ‘Badano cierpliwie i 26 stycznia tego roku stwierdzono złośliwy narost na dolnym płacie prawego płuca. Miałem wątpliwości, czy godzi się podejmować operację w moim podeszłym wieku. Lekarze wątpliwości nie mieli’ – wyjaśnił ks. kard. Glemp

Operacja w jednym ze szpitali warszawskich polegała na wycięciu dwóch płatów dolnych z prawego płuca. Operację przeprowadził prof. Tadeusz Orłowski ze swoim zespołem z warszawskiego Instytutu Gruźlicy i Chorób Płuc. Obecnie ksiądz Prymas wrócił już do domu w Wilanowie, gdzie będzie dalsza rehabilitacja. ‘Proszę o dalszą modlitwę, bym umiał dobrze wypełnić wolę Bożą także w tym doświadczeniu. Sam kieruję moje prośby przez wstawiennictwo Błogosławionego Jana Pawła II, Błogosławionego ks. Jerzego Popiełuszkę i Sługę Bożego Prymasa Stefana Wyszyńskiego’ – napisał 82-letni kardynał.

mp/nd/pap /5.III.2012/

***

Polski zapateryzm w natarciu

Hasło że kapelani nie mogą być ‘świętymi krowami’, jest obraźliwe dla posługi którą pełnią oni w kraju i za granicą, a złowieszcze zapowiedzi premiera o redukcji księży w wojsku o połowę to swoisty zapateryzm, a w dużej mierze demagogia hasłowa. W tak mocnych słowach ks. abp Sławoj Leszek Głódź, wieloletni ordynariusz polowy wojska polskiego, odniósł się do ostatnich wypowiedzi Donalda Tuska

Metropolita gdański nie ma wątpliwości: stosunki pomiędzy państwem a Kościołem mierzone są relacją do Ordynariatu Polowego

To papierek lakmusowy, zasada która się sprawdza w różnych krajach: ilekroć jest atak na Ordynariat Polowy, pod pozorem budżetu, redukcji etatów itd., tylekroć upokarzane jest duszpasterstwo wojskowe, a jednocześnie upokarzany jest Kościół. Tego doświadczamy dzisiaj w Polsce – powiedział ks. abp Głódź w wywiadzie dla KAI. Jak zauważył, obecna liczba kapelanów katolickich w wojsku (jest ich 144) odpowiada standardom, gdyż zazwyczaj przyjmuje się że jeden kapelan powinien przypadać na mniej więcej tysiąc żołnierzy.

Metropolita gdański, który był ordynariuszem polowym w latach 1991-2004, powiedział że ważnym czynnikiem państwowotwórczym stał się Ordynariat Polowy Wojska Polskiego. To dzięki niemu po czasach komunizmu nastąpiło zbliżenie wojska polskiego do społeczeństwa, które zaczęło nazywać je ‘naszym wojskiem’. – To, że ono jest dziś zawodowe, nie oznacza że są to siły najemne, że są to zabijaki, najemnicy. Mamy szkoły podoficerskie i oficerskie, gdzie są kapelani, i trzeba kształcić kadry, także w zakresie etyki. Oni muszą być wychowywani w etosie narodowym, patriotycznym i etycznym. Muszą znać prawo międzynarodowe – powiedział.

Ks. abp Głódź zwrócił też uwagę że to właśnie Kościół użycza swojego autorytetu dla wojska, a nie na odwrót! Przypomniał rolę kapelanów na misjach zagranicznych. – Przecież w Afganistanie dzień i noc pełnią służbę nasi kapelani. To nie są Hawaje ani słodkie posadki, jak słyszę dziś w TVN. Weźmy też tragedię smoleńską: kto podziękował księżom kapelanom za wielką pomoc w czasie identyfikacji zwłok w Moskwie, pogrzebów ofiar, posługi na Torwarze, dokąd przywożono trumny? – pytał.

Współprzewodniczący Komisji Wspólnej Rządu i Episkopatu zapowiedział jednocześnie że sprawa zarówno Ordynariatu Polowego jak i Funduszu Kościelnego będą tematami obrad tego gremium za dwa tygodnie.

sj/nd /29.II.2012/

***

Antykatolicki światowy trend

Odmowa koncesji dla Telewizji Trwam przez Krajową Radę Radiofonii i Telewizji wyraźnie wpisuje się w pewien ogólnoświatowy trend

Tendencja, o której myślę, zaczyna obecnie dominować na całym świecie: katolicy, którzy pozostają wierni Ewangelii i nauczaniu Kościoła katolickiego, są dzisiaj odrzucani i jawnie prześladowani przez wojowników sekularyzmu i wolnomyślicieli wciskających się do Kościoła

Matka Boża Fatimska dała nam ostrzeżenie że dobrzy zostaną poddani męczeństwu, że będą cierpieć prześladowania. W dzisiejszych czasach ci, którzy pragną być wierni Chrystusowej nauce, są poddawani męczeństwu ducha.

Powstaje nieuniknione pytanie: co robić w tej sytuacji? Odpowiedź jest jedna: podejmijmy krucjatę modlitewną przez wstawiennictwo św. Maksymiliana Kolbe, wspaniałego apostoła prasy, radia, mediów… To on wskazywał nam już tyle lat temu że jedynie Niepokalana będzie mogła przeciwstawić się potędze i wpływom szatana, tego który jest przecież ojcem wszystkich niszczących działań wymierzonych w ludzi prawdziwie wierzących.

W Wielkiej Brytanii również jesteśmy już od dawna przytłoczeni problemami i zalewem ruchów pogłębiających dramatyczną sytuację Kościoła. Stąd też od wielu lat każdego dnia w modlitwie wypowiadam Akt poświęcenia się Niepokalanej, Królowej Nieba i Ziemi, naszej Najmiłościwszej Matce, ułożony przez św. Maksymiliana Kolbe. To święty na nasze czasy! Świat zostanie ocalony przez Niepokalaną!

Timothy Tindal-Robertson/nd /29.II.2012/ /autor jest historykiem, synem wpływowego angielskiego masona, przewodniczącym Światowego Apostolatu Fatimskiego na Wielką Brytanię i Walię. Nawrócił się z anglikanizmu na katolicyzm. Wiele lat zajmował się wydawaniem książek o tematyce maryjnej. Jest autorem książki ‘Fatima, Rosja i Jan Paweł II’, współtwórcą publikacji ‘Fatima, Kościół i Trzecie Tysiąclecie’ oraz ‘Fatima dziś’/

***

Kościół jest planowo atakowany

Przewodniczący Episkopatu Polski, metropolita przemyski abp Józef Michalik, w liście pasterskim na pierwszą niedzielę Wielkiego Postu napisał że Kościół jest dziś ‘planowo atakowany’ przez ‘różne środowiska libertyńskie, ateistyczne i masońskie’

‘Nie oszczędzają Kościoła liberalne telewizje i takież pisma. Nawet rządowe instytucje, niby promując pluralizm medialny, ostatnio zdyskryminowały katolicką telewizję, co na szczęście budzi świadomość narodu’ – napisał abp Michalik

Jego zdaniem ‘jeszcze bardziej niebezpieczne są rozłamy wewnątrz Kościoła, ujawniające nawet wśród duchownych nieposłuszeństwo przełożonym i pasterzom’.

‘To jest bolesne, ale trzeba o tym mówić i zachęcać się wzajemnie do zwyczajnej pokory w duchu posłuszeństwa Kościołowi, Papieżowi i pasterzom, którzy stawiają niekiedy wymagania trudne, ale zgodne z Ewangelią, i dlatego twórcze’ – napisał ks. arcybiskup.

Według metropolity przemyskiego Wielki Post powinien ‘pogłębić naszą wiedzę i wiarę’ oraz pomóc ‘odczytać wyzwania czasów w których żyjemy i przeniknąć je tym, co tylko chrześcijanie posiadają i czym mogą ubogacić świat’. Będzie to możliwe – zdaniem hierarchy – jeżeli ‘nawrócimy się i naprawdę uwierzymy w Ewangelię’.

W liście abp Michalik przypomniał że ‘bliskość Chrystusa, a nawet miłość do Niego i zjednoczenie z Nim, nie eliminuje z Jego i naszej bliskości szatana, złego ducha’.

‘Metodą szatana jest kłamstwo. A ileż tego kłamstwa, manipulacji, fałszywych oskarżeń i niedotrzymanych obietnic krąży między nami i po całym świecie. Jakże łatwo ludzie idą za fałszywymi prorokami także dziś’ – napisał przewodniczący KEP.

Kościół musi oceniać

‘Ta nowa kultura globalna wyrasta z postmodernizmu, który promuje relatywizm moralny, aborcję, małżeństwa jednopłciowe, homoseksualizm itd. /…/ a wszystko to dzieje się przez globalne, światowe, polityczne ukierunkowanie tejże rewolucji kulturowej, wykluczającej Boga i Jego przykazania’ – napisał abp Michalik.

W ocenie metropolity przemyskiego, wiary chrześcijańskiej nie da się oddzielić od życia, ‘zatem Kościół musi oceniać tzw. nową etykę i przestrzegać przed wypaczeniami’.

Kościół polski nadal silny

Atak na Kościół obserwujemy na kilku płaszczyznach, najgłębszą jest ta teologiczna, zapowiedziana przez Pana Jezusa, mówiąca o zmaganiach dobra i zła – powiedział, komentując wielkopostny list metropolity przemyskiego, ks. prof. Paweł Bortkiewicz, etyk. Zwrócił jednocześnie uwagę że Kościół w Polsce pomimo różnych zawirowań, po 1989 r. pozostał silną instytucją.

Wydaje się rzeczą nieprzypadkową że po śmierci Papieża Polaka nasiliły się ataki na biskupów, kapłanów, media katolickie. Są one bardzo perwersyjne i zarazem finezyjne. Celem jest zdyskredytowanie Kościoła i ukazanie go jako instytucji dotkniętej jakimiś patologiami – dodał ksiądz profesor.
Ogromna rola Polaków

Odwołując się do słów Marguerite Peeters, dyrektor brukselskiego Instytutu na rzecz Dialogu Międzykulturowego, ks. abp Michalik w liście zwrócił uwagę że potrzebna jest nam dziś społeczna, a nie tylko indywidualna reakcja wobec promowanych rozluźnień moralnych.

‘Potrzebna jest wspólna, zbiorowa reakcja społeczeństw i narodów’, podkreślił metropolita przemyski, zaznaczając że ogromną rolę do odegrania ma tu Naród Polski, który ‘pokazał że jest odważny i szlachetny. Łatwiej niż inne narody, prawie intuicyjnie rozpoznaje strategie manipulacyjne i ideologiczne projekcje…’.

W Polsce zasadniczo odczuwamy destrukcję pamięci i tożsamości narodowej. W kontekście tak prowadzonej polityki Kościół pozostał jedynym wolnym głosem, śmiem twierdzić – miejscem azylu, w którym jak w latach 70 i 80 rozlegały się tęsknoty i nadzieje Polaków za wolną Ojczyzną – powiedział ks. prof. Bortkiewicz. – Dlatego to wszystko, co obserwujemy, ataki skierowane w media katolickie, w autorytet duchownych nie są na pewno przypadkowe.

Ksiądz arcybiskup Michalik podkreślił w swym przesłaniu na Wielki Post że ostateczne zwycięstwo jest po stronie Chrystusa. Dlatego wskazał by w wielkopostnym czasie dokonać rekolekcyjnego rachunku sumienia. Zachęcił też do głębszej modlitwy i kontemplacji Krzyża, który dla każdego z nas jest bramą zbawienia.

pap/sj/nd /20-21.II.2012/

***

Ingres bp. Wacława Depo

Biskup nie może się obawiać tego co powiedzą inni, dominującej opinii czy sondaży – podkreślał w czasie ingresu ks. abp Wacław Depo, nowy metropolita częstochowski

Odważna wiara w Boga jest potrzebna dziś jak nigdy dotąd, mówił ks. abp Wacław Depo. Nowy metropolita częstochowski odbył wczoraj uroczysty ingres do archikatedry Świętej Rodziny w Częstochowie

– Służba biskupia musi być napełniona odwagą pokory, która nie pyta co mówi o niej obiegowa opinia czy też medialne sondaże – powiedział w homilii.

Uroczyste rozpoczęcie posługi przez ks. abp. Wacława Depo w archidiecezji częstochowskiej nieprzypadkowo nastąpiło w święto Ofiarowania Pańskiego. To szczególna data, ponieważ 2 lutego 1926 r. na Jasnej Górze odbyła się uroczystość święceń biskupich pierwszego biskupa częstochowskiego ks. Teodora Kubiny. Konsekratorem był wówczas metropolita krakowski Adam Stefan Sapieha, przy współudziale księży biskupów Augusta Hlonda z Katowic i Augusta Łosińskiego z Kielc. Tego samego dnia pierwszy biskup częstochowski odbył ingres do kościoła katedralnego Świętej Rodziny i objął rządy w diecezji.

Nawiązując do święta Ofiarowania Pańskiego ks. abp Depo powiedział w homilii że stanowi ono okazję by wpatrywać się w ikonę Najświętszej Rodziny z Nazaretu, znak światła Chrystusowego który rozbłysnął nad nami pierwszy raz w dniu naszego chrztu. Zwrócił również uwagę na cechy które powinny charakteryzować kapłanów i biskupów.

Każdy z nas musi być człowiekiem zdumienia i niespokojnego serca, otwartego ku Bogu i ku drugiemu człowiekowi, musi być człowiekiem głosu sumienia. Biskup musi potrafić odróżniać to co prawdziwe, od tego co kłamliwe – mówił metropolita częstochowski. Zwracał uwagę że posługa biskupia musi być pełna odwagi oporu. Biskup nie może się obawiać tego co mówią inni, dominująca opinia czy medialne sondaże.

Kapłan musi czerpać tylko ze źródła Prawdy i wzywać do przemiany. Przy tym – jak zaznaczył ks. abp Depo – niezmiernie ważny jest dar modlitwy by móc poznać Boga i Go ukochać. – Jest to spotkanie serca Boga z sercem człowieka, to tajemnica spotkania dwóch pragnień. W posłudze biskupiej ważny jest też człowiek, jego relacja z Chrystusem, wszelka bowiem antropologia bez Chrystusa jest niszcząca – mówił.

Na uroczystości obecni byli nuncjusz apostolski w Polsce ks. abp Celestino Migliore, ks. abp Stanisław Nowak, poprzednik ks. abp. Depo w Częstochowie, ks. abp Józef Kowalczyk, Prymas Polski, ks. abp Józef Michalik, przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski, ks. abp Zygmunt Zimowski, przewodniczący Papieskiej Rady ds. Służby Zdrowia.

Wraz z nimi licznie przybyli arcybiskupi i biskupi Kościoła w Polsce, a także kapłani z wielu diecezji, pracownicy m.in. Katedry Personalizmu Chrześcijańskiego KUL, gdzie wykłada nowy metropolita częstochowski. Obecni byli również przedstawiciele władz Częstochowy i ponad 4 tys. wiernych.

Nowy metropolita częstochowski jest szczególnie związany z bł. Janem Pawłem II, łączył ich szczególny kult Matki Bożej Jasnogórskiej. Ksiądz arcybiskup Wacław Depo to kapłan którego naukowym mistrzem jest też ks. prof. Czesław Bartnik. – To pasterz bardzo dobrze uformowany, o niezwykłej osobowości, patriota, kapłan, który szczególnym kultem darzy Matkę Bożą – powiedział ksiądz profesor.

Nowy pasterz częstochowski bardzo życzliwie został przyjęty przez diecezjan. – Bardzo się cieszymy że ks. abp Depo przybył do naszej archidiecezji. Będzie zapewne kontynuować tradycję kultu maryjnego, będzie kontynuować misję ks. abp. Nowaka. Ta nominacja jest również szczególnym znakiem troski o nasz Kościół – powiedział prof. Zygmunt Bąk, rektor Akademii Jana Długosza w Częstochowie.

Ksiądz arcybiskup Wacław Depo ma 58 lat. To piąty biskup diecezjalny Kościoła częstochowskiego i drugi arcybiskup metropolita częstochowski. Mianowany nim został przez Ojca Świętego Benedykta XVI 29 grudnia 2011 r. Wcześniej, od 2006 r., był ordynariuszem zamojsko-lubaczowskim. W swój herb biskupi wpisał słowa: Ad Christum Redemptorem hominis – Ku Chrystusowi Odkupicielowi człowieka.

ag/nd /3.2.2012/

***

Przestrzegają przed ks. Natankiem

Biskupi należący do Rady Stałej Episkopatu Polski wydali oświadczenie w którym ostrzegli wiernych przed ideami suspendowanego ks. Piotra Natanka

Biskupi przestrzegają katolików przed gromadzeniem się wokół jego osoby i popieraniem głoszonych przez niego idei. Rada Stała zwraca uwagę że Msze św. sprawowane przez ks. Natanka są świętokradzkie, a udzielane rozgrzeszenia – nieważne

‘Osoby współpracujące z suspendowanym ks. Piotrem Natankiem (…) popełniają grzech, z którego mają obowiązek oczyścić się w sakramencie pokuty. Warunkiem natomiast otrzymania rozgrzeszenia jest odstąpienie od wspierania rozłamu w Kościele i gotowość naprawienia wyrządzonego zła’ – napisali biskupi.

W posiedzeniu Rady Stałej, które odbyło się 16 stycznia, wzięli udział wszyscy jej członkowie poza prymasem Polski abp. Józefem Kowalczykiem.

Radę Stałą Konferencji Episkopatu Polski tworzą z urzędu: przewodniczący KEP abp Józef Michalik, zastępca przewodniczącego KEP abp Stanisław Gądecki, prymas Polski abp Józef Kowalczyk, metropolita krakowski kard. Stanisław Dziwisz, metropolita warszawski kard. Kazimierz Nycz oraz sekretarz generalny KEP bp Wojciech Polak. Z wyboru członkami Rady Stałej KEP są abp Andrzej Dzięga, abp Sławoj Leszek Głódź, abp Marian Gołębiewski, bp Edward Dajczak, bp Kazimierz Ryczan, bp Andrzej Suski i bp pomocniczy Marek Jędraszewski (po wejściu bp. Polaka do Rady Stałej z urzędu, w gremium tym jest jeszcze jedno miejsce dla biskupa pomocniczego; biskupi wybiorą go w marcu).

www.episkopat.pl /17.1.2012/

***

Przechodzą na katolicyzm

Z nowym rokiem na mocy decyzji Stolicy Apostolskiej ustanowiony został ordynariat personalny katedry św. Piotra dla byłych anglikanów w USA. Także w Kanadzie cała anglikańska parafia św. Jana Chrzciciela w Calgary przyjęła katolicyzm

Zwierzchnikiem ordynariatu personalnego dla byłych anglikanów w USA został ks. Jeffrey Steenson, były biskup Kościoła episkopalnego, czyli amerykańskiej gałęzi anglikanizmu

W Kanadzie nie ma jeszcze ustanowionego ordynariatu personalnego. Jednak papieski delegat ks. abp Thomas Collins wydał specjalne pozwolenie, na mocy którego parafia św. Jana Chrzciciela w Calgary może funkcjonować tak jakby należała do ordynariatu.

Byli pastorzy, proboszcz i wikary, przygotowują się do przyjęcia katolickich święceń. Na razie Liturgię sprawuje w świątyni kapłan wyznaczony przez diecezję. Jak przypomniało Radio Watykańskie, decyzja o przejściu do Kościoła katolickiego została podjęta przez parafian przed rokiem, i to niemal jednomyślnie. We Wspólnocie Anglikańskiej pozostało jedynie dwóch dawnych parafian. Przez ostatnie lata parafianie z Calgary czuli, że są odizolowywani poprzez fakt wprowadzania liberalnych wypaczeń w swoim Kościele. Chodzi m.in. o wyświęcanie kobiet na księży i błogosławienie układów homoseksualnych.

Jak powiedział ks. Sławomir Pawłowski, sekretarz Rady ds. Ekumenizmu KEP, decyzje te nie są zaskoczeniem. Od dłuższego czasu wielu anglikanów odczuwa wielki niedostatek związany właśnie z nauczaniem Kościoła anglikańskiego dotyczącym moralności.

mp/nd /3.1.2012/

***

Pożegnanie ks. prof. Niteckiego

Człowiek który dbał o relacje z innymi, otaczał troską alumnów, wybitny pedagog, wykładowca, ofiarny i oddany człowiek – tak o zmarłym tragicznie ks. prof. Piotrze Niteckim mówił wczoraj w homilii podczas Mszy św. pogrzebowej ks. prof. Waldemar Irek, rektor Papieskiego Wydziału Teologicznego we Wrocławiu

Koncelebrowanej Mszy św. przewodniczył ks. abp Marian Gołębiewski, metropolita wrocławski

W ostatnim pożegnaniu licznie uczestniczyli księża biskupi, kapłani, osoby zakonne, przedstawiciele nauki skupieni przy środowiskach Papieskiego Wydziału Teologicznego, Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego i Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie, studenci, pracownicy dolnośląskich szkół wyższych, mieszkańcy Wrocławia.

W homilii rektor Papieskiego Wydziału Teologicznego ks. prof. dr hab. Waldemar Irek przypomniał drogę kapłańską i naukową ks. prof. Niteckiego. – Człowiek przez swoje życie wykuwa sobie miejsce w środowisku. On dbał o piękne relacje z ludźmi, przechowywał zdjęcia wielu osób i studentów, otaczał szczególną troską alumnów seminariów duchownych. Nie tyle głosił, co po prostu biegał głosić Słowo Boże – akcentował ks. prof. Irek. Dodał że dzisiaj śp. ks. prof. Piotr Nitecki zaprosił nas na swój ostatni wykład…

Uczestniczący w uroczystościach pogrzebowych ks. prałat Andrzej Dziełak, były proboszcz parafii pw. Bożego Ciała we Wrocławiu, gdzie ks. Nitecki był wikariuszem, powiedział że zmarły kapłan nie potrafił odmówić tym którzy go o cokolwiek prosili, mimo że sam miał wystarczająco dużo zajęć. – Już wtedy dał się poznać jako ten kto kochał, miłował kapłanów. Był po prostu zafascynowany kapłaństwem – dodał.

Zabierając głos na zakończenie Mszy św. ks. abp Marian Gołębiewski akcentował wielką dyspozycyjność ks. Niteckiego. – Świadczy o tym chociażby fakt że jeszcze po południu w przeddzień niespodziewanej śmierci przyniósł mi materiały o które wcześniej prosiłem – powiedział ks. abp Gołębiewski.

Po Eucharystii trumna z ciałem śp. ks. prof. Piotra Niteckiego została przewieziona na cmentarz parafialny Świętego Ducha, gdzie odbyła się ceremonia ostatniego pożegnania kapłana.

mz/nd /23.12.2011/

***

Nie żyje ks. prof. Piotr Nitecki

W wypadku samochodowym zginął w wieku 62 lat ks. prof. dr hab. Piotr Nitecki, wybitny specjalista z zakresu katolickiej nauki społecznej Kościoła, autor positio w procesie beatyfikacyjnym Sługi Bożego ks. kard. Stefana Wyszyńskiego

Do tragedii doszło w miejscowości Błonie koło Środy Śląskiej. Ksiądz prof. Nitecki jechał na uroczystości pogrzebowe matki jednego z kapłanów. Miał głosić homilię…

Jak poinformowała rzeczniczka prasowa Komendy Powiatowej Policji w Środzie Śląskiej mł. asp. Marta Stefanowska, na razie nieznane są przyczyny wypadku. Wiadomo jedynie że prowadzone przez księdza renault zjechało nagle na lewy pas jezdni i doszło do zderzenia z jadącym z naprzeciwka audi. Ksiądz Nitecki poniósł śmierć na miejscu, natomiast kierowca drugiego samochodu nie odniósł żadnych obrażeń.

Śmierć księdza profesora wstrząsnęła bliskimi mu współpracownikami z Papieskiego Wydziału Teologicznego we Wrocławiu. – Nagła śmierć ks. prof. Niteckiego jest niepowetowaną stratą dla naszego Papieskiego Wydziału Teologicznego. Ksiądz profesor był członkiem Rady Wydziału i kierownikiem Katedry Nauki Społecznej i Socjologii Duszpasterskiej. Wśród alumnów seminarium był niezwykle lubianym wykładowcą. To pod jego opieką studenci najliczniej chcieli pisać swoje prace magisterskie – powiedział sekretarz generalny PWT ks. dr Grzegorz Sokołowski.

Ksiądz prof. Nitecki od wielu lat kierował także diecezjalnym miesięcznikiem Nowe Życie. – Był wymagającym, otwartym na rzeczywistość, na różne przestrzenie życia szefem – powiedział red. Krzysztof Kunert.

Za osiągnięcia naukowe i popularyzatorskie w zakresie katolickiej nauki społecznej otrzymał w 2009 r. nagrodę naukową im. Włodzimierza Pietrzaka przyznawaną przez Katolickie Stowarzyszenie Civitas Christiana. Za kilka dni, 20 grudnia br., ks. prof. Nitecki miał gościć na spotkaniu opłatkowym w siedzibie Oddziału Dolnośląskiego Katolickiego Stowarzyszenia Civitas Christiana. – Często przychodził do nas nie tylko w roli wykładowcy, ale i uczestnika wielu spotkań, konferencji, wystaw organizowanych przez nasze stowarzyszenie. Przekazywał nam w bardzo przejrzysty sposób swoją bogatą wiedzę na temat różnych aspektów katolickiej nauki społecznej Kościoła. Jego teksty były publikowane w ogólnopolskich wydawnictwach, był także często zapraszany z wykładami do innych oddziałów naszego stowarzyszenia – powiedział przewodniczący Oddziału Dolnośląskiego Katolickiego Stowarzyszenia Civitas Christiana Henryk Koch.

Ks. Piotr Nitecki święcenia kapłańskie przyjął w wieku 47 lat, 8 grudnia 1996 r. we Wrocławiu, z rąk ks. kard. Henryka Gulbinowicza. Był profesorem nauk teologicznych i humanistycznych KUL-u, doktorem nauk teologicznych Akademii Teologii Katolickiej w Warszawie, wykładał katolicką naukę społeczną i metodologię nauk. Od 2003 r. był proboszczem wrocławskiej parafii uniwersyteckiej pw. Najświętszego Imienia Jezus.

Ks. prof. Nitecki jest autorem książek z historii Kościoła, takich jak: Człowiek drogą Kościoła: Kościół, Solidarność i odnowa społeczna w Polsce, Znak zwycięstwa: ksiądz Jerzy Popiełuszko, 1947-1984, Biskupi Kościoła w Polsce w latach 1965-1999: słownik biograficzny, Ku prawdzie we wspólnocie człowieka i Boga: studia dedykowane ks. Stanisławowi Kowalczykowi, Włocławskie dzieje ks. Stefana Wyszyńskiego 1917-1946.

mz/nd /16.12.2011/

***

Nie ruszą krzyża!

Nikt nie ruszy krzyża z sejmu! Zostanie! Jacyś idioci chcieli go stamtąd zabrać, ale nie dadzą rady!

Biedna /mało wierząca w Boga albo może i wcale/ marszałek sejmu Ewa Kopacz z Platformy Obywatelskiej /jak można było wymyślić tak durną nazwę dla partii…/ nie wiedziała jak się ma zachować w tej sprawie i potrzebowała aż czterech ekspertyz prawnych!…

Musiała się więc Kopacz zapytać mądrych ludzi, dużo mądrzejszych od siebie. Sama przecież taka mądra nie jest. A z tych czterech ekspertyz prawnych zamówionych przez marszałek wynika że nie ma podstaw do zdjęcia krzyża z sali plenarnej sejmu. Znawcy konstytucji orzekli że symbol chrześcijaństwa wiszący na ścianie sali nie ogranicza wolności osób niewierzących. Nie łamie też zasady rozdziału Kościoła od państwa.

Durnie więc przegrali! Bo musieli przegrać! I dzięki Bogu!

Cezary Dąbrowski www.zawszepolska.eu/kd/su /15.12.2011/

***

Bp Skworc metropolitą katowickim

Biskup tarnowski Wiktor Skworc został mianowany przez Benedykta XVI nowym metropolitą katowickim i zastąpi arcybiskupa Damiana Zimonia który przechodzi na emeryturę – poinformowała Nuncjatura Apostolska w Polsce

Abp Zimoń rezygnację na ręce Benedykta XVI złożył zgodnie z prawem kanonicznym, które nakazuje uczynić to biskupom przekraczającym 75 rok życia, już w 2009 r. Papież przyjął rezygnację, prosząc jednocześnie by kontynuował on posługę kolejne dwa lata po osiągnięciu wieku emerytalnego

Nowy arcybiskup katowicki Wiktor Skworc wywodzi się ze Śląska. Urodził się 19 maja 1948 w Rudzie Śląskiej i ukończył Wyższe Śląskie Seminarium Duchowne, które miało wówczas siedzibę w Krakowie. W trakcie studiów seminaryjnych pracował przez rok w kopalni węgla kamiennego (obowiązek praktyk kleryckich wprowadził biskup katowicki Herbert Bednorz). Szereg lat pełnił funkcję kanclerza kurii katowickiej, a od 1992 r. do chwili nominacji biskupiej był wikariuszem generalnym archidiecezji.

13 grudnia 1997 r. Jan Paweł II mianował go biskupem tarnowskim. Biskup Skworc podjął szereg inicjatyw w diecezji tarnowskiej. Z myślą o młodych utworzył Katolickie Centra Edukacji Młodzieży Kana – najpierw w Tarnowie, a później w trzech innych miastach. To z jego inicjatywy w Starym Sączu, gdzie w 1997 r. Papież kanonizował bł. Kingę, powstało Diecezjalne Centrum Pielgrzymowania im. Jana Pawła II.

Dla katolików świeckich zaangażowanych w ruchach i stowarzyszeniach organizował cyklicznie Diecezjalne Forum. Samorządowców biskup tarnowski zapraszał na dni skupienia, na których uwrażliwiał ich na katolicką naukę społeczną. Diecezja tarnowska którą kierował jest znana z dużej liczby powołań i zaangażowania misyjnego. Biskup Skworc skierował do pracy w krajach misyjnych, jak również na Wschód i do krajów Europy Zachodniej ok. 150 księży.

W Konferencji Episkopatu Polski bp Skworc jest przewodniczącym Komisji Rewizyjnej oraz Zespołu ds. Kontaktów z Konferencją Episkopatu Niemiec. Niedawno zakończył 10-letnią pracę jako przewodniczący Komisji ds. Misji. Przewodniczy też Zespołowi ds. Finansów Kościelnej Komisji Konkordatowej.

pap /29.10.2011/

***

Nie takie problemy Kościół przeżył

Rozmowa z ks. abp. gen. Sławojem Leszkiem Głódziem, metropolitą gdańskim

Czy wybory pokazały że polskie społeczeństwo nie jest już tak katolickie jak mogło się wydawać? Niektórzy wieszczą że katolicy staną się mniejszością.

Nie mam takiego wrażenia. Wydaje się raczej że ten temat jest stawiany na siłę przez część mediów i polityków. Owszem można powiedzieć że wyniki wyborów pokazały, że mamy do czynienia z problemem. Nie jest to jednak problem który da się zamknąć w promowanym w mediach haśle że polski Kościół przysnął.

Dobry wynik Janusza Palikota i zmiany akcentów w wypowiedziach polityków PO nie są sygnałem alarmowym?

Mamy swoje wytyczne, podejmujemy razem kolegialnie decyzje z dłuższą perspektywą działania. I naprawdę damy sobie radę, nie ma potrzeby by ktoś nas na siłę budził. I nie wiem czy jest sens dreptać z zadyszką wokół Palikota i tłumaczyć skąd się wziął? To nie jest przecież jakiś wyznacznik naszego, ludzkiego i chrześcijańskiego życia.

Może najistotniejsze jest że wystarczyło kilka antyklerykalnych haseł by zgarnąć 10 proc.?

Nie wiem czy Ruch Palikota to sprawa chwili, czy coś trwalszego. Nie takie partie powstawały już i spływały jak wiosenny śnieg. Problem można zaś widzieć we wszystkim. Choćby w zepsutym kaloszu. Nie takie problemy Kościół już przeżywał. W Polsce stanął na drodze wspartego na komunistycznej ideologii systemu. Choć wydano mu walkę znacznie twardszą, wyłączając Kościół z przestrzeni życia publicznego znacznie ostrzejszymi metodami.

To da się w ogóle porównać?

Mamy dziś casus obnoszenia się z niewiarą i dokuczania wierzącym. W moim kazaniu do alumnów-kleryków przypomniałem czasy w których byliśmy wyrywani z seminariów duchownych i wcielani do wojska PRL-u. I jak aktywnie walczono wówczas z Kościołem i wiarą. Pamiętam te doświadczenia i analizując co przeżyliśmy, jak byliśmy upokarzani, a zarazem patrząc na to co dzieje się teraz, powiedziałem: dość tej recydywy.

Można zastanawiać się czy to recydywa wydarzeń z przeszłości, czy jednak powtórka z przyspieszonej laicyzacji, z którą zetknęli się Włosi, Belgowie, Hiszpanie.

Możemy przytaczać tu argumenty na to że to ta fala, jak i na to że jest inaczej. Szczęśliwie przeżyłem nie tylko PRL, ale także siedemnaście lat na Zachodzie – we Francji i Włoszech. Byłem w centrum tamtych wydarzeń. Także w czasach wyraźnego wzrostu tendencji lewicowych, w tym także radykalnych, jak Brigate Rosse. I Kościoła to nie pogrzebało.

Mamy zauważalny spadek uczestnictwa katolików we Mszach św.

Chodzenie do Kościoła może być jakimś miernikiem, ale nie można duchowości sprowadzać tylko do tego. To zewnętrzne świadectwo, ale nie mówmy że jak ktoś nie chodzi, to jest już bolszewikiem! Wiem że na Zachodzie wielu nawet nie demonstrując tego nadal ma Chrystusa w sercu. Nie przesadzałbym więc też i w Polsce. Choć mamy świadomość że jako pasterze poruszamy się zarówno wśród owiec, ale także wśród wilków. Nie jest to niczym nowym.

W Polsce do tej pory nawet SLD wypowiadało się jednak ostrożniej, pamiętając o katolickiej większości.

Ależ w ramach tego SLD też przecież ten nurt istniał! Mieliśmy czasy bardzo dużej popularności tygodnika Nie. Istniały Fakty i Mity. Tabuny politruków po szkołach marksizmu-leninizmu. To wszystko już było, a teraz zostało skanalizowane w strukturę parlamentarną. Inną siłę ma głos nawet 3 tys. osób demonstrujących na ulicy, a inną jednego posła w sejmie. Trzy włosy wśród wielu na głowie to nie problem. Te same trzy włosy gdy wpadną do zupy – są już zauważalne.

rozm. ms/su /25.10.2011/

***

Wojna z krzyżem

Prawdę o tym, jaki znak jest symbolem polskości, najpiękniej wyrażają słowa wiersza: Tylko pod tym krzyżem, tylko pod tym znakiem, Polska jest Polską, a Polak Polakiem

Kadencja obecnego prezydenta RP rozpoczęła się od walki z krzyżem na Krakowskim Przedmieściu, postawionym tam przez harcerzy po smoleńskiej tragedii. W nowej kadencji sejmu historia powtarza się. Tym razem wrogowie krzyża podnoszą rękę na ten podarowany polskiemu parlamentowi przez panią Mariannę, mamę bł. ks. Jerzego Popiełuszki

Wymienię trzy powody dla których w polskim parlamencie może i powinien wisieć krzyż:

1. Historia Polski rozpoczyna się od daty chrztu Mieszka I w 966 roku przyjętej przez historyków jako chrzest Polski. Procesy chrystianizacji i budowy państwowości rozpoczęły się w naszej ojczyźnie równocześnie i równolegle

2. Pieśń religijna Bogurodzica – pieśń ojczyźniana, jak pisał o niej Jan Długosz, spełniała przez stulecia rolę hymnu państwowego śpiewanego podczas koronacji królów oraz przed bitwami, np. pod Grunwaldem

3. Upadek PRL, totalitarnego komunistycznego reżimu, dokonał się za sprawą Solidarności, która narodziła się z portretami Matki Boskiej i Jana Pawła II na bramach strajkujących zakładów. Modlący się robotnicy zadziwili cały świat. Prawo do obecności krzyża w życiu publicznym to jedno z głównych przesłań Sierpnia

Wymienione powody wystarczająco uzasadniają konieczność obecności krzyża w polskim parlamencie.

Nie ma żadnego powodu by domagać się równoprawnego traktowania symboli religijno-narodowych innych wyznań. Na przykład gwiazdy Dawida – symbolu judaizmu, obecnego na fladze Izraela, czy muzułmańskiego półksiężyca występującego na wielu flagach narodowych.

Walka z krzyżem to walka z naszą narodową tożsamością, to walka z polskością.

Dziś, parę dni po 19 października, kiedy wspominaliśmy bł. ks. Jerzego, przytoczę jego słowa: ‘Zło dobrem zwyciężać, to znaczy stać po stronie prawdy’. Prawdę o tym, jaki znak jest symbolem polskości, najpiękniej wyrażają słowa wiersza: Tylko pod tym krzyżem, tylko pod tym znakiem, Polska jest Polską, a Polak Polakiem.

Najbliższe tygodnie pokażą, czy podjęta antykościelna krucjata i wojna z krzyżem ma być sposobem na odwrócenie uwagi opinii publicznej od problemów budżetowych, społecznych, długu publicznego i innych.

Janusz Śniadek /20-10-2011/ /autor w latach 2002–10 był przewodniczącym NSZZ Solidarność/

***

Piękny koncert papieski i…

Oglądałem niedawno /9 października/ warszawski koncert poświęcony bł. Janowi Pawłowi II, który odbył się przed kościołem św. Anny, a zorganizowany na XI Dzień Papieski. Nie byłem niestety na całym koncercie, nie widziałem początku

To co widziałem było jednak znakomite, piękne. Wspaniałe utwory i znakomicie wykonane. Piękny i mocny akord pierwszego po beatyfikacji Dnia Papieskiego. Dziękowaliśmy Bogu za wyniesienie na ołtarze Sługi Bożego Papieża Jana Pawła II oraz wspieraliśmy duchowo posługę Ojca Świętego Benedykta XVI

Jak wspomniałem utwory były piękne, wykonanie równie znakomite. Co najmniej kilka razy można było się bardzo wzruszyć i zachwycić, a na pewno poczuć wielką radość. Wszystko przeplatane wypowiedziami naszego Jana Pawła II.

Do udziału w koncercie zaproszono polskich artystów, reprezentujących zarówno młode pokolenie, jak i renomowane gwiazdy. Gościem specjalnym był włoski artysta Nico Forterezza (Angelo di Dio). Solistom towarzyszył chór Marty Radwan oraz zespół instrumentalny Tomasza Dziubka, kierownika muzycznego koncertu. Usłyszeliśymy również kolejne pokolenie podhalańskiego zespołu Turliki i zespołu De Press, który przypomniał słynne, zaśpiewane pod Wielką Krokwią życzenia dla Ojca Świętego ‘Co by Wom Pon Jezus błogosławił’. W koncercie wystąpili również: Joanna Jabłczyńska i Artur Chamski (Oto są baranki młode), Sylwia Grzeszczak (Psalm 148), Tomasz Szczepanik z zespołu Pectus (Niechaj zstąpi Duch Twój), Janusz Radek (Wypłyń na głębię), Tomasz Budzyński (Słuchaj Izraelu), Mieczysław Szcześniak (Pan jest Pasterzem moim), 2 Tm 2,3. Mnóstwo wspaniałej muzyki, wspaniałe teksty, wspaniałe wykonanie. Świetny koncert wyreżyserował Konrad Smuga.

Jest jednak jedna rzecz która mnie zniesmaczyła i poirytowała. Otóż kiedy na telebimie puszczano filmy z wystąpieniami Jana Pawła II – w jednym z nich zobaczyłem Ojca Świętego a tuż obok dumnie usadowionego ks. Adama Bonieckiego. Tego samego którego ordynariusz włocławski bp Wiesław Mering w ostrych słowach upomniał za stawanie w obronie niejakiego satanisty Adama Darskiego, Nergala /Behemoth/, który to kiedyś porwał publicznie Biblię.

Otóż jak wiadomo niezbyt mądry, by nie rzec głupi, były redaktor naczelny Tygodnika Powszechnego, tenże ks. Adam Boniecki w TVN24 /swej ulubionej chyba telewizji, jak wszyscy wiedzą antypolskiej i zdecydowanie antykatolickiej/ bronił Nergala jako artysty. Biskup Mering napisał mu na to: – Nie widzi ksiądz związku między Nergalem jako satanistą i jako jurorem? Proszę zatem zafundować sobie badania okulistyczne i nie szerzyć zamętu w umysłach wiernych, opowiadając schizofreniczne tezy.

Sytuacja staje się bardzo poważna, kiedy ksiądz katolicki w telewizji mówi głupstwa – napisał hierarcha. – Wtedy ten kapłan staje się wilkiem w owczarni, a nie pasterzem (…) Ks. biskup zwrócił jednocześnie uwagę że każda wypowiedź osoby duchownej, która jest niezgodna z nauczaniem Kościoła, domaga się interwencji zwierzchników.

W liście do ks. Bonieckiego bp Mering przypomniał też że jeszcze jako student bardzo cenił jego książki. Był też wiernym czytelnikiem Tygodnika Powszechnego, co zmieniło się jednak po 1989 r.
Pismo stało się niszowe, niskonakładowe, przeznaczone dla dobrze o sobie myślących elit. Boleję nad tą ewolucją, do której się ksiądz redaktor bardzo przyczynił – napisał też bp Mering.

Jak dla mnie udział ks. Bonieckiego w filmie z Ojcem Świętym był takim małym bo małym, ale jednak zgrzytem w tym pięknym koncercie.

Cezary Dąbrowski/aj /20.10.2011/

***

Co wkurza księdza proboszcza

Parafianie coraz częściej traktują kościół jak supermarket w którym konsumują Mszę św. Komentują kazania, żują gumę, wychodzą podczas liturgii na papierosa. – Kochani, co to za maniery? – zapytał ksiądz Bogdan Bartołd, proboszcz archikatedry św. Jana Chrzciciela w Warszawie i apeluje by się choć troszkę opamiętali

Kościół to miejsce święte. – O tym czego nie wolno w kościele wiedzą dobrze dzieci. Ale czy dorośli też? – pyta ks. Bartołd

Podczas udzielania ślubu panie żuły gumy więc w homilii stwierdziłem że tak nie wypada. Damy wyjęły gumy z buzi i… przykleiły do ławek – mówił kapłan. Innym razem w katedrze pojawiła się młoda turystka. – Była w stroju kąpielowym. Spojrzałem na nią znacząco. Przeprosiła i wyszła

Ksiądz zachęca więc panie by do kościoła się ubierały a nie rozbierały. Radzi też nie przychodzić w legginsach.

Choć ciało jest darem bożym to zbyt duża ekspozycja jego pewnych elementów może być niesmaczna – tłumaczył. Księdza razi również że wierni coraz żywiej reagują na homilie. Kiwają potwierdzająco głowami a czasami… krytykują na głos.

Głosiłem kazanie i wtedy podszedł pan i powiedział: ‘Straszny konserwatysta!’ – mówił ks. Bartołd.

Gdy ktoś się nie zgadza z kazaniem, może wyjść z kościoła, porozmawiać po Mszy św. z księdzem, a nawet… przebić mu koła w aucieporadził ks. Konrad Hasior z parafii św. Jana Kantego w Legionowie. Choć ta ostatnia to chyba zbyt ryzykowna rada…

Lista najbardziej denerwujących zachowań wiernych:
– komentowanie na głos kazań; wierni potrafią nawet podejść do księdza
– kucanie zamiast klękania; wygląda to na udawaną pobożność- używanie telefonów komórkowych; głośne dzwonki straszą innych wiernych
– guma do żucia i cukierki; żucie czy jedzenie to lekceważenie Mszy św.
– mówienie księdzu po imieniu; celują w tym starsze parafianki
– skąpy, obcisły strój u pań; nadmierne dekolty rozpraszają wiernych
– zabawki dla dzieci typu klocki; mamy bawią maluchy jak w piaskownicy
– pospieszanie księdza, szczególnie przy spowiedzi; wyznanie grzechów wymaga powagi
– biznesmeni proponujący lewe interesy; chcą zarobić na fikcyjnych darowiznach
– palenie papierosów przed kościołem podczas Mszy św.; Msza św. nie przewiduje przerw na dymka

su. /14.10.2011/

***

Nowy biskup w Warszawie

Diecezja Warszawsko-Praska ma nowego biskupa pomocniczego. W sobotę Ojciec Święty Benedykt XVI mianował nim ks. dr. Marka Solarczyka, dotychczasowego proboszcza parafii katedralnej św. Michała Archanioła i św. Floriana Męczennika na warszawskiej Pradze

Nowy biskup swoją nominację przyjmuje pełen ufności w Bożą pomoc. O jego zaufaniu Bogu świadczą słowa które wybrał jako swoje zawołanie biskupie: ‘Wszystko jest możliwe dla tego kto wierzy’. Jak mówi – ta myśl towarzyszy mu w sposób szczególny od początku drogi kapłańskiej

Ksiądz doktor Marek Solarczyk ma 44 lata, urodził się 13 kwietnia 1967 r. Pochodzi z parafii Matki Bożej Nieustającej Pomocy w Duczkach (dziś teren Diecezji Warszawsko-Praskiej). Jest doktorem teologii z zakresu historii Kościoła. Święceń kapłańskich 28 maja 1992 r. udzielił mu ks. bp Kazimierz Romaniuk, zatem biskup nominat należy do pierwszego rocznika kapłanów którzy przyjęli święcenia w katedrze św. Floriana z rąk ordynariusza wówczas nowo utworzonej Diecezji Warszawsko-Praskiej. Jego pierwszą wspólnotą, w której pełnił posługę jako wikariusz, była warszawska Parafia pw. św. Feliksa z Kantalicjo, a następnie Parafia Katedralna.

Lata 2005-09 to czas m.in. posługi jako wicerektora Wyższego Seminarium Duchownego rodzimej diecezji. 26 sierpnia 2009 r. ponownie stał się duszpasterzem Parafii Katedralnej, ale już jako jej proboszcz. Pełnił wiele zadań i obowiązków w diecezji, m.in. jako członek komisji: do spraw sztuki i budownictwa sakralnego, historycznej do zbadania zasobów IPN /wiceprzewodniczący Komisji Historycznej Metropolii Warszawskiej do zbadania zasobów archiwalnych Instytutu Pamięci Narodowej dotyczących osób duchownych tejże metropolii/. Przez wiele lat był również ceremoniarzem katedralnym. Odpowiadał m.in. za Liturgię Słowa sprawowaną przed katedrą przez Ojca Świętego Jana Pawła II w czerwcu 1999 r. Zawsze też oddany młodzieży. Mimo tak wielu obowiązków nie zrezygnował z katechizacji młodych. Przez ostatnich blisko dwadzieścia lat uczył religii w warszawskim Liceum i Gimnazjum im. Króla Władysława IV.

Gdy człowiek ma świadomość, przed czym stoi, to jest po ludzku drżenie, ale jest też ufność że Pan Bóg będzie prowadzić i że w całej łasce kapłaństwa, już w tym wymiarze, będzie też umacniać – powiedział ksiądz biskup nominat.

Podkreślił przesłanie słów które wybrał na swoje zawołanie biskupie: ‘Omnia possibilia sunt credendi’ (Wszystko jest możliwe dla tego, kto wierzy). – Ten tekst z Ewangelii św. Marka miałem umieszczony na obrazku prymicyjnym. Teraz te słowa stają się również moim zawołaniem biskupim. Przez cały dotychczasowy czas mojego kapłaństwa one są ciągle dla mnie wielką motywacją i wielkim przypomnieniem, by wszystko przeżywać z Panem Bogiem. Nigdy się na tym nie zawiodłem – podkreślił biskup nominat.

Decyzję Ojca Świętego o nominacji biskupiej dla ks. dr. Marka Solarczyka ordynariusz diecezji ks. abp Henryk Hoser SAC przekazał podczas inauguracji nowego roku akademickiego w seminarium duchownym.

Ksiądz Marek Solarczyk, biskup nominat, ma ogromne doświadczenie duszpasterskie. Miałem okazję przy wielu sytuacjach, w tym przy pielgrzymce papieskiej, z nim współpracować. To człowiek niezwykłej serdeczności, życzliwości. Jeżeli podawać wzór biskupa, to właśnie jego bym wskazał. Po cichu każdy się w sercu spodziewał tej nominacji, na pewno się o nią wszyscy modliliśmy – przyznał ks. Emil Parafiniuk, duszpasterz młodzieży diecezji warszawsko-praskiej, rezydent parafii katedralnej.

Zgodnie ze zwyczajem każdy biskup pomocniczy staje się biskupem tytularnym niegdyś istniejącej diecezji. Ks. Solarczyk z chwilą przyjęcia sakry biskupiej zostanie biskupem tytularnym Hólar w Islandii (przez długi czas była to jedna z niewielu diecezji na całym kole podbiegunowym). Stolica ta do chwili nominacji na arcybiskupa metropolitę lubelskiego należała do bp. Stanisława Budzika, a wcześniej – do kard. Stanisława Nagyego.

mb/nd/inf. diecezj. /8-10.10.2011/

ŚWIĘCENIA KS. BP. SOLARCZYKA

Uroczysta Msza Św. połączona z udzieleniem ks. Markowi Solarczykowi święceń w stopniu biskupim odbędzie się w katedrze praskiej 19 listopada /godz. 11/

***

Oddany ludziom i Kościołowi

Wybitny teolog, oddany kapłan, żywo zatroskany o Kościół. Ksiądz kardynał Stanisław Nagy obchodzi 90 urodziny. Pasterz przyznaje że wszystko co się wydarzyło w jego życiu – zawdzięcza Bogu. A przykład zaczerpnął od apostołów którzy krocząc za swym Mistrzem stali się filarami Kościoła

Kardynał Stanisław Nagy, kapłan Zgromadzenia Księży Najświętszego Serca Jezusowego, jest wybitnym teologiem fundamentalistą i ekumenistą, profesorem Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, przewodniczącym Rady Naukowej Instytutu Jana Pawła II w Lublinie

Jubilat święcenia kapłańskie otrzymał 8 lipca 1945 r. w Zgromadzeniu Księży Najświętszego Serca Jezusowego. Przez kolejne lata pełnił wiele ważnych funkcji. Był rektorem seminarium zakonnego w Tarnowie i kierownikiem Studium Teologicznego w Krakowie które powstało z jego inicjatywy.

Zasłynął jako wielki człowiek Kościoła, ale też jako ‘człowiek wdzięczności’. – Tę wdzięczność potrafi okazywać Bogu i ludziom z którymi żyje na co dzień – powiedział ks. Krzysztof Zimończyk SCJ, dyrektor wydawnictwa Dehon, wyliczając że kardynał służy Kościołowi jako sercanin 73 lata, jako kapłan 66 lat, a jako biskup i kardynał 8 lat.
Wiele lat ksiądz kardynał związany był z Katolickim Uniwersytetem Lubelskim. – W drodze na uczelnię, w pociągu relacji Kraków – Lublin poznał Karola Wojtyłę z którym połączyła go serdeczna i twórcza przyjaźń – dodał ks. Zimończyk.

Od 1958 r. aż do przejścia na emeryturę ks. kard. Stanisław Nagy wykładał teologię fundamentalną na uniwersytecie. – Jako wykładowca był wymagający a jednocześnie bardzo ojcowski – powiedział o swoim wykładowcy z Wyższego Seminarium Misyjnego Księży Sercanów w Stadnikach ks. Sławomir Knopik SCJ, obecnie proboszcz parafii Najświętszego Serca Jezusowego w Krakowie-Płaszowie. – Z pasją uczył wiele pokoleń sercanów właściwego rozumienia Chrystusa i Kościoła – dodał.

Ksiądz kardynał Nagy był członkiem Międzynarodowej Komisji Teologicznej. Dwukrotnie jako ekspert brał udział w synodach biskupów w Rzymie.

13 października 2003 r. ksiądz profesor przyjął w Krakowie święcenia biskupie, a 21 października w Rzymie odbył się konsystorz w czasie którego otrzymał biret i pierścień kardynalski z rąk Jana Pawła II.

Za swoją kardynalską dewizę przyjął słowa: In Te Cor Jesu speravi – W Tobie, o Serce Jezusa, mą ufność złożyłem. – Wyniesiony do godności kardynalskiej nigdy nie przestał interesować się życiem wydawnictwa. Ciągle twórczy, aktywny i zaangażowany. Taka postawa budzi prawdziwy podziw i szacunek – powiedział ks. Knopik.

W intencji Jubilata 8 października o godz. 11 w sanktuarium Matki Błogosławionego Macierzyństwa w Krakowie-Płaszowie zostanie odprawiona
uroczysta Msza Święta.

mp/nd /30.9.2011/

***

Lublin ma już pasterza

Ksiądz biskup Stanisław Budzik, sekretarz generalny Konferencji Episkopatu Polski, został mianowany przez Ojca Świętego Benedykta XVI arcybiskupem metropolitą lubelskim

Ingres do archikatedry w Lublinie planowany jest na 22 października. Nowy metropolita lubelski po ogłoszeniu nominacji powiedział: ‘To wymagające wyzwanie można podjąć jedynie z przekonaniem, że gdy Pan Bóg stawia przed nami trudne zadanie, równocześnie daje nam siłę byśmy to zadanie mogli wykonać’

Powołując się na przesłanie Ojca Świętego Jana Pawła II by uczynić Kościół domem i szkołą komunii – nowy metropolita lubelski powiedział: ‘Chciałbym to uczynić też moim własnym programem i programem dla Kościoła, któremu mam służyć, mianowicie uczynić archidiecezję lubelską domem i szkołą komunii. Komunii to znaczy takiej jedności wspólnoty która bazuje na miłości, która jest wspólnotą serc otwartych na Boga i człowieka’.

Nowy pasterz Kościoła lubelskiego jest następcą zmarłego na początku lutego br. ks. abp. Józefa Życińskiego. Z siedziby Episkopatu Polski skierował do swoich diecezjan ciepłe słowa: ‘Pozdrawiam dzieci i młodzież, rodziny, osoby samotne i cierpiące, pozdrawiam siostry i braci życia konsekrowanego, pozdrawiam kapłanów i biskupów, moich najbliższych współpracowników, pozdrawiam lubelskie uczelnie, szczególnie Katolicki Uniwersytet Lubelski, młodzież która tu rozpoczyna nowy rok studiów’.

Ksiądz arcybiskup Stanisław Budzik, nowy metropolita lubelski, a zarazem wielki kanclerz KUL-u, jest doktorem habilitowanym teologii, był profesorem nadzwyczajnym Papieskiej Akademii Teologii w Krakowie. Pełni również funkcje członka Rady Stałej KEP, Komisji Wspólnej Przedstawicieli Rządu RP i KEP, przewodniczącego Kościelnej Komisji Konkordatowej, przewodniczącego Rady Programowej KAI. Jest też członkiem Zespołu do rozmów z Rosyjskim Kościołem Prawosławnym.

Przez okres pięciu lat był sekretarzem generalnym KEP. Tę funkcję otrzymał w 2007 r. podczas 340 Zebrania Plenarnego KEP, w tym roku wygasła jego pięcioletnia kadencja.

Ks. abp Stanisław Budzik urodził się 25 kwietnia 1952 r. w Łękawicy k. Tarnowa. Święcenia kapłańskie przyjął 29 maja 1977 r. z rąk ks. bp. Jerzego Ablewicza. Tuż po święceniach kapłańskich uzyskał doktorat z teologii w Innsbrucku w Austrii. Habilitował się na Wydziale Teologicznym Papieskiej Akademii Teologicznej w Krakowie. Pełnił różnorakie funkcje, m.in. dyrektora diecezjalnej Caritas, sekretarza Komisji Episkopatu ds. Wydawnictw Katolickich, konsultora Rady Episkopatu ds. Apostolstwa Świeckich, delegata ds. Ruchu Światło-Życie, członka Rady Programowej tarnowskiego Radia Dobra Nowina oraz dyrektora diecezjalnego wydawnictwa Biblos.

W latach 1998-2004 ksiądz arcybiskup był także rektorem Wyższego Seminarium Duchownego w Tarnowie i wykładowcą teologii dogmatycznej w miejscowym Instytucie Teologicznym.

Papież Jan Paweł II mianował go biskupem pomocniczym diecezji tarnowskiej i biskupem tytularnym Hólar (Islandia). Sakrę biskupią przyjął 3 kwietnia 2004 r. Jego biskupie zawołanie brzmi: In virtuti crucis (W mocy krzyża).

mj/kai /27.9.2011/

***

Otworzył Kościół na media

Współpracownik sześciu papieży, przyjaciel bł. Jana Pawła II którego wspierał swym cierpieniem, wielki człowiek Kościoła, patriota, rzecznik polskich spraw w Watykanie – wczoraj w Krakowie-Łagiewnikach pochowany został śp. ks. kard. Andrzej Maria Deskur

Trudno przewidzieć jak wyglądałoby dziś wykorzystanie mediów w dziele ewangelizacji, funkcjonowanie kościelnych środków przekazu, gdyby nie pionierska posługa i ogromny wkład w tej dziedzinie zmarłego w wieku 87 lat purpurata

Kościół uważa za swój obowiązek głosić orędzie zbawienia także przez środki społecznego przekazu oraz uczyć ludzi właściwego korzystania z nich. Te słowa pochodzą z Dekretu o Środkach Społecznego Przekazywania Myśli Soboru Watykańskiego II i wyznaczają jakby nowy etap chrześcijańskiej posługi ewangelizacyjnej.

Może mało kto wie jak istotny był wpływ ks. kard. Andrzeja Marii Deskura na powstanie właśnie tego dokumentu. Jak podkreślił wczoraj w homilii ks. kard. Stanisław Dziwisz – ks. kard. Deskur ‘wniósł znaczący wkład w ważny sektor misji Kościoła, jakim są środki społecznego przekazu’.

Wykonywał pionierską pracę. Stanowił żywą historię refleksji, struktur i zaangażowania Kościoła w przepowiadanie Ewangelii nowym językiem – językiem mediów – powiedział metropolita krakowski.

Zwracając uwagę na zasługi ks. kard. Deskura dla Kościoła przypomniał że pracował on w Papieskiej Komisji ds. Kinematografii, Radia i Telewizji, a potem w Papieskiej Radzie ds. Środków Społecznego Przekazu, której został podsekretarzem, sekretarzem i przewodniczącym.

Katoliccy dziennikarze powinni być mu wdzięczni za jego niestrudzoną pracę dla ich dobrastwierdził jego następca na tym urzędzie ks. kard. John Foley. W specjalnym oświadczeniu przyznał on także że z duchowego wsparcia i rady ks. kard. Deskura korzystał przez wszystkie lata swej posługi.

Przez długie lata pracy w Watykanie ks. kard. Deskur zawsze był blisko spraw naszej Ojczyzny. To jego Ojciec Święty Jan Paweł II u schyłku swego życia prosił by zawsze bronił Radia Maryja. Ten testament wypełniał do końca swych dni, podkreślając że toruńska rozgłośnia to fenomen medialny na skalę światową, niezwykle potrzebny Polsce.

Sprawa mediów katolickich bardzo leżała mu na sercu. Radiu Maryja był niezwykle życzliwypotwierdził o. Tadeusz Rydzyk CSsR.

– Zawsze nas bronił, jasno przedstawiał swoje zdanie. To był wielki człowiek Kościoła – powiedział dyrektor Radia Maryja, dodając że spotkania z ks. kard. Andrzejem Deskurem zawsze dodawały mu mocy.

– To był niezwykle inteligentny człowiek, oddany Kościołowi, wielki patriota. Po spotkaniu z księdzem kardynałem zawsze wiedziałem w jakim kierunku mam iść – wspominał o. Tadeusz Rydzyk.

Wczorajszej Mszy św. żałobnej przewodniczył ks. kard. Franciszek Macharski. Uroczystość w której wzięli udział ks. abp Celestino Migliore, nuncjusz apostolski w Polsce, kardynałowie, arcybiskupi i biskupi, kapłani i wierni, transmitowały Radio Maryja i Telewizja Trwam.

W czasie wczorajszych uroczystości żałobnych w Krakowie zwracano uwagę także na inne oprócz medialnego wymiary posługi ks. kard. Deskura. – Jak sam twierdził pochodzenie zobowiązywało go do szczególnej szlacheckości, czyli postawy serca wyrażającej się w obronie wiary, Ojczyzny oraz ludzi biednych, cierpiących – wskazywał ks. kard. Stanisław Dziwisz, podkreślając że Jezus stał się drogą i celem wszystkiego czego w życiu pragnął zmarły, co zamierzał i czynił.

Metropolita krakowski przypomniał że ks. kard. Deskur był wielkim czcicielem Matki Bożej a nad drzwiami jego niezwykle gościnnego domu widniał napis: Dom Maryi.

– Jako księża pracujący w Kurii Rzymskiej regularnie odwiedzaliśmy ks. kard. Andrzeja Deskura, a on ogromnie cieszył się z tych spotkań. Wnosiły wiele w naszą formację. Dla nas, młodych kapłanów, pracowników Kurii Rzymskiej, ksiądz kardynał był punktem odniesienia, przewodnikiem – powiedział ks. bp Krzysztof Nitkiewicz, biskup sandomierski.

Ksiądz kardynał Deskur spoczął wczoraj w Krakowie-Łagiewnikach. Metropolita krakowski podkreślił że o wyborze miejsca pochówku zmarłego zdecydowała jego ogromna cześć dla Miłosierdzia Bożego.

Cieszył się z wyniesienia do chwały ołtarzy św. s. Faustyny i ustanowienia Święta Miłosierdzia Bożego w całym Kościele. Do rangi symbolu urasta fakt że jego doczesne szczątki spoczną w łagiewnickim sanktuarium bł. Jana Pawła II w którym przechowujemy relikwie patrona świątyni. Niech duchowa obecność w tym miejscu dwóch wielkich synów Kościoła przemawia do umysłów nawiedzających to sanktuarium – mówił pasterz krakowskiego Kościoła.

Metropolita krakowski zwrócił uwagę na tę szczególną więź łączącą ks. kard. Andrzeja Deskura z bł. Janem Pawłem II. Zmarły kardynał swoim cierpieniem wspierał Jana Pawła II w jego pontyfikacie.

To była autentyczna misja towarzyszenia Papieżowi cierpieniem i modlitwą. Heroicznym poddaniem się woli Bożej – powiedział kaznodzieja.

Sięgająca 1945 r. przyjaźń ks. Deskura z ks. Karolem Wojtyłą nabrała szczególnego wymiaru po 16 października 1978 r. Trzy dni przed wyborem Papieża Polaka ksiądz kardynał doznał rozległego wylewu i został sparaliżowany. Dzień po wyborze na Stolicę Piotrową Jan Paweł II odwiedził swego przyjaciela w szpitalu. Od tego czasu misją ks. kard. Deskura stało się wspieranie Papieża swym cierpieniem.

Żegnaj, Księże Kardynale Andrzeju. Bóg doświadczył Cię jak złoto w tyglu. Niech teraz przyjmie szlachetny kruszec Twoich dobrych czynów, Twojej modlitwy i cierpienia, którym wspierałeś Kościół. Dziękujemy Ci za Twoje świadectwo. Dziękujemy Ci za Twą wierność do końca. Żyj w pokoju – mówił wczoraj, kończąc homilię, ks. kard. Dziwisz.

Wierzymy że Pan życia i ludzkich losów przygotował mieszkanie dla swego wiernego sługi Andrzeja. Wierzymy że cieszy się w Domu Ojca dobrym towarzystwem przyjaciół Boga pośród których jest też przyjaciel bł. Jan Paweł II – dodał.

Urodzony w 1924 r. w Sancygniowie ks. kard. Andrzej Maria Deskur w 1945 r. wstąpił do seminarium duchownego w Krakowie. Święcenia kapłańskie przyjął jednak we Francji w 1950 r. Po dwóch latach rozpoczął swą długą posługę dla Stolicy Apostolskiej. Zmarł w sobotę, 3 września, w Watykanie, w 61 roku kapłaństwa, 38 biskupstwa i 27 kardynalatu. Tydzień temu odbyły się uroczystości żałobne w Bazylice św. Piotra.

mp/nd /13.9.2011/

***

Piękna postać Kościoła

Ks. abp Józef Michalik, przewodniczący KEP, metropolita przemyski: – Ksiądz kardynał Andrzej Deskur ma ogromne zasługi dla całego Kościoła. Jako pierwszy – jeszcze przed Soborem Watykańskim II – zaprezentował wizję odpowiedzialności Kościoła za środki przekazu. Wraz z biskupem Karolem Wojtyłą kardynał Andrzej Deskur wniósł znaczący wkład w przygotowanie konstytucji soborowej o Kościele Gaudium et spes oraz deklaracji o środkach społecznego przekazu Inter mirifica. W Stolicy Apostolskiej pełnił wiele ważnych funkcji. Pracował np. w Kongregacji do spraw Świętych, m.in. przy procesach wielu Polaków. Jeszcze przed wyborem kardynała Karola Wojtyły na papieża budował bardzo pozytywną atmosferę wokół Polski w Watykanie. On niejako swoją codzienną pracą w Stolicy Apostolskiej przygotowywał ten pontyfikat. Do końca swoich dni był przewodniczącym Papieskiej Akademii Niepokalanej. Bardzo kochał Matkę Bożą. Był Jej wielkim czcicielem.

Ks. bp Krzysztof Nitkiewicz, ordynariusz sandomierski: – Kardynał Deskur był wytrawnym kurialistą, powiernikiem i pracownikiem wielu papieży. Posiadał ogromną wiedzę. W swoim sercu nosił ogromną miłość do Polski i bardzo pragnął by – jak śpiewamy w znanej piosence – Polska była Polską. On bardzo przeżywał to co osłabiało naszą Ojczyznę, ducha narodowego. Swoje cierpienia często ofiarował za Polskę. Zmarły kardynał bardzo kochał też Kościół i jego sprawy bardzo leżały mu na sercu. Wiemy że kardynał Andrzej Deskur był wielkim przyjacielem bł. Jana Pawła II. Tę wielką i wspaniałą relację mogłem obserwować, np. kiedy razem jedli obiad. Wtedy łatwo można było zauważyć tę wielką ufność jaką Jan Paweł II pokładał w kardynale Deskurze. On był dla Ojca Świętego wielkim wsparciem i wielką pomocą.

mp/nd /13.9.2011/

***

Zmarł kardynał Andrzej Deskur

W wieku 87 lat zmarł w Rzymie kard. Andrzej Maria Deskur – bliski przyjaciel kard. Karola Wojtyły jako arcybiskupa krakowskiego, a następnie Papieża Jana Pawła II. Był emerytowanym przewodniczącym papieskiej Rady ds. Środków Społecznego Przekazu i przewodniczącym Papieskiej Akademii Maryi Niepokalanej

Andrzej Maria Michał (takie imiona otrzymał na chrzcie) Deskur urodził się 29 lutego 1924 /był jedynym kardynałem obchodzącym urodziny raz na 4 lata/ w Sancygniowie, diecezja kielecka

Był jednym z siedmiorga dzieci Andrzeja Deskura i Stanisławy z Kosseckich – właścicieli Sancygniowa.

Uczył się w gimnazjum w Kielcach, a po wybuchu wojny uczęszczał na tajne komplety w Krakowie. Kształcił się na wydziale prawa UJ i tam w 1945 uzyskał tytuł magistra obojga praw (rzymskiego i kościelnego). Wkrótce potem, w listopadzie tegoż roku, wstąpił do Arcybiskupiego Seminarium Duchownego w Krakowie, a równo rok później, 1 listopada 1946 na Mszy, podczas której Karol Wojtyła przyjął święcenia kapłańskie, otrzymał tonsurę, czyli rodzaj postrzyżyn. W 1948 kard. Adam S. Sapieha wysłał młodego kleryka na studia uniwersyteckie do Fryburga Szwajcarskiego.

Do kraju nie mógł już wrócić i święcenia kapłańskie przyjął 20 sierpnia 1950 z rąk arcybiskupa Lyonu kard. Pierrea Marie Gerliera (1880-1965) w Saint-Bonnet-les-Oules we Francji (znajdują się tam posiadłości francuskiej rodziny Descoursów od której wywodzi się polska gałąź Deskurów). Jako kapłan pracował początkowo duszpastersko w Szwajcarii i we Francji. Studia kontynuował we Fryburgu. Ukończył je jako doktor teologii moralnej i nauk społecznych. W 1952 wyjechał do Rzymu i tam został do końca życia.

Pius XII powołał go niebawem do nowo utworzonej Papieskiej Komisji ds. Kinematografii, Radia i Telewizji z której wywodzi się dzisiejsza Papieska Rada ds. Środków Społecznego Przekazu. Ks. Deskur był jej wicesekretarzem (1955-59), podsekretarzem (1959-70), sekretarzem (1970-73) a od 1973 przewodniczącym. Na stanowisku tym przyczynił się m.in. do utworzenia radia Veritas na Filipinach – największej rozgłośni katolickiej w Azji.

Gdy w 1959 Jan XXIII zapowiedział zwołanie Soboru Watykańskiego II dobrze już wówczas zaznajomiony ze sprawami mediów ks. Deskur włączył się w przygotowania tego wielkiego wydarzenia. Między innymi był ekspertem w kilku komisjach i to nie tylko ds. mediów ale także ds. biskupów, duchowieństwa i świeckich. Razem z biskupem, a następnie arcybiskupem K. Wojtyłą wniósł znaczny wkład w przygotowanie soborowych dokumentów: konstytucji o Kościele ‘Gaudium et Spes’ i deklaracji o środkach społecznego przekazu ‘Inter mirifica’. W uznaniu jego zasług i wkładu w prace Vaticanum II Paweł VI zaprosił go – jeszcze nie biskupa – do koncelebry Mszy św. na zakończenie Soboru w grudniu 1965 w bazylice św. Piotra.

W tym czasie, dokładniej w latach 1966, 1967 i 1974 ks. Deskur był członkiem delegacji Stolicy Apostolskiej pod przewodnictwem abp. Agostino Casarolego która odwiedzała Polskę. Były to pierwsze kontakty między obu stronami.

Paweł VI mianował 17 czerwca 1974 ówczesnego przewodniczącego Papieskiej Komisji ds. Środków Przekazu biskupem tytularnym a 30 tegoż miesiąca osobiście udzielił mu sakry. Za swe hasło przyjął słowa Veritas vos liberabit (Prawda was wyzwoli). Jako biskup i szef jednego z urzędów watykańskich uczestniczył w latach 1974-83 w kilku zgromadzeniach Synodu Biskupów. 15 sierpnia 1974 odprawił swą prymicyjną, biskupią Mszę św. w Kościele Mariackim w Krakowie.

13 października 1978 doznał paraliżu lewej części ciała po wcześniejszym zawale serca i trafił do rzymskiej kliniki im. A. Gemellego, gdzie 17 tegoż miesiąca, nazajutrz po wyborze na papieża, odwiedził go Jan Paweł II. Bp Deskur leżał wówczas nieprzytomny i dopiero po pewnym czasie dowiedział się o tej niezwykłej wizycie. 15 lutego 1980 Ojciec Święty obdarzył swego przyjaciela, poruszającego się od tamtego czasu na wózku inwalidzkim, godnością arcybiskupa, a na konsystorzu 25 maja 1985 włączył go w skład Kolegium Kardynalskiego. Jego kościołem tytularnym w Rzymie została świątynia św. Cezariusza ‘in Palatio’ która wcześniej była kościołem właśnie kard. Wojtyły.

Mimo kalectwa kard. Deskur jeszcze wiele lat brał czynny udział w różnych wydarzeniach kościelnych. Na przykład towarzyszył Ojcu Świętemu w jego pierwszej podróży zagranicznej – do Meksyku w styczniu 1979, był ojcem synodalnym i aż do 8 kwietnia 1984 kierował Papieską Radą ds. Środków Społecznego Przekazu, po czym został jej przewodniczącym honorowym. A od 24 stycznia 1987 do śmierci stał na czele Papieskiej Akademii Maryi Niepokalanej.

Po śmierci kard. Deskura Kolegium Kardynalskie liczy 193 członków z których 114 nie przekroczyło jeszcze 80 roku życia; jest wśród nich 66 purpuratów, mianowanych przez Jana Pawła II i 49 – przez Benedykta XVI. Wśród 79 kardynałów nie mających już praw wyborczych 4 mianował Paweł VI, 66 – Jan Paweł II i 9 – obecny papież.

kg/kai/ms/watykan /3.9.2011/

***

Pogrzeb

Rzym 4.9.2011

Watykańskie uroczystości pogrzebowe kard. Andrzeja Marii Deskura odbędą się 6 września w Bazylice św. Piotra o godz. 11:30. Kard. Stanisław Dziwisz czyni starania by ciało zmarłego spoczęło w Polsce, w krypcie sanktuarium bł. Jana Pawła II w Krakowie

‘Ks. Andrzej Deskur był bardzo pomocny biskupowi, a potem arcybiskupowi i kardynałowi Karolowi Wojtyle – powiedział Radiu Watykańskiemu metropolita krakowski. – Wprowadzał go w tajniki i prace Stolicy Apostolskiej, ułatwiał mu kontakt z Ojcem Świętym. Ta bardzo serdeczna trwała przyjaźń. Poza tym, kiedy już było można, ks. Deskur bardzo pilnował spraw polskich, pracując w Stolicy Apostolskiej. Pamiętam jak przybył do Polski by torować drogę do porozumienia z rządem PRL

Będziemy go wspominać jako wielkiego patriotę i człowieka Kościoła; Polaka, a równocześnie człowieka Stolicy Apostolskiej, przywiązanego głęboko do Kościoła i Papieża. Dlatego pragniemy by spoczął w Krakowie, jak i rodzina sobie tego życzyła, ponieważ był związany z tym miastem. Związany był z Polską, z Bożym Miłosierdziem, jako czciciel św. Siostry Faustyny, i z Janem Pawłem II’

tc/rv/XX

***

Słowa Jana Pawła II

Jestem z nim w szczególny sposób związany, jeszcze od czasów studenckich, od czasów bratniackich na Uniwersytecie Jagiellońskim. Potem poprzez seminarium duchowne, przez lata kapłańskie, przez wiele spotkań w Rzymie, a w szczególności przez to ostatnie spotkanie, które miało miejsce tuż przed konklawe. Wtedy to Opatrzność Boża dotknęła księdza biskupa Andrzeja Deskura tym ciężkim kalectwem, które nosi w sobie do dzisiaj. Wśród wszystkich kardynałów dzisiaj kreowanych, on jeden był inwalidą na wózku i wnosi do tego kolegium szczególne znamię, znamię cierpienia, znamię cierpienia które jest ofiarą. Nie znamy tajemnic Bożych ale trudno mnie osobiście oprzeć się przeświadczeniu że ta ofiara księdza kardynała Andrzeja pozostawała w związku z konklawe które odbyło się w połowie października 1978 r.’

Telegram Jana Pawła II z okazji 50-lecia święceń ks. kard. Andrzeja M. Deskura

‘Czcigodny Nasz Bracie
Wasza Eminencjo, Andrzeju Mario Kardynale Deskur
Emerytowany Prezydencie Papieskiej Rady do spraw Środków Społecznego Przekazu

Choć przeżywamy liczne radosne uroczystości Wielkiego Jubileuszu Roku 2000, w najmniejszym stopniu nie zapominamy, Czcigodny Nasz Bracie, o jubileuszu pięćdziesięciolecia Twoich święceń kapłańskich. Podczas gdy dziś, 20 sierpnia, zamykamy szczęśliwie XV Światowy Dzień Młodzieży, w tym samym czasie radujemy się wraz z Tobą Twoim jubileuszem i z wdzięcznym sercem wielbimy Najwyższego

Z tej racji pragniemy przypomnieć krótko curiculum Twojego kapłańskiego zaangażowania. Jako syn polskiej ziemi od najmłodszych lat postępowałeś bez wytchnienia za Panem który Cię powołał już z łona Twej matki (por.: Iż 49,1). Po uzyskaniu formacji filozoficznej i teologicznej w Seminarium Krakowskim, w 1950 roku otrzymałeś święcenia kapłańskie. Następnie, uzyskując doktorat z teologii moralnej na Uniwersytecie we Fryburgu, zdobyłeś specjalizację z nauk społecznych

Powołany do Rzymu w 1952 roku, pełniłeś długą i wierną służbę Stolicy Apostolskiej: w Papieskiej Komisji do spraw Kinematografii, w radiu i telewizji, w Sekretariacie Przygotowawczym Ekumenicznego Soboru Watykańskiego II oraz w różnych Komisjach Soboru, w charakterze eksperta

W 1973 roku otrzymałeś nominację na Przewodniczącego Papieskiej Komisji do spraw Środków Społecznego Przekazu i zostałeś podniesiony do godności biskupa tytularnego Tene. Poprzez swoją służbę pomagałeś Kościołom lokalnym w budowaniu wspólnoty (komunii) poprzez różne sposoby porozumiewania się, także przy użyciu nowych środków społecznej komunikacji. Będąc całkowicie posłuszny Urzędowi nauczycielskiemu Kościoła troszczyłeś się o obronę prawdziwego nauczania Ewangelii, mając zawsze przed oczyma pouczenie Zbawiciela: Jeżeli będziecie trwać w nauce mojej, będziecie prawdziwie uczniami moimi i poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli (J 8,32)

Zostawszy Przewodniczącym Papieskiej Akademii Niepokalanej z nieprzerwaną troską propagowałeś kult Maryi pomiędzy ludźmi kultury, pomiędzy kapłanami i wszystkimi wiernymi, dając świadectwo tej czci dla Najwyższej matki Boga którą zawsze okazywałeś od swego dzieciństwa, ofiarując rodzinom i młodym wzór jak można zmierzać do Chrystusa poprzez Maryję

Powiedzieliśmy mało o twoim życiu i o twojej działalności kapłańskiej: Bóg, który zna Cię lepiej, niech Cię wynagrodzi. My także, wpatrując się w Twoją największą godność kapłańską, dziękujemy Bogu, Najwyższemu Kapłanowi i wielbimy Miłosierdzie Boże za bezmiar dóbr którymi przez twoją nieprzerwaną służbę, ubogaca swój Kościół

Przyjmij, Czcigodny Nasz Bracie, to świadectwo naszej życzliwości i przyjaźni razem z Naszym Apostolskim Błogosławieństwem, i życzeniami łaski Bożej, której upraszamy z wielkim uczuciem dla Ciebie, i o którą prosimy także dla wszystkich tych, którzy uczestniczą w radości jubileuszu pięćdziesięciolecia Twoich święceń kapłańskich

Watykan, 20 sierpnia 2000, w dwudziestym drugim roku Naszego Pontyfikatu Jan Paweł II’

***

Kondolencje Benedykta XVI

Na wieść o śmierci kard. Andrzeja M. Deskura Benedykt XVI przesłał 4 września na ręce kard. Stanisława Dziwisza depeszę kondolencyjną. Wyraził w niej ‘głębokie współczucie krewnym i wszystkim którzy go znali i cenili, jak również tej krakowskiej wspólnocie diecezjalnej która zalicza go do swych najwybitniejszych synów’

‘Wspominam z wdzięcznością cenną współpracę jaką świadczył on przez wiele dziesięcioleci Stolicy Apostolskiej, w służbie aż sześciu papieży, oddając się zwłaszcza ożywieniu chrześcijaństwa w dziedzinie środków społecznego przekazu’ – napisał Ojciec Święty w telegramie.

Benedykt XVI przypomniał że zmarły był ‘związany głęboką przyjaźnią z bł. Janem Pawłem II’. Pozostaje po nim wspomnienie ‘życia spędzonego w spójnym i wielkodusznym przylgnięciu do własnego powołania które ten pobożny i gorliwy kapłan wzbogacił własną posługą, akceptując chorobę z ewangeliczną uległością’ – dodał.

Na zakończenie Papież zapewnił że zanosi gorące modlitwy ‘by Dziewica Niepokalana, tak bardzo czczona przez niego, zechciała wyprosić u Pana, by przyjął tego pasterza, wiernego Ewangelii i Kościołowi, do radości i pokoju wiecznego’. Udzielił również wszystkim pogrążonym w bólu z powodu odejścia kardynała błogosławieństwa apostolskiego ‘na znak mego żywego udziału we wspólnym smutku’.

kg/kai/watykan /4.9.2011/

***

Żył by świadczyć o prawdzie

W wieku 94 lat zmarł w Krakowie ks. bp Albin Małysiak, wybitny biskup i wielki Polak

Był wybitnym duszpasterzem i biskupem, wrażliwym na sprawy społeczne Ojczyzny i wychowanie młodzieży. W swej posłudze nigdy nie bał się trudnych wyzwań i heroicznie je podejmował

W sobotę 16 lipca br. w wieku 94 lat zmarł w Krakowie ks. bp Albin Małysiak, legenda Kościoła krakowskiego, przyjaciel bł. Jana Pawła II. W czasie wojny pomagał głodującym dzieciom i ratował Żydów, za co otrzymał tytuł Sprawiedliwy Wśród Narodów Świata. Za swą bohaterską postawę został też odznaczony Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski. Żył sprawami Radia Maryja, zawsze je wspierał i go bronił.

– Odszedł od nas wielki świadek prawdy Bożej, odważny i gorliwy, umiejący pracować dla ludzi. Był bardzo otwarty na ludzi i zawsze blisko nich. Po jego śmierci mamy wielką lukę gdyż żegnamy dobrego i świętego człowieka – powiedział ks. kard. Stanisław Nagy z Krakowa.

Ks. kard. Nagy zwrócił uwagę że tym co charakteryzowało śp. ks. bp. Albina Małysiaka jest wielka życiowa miłość prawdy. – On żył po to by być świadkiem prawdy. Jednocześnie ks. bp Albin głosił prawdę bez względu na to czy się ona komuś podobała czy nie.

Ksiądz biskup Albin Małysiak zmarł w 71 roku kapłaństwa i 42 roku biskupstwa. Do końca swojego długiego życia był bardzo aktywny jako biskup i służył Kościołowi oraz Ojczyźnie. Znany był z ciężkiej pracy, niezłomnej postawy, ale i wielkiego poczucia humoru. – Heca hecą, latka lecą – mówił np., odnosząc się do tegorocznych swoich jubileuszy 70-lecia kapłaństwa i 41-lecia biskupstwa.

Miałem okazję poznać ks. Albina Małysiaka gdy był jeszcze proboszczem w Krakowie. Już wtedy podziwiałem jego gorliwość i zaangażowanie w pracę duszpasterską. Gdy został mianowany biskupem ta żarliwość jeszcze się wzmogła gdyż miał większe pole do działania – dodał ks. kard. Nagy.

Przyjaciel zmarłego biskupa prof. Janusz Kawecki, redaktor Tygodnika Rodzin Katolickich Źródło: – Trzeba powiedzieć o jego wielkiej trosce o młodzież. Jako duszpasterz akademicki ks. Albin Małysiak wychodził na ulice i zaczepiał nas, studentów, zapraszał na spotkania, na rekolekcje. Na jego zaproszenia trudno było pozostać obojętnym, dlatego wielu z nas przychodziło potem i zostawało w duszpasterstwie.

10 października 2007 r. Lech Kaczyński, prezydent Rzeczypospolitej Polskiej, odznaczył ks. bp. Albina Małysiaka Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski za bohaterską i niezwykłą postawę wykazaną w ratowaniu życia Żydom podczas II wojny światowej oraz za wybitne zasługi w obronie godności człowieczeństwa i praw ludzkich. Za uratowanie w czasie II wojny światowej kilku osób narodowości żydowskiej 23 listopada 1993 r. ks. bp Małysiak otrzymał też tytuł Sprawiedliwy wśród Narodów Świata przyznany przez Instytut Yad Vashem w Jerozolimie.

Ksiądz biskup Albin Małysiak urodził się 12 czerwca 1917 r. w Koconiu k. Żywca w rodzinie kupieckiej. W latach 1936-41 uczęszczał do Instytutu Teologicznego Księży Misjonarzy w Krakowie. 12 kwietnia 1936 r. złożył śluby wieczyste w Zgromadzeniu Księży Misjonarzy św. Wincentego á Paulo w Krakowie. 1 maja 1941 r. przyjął święcenia kapłańskie. Na tej dacie warto się zatrzymać. Wielkim pragnieniem księdza biskupa jako współpracownika i przyjaciela ks. kard. Karola Wojtyły było dożyć beatyfikacji Jana Pawła II.

Jestem bardzo szczęśliwy że przez te wszystkie lata z radością głosiłem ludziom Ewangelię. Dziś czekam na beatyfikację mojego przyjaciela – Jana Pawła II. To wielki dar dla Kościoła i Polski – mówił 5 kwietnia br.

Opatrzność Boża sprawiła że nie tylko dożył tej beatyfikacji ale data wyniesienia Papieża Polaka do chwały ołtarzy przypadła dokładnie w 70 rocznicę święceń kapłańskich ks. bp. Małysiaka.

Zaraz po święceniach młody ks. Albin pracował jako wikariusz i katecheta w Zembrzycach koło Wadowic gdzie w czasie okupacji organizował ‘dożywialnię’ dla dzieci i osób wysiedlonych. – To była ciężka praca – mówił nieraz, wspominając tamten czas.

W latach 1942-44 pełnił posługę w Krakowie, a następnie w Zakładzie dla osób w podeszłym wieku im. Helclów w Szczawnicy. Właśnie w tym czasie wraz z szarytką, siostrą Bronisławą Wilemską, uratował życie pięciu Żydom, za co otrzymał tytuł Sprawiedliwy wśród Narodów Świata. W ramach tajnego nauczania udzielał lekcji łaciny, religii i gimnastyki. W latach 1946-47 był katechetą w szkole średniej w Tarnowie i wikariuszem miejscowej parafii pw. Najświętszej Rodziny. W 1950 r. obronił magisterium z teologii na Uniwersytecie Jagiellońskim, a w 1952 r. został doktorem teologii. Pracował m.in. w Zakładzie Wychowawczym im. ks. Siemaszki w Krakowie, a od 1954 r. wykładał w Instytucie Teologicznym Księży Misjonarzy w Krakowie. W 1959 r. został proboszczem krakowskiej parafii Księży Misjonarzy pw. NMP z Lourdes.

14 stycznia 1970 r. ks. Małysiak został mianowany biskupem pomocniczym archidiecezji krakowskiej. Sakry biskupiej udzielił mu 5 kwietnia 1970 r. ks. kard. Karol Wojtyła, ówczesny metropolita krakowski. – Po otrzymaniu sakry biskupiej rozpocząłem pracę pod kierunkiem kardynała Wojtyły. Właściwie nie było dnia w którym nie spotkałbym się z tym znakomitym wodzem duszpasterstwa – wspominał tamten czas.

Przez wiele lat z ks. kard. Wojtyłą łączyła go wielka przyjaźń. – Służyłem z Janem Pawłem Wielkim – mówił często z dumą ks. bp Małysiak. Taki tytuł nosi też wydany w 2005 r. zbiór korespondencji księdza biskupa z Janem Pawłem II.

Przez całe lata ks. bp Małysiak pełnił różne funkcje w Kościele. Brał udział w pracach wielu komisji Episkopatu Polski, m.in. przewodniczył Podkomisji ds. Zakonów Klauzurowych. W latach 1992-94 wchodził w skład Kolegium Konsultorów Archidiecezji Krakowskiej. Na emeryturę przeszedł 27 lutego 1993 r. po osiągnięciu przepisanego prawem kanonicznym wieku. Podczas majowych uroczystości z okazji 70-lecia kapłaństwa ks. bp Albin Małysiak, zwracając się do dziennikarzy, prosił ich by byli sługami słowa, sługami prawdy i Pana Boga.

Podkreślał ogromną rolę prasy katolickiej i apelował byśmy zrobili wszystko by była ona dobra, mądra, piękna i chętnie czytana przez Polaków. Dziś te słowa stają się niejako testamentem niezapomnianego ks. bp. Albina Małysiaka – legendy Kościoła krakowskiego.

Uroczystości pogrzebowe trwać będą dwa dni: w najbliższy czwartek w katedrze wawelskiej, a w piątek w kościele Sióstr Norbertanek na Salwatorze, skąd nastąpi odprowadzenie ciała księdza biskupa na cmentarz.

mp/nd /18.7.2011/

KS. BP ALBIN MAŁYSIAK:Bardzo kocham Radio Maryja i Telewizję Trwam. Moim zdaniem są to jedyne media które mówią prawdę o Polsce. Tylko tu można wysłuchać dobrych, ciekawych informacji. Każdego dnia czytam także Nasz Dziennik. Od niego zaczynam dzień. Można w tym dzienniku wyczytać dobre, prawdziwe informacje. Trzeba dziś dbać o media. Rozwijać nowe formy, wchodzić w internet. Trzeba docierać z dobrą prasą do coraz to nowych ludzi. Dawać im w atrakcyjnej formie Ewangelię. To zadanie dla dzisiejszych katolików. Widzimy jak rozwija się prasa laicka, jakie zło sieje. My musimy odpowiedzieć mocno ale zdecydowanie. Na tym musimy się skoncentrować i dołożyć wszelkich starań by prasa, media katolickie były mocne i dobre.

Wypowiedź z maja br. z okazji jubileuszu 70-lecia kapłaństwa

DOBRY I ŚWIĘTY CZŁOWIEK

Rozmowa z ks. kard. Stanisławem Nagym z Krakowa

Jak w pamięci księdza kardynała zapisał się ks. bp Albin Małysiak?

Świętej pamięci ks. bp Albin Małysiak był wybitnym duszpasterzem. Nie był klasycznym kaznodzieją ale Bożym gawędziarzem który siał z żarliwością ziarna Ewangelii. Często by bardziej przemówić do wiernych, ubierał to co mówił w lekki i zabawny żart. Zawsze odważnie bronił Kościoła. Tym co go charakteryzowało była wielka życiowa miłość prawdy. On żył po to by być świadkiem prawdy. Jednocześnie ks. bp Małysiak głosił prawdę bez względu na to czy się ona komuś podobała czy nie.

To niezwykle wymowne że ks. bp Małysiak odszedł do Domu Ojca w dniu w którym Kościół krakowski otrzymał dwóch nowych biskupów pomocniczych…

Karty pisane przez Pana Boga są nieraz zaskakująco pisane. Kiedy dziś patrzymy na tę zbieżność możemy sobie myśleć że ten człowiek tak gorliwie pracujący na niwie Bożej staje się wzorem dla swych dwóch następców – krakowskich biskupów pomocniczych którzy powinni czerpać ze świadectwa jego życia i posługi. Dziś czujemy wielki żal że odszedł wielki człowiek. Był naprawdę wielkim biskupem i wielkim pasterzem. Z całej duszy pasterzował w Kościele i to pasterzowanie zawsze leżało mu na sercu. Odszedł od nas wielki świadek prawdy Bożej, odważny i gorliwy, umiejący pracować dla ludzi. Był bardzo otwarty na ludzi i zawsze był blisko nich. Po jego śmierci mamy wielką lukę gdyż żegnamy dobrego i świętego człowieka. Ksiądz biskup Albin Małysiak był wielkim przyjacielem Radia Maryja. On żył sprawami tego radia, publicznie o tym mówił, nigdy nie wstydził się tego, a kiedy trzeba było stawał w jego obronie.

rozm. mp/nd

TROSZCZYŁ SIĘ O KATOLICKIE MEDIA

Ks. bp Józef Pazdur z archidiecezji wrocławskiej: – Bardzo ceniłem i to pod każdym względem ks. bp. Albina Małysiaka. Był wybitnym znawcą spraw społecznych oraz kwestii żydowskiej. Znany był również ze szczególnej troski o zaangażowanie mediów w dzieło Nowej Ewangelizacji, o krzewienie patriotyzmu w młodym pokoleniu Polaków. Te i wiele innych wspaniałych cech widoczne były szczególnie w jego zatroskaniu o Radio Maryja i wszystkie pozostałe dzieła stworzone przez o. Tadeusza Rydzyka CSsR. Pamiętam że kiedy zabierał głos na konferencjach Episkopatu Polski, a czynił to dosyć często, zawsze wszyscy się w tym czasie po prostu wyciszali. Z wielkim zainteresowaniem czekaliśmy na to co nam tym razem ciekawego powie ks. bp Albin Małysiak. A każde jego wystąpienie było zawsze bardzo precyzyjne, przemyślane.

mz

ODDANY BOGU I POLSCE

prof. Janusz Kawecki, redaktor Tygodnika Rodzin Katolickich Źródło: – Świętej pamięci ks. bp Albin Małysiak… Aż trudno powiedzieć świętej pamięci… To był człowiek który z radością głosił Ewangelię. Taki tytuł nadał nawet książce w której opisał część swojego życia. Całym sercem oddany był Kościołowi, Bogu i Polsce. Ksiądz biskup Małysiak poszukiwał wciąż nowych, skutecznych form dotarcia do człowieka. Ileż historii można opowiedzieć o tym jak szukał ludzi. Dla niego żyć znaczyło służyć Panu Bogu i bliźniemu który potrzebuje słowa Pana Boga. My którzy byliśmy blisko ks. bp. Albina Małysiaka, czekaliśmy na kolejne rocznice by mu podziękować za wszystko co robił dla Kościoła, dla Polski, dla nas. Czekaliśmy na rocznice bo na co dzień nie pozwalał nam tego robić. Mówił że to wszystko takie zwyczajne, normalne, że nie ma o czym mówić tu, na ziemi, bo potem nie będzie miał z czym iść do Nieba. Teraz kiedy ks. bp Albin Małysiak jest już u Pana, możemy mu dziękować że głosił nam z radością Ewangelię. Pan Bóg dał mu długie życie by mógł prowadzić ludzi do Niego. Panie Boże, przyjąłeś ks. bp. Albina do siebie, więc wierzymy że mamy jeszcze jednego orędownika za nami, za Kościołem, za naszą Ojczyzną.

mp

***

Dwaj nowi biskupi w Krakowie

Wieloletni kustosz sanktuarium w Kalwarii Zebrzydowskiej o. Damian Andrzej Muskus OFM oraz rektor Wyższego Seminarium Duchownego Archidiecezji Krakowskiej ks. prałat Grzegorz Ryś zostali mianowani przez Ojca Świętego Benedykta XVI nowymi biskupami pomocniczymi archidiecezji krakowskiej

Papieską nominację w sobotę ogłosiła Nuncjatura Apostolska w Polsce. Konsekracja biskupów nominatów odbędzie się 28 września, w uroczystość św. Wacława, męczennika, patrona katedry wawelskiej

Ta data to również wymiar zawierzenia biskupiej posługi nowych pasterzy bł. Janowi Pawłowi II który tego samego dnia w królewskiej katedrze przyjął sakrę biskupią.

KSIĄDZ BISKUP NOMINAT DAMIAN ANDRZEJ MUSKUS OFM MA 44 LATA. PO SAKRZE BĘDZIE NAJMŁODSZYM BISKUPEM W POLSCE I JEDNYM Z NAJMŁODSZYCH W ŚWIECIE. Ukończył Wyższe Seminarium Duchowne Ojców Bernardynów w Krakowie i w Kalwarii Zebrzydowskiej. 12 czerwca 1993 r. na kapłana wyświęcił go ks. abp Marian Jaworski. Przez ostatnie sześć lat o. Muskus pełnił funkcję kustosza Sanktuarium Pasyjno-Maryjnego w Kalwarii Zebrzydowskiej, w latach wcześniejszych był m.in. wychowawcą kleryków w Wyższym Seminarium Duchownym Ojców Bernardynów, a także jego rektorem. Jest referentem ds. katechezy przy Kurii Prowincjalnej Ojców Bernardynów w Krakowie.

Jak podkreślił po ogłoszeniu papieskiej nominacji ks. kard. Stanisław Dziwisz, metropolita krakowski, potrzebny jest w archidiecezji biskup wywodzący się ze wspólnoty zakonnej, podobnie jak był nim śp. ks. bp Albin Małysiak ze Zgromadzenia Księży Misjonarzy który odszedł do Pana w sobotę, kilkadziesiąt minut po ogłoszeniu nominacji nowych biskupów. Nominacja biskupia o. Damiana Muskusa OFM ma przyczynić się do pogłębienia współpracy księży diecezjalnych i zakonnych. Obecnie wśród 132 księży biskupów w Polsce jedynie 12 hierarchów należy do zakonów lub zgromadzeń.

DRUGIM NOWYM KRAKOWSKIM BISKUPEM POMOCNICZYM JEST KSIĄDZ BISKUP NOMINAT PROF. GRZEGORZ RYŚ, REKTOR WYŻSZEGO SEMINARIUM DUCHOWNEGO ARCHIDIECEZJI KRAKOWSKIEJ I PROFESOR PAPIESKIEGO UNIWERSYTETU JANA PAWŁA II, PRZEWODNICZĄCY KONFERENCJI REKTORÓW SEMINARIÓW DUCHOWNYCH W POLSCE. Został mianowany biskupem w następstwie ks. bp. Józefa Guzdka którego Papież z Krakowa w grudniu zeszłego roku powołał na urząd biskupa polowego Wojska Polskiego. Ma 47 lat. Święcenia kapłańskie przyjął 22 maja 1988 r. z rąk ks. kard. Franciszka Macharskiego. Jest kierownikiem Katedry Historii Kościoła w Średniowieczu na Wydziale Historii i Dziedzictwa Kulturowego Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła II w Krakowie.

Przez ostatnie lata szczególnie bliska była mi sprawa powołań do kapłaństwa i formacji kapłańskiej. Innym ważnym tematem jest ekumenizm w Kościele: dialog między chrześcijanami, dialog międzyreligijnypowiedział biskup nominat ks. prof. Grzegorz Ryś dla Radia Watykańskiego. Jako najważniejsze zadanie dla biskupa pomocniczego wskazał ‘bycie w parafiach, z ludźmi: jeździć, nawiedzać, wizytować, bierzmować, być z młodymi ludźmi, zwłaszcza wśród rozmaitych ruchów, wspólnot kościelnych, których tu, w Krakowie, zawsze było i jest dużo i za to chwała Bogu’. Mówiąc o swym zawołaniu biskupim, podkreślił że na myśl przychodzą mu słowa: ‘Wystarczy Ci mojej łaski, moc w słabości się doskonali’ z Drugiego Listu do Koryntian. Biskup nominat Grzegorz Ryś był członkiem komisji historycznych w procesach beatyfikacyjnych, także w tym dotyczącym bł. Jana Pawła II.

W archidiecezji krakowskiej będzie obecnie czterech biskupów pomocniczych. Nowo mianowani dołączą do dotychczasowych pasterzy: ks. bp. Jana Szkodonia i ks. bp. Jana Zająca.

mb/nd /18.7.2011/

***

Braun podsumował abp. Życińskiego

‘Józef Życiński podający się za biskupa to łajdak, kłamca’ – mówił w sali senatu Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego o zmarłym w lutym metropolicie lubelskim, wielkim kanclerzu tej uczelni, znany i ceniony reżyser Grzegorz Braun

Dostał brawa. ‘Józef Życiński opowiedział się po stronie wrogów Kościoła’ – mówił Braun

Reżyser gościł w KUL 11 kwietnia. Przyjechał pokazać swój najnowszy film ‘Eugenika – w imię postępu’ poświęcony aborcji, eutanazji i in vitro

Spotkanie zorganizowały miesięcznik Polonia Christiana oraz Koło Naukowe Historyków Studentów KUL

Po projekcji Braun odpowiadał na pytania. Ubolewał nad kondycją moralną części duchowieństwa i katolickiej inteligencji. Zmarłego w lutym ks. abp. Józefa Życińskiego, wielkiego kanclerza KUL i metropolitę lubelskiego, oskarżył o to że jako TW Filozof był agentem SB.

Akurat biskup Życiński miał duży wpływ na moją wiarę. Jakim prawem pan go obraża? – pytał jeden z młodych ludzi obecnych na spotkaniu.

Braun odpowiedział że nieżyjący metropolita tylko ‘podawał się za biskupa’. – Józef Życiński jako uczestnik życia publicznego w Polsce był kłamcą i łajdakiem. Łajdactwem nazywam przyczynianie się do szerzenia zamętu wśród bliźnich i rodaków, zamętu w sprawach kluczowych w płaszczyźnie politycznej, społecznej, w świeckim wymiarze dziejów. Łajdactwem było perfidne oszukiwanie opinii publicznej w sprawach lustracyjnych – wyliczał.

Reżyser wypominał też Życińskiemu pisanie do ‘antypolskich, antykatolickich’ gazet. W tym do ‘Gazety Wyborczej wydawanej przez Gwiazdę Śmierci z ulicy Czerskiej’. – Moim zdaniem w ostatnich dwudziestu latach swojego uczestnictwa w życiu publicznym Życiński opowiedział się po stronie wrogów Kościoła i wrogów państwa polskiego – mówił Braun.

Kiedy skończył – dostał owację.

ppr/mb/gw/czd /14.5.2011/

***

Niesławnej pamięci arcypasterz

Ks. abp Józef Życiński, metropolita lubelski, był żarliwym i perfidnym orędownikiem zakłamania, permanentnego matactwa w życiu publicznym – twierdzi dokumentalista Grzegorz Braun

Rozmowa z Grzegorzem Braunem

Podczas wizyty na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim nazwał pan zmarłego księdza arcybiskupa Józefa Życińskiego kłamcą i łajdakiem. Dlaczego?

Mój nowy film ‘Eugenika – w imię postępu’ od kilku miesięcy nie mógł się doczekać emisji w TVP. Chętnie zatem skorzystałem z zaproszenia na pokaz autorski ze strony koła historyków KUL i pisma ‘Polonia Christiana’. Po pokazie jestem zawsze do dyspozycji publiczności. Jedno z pytań dotyczyło właśnie niesławnej pamięci pasterza archidiecezji lubelskiej. Kiedy mnie grzecznie pytają, to ja grzecznie odpowiadam.

Pana wypowiedź na temat arcybiskupa trudno nazwać grzeczną odpowiedzią.

Staram się być komunikatywny bo cenię sobie w życiu publicznym jasność opinii. Nie chcę brnąć w dwuznaczności. Józef Życiński, niech mu ziemia lekką będzie, był kłamcą, bo publicznie negował doskonale znane sobie fakty. A łajdactwem nazywam korzystanie z nieprzeciętnej inteligencji, talentu oratorskiego i publicystycznego, który niewątpliwe posiadał, w celu dezinformowania opinii publicznej.

Jakież to ‘doskonale znane fakty’ ma pan na myśli?

Józef Życiński służył SB jako TW Filozof. Publicznie wypierał się nie tylko tych faktów ale też włożył wiele wysiłku w sianie zamętu w sprawach ważnych dla jakości polskiego życia publicznego i życia Kościoła w Polsce.

‘Sianie zamętu’? O co panu chodzi?

Dezawuował nie tylko osoby które publikowały informacje na jego temat. Osłaniał też ludzi którzy podobnie jak on mieli w życiorysie fakt współpracy z SB. Był inicjatorem demagogicznej kampanii antylustracyjnej. Kiedy Stanisław Michalkiewicz oględnie wspomniał w swoich tekstach że prof. Jerzy Kłoczowski, senator III RP zarejestrowany jako TW Historyk, nie powinien się wypowiadać w sprawach istotnych dla Polski – wówczas abp Józef Życiński obłożył publicystę anatemą. Stwierdził mianowicie że to co napisał Michalkiewicz jest ‘szczytem prymitywizmu moralnego’. To określenie zostało od razu podchwycone przez media – z ‘gwiazdą śmierci’ z ulicy Czerskiej na czele.

Abp Józef Życiński wobec lustracji stosował chrześcijańskie zasady. Mówił że ‘Kościół będzie szukać skutecznych środków działania by można było łączyć sprawiedliwość i przebaczenie, szacunek dla człowieka i prawdę’…

Racjonalne jest postulowanie jawności w życiu publicznym. Polacy mają prawo wiedzieć kto właściwie do nich mówi – kto ich poucza z telewizora czy z ambony. Józef Życiński był żarliwym i perfidnym orędownikiem zakłamania, permanentnego matactwa w życiu publicznym naszego post-PRL. Na krótko przed tym kiedy miały się pojawić w mediach informacje o jego współpracy z SB – powołał tzw. komisję ds. trudnych. Ta komisja niczego nie ujawniła a jedynie przyczyniła się do zamazania faktów i stała się zasłoną dymną która miała pomóc w utrzymaniu zmowy milczenia.

Nie zmienia to faktu że nazywanie kogoś już po śmierci kłamcą i łajdakiem nie daje mu możliwości obrony.

Tej opinii nie taiłem i za życia delikwenta. Ale wówczas nie można było o tym przeczytać w ‘Wyborczej’. Więc teraz w gruncie rzeczy jestem wdzięczny ‘Wyborczej’ za popularyzowanie mojej opinii – lepiej późno niż wcale. Podejrzewam ich nawet o kryptoreklamę.

W jakim sensie?

Zdjęcie które wybrano do zilustrowania artykułu o moim wystąpieniu na KUL nie było najgorsze. Można było wybrać takie na którym miałbym znacznie głupszą minę. Dodatkowo moje nazwisko i tytuł filmu wydrukowano bez błędów. Nastąpiła dramatyczna utrata czujności w redakcji GW albo mam tam po prostu ukrytych sympatyków.

Grzegorz Braun jest reżyserem, scenarzystą, publicystą, autorem wielu dokumentów, m.in. filmu ‘Plusy dodatnie, plusy ujemne’ na temat współpracy Lecha Wałęsy z SB

rozm. mm/rp /17.5.2011/

***

‘Kłamca’ i ‘łajdak’

Dlaczego Grzegorz Braun nazwał ks. abp. Życińskiego ‘kłamcą’ i ‘łajdakiem’?

Rozmowa z Grzegorzem Braunem

W trakcie dyskusji na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim po projekcji pana ostatniego filmu dokumentalnego ‘Eugenika – w imię postępu’ nazwał pan zmarłego niedawno ks. abp. Józefa Życińskiego ‘kłamcą’ i ‘łajdakiem’.

Skala mojego oddziaływania jest zaiste tak skromna i nieznacząca że jestem poniekąd wdzięczny Gazecie Wyborczej za spopularyzowanie tej informacji. Powtarzam: informacji. Bo te sformułowania nie świadczą o mojej opinii ale o faktach. Józef Życiński, niech mu ziemia lekką będzie, był zarejestrowany przez PRL-owską bezpiekę jako TW Filozof i fakt ten nie tylko publicznie w sposób pokrętny negował ale także uciekał się do szeregu perfidnych manipulacji, mających osłonić podobne fakty z biografii innych prominentnych uczestników życia publicznego. Przykładem – przypadek znanego profesora, TW Historyka – na użytek którego abp Życiński inicjował całą kampanię antylustracyjną.

Dlaczego nie powiedział pan tego wszystkiego za życia abp. Życińskiego?

Mojej opinii o niesławnej pamięci arcypasterzu archidiecezji lubelskiej nie kryłem i za jego życia. To problem Wyborczej że nie popularyzowała moich wcześniejszych wypowiedzi o negatywnej roli Józefa Życińskiego w polskim życiu publicznym. Tylko o tym aspekcie się wypowiadam bo w relacje między nieboszczykiem a Stwórcą nie mogę wnikać. Mam nadzieję że Józef Życiński rozstał się z tym światem załatwiwszy na ziemi wszystkie doczesne rachunki.

Czy nie mógł pan jednak przełożyć swych negatywnych emocji na język lepiej służący jakości debaty publicznej?

Po pierwsze: żadne emocje, tylko fakty. Po drugie: debacie publicznej służy przede wszystkim jawność. Polacy mają prawo wiedzieć kto do nich przemawia z telewizora i z ambony – mają prawo wiedzieć, kim naprawdę są łże-autorytety lansowane w prasie i telewizji. Pyta mnie pan o formę wypowiedzi, zamiast odnieść się do faktów. Jestem waszej redakcji wdzięczny że mogę sprawić iż cała ta sprawa nie będzie grą do jednej bramki, i że nie zostanę równo rozjechany jednym buldożerem. Proszę zatem nie marnować czasu tej krótkiej rozmowy na wciąganie mnie w temat zastępczy.

Zapytam jeszcze raz. Nie dało się tego powiedzieć w sposób cywilizowany?

Gorsząca, antypolska i antykatolicka publicystyka Józefa Życińskiego na łamach Gazety Wyborczej nie licowała z godnością i powołaniem katolickiego arcypasterza. Słowa ‘kłamca’ i ‘łajdak’ są najbardziej adekwatne.

Nie obawia się pan że poprzez takie wystąpienia na zawsze przylgnie do pana opinia człowieka nieobliczalnego, wariata?

Proszę zwrócić uwagę kto jest moim recenzentem, kto jest moim oskarżycielem – TW Rzymianin, TW Jerzy, TW Stokrotka. Jeżeli ich opinie są dla pana wiążące to oczywiście pańskie dobre prawo.

rozm. ft/su. /17.5.2011/

***

TW Filozof czy biskup?

Rozmowa z Grzegorzem Braunem

Na jakiej podstawie twierdzi pan że abp Życiński to łajdak i kłamca oraz że podawał się za biskupa?

Arcybiskup Józef Życiński, niech mu ziemia lekką będzie, przez 13 lat (1977-90) służył komunistycznej bezpiece (SB) jako tzw. osobowe źródło informacji – był zarejestrowany pod numerem 1263 przez Wydział IV KW MO w Częstochowie jako tajny współpracownik o pseudonimie Filozof. Według zachowanych dokumentów (IPN Ka 0026/1067) ksiądz Życiński został pozyskany do współpracy przez naczelnika Wydziału IV ppłk Alojzego Perliceusza, a jego kolejnymi oficerami prowadzącymi byli: kpt. Stanisław Boczek (1978-84) i por. Zbigniew Kalota (od 1984). Na spotkania z nimi TW Filozof przybywał m.in. do lokalu kontaktowego o kryptonimie ‘Wanda’ (ul. Józefitów 15/7 w Krakowie). Nieboszczyk Życiński te i inne doskonale znane sobie fakty nie tylko publicznie w sposób pokrętny negował ale także uciekał się do szeregu perfidnych manipulacji, mających osłonić podobne felery biografii innych prominentnych uczestników życia publicznego. Przykładem – przypadek prof. Jerzego Kłoczowskiego TW Historyka, na użytek którego inicjował arcybiskup Życiński cała kampanię antylustracyjną, rzucając ‘fatwę’ na publicystę Stanisława Michalkiewicza. Słowa ‘kłamca’ i ‘łajdak’ są tu zaledwie adekwatne. Łajdactwem nazywam korzystanie z nieprzeciętnej inteligencji, talentu oratorskiego i publicystycznego, który niewątpliwe posiadał, w celu dezinformowania opinii publicznej. Gorsząca aktywność publicystyczna Józefa Życińskiego na łamach antypolskiej i antykatolickiej prasy nie licowała z godnością i powołaniem katolickiego arcypasterza. Na przykład w kontekście kampanii proaborcyjnej rozpętanej przez Wyborczą (przypadek Agaty 2008) zagadką pozostaje rzeczywisty stosunek zmarłego do Kościoła katolickiego.

Skomentuje pan wrzawę która powstała po pańskiej wypowiedzi?

To próba egzekucji – w której dowodzą funkcjonariusze z Gwiazdy śmierci z ul. Czerskiej w Warszawie (siedziba Agory S.A. i redakcji Gazety Wyborczej) i telewizję WSI 24, a do plutonu egzekucyjnego dołączył zdaje się na ochotnika pański redakcyjny kolega, Miłosz Bednarczyk, który na waszych łamach kłamliwie donosi że nie odpowiadam na zadane pytania. Oświadczam: nikt z redakcji Dziennika Wschodniego wcześniej nie nawiązał ze mną kontaktu – choć bynajmniej nie zszedłem jeszcze do podziemia i panu, jak widać, bez trudu udaje się do mnie dodzwonić. Zresztą proszę zwrócić uwagę kto jest moim recenzentem, kto jest moim oskarżycielem – m.in. ks. bp Mieczysław Cisło TW Rzymianin, minister Marek Siwiec TW Jerzy, redaktor Monika Olejnik – i inne Stokrotki. Jeżeli zechce pan kierować się wskazaniami takich autorytetów – wolna wola. Ale dobrze chyba wiedzieć, kto właściwie do pana przemawia i kto pana poucza z telewizora, czy z ambony, nieprawdaż?

Wiele osób związanych z KUL czuje się dotkniętych pana wypowiedzią. Czy ich pan przeprosi?

W Lublinie przeżyłem kilka lat dzieciństwa. Z Katolickim Uniwersytetem Lubelskim jestem związany sentymentem i relacjami rodzinnymi, które od dawna nie są niestety tak zażyłe, jak bym sobie tego życzył – między innymi, jak mniemam, na tle różnicy opinii w sprawach, o których wyżej mowa. Nie posiadam się jednak ze zdumienia że akceptacja w tym środowisku dotyczy już nie tylko zakłamania i permanentnego matactwa w życiu publicznym, czego zagorzałym orędownikiem i perfidnym praktykiem był za życia abp Życiński – ale także stalinowskich metod (nagonka, samokrytyka, listy potępiające, wezwania do cenzury prewencyjnej), jakie zastosowano na KUL wobec Bogu ducha winnych studentów, którzy zechcieli wyświetlić mój film ‘Eugenika – w imię postępu’. Opinii o niesławnej pamięci arcypasterzu archidiecezji lubelskiej nie kryłem i za jego życia. To problem ‘Wyborczej’ że nie popularyzowała moich wcześniejszych wypowiedzi o negatywnej roli Józefa Życińskiego w polskim życiu publicznym. Tylko o tym aspekcie się wypowiadam bo w relacje między nieboszczykiem a Stwórcą nie mnie wnikać. Mam nadzieję że Józef Życiński rozstał się z tym światem zawczasu załatwiwszy na ziemi wszystkie doczesne rachunki. Czego sobie i wszystkim życzę.

/tekst nie został dopuszczony do druku w Dzienniku Wschodnim/

/18.5.2011/

***

Sześć tez o sprawie Grzegorza Brauna

Pierwsza

Grzegorz Braun powinien ważyć słowa. Wypowiadał się na uczelni katolickiej, gdzie kwestionowanie święceń biskupich musi wywoływać oburzenie. Tym bardziej gdy dotyczy to byłego wielkiego kanclerza KUL i postaci niedawno zmarłej. Braun powinien też pamiętać, że nie zdołał dowieść przekonująco współpracy z SB prof. Jana Miodka, więc tym bardziej powinien wypowiadać się ostrożnie na tematy lustracyjne.

Druga

Rektor KUL ma prawo zawiesić skład koła naukowego historyków, ale powinien pamiętać że takie incydenty są ceną za wolność słowa. Można młodych historyków rozliczać z tego, czy zareagowali na słowa Brauna, ale źle byłoby, gdyby rozliczano ich za samo zaproszenie Brauna.

Warto jednocześnie zapytać, czy nie jest to zbyt ostra reakcja spowodowana histerią medialną Gazety Wyborczej w tej sprawie.

Dziennikarze z Czerskiej mieli ambicję skłonić nuncjusza apostolskiego

do zabrania głosu w tej sprawie. Watykański dyplomata zachował rozsądek oraz skalę rzeczy i wskazał że decyzje rektora KUL wobec studentów i ich oświadczenie na ten temat wyczerpują sprawę.

Trzecia

W ciągu paru ostatnich lat byliśmy świadkami wielu ostrych i bulwersujących wypowiedzi. Gazeta Wyborcza jedne nagłaśnia a inne ignoruje.

Piórem Katarzyny Wiśniewskiej niedawno lekceważąco rugała metropolitę Stanisława Gądeckiego. ‘Arcybiskup Gądecki wypożyczył język partii zainteresowanej jedynie dzieleniem, jątrzeniem, wskazywaniem winnych lub stawianiem siebie w roli ofiar czy pogardzanych bohaterów’ – pisała publicystka GW, nieuczciwie ogłaszając, że biskup mówi językiem PiS. Teraz obraźliwe słowa Brauna przedstawia się jako hańbę niemającą precedensu.

Problem w tym że co rusz GW aspiruje do roli zarządcy publicznego oburzenia. Dlatego co chwilę każe nam się oburzać czymś, co wybierze sobie z setek mocnych słów, jakie padają w przestrzeni publicznej. Raz jest to domniemane obrażanie Ślązaków przez Jarosława Kaczyńskiego, raz incydentalna wypowiedź przewodnika Muzeum Powstania Warszawskiego na temat barw flagi kaszubskiej, a innym razem jest to fakt, że CIA nazwała akcję przeciw bin Ladenowi imieniem wodza Geronimo. Nie budziły za to podobnego oburzenia GW wulgarne insynuacje wobec śp. Lecha Kaczyńskiego, skandaliczne wypowiedzi bp. Tadeusza Pieronka zachęcającego policję do użycia siły wobec obrońców krzyża lub szydzące z idei pomysłu pomnika prezydenckiej pary. ‘Gazety’ nie oburzają porównania Stefana Bratkowskiego obecnej Polski z Niemcami epoki faszyzmu.

Gdyby gazeta potrafiła oburzać się na różne haniebne wypowiedzi, jej emocje traktowałbym bardziej serio. A tak nie mogę pozbyć się podejrzenia, że najchętniej oburza się na tych, których nie lubi, a bagatelizuje sprawę, gdy postacie dla niej sympatyczne obrażają tych, których GW i tak nie lubi.

Czwarta

Wyborcza rozlicza wszystkich innych ze stosunku do nagłośnionego przez siebie skandalu. Kto nie oburzy się tak mocno, jak tego oczekuje GW, ten zaliczany jest do obozu hańby. Ja takim szantażom ulegać nie będę.

A biskup Józef Życiński jak każda postać publiczna może być oceniany. Minęły już trzy miesiące od odejścia  metropolity lubelskiego do Domu Ojca.

Podnoszona może być też kwestia okoliczności rejestracji ks. Józefa Życińskiego jako TW Filozofa. Sprowadzanie takich dyskusji do ‘rynsztoku’ jest tworzeniem terroru poprawności wokół zmarłego biskupa, który wypowiadał się bardzo ostro na tematy polityczne i wewnątrzkościelne.

Piąta

Jako absolwent KUL z niepokojem obserwuję próby GW by za pomocą prasowych kampanii wykreować katalog osób które nie mogą być zapraszane na wyższe uczelnie. Ale i ostre słowa Grzegorza Brauna pomagają Wyborczej kreować takie kampanie.

Szósta

Biskupa Józefa Życińskiego poznałem osobiście i przeprowadzałem z nim w latach 90 wywiady. Potem nasze drogi się rozeszły. Zdarzało mi się chwalić za pewne wypowiedzi i postawy intelektualne oraz krytykować za wypowiedzi z ostatniej dekady. Po jego śmierci podkreślałem to, co w jego wypowiedziach publicznych uważałem za cenne i znaczące. Milczałem o tym, co mnie bolało lub z czym się nie zgadzałem. Wspominałem to, co było w jego życiu pozytywne. Nie zapominam, że był wieloletnim felietonistą Rzeczpospolitej.

Teraz dyskusje o zmarłym metropolicie dyskredytuje się, mówiąc, że zmarły nie może się bronić.

Gdyby trzymać się tej zasady literalnie, nie mogłyby istnieć nauki historyczne.

Piotr Semka/rp /20.5.2011/

***

Studenci przepytali metropolitę

Społeczność Uniwersytetu Warszawskiego zaprosiła na spotkanie metropolitę warszawskiego, ks. kard. Kazimierza Nycza

Zaczęło się od wspomnień z młodości. Ks. kard. Nycz opowiadał o swoich czasach studenckich, najpierw w seminarium duchownym w Krakowie, potem na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim, gdzie na studia doktoranckie z teologii skierował go ówczesny metropolita krakowski ks. kard. Karol Wojtyła

Kiedy 13 maja 1981 r. broniłem doktoratu – nie wiedziałem że tego samego dnia Papież Jan Paweł II zostanie postrzelony na placu św. Piotra – mówił metropolita.

Pierwsze pytanie studentów dotyczyło pielgrzymek papieża do Polski. Ks. kardynał był współorganizatorem czterech z nich – w latach 1991, 1997, 1999 i 2002 – ale dobrze pamięta też wcześniejsze. Wspominał np. przyjazd Jana Pawła II w 1983 r., gdy w kraju był jeszcze stan wojenny. Wiele osób odradzało tę pielgrzymkę. Papież nie posłuchał i wymusił na władzy spotkanie z Lechem Wałęsą (słysząc że to niemożliwe – zagroził na lotnisku przerwaniem wizyty).

– Pielgrzymki w 1997 i 1999 r. były mordercze bo Papież postanowił odwiedzić wszystkie diecezje i przygotować je na milenium. A ta w 2002 r. była najbardziej wzruszająca. Ojciec Święty żegnał się z Polską – mówił gość.

Studenci spytali też o sytuację przed Pałacem Prezydenckim.

Trzeba sobie jasno powiedzieć: co to znaczy religia i co to znaczy polityka. One powinny istnieć obok siebie, ale na siebie nie zachodzić – tłumaczył kard. Nycz.

Czas po katastrofie smoleńskiej podzielił na dwa okresy. Od 10 kwietnia 2010 r. do ostatnich pogrzebów Polacy – zdaniem metropolity – zjednoczyli się i godnie przeżywali tragedię. Potem nastąpiła jej instrumentalizacja.

Klasycznym tego przykładem była sprawa krzyża na Krakowskim Przedmieściu. Miesiąc po katastrofie przyszli do mnie harcerze. Zaproponowali przeniesienie krzyża do jednego z kościołów. Ustaliliśmy że będzie to katedra, uzgodniliśmy termin, ale gdy te plany stały się jawne, zaczęli się pojawiać różni ludzie i mówić: ‘Niech zostanie, on się jeszcze może przydać’. Byłem zwolennikiem spokojnego przeniesienia krzyża do kościoła, by przestał być znieważany. Różne środowiska próbowały ugrać na krzyżu pod pałacem swoje interesy. Dowodem że nie o krzyż chodziło, ale o jego instrumentalizację, niech będzie fakt, że teraz, gdy już wisi w kościele św. Anny, nie widać przy nim modlących się – mówił ks. kardynał.

Studenci pytali też o sytuację polskich katolików na Litwie którzy nie mogą modlić się po polsku w katedrze wileńskiej. Ks. kardynał odpowiadał że to problem braku odwagi litewskich biskupów.

tu/gw/st. /18.5.2011/

***

Największe święta chrześcijan

Gdyby Chrystus nie umarł i nie zmartwychwstał – właściwie nic by się więcej nie wydarzyło

Rozmowa z ks. kardynałem Kazimierzem Nyczem, metropolitą warszawskim

Na czym polega istota świąt wielkanocnych? Dlaczego są tak ważne?

To największe święta chrześcijan. To święta bez których nic by nie było. Gdyby Chrystus nie umarł i nie zmartwychwstał, to właściwie nic by się więcej nie wydarzyło. I nie chodzi tu o reanimację ciała. Chodzi o istotę życia.

Czy ludzie o tym pamiętają? Coraz częściej można odnieść wrażenie że w świętach najważniejsza jest oprawa?

Ci którzy przeżywają wszystkie święta kościelne roku w sposób świadomy, głęboko wierzący, pamiętają o tym bardzo dobrze. Tym którzy zatrzymują się na powierzchni zwyczajów, tradycji, zawsze będzie bliżej do świąt Bożego Narodzenia. Są bardziej sentymentalne, rodzinne. Tym ludziom warto pokazywać którędy i dokąd prowadzi droga Zmartwychwstania.

Ale dla tych którzy na święta patrzą spoza perspektywy wiary, Wielkanoc pozostaje już tylko zbiorem zwyczajów i tradycji które warto czy wypada zachować. Jak koszyk ze święconym.

Ale ja bym nie lekceważył tego co u tych ludzi jeszcze jest. Bo to jest punkt zaczepienia z którego można się odbić. Nigdy nie wiadomo kto i kiedy powróci do głębokiej wiary. Czasami może to sprawić niespodziewane pytanie dziecka które wyciągnie z człowieka dotąd uśpione pokłady.

Warszawskim kościołem ksiądz kardynał kieruje już cztery lata. Czy ten Kościół wyróżnia się na tle Polski?

Na pewno Kościół w Warszawie jest inny od Kościoła w diecezjach w których wcześniej byłem. A mam porównanie i z południa, i z północy Polski. Ale nie jest ani gorszy, ani jakiś lepszy. W Warszawie ci którzy systematycznie chodzą do kościoła – praktykują w bardziej pogłębiony sposób. Próbują odpowiedzieć sobie na pytanie: po co, czy dlaczego wierzę. To jest charakterystyczne dla religijności archidiecezji warszawskiej. Ten Kościół daje też dużo możliwości. Takich możliwości zbliżonych do wojtyłowych klimatów, czyli związków Kościoła z nauką, kulturą, sztuką. Tych przestrzeni w Warszawie jest ogromnie dużo. Karol Wojtyła nigdy nie bał się spotkania wiary z rozumem. Doskonale wiedział że rozum nieoświecony wiarą ma jakieś braki. Z kolei wiara niepodparta rozumem bardzo łatwo wpada w niebezpieczeństwa fideizmu, czyli bezwzględnego prymatu wiary nad rozumem.

Czy Kościół, zwłaszcza ten hierarchiczny, jest gotowy na taką współpracę?

Kardynał Wojtyła, a później papież Jan Paweł II spotykał się z ludźmi nauki, z ludźmi kultury. Robił to w Krakowie, w Castel Gandolfo i w innych miejscach. Myślę że duże miasta, zwłaszcza te mające potężne ośrodki akademickie, dają możliwości spotkania wiary z rozumem. I to jest wyzwanie dla Kościoła, dla hierarchii. Ważne by Kościół w Polsce nie bał się środowiska intelektualistów, by nie bał się środowisk twórczych, kulturalnych. Bo bez otwarcia na nie, bez obecności w tych środowiskach byłby pozbawiony czegoś bardzo istotnego. Łatwo mógłby stać się Kościołem aintelektualnym albo nawet antyintelektualnym. W Kościele zawsze jest potrzebne to co podnosili kardynał Karol Wojtyła i kardynał Stefan Wyszyński. Prymas Wyszyński bardzo mocno w komunizmie stawiał na Kościół oparty na masach, na prostych, zwyczajnych nabożeństwach. I mocno to akcentował. Ale nie znaczy że nie był otwarty na grupy intelektualistów czy na nowe ruchy.

Bardziej jednak otwarty i liczący na wymiar elitarnego działania, na dopełnianie katolicyzmu ludowego inteligencją gromadzącą się w parafiach, był Wojtyła.

I oni byli komplementarni. Co było zbawienne w latach 1960–80, kiedy obaj  prowadzili Kościół w Polsce. I do tych wzorów trzeba ciągle wracać.

A czy dziś ksiądz kardynał dostrzega następców Wojtyły, Wyszyńskiego, którzy by łączyli Kościół w Polsce? A jest chyba podzielony?

Jest bardziej podzielony w mediach niż w rzeczywistości. Gdy czasami czytam o Kościele w Polsce, to myślę że to nie jest artykuł o polskim Kościele czy episkopacie. Jestem w tym episkopacie 23 lata i wiem jaka jest dyskusja, jaka jest wymiana poglądów, jak się dochodzi do konkluzji. Kościół w Polsce różni się a pluralizm, zwłaszcza mądry, jeszcze nikomu nie zaszkodził.

Teraz największym wyzwaniem jest beatyfikacja Jana Pawła II?

Raczej to co będzie po beatyfikacji. Sama beatyfikacja będzie pięknym, wspaniałym przeżyciem. Benedykt XVI, znając miłość wiernych do Jana Pawła II, zrobi na pewno wszystko by i w kazaniu, i we wszystkim to podkreślić. Na to nakłada się wyjątkowość daty: 1 maja i Niedziela Miłosierdzia. Ale ważne będzie jak potem beatyfikację wykorzystamy, jak będziemy korzystać z naszego wielkiego błogosławionego, z jego spuścizny.

Jak będzie wyglądać podziękowanie za beatyfikację Jana Pawła II?

Tak to rozłożyliśmy w czasie roku by Papież i jego nauka były przypominane cały czas, by to nie zakończyło się 1 maja. Będą miejsca gdzie dziękczynienie będzie mieć charakter ogólnopolski. Pierwsza będzie procesja  8 maja na Skałce w Krakowie, potem 5 czerwca odbędzie się Msza z udziałem Episkopatu na Polach w Wilanowie poprzedzona spotkaniem z młodzieżą archidiecezji warszawskiej i okolic. Będzie też dziękczynienie ogólnopolskie – 26 czerwca w Częstochowie z udziałem całego Episkopatu oraz 16 października w Przemyślu, na rocznicę wyboru Papieża.

rozm. jb/mg-c/rp /22.4.2011/

***

Emanowała z niego wielkość

W trzydziestą rocznicę wyboru Karola Wojtyły na papieża, przypadającą 16 października, metropolita warszawski, abp Kazimierz Nycz, mówi m.in. jak ten pontyfikat zmienił Polskę i Kościół

Rozmowa z ks. abp. Kazimierzem Nyczem

Instytut Pamięci Narodowej wydał biuletyn poświęcony trzydziestej rocznicy wyboru Polaka na papieża i zorganizował sesję pod hasłem: Przesłanie wciąż aktualne. Jak ksiądz arcybiskup rozumie to hasło?

Rozumiem tak że każdej kolejnej rocznicy którą będziemy przeżywać, czy to wyboru Papieża, czy jego śmierci, nie wolno nam traktować tylko w aspekcie rozważań historycznych. Nie można tylko wspominać tego co było, ale wydobywać z nauczania Jana Pawła II, z jego pontyfikatu, to wszystko co jest ponadczasowe, a rzeczy ponadczasowych jest tam więcej. Coraz częściej zastanawiam się, by dokonać rekapitulacji nauczania papieskiego w postaci pielgrzymek, wystąpień, nauczania rzymskiego, nauczania w Polsce. Biorąc to wszystko jako fundament, punkt wyjścia, możemy iść do przodu i w ten sposób rozwijać to jako program na nasze czasy. Bo kiedy teraz z dystansu czyta się te rzeczy to widać jakim Jan Paweł II był wizjonerem, teologicznym, religijnym, ale i równocześnie historiozoficznym.

Jaka zdaniem księdza arcybiskupa była Polska przed trzydziestu laty, a jaka jest teraz?

To dwie różne Polski. Myślę że najbardziej to czują ci którzy wyjechali z kraju. Na przykład kardynał Stanisław Dziwisz i kardynał Stanisław Ryłko, którzy ze strony kościelnej wyjechali do Rzymu razem z Papieżem. Kiedy wrócili, po 1990 r. i później, mówią że to zupełnie inna Polska. Ktoś kto nie ma tego punktu odniesienia, porównania, oczywiście nie potrafi chyba do końca docenić zmian, tego co się zmieniło i wydarzyło w Polsce przez te trzydzieści parę lat. W niektórych sferach przede wszystkim dzięki temu pontyfikatowi. Nie mówię że dzięki tylko jednej osobie Jana Pawła II, choć jego wkład jest ogromny, ale owemu wydarzeniu które nazywa się wyborem papieża zza żelaznej kurtyny, papieża z narodów słowiańskich.

Jaki był Kościół przed Papieżem Polakiem a jaki Kościół Jan Paweł II pozostawił?

Myślę że przed Papieżem Polakiem Kościół też był wojtyłowy, bo on już przy boku kardynała Stefana Wyszyńskiego odgrywał bardzo ważną rolę w Kościele polskim. Choć był zawsze w cieniu Wyszyńskiego, bo tego wymagały tamte czasy, tej jedności przywództwa. Natomiast widać było że był motorem poczynań intelektualnych w obrębie Episkopatu, poczynań pastoralnych i w pewnym sensie on wniósł swoje doświadczenie Kościoła w Polsce w Kościół Powszechny. Czymże bowiem są pielgrzymki? Żaden papież przed nim na taką skalę nie angażował się w tak zwane bezpośrednie pasterzowanie. Pasterzował przez dokumenty, encykliki, przez współpracowników, przez kurię rzymską. Ale ten Papież po prostu pojechał w świat, stał się pasterzem bezpośrednim. Myślę że praktycznie każdy człowiek, czy prawie każdy, który chciał, w tych 104 pielgrzymkach w 120 krajach, mógł się z nim spotkać. Nie tylko poprzez media które Jan Paweł II bardzo cenił i wierzył że są bardzo potrzebne do ewangelizacji. Z których korzystał. Nie tylko więc przez media lecz także bezpośredni kontakt, czyli żywe spotkanie z papieżem, Piotrem naszych czasów.

Skąd, zdaniem księdza arcybiskupa, Karol Wojtyła czerpał tyle siły by być tak wielkim papieżem i tak wielkim Polakiem?

Można bardzo dużo powiedzieć w tej sprawie ale streściłbym to w dwóch rzeczach. Niewątpliwie z więzi z Bogiem, z modlitwy, a poza tym z solidnego wykształcenia. To był człowiek który cały czas rzetelnie podchodził do nauki. Począwszy od szkoły średniej w Wadowicach, tematyki obowiązkowej i nadobowiązkowej. Potem przez studia polonistyczne, teologiczne, aktorstwo, teatr rapsodyczny, filozofię, etykę, wreszcie habilitację i biskupstwo. To wszystko razem wzięte, w 1978 r. zaczęło mu być potrzebne. On nie mógł przypuszczać i nie przypuszczał, bo nie był człowiekiem niepokornym, że będzie kimś wielkim w Kościele, czy świecie. Powiedzmy w 1938 r., kiedy zdawał maturę. Ale rzetelnie podchodził do swego wykształcenia. Widzę w tym Opatrzność Bożą i prowadzenie go przez Ducha Świętego, ale to rzetelne wykształcenie stało się potem fundamentem wszystkiego, bo, jak mówią: z próżnego i Salomon nie naleje. Myślę więc że to ta pełnia jego osobowości, pełnia jego wiedzy i wykształcenia, wielostronnego i wielorakiego, połączona z szaloną troską o więź z Panem Bogiem, dawała mu tę siłę. Jego modlitwa jest dla mnie osobiście po prostu przykładem, wzorem, ale wzorem niedościgłym. Człowiek czasem wobec tej jego modlitwy staje bezradny, widząc jak można się modlić.

Jak ksiądz arcybiskup wspomina daty wyboru, zamachu i śmierci Jana Pawła II?

Wyboru jako zaskoczenie. Nie udaję nawet po trzydziestu latach że byłem prorokiem i wiedziałem że Wojtyła będzie wybrany. Powiedzmy uczciwie że nikt tego wtedy nie wiedział. Zwłaszcza po śmierci Pawła VI było w ogóle nie do pomyślenia że mógłby być papież nie Włoch. To dziś wszyscy jesteśmy mądrzy i oceniamy przeszłość. Dzień zamachu? To był potężny dramat. Tak pięknie się zaczęło, było już po pierwszej Solidarności w 1980 r., po pierwszej pielgrzymce. Tyle rzeczy dla Kościoła Powszechnego i nagle to wszystko się mogło skończyć. Skończyć dla Kościoła w Polsce i dla Polski dramatycznie. Kiedy on leżał w klinice Gemelli i walczono o jego życie, w tym samym czasie, w tym samym maju, umierał na nowotwór Prymas Wyszyński. Kościół w Polsce i w świecie mógł stracić dwóch ważnych przywódców, tak potrzebnych. A śmierć? Bogu dziękuję że Papież nie uległ jakimś podpowiedziom, które się zdarzały, by zrezygnować po roku świętym, by sobie odpocząć. Stracilibyśmy coś niesłychanie ważnego, te sześć czy pięć lat odchodzenia Papieża, zmagania z chorobą, z cierpieniem, było wielką promocją wieku dojrzałego, starszego i choroby. Było wielką promocją dla ludzi którzy czasem czują się niepotrzebni, nie potrafią dostrzec sensu swego cierpienia i choroby. Równocześnie samo odchodzenie, umieranie, było katechezą eschatologiczną, która przyda się każdemu z nas. Myślę że każdy z nas ją jakoś przeżył, a nie tylko zapamiętał i nosi ją w swoim sercu.

Jakiego człowieka pamięta ksiądz arcybiskup z osobistych kontaktów z Janem Pawłem II?

To temat na osobną i długą rozmowę. Ja akurat pamiętam go bardzo dobrze bo to był mój biskup. On był moim biskupem kiedy byłem klerykiem w seminarium, on mnie święcił, on był biskupem przez moje pierwsze pięć lat mojego kapłaństwa, on posyłał mnie na studia doktoranckie. Pamiętam go jako człowieka który nie celebrował swojej wielkości i swojej funkcji. Miał wokół siebie taki majestat, który nie oddalał, nie odstraszał. Myśmy szli do niego na spotkania jako klerycy z powagą. A przyjmował nas co roku na spotkaniu osobistym już jako księży. Równocześnie był bardzo braterski, bardzo ojcowski, potrafił te dwie rzeczy połączyć. Emanowała z niego wielkość, to trzeba powiedzieć. Ale nie była to wielkość która przytłaczała, tylko taka do której człowiek się przybliżał jak do światła, po to by się czegoś nauczyć, lepiej odczytać projekt swego życia, czy zobaczyć swoje problemy.

Niektórzy mówią o pokoleniu Jana Pawła II, inni że takiego pokolenia w ogóle nie ma. Co ksiądz arcybiskup powie na ten temat?

Zawsze mówię to samo. Uważam że jest pokolenie, ale nie można go zacieśniać do wyłącznie dzisiejszej młodzieży, czy nawet do osób które wzrastały razem z Janem Pawłem II, czy nawet do osób dojrzałych, czyli dwudziestolatków w 1978 r. Wszyscy którzy przez te prawie trzydzieści lat zahaczyli o ten pontyfikat mają prawo nazywać się pokoleniem Jana Pawła II. Ja też się czuję tym pokoleniem mimo że jestem od młodzieży dużo starszy. Tak więc każdy może się uważać za pokolenie JP2 pod warunkiem że rzeczywiście na serio podejmuje to dzieło pontyfikatu, i to co Jan Paweł II zostawił jako fundament aksjologiczny dla nas wszystkich. Nie mają natomiast do tego prawa ci którzy tylko próbują podpinać się pod to pokolenie.

rozm. Cezary Dąbrowski /15.10.2008/

Kategoria Wiara

Comments